Meksyk się ugiął

Państwo meksykańskie, oskarżone przez prezydenta Trumpa o nic nie robienie, by zatrzymać falę ludzi idących do jego wielkiego kraju, postraszone pięcioprocentową zwyżką ceł na wszystkie towary, chce za wszelką cenę uniknąć gospodarczej pałki sąsiada. Meksyk wystawił natychmiast 6 tys. uzbrojonych ludzi przeciw migrantom z Ameryki środkowej, zdążającym do granicy Stanów Zjednoczonych. Ledwo rozlokowani wzdłuż granicy gwatemalskiej, zawrócili z drogi już 1200 ludzi.

Dyrektorka komunikacji Białego Domu Mercedes Schlapp z miłym uśmiechem poinformowała, że jeśli Meksyk nie wypełni sąsiedzkich rad, jego wszystkie towary wysyłane do Stanów zostaną od poniedziałku obłożone zwyżką cła o 5 proc. Doprowadziłoby to wiele meksykańskich firm do klapy. To zresztą tylko na początek, bo gdyby Meksyk nie był skuteczny, na początku października podwyżka cła może dojść do 25 proc. „Prezydent Trump jest zdecydowany” – mówiła.
Amerykanie chcą, by Meksykanie wzmocnili kontrolę swych granic od strony południowo-wschodniej, zlikwidowali korupcję wśród pograniczników, a przede wszystkim, by sami przygarniali migrantów z zabiedzonych krajów i nie dopuszczali ich do granicy imperium. Meksykański prezydent Andrés Manuel López Obrador (AMLO) ma jutro polecieć na południową granicę swego kraju.
Według Washington Post, Meksyk zobowiązał się budować obozy więzienne dla migrantów i punkty kontrolne, by zniechęcić idących. Schwytano już setki wędrowców z Hondurasu i aresztuje się działaczy praw człowieka, którzy im pomagali. Według Trumpa, chodzi o zatrzymanie „inwazji bez dział”, Meksyk nie może pozwalać na swobodne przemierzanie kraju przez biednych z południa. W maju straż graniczna USA zatrzymała lub deportowała 144 tys. ludzi. Gdy Trump dochodził do władzy pod hasłem zmniejszenia imigracji, było ich najwyżej 20 tys. miesięcznie. Przy ich drodze, ktoś widział napis na murze :”Oby nas nic nie zatrzymało”.