Kadra się skurczyła

Z 27 powołanych przez trenera Jerzego Brzęczka graczy odpadło już trzech: występujący w MLS Adam Buksa i Przemysław Frankowski, których kluby nie puściły na zgrupowanie kadry oraz kontuzjowany Damian Kądzior. Ponadto z urazem przyjechał do Warszawy Grzegorz Krychowiak i jego występ stoi pod znakiem zapytania.

Na wrześniowe mecze Ligi Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną trener Brzęczek nie mógł powołać kontuzjowanego Arkadiusza Recy, a po zwycięskim finale Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów nie miał odwagi domagać się przyjazdu na zgrupowanie Roberta Lewandowskiego, który szczerze przyznał, że teraz bardziej potrzebuje odpoczynku. Rolę kapitana reprezentacji przejął pod jego nieobecność Kamil Glik, gorzej będzie w zastąpieniem „Lewego” na boisku, ale to stwarza też okazję do wykazania się dla Arkadiusza Milika, któremu w SSC Napoli ostatnio pali się grunt pod nogami oraz zwłaszcza dla wciąż rozczarowującego w Herthcie Berlin Krzysztofa Piątka.
W poniedziałek okazało się też, że występujący w MLS Adam Buksa (New England Revolution) oraz Przemysław Frankowski (Chicago Fire) także nie przyjadą do Warszawy, bo nie zgodziły się na to ich kluby. PZPN wyjaśnił sytuacje w oficjalnym komunikacie:
„Z uwagi na epidemię koronawirusa w tym tygodniu FIFA wprowadziła tymczasowe przepisy, które dały klubom piłkarskim na całym świecie możliwość odmowy wysłania swoich zawodników na zgrupowania reprezentacji. W opublikowanym przez FIFA 24 sierpnia okólniku stwierdzono, że klub ma prawo odmówić wysłania zawodnika na zgrupowanie reprezentacji w sytuacji, w której po powrocie zawodnik musiałby przejść obowiązkową, co najmniej pięciodniową kwarantannę. W regulaminie amerykańskiej ligi MLS postanowiono, że zawodnicy powracający z Europy muszą poddać się dziesięciodniowej kwarantannie. Chicago Fire oraz New England Revolution wykorzystały zatem zmienione przez FIFA przepisy i nie zgodziły się na przyjazd reprezentantów Polski na zgrupowanie” – podano w oficjalnym komunikacie opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Ale to nie jedyny kłopot kadrowy selekcjonera podczas tego zgrupowania kadry, bo w poniedziałek okazało się, że skrzydłowy pomocnik Damian Kądzior, który właśnie jest w trakcie zmiany barw klubowych i przechodzi z Dinama Zagrzeb do hiszpańskiego Eibar, przyjechał na zgrupowanie z kontuzją kolana. Po dokładnych badaniach piłkarz został odesłany do domu.
Z urazem mięśniowym przyjechał też do Warszawy Grzegorz Krychowiak, który z tego powodu nie zagrał w hicie rosyjskiej ekstraklasy, czyli meczu aktualnego wicemistrza kraju Lokomotiwu Moskwa z mistrzowską ekipą Zenita Petersburg. W jego przypadku nic jednak nie jest jeszcze przesądzone i jego występy, choć pod dużym znakiem zapytania, są jednak możliwe.
Dla Brzęczka każdy kadrowy ubytek to problem, bo on nie może odpuścić rywalizacji w Lidze Narodów. „Wyniki w tych rozgrywkach będą miały wpływ na losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw świata w Katarze, więc podchodzimy do nich z właściwą powagą i koncentracją” – zapewniał podczas prasowej wideokonferencji. Zaraz jednak dodał: „Spotykamy się po 10 miesiącach przerwy i niektóre rzeczy trzeba będzie sobie przypomnieć, a czasu mamy na to bardzo mało. Z drugiej strony, powołaliśmy debiutantów i będziemy chcieli się im przyjrzeć, a niewykluczone, że jeden czy nawet dwóch dostanie szansę pierwszego występu w drużynie narodowej”
Biało-czerwoni na inaugurację drugiej edycji Ligi Narodów zagrają 4 września w Amsterdamie z Holandią. Brzęczek wysoko ocenił najbliższego przeciwnika biało-czerwonych. „Reprezentacja Holandii to obecnie ścisła światowa czołówka i jeden z głównych faworytów do medalu przyszłorocznych mistrzostw Europy, więc także w Lidze Narodów będzie chciał odegrać znaczącą rolę. Holendrzy znów mają generację świetnych piłkarzy, którzy grają w najlepszych europejskich klubach. Mamy świadomość tego, jak trudny to przeciwnik. Nie będzie to dla nas łatwe spotkanie, ale cieszymy się, że w Lidze Narodów zagramy z europejską czołówką. To pomoże nam rozwijać reprezentację” – przekonuje selekcjoner biało-czerwonych.
Gwoli przypomnienia: nasza reprezentacja w pierwszej edycji Ligi Narodów spadła z Dywizji A, jednak dzięki reformie rozgrywek została do niej przywrócona, podobnie jak zespoły Niemiec, Chorwacji oraz Islandii.
Dywizje A, B i C składają się z czterech grup, a najniższa D – tylko z dwóch. Zwycięzcy grup najwyższej dywizji awansują do turnieju finałowego (Final Four), zaplanowanego na 2-6 czerwca 2021. Polska stara się o rolę jego gospodarza.

Zgrupowanie kadry w całkowitej izolacji

Powołani przez trenera Jerzego Brzęczka piłkarze mają w poniedziałek do godziny 13:00 zebrać się w Warszawie na pierwszym w tym roku zgrupowaniu kadry Polski. We wtorek wszyscy przejdą obowiązkowe testy na obecność koronawirusa i przez cały okres pobytu będą maksymalnie odizolowani od otoczenia.

Swój udział w nowej edycji rozgrywek Ligi Narodów biało-czerwoni rozpoczną od dwóch meczów wyjazdowych – 4 września w Amsterdamie z mierzą się z zespołem Holandii, a trzy dni później w Zenicy zagrają z reprezentacja Bośni i Hercegowiny. Oba mecze rozpoczną się o godz. 20:45. Polski zespół w LN 2020 trafił do grupy 1 Dywizji A, w której jest jeszcze reprezentacja Włoch.
Zgrupowanie przez spotkaniami z Holandią oraz Bośnią i Hercegowina będzie nietypowe. Z uwagi na obostrzenia sanitarne związane z pandemią koronawirusa nikt z ekipy nie będzie mógł się kontaktować z osobami z zewnątrz, nawet konferencje prasowe z udziałem selekcjonera i piłkarzy odbywać się będą w formie wideokonferencji.
UEFA przekazała wszystkim zrzeszonym w niej federacjom piłkarskim liczący kilkadziesiąt stron protokół medyczny, regulujący zasady m.in. organizacji zgrupowań, przejazdów na mecze i zachowania na stadionach. Wedle nich piłkarze powinni nosić maseczki podczas przebywania w przestrzeni publicznej, np. w hotelowych korytarzach, kadra będzie przemieszczać się dwoma autokarami, a zachowanie odpowiednich odległości ma być respektowane także podczas wspólnych posiłków.
Powołani przez Jerzego Brzęczka kadrowicze mają się stawić na zgrupowaniu w poniedziałek do godz. 13:00, ale prawdopodobnie kilku z nich dotrze nieco później. Choćby Jacek Góralski, którego czeka daleka podróż z Kazachstanu czy występujący w MLS Przemysław Frankowski i Adam Buksa.

Nasi szaleją za oceanem

Kapitalny mecz w amerykańskiej Major Soccer League rozegrał w miniony weekend Kacper Przybyłko. Polski napastnik Philadelphia Union zdobył dwie bramki i zaliczył asystę w spotkaniu z D.C. United (4:1).

Przybyłko był bohaterem rozegranego w miniony weekend meczu MLS Philadelphia Union – D.C. United (4:1). 27-letni polski napastnik już po 16. minutach miał na koncie dwa trafienia. Najpierw pokonała bramkarz rywali wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego, a kilka minut później popisał się kapitalnym uderzeniem zza pola karnego. To nie był jednak koniec jego popisu, bo po przerwie zanotował jeszcze asystę przy trafieniu Brendena Aaronsona. Przybyłko grał do 64. minuty. w tym sezonie zdobył już cztery bramki. W tej ligowej kolejce MLS do siatki trafił również były napastnik Legii Warszawa Jarosław Niezgoda, który strzałem głową pokonał bramkarza zespołu Real Salt Lake, w zremisowanym przez jego Portland Timbers 4:4 spotkaniu. 25-letni Polak grał do 67. minuty, a jego gol był pierwszym strzelonym na stadionie jego obecnego klubu.
Bez bramki natomiast zakończył swój występ w barwach zespołu New England Revolution Adam Buksa. Powołany do kadry na wrześniowe mecze reprezentacji Polski były napastnik Pogoni Szczecin w spotkaniu z New York Red Bulls (1:1) przebywał na boisku do 73. minuty. O dziesięć minut dłużej w ekipie Chicago Fire zagrał inny z kadrowiczów powołanych przez Jerzego Brzęczka, Przemysław Frankowski. Jego drużyna przegrała na wyjeździe 1:3 z New York City FC. Całe spotkanie w bramce FC Cincinnati rozegrał były już reprezentant naszego kraju Przemysław Tytoń i jeszcze na dodatek zachował czyste konto w meczu z zespołem Columbus Crew (0:0).
Gwoli przypomnienia – tegoroczny sezon MLS został przerwany w marcu z powodu pandemii koronawirusa. W lipcu i sierpniu rozegrano finałowy turniej w izolowanych ośrodkach pod szyldem „MLS is Back”, który wygrała drużyna Jarosława Niezgody – Portland Timbers. Po jego zakończeniu niemal od razu rozpoczęły się rozgrywki nowego sezonu.

Przegrali z wirusem

FC Dallas nie wystąpi w turnieju w Orlando, w którym amerykańsko-kanadyjska liga MLS zamierza dokończyć przerwane przez pandemię rozgrywki. Po kolejnych testach okazało się, że aż 10 piłkarzy jest zakażonych.

Rywalizacja w Orlando już się rozpoczęła, a testy, które dały wynik pozytywny u piłkarzy FC Dallas, wykonano już w zamkniętym ośrodku w Orlando, gdzie każda z 26 drużyn przebywa w izolacji. Koronawirusem zosta też dotknięty zespół Nashville SC, w któym na razie wykryto pięć przypadków zakażenia Covid-19, mimo to klub nie podjął decyzji o wycofaniu zespołu z rozgrywek.
Wiadomo już, że w Orlando nie zagra gwiazdor ligi Carlos Vela z Los Angeles FC. Najlepszy strzelec (36 bramek) i najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu odmówił udziału w turnieju z obawy przed koronawirusem. Skorzystał w ten sposób z zapisu regulaminu „czasu zarazy” ustalonego przez władze MLS, którego jeden z kluczowych zapisów zezwala piłkarzom na rezygnację z przystąpienia do rywalizacji z powodów zdrowotnych. „Chciałbym być z moimi kolegami w Orlando, ale muszę pozostać z moją żoną, która jest w zagrożonej ciąży” – oświadczył meksykański piłkarz.
Turniej pod nazwą „MLS is Back” w Orlando ma potrwać do 11 sierpnia. Mecze są rozgrywane bez udziału publiczności. Tegoroczne rozgrywki przerwano z powodu koronawirusa 12 marca po zaledwie dwóch kolejkach. Na początku maja pozwolono piłkarzom na indywidualne zajęcia na obiektach treningowych klubów, a pod koniec poprzedniego miesiąca – na treningi w małych grupach. 4 czerwca poinformowano, że kluby mogą wrócić do szkolenia całych drużyn, ale pod warunkiem przestrzegania rygorystycznych procedur oraz uzyskania zgody personelu medycznego i lokalnych ekspertów ds. chorób zakaźnych. W kadrach rywalizujących w Orlando są też polscy piłkarze – Kacper Przybyłko (Philadelphia Union), Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Adam Buksa (New England Revolution), Jarosław Niezgoda (Portland Timbers) i Przemysław Tytoń (FC Cincinnati).

Wyścig snajperów w polskiej kadrze

Na czele aktualnego rankingu najskuteczniejszych polskich piłkarzy znajduje się Robert Lewandowski, który w tym sezonie zdobył już 25 bramek. Tuż za nim z 23 trafieniami w barwach Genoi i AC Milan plasuje się rewelacja włoskiej Serie A Krzysztof Piątek. Trzeci w tym zestawieniu Kamil Wilczek strzelił dla Broendby Kopenhaga 16 goli, a czwarty Arkadiusz Milik dla SSC Napoli zdobył 13 bramek.

Lewandowski i Piątek odskoczyli innym polskim napastnikom w liczbie strzelonych goli, ale trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek powinien na bieżąco śledzić także dokonania graczy z dalszych miejsc na liście, bo sezon jest wyczerpujący, ryzyko kontuzji przez to wielkie, więc trzeba zakładać, że eksploatowanych do maksimum w klubowych zespołach snajperów może przed marcowymi meczami biało-czerwonych dopaść jakieś nieszczęście, choćby kontuzja.

Pierwsze miejsce „Lewego” w wyścigu polskich snajperów nie jest zaskoczenia. W obecnym sezonie kapitan naszej reprezentacji zdobył już dla Bayernu Monachium 25 bramek w 29 meczach. Krzysztof Piątek jest jednak od niego gorszy tylko o dwa trafienia (w sumie strzelił już 23 gole). Kolejny w zestawieniu jest Kamil Wilczek, który zdobył dla Broendby 13 bramek, a w sumie ma ich na koncie 16, co czyni go drugim pod względem skuteczności zawodnikiem duńskiej ekstraklasy. Tuż za nim sklasyfikowany jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, autor 13 trafień w tym sezonie (12 w Serie A i jedno w Pucharze Włoch). Jedenaście goli na koncie (dziewięć dla Jagiellonii Białystok i dwa dla PAOK Saloniki) ma na koncie Karol Świderski, a o jedno mniej występujący nieregularnie w bułgarskim Łudogorcu Razgrad Jakub Świerczok (ma trzy bramki w lidze, dwie w Pucharze Bułgarii, aż cztery w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i jedną w fazie grupowej Ligi Europy).

Poza kadrą Polski znajduje się Łukasz Zwoliński (z 9 golami jest w zestawieniu za Świerczokiem), który w chorwackiej lidze walczy o tytuł króla strzelców, więc może nie warto tracić go z pola widzenia. Zwłaszcza że powołany na jesienne mecze Adam Buksa z Pogoni Szczecin ma gorsze osiągnięcia od niego, bo tylko sześć trafień na koncie, tyle samo co trochę zapomniany Mariusz Stępiński, który jednak te bramki zdobył w Serie A, na dodatek w najsłabszym w tej lidze zespole Chievo Werona. A przecież nie można wykluczyć, że do tego grona dołączą wkrótce przeżywający obecnie trudne dni Łukasz Teodorczyk i Dawid Kownacki.

W tej chwili obaj prowadzący w wewnętrznej rywalizacji polskich snajperów gracze mogą spodziewać się powołania na marcowe mecze. Bez obaw na decyzję trenera Brzęczka czeka też Milik. Kamil Wilczek wypadł z kadry jeszcze za kadencji Adama Nawałki, a jego następca nawet nie raczył napastnika Broendby Kopenhaga sprawdzić, chociaż Wilczek w rundzie jesiennej imponował strzelecką formą.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że jeśli chodzi o polskich snajperów to w ostatnich tygodniach najgłośniej było o Piątku, ale najrówniej z nich grał jednak Lewandowski. Wartość kapitana biało-czerwonych wychodzi zwłaszcza przy tzw. punktacji kanadyjskiej, w której liczą się łącznie bramki i asysty. „Lewy” jest w niej poza konkurencją, bo w tym sezonie zaliczył już 11 asyst, co w połączeniu z golami sprawia, że przyczynia się do zdobycia gola przez Bawarczyków co 72 minuty. „El Pistolero”, jak nazywają Piątka Włosi, który jako jedyny stara się nadążyć za narzuconym przez „Lewego” tempem w zdobywaniu bramek, ma na koncie tylko jedną asyst. Inni nasi snajperzy nie są wiele lepsi. Dlatego królem w tym towarzystwie wciąż jest Lewandowski.

 

Liga cudzoziemców

Fot. Mecz Lechii z Legią był pod wzgledem sportowym bardzo miernym widowiskiem

 

 

Mecz na szczycie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa rozczarował marnym poziomem i bezbramkowym wynikiem. Było to jedyne spotkanie bez bramek – w pozostałych siedmiu strzelono 22 gole. Tylko pięć z nich zapisali na swoje konto polscy piłkarze.

 

W 18. kolejce ekstraklasy nasi zawodnicy popisali się skutecznością jedynie w piątkowym spotkaniu Zagłębia Lubin z Piastem Gliwice (2:2). Z czterech goli aż trzy były autorstwa polskich piłkarzy – dla gospodarzy trafił Łukasz Poręba, a dla gości Jakub Czerwiński i Piotr Parzyszek. W sobotnich meczach padło dziewięć bramek, lecz tylko jedna z nich była dziełem Polaka – dla Korony Kielce zdobył ją Mateusz Możdżeń. W niedzielę trafiali już wyłącznie obcokrajowcy i dopiero w kończącym kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Arki Gdynia z Cracovią (0:3) niekorzystną statystykę dla rodzimych graczy odrobinę poprawił Mateusz Wdowiak. I to też nie od razu, bo gola po jego strzale najpierw przypisano Cornelowi Rapie, a potem bramkarzowi Arki Luce Mariciowi jako samobójczą. Ostatecznie po weryfikacji trafienie zapisano na konto skrzydłowego Cracovii.

Nie zmienia to faktu, że strzelecki dorobek naszych piłkarzy w rodzimej ekstraklasie jest ubogi. W miniony weekend tyle samo goli polscy gracze strzelili w znacznie mocniejszej przecież włoskiej Serie A. Dwie bramki zdobył Arkadiusz Milik w spotkaniu z Frosinone Calcio (4:0), kolejne trafienie dołożył jego kolega z drużyny Piotr Zieliński, a dwa pozostałe gole strzelili Mariusz Stępiński (jego Chievo zremisowało 1:1 z Parmą) oraz niezawodny Krzysztof Piątek dla Genoy w zremisowanym 1:1 meczu ze SPAL 2013.

O strzeleckiej mizerii naszych piłkarzy występujących w rodzimej ekstraklasie najlepiej świadczy ich liczba w czołówce klasyfikacji strzelców. Prowadzi w niej z 12 trafieniami Hiszpan Igor Angulo (Górnik Zabrze), przed Portugalczykiem z Lechii Gdańsk Flavio Paixao (11 goli), a naszym jedynakiem w czołówce jest trzeci w zestawieniu Marcin Robak ze śląska Wrocław, który zdobył jak dotąd 10 bramek. Za nim niestety są już tylko cudzoziemcy – z dziewięcioma trafieniami Czech Zdenek Ondrasek (Wisła Kraków), Brazylijczyk Ricardinho (Wisła Płock), a z ośmioma Fin Petteri Forsell (Miedź Legnica), Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech Poznań), Francuz Vamara Sanogo (Zagłębie Sosnowiec) i Niemiec Elia Soriano (Korona Kielce). Dopiero na dalszych miejscach ponownie natrafiamy na polskich graczy. Siedem goli na koncie mają Maciej Jankowski i Michał Janota z Arki Gdynia oraz Karol Świderski z Jagiellonii Białystok, a sześć trafień Adam Buksa z Pogoni Szczecin i Filip Starzyński z Zagłębia Lubin.

W polskiej ekstraklasie polscy piłkarze są więc tylko tłem dla cudzoziemców, których gra już w naszej lidze ponad 160.

 

Brzęczek nie uczy się na błędach

Jerzy Brzęczek nie wyciąga wniosków z popełnionych błędów. Do kadry na mecz z Czechami (15 listopada) i spotkanie w Lidze Narodów z Portugalią (20 listopada) znów powołał graczy, którzy nie grają w klubach, wśród nich swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, a także dwóch kompletnych nowicjuszy – Adama Buksę i Huberta Matynię.

 

Na wstępie przypomnijmy, że nasze reprezentacja za rządów trenera Brzęczka jeszcze nie wygrała meczu. We wrześniu zremisowała z Włochami (1:1) i Irlandią (1:1), a w październiku przegrała z Portugalią (2:3) i Włochami (0:1). Biało-czerwoni zajmują ostatnie miejsce w swojej grupie Ligi Narodów i wiadomo już, że w kolejnej edycji tych rozgrywek zagrają szczebel niżej. Wyniki nie zachwycają, ale jeszcze większe zaniepokojenie kibiców budzi styl gry naszej drużyny. Nic zatem dziwnego, że wszelkim kadrowym decyzjom selekcjonera wszyscy przyglądają się uważnie. Nie każda z nich jest zrozumiała. Najwięcej kontrowersji wzbudza regularne powoływanie Jakuba Błaszczykowskiego, chociaż w macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, ten piłkarz w tym sezonie praktycznie w ogóle nie gra, co zresztą jest aż nadto widoczne w niskiej jakości jego występów w reprezentacji. Rodzinne koneksje Brzęczka i Błaszczykowskiego stawiają decyzję selekcjonera o ponownym powołaniu siostrzeńca w wyjątkowo niekorzystnym dla obu świetle. Obecność w kadrze znajdującego się w podobnej sytuacji w Southamptonie Jana Bednarka niczego w tej materii nie zmienia.
Wręcz przeciwnie. Każdy selekcjoner biało-czerwonych prędzej czy później popełnia ten sam grzech, to znaczy dla swoich ulubionych zawodników łamie zasadę, że do kadry mają być powoływani wyłącznie najlepsi piłkarze, ale znajdujący się aktualnie w najwyższej formie, czego dowodem są regularne występ w klubowych drużynach. Brzęczek dla Błaszczykowskiego złamał tę zasadę już na początku, a że sam był kiedyś piłkarzem reprezentacji, to musi wiedzieć, co o tym naprawdę myśli reszta kadrowiczów. Dlaczego jednak, mimo tej wiedzy, dalej brnie w tę kłopotliwą sytuację, pozostanie pewnie jego tajemnicą. O ile rzecz jasna wreszcie wygra mecz.

 

Kadra Polski

 

Bramkarze:
Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy).

Obrońcy:
Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Kamil Glik (AS Monaco, Monako), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Hubert Matynia (Pogoń Szczecin), Paweł Olkowski (Bolton, Anglia), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków).

Pomocnicy:
Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg, Niemcy), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria), Kamil Grosicki (Hull City, Anglia), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Damian Szymański (Wisła Płock).

Napastnicy:
Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Krzysztof Piątek (Genoa, Włochy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Adam Buksa (Pogoń Szczecin).