Wiślacy szukają jelenia

Wisła Kraków jest bankrutem i przez normalnie działający związek piłkarski klub powinien zostać zdegradowany karnie do ligi amatorskiej. Taki los spotkał we Włoszech AC Parmę, a w Szkocji Glasgow Rangers.

PZPN normalnym związkiem widocznie nie jest, skoro wbrew oczywistym faktom przez ostatnie dwa lata przyznawał Wiśle licencję na występy w Lotto Ekstraklasie. Gdy pod koniec ubiegłego roku wybuchła afera ze sprzedażą akcji międzynarodowym hochsztaplerom, związek zawiesił licencję pod pretekstem niemożności ustalenia, kto jest rzeczywistym właścicielem klubu. Tymczasem w mediach już huczało od wieści, że piłkarze nie otrzymywali wynagrodzeń od lipca, a krakowski klub jest zadłużony na ponad 40 mln złotych. Ludzie, którzy do tego doprowadzili, z prezes Marzeną Sarapatą na czele, złożyli rezygnację z funkcji i rozpłynęli się we mgle, ale jeszcze w ostatnich godzinach urzędowania potrafili bezkarnie ogołocić klubowe konto z ostatnich pieniędzy.

Złodzieje uciekli, a długi pozostały. Można zrozumieć intencje kilku zamożnych facetów, którzy dla przyszłych korzyści zdecydowali się zainwestować swoje oszczędności w udzielenie Wiśle pożyczki. Wiadomo, że jeśli „Biała Gwiazda” przetrwa, to za jakiś czas będą mogli te pieniądze odzyskać. Tylko że zebrane przez nich cztery miliony złotych nie starczyły nawet na wypłacenie zaległych wynagrodzeń dla wszystkich piłkarzy. Ale pozwoliły powstrzymać masowy exodus zawodników, z których kilku już odeszło, a reszta złożyła wezwania do zapłaty. I co najważniejsze, dało też pretekst do odwieszenia licencji, chociaż przecież dług Wisły z powodu tej operacji bynajmniej nie zmalał. Nadal przekracza 40 mln złotych, tyle że teraz cztery „bańki” z tej kwoty klub wisi tercetowi pożyczkodawców. Trwają więc poszukiwania jelenia, który to spłaci.

 

Kosztowny żart piłkarza AC Parma

Afera w lidze włoskiej. Przez wygłup piłkarza AC Parma może wrócić do Serie B. Przed sądem w Rzymie toczy się proces, w którym prokuratura oskarża piłkarza tego klubu o próbę korupcji. Zawodnik zapewnia, że tylko żartował.

 

W maju tego roku piłkarze AC Parma świętowali awans do Serie A. Klub wrócił do włoskiej elity po latach nieobecności spowodowanej bankructwem. Na miesiąc przed startem rozgrywek nie jest jednak takie pewne, że drużyna z Parmy zagra w gronie najlepszych. Jak donoszą włoskie media przed sądem w Rzymie toczy się proces, w którym prokuratura oskarża zawodnika Parmy, Emanuele Calaio, że przed ostatnim meczem poprzedniego sezonu ze Spezią wysłał do kolegi wiadomość za pomocą WhatsApp z pytaniem, czy przeciwnicy nie chcieliby „odpuścić” spotkania. Rywalom Parmy nie groził spadek i nie mieli też szans na awans i przegrali 0:2, ale ponieważ Calaio występował w barwach Spezii do 2016 roku, a odbiorcą jego „oferty” był dawny kolega z tego zespołu, Filippo De Col, ujawnienie tej korespondencji zaintrygowało wymiar sprawiedliwości. Calaio wielokrotnie zapewniał, że to był tylko żart, ale decyzja sądu jest wielką niewiadomą. Konsekwencje wyroku skazującego będą opłakane zarówno dla piłkarza, jak i klubu. Prokurator domaga się ukaranie Calaio czteroletnią dyskwalifikacją i grzywną w wysokości 50 tys. euro.

Parmie grozi natomiast anulowanie wyniku meczu ze Spezią, co w efekcie oznaczałoby utratę miejsca w lidze zapewniającego awans do Serie A. W takim przypadku miejsce Parmy zajęłoby Palermo, które przegrało walkę o awans w barażach. Ale nawet jeśli włoska federacja piłkarska zostawi Parmę w najwyższej klasie rozgrywkowej, to i tak w przypadku skazania Calaio zespół zostanie ukarany odebraniem sześciu punktów.