Wyścig snajperów w polskiej kadrze

Na czele aktualnego rankingu najskuteczniejszych polskich piłkarzy znajduje się Robert Lewandowski, który w tym sezonie zdobył już 25 bramek. Tuż za nim z 23 trafieniami w barwach Genoi i AC Milan plasuje się rewelacja włoskiej Serie A Krzysztof Piątek. Trzeci w tym zestawieniu Kamil Wilczek strzelił dla Broendby Kopenhaga 16 goli, a czwarty Arkadiusz Milik dla SSC Napoli zdobył 13 bramek.

Lewandowski i Piątek odskoczyli innym polskim napastnikom w liczbie strzelonych goli, ale trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powinien na bieżąco śledzić także dokonania graczy z dalszych miejsc na liście, bo sezon jest wyczerpujący, ryzyko kontuzji przez to wielkie, więc trzeba zakładać, że eksploatowanych do maksimum w klubowych zespołach snajperów może przed marcowymi meczami biało-czerwonych dopaść jakieś nieszczęście, choćby kontuzja.

Pierwsze miejsce „Lewego” w wyścigu polskich snajperów nie jest zaskoczenia. W obecnym sezonie kapitan naszej reprezentacji zdobył już dla Bayernu Monachium 25 bramek w 29 meczach. Krzysztof Piątek jest jednak od niego gorszy tylko o dwa trafienia (w sumie strzelił już 23 gole). Kolejny w zestawieniu jest Kamil Wilczek, który zdobył dla Broendby 13 bramek, a w sumie ma ich na koncie 16, co czyni go drugim pod względem skuteczności zawodnikiem duńskiej ekstraklasy. Tuż za nim sklasyfikowany jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, autor 13 trafień w tym sezonie (12 w Serie A i jedno w Pucharze Włoch). Jedenaście goli na koncie (dziewięć dla Jagiellonii Białystok i dwa dla PAOK Saloniki) ma na koncie Karol Świderski, a o jedno mniej występujący nieregularnie w bułgarskim Łudogorcu Razgrad Jakub Świerczok (ma trzy bramki w lidze, dwie w Pucharze Bułgarii, aż cztery w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i jedną w fazie grupowej Ligi Europy).

Poza kadrą Polski znajduje się Łukasz Zwoliński (z 9 golami jest w zestawieniu za Świerczokiem), który w chorwackiej lidze walczy o tytuł króla strzelców, więc może nie warto tracić go z pola widzenia. Zwłaszcza że powołany na jesienne mecze Adam Buksa z Pogoni Szczecin ma gorsze osiągnięcia od niego, bo tylko sześć trafień na koncie, tyle samo co trochę zapomniany Mariusz Stępiński, który jednak te bramki zdobył w Serie A, na dodatek w najsłabszym w tej lidze zespole Chievo Werona. A przecież nie można wykluczyć, że do tego grona dołączą wkrótce przeżywający obecnie trudne dni Łukasz Teodorczyk i Dawid Kownacki.

W tej chwili obaj prowadzący w wewnętrznej rywalizacji polskich snajperów gracze mogą spodziewać się powołania na marcowe mecze. Bez obaw na decyzję trenera Brzęczka czeka też Milik. Kamil Wilczek wypadł z kadry jeszcze za kadencji Adama Nawałki, a jego następca nawet nie raczył napastnika Broendby Kopenhaga sprawdzić, chociaż Wilczek w rundzie jesiennej imponował strzelecką formą.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że jeśli chodzi o polskich snajperów to w ostatnich tygodniach najgłośniej było o Piątku, ale najrówniej z nich grał jednak Lewandowski. Wartość kapitana biało-czerwonych wychodzi zwłaszcza przy tzw. punktacji kanadyjskiej, w której liczą się łącznie bramki i asysty. „Lewy” jest w niej poza konkurencją, bo w tym sezonie zaliczył już 11 asyst, co w połączeniu z golami sprawia, że przyczynia się do zdobycia gola przez Bawarczyków co 72 minuty. „El Pistolero”, jak nazywają Piątka Włosi, który jako jedyny stara się nadążyć za narzuconym przez „Lewego” tempem w zdobywaniu bramek, ma na koncie tylko jedną asyst. Inni nasi snajperzy nie są wiele lepsi. Dlatego królem w tym towarzystwie wciąż jest Lewandowski.

 

Liga cudzoziemców

Fot. Mecz Lechii z Legią był pod wzgledem sportowym bardzo miernym widowiskiem

 

 

Mecz na szczycie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa rozczarował marnym poziomem i bezbramkowym wynikiem. Było to jedyne spotkanie bez bramek – w pozostałych siedmiu strzelono 22 gole. Tylko pięć z nich zapisali na swoje konto polscy piłkarze.

 

W 18. kolejce ekstraklasy nasi zawodnicy popisali się skutecznością jedynie w piątkowym spotkaniu Zagłębia Lubin z Piastem Gliwice (2:2). Z czterech goli aż trzy były autorstwa polskich piłkarzy – dla gospodarzy trafił Łukasz Poręba, a dla gości Jakub Czerwiński i Piotr Parzyszek. W sobotnich meczach padło dziewięć bramek, lecz tylko jedna z nich była dziełem Polaka – dla Korony Kielce zdobył ją Mateusz Możdżeń. W niedzielę trafiali już wyłącznie obcokrajowcy i dopiero w kończącym kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Arki Gdynia z Cracovią (0:3) niekorzystną statystykę dla rodzimych graczy odrobinę poprawił Mateusz Wdowiak. I to też nie od razu, bo gola po jego strzale najpierw przypisano Cornelowi Rapie, a potem bramkarzowi Arki Luce Mariciowi jako samobójczą. Ostatecznie po weryfikacji trafienie zapisano na konto skrzydłowego Cracovii.

Nie zmienia to faktu, że strzelecki dorobek naszych piłkarzy w rodzimej ekstraklasie jest ubogi. W miniony weekend tyle samo goli polscy gracze strzelili w znacznie mocniejszej przecież włoskiej Serie A. Dwie bramki zdobył Arkadiusz Milik w spotkaniu z Frosinone Calcio (4:0), kolejne trafienie dołożył jego kolega z drużyny Piotr Zieliński, a dwa pozostałe gole strzelili Mariusz Stępiński (jego Chievo zremisowało 1:1 z Parmą) oraz niezawodny Krzysztof Piątek dla Genoy w zremisowanym 1:1 meczu ze SPAL 2013.

O strzeleckiej mizerii naszych piłkarzy występujących w rodzimej ekstraklasie najlepiej świadczy ich liczba w czołówce klasyfikacji strzelców. Prowadzi w niej z 12 trafieniami Hiszpan Igor Angulo (Górnik Zabrze), przed Portugalczykiem z Lechii Gdańsk Flavio Paixao (11 goli), a naszym jedynakiem w czołówce jest trzeci w zestawieniu Marcin Robak ze śląska Wrocław, który zdobył jak dotąd 10 bramek. Za nim niestety są już tylko cudzoziemcy – z dziewięcioma trafieniami Czech Zdenek Ondrasek (Wisła Kraków), Brazylijczyk Ricardinho (Wisła Płock), a z ośmioma Fin Petteri Forsell (Miedź Legnica), Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech Poznań), Francuz Vamara Sanogo (Zagłębie Sosnowiec) i Niemiec Elia Soriano (Korona Kielce). Dopiero na dalszych miejscach ponownie natrafiamy na polskich graczy. Siedem goli na koncie mają Maciej Jankowski i Michał Janota z Arki Gdynia oraz Karol Świderski z Jagiellonii Białystok, a sześć trafień Adam Buksa z Pogoni Szczecin i Filip Starzyński z Zagłębia Lubin.

W polskiej ekstraklasie polscy piłkarze są więc tylko tłem dla cudzoziemców, których gra już w naszej lidze ponad 160.

 

Brzęczek nie uczy się na błędach

Jerzy Brzęczek nie wyciąga wniosków z popełnionych błędów. Do kadry na mecz z Czechami (15 listopada) i spotkanie w Lidze Narodów z Portugalią (20 listopada) znów powołał graczy, którzy nie grają w klubach, wśród nich swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, a także dwóch kompletnych nowicjuszy – Adama Buksę i Huberta Matynię.

 

Na wstępie przypomnijmy, że nasze reprezentacja za rządów trenera Brzęczka jeszcze nie wygrała meczu. We wrześniu zremisowała z Włochami (1:1) i Irlandią (1:1), a w październiku przegrała z Portugalią (2:3) i Włochami (0:1). Biało-czerwoni zajmują ostatnie miejsce w swojej grupie Ligi Narodów i wiadomo już, że w kolejnej edycji tych rozgrywek zagrają szczebel niżej. Wyniki nie zachwycają, ale jeszcze większe zaniepokojenie kibiców budzi styl gry naszej drużyny. Nic zatem dziwnego, że wszelkim kadrowym decyzjom selekcjonera wszyscy przyglądają się uważnie. Nie każda z nich jest zrozumiała. Najwięcej kontrowersji wzbudza regularne powoływanie Jakuba Błaszczykowskiego, chociaż w macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, ten piłkarz w tym sezonie praktycznie w ogóle nie gra, co zresztą jest aż nadto widoczne w niskiej jakości jego występów w reprezentacji. Rodzinne koneksje Brzęczka i Błaszczykowskiego stawiają decyzję selekcjonera o ponownym powołaniu siostrzeńca w wyjątkowo niekorzystnym dla obu świetle. Obecność w kadrze znajdującego się w podobnej sytuacji w Southamptonie Jana Bednarka niczego w tej materii nie zmienia.
Wręcz przeciwnie. Każdy selekcjoner biało-czerwonych prędzej czy później popełnia ten sam grzech, to znaczy dla swoich ulubionych zawodników łamie zasadę, że do kadry mają być powoływani wyłącznie najlepsi piłkarze, ale znajdujący się aktualnie w najwyższej formie, czego dowodem są regularne występ w klubowych drużynach. Brzęczek dla Błaszczykowskiego złamał tę zasadę już na początku, a że sam był kiedyś piłkarzem reprezentacji, to musi wiedzieć, co o tym naprawdę myśli reszta kadrowiczów. Dlaczego jednak, mimo tej wiedzy, dalej brnie w tę kłopotliwą sytuację, pozostanie pewnie jego tajemnicą. O ile rzecz jasna wreszcie wygra mecz.

 

Kadra Polski

 

Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).

Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Hubert Matynia (Pogoń Szczecin), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków).

Pomocnicy:
Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Damian Szymański (Wisła Płock).

Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Krzysztof Piątek (Genoa, Włochy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Adam Buksa (Pogoń Szczecin).