Neokolonializm i dramat Polaków o ciemnej karnacji

Już starożytni Rzymianie odkryli, że nie ma niewolnika bez kropli krwi Cezara i Cezara, bez kropli krwi niewolnika. Nie to jednak teraz jest najbardziej istotne.

Zarówno starożytni Grecy czy Rzymianie nie dzielili ludzi na „rasy”. W termin ten, w kontekście ludzi, pojawił się stosunkowo niedawno i został zapożyczony od… hodowców bydła. Antropologia zaczynała raczkować jako samodzielna nauka. Po raz pierwszy w publikacji naukowej posłużył się nim francuski przyrodnik George’s Buffon, dwadzieścia lat później powstało kolejne naukowe „dzieło”, którego zapisy, w mniej rozwiniętych częściach świata do dzisiaj stanowią kanon antropologii. W 1776 roku za sprawą niemieckiego przyrodnika – Johanna Blubenmacha, zachwyconego „pięknem” czaszek Europejczyków, powstał do dziś używany termin kaukazoidzi. 

Przyjęta na chwilę teoria dzieląca ludzi na cztery rasy, nie tylko zadomowiła się w nauce, ale zaczęła funkcjonować własnym życiem, dochodząc do już do absurdalnych teorii szatkując, dzieląc i klasyfikujących ludzkość na kilkaset ras, w tym niezliczoną liczbę tak zwanych podras na podstawie pochodzenia, cech etnicznych, kulturowych czy po prostu kierując się wyglądem. 

Ta pseudonauka osiągnęła swój szczyt w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Co okazało się tagiczne w skutkach. Tylko dlatego, że nikt nie zadał sobie trudu, by tę – zapożyczoną od hodowców bydła – hipotezę zweryfikować. Współczesne badania dowodzą, że Polak od Polaka może się genetycznie różnić bardziej, niż od mieszkańca dowolnego państwa w Afryce.    

Ta, przechodząca już do lamusa teoria o ludzkich „rasach” jest pokłosiem najczarniejszych kart niedawnej historii. Kolejnym krokiem była frenologia, czyli badanie na podstawie kształtu czaszki. Wyszła już poza granice antropologii znajdując miejsce w najróżniejszych dziedzinach wiedzy. Na podstawie tych „badań”, francuski kryminolog zdefiniował potencjalnego przestępcę – „cofnięte czoło i haczykowaty nos”, inni naukowcy dowodzili, że zbrodnicze tendencje gromadzą się nad prawym uchem.

Dzisiaj zdecydowana większość światowych autorytetów naukowych, odrzuca pojęcie rasy jako formę klasyfikacji ludzi. Mimo to nadal funkcjonują ośrodki, jak w Polsce – gdzie ta archaiczna forma nadal jest swego paradygmatem – odrzuca ją zaledwie 25 % polskich naukowców.

Polacy o ciemnej karnacji

„Przywykłam już do zaczepek” – mówi mi koleżanka, pochodząca z mieszanej etnicznie rodziny, a odcień skóry zdradza, że jedno z rodziców pochodzi z jakiegoś afrykańskiego państwa – „Mam już swoje lata i się uodporniłam, martwią mnie jednak patologie, z którymi spotykam się na codzień. Dotyczy to dzieci z małżeństw, w których jedno z rodziców ma ciemniejszy kolor skóry, przodkowie pochodzą z Kenii, Sudanu, Ghany, Konga czy któregokolwiek z innych państw kontynentu. Dzieci te, jeżdżąc na wakacje do swoich polskich rodzin, babci czy dziadków, poddawane są nieprawdopodobnym torturom. Chcąc mieć >>normalnego<< wnuka, czy wnuczkę, babcie usiłują szczotką i pumeksem wyszorować im skórę, nadać jaśniejszy odcień, tak by za bardzo nie odbiegały od pozostałych dzieciaków w wiosce, bo to wstyd przed sąsiadami, proboszczem. Nieważne, że dziecko piszczy i płacze z bólu, tylko strach przed skutkami ubocznych hamuje rodzinę przed zanurzeniem w wybielaczu na bazie chloru. To nie jest opowieść z ubiegłego wieku, takie rzeczy dzieją się teraz, we współczesnej Polsce” – opowiada. 

Koleżanka mieszka w jednym z największych i wydawało mi się, że w najbardziej kosmopolitycznym polskim mieście. Podczas naszej, niespełna dwugodzinnej rozmowy, spacerowała po swojej rodzinnej miejscowości. W tym czasie czterokrotnie została zaczepiona za kolor skóry. Niektóre zaczepki były na tyle głośne, że słyszałem je w słuchawce. Wierzcie mi, nie było to nic miłego. 

„Nie powinno się mieszać europejskiej i afrykańskiej krwi” – powiedział czarnoskórej Polce lekarz. Dziewczyna była w szoku, związała się z niebieskookim i jasnolicym Polakiem. Nie są to słowa sprzed 1939 roku, ale padły z ust człowieka wykształconego, absolwenta Akademii Medycznej i pracownika jednego z renomowanych szpitali wojewódzkich.

„Wizyty u ginekologa są koszmarem, zawsze na wstępie pyta czy nie zostałam obrzezana, potem padają uwagi na temat szerokości narządów płciowych kobiet z państw Afryki. Do tej pory polscy ginekolodzy sądzą, że jesteśmy inaczej zbudowane, gdy podczas badania wychodzi że są w błędzie, zapewne wrzucają to do szufladki z napisem >>wyjątek<<” – dodaje zawieszając głos – „Przecież do cholery urodziłam się i wychowałam w Polsce, moi rodzice poznali się na studiach. Bawiłam się na polskim podwórku, moi koledzy z osiedla przywykli już wprawdzie do mojej skóry. Gorzej jednak, gdy wyjdę poza jego obręb, choćby do centrum. Rozmawiamy o dużym mieście wojewódzkim. Wyobraź sobie co dzieje się na prowincji” – dodaje.   

Ciemna strona misji katolickich w państwach Afryki środowej

Teoretycznie pierwszego stycznie 1960 roku uwolnił się od hegemonii Francji i Wielkiej Brytanii – Kamerun. Republika środkowoafrykańska wyrwała się z francuskich szponów – 13 sierpnia 1960. Czad – 11 sierpnia 1960, Demokratyczna Republika Konga, dawne Kongo Belgijskie, inaczej Kongo Leopolda, a także przez jakiś czas Zair, zrzuciły Belgijskie kajdany – 30 czerwca 1960 roku. Kongo – 15 sierpnia 1960 roku, również od Francji. Sudan, od Egiptu i Wielkiej Brytanii – 1 stycznia 1956 roku, natomiast Sudan Południowy – teoretycznie uzyskał niepodległość od sąsiadującego Sudanu – 9 lipca 2011 roku.  

Natura nie znosi jednak pustki

Mimo upływu wielu dekad od kiedy wymienione kraje środkowej części kontynentu, formalnie pozbyły się kolonialnego ciężaru, to utrwalony obraz chaosu, wiecznych wojen, nędzy i głodu – w powszechnej świadomości jest bardzo żywy. Mają na to wpływ celebryci aranżując odpowiednie scenografię, by jak najlepiej wypaść na tle jak największej biedy. Stop. A czy w Polsce nie znajdziemy bieda osiedli? Czy na pewno nie ma u nas wiosek, w których można nakręcić równie mocny materiał z Dominiką Kulczyk?  Pamiętacie film „Arizona”? Zresztą w każdym polskim mieście znajdziemy zakątki porównywalne do obrazów jakimi zasypują nas „dobroczyńcy Afryki”, wmawiając, że tak wygląda cały kontynent. Gdyby patrzeć na Europę przez pryzmat Bułgarii, Albanii czy Kosova, śmiało moglibyśmy wyrobić sobie podobny obraz w pozaeuropejskiej opinii międzynarodowej. A wtedy Nigeria – szósty producent ropy naftowej na świecie – dwustumilionowy kraj z nowoczesnym miastem i jeszcze lepszym portem lotniczym w Lagos , pośpieszyłaby z pomocą humanitarną do Europy. Być może przyłączyłaby się również i dosyć bogata Etiopia.   

 Powiedzenie że natura nie znosi pustki, w przypadku państw postkolonialnych okazuje się niemal dosłowne. Miejsce dawnych okupantów – Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii, i wielu innych europejskich państw – natychmiast zajęły fundacje, stowarzyszenia i katolickie misje różnej maści zakonników. 

Wśród nich prym wiodą te spod najciemniejszej gwiazdy, dla których człowiek to towar, który odpowiednio zaprezentowany przynosi krociowe zyski. Epatowanie nędzą, nieistniejącymi, zaaranżowanymi obrazami, spreparowane  scenografie na doraźny użytek celebrytów, do tego krążących jak sępy zachłannych zakonników, którzy nie wahają się dać dzieciom do rąk karabinu tylko po to, by nadać fotografii dramatyzmu, by zaraz poprosić o wpłaty. mnich Benedykta z Republiki Środkowoafrykańskiej. 

Ci z Was, którzy oglądali ten skandaliczny teledysk „Makumba”, zrealizowany dla fundaji African Music School, zauważyli zdjęcia dziesięcio – dwunastoletnich dzieci z kałachem w ręku. Ten karabin dostały albo od mnicha, lub producentów nagrania – chciałby wierzyć, że to fotomontaż. W tym rejonie  rzadko dochodzi do walk, rebelia skupia się w południowowschodniej części kraju. Zdarzają się rajdy rebeliantów, ale rządowe wojska doskonale sobie z tym radzą. Rebelianci nie zawahali się zaatakować stolicy, ale był to incydent z którym poradzili sobie policjanci.

 Owszem, są na świecie miejsca, w których bezwzględni watażkowie, przywódcy karteli, czy zwykli piraci angażują do walk nieletnich. Z pewnością nie jest to jednak podprefektura Bouar w Republice Środkowoafrykańskiej. Po pierwszych „niezgodnościach” i zorganizowanej „Zrzutce” , gdy pojawiły się dramatyczne relacje i apele o finansowe wsparcie – zapaliła mi się czerwona lampka. Gdy wyszła historia z kameruńskim bernardynem Godawą, lampka ta, zaczęła pulsować jak policyjny kogut. Kiedy jeszcze trochę poszperałem i dowiedziałem się w jaki sposób zakonnicy przejmują obowiązki opiekunów prawnych – włosy zaczęły jeżyć się na głowie – zakrawa to na handel żywym towarem. Wbrew temu co twierdzi zakonnik zwany Benedyktem, wybory prezydenckie w podprefekturze Bouar przebiegły bez zakłóceń, na co mam dowody. Nie dajcie się nabrać, nawet jeśli sam Skiba potwierdza „dobre intencje fajnego braciszka”, to ta sprawa cuchnie gorzej niż chłopskie onuce sprzed kilkudziesięciu lat. A Skiba z Big Cycem robią sobie całkiem fajną reklamę, bezrefleksyjnie przyczyniając się do cierpień i jednocześnie legitymizując ciemną stronę tej misji. 

Trudno jest odkłamać utrwalone i powielane stereotypy, to wymaga przede wszystkim chęci poznania kontynentu i edukacji. Przykład Rwandy, która odrzuciła międzynarodową pomoc i lepiej na tym wyszła niż inne kraje. Bieda, to świetny biznes, szkoda że sami ubodzy na nim niewiele korzystają.