Algieria znowu wrze

Obywatele i obywatelki Algierii uczcili 65. rocznicę początku wojny o niepodległość swojego kraju, domagając się zmian tu i teraz. Odejście „wiecznego prezydenta” Abd al-Aziza Butefliki to dla nich za mało. Wiedzą, że cały system polityczny jest skorumpowany i niesprawiedliwy.

Rząd robił wszystko, by utrudnić zaplanowane manifestacje – na jeden dzień w Algierze przestało jeździć metro, zawieszono połączenia kolejowe ze stolicą. A jednak na ulice miasta wyległy tłumy. 100 tys. kobiet i mężczyzn, młodszych i starszych, wszyscy zgodni co do tego, że Buteflika odszedł, ale u władzy pozostała ta sama elita, co do tej pory, ci sami wojskowi zagarniający dla siebie owoce rozwoju gospodarczego państwa.
Ruch domagający się radykalnej demokratyzacji Algierii tli się od wiosny. Buteflika zrezygnował w kwietniu, ale protesty odbywały się dalej, co piątek, ze zmiennym natężeniem. 1 listopada, z uwagi na ważną historyczną rocznicę, nabrały szczególnej mocy. Demonstranci domagali się, by Algieria, która dekady temu wywalczyła niepodległość, teraz została naprawdę wyzwolona. Żądali, by pełniący obowiązki prezydenta Abd al-Kadir Bensalah zrezygnował, podobnie jak premier Nur ad-Din Bedoui i Ahmad Dżaid Salah, szef sztabu sił zbrojnych, a faktycznie najpotężniejszy człowiek w kraju po wiosennych zmianach.
Grupę wpływowych wojskowych, starszych polityków i oficerów służb specjalnych, którzy za rządów starzejącego się Butefliki faktycznie rządzili Algierią, a i po jego odejściu nie zamierzają rezygnować, nazywa się w Algierii po prostu władzą – le pouvoir. Młodzi ludzie podczas powtarzających się co piątek protestów domagają się demontażu całej tej władzy i realnej demokratyzacji polityki. Czują, że grudniowe wybory prezydenckie, jeśli odbędą się pod kontrolą le pouvoir, będą wyłącznie inscenizacją. Protestujący domagają się, by wybierać nie prezydenta, a zgromadzenie konstytucyjne, które nakreśli zupełnie nowe ramy politycznego ustroju i zadba o to, by był on sprawiedliwy.
Młode pokolenie Algierek i Algierczyków oburza brak perspektyw, wysokie bezrobocie, korupcja i bezkarność służb mundurowych. W ocenie organizacji broniących praw człowieka, jak Human Rights Watch, policja i wojsko regularnie dopuszczały się aktów przemocy w stosunku do pokojowych demonstrantów. Arbitralne aresztowania i przetrzymywanie w izolacji zdarzały się regularnie, a do zwrócenia na siebie uwagi służb wystarczyło np. protestowanie z flagą państwową w ręku. W wydanym we wrześniu raporcie HRW informowała również o rozpędzaniu spotkań organizowanych przez instytucje pozarządowe oraz o blokowaniu dostępu do mediów informacyjnych.