Odprysk z futbolowej afery korupcyjnej

Klub piłkarski, konkretnie Cracovia, próbuje bezskutecznie wyegzekwować prawomocnie zasądzone odszkodowanie za udowodnioną i ukaraną sprzedaż w 2006 roku meczu ligowego z Zagłębiem Lubin od swojego byłego piłkarza Pawła D. I nie może, bo chociaż D. nadal kręci się w piłkarskim środowisku, nie można namierzyć jego adresu.

Cracovia bezskutecznie próbuje wyegzekwować od Pawła D. 100 tys. złotych odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. W 2006 roku piłkarz wraz z sześcioma innymi zawodnikami „Pasów” sprzedał mecz Zagłębiu Lubin. Miało to miejsce 13 maja 2006 roku, w ostatniej kolejce sezonu piłkarskiej ekstraklasy. Cracovia zremisowała wtedy bezbramkowo z prowadzonym przez Franciszka Smudę Zagłębiem Lubin. Wynik ten zapewnił lubińskiej drużynie trzecie miejsce na koniec rozgrywek i awans do Pucharu UEFA. Rezultat meczu ustaliło między sobą siedmiu piłkarzy Cracovii i ośmiu graczy Zagłębia.

Za podłożenie się Zagłębiu zawodnicy Cracovii otrzymali do podziału łapówkę w wysokości 100 tys. złotych. Gracze Zagłębia przeznaczyli na ten cel część premii, które mieli dostać za wywalczenie awansu do rozgrywek UEFA. W czerwcu 2011 roku sześciu z siedmiu zaangażowanych w przekręt piłkarzy Cracovii dobrowolnie poddało się karze. Wyłamał się tylko wspomniany Paweł D., który jednak został za to skazany w normalnym procesie. Ponadto otrzymał też od PZPN karę dyskwalifikacji. Bulwersujące w tej historii było także to, że w ustawieniu wyniku tego meczu brało udział łącznie ośmiu byłych lub aktualnych reprezentantów Polski.

W wielkiej aferze korupcyjnej w polskim futbolu udowodniono przekręt w ponad sześciuset meczach we wszystkich niemal klasach rozgrywkowych, lecz spotkanie Cracovii z Zagłębie jest pod jednym względem wyjątkowe – krakowski klub jako pierwszy pozwał swoich piłkarzy o odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych.

Cracovia pozwem w koruptorów

W listopadzie 2012 roku Cracovia wystąpiła z cywilnym pozwem przeciwko Piotrowi B., Marcinowi B., Pawłowi D., Tomaszowi M., Sławomirowi O. i Mateuszowi R. W grudniu 2014 roku sąd uznał w całości powództwo Cracovii, obligując wspomnianych piłkarzy do przesłania na adres klubu własnoręcznie sygnowanych listów z przeprosinami, zapłacenia na rzecz klubu solidarnie odszkodowania w kwocie 100 tys. złotych oraz symbolicznego zadośćuczynienia w kwocie 1 zł za naruszenie dóbr osobistych.
Od ogłoszenia wyroku minęło już cztery i pół roku, a Cracovia nadal odszkodowania nie otrzymała. Tytuł wykonawczy został zasądzony solidarnie, lecz klub nie domaga się w tej chwili pieniędzy od wszystkich ukaranych zawodników, a tylko od Pawła D. Problem polega na tym, że w toku postępowania egzekucyjnego trzeba ustalić majątek, co nie jest proste, bop Paweł D. wciąż zmienia adresy i przez to są trudności w ustaleniu jego obecnego miejsca pobytu.

Co ciekawe, Paweł D., jedyny oskarżony w tej sprawie gracz Cracovii, który nie poddał się dobrowolnie karze, w zeznania innych oskarżonych jawi się jako inicjator procederu. Ponadto to on otrzymał lwią część zebranej przez piłkarzy Zagłębia kwoty, zatrzymując dla siebie 43 ze 100 tys. złotych łapówki. W kwietniu 2015 roku został za to skazany, a wyrok uprawomocnił się siedem miesięcy później. D. do końca utrzymywał, że jest niewinny.
Ten były zawodnik Pogoni Szczecin, Zagłębia Lubin, Cracovii i Łódzkiego Klubu Sportowego, ma też na koncie jeden występ w reprezentacji Polski (2002). Po zakończeniu kariery (2010) działał w Stowarzyszeniu Profesjonalnych Piłkarzy i Amatorów, którego misją miała być walka o prawa piłkarzy, teraz próbuje powołać do życia organizację konkurencyjną wobec działającego Polskiego Związku Piłkarzy, na czele którego na początku kwietnia stanął Euzebiusz Smolarek.

Sprawa bez przebaczenia

Paweł D. ukrywa swój majątek od wielu lat, jeszcze w trakcie śledztwa dotyczącego meczu z Zagłębiem dowodził, że jest na utrzymaniu rodziny i taki zapis pojawił się w aktach sprawy. Nie ma jednak szans na to, że Cracovia mu odpuści. Ta zawziętość nie wzięła się bez powodu. W kwietniu 2008 roku Paweł D. złożył zawiadomienie do prokuratury, które doprowadziło do zatrzymanie prezesa i właściciela Cracovii Janusza Filipiaka oraz dwóch wiceprezesów klubu Jakuba Tabisza i Rafała Wysokiego pod zarzutem antydatowania kontraktu D., sfałszowania jego podpisu i działania na jego szkodę przez naruszanie praw pracowniczych. D. pozostawał już wtedy w otwartym konflikcie z klubem, bo rok wcześniej jego umowa z Cracovią została rozwiązana z winy pracodawcy, ponieważ przez kilka miesięcy był poza kadrą pierwszej drużyny i nie otrzymywał wynagrodzenia. Piłkarz żądał od Cracovii 1,2 mln zł odszkodowania, ale Piłkarski Sąd Polubowny przyznał mu jedną trzecią tej kwoty.
Zatrzymanie Filipiaka było spektakularne i odbiło się szerokim echem. D. doprowadził do upokorzenia jednego z najbogatszych Polaków. Właściciel Cracovii został skuty kajdankami na lotnisku w Balicach tuż po wyjściu z samolotu i spędził w areszcie 16 godzin, a opuścił go dopiero po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. zł.

Dwa tygodnie później sąd orzekł, że Filipiak został zatrzymany bezpodstawnie i nielegalnie, za co osobiście przeprosił go ówczesny minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Także zatrzymanie Tabisza i Wysokiego sąd uznał za bezpodstawne. Ostatecznie wszyscy zostali oczyszczeni z zarzutów, a sprawę umorzono. Tabisz i Wysocki dostali od Skarbu Państwa symboliczne zadośćuczynienie (po 2,5 tys. zł). Filipiak nie wystąpił o rekompensatę finansową. Ale Paweł D. nie ma wstępu na Cracovię i nie ma co liczyć na łaskę.