Bigos tygodniowy

Pod hasłem „Miej w opiece naród cały” i rysunkiem pięści owiniętej różańcem jak kastetem przewalił się przez Warszawę tzw. „Marsz Niepodległości”. Dymu, huku i nienawiści było w bród. Brany za Marszałka Seniora Macierewicz Antoni wygłosił w Sejmie buńczuczne przemówienie kleronacjonalistyczne w stylu iście ONR-owskim z 1934 roku. Słodko za to, jak gołąbek pokoju pitolił Duda Andrzej, Pierwszy Ministrant Rzeczypospolitej, który podobno chce wszystkich godzić, od prawa do lewa. Dzień wcześniej Pierwszy Ministrant Rzeczypospolitej cytował piosenkę „Ja to mam szczęście, że w tym momencie, żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą”. Szkoda że nikt Pierwszemu Ministrantowi nie podpowiedział, że wymowa tej piosenki była ironiczna. Poza tym, nie przesadzajmy, nie bądźmy dziećmi, bo czy to takie nadzwyczajne szczęście żyć w tym smogu i smrodzie kleronacjonalistycznym, pośród kierowców-zabójców szalejących na pasach dla pieszych i z tymi notorycznie spóźniającymi się pociągami, że wymienię tylko niektóre z plag polskich? Znam kilka bardziej rozkosznych miejsc do życia. Jednak Pierwszy Ministrant RP tą atrapą prezydentury naprawdę euforycznie się cieszy, i dlatego spogląda na świat przez różowe okulary.

Tomasz Grodzki z Koalicji Obywatelskiej został Marszałkiem Senatu, co oznacza, że Izba Refleksji, póki co, nie wpadnie w łapy PiS. Towarzyszyły mi idiotycznie sprzeczne uczucia. Personalnie profesor Grodzki to człowiek godny szacunku, ale jeszcze kilka lat temu nawet przez myśl by mi przeszło, by odczuwać satysfakcję z powodu wygranej jego partii. Jednak po czterech latach pisowskich orgii satanistycznych „ja to się cieszę się byle czym” i odczuwam jakby kamień spadł mi z serca, gdy sukces odniosła opozycja na czele z partią, na którą nigdy nie głosowałem. Po ciężkich frustracjach człowiek jednak spuszcza z tonu i redukuje ambicje. Moim zdaniem ta krucha wygrana opozycji w Senacie ma walor przede wszystkim psychologiczny, bo pokazuje, że PiS jednak nie jest całkowicie teflonowe, a poza tym może być oznaką pierwszych zarysowań na pisowskiej machinie. Nie mogę też nie odnotować radości z frustracji, jaką muszą czuć pisiory i reszta prawactwa wobec faktu, że Włodzimierz Czarzasty został wicemarszałkiem Sejmu. A zacnego profesora Grodzkiego, któremu uczciwość bije z oczu, szanowanego lekarza ze Szczecina propaganda PiS próbuje zrobić złodzieja i łapówkarza. Klasyka.

Kwestia przekroczenia trzydziestokrotności składek ZUS, zamiar przeznaczenia pieniędzy z Funduszu Solidarności przeznaczonego na potrzeby osób niepełnosprawnych, bunt fiskalny Porozumienia Gowina, a także o czym się nie mówi, narastające problemy finansowe TVPiS, wyrażające się m.in. w opóźnieniach wypłat dla pracowników tej firmy – to kompromitacja pisowskiego, kłamliwego, propagandowego hasełka o „zrównoważonym budżecie”, rozdętych, nierealnych pisowskich obietnic socjalnych i początek symptomów kryzysu finansów państwa.

Inny kłopot PiS to bunt w Trybunale Konstytucyjnym. Kolejny pisowski nominat, sędzia Wyrębak Jarosław zbuntował się przeciw sposobowi administrowania TK przez Przyłębską Julię. Szarogęsi się tam ona, arbitralnie wyznacza składy i blokuje rozpatrywanie wniosków. Co prawda zbuntowany sędzia szumi z pozycji radykalnie prawackich, przeciw blokowaniu wniosku o zakazanie aborcji eugenicznej, złożony przez ultrasów pisowskich, ale fakt jest faktem, ze to kłopot dla Przewodniczącego Mało. A miało być tak, dobrze, a mianowańcy na krótkiej smyczy, Plany planami, a życie jest brutalne pełne niebezpiecznych zasadzek.

W najgorszych chyba snach Przewodniczący Mało nie przeżył sytuacji, w której w imię pozyskania Lewicy do niektórych poparcia, PiS zdecydowało się oddać Sejmową Komisję Rodziny straszliwej lewaczce Magdalenie Biejat, zwolenniczce najbardziej szatańskich praw, w tym prawa kobiet do aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży. Macierewicz Antoni z tego powodu stanął już dęba, jak stary koń, i żąda wyjaśnień, kto w PiS jest winien tej zbrodni.

W Krakowie małopolska kuratorka Nowak Barbara skierowała do uczniów internetową ankietę polegającą na bezczelnym nakłanianiu do personalnego donoszenia na nauczycieli. Młodzież, jak to młodzież, kablowania na ogół nie lubi, a do tego, jako młodzież dzisiejsza w internecie jest biegła od kolebki, więc ankietkę-donos zhakowała. Nowak Barbara zjeżyła się na to i chce karać to hakerstwo.

Klaudia Jachira została brutalnie i chamsko zaatakowana przez pewnego osobnika, gdy jechała pociągiem z Wrocławia do Warszawy na obrady Sejmu. Uważaj, Klaudio, budzisz straszliwą, dziką, niepohamowaną nienawiść wszelkiego prawackiego podlectwa, Osobnik, który Cię zaatakował poprzestał na słowach, ale doświadczenie nas uczy, że od czasu do czasu znajdują się wśród NICH tacy, którzy przechodzą od słów do czynów. Poeta pisał kiedyś, że „krzyż mieli na piersi a browning w kieszeni”.

Przewodniczący Mało utrudnia mi integralną niechęć do niego przez swoją sympatię do zwierząt, tym bardziej po geście jaki uczynił na prośbę posłanki Katarzyny Piekarskiej – zapisał się do poselskiego koła przyjaciół zwierząt. Miłe to, ale niestety nie dał należytego odporu legalnym mordercom zwierząt spod znaku „łowiectwa” i sadystom-hodowcom „futerek”.

Radna Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska dawno już złożyła wniosek o pozbawienie biskupów Głodzia i Hosera tytułu Honorowego Obywatela Warszawy. Jednak Platforma Obywatelska od wielu miesięcy zwleka z rozpatrzeniem wniosku. Cała Platforma, cała ona ze swoim oportunizmem i asekuranctwem.

Poczułem się niemal geniuszem prawniczym. Sam, samiuśki, z samego brzmienia artykułu konstytucyjnego osobiście wykoncypowałem to, co, ku mej nieogarnionej dumie, swoimi autorytetami naukowymi potwierdzają profesorowie Ewa Łętowska i Tadeusz Iwiński. Otóż art.18 Konstytucji na który z uporem godnym lepszej sprawy powołuje się PiS w walce z dążeniami do wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich. Otóż jak oboje zgodnie stwierdzają, że zawarte w artykule sformułowanie, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny (…) znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, to nie definicja małżeństwa, tylko konstatacja tego, iż taki związek jest preferowany przez władze. Logika nakazuje wnioskować, że fakt iż cos jest preferowane nie oznacza zakazu praktykowania czegoś, co nie jest wprost zakazane, a więc n.p. związku partnerskiego jednopłciowego.

Tymczasem w Sejmie 361 posłów dodało do roty przysięgi poselskiej słowa „Tak mi dopomóż Bóg”, z czego wynikałoby, że blisko stu posłów nie zwracało się o pomoc do boga. Skrzętni rachmistrze policzyli, że od 1989 roku ta ostatnia liczba rośnie.

TSUE wydał w sprawie KRS wyrok, który na pierwszy rzut oka wygląda na salomonowy. Po części w obronie praworządności w Polsce, ale po części taki, by nie stawiać PiS pod ścianą. Mimo to PiS nie jest zadowolony i chce badać wyrok przed „trybunałem” Przyłębskiej.

Morawiecki Mateusz wygłosił stek buńczucznych, ideologicznych frazesów zwany exposé nowego rządu. Nie wierzę ani jednemu słowu tego notorycznego (wyroki sądowe) kłamczucha i fantasty. Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział.20

Klerykalna krucjata… Recenzja

… i ruch oporu

„Krucjata polska” Agaty Diduszko-Zyglewskiej, to kolejna na przestrzeni kilkunastu lat, po „Milczeniu owieczek” Kazimiery Szczuki (2003), próba syntetycznego ujęcia najważniejszych kwestii związanych z dominacją politycznego katolicyzmu w życiu Polski i jego wpływem na życie publiczne, prywatne Polek i Polaków, Polek zwłaszcza, jako że kwestia prawa do aborcji, dostępność antykoncepcji czy in vitro oraz inne kwestie związane z prawami kobiet ich najbardziej dotykają i one stanowią tu zagadnienie kluczowe.
Dobrze, że takie książki co pewien czas się ukazują, ponieważ sytuacja w tej sferze ulega mimo wszystko pewnej ewolucji, choć do przełomu ciągle jest daleko. Jednak już sam tylko fakt, że Szczuka pisała swoją książkę na kilkanaście lat przed Czarnym Protestem z jesieni 2016 roku, przed premierą „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego i „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich, czyli przed zmianą klimatu społecznego wokół kleru katolickiego i całego tego splotu uwarunkowań i faktów, które dokonują się wokół niego, w pełni uzasadnia ponowne podjęcie tematu. Podsumowanie takie jak „Krucjata polska” Diduszko-Zyglewskiej ma zatem walor aktualizujący zapis stanu rzeczy. Jest fotografią stanu rzeczy w jakim jesteśmy hic et nunc. Pierwsza część „Krucjaty” reasumuje to, co od dziesięcioleci jest przedmiotem politycznych i publicystycznych debat: ciążenia politycznego i socjologicznego katolicyzmu w polskiej codzienności, łącznie z wszystkimi tego – fragmentami niemal „barejowymi” w swojej groteskowości i absurdalności – przejawami. Gdyby nie to, że przytaczane przez autorkę fakty są prawdziwe, zaczerpnięte z kroniki zdarzeń, czasem trudno byłoby w nie uwierzyć. Jednak tylko skompresowanie ich w jeden obraz może wywołać wrażenie nierealności i przesady w przekazie, są one bowiem jak najbardziej realną częścią polskiej rzeczywistości.
Druga część książki poświęcona jest temu, co można określić jako ujawnienie (częściowe, fragmentaryczne) praktyk pedofilskich w polskim kościele katolickim. Co prawda temat ten żył w mediach a co za tym idzie w świadomości części opinii publicznej, od lat, ale dopiero dokumentalny film Sekielskich przesunął sprawę klerykalnej pedofilii z medialnych marginesów ku centrum debaty i powszechnego zainteresowania. Trudno pisać takie książki jak „Krucjata nadwiślańska”. Trudno dlatego, że rzeczywistość jest niesłychanie dynamiczna, płynna, zmienna jak kalejdoskop.
Pewnie nie aż bardzo długo po tym, jak książkę Agaty Diduszko produkowano się w drukarni, doszło do nowego zjawiska – głośnych aktów „obrażania uczuć religijnych katolików” poprzez parodie katolickich obrzędów i rekwizytów (wagina jako sakrament na pseudo-procesji Bożego Ciała, Matka Boska Częstochowska ozdobiona tęczą, „msza święta” odprawiona przez Szymona Niemca). No cóż, wystarczyło kilka tygodni, by poza książką Diduszko-Zyglewskiej znalazły się wydarzenia, które jak najbardziej powinny do niej trafić, ale trafić nie mogły z powodów technicznych. A z drugiej strony – wiosenne wzmożenie w kwestii klerykalnej pedofilii (film Sekielskich, sprawa pomnika księdza Jankowskiego, konferencje i wypowiedzi indywidualne biskupów, wizyta u papieża Franciszka), które znalazło w książce odzwierciedlenie, już wkrótce po jej ukazaniu się, ku uldze (zwodniczej, bo kwestia powróci ze wzmożoną siłą) kleru, osłabło, przycichło, niestety nie bez wpływu ujawnienia ograniczonej wiarygodności jednej z najbardziej znanych ofiar pedofilii. No, ale to przecież nie autorka jest winna. Winny jest wartki, nie dający się nie tylko okiełznać, ale nawet łatwo zarejestrować, wartki nurt rzeczywistości. Tak czy inaczej, „Nadwiślańska krucjata” Agaty Diduszko-Zyglewskiej to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się życiem społeczno-politycznym w Polsce.

Agata Diduszko-Zyglewska – „Krucjata polska”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2019, str. 297, ISBN 978-83-66232-25-9.