Burzliwy początek roku

Mimo wielu dramatycznych i zaskakujących wydarzeń, nie doszło do spadku cen akcji. Przeciwnie, indeksy biją rekordy.
Na przełomie i początku tego roku uwaga skupiła się przede wszystkim na wydarzeniach w USA. 5 stycznia okazało się, że afera Donalda Trumpa z stanem Georgia („szukajcie głosów, żebym wygrał”) Republikanom bardzo zaszkodziła. W wyniku głosowania w Senacie USA oba miejsca z Georgii wygrali Demokraci niewielką większością głosów.
Wydawało się, że inwestorzy, którzy po wyborach prezydenckich 3 listopada cieszyli się z tego, że Kongres będzie podzielony, zareagują korektą na rynku akcji. Nic z tych rzeczy – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Jeszcze przed atakiem na Kapitol, okazało się, że indeksy ruszyły do góry i ustanawiały nowe rekordy wszech czasów. Korekta nie to, że była krótka – praktycznie jej wcale nie było (tylko na początku sesji indeksy nieco straciły).
W kąt poszły obawy o to, że pełnia władzy Demokratów oznacza wyższe podatki i rozbicie spółek z sektora FAANG (Facebook, Amazon, Apple, Netflix i Google). Bardziej liczyło się to, że Kongres i prezydent Joe Biden zasilą gospodarkę kolejnymi zastrzykami gotówki. Mówiło się o co najmniej 1 bilionie dolarów (w tym o zastrzyku 2.000 USD na gospodarstwo domowe). Zobaczymy, czy te nastroje inwestorów utrzymają się wtedy, kiedy Kongres zacznie swoje pomysły wcielać w życie.
Wszystko było już na dobrej drodze do zakończenia dnia po wyborach w Georgii, ale okazało się, że USA pod rządami Donalda Trumpa to jest państwo z dykty. Mimo tego, że zapowiadany był zjazd zwolenników Trumpa w Waszyngtonie, nie zapewniono właściwej obsady ochrony Kapitolu, co było zaniedbaniem wręcz karygodnym i co zaowocowało scenami, które czasem można zobaczyć w krajach Trzeciego Świata (a i to chyba bardzo rzadko).
Podczas ceremonialnego liczenia głosów elektorskich częściowo uzbrojony i agresywny tłum wtargnął na Kapitol, a kongresmeni i senatorowie uciekali w popłochu. Zginęło pięć osób (jedna zastrzelona, trzy z powodów medycznych, jeden policjant). Bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Donald Trump, który zachęcał do ataku na Kapitol.
Oczywistym było, że w końcu siły porządkowe zaprowadzą porządek i tak też się stało. W kolejnym dniu wstrząśnięci kongresmeni zrezygnowali z części swoich sprzeciwów i już bez przeszkód Joe Biden – Kamala Harris zostali uznani za prezydenta i wiceprezydenta USA. Pozostaje już tylko zaprzysiężenie, które odbędzie się 20 stycznia 2021 roku.
W tle tego dramatycznego wydarzenia było interesujące zachowanie rynku akcji. W dniu ataku indeksy na Wall Street zaczęły spadać, ale mimo tego dramatu Dow Jones ustanowił nowy rekord, a S&P 500 zyskał pół procent. Oczywistym więc było, że kiedy sytuacja się uspokoi, czyli w czwartek, indeksy znowu zyskają i wszystkie ustanowią nowe rekordy. Tak też się stało. Pomagało też to, że Donald Trump nieco się wystraszył i zapowiedział płynne przekazanie władzy – ocenia TEP.
W Polsce po burzy dotyczącej przymusowej restrukturyzacji Idea Banku, czyli po przejęciu go przez Pekao SA na giełdzie papierów wartościowych reakcją był wzrost cen akcji Pekao oraz nurkowanie ceny Getin Noble Bank. Indeks WIG Banki rósł jeszcze mocniej z udziałem Pekao SA – z każdym dniem rósł coraz szybciej. Można powiedzieć, że rynek przyjął to rozwiązania z ulgą. Sprawa Idea Banku jest wielowątkowa, pytanie jednak co dalej jest nadal aktualne.
Po uspokojeniu sytuacji w USA, w czwartek 7 stycznia, WIG 20 zyskał 3,23 proc. otwierając drogę przynajmniej do poziomu sprzed pandemii. Trudno się temu dziwić, jeśli widać to, co dzieje się na rynkach rozwijających się i jakie rekomendacje dają duże banki inwestycyjne (kupować akcje na tych rynkach).
Kilka słów trzeba też powiedzieć o naszym rynku walutowym i wywiadzie Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wynikało z niego, że obniżka stóp procentowych może nastąpić, jeśli Polskę zaatakuje zimowa fala pandemii (czyli nie w styczniu), a NBP nie jest zadowolony z siły złotego.
Takie słowne interwencje jednak na rynek nie działają, więc złoty się umacniał i będzie się umacniał, dopóki NBP znowu nie wkroczy na rynek. A i to może jedynie spowolnić tempo umacniania się naszej waluty. Czekamy więc teraz nie na obniżki stóp, ale na to, kiedy i czy NBP znowu wejdzie na rynek. Jeśli będzie chciał pokazać, że nie chodziło tylko o zysk NBP przekazywany do budżetu, to niedługo będzie musiał to zrobić.