Reiss nie zgadza się z wyrokiem

Wśród 31 skazanych w miniony poniedziałek przez sąd we Wrocławiu osób, uwikłanych w korupcyjną aferę w polskim futbolu, znalazł się były piłkarz Lecha Poznań i reprezentacji Polski Piotr R. On jednak nie uważa się za winnego i nie zamierza kryć swojego nazwiska. Dzień po ogłoszeniu wyroku na oficjalnej stronie internetowej poznańskiego klubu opublikował obszerne wyjaśnienie, pod którym podpisał się pełnym nazwiskiem – Piotr Reiss.

Na mocy wydanego 16 grudnia przez wrocławski sąd wyroku Reiss dostał trzyletni zakaz działalności w zawodowej piłce, karę przepadku pięciu tysięcy złotych przyjętych korzyści oraz usłyszał wyrok 14 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Sprawa dotyczyła sprzedaży ponad 15 lat temu przez piłkarzy Lecha Poznań meczów Świtowi Nowy Dwór Mazowiecki i Górnikowi Polkowice. Wyrok, który ogłosił w imieniu składu orzekającego sędzia Mariusz Wiązek, nie jest prawomocny.
Sądząc z treści oświadczenia, jakie Piotr Reiss zamieścił na Facebooku, można wnosić, że 47-letni dzisiaj były gwiazdor Lecha złoży apelację. Warto się z nim zapoznać, bo naszym zdaniem w ciągnącej się od 15 lat aferze korupcyjnej wina osądzonych sprawców nie zawsze była bezdyskusyjna.

Oto oświadczenie Piotra Reissa: „Odnosząc się do nieprawomocnego wyroku Sądu pragnę podkreślić, że nadal będę walczył o swoją niewinność. Nie przyznaje się do zarzucanych mi przewinień, złożyłem wyjaśnienia ustosunkowując się merytorycznie do wszelkich zarzutów. Podkreślę jeszcze raz, że w sprawie brak jest dowodów jednoznacznie potwierdzających popełnienie przeze mnie zarzuconych czynów. Sprawa wraca cykliczne, gdyż stanowi ciekawy temat zastępczy, a czasami mam wrażenie polityczny, a do tego prowadzona była przez sędziego, który zasłynął niesłusznym skazaniem pana Tomasza Komendy na 25 lat więzienia. Mimo, że już wielokrotnie odnosiłem się do stawianych zarzutów, przypomnę czego tak naprawdę sprawa dotyczy i zainteresowani będą mogli wyrobić swoje zdanie o procesie, jego prowadzeniu, a także o wiarygodności zarzutów oraz ich szkodliwości.
Czy normalnym jest aby teraz wyrokowano w sprawie o czyny, które rzekomo miały być popełnione ponad 15 lat temu? Sama sprawa trwała ponad 10 lat! W wyjaśnieniach tylko 4 współoskarżonych (w tym 3 osoby z Górnika Polkowice który przegrał z nami mecz) moje nazwisko w ogóle nie pojawia się w spontanicznych relacjach, tylko po dopytaniu przez przesłuchującego i to jedynie w trybie przypuszczającym! Uwaga dopytanie współoskarżonych nastąpiło już po wcześniej szeroko komentowanym w mediach zatrzymaniu mojej osoby, i to w sytuacji, gdy jako ówczesny kapitan drużyny Lecha Poznań byłem powszechnie rozpoznawalny i kojarzony z tym klubem.
Przy stawianiu zarzutów Sąd w ogóle nie uwzględnił specyfiki dyscypliny i realiów tamtej rywalizacji sportowej. No bo co można powiedzieć innego? Że mecz ze Świtem graliśmy bez kilku podstawowych graczy w obawie przed tym, że sędzia nas wykartkuje i nie będziemy mogli za kilka dni w najsilniejszym składzie grać w jednym z najważniejszych meczów w historii piłkarskiego Lecha – w finale Pucharu Polski z Legią? I że byłem w tym meczu najlepszy na boisku? Przecież do dzisiaj jest zachowane nagranie z całego meczu ze Świtem i każdy może ocenić, czy na miarę naszego rezerwowego składu dobrze i uczciwie zagraliśmy, my zawodnicy! Bo mecz tylko teoretycznie został odpuszczony wcześniej, przez wystawienie składu bez kilku podstawowych zawodników. Nigdy nie zaprzeczałem, że wiedziałem o dodatkowej premii za wygranie meczu z Górnikiem Polkowice, ale taka praktyka w świecie, także w całej Europie jest powszechna i to nawet publicznie ogłaszana (np. obietnica Abramowicza takiej premii dla Chorwatów za korzystny wynik w meczu Anglia-Chorwacja). Ale po pierwsze, to nie jest korupcja, co potwierdza wielu wybitych prawników, a po drugie ja nie uczestniczyłem w podziale tej premii. Najwierniejsi kibice Lecha pamiętają, w jakiej słabej kondycji finansowej był klub i jeśli pieniądze z premii, przecież za wygrany mecz, były przyznane, to trafiły do najmłodszych chłopaków, którym z powodu nie wypłacania wynagrodzeń przez wiele miesięcy było ciężej się utrzymać, niż nam starszym zawodnikom, np. po zagranicznych kontraktach.
Przypomnę również, że Górnik Polkowice grał od jakiejś 30 minuty w 10-tkę, po słusznej (to także przecież można sprawdzić na nagraniu) czerwonej kartce dla Dubickiego oraz bez jednego z najlepszych swoich zawodników Grzegorza Patera, który kulejąc zszedł z boiska… Zresztą będąc świeżo po wygraniu Pucharu Polski, będąc na fali, pewnie i w 10-ciu wygralibyśmy ten mecz!
Niektóre wątki podjęte przez media, w ogóle nie dotyczą mojej osoby. Całe śledztwo jak i materiał dowodowy, co chcę stanowczo podkreślić, są oparte na zwykłych pomówieniach. Krzywdzące jest uogólnianie i stawianie mnie przez niektórych przedstawicieli mediów w jednym szeregu ze skazanymi. Ja zresztą już zostałem skazany przez media i to dość dawno, i nie stanowi to dla mnie zaskoczenia. Natomiast nikt nie odbierze mi mojego zaangażowania w rozwój wielu projektów dla dzieci w tym akademii piłkarskich i działań społecznych. I w końcu nikt nie odbierze mi strzelony dla Lecha ponad 100 bramek, niesamowitych emocji na Bułgarskiej, gry w Bundeslidze czy reprezentowaniu Polski.
Każdy obwiniony ma prawo do obrony i przedstawienia swoich racji, a nie tylko ten, kto kogoś innego pomawia. Nie ma w naszej cywilizacji „domniemania winy osoby oskarżanej”, natomiast jest zasada „domniemania niewinności, dopóki komuś nie udowodni się winy”. Oskarżany chyba nie ma obowiązku udowadniania, że czegoś nie zrobił! Wielu już mnie dawno skazało, wielu czyta przekształcone, nierzetelne informacje i być może powyższe wyjaśnienie pozwoli zrozumieć sytuację, w jakiej się znalazłem, bo aby mieć rację trzeba posługiwać się argumentami, a ich w całym postępowaniu brakuje. Na pewno będę apelował od wyroku Sądu, choć w części mnie uniewinnił. (…)

Gwoli wyjaśnienia – Reiss nie walczy w tej sprawie wyłącznie o zachowanie dobrego imienia. Były piłkarz Lecha jest współudziałowcem prężnie działającej w Wielkopolsce akademii piłkarskiej, a w przypadku uprawomocnienia się wyroku dostanie też sankcje od PZPN – dyskwalifikacje i okresowy zakaz wszelkiej działalności w futbolu.

 

Ostatni wyrok na Fryzjera

Po siedmiu latach zakończył się ostatni z serii procesów dotyczący korupcji w polskim futbolu z udziałem Ryszard F., pseudonim „Fryzjer”. W rozpoczętej w 2012 roku rozprawie na liście oskarżonych było 114 osób, w miniony poniedziałek Sąd Rejonowy we Wrocławiu ogłosił wyroki dla 31 z nich.

Śledztwo w sprawie korupcji w polskiej piłce nożnej prowadzone było od maja 2005 roku. Do tej pory prokuratura postawiła zarzuty około 600 osobom z futbolowego środowiska – sędziom, trenerom, piłkarzom i działaczom. Na liście skazanych znaleźli się m. in. był selekcjoner reprezentacji Polski Janusz W., byli reprezentanci kraju, np. Dariusz W., Piotr R. czy Łukasz P., były przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN Jerzy G., były sędzia, obserwator PZPN oraz ekspert stacji Canal+ Wit Ż.

W kwietniu 2009 r. wrocławski sąd okręgowy za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która ustawiała wyniki meczów piłkarskich z udziałem Arki Gdynia, skazał na cztery lata więzienia b. prezesa tego klubu Jacka M., a także Ryszard F., czyli „Fryzjera”, któremu wlepiono wyrok 3,5 roku więzienia. W maju 2010 roku sąd apelacyjny utrzymał wyrok dla „Fryzjera”, ale Jackowi M. obniżył karę do trzech lat pozbawienia wolności.

Kierownik grupy przestępczej

W zakończonej w miniony poniedziałek sprawie „Fryzjer” także odpowiadał za założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która przyjmowała i wręczała łapówki w zamian za ustawianie wyników meczów piłkarskich na różnych szczeblach rozgrywek. Proceder uprawiano od lipca 2003 do czerwca 2006 roku, m. in. w Widzewie Łódź, Zagłębiu Lubin, Górniku Polkowice, Zawiszy Bydgoszcz, Kujawiaku Włocławek, Świcie Nowy Dwór, Pogoni Szczecin i Podbeskidziu Bielsko-Biała. Akt oskarżenia obejmował 114 osób, z których jednak 48 dobrowolnie poddało się karze. Proces pozostałych został podzielony na dwie części. W 2014 roku zapadły wyroki w zawieszeniu dla 24 byłych sędziów i obserwatorów piłkarskich objętych tym samym aktem oskarżenia co „Fryzjer”.

Ostatecznie prokuratura wnioskowała dla Ryszarda F. karę sześciu lat więzienia, a dla pozostałych 30 oskarżonych (byłych działaczy piłkarskich, sędziów i piłkarzy) od trzech lat bezwzględnego więzienia do sześciu miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. I tak znajdujący się wśród skazanych były piłkarz Lecha Poznań Piotr R. usłyszał wyrok jednego roku i dwóch miesięcy więzienia w zawieszeniu, a wspomniany już Wit Ż. – 16 miesięcy więzienia w zawieszeniu.

Oprócz nich wyroku usłyszeli m. in Łukasz B. (były sędzia z Krakowa) – rok i osiem miesięcy więzienia, 6-letni zakaz działania w profesjonalnym futbolu i zwrot 41 tys. złotych łapówek; Grzegorz G. (były sędzia międzynarodowy z Radomia) – rok i cztery miesiące więzienia, trzyletni zakaz działalności w sporcie; Henryk K. (były członek zarządu PZPN i były obserwator PZPN z Gdańska) – 1,5 roku więzienia, ośmioletni zakaz działalności oraz przepadek 15 tys. złotych; Adam K. (były sędzia z Poznania) – rok i 4 miesiące, sześcioletni zakaz działalności, zwrot 63 tys. złotych łapówek; Krzysztof P. (były obserwator PZPN z Poznania) – rok i 10 miesięcy, ośmioletni zakaz i przepadek 40 tys. złotych.

Wyrok jeszcze nieprawomocny

Orzeczenie sądu jest nieprawomocne, a prokurator Mariusz Kucharski z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu w wypowiedziach dla mediów podkreślił, że decyzja o ewentualnej apelacji zostanie podjęta po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Prokuratura raczej odwoływać się nie będzie, wątpliwe także, by mieli na to ochotę skazani.

Co ciekawe, wyrok w tej ostatniej sprawie dotyczącej korupcji w polskim futbolu ogłosił sędzia Mariusz Wiązek, ten sam, który w 2003 roku był w składzie orzekającym w głośnej sprawie gwałtu dokonanego na nastolatce w Miłoszycach pod Wrocławiem, za który oskarżono Tomasza Komendę. Jak się okazało po latach, wyrok zapadł w oparciu o źle zebrane dowody, które zdaniem biegłych miały świadczyć o winie Komendy. W maju 2018 roku Komendę uniewinniono i wyszedł na wolność, ale teraz słusznie domaga się wielomilionowego odszkodowania za 18 lat spędzonych niewinnie za kratami.

Sędzia Wiązek w uzasadnieniu wyroku wydanego w aferze korupcyjnej zapewniał, że zgadza się z twierdzeniem prokuratury, iż Ryszard F. „Fryzjer” działał w zorganizowanej grupie przestępczej, ale ponieważ został on już wcześniej za to skazany, tego zarzutu sąd przy ustalaniu wyroku nie brał pod uwagę. Zapewniał jednak, że wszyscy oskarżeni zostali uznani winnymi większości spośród 330 zarzutów sformułowanych głównie na podstawie zeznań świadków. Przyznał jednak, że chociaż oskarżeni w śledztwie przyznali się do zarzutów, to później przed sądem się ze swoich zeznań się wycofali.

Koniec sądowej epopei

Czy to już koniec trwającej od blisko 15 lat korupcyjnej afery, której głównym niesławnym bohaterem jest 73-letni obecnie Ryszard F., znany powszechnie pod niewinną ksywką „Fryzjer”, nadaną mu w środowisku piłkarskim w związku z tym, że swego czasu był więziennym fryzjerem w zakładzie karnym we Wronkach, a potem prowadził w tym mieście prywatny zakład fryzjerski. W latach 90. ubiegłego wieku F. trafił do stworzonego przy działającej w tej miejscowości fabryce „Amica” klubu piłkarskiego o tej samej nazwie. Najpierw był kierownikiem drużyny, a następnie jej menedżerem. Za jego rządów piłkarze Amiki Wronki błyskawicznie awansował do ekstraklasy – awans o sześć klas rozgrywkowych zajął klubowi tylko cztery sezony, m. in. dzięki kontrowersyjnej decyzji Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej o przeniesieniu nowo powstałej drużyny z klasy A do IV ligi.

Amica w latach 1998, 1999 i 2000 zdobyła Puchar Polski i dwukrotnie (w 1998 i 1999) Superpuchar Polski. Co było w tych sukcesach zasługą nielegalnych działań „Fryzjera”, pozostanie jego tajemnicą, ale chyba musiały być znaczące, skoro 27 listopada 2000 roku prezydium zarządu PZPN wydało Ryszardowi F. bezwzględny zakaz działania w klubach występujących w rozgrywkach na szczeblu centralnym. Ostatecznie decyzja ta została uchylona przez Komisję Odwoławczą PZPN, co „Fryzjera” jeszcze bardziej rozzuchwaliło. Tak dalece był pewny siebie, że zlekceważył wprowadzone w 2003 roku mocą ustawy sejmowej przepisy antykorupcyjne. Od 2005 roku aż do dzisiaj płaci za to słoną cenę.

 

Odprysk z futbolowej afery korupcyjnej

Klub piłkarski, konkretnie Cracovia, próbuje bezskutecznie wyegzekwować prawomocnie zasądzone odszkodowanie za udowodnioną i ukaraną sprzedaż w 2006 roku meczu ligowego z Zagłębiem Lubin od swojego byłego piłkarza Pawła D. I nie może, bo chociaż D. nadal kręci się w piłkarskim środowisku, nie można namierzyć jego adresu.

Cracovia bezskutecznie próbuje wyegzekwować od Pawła D. 100 tys. złotych odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. W 2006 roku piłkarz wraz z sześcioma innymi zawodnikami „Pasów” sprzedał mecz Zagłębiu Lubin. Miało to miejsce 13 maja 2006 roku, w ostatniej kolejce sezonu piłkarskiej ekstraklasy. Cracovia zremisowała wtedy bezbramkowo z prowadzonym przez Franciszka Smudę Zagłębiem Lubin. Wynik ten zapewnił lubińskiej drużynie trzecie miejsce na koniec rozgrywek i awans do Pucharu UEFA. Rezultat meczu ustaliło między sobą siedmiu piłkarzy Cracovii i ośmiu graczy Zagłębia.

Za podłożenie się Zagłębiu zawodnicy Cracovii otrzymali do podziału łapówkę w wysokości 100 tys. złotych. Gracze Zagłębia przeznaczyli na ten cel część premii, które mieli dostać za wywalczenie awansu do rozgrywek UEFA. W czerwcu 2011 roku sześciu z siedmiu zaangażowanych w przekręt piłkarzy Cracovii dobrowolnie poddało się karze. Wyłamał się tylko wspomniany Paweł D., który jednak został za to skazany w normalnym procesie. Ponadto otrzymał też od PZPN karę dyskwalifikacji. Bulwersujące w tej historii było także to, że w ustawieniu wyniku tego meczu brało udział łącznie ośmiu byłych lub aktualnych reprezentantów Polski.

W wielkiej aferze korupcyjnej w polskim futbolu udowodniono przekręt w ponad sześciuset meczach we wszystkich niemal klasach rozgrywkowych, lecz spotkanie Cracovii z Zagłębie jest pod jednym względem wyjątkowe – krakowski klub jako pierwszy pozwał swoich piłkarzy o odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych.

Cracovia pozwem w koruptorów

W listopadzie 2012 roku Cracovia wystąpiła z cywilnym pozwem przeciwko Piotrowi B., Marcinowi B., Pawłowi D., Tomaszowi M., Sławomirowi O. i Mateuszowi R. W grudniu 2014 roku sąd uznał w całości powództwo Cracovii, obligując wspomnianych piłkarzy do przesłania na adres klubu własnoręcznie sygnowanych listów z przeprosinami, zapłacenia na rzecz klubu solidarnie odszkodowania w kwocie 100 tys. złotych oraz symbolicznego zadośćuczynienia w kwocie 1 zł za naruszenie dóbr osobistych.
Od ogłoszenia wyroku minęło już cztery i pół roku, a Cracovia nadal odszkodowania nie otrzymała. Tytuł wykonawczy został zasądzony solidarnie, lecz klub nie domaga się w tej chwili pieniędzy od wszystkich ukaranych zawodników, a tylko od Pawła D. Problem polega na tym, że w toku postępowania egzekucyjnego trzeba ustalić majątek, co nie jest proste, bop Paweł D. wciąż zmienia adresy i przez to są trudności w ustaleniu jego obecnego miejsca pobytu.

Co ciekawe, Paweł D., jedyny oskarżony w tej sprawie gracz Cracovii, który nie poddał się dobrowolnie karze, w zeznania innych oskarżonych jawi się jako inicjator procederu. Ponadto to on otrzymał lwią część zebranej przez piłkarzy Zagłębia kwoty, zatrzymując dla siebie 43 ze 100 tys. złotych łapówki. W kwietniu 2015 roku został za to skazany, a wyrok uprawomocnił się siedem miesięcy później. D. do końca utrzymywał, że jest niewinny.
Ten były zawodnik Pogoni Szczecin, Zagłębia Lubin, Cracovii i Łódzkiego Klubu Sportowego, ma też na koncie jeden występ w reprezentacji Polski (2002). Po zakończeniu kariery (2010) działał w Stowarzyszeniu Profesjonalnych Piłkarzy i Amatorów, którego misją miała być walka o prawa piłkarzy, teraz próbuje powołać do życia organizację konkurencyjną wobec działającego Polskiego Związku Piłkarzy, na czele którego na początku kwietnia stanął Euzebiusz Smolarek.

Sprawa bez przebaczenia

Paweł D. ukrywa swój majątek od wielu lat, jeszcze w trakcie śledztwa dotyczącego meczu z Zagłębiem dowodził, że jest na utrzymaniu rodziny i taki zapis pojawił się w aktach sprawy. Nie ma jednak szans na to, że Cracovia mu odpuści. Ta zawziętość nie wzięła się bez powodu. W kwietniu 2008 roku Paweł D. złożył zawiadomienie do prokuratury, które doprowadziło do zatrzymanie prezesa i właściciela Cracovii Janusza Filipiaka oraz dwóch wiceprezesów klubu Jakuba Tabisza i Rafała Wysokiego pod zarzutem antydatowania kontraktu D., sfałszowania jego podpisu i działania na jego szkodę przez naruszanie praw pracowniczych. D. pozostawał już wtedy w otwartym konflikcie z klubem, bo rok wcześniej jego umowa z Cracovią została rozwiązana z winy pracodawcy, ponieważ przez kilka miesięcy był poza kadrą pierwszej drużyny i nie otrzymywał wynagrodzenia. Piłkarz żądał od Cracovii 1,2 mln zł odszkodowania, ale Piłkarski Sąd Polubowny przyznał mu jedną trzecią tej kwoty.
Zatrzymanie Filipiaka było spektakularne i odbiło się szerokim echem. D. doprowadził do upokorzenia jednego z najbogatszych Polaków. Właściciel Cracovii został skuty kajdankami na lotnisku w Balicach tuż po wyjściu z samolotu i spędził w areszcie 16 godzin, a opuścił go dopiero po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. zł.

Dwa tygodnie później sąd orzekł, że Filipiak został zatrzymany bezpodstawnie i nielegalnie, za co osobiście przeprosił go ówczesny minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Także zatrzymanie Tabisza i Wysokiego sąd uznał za bezpodstawne. Ostatecznie wszyscy zostali oczyszczeni z zarzutów, a sprawę umorzono. Tabisz i Wysocki dostali od Skarbu Państwa symboliczne zadośćuczynienie (po 2,5 tys. zł). Filipiak nie wystąpił o rekompensatę finansową. Ale Paweł D. nie ma wstępu na Cracovię i nie ma co liczyć na łaskę.