Miasta labirynty

Jest takie powiedzenie, że południowa Italia (wolę używać pięknej, oryginalnej nazwy tego kraju, a nie brzydkiej i opartej na zamierzchłym błędzie polskiej nazwy Włochy) zaczyna się na południe od Rzymu.

Coś w tym jest, bo to młody Federico Fellini, gdy przybył do stolicy z rodzinnego Rimini, określił Rzym (Romę – i ta oryginalna nazwa jest piękniejsza od polskiej wersji) jako „miasto afrykańskie, gdzie panuje rozprzężenie i upał. Rzym akurat znam bardzo dobrze, byłem tu wielokrotnie i schodziłem i zjeździłem go od A do Z, lecz południową Italię znam, z autopsji, bardzo słabo, a w Neapolu byłem raz, przez jeden niecały dzień, i to 37 lat temu. Stąd przeczytałem „W labiryncie południowych Włoch” może nie jak rzecz o terra incognita, bo to byłoby przesadą, ale jako o krainie „prawie incognita”. Mieszkająca w Neapolu autorka opisała swoje miasto, ale także Sycylię, w tym w szczególności Palermo. Wyłania się z niego obraz krainy odmiennej w swym kolorycie i obyczajach nie tylko od Europy, ale i od reszty Italii. Niezwykle barwnej, z naszego punktu widzenia egzotyczne obyczaje, bardzo ekspresyjne. Edytor książki tak informuje o jej zawartości: „Niewtajemniczonych przybyszy Południe Włoch zadziwia, doprowadza do śmiechu i oburza. Życie tu można porównać do poruszania się w labiryncie pełnym niespodzianek, ale i jakże ciekawych konwenansów. A gdyby tak dać się przez niego poprowadzić Polce dzielącej życie od wielu lat między Neapolem i Palermo?  Na szlaku pojawią się zabytkowe dzielnice oraz miejsca charakterystyczne dla obu miast, poznamy mieszkańców i ich codzienność niedostępną dla oczu turystów, odwiedzimy miejsca, których nie znajdziemy w przewodnikach, zajrzymy do szpitali, szkół, więzienia, urzędu, zakładu fryzjerskiego oraz do domów zwykłych ludzi. Na ścieżkach labiryntu pojawią się sąsiedzi grillujący na klatce schodowej, karabinierzy podsłuchujący rozmowy telefoniczne, dziewczyna, która „wypłakała” prawo jazdy, żołnierze chroniący sędziów walczących z mafią, uczniowie okupujący szkoły, uliczni oszuści, lekarze, „zamawiający” oliwę przy stole operacyjnym czy uwielbiający gotowanie skrzypek słynnej orkiestry. Zaglądając w zakamarki ciasnych uliczek i mieszkań, usłyszymy kłótnie włoskich rodzin, zobaczymy eksplozję fajerwerków puszczanych przez cały rok i o każdej porze, przekonamy się, czy Włosi rozmawiają z duchami i czy nie obrażamy ich, mówiąc „pan” lub „pani”.
Tyle wydawca. Do tego przestrzeń Neapolu, Palermo czy dziesiątków miast tej części Półwyspu Apenińskiego przesycona jest bogatą symboliką, którą spotyka się tu na każdym kroku, a kryje się za nią niezwykle bogata historia tego regionu. I tu właśnie dochodzimy do mankamentu tej interesującej książki, którym jest brak choćby pobieżnego opisu kulturowego tła tej części kraju. Niezależnie od tego jest to godna polecenia lektura.

Agnieszka Kwiatek – „W labiryncie południowych Włoch”, Księży Młyn Dom Wydawniczy, Łódź 2021, str. 143, ISBN 978-83-7729-444-4