Ambasador Chin o zagrożeniu i solidarności

Epidemia koronawirusa 2019-nCoV spowodowała w świecie poczucie zagrożenia, które czasami przybierało formę paniki nieproporcjonalnej do rzeczywistej sytuacji. Wywołała również falę solidarności i chęci pomocy.

Na konferencji prasowej ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce pan Liu Guangyuam stwierdził, że „ w obliczu wspólnych wyzwań, jakie niesie ze sobą epidemia, rządy i ludzie w większości krajów na świecie zdecydowanie opowiadają się po stronie Chin. Jak do tej pory przywódcy 67 krajów, w tym polski prezydent Andrzej Duda, oraz szefowie 14 organizacji międzynarodowych lub regionalnych, napisali do prezydenta Xi Jinpinga i innych chińskich przywódców, by wesprzeć wysiłki Chin w walce z epidemią, dodać odwagi Wuhanowi i otuchy Chinom. Ponad dwadzieścia państw i UNICEF w ramach pomocy stronie chińskiej przekazało środki profilaktyczne zapobiegające rozprzestrzenianiu się epidemii, co pokazuje , że prawdziwe uczucia nie znają granic państwowych oraz, że przyjaźń żywiona w stosunku do narodu chińskiego jest dalej silna. Strona chińska nigdy tego nie zapomni i bardzo dziękuje za wszelkie przejawy solidarności….Od momentu wybuchu tej epidemii społeczeństwo polskie i przedstawiciele różnych środowisk na wszelkie sposoby wyrażali współczucie, ubolewanie i wsparcie dla chińskiego rządu i obywateli. Wiele polskich firm, instytucji i osób prywatnych skontaktowało się z Ambasadą, aby wyrazić szczere chęci wsparcia walki Chin z epidemią, było to dla nas bardzo wzruszające.” Na szczególną uwagę zasluguje reakcja na epidemię ze strony ludzi nauki-epidemiologów, zarówno badaczy jak i praktyków. Zespoły badawcze chińsko-amerykańskie i chińsko-rosyjskie pracują intensywnie nad uzyskaniem szczepionki.Intensywne badania prowadzi słynna londyńska uczelnia-Imperial College. Warto podkreślić, że wśród chińskich lekarzy-epidemiologów są specjaliści posiadający doświadczenie w zwalczaniu SARS i afrykańskiej eboli.Ta ostatnia spowodowała śmierć około 40 proc. zarażonych osób. W przypadku obecnej epidemii analogiczny wskaźnik wynosi około 2 proc..
Energiczne i kompetentne działania władz chińskich sprzyjają ograniczaniu zasięgu epidemii, co oznacza również ochronę innych krajów. Ambasador Liu przypomniał:”Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus bardzo wysoko ocenia reakcję Chin na wybuch epidemii. Według niego Chiny w walce z chorobą wykazały się silnym przywództwem politycznym, wprowadziły zdecydowane środki oraz podjęły otwartą i przejrzystą współpracę międzynarodową. Uważa on również, że działania strony chińskiej w zakresie kontroli epidemii przyniosą skutek i Chiny wygrają wojnę z wirusem. Podkreślał także, że podjęte przez Chiny wysiłki zasługują na szacunek i uznanie, a wiele wprowadzonych środków ustanowiło dla innych krajów nowe kryteria w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii.” Działania władz chińskich wysoko ocenił również m.in dr David Wheeler-wybitny amerykański specjalista w zakresie zwalczania chorób zakaźnych.
Wiele osób w naszym kraju wykazuje głębsze zrozumienie zagrożeń związanych z chorobami epidemicznymi. Sądzę, że w szcególności są to czytelnicy popularnej książki „Historia jednego życia”-autobiografii wielkiego polskiego uczonego-Ludwika Hirszfelda, który w czasie Pierwszej Wojny Światowej uczestniczył w zwalczaniu epidemii duru plamistego w Serbii.
Byłoby dobrze, gdyby międzynarodowa solidarność w obliczu epidemii osłabiła wzmagający się od kilku lat agresywny nacjonalizm i unilateralizm w stosunkach międzynarodowych.

Połajanki histeryczne

Obecne stosunki z Polską są najgorsze od czasu zakończenia II wojny światowej – stwierdził rosyjski ambasador Siergiej Andriejew.
Od jakiegoś czasu Rosjanie zarzucają Polsce współodpowiedzialność za wybuch II Wijny Światowej, antysemityzm oraz brak wdzięczności dla Armii Czerwonej. Co ciekawe, Moskwa uważa, że to układ monachijski, a nie pakt Ribbentrop-Mołotow , był bezpośrednią przyczyną wojny.
Na rosyjskim portalu RBK ukazał się wywiad z ambasadorem Rosji w Polsce Siergiejem Andriejewem.
Dyplomata, mówiąc o sporach o historię z Polską, stwierdził, że oponenci Rosji „uważają, że skoro relacje z Rosją są teraz złe, to należy również jej rolę w historii malować wyłącznie w sposób negatywny”. A wszystko po to, żeby- „osłabić pozycję współczesnej Rosji na arenie międzynarodowej”.
Andrejew podkreślił, że „decydująca rola Związku Radzieckiego w zwycięstwie nad faszyzmem” w II wojnie światowej ma „jak najbardziej bezpośrednie odniesienie do współczesności”.

Cały powojenny system stosunków międzynarodowych, prawa międzynarodowego, oparty na statucie ONZ, został ukształtowany na fundamencie rezultatów II wojny światowej. Związek Radziecki zgodnie z prawem zajął w tym systemie miejsce jednego z głównych państw zwycięzców i Rosja odziedziczyła to miejsce jako państwo będące kontynuatorem ZSRR – oświadczył Andriejew.

Historię, jak wiadomo, piszą zwycięzcy. W II wojnie światowej zwyciężył przede wszystkim Związek Radziecki, a także ci – i tylko ci – którzy wtedy byli po naszej stronie. Jeśli ktoś teraz zalicza siebie do naszych przeciwników w tej wojnie, to będzie wiecznie przegranym, zarówno w realnej historii, jak i w sporach historycznych – stwierdził ambasador, dodając, że -stosunki Rosji i Polski są teraz najgorsze w całym okresie od zakończenia II wojny światowej.
Nasza ambasada w Moskwie skomentowała to oświadczeniem, że „obecnie stosunki są lepsze niż w momencie zakończenia II wojny światowej, bo teraz na terytorium Polski nie ma radzieckich wojsk”.

W epicentrum walki z wirusem

Szczytowe nasilenie epidemii przypadnie prawdopodobnie na okres od połowy do końca lutego. Pojawiają się już pierwsze pozytywne sygnały mogące świadczyć o jej wygasaniu.

Na konferencji poświęconej zwalczaniu koronawirusa, ambasador Liu Guangyuan stwierdził, że jego kraj jest w epicentrum walki z epidemią. Na pierwszym miejscu stoi bezpieczeństwo życia i zdrowia ludzi, a przeciwstawienie się epidemii jest obecnie najważniejszym i najpilniejszym obowiązkiem rządu chińskiego. Presja, jaka ciąży na Chinach jest ogromna, zaś ponoszone koszty – bardzo wysokie. Niezliczona liczba Chińczyków jest na pierwszej linii wojny z epidemią. Wiele milionów osób zmniejszyło częstotliwość wychodzenia na zewnątrz lub przechodzi kwarantannę w domu. Rząd Chin przyjął kompleksowe i restrykcyjne środki zaradcze.
31 prowincji, regionów autonomicznych i miast wydzielonych ogłosiło stan kryzysowy pierwszego stopnia związany ze zdrowiem publicznym. Wuhan i inne miasta zamknęły drogi wyjazdowe, 11 tys. pracowników medycznych przyjechało z całego kraju do prowincji Hubei, by leczyć tam chorych.
Rząd chiński ustanowił system powiązań między 16 prowincjami świadczącymi pomoc, a innymi miastami niż Wuhan. Według tego systemu jedna prowincja sprawuje pieczę nad jednym miastem. W całym kraju szkoły i uczelnie przedłużyły przerwę świąteczną. W ciągu zaledwie 10 dni zbudowano i oddano do użytku dwa nowe szpitale. Wszystkie te działania wykraczają poza wymagania zawarte w „Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych” i jeszcze nigdy w historii nie zostały podjęte.
Ambasador powiedział, że od momentu otrzymania z departamentu zdrowia miasta Wuhan zgłoszenia o licznych zachorowaniach na zapalenie płuc o nieznanej etiologii, do poinformowania o tym fakcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i szeregu państw, minęły zaledwie cztery dni (29 grudnia 2019 – 3 stycznia 2020). Na rozpoznanie genomu wirusa i przekazanie go światu Chiny potrzebowały zaś niespełna dwóch tygodni od momentu wybuchu epidemii.
Zostało to docenione przez WHO i inne kraje. Jak dodał ambasador, dyrektor generalny WHO Tedros Adhanon Ghebreyesus podkreślił, iż szybkość z jaką Chiny podjęły kroki w celu monitorowania epidemii wirusa i sekwencjonowania jego genomu oraz szybkość przekazania tych informacji do WHO jest imponująca.
Wysiłki Chin zasługują na szacunek i uznanie. WHO nie zaleca, a nawet sprzeciwia się wprowadzeniu zakazów podróży do Chin i handlu z Państwem Środka – powiedział ambasador.
Według szacunków wielu chińskich i zagranicznych ekspertów od chorób zakaźnych, epidemia koronawirusa powinna osiągnąć szczyt nasilenia w okresie od połowy do końca lutego.
Już jednak zaczynają pojawiać się pewne optymistyczne sygnały. Od 4 lutego spada (poza prowincją Hubei) liczba potwierdzonych nowych przypadków zachorowań w Chinach, co wskazuje na skuteczność zastosowanych środków zaradczych.
Liczba wyleczeń przekracza liczbę zgonów i różnica ta stale rośnie. Śmiertelność jest stosunkowo niska – 2 proc. czyli znacznie mniej niż w innych epidemiach. Poprawiają się też możliwości diagnostyczne, pozwalając na coraz precyzyjniejsze stwierdzenie albo wykluczenie obecności wirusa.

W epicentrum walki z wirusem

Szczytowe nasilenie epidemii przypadnie prawdopodobnie na okres od połowy do końca lutego. Pojawiają się już pierwsze pozytywne sygnały mogące świadczyć o jej wygasaniu.

Na konferencji poświęconej zwalczaniu koronawirusa, ambasador Liu Guangyuan stwierdził, że jego kraj jest w epicentrum walki z epidemią. Na pierwszym miejscu stoi bezpieczeństwo życia i zdrowia ludzi, a przeciwstawienie się epidemii jest obecnie najważniejszym i najpilniejszym obowiązkiem rządu chińskiego. Presja, jaka ciąży na Chinach jest ogromna, zaś ponoszone koszty – bardzo wysokie. Niezliczona liczba Chińczyków jest na pierwszej linii wojny z epidemią. Wiele milionów osób zmniejszyło częstotliwość wychodzenia na zewnątrz lub przechodzi kwarantannę w domu. Rząd Chin przyjął kompleksowe i restrykcyjne środki zaradcze.
31 prowincji, regionów autonomicznych i miast wydzielonych ogłosiło stan kryzysowy pierwszego stopnia związany ze zdrowiem publicznym. Wuhan i inne miasta zamknęły drogi wyjazdowe, 11 tys. pracowników medycznych przyjechało z całego kraju do prowincji Hubei, by leczyć tam chorych.
Rząd chiński ustanowił system powiązań między 16 prowincjami świadczącymi pomoc, a innymi miastami niż Wuhan. Według tego systemu jedna prowincja sprawuje pieczę nad jednym miastem. W całym kraju szkoły i uczelnie przedłużyły przerwę świąteczną. W ciągu zaledwie 10 dni zbudowano i oddano do użytku dwa nowe szpitale. Wszystkie te działania wykraczają poza wymagania zawarte w „Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych” i jeszcze nigdy w historii nie zostały podjęte.
Ambasador powiedział, że od momentu otrzymania z departamentu zdrowia miasta Wuhan zgłoszenia o licznych zachorowaniach na zapalenie płuc o nieznanej etiologii, do poinformowania o tym fakcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i szeregu państw, minęły zaledwie cztery dni (29 grudnia 2019 – 3 stycznia 2020). Na rozpoznanie genomu wirusa i przekazanie go światu Chiny potrzebowały zaś niespełna dwóch tygodni od momentu wybuchu epidemii.
Zostało to docenione przez WHO i inne kraje. Jak dodał ambasador, dyrektor generalny WHO Tedros Adhanon Ghebreyesus podkreślił, iż szybkość z jaką Chiny podjęły kroki w celu monitorowania epidemii wirusa i sekwencjonowania jego genomu oraz szybkość przekazania tych informacji do WHO jest imponująca.
Wysiłki Chin zasługują na szacunek i uznanie. WHO nie zaleca, a nawet sprzeciwia się wprowadzeniu zakazów podróży do Chin i handlu z Państwem Środka – powiedział ambasador.
Według szacunków wielu chińskich i zagranicznych ekspertów od chorób zakaźnych, epidemia koronawirusa powinna osiągnąć szczyt nasilenia w okresie od połowy do końca lutego.
Już jednak zaczynają pojawiać się pewne optymistyczne sygnały. Od 4 lutego spada (poza prowincją Hubei) liczba potwierdzonych nowych przypadków zachorowań w Chinach, co wskazuje na skuteczność zastosowanych środków zaradczych.
Liczba wyleczeń przekracza liczbę zgonów i różnica ta stale rośnie. Śmiertelność jest stosunkowo niska – 2 proc. czyli znacznie mniej niż w innych epidemiach. Poprawiają się też możliwości diagnostyczne, pozwalając na coraz precyzyjniejsze stwierdzenie albo wykluczenie obecności wirusa.

Fakty o Xinjiangu

„Obowiązkiem uczonych jest dochodzić do prawdy we wszystkich rzeczach” pisał słynny polski astronom Mikołaj Kopernik. Odnalezienie jej w dzisiejszym szumie informacyjnym nie jest łatwe. Pojawiające się w ostatnim czasie publikacje dotyczące centrum szkolenia zawodowego w Xinjiangu wzbudziły wątpliwości opinii publicznej. Zaistniała więc potrzeba przedstawiania rzeczowych i konkretnych informacji na temat sytuacji w Xinjiangu.

Ujgurski Region Autonomiczny Xinjiang położony jest w północno-zachodniej części Chin i zajmuje powierzchnię ponad 1.66 mln km. kw. Mieszkają tam przedstawiciele 56-ciu mniejszości narodowych, pośród których najliczniejszą grupę – ponad 1 mln osób – stanowią Ujgurzy, Hanowie, Kazachowie i Huiowie. Wszystkim im bliskie są słowa piosenki „Nasz Xinjiang to dobre miejsce” o zielonych pastwiskach na zboczach Tianshan, złotych piaskach pustyni przemienionych w pola i wodzie z roztapiającego się śniegu użyźniającej ziemię Xinjiangu.
Niestety spokój tego pięknego miejsca zakłóciły zamachy terrorystyczne. Według niepełnych statystyk, w latach 1990-2016, ekstremiści religijni i terroryści zaplanowali i przeprowadzili kilka tysięcy zamachów, polegających m.in. na podkładaniu materiałów wybuchowych, zabójstwach, otruciach i podpaleniach. W rezultacie wielu niewinnych ludzi zostało zabitych lub rannych, setki policjantów poniosło śmierć, a szkody majątkowe są trudne do oszacowania.
Żadne państwo nie pozostaje bezczynne w obliczu poważnego zagrożenia terrorystycznego. W Wielkiej Brytanii stworzono Program Zaniechania i Wycofania się (Desistance and Disengagement Programme) według którego osoby wcześniej związane z terroryzmem uczestniczą w odpowiednich szkoleniach. We Francji otwierane są centra deradykalizacji, które na wczesnym etapie interweniują i pomagają osobom potencjalnie podatnym na ideologię organizacji ekstremistycznych. Także Stany Zjednoczone podjęły kroki mające na celu wczesne wykrywanie i zapobieganie terroryzmowi i ekstremizmowi na poziomie społeczności lokalnej.
W oparciu o bogate doświadczenie innych krajów, rząd chiński utworzył centrum szkolenia zawodowego w Xinjiangu. Ma ono na celu pomoc osobom podatnym w uniknięciu radykalizacji postaw i dołączenia do ekstremistów, jak również zapobieganie kolejnym atakom terrorystycznym. Podjęte środki cieszą się poparciem wszystkich grup etnicznych zamieszkujących Xinjiang. Społeczność międzynarodowa również wspiera te działania.
Od końca 2018 r. ponad tysiąc dyplomatów, pracowników organizacji międzynarodowych i przedstawicieli mediów z ponad 90 krajów i regionów odwiedziło centrum szkoleniowe. Na własne oczy mogli zobaczyć komfortowe warunki życia i pracy oraz dobrobyt i stabilizację społeczeństwa Xinjiangu. Wizytujący wyrazili poparcie dla działań antyterrorystycznych i deradykalizujących w pełni zgodnych z celami i zasadami ONZ w zakresie zwalczania terroryzmu i ochrony podstawowych praw człowieka.
Mimo to Chiny są krytykowane przez osoby, które nie mogą dostrzec polepszenia sytuacji Xinjiangu i zaakceptować faktu, iż Państwo Środka stale się rozwija. Chińska polityka etniczna i religijna jest umyślnie dyskredytowana, a praca włożona edukację i szkolenia zawodowe atakowana do tego stopnia, że centra szkoleń zawodowych nazywane są „obozami internowania”. W ten sposób szkaluje się Chiny i zakłóca ich rozwój. Takie postępowanie jest niewątpliwie krótkowzroczne i skazane na porażkę.
Fakty mówią głośniej niż słowa. Pozytywne efekty deradykalizacji uzyskane dzięki działalności centrum szkoleniowego widać gołym okiem. Od momentu utworzenia go przed trzema laty Xinjiang nie doświadczył ataków terrorystycznych.
W 2018 r. PKB w regionie wyniósł 1 bln 219 mld 908 mln juanów (około 699,408 mld zł), co stanowi wzrost o 6,1% w skali roku. Dzięki poprawie bezpieczeństwa publicznego gwałtowny wzrost odnotował także przemysł turystyczny Xinjiangu ,. W pierwszych 10 miesiącach 2019 r. region odwiedziło ok. 200 milionów turystów krajowych i zagranicznych, co oznacza wzrost o 42,62% rok do roku.
Nie można też mówić o braku wolności religijnej w regionie. Liczba meczetów w Xinjiangu wzrosła z ponad 2 tys. istniejących we początkowym okresie reform i otwarcia do 24 tys., a liczba zatrudnionych w systemie edukacji wzrosła z ponad 3 tys. do 29 tys. osób. Na wszystkich szczeblach podziału administracyjnego, czyli w prefekturach, miastach, powiatach i gminach istnieją łącznie 103 stowarzyszenia islamskie.
Szacunek do kultur mniejszości narodowych wyrażany jest m.in. poprzez wielość języków, które usłyszeć można w regionie. Mieszkańcy Xinjiangu posługują się 10 różnymi językami. Języki te są powszechnie używane w systemie sprawiedliwości, administracji i edukacji, jak również w prasie, radiu, telewizji i Internecie oraz do załatwiania wszelkiego rodzaju spraw społecznych i publicznych.
Słuszność polityki Chin wobec Xinjiangu najlepiej ocenić mogą sami mieszkańcy regionu i to oni mają największe prawo do wypowiadania się w tej sprawie. W przeszłości na tym terenie często miały miejsce ataki o charakterze terrorystycznym, a mieszkańcy nie byli pewni jutra. Społeczeństwo dzisiejszego Xinjiangu cieszy się spokojem i dostatkiem.
Zapraszam wszystkich Polaków do odwiedzenia tego pięknego miejsca i samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na pytania dotyczące sytuacji w tym regionie.

 

Przyłębski broni Międlara

Niemiecka gazeta „Welt am Sonntag” napisała to, co widzieli wszyscy, którzy nie maja problemów ze wzrokiem i słuchem: że Marszem Niepodległości manifestowany jest antysemityzm. Polski ambasador zażądał sprostowania.

Redaktor naczelny popularnej niemieckiej gazety napisał, że marsze, które odbywają się w Polsce podczas święta Niepodległości, są okazją do demonstrowania antysemityzmu w Polsce, a także, że w Polsce 11 listopada zbierają się skrajnie prawicowe organizacje z całego świata.
Ambasador Andrzej Przyłębski zażądał sprostowania od gazety. Wystosował pismo do redakcji, w którym pisze m. in.: „ W tekście redaktora naczelnego Welt am Sonntag, Johannesa Boie, „Europa jest chora. Poprawy nie widać” (…), zamieszczonym na portalu internetowym Die Welt w dniu 17.11.2019 r. znalazło się skandaliczne stwierdzenie, z którego wynika, iż marsze z okazji święta niepodległości organizowane corocznie 11 listopada w Polsce są okazją do manifestowania antysemityzmu. Twierdzenia takie nie maja najmniejszego związku z prawdą. Marsze te są manifestacją miłości do ojczyzny i spotkaniem wszystkich, dla których Polska jest wartością”. We Wrocławiu, podczas rozwiązanego po 200 metrach pochodu Marszu Niepodległości, którego jednym z organizatorów był znany antysemita i nacjonalista Jacek Międlar, padło z jego ust m.in. następujące stwierdzenie: „(…) Jan Mosdorf, ideowy ojciec narodowych radykałów, zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz za pomoc niewdzięcznym i tchórzliwym Żydom nienawidzącym organizacji, z której się wywodził”. Za to sformułowanie właśnie organizatorzy otrzymali od władz miasta, które słusznie zakwalifikowały je jako antysemickie, pierwsze ostrzeżenie.
Jeżeli zdaniem Przyłębskiego tego typu zdania nie noszą charakteru antysemickiego, to należy uznać, że jego ślepota na fakty jest dość wybiórcza. Nie byłoby to niczym zaskakującym, bo w Polsce jest wielu polityków, twierdzących, że nie ma tutaj problemu antysemityzmu, ale ambasadorska ranga urzędnika, który demonstruje takie poglądy, każą spojrzeć się na to ze szczególna uwagą i zapytać, czy tego typu aktywność ambasadora obiektywnie nie przynosi szkody wizerunkowi kraju, który Przyłębski reprezentuje.

„Kultura polska w myśli Chińczyków” Sympozjum akademickie w Pekinie

Seminarium „Kultura polska w myśli Chińczyków” odbyło się pod koniec października na Pekińskim Uniwersytecie Języków Obcych.

Wydarzenie zostało zorganizowane przez Centrum Studiów Polskich PUJO i Biuro Kultury Ambasady RP w Chinach. Związane było ono z 70. rocznicą nawiązania stosunków dyplomatycznych między Chinami a Polską oraz 65. rocznicą ustanowienia katedry języka polskiego na PUJO. Uczestnikami konferencji byli chińscy eksperci z dziedziny kultury, sztuki, języka, którzy poprzez badania polskiej literatury, filmów, muzyki, języka, edukacji i kultury ludowej pokazywali w szerokim spektrum oblicze polskiego życia kulturalnego.
Ceremonię otwarcia sympozjum poprowadził profesor Zhao Gang, dziekan Europejskiego Instytutu Języków i Kultury PUJO i dyrektor Centrum Studiów Polskich PUJO. Yan Guohua, wicerektor PUJO i Wojciech Zajączkowski, ambasador Polski w Chinach wygłosili przemówienia.
Wicerektor PUJO Yan Guohua powiedział, że chociaż Chiny i Polska są oddzielone górami i rzekami, ich przyjaźń jest głęboka, a stosunki dwustronne przeszły długie lata i stale się rozwijały. Polska jest potęgą pod względem kultury, a co warte podkreślenia pięciu pisarzy z Polski zdobyło Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury – stwierdził. Niedawno Królewska Szwedzka Akademia Nauki przyznała Oldze Tokarczuk Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018, co wywołało falę zainteresowania chińskich naukowców, zwłaszcza związanych z polską literaturą i kulturą – przyznał Yan Guohua. Podczas wystąpienia przypomniał, że w 2019 roku przypada 65. rocznica ustanowienia katedry języka polskiego na PUJO. Przez ponad pół wieku, pokolenia polskich nauczycieli dołożyło wszelkich starań, aby wychować wielu studentów polonistyki, a także promować literaturę i kulturę polską w Chinach – zaznaczył. Jak podkreślił wicerektor pekińskiej uczelni, Centrum Studiów Polskich PUJO, które postało w 2011 roku, staje się coraz ważniejszym oknem dla wymiany chińsko-polskiej.
Ambasador Wojciech Zajączkowski podkreślił, że jednym z najważniejszych elementów kontaktów chińsko-polskich była i jest kultura. Polska jest z pewnego punktu widzenia krajem wyjątkowym, jest potęgą kulturową – ocenił polski dyplomata. Najwyższy światowy poziom osiągają również polski film, teatr i muzyka – dodał. Ambasador Polski w Chinach wyraził zadowolenie, że Pekiński Uniwersytet Języków Obcych wystąpił z inicjatywą zorganizowania konferencji „Kultura polska w myśli Chińczyków”. To dobra okazji do refleksji nad polską kulturą, co jest o tyle ważne, że biorą w nim udział osoby mające olbrzymie zasługi na tym polu – zaznaczył.
W swoim przemówieniu profesor Yi Lijun przypomniała historię rozwoju oraz ważne osiągnięcia katedry polonistyki na PUJO, które miały miejsce w ciągu ostatnich 65 lat. Jednocześnie zachęciła nowe pokolenie studentów polonistyki i młodych wykładowców, aby z szacunkiem podeszli do dziedzictwa starszego pokolenia uczonych, a także wzmacniali przyjacielską wymianę między Chinami a Polską.
Profesor Zhao Gang przedstawił charakterystykę nauczania, kierunek szkolenia i osiągnięcia w badaniach naukowych katedry polonistyki na PUJO. Według niego, w ciągu ostatnich 10 lat nauczyciele polonistyki uczestniczyli lub byli organizatorami 16 projektów na szczeblu kraju, prowincji i ministerstwa. Przypomniał, że w 2018 roku profesor Yi Lijun otrzymała nagrodę za całokształt przekładów kultury przyznaną przez Stowarzyszenie Tłumaczy w Chinach, która jest najwyższa nagroda w dziedzinie translacji w Chinach. Jak podkreślił, po raz pierwszy w historii wyróżnienie to przyznano tłumaczowi, który zajmuje się językiem nieuniwersalnym.
Na początku dyskusji, wykładowczyni Li Yinan przypomniała spotkanie katedry polonistyki z Olgą Tokarczuk na PUJO. Wyraziła refleksji na temat powieści „Prawiek i inne czasy” oraz innych prac noblistki. Zdaniem Li Yinan, tajemnica jest jednym z najważniejszych tematów w książkach Tokarczuk. Wykładowczyni przypomniała słowa profesor Yi Lijun, która twierdzi, że trudno zaliczyć prace Olgi Tokarczuk do któregoś ze znanych nurtów, gdyż jej teksty są pełne tajemnic i fragmentów, ona ma własny styl.
W konferencji wzięli udział eksperci z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, Pekińskiego Uniwersytetu Języków Obcych, Kantońskiego Uniwersytetu Języków Obcych, Centralnej Akademii Muzycznej, Federacji Literackiej i Sztuki w Pekinie, Pekińskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, Szanghajskiego Uniwersytetu Języków Obcych, Uniwersytetu Języków Obcych z Tianjin oraz innych instytucji zajmujących się polską literaturą, teatrem, kinem, muzyką. W dziedzinie języka, edukacji i kultury ludowej wyrazili oni pogląd, że z perspektywy Chińczyków zaobserwowano wyjątkową pozycję kultury polskiej w świecie i jej dalekosiężny wpływ na kulturę chińską.
Uczestnicy odwiedzili także wystawę osiągnięć akademickich Centrum Studiów Polskich PUJO. Ekspozycja pokazuje prace i tłumaczenia polskiej sekcji dydaktycznej i badawczej z ostatnich lat, obejmujące literaturę, historię, sztukę, język, nauki przyrodnicze itp. Zaprezentowano także książki Olgi Tokarczuk „Prawiek i inne czasy” oraz „Dom dzienny, dom nocny” przetłumaczone na język chiński.
Kierunek Polonistyki Pekińskiego Uniwersytetu Języków Obcych został założony w 1954 roku. W ciągu ostatnich 65 lat eksperci z języka polskiego i literatury, reprezentowani przez profesor Yi Lijuna, złożyli wiele wkładu w wymianę kulturalną między Chinami a Polską i pogłębili przyjaźń między narodami. Uzyskali też wiele wyróżnień przyznawanych przez Ministerstwa Edukacji obu państw. Ponad 200 chińskich absolwentów, będących wysokiej jakości specjalistami, pracuje w dyplomacji, gospodarce, handlu, kulturze, nauce i technologii, wojsku, dziennikarstwie czy edukacji, wspierając rozwój stosunków chińsko-polskich.

Ambasador USA rządzi

To dość kompromitujące: ambasador USA w wywiadzie dla niemieckiej gazety „Die Welt” mówi, co Polska zrobi, a czego nie. Przynajmniej wiadomo, kto naprawdę u nas rządzi.

Georgette Mosbacher, namiestnik USA w Polsce oznajmiła Niemcom, jakie najbliższe zadania amerykańskie ma Polska do wykonania. Po pierwsze, do 2022 roku Polska, według słów Mosbacher, uniezależni się od rosyjskiego gazu. Owszem, pani ambasador dodaje jednym tchem, że rosyjski gaz zostanie zamieniony przez amerykański , ale nie odpowiada, czy ta nowa zależność ją uwiera czy też nie.
Po drugie Mosbacher uprzedza, że Europa będzie na łasce Rosji z powodu Nord Stream-2, co jest dla Mosbacher oczywiste, ponieważ Rosja wykorzystuje nośniki energetyczne jako broń. Zresztą to projekt polityczny, a nie ekonomiczny, przekonuje Niemców ambasador USA w Polsce.
Po trzecie, na szczęście Mosbacher już wie, jak zachowa się Polska wobec swojego największego sąsiada. Otóż Polska nie pozwoli zrobić z siebie zakładnika Rosji. Zapewne zarówno w kwestiach korzystania z tańszego gazu, jak i realizowania amerykańskich interesów na wschodniej flance NATO. Pani Mosbacher jest zdania, że na tych granicach Sojuszu sytuacja jest skomplikowana, co należy odczytywać jako powstanie zagrożenia przez agresywną Rosję i w związku z tym, mówi Mosbacher, przerzucenie części wojsk z Niemiec do Polski jest związane właśnie z tym, a nie jest wcale ostrzeżeniem pod adresem Niemiec związanym z faktem, że nie wydają na zbrojenia tyle, ile chciałyby Stany Zjednoczone. Owszem, delikatnie ambasador USA w Polsce zwraca uwagę Niemcom, że militaryzują się nie tak szybko jak Polska, która jest „przykładem dla wszystkich”.
Na koniec Georgette Mosbacher bierze rząd PiS w obronę. Przyznaje wprawdzie, że jeśli chodzi o demokrację w Polsce, są pewne zawirowania, ale wszystko będzie dobrze. Pani ambasador ma nadzieję, że w podległym jej kraiku nie będzie ograniczana wolność prasy ani słowa oraz rządy prawa, bo to fundamentalne wartości dla USA i Polski.
Doprawdy, opisywany wywiad jest jednym z najjaskrawszych dowodów na to, że Polska jest tylko breloczkiem na pasku amerykańskich spodni.

Odznaczenie dla Polki

Prezydent Abbas odznaczył Ambasador RP orderem „Gwiazdy Jerozolimskiej”.

Prezydent Państwa Palestyny Mahmoud Abbas odznaczył Przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej P. Aleksandrę Bukowską- McCabe orderem „Gwiazdy Jerozolimskiej”. Z okazji zakończenia jej misji w Palestynie w czwartek wieczorem zorganizowano uroczystość, która odbyła się siedzibie prezydenckiej w Ramallah. W ramach uznania jej wyjątkowej roli w umacnianiu stosunków między Palestyną a Polską, oraz za wysiłki na rzecz wsparcia narodu palestyńskiego i pomocy w dążeniu do utrzymania niepodległości, Prezydent M. Abbas odznaczył Ambasador A. Bukowską-McCabe medalem Gwiazdy Jerozolimy.
W spotkaniu uczestniczył członek Komitetu Wykonawczego Organizacji Wyzwolenia Palestyny Ziad Abu Amr oraz doradca prezydenta ds. Dyplomacji Majdi Khalidi.

Co zrobić z Amerykanami?

Ambasador zagroziła, więc nasz rząd się posłucha – ale chce zachować twarz.

Gdy pani ambasador USA Georgette Mosbacher zagroziła wstrzymaniem amerykańskich inwestycji w Polsce w przypadku przyjęcia nowej ustawy o transporcie, rząd zaczął się zastanawiać co tu zrobić, żeby zadowolić sojusznika?
Teoretycznie, było łatwiej niż w przypadku ustawy wprowadzającej karalność za zarzucanie Polakom współudziału w mordowaniu Żydów. Teraz bowiem nie naruszono interesów Izraela i środowisk żydowskich.
Z drugiej jednak strony, było i trudniej, bo rezygnacja z ustawy o transporcie powodowałaby protesty taksówkarzy, którzy blokowaliby miasta, trąbili i sprawiali różne niepotrzebne kłopoty.

Tej groźby nie można lekceważyć

Jak wiadomo, zaczęło się od tego, że jesienią ubiegłego roku Ministerstwo Infrastruktury sporządziło projekt nowej ustawy o transporcie drogowym. Przewidywał on między innymi, że pośrednicy transportowi powinni być wpisani do Krajowego Rejestru Sądowego lub do ewidencji działalności gospodarczej, co utrudniałoby funkcjonowanie amerykańskiego Ubera. Projekt powstał z pobudek politycznych, w trosce o decyzje elektoratu taksówkarskiego w ubiegłorocznych wyborach samorządowych.
Gdy przyszła ustawa stała się znana, Uber zaalarmował polityków – i w rezultacie doradcy pani ambasador USA przygotowali jej pismo do ministra Andrzeja Adamczyka. Było tam napisane m.in., że pani ambasador nie może zrozumieć, dlaczego Polska rozważa taki krok – bo zakaz działalności na polskim rynku dla jednej z największych firm technologicznych spowoduje, bez wątpienia, mrożący efekt na przyszłe inwestycje. W liście poproszono też, aby nie popełniać błędu niosącego tak daleko idące konsekwencje.
Takiej groźby nie należy lekceważyć, ale trudno też zrażać sobie taksówkarzy. Wprawdzie wybory samorządowe już minęły, więc rząd mógł mieć w nosie głosy taksówkarzy – ale tylko na krótko, bo przed nami przecież kolejne wybory, jeszcze ważniejsze.

Udają, że nie rezygnują

Radzono długo, aż wreszcie uradzono, że resort infrastruktury będzie sprawiał wrażenie, że nie zrezygnuje z nowelizacji ustawy o transporcie – ale w istocie z niej zrezygnuje, lecz już po wyborach.
Ministerstwo ogłosiło więc, że „projekt nie jest skierowany przeciwko żadnemu konkretnemu podmiotowi gospodarczemu i nie ma na celu dyskryminacji którejkolwiek z firm świadczących takie usługi”.
Zapewniło też, że celem Ministerstwa Infrastruktury jest uporządkowanie rynku przewozu osób w Polsce – i doprowadzenie do sytuacji, w której wszystkich podmiotów gospodarczych wykonujących tę samą usługę – przewóz osób – będą obowiązywać takie same przepisy. Dotyczące zwłaszcza rejestracji działalności, bezpieczeństwa podróżnych i spraw podatkowych.
W konkluzji, resort oświadczył, że prace nad projektem ustawy nie zostały wstrzymane. „Nieprawdą jest, że pod wpływem listu Pani Ambasador nastąpiła ingerencja w rozwiązania zawarte w projekcie” – czytamy. „Główne propozycje rozwiązań od początku procedowania ustawy nie uległy zmianom”.

Będzie pani zadowolona

Tak więc, resort na pozór postawił się okoniem sojusznikowi.
Kierownictwo resortu ogłosiło też jednak, że nad tekstem projektu pracują przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury, Rządowego Centrum Legislacji i Ministerstwa Finansów.
Nie trzeba dodawać, że takie gremia będą nader wnikliwie pracować nad projektem. Potrwa to tak długo, że wreszcie projekt – oczywiście już po wyborach – zostanie odłożony na „święty nigdy”, a nasi amerykańscy przyjaciele będą usatysfakcjonowani.