Triumf PGE Vive nad Vardarem

Szczypiorniści PGE Vive Kielce pewnie wygrali we własnej hali z Vardarem Skopje 35:25 w 8. kolejce Ligi Mistrzów EHF. Macedoński zespół tydzień wcześniej podejmował kielczan w Skopje i z trudem zremisował z nimi 28:28, ale tak wysokiej porażki w rewanżu dwukrotnego triumfatora tych rozgrywek mało kto się spodziewał.

Po zremisowanym 28:28 spotkaniu w Skopje ekipa PGE Vive wracała do Kielc z uczuciem niedosytu. Jeszcze kilka tygodni wcześniej taki wynik wywalczony w stolicy Macedonii żółto-biało-niebiescy wzięliby w ciemno, bo to trudny teren, fanatyczni kibice, gorąca atmosfera i naszpikowanymi klasowymi graczami zespół. Obecnie jednak macedońska ekipa przeżywa poważne problemy kadrowe, bo ich skład mocno przerzedziły kontuzje, ale ma też wyraźny kryzys formy. Jedyne co pozostało w tej ekipie na dawnym poziomie, to niebywała ambicja i zaangażowanie zawodników. Na kwadrans przed końcem meczu w Skopje mistrzowie Polski prowadzili trzema trafieniami, zaś ich rywale walczyli już ostatkiem sił. Mimo to zawzięcie walczyli do ostatniego gwizdka i w nagrodę wywalczyli cenny punkt. Trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew stwierdził, że z remisu nie jest zadowolony, bo w jego opinii to stracony punkt. W ekipie Vardaru wszyscy się z tego rezultatu cieszyli i nazywali go nawet „zwycięskim remisem”.

Obawiali sie jednak czekającego ich tydzień później spotkania rewanżowego w Kielcach. Do Polski nie poleciał z zespołem lider Vardaru Łotysz Dainis Kristopans, zabrakło też dwóch innych rozgrywających – JoseGuilherme de Toledo i Siergiej Gorbok także leczą urazy. Sytuacja w grupie B jest jednak skomplikowana i kielczanie nie mogli sobie w sobotę pozwolić na przegraną. Drugi i szósty zespół w tabeli dzieli ledwie jeden punkt, a to oznacza, że margines błędu nie istnieje – w ostatecznym rozrachunku o miejscu w grupie może zadecydować nawet jedna bramka. Porażka w rewanżowym starciu z Vardarem nie wchodziła więc w rachubę. Kielecki zespół miał jeszcze nad rywalami przewagę psychologiczną, bo ekipie Vardaru jeszcze nigdy nie udało się wygrać z PGE Vive w kieleckiej Hali Legionów.

Trener Vardaru Eduard Kokszarow chciał zaskoczyć kielczan wystawiając na prawej flance nie Ivana Cupicia, lecz Pawła Atmana, ale ten manewr nie przyniósł jego drużynie większych korzyści. Mistrzowie Polski nie dali się zbić z tropu także manewrami z wycofywaniem bramkarza w trakcie ataku, grali czujnie i jeszcze do przerwy rzucili pięć goli na pustą bramkę (trzy razy trafił Blaż Janc, po razie obaj bracia Dujszebajewowie). A że w ataku kielecki zespół spisywał sie jeszcze lepiej niż w obronie, na przerwę podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa schodzili z trzybramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron rywale zaczęli grę od trafienia, ale kielczanie nie dali im się rozkręcić, bo sami zaczęli koncert gry w piłkę ręczną. Znakomicie bronił niemiecki bramkarz PGE Vive Andreas Wolff, chociaż grał z kontuzją stawu skokowego. Macedoński zespół z każdą minutą stawał się coraz bardziej bezradny – grał chaotycznie, bez pomysłu, niestarannie w ataku i niekonsekwentnie w obronie. Nic dziwnego, że na pięć minut przed końcem meczu kielczanie prowadzili już różnicą dziewięciu trafień, by ostatecznie zakończyć spotkanie wynikiem 35:25.

Było to czwarte zwycięstwo PGE Vive Kielce w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów EHF. Po sześć bramek rzucili najskuteczniejsi w drużynie trenera Dujszebajewa chorwacki rozgrywający Igor Karacić i białoruski obrotowy Arciom Karalok. W zespole Vardaru najwięcej trafień, dziewięć, zanotował rosyjski skrzydłowy Timur Dibirow.

„Mój zespół ma ogromny szacunek dla Vardaru, bo to jest aktualny mistrz Europy. Wiemy, że obecnie są w bardzo trudnej sytuacji kadrowej. Ale możemy ich podziwiać. Grali bez Guilherme de Toledo i Dainisa Kristopansa, a Paweł Atman i Christian Dissinger wrócili dopiero po kontuzjach. Wytrzymali tyle, ile mogli. Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni ze zwycięstwa i dziękujemy naszym kibicom. To nie to samo, kiedy gramy w Skopje, a w Kielcach. Dzisiaj byliśmy bardziej skuteczni i to dało nam wygraną” – podsumował występ swojej drużyny trener kielczan Tałant Dujszebajew.

W innym sobotnim spotkaniu tej grupy Telekom Veszprem wygrał z Mieszkowem Brześć 31:25. W tabeli grupy B prowadzi THW Kiel (13 pkt) przed Telekomem i PGE Vive (po 10 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Montpellier HB (9 pkt), piąty jest Vardar (9), szóste FC Porto (8 pkt), dwie ostatnie pozycje okupują nie mające już szans na awans zespoły Mieszkowa (2 pkt) i Motoru Zaporoże (1).

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa przed Paris Saint-Germain HB (po 12 pkt), trzecia lokatę zajmuje MOL-Pick Szeged (11). Kluczowy dla miejsca Orlenu Wisły Płock mecz tej drużyny z Kadetten Schaffhausen zakończył się po zamknięciu wydania.