Ważny tunajt – Oczywista oczywistość

Parę lat temu córka jednego z moich kolegów poprosiła mnie, żebym przyszedł do niej do szkoły i w ramach cyklu spotkań z „ciekawym człowiekiem” opowiedział o tym, co robię i czym się zajmuję. Mało tego, poprosiła mnie jeszcze, żebym zabrał ze sobą puzon i pokazał dzieciom jak się na nim gra, bo ja, Szanowni Państwo, gram właśnie na puzonie, i tym graniem zarabiam na chleb i oliwki.
No i poszedłem. To znaczy pojechałem, bo to była szkoła bardzo daleko od mojego domu ulokowana. Pamiętam, że strasznie wtedy lało. Korki były na mieście pokaźne, mimo tego, przyjechałem przed czasem. Zaparkowałem auto za sklepem, obok budynku szkoły, czekałem cierpliwie na swoją kolej. Akuratnie przestało lać. Chodnikiem, tuż przed maską mojego samochodu, szedł młody człowiek i jadł banana. Kiedy skończył, wyrzucił skórkę za siebie, jak w filmach z Czaplinem. Uchyliłem szybę, i grzecznie acz stanowczo poprosiłem, żeby zabrał śmieć z ulicy, co zrobił bez specjalnego entuzjazmu. Popatrzył przy tym na mnie jak na Marsjanina, który sekundę temu wylądował u niego na osiedlu. Sama lekcja z dzieciakami poszła świetnie. Dzieci zadawały pytania, nie zawsze oczywiste i łatwe, a ja grałem piosenki i uczyłem każde z nich wydobywać dzięki z trąby. Dostałem nawet pamiątkowy dyplom.
Parę dni temu, kiedy usłyszałem, że w szkole na Marysinie Wawerskim jeden nastolatek zasztyletował drugiego, od razu napisałem wiadomość do ojca Zosi, u której byłem ongiś na występach w klasie. Poznałem tę szkołę, gdy stacje informacyjne podawały pierwsze, dramatyczne niusy. Dzieciakom z klasy Zosi i jej samej na szczęście nic się nie stało, ale oczywiście coś do nich dotarło; widzieli policjantów, karetki na sygnale, szloch i spazmy nauczycieli. Pomyślałem sobie wtedy, że ten który zginął albo zabił, to mógł być ten sam, od skórki od banana. Wiek by się zgadzał.
Słuchałem później opowieści o tym, że przemoc w szkołach była zawsze. Mądrzyli się tak ludzie z tytułami. Ja, bez tytułu, też mógłbym opowiedzieć Wam o tym, jak w moim ogólniaku jeden z uczniów wbiegł do męskiej ubikacji, gdzie akuratnie stałem na czatach, w czasie gdy reszta paliła fajki, wyjął z plecaka klucz francuski i uderzył parokroć w głowę drugiego. Tamten na szczęście przeżył, ale krwi było jak przy świniobiciu. I było to jedno z lepszych liceów w okolicy. W podstawówce widziałem, jak bandyterka z kuratorem na karku, co to kibluje trzeci rok w siódmej klasie, skacze po głowie chłopca, który miał pecha, bo akurat nie palił i nie miał czym poczęstować. I to też nie była najgorsza podstawówka na rejonie. Truizmy? No pewnie, że tak, tylko dziś, mam wrażenie, te truizmy mają trochę inne podglebie, na którym rosną dramaty jak ze szkoły w Wawrze.
Rodzice nie rozmawiają z dziećmi. Dzieci spędzają całe dnie przed komputerami. Oglądają patostrimerów i wciągają, dosłownie i w przenośni, wszystko to, co nielegalne i zakazane. Za mało jest kształconej kadry w szkołach oraz za słaby dostęp do psychologów i psychiatrów dziecięcych. Wszystko prawda. Musimy coś z tym zrobić, krzyczą eksperci. A recepta? Rodzice muszą poświęcać więcej czasu dzieciom. Hmmm…głębokie. Nikt jakoś jednak nie spróbuje zadać pytania: a dlaczego się tak dzieje, że rodzice, zwłaszcza w dużych miastach, nie rozmawiają dziś z dziećmi i na dobrą sprawę, nie znają ich potrzeb i problemów?
Może dzieje się tak np. dlatego, że całe boże dnie zasuwają w swoim korpo, a braki w kontakcie z dzieckiem kompensują w centrum handlowym? Żeby mieć na centrum handlowe z kolei muszą brać jeszcze więcej nadgodzin, i tak się ta obłudna spirala kręci w najlepsze, ale lepiej nie mówić o tym głośno, bo się jeszcze wyda. I że prawdziwy problem to jest czas, którego notorycznie brakuje na relację rodzic-dziecko, bo gdy się zasuwa na pełen etat albo dwa, dojeżdża do roboty godzinę albo i lepiej, to pod wieczór nie ma już sił ani możliwości, żeby zdobyć się na coś więcej niż konsumpcja, kolacja i czasami kopulacja. I że szkoły, kadry, lekarze i pomoc psychologiczna jak najbardziej, ale najpierw popatrzmy w jakim matrixie żyją rodzice tych biednych/bogatych dzieci i ile czasu mogą im realnie poświęcić. I że to właśnie czas dziś jest luksusem, na który stać najbogatszych, a to przecież zupełne pomylenie pojęć, bo straconego czasu za nic się nie odkupi ani go nie dokupi, choćby nie wiem czym człek płacił. Truizmy kolejne? Pewnie tak, a nawet na pewno, ale inaczej chyba nie sposób o tym pisać. O tym co się stało. I co się stanie jeszcze nie raz. Tego niestety jestem pewien. Bo coś tak czuję w trzewiach, że za daleko już to wszystko poszło…
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”