Elektromobilność nie zawsze jest ekologiczna

Wytwarzanie akumulatorów do samochodów elektrycznych może znacząco zwiększać emisję dwutlenku węgla w gospodarce.
Nie przystoi nie zareagować na treści, które propagują delikatnie mówiąc nieprawdę. Zwłaszcza, że lewicowość i ekologia to prawie synonimy. Aby jednak móc ocenić co jest ekologiczne a co nie jest, trzeba kierować się elementarną wiedzą – a zwłaszcza zgodnością z podstawowymi prawami przyrody.
Ten wstęp dotyczy tego, co aktualnie dzieje się w elektromobilności. Weźmy za przykład samochód elektryczny „Tesla”- model „S”. Jego podstawowe dane są następujące: masa – 2100 kilogramów, pojemność akumulatora – 100 kilowatogodzin (podobne parametry ma elektryczny Volkswagen ID.4). Przy produkcji tego litowo-jonowego akumulatora na 1 kWh jego pojemności przypada emisja 150 – 200 kilogramów dwutlenku węgla – według Szwedzkiego Instytutu Środowiska (IVC). Drugi, hipotetyczny, samochód spalinowy emituje natomiast 2.33 kg CO2 na każdy litr spalanej benzyny.
Wynik porównań obu aut z wykorzystaniem podstawowych praw przyrody (prawa zachowania pędu, energii i masy) pokazuje, że samochód spalinowy o identycznych walorach eksploatacyjnych (ergonomia, dynamika) jak „Tesla-S” musiałby pokonać ponad 200 tys. km aby dorównać w emisji CO2, jaką generuje wytworzenie akumulatora „kultowej Tesli”.
W polskich warunkach produkcja akumulatorów do takich aut jak „Tesla” zmieni zatem miejsce emisji dwutlenku węgla z drogi, po której się porusza ten samochód – na komin elektrowni.
Tak więc, za wyjątkiem Francji i krajów skandynawskich gdzie energię elektryczną wytwarza się przede wszystkim bez emisji CO2, produkcja samochodów elektrycznych jest ekologicznie szkodliwa. W dodatku szybki rozwój elektromobilności mógłby doprowadzić do „blackoutu” w energetyce. Należy natomiast w samochodach spalinowych wykorzystywać i rozwijać technologię filtrów spalin, lub pójść w kierunku napędu wodorowego.
Powszechnie lansowany trend na to co elektryczne, to gra interesów i kreowanie potrzeb – a nie zaspokajanie oczekiwań, które są niezbędne i racjonalne – czyli ekologiczne. Mało tego, jest to trend, który ma być w zamyśle dofinansowywany z pieniędzy społecznych.
Z takim „kreowaniem potrzeb” mamy do czynienia w motoryzacji na co dzień. Podniesienie sprawności silników spalinowych i możliwość zmniejszenie zużycia paliwa zostały skutecznie zniwelowane poprzez powszechne rozprowadzenie na rynku ”SUW-ów” o znacznie większej masie własnej oraz koszmarnej aerodynamice (a za prawie 40 proc. zużycia paliwa może odpowiadać aerodynamika pojazdu). Elektryczne „SUW-y” to kolejna „paranoja elektryczna”.
Świadomość ekologiczna jest na żałosnym poziomie. Kliniczny przykład: zastąpienie zwykłego, zasilanego z gniazdka odkurzacza, sprzętem bezprzewodowym, to dodatkowy koszt na poziomie ponad 1 tys. zł., ale także dodatkowa emisja dwutlenku węgla wystarczająca na przejechanie samochodem spalinowym 500 – 600 km. Decyduje zasada: Popatrz, sąsiadka już ma!- ja też tak chcę!