Flaczki tygodnia

Trwa licytacja w polskiej klasie politycznej. O to, które z politycznych skurwysyństw było i jest mniejsze.
Czy jest nim aktualne, polityczne skurwysyństwo PiS, przytaczane przez opozycję? Czy było, i jest nim nadal, poprzednie skurwysyństwa PO, ciągle przypominane przez elity PiS.

***

Oczywiście, obie walczące ze sobą prawice uważają, że szczytem politycznego skurwysyństwa była Polska Ludowa. Dlatego elity PiS zawłaszczając kolejne instytucje państwowe uzasadniają swój pęd do autorytaryzmu likwidacją „postkomuny”.
W odwecie Platformiarze, i inni bezkrytyczni obrońcy III Rzeczpospolitej, chcąc splugawić swych dawnych braci politycznych z PiS, określają ich mianem „komuny”. Porównują żwawego pana sułtana Kaczyńskiego do starego pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki.
Ponieważ Polska Ludowa skończyła się już prawie trzydzieści lat temu, a nauka historii przez ostatnie dziesięciolecia szwankowała, to wszyscy polscy obywatele poniżej czterdziestego roku życia przestają te porównania rozumieć. Jeszcze trochę i Polska Ludowa będzie rajem, jakim już stała się II Rzeczpospolita.

***

W zeszły czwartek policja państwowa użyła gazu wobec demonstrujących obywateli naszej Ojczyzny pod pałacem prezydenckim. Pan prezydent nie wyszedł do demonstrantów, bo dawno już wybrał niemęczący wariant prezydentury. Podpisuje wszystko co mu pan sułtan Kaczyński nakazuje. Poza tym jeździ sobie na nartach i na spotkania. Ale tylko tam, gdzie go chcą, gdzie nie będzie słyszał krytyk pod swym adresem.

***

Zapewne w czasie demonstracji pana prezydenta w jego pałacu nie było, albo przebywał w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu na zapleczu. Zatem demonstranci demonstrowali aby dać wyraz swym przekonaniom. Nie wierzę, aby większość z nich spodziewała się innej reakcji pana prezydenta niż podpisanie przedłożonych mu ustaw. Zwłaszcza, że demonstrowano nie na ulicy Nowogrodzkiej, tam gdzie jest aktualna siedziba najwyższych władz, czyli pana sułtana Kaczyńskiego, lecz pod magazynem kryształowych żyrandoli. Miejsce równie odpowiednie do demonstracji jak zajezdnia tramwajowa na Kawęczyńskiej.

***

Pomimo tego policja użyła gazu. Niepotrzebnie. Być może dlatego, bo zwyczajnie nerwy jej puściły. Bo paskudną mają robotę, i co gorsza – kiepsko płatną.
Być może o użyciu gazu zadecydowała grupa trzymająca władzę, aby pokazać demonstrantom, że użyć gazu już może.
Być może użycie tego gazu było testem jak daleko policja może posunąć się wobec demonstrującej opozycji.
Być może następnym krokiem służb policyjnych będzie wyłapywanie demonstrujących aktywistów, wywożenie ich do lasu. Tam bicie ich i poniżanie. Oczywiście przez „nieznanych sprawców”.
Mam nadzieję, że wariant „Opozycja do wora. Wór do jeziora” nie będzie testowany.

***

Andrzej Celiński kandydat SLD na prezydenta Warszawy został oskarżony o korupcję przez kontrkandydata Jana Śpiewaka. Flaczki znają trochę Andrzeja Celińskiego i widzą, że zarzuty korupcyjne to ostatnia rzecz jaką można mu sugerować.
Celiński jest reliktem na polskiej scenie politycznej. Inteligentem polskim, przepraszamy za to wyrażenie, który uważa, że moralnym nakazem inteligenta jest zmieniać świat na lepszy. Pracować dla Polski republikańskiej, sprawiedliwej społecznie i demokratycznej.

***

I jak każdy prawdziwy polski inteligent, a nie jego drobnomieszczańskie podróby, Celiński używa języka polskiego w pełnej krasie. I zapewne z miłości do tego języka użył wobec swego przeciwnika plastycznego, prawdziwe polsko-onomatopeicznego określenia „Zgniły, zielony chuj”. Rzekł tak, bo każdy prawdziwy polski inteligent, nie drobnomieszczańska podróba, wie o co chodzi. Aby język giętki powiedział to co pomyśli głowa.

***

Niestety, znajomość Beniowskiego, jak i Beni Krzyka, spada w polskim narodzie niczym przyrost naturalny. Odezwali się gromko obrońcy poprawności politycznej polskiej mowy, którzy przełkną jeszcze zapożyczonego z łaciny penisa, za to starosłowiański chuj ostro kole im w oczy. I taki rejwach w mediach zrobili, że Andrzej Celiński zachował się jak prawdziwy, polski inteligent. Sam ustąpił.

***

Ale niech żywi nie tracą nadziei. Jego „Zgniły zielony chuj”, jak „pieśń” ocaleje. Bo „Płomień rozgryzie malowane dzieje, Skarby mieczowi spustoszą złodzieje, Pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega”.

***

Nie wiem jaki wynik osiągnie w wyborach Jan Śpiewak. I kim jeszcze w swym życiu zostanie. Ale trudno mu będzie odkleić się od plastycznej charakterystyki Andrzeja Celińskiego. Ten „Zgniły, zielony chuj” pozostanie mu na rękach, niczym krew na palcach lady Makbet.

***

Dlatego Flaczki chciałyby poinformować, wszem i wobec, że będą korzystać z dorobku Andrzeja Celińskiego, bo taktują jego określenie polskiego polityka jako uniwersalne. Od tej pory Flaczki będą określać tych zasługujących, mianem „ZZCh”. W pięciostopniowej skali AC, czyli Andrzeja Celińskiego.

***

I jeśli niebawem Flaczki napiszą, że pan prezes Jacek Kurski jest „Piątką ZZCh” to znaczy, że osiągnął najwyższy stopień w skali AC. A pani wicepremier Beata Szydło to ledwo słaba „Trójka ZZCh”.

***

Następcą Andrzeja Celińskiego na stolcu kandydata SLD na stolec prezydenta Warszawy został Andrzej Rozenek. Flaczki znają go dłużej niż Andrzeja Celińskiego. Przez lata pracował i pracuje nadal w tygodniku „Nie”. Pomimo iż nie pije alkoholu i nie używa publicznie starosłowiańskich określeń!
I choć nadal nie wypłacił zaległego, przegranego zakładu z redaktorem Piotrem Gadzinowskim, to na swojego „ZZCh” jeszcze nie zasłużył.

Rozenek kandydatem SLD w Warszawie

– Kilka dni temu mieliśmy do czynienia ze skandaliczną sytuacją, kiedy to kandydat na prezydenta koalicji SLD Lewica Razem został brutalnie i bezpodstawnie zaatakowany przez jednego z kontrkandydatów. Andrzeja Celińskiego, co do którego uczciwości i przeszłości nie ma żadnych zastrzeżeń, próbowano uwikłać w aferę reprywatyzacyjną, co w naszej ocenie jest działaniem skandalicznym i nie tak powinna się toczyć debata na temat kto w przyszłości zasiądzie w fotelu prezydenta Warszawy – powiedział Sebastian Wierzbicki, przewodniczący SLD w Warszawie rozpoczynając konferencję prasową, która odbyła się przed wejściem do Pałacu Kultury i Nauki 27 lipca 2018 r.
– Nie zmienia to faktu, iż reakcja kandydata Andrzeja Celińskiego była zbyt emocjonalna. Rozumiemy go doskonale jako człowieka oraz jego emocje, jednakże uważamy, iż w debacie publicznej język jakim odpowiedział Andrzej Celiński nie powinien funkcjonować – ocenił polityk Sojuszu.
– W związku z powyższym, wczorajszy Zarząd Warszawski SLD podjął decyzję o cofnięciu rekomendacji dla Andrzeja Celińskiego, jako kandydata koalicji SLD Lewica Razem i jednocześnie zadecydował, że kandydatem Sojuszu na prezydenta w najbliższych wyborach samorządowych w stolicy będzie Andrzej Rozenek – oświadczył Wierzbicki. – Decyzja zapadła jednomyślnie – dodał.
Przewodniczący warszawskiego SLD podziękował Andrzejowi Celińskiemu za gotowość do startu. – Planowaliśmy ruszyć z kampanią w momencie jej oficjalnego ogłoszenia, a nie tak jak robią inni kandydaci, którzy czynią to już teraz. Andrzej Celiński miał przygotowaną bardzo dobrą ofertę dla warszawianek i warszawiaków, niestety nie było mu danego tego programu przedstawić – podsumował.
– Jestem przekonany, iż Andrzej Rozenk będzie znakomicie reprezentował Sojusz Lewicy Demokratycznej w nadchodzących wyborach, który będzie głośno i czytelnie artykułował co Sojusz do tej pory zrobił w Warszawie i co pragnie zdziałać w przyszłości, co w mieście działa się źle i jak chcemy to naprawić. Uważam, że Andrzej Rozenek osiągnie w tych wyborach bardzo dobry wynik i listy do Rady Miasta i Sejmiku, które państwu wkrótce zaprezentujemy, pokażą, iż SLD w tych wyborach wystawia bardzo mocną ekipę – poinformował.
– Dziękuję za zaufanie i tę rekomendację. Postaram się nie zawieść i udowodnię, iż trzecia siła polityczna w Polsce ma dobrego kandydata na prezydenta stolicy – rozpoczął swoje wystąpienie Andrzej Rozenek.
– Warszawa jest moim miastem przez całe życie. Znam problemy stolicy i niedługo zaprezentuję program, który będzie atrakcyjny dla każdego warszawiaka – stwierdził polityk lewicy.
– Przed nami kampania, która się przecież jeszcze nie zaczęła. Kiedy się zacznie, będą mógł się odnosić do tego, jak nowa Warszawa powinna wyglądać, a powinna być uczciwa, przyjazna oraz być bardzo nowoczesnym miastem – poinformował.
– W historii chamskie ataki polityczne były dwa. Pierwszy na zlecenie Platformy Obywatelskiej na Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich. Drugi bezczelny na Andrzeja Celińskiego, który odbył się kilka dni temu – powiedział Włodzimierz Czarzasty podczas spotkania z dziennikarzami.
Przewodniczący SLD przypomniał, iż Łodzi, Rzeszowie, Krakowie, czy też we Wrocławiu powstały ponadpartyjne komitety wyborcze, w których kandydaci lewicy zostali poparci przez min. PO, czy też Nowoczesną co miało miejsce w Krakowie i Rzeszowie lub też SLD poparło kandydatów z innych ugrupowań, co miało miejsce w Łodzi, czy też we Wrocławiu. – W Warszawie kilka miesięcy temu chcieliśmy poprzeć pana Rafała Trzaskowskiego. Niestety, nasza propozycja nie została przyjęta, a pragnęliśmy, aby tak jak w Krakowie, Łodzi, czy też w Lublinie powstał ponadpartyjny komitet pana Trzaskowskiego, do którego to komitetu SLD chętnie by pół roku temu wstąpiło. Dostaliśmy następującą informację, że albo będziemy szli na listach Platformy Obywatelskiej i będziemy popierali kandydata tylko i wyłącznie PO, albo możemy iść sami – obwieścił. – Zdecydowaliśmy się więc na wystawienie własnego kandydata – dodał.
– W Warszawie był kryzys, ale został opanowany, mamy świetnego kandydata – Andrzeja Rozenka. Andrzeju jesteś świetnym kandydatem do walki o Warszawę – oświadczył Czarzasty i podziękował Andrzejowi Celińskiemu za współpracę. – Kłaniamy się Andrzejowi Celińskiemu, pozostaniemy przyjaciółmi – podkreślił.

Głos lewicy

Śpiewak ma trudniej

Dziennikarz Piotr Nowak komentuje na Facebooku wymianę kandydata SLD w Warszawie:
Andrzej Rozenek to bardzo kumaty facet. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zajmował się aktywizacją polityczną ludzi Polski Ludowej, którym PiS obniżył emerytury. Ujeżdżał po powiatach, spotykał się często w wypełnionych po brzegi salach. I patrząc na notowania SLD – wykonał dobrą robotę. To nie Jan Śpiewak odstrzelił rywala, lecz rywal padł po kolejnej kanonadzie we własną stopę. Trochę szkoda Andrzeja Celińskiego, to była z pewnością jedna z ciekawszych osobowości tej kampanii. Mam nadzieję, że zawalczy jako niezależny i zbuduje w końcu tę jedność demokratów. Śpiewak nie ma czego świętować, bo obok sympatycznego pana Andrzeja wyrósł mu poważny konkurent w walce o mieszczański elektorat.

 

Rewolucjonistka?

Łukaszowi Mollowi nie podoba się stawianie Korze pomnika politycznego: Maanam i Korę mam w zasadzie do odkrycia i będzie to odkrycie przyjemne, ale ja o czymś bardziej ogólnym. Żałobnicy niech lepiej nie czytają dalej. We wspomnieniach o Korze na wielką skalę przewijają się określenia, że była i pozostała do samego końca wielką rewolucjonistką, niepokorną bojowniczką, miłośniczką wolności. W ten sposób pisze o niej sam Lech Wałęsa. Przyznam, że irytuje mnie kombatancka otoczka, jaką wytwarzają wokół siebie Muńki, Kaziki, Skiby, Panasy, Kukizy i Kory. Oni naprawdę mają się za wiecznych buntowników, którzy muzyką obalili z papieżem i Reaganem komunę i nauczyli Polki i Polaków „kochać wolność”. Mam szacunek za muzykę i artystyczną inwencję w późnym PRL-u, ale gdy widzę ich jurorujących w głupawych talent shows, reklamujących kredyty, przeżywających religijne nawrócenia czy korwinistyczne fascynacje, to automatycznie ich muzyka dla mnie więdnie. Okazuje się, że ta post-hippisowska postawa skrywa w sobie konserwatyzm, zblatowanie z elitami i pospolitą pazerność, a z jej rewolucyjności zostaje noszenie na starość czerwonych spodni, tlenionych włosów i palenie zioła. Nie bagatelizuję tych obyczajowych zdobyczy, ale to, co idzie z nimi w parze sprawia, że polski rock lat 80. pozostaje dla mnie w przeważającej większości zjawiskiem podszytym fałszem.

 

Bronią pomnika

SLD.org.pl donosi: Pabianickie SLD nie poddaje się i zamierza dalej bronić Pomnika Bojowników o Wyzwolenie Społeczne i Narodowe, którego usunięcia domaga się prawica, w ramach „dekomunizacji” przestrzeni publicznej. Zgodnie z przyjętą przez PiS ustawą „dekomunizacyjną” pomnik, który figurował w ewidencji zabytków, został uznany za symbol komunizmu i miał zostać usunięty do końca marca 2018 roku, jednak działaczki i działacze pabianickiego SLD postanowili bronić zabytkowego pomnika. Pod koniec kwietnia przedstawiciele Sojuszu złożyli do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Łodzi, który bezpodstawnie wykreślił pomnik z ewidencji zabytków, tłumacząc, że jest on w złym stanie technicznym. Jednak opinii o złym stanie technicznym przeczy ekspertyza wykonana na zlecenie władz miasta.

 

Persona non grata

Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie negatywnie rozpatrzył skargę kasacyjną rosyjskiego dziennikarza Leonida Swiridowa, wydalonego z Polski z 2015 z inicjatywy ABW. Służby utrzymują, że miał zajmować się białym wywiadem. Swiridow nigdy jednak nie poznał dowodów, jakie przeciwko niemu przedstawiono, ponieważ całe postępowanie od początku było tajne. Dziennikarzowi nie udzielono również zezwolenia na przyjazd do Warszawy, aby mógł wziąć udział w rozprawie. Zakaz wjazdu wydany w 2015 może być przedłużony. Info za: strajk.eu

Ciekawy kandydat

Kandydatem komitetu SLD-Lewica Razem na prezydenta Warszawy został Andrzej Celiński. Człowiek wielkiej skromności, empatii, o ogromnym politycznym doświadczeniu.

 

Ma realne szanse włączyć się w walkę o drugą turę.
Andrzej Celiński życiorys ma niebanalny. Od młodych lat zaangażowany w działalność opozycji demokratycznej w czasach PRL. W latach 70-tych był działaczem Komitetu Obrony Robotników, następnie Solidarności. Co więcej, bliskie są mu tradycje PPS. Jest siostrzeńcem Jana Józefa Lipskiego, byłego przewodniczącego PPS.

 

Oczywiste zalety

Zna doskonale etos i dorobek niepodległościowej lewicy. Ta piękna biografia ma jednak swoje wady i zalety. Zalety są oczywiste – trudno będzie lewicowemu kandydatowi zarzucić, że jest kandydatem postkomunistycznej lewicy, wszak do PZPR nigdy nie należał, co więcej, był więziony w czasie stanu wojennego. Ale te plusy mogą być jednocześnie dla elektoratu SLD, który jest w komitecie koalicyjnym przewodnią siła, wadą. Dlaczego? Otóż był on po 1989 roku posłem Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Swego czasu były redaktor naczelny „Trybuny” Marek Barański napisał o nim pogardliwie „ostatni uwol”.
Z Andrzejem Celiński może być jednak tak, jak w 2002 rok z Markiem Balickim, który również przez lata związany był ze środowiskiem UW, będąc posłem i wiceministrem zdrowia w rządzie premier Hanny Suchockiej. Wówczas to niespodziewanie wszedł do drugiej tury, eliminując przy okazji faworyzowanego Andrzeja Olechowskiego, kandydata PO, zdobywając w drugiej turze niemal 30 proc. głosów. Przegrał ostatecznie nieznacznie z Lechem Kaczyńskim. Patryk Jaki to jednak nie Lech Kaczyński. Dlatego kandydatura Andrzeja Celińskiego, obliczona na wejście do drugiej tury, ma ogromne szanse na sukces. Kandydat lewicy będzie musiał jednak skutecznie punktować nie tylko PiS i Patryka Jakiego, co nie będzie dla niego trudne, ale również, zwłaszcza w pierwszej turze, działanie PO w Warszawie a tym samym Rafała Trzaskowskiego. To niezbędne, aby głosy anty-PiS poszły na stronę kandydata SLD-Lewica Razem.

 

Prognozy

Ta kandydatura to zapewne zła wiadomość dla Rafała Trzaskowskiego i warszawskiej PO. Andrzej Celiński bowiem ewidentnie zabiegać będzie mniej więcej o ten sam elektorat, co były wiceszef MSZ.
Z jednym jednak ogromnym plusem na korzyść kandydata lewicy. Andrzej Celiński nie jest członkiem PO, tak skompromitowanej w Warszawie. To będzie miało swoje znaczenie w dniu wyborczym i w całej kampanii wyborczej. To również próba wyjścia poza duopol w debacie publicznej, którą zdominowały PiS i PO. Na razie kampania Rafała Trzaskowskiego wygląda ospale i niemrawo. Wyborcy w Warszawie, którzy nie chcą Patryka Jakiego na swojego prezydenta, będą mieć realny wybór pomiędzy politykiem, który wspierał obecną prezydent Warszawy a osobą spoza jakiegokolwiek układu. Ryszard Bugaj stwierdził swego czasu, że po tym, co PO zrobiła w Warszawie, partia Grzegorza Schetyny w ogóle nie powinna wystawiać swojego kandydata.

 

Najlepszy wybór dla lewicy

Andrzej Celiński podkreśla, że chce rozbić duopol dwóch partii, których spór trwa już ponad dekadę. Polskie społeczeństwo jest egalitarne, co potwierdzają wszystkie badania i należy wyjść temu naprzeciw. Grzegorz Schetyna, który przy każdej okazji powtarza, że potrzebna jest szeroka koalicja, aby walczyć z PiS, jest niewiarygodny. Tok rozumowania lidera PO jest taki: Walczmy z PiS, wszyscy razem, ale na naszych warunkach, opierając się o naszych ludzi i nasz program. To w demokracji niedopuszczalne. Włodzimierz Czarzasty zdradził kilka tygodni temu, jak PO chciała kupczyć SLD w Warszawie, proponując szefowi stołecznych struktur Sebastianowi Wierzbickiemu miejsce na liście PO.

 

Straszenie

Niektórzy liberalni i lewicowi publicyści chcieliby, niczym Grzegorz Schetyna, aby wyborcy mieli wybór tylko między Jakim a Trzaskowskim. Tak swego czasu pisali Sławomir Sierakowski i Dominika Wielowiejska. Oboje zgodnie uznali, że tylko Rafał Trzaskowski jest w stanie zatrzymać w Warszawie PiS, a kolejne kandydatury tylko sprzyjają Patrykowi Jakiemu. Politycy PO tak straszyli PiS-em w ostatniej kampanii parlamentarnej, że dwa byli wicepremierzy w rządzie PiS znaleźli się na jej listach wyborczych. Wiarygodność w polityce to cecha ludzi wielkich.
I te podobieństwa między PO i PiS będzie musiał Andrzej Celiński wypunktować. Takie jak wspólne powołanie CBA, IPN, czy zbieżność interesów w sprawie odpowiedzialności zbiorowej. To bowiem w 2009 roku politycy PO przeforsowali tzw. ustawę dezubekizacyjną, która objęła ok. 25 tysięcy osób. Lewicowi wyborcy o tym wiedzą i pamiętają.

Głos lewicy

Kandydat, który łączy

– To bardzo przemyślana kandydatura – stwierdziła w Polskim Radiu 24 Anna Maria Żukowska.
Rzeczniczka Sojuszu Lewicy Demokratycznej podkreśliła w Polskim Radiu 24, że „to nie była łatwa decyzja, również dla Pana Andrzeja Celińskiego”. – Dziękujemy mu, że się zdecydował. Andrzej Celiński nie jest członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ani żadnego z ugrupowań koalicyjnych. Jest osobą, która jest w stanie połączyć bardzo wiele nurtów lewicowych – powiedziała.
Zdaniem Żukowskiej Andrzej Celiński „identyfikuje się z programem SLD i programem koalicji, a jego naczelną linią w kampanii jest to, żeby przybliżyć Warszawę mieszkankom i mieszkańcom, aby uspołecznić podejmowanie decyzji”. – W tej chwili budżety partycypacyjne są fikcją, bo są przegłosowywane jakieś decyzje, a potem się okazuje, że z przyczyn ideologicznych czy doktrynalnych rada miasta nie chce zrealizować tego projektu, który wygrał – stwierdziła.

Wygram te wybory

– Z pewnością tych wyborów nie wygra Patryk Jaki. Nie sądzę, żeby było możliwe zamknięcie tego miasta w jakichś klaustrofobicznych klimatach zaprzeczających całej historii tego nieprawdopodobnego miasta – powiedział Andrzej Celiński w Radiu RMF FM. – Wtedy kiedy do wyborów w II turze stanie Jaki i ja lub też Trzaskowski i ja to wygram te wybory – zapowiedział kandydat na prezydenta Warszawy.
– Dlaczego? Ponieważ bardziej łączę rozmaitych wyborców, aniżeli którykolwiek z nich. Poprą mnie ludzie, dla których kwestie publiczne Warszawy, a nie partyjne, są istotniejsze – ocenił Celiński.

Czego potrzebuje Warszawa

– SLD wchodzi do gry o prezydenturę Warszawy z wysokiego C, kandydatem komitetu SLD – Lewica Razem będzie Andrzej Celiński – oświadczył Sebastian Wierzbicki, przewodniczący stołecznego Sojuszu podczas konferencji prasowej na warszawskim pl. Zamkowym 21 czerwca 2018 r. – Wczoraj Rada Warszawy SLD podjęła jednogłośną decyzję o poparciu tej kandydatury – dodał.

Głos lewicy

Andrzej Celiński – kandydatem SLD na prezydenta Warszawy

 

– Będzie to bardzo godny kandydat i chyba nie jest to wielkie zaskoczenie (…) to jest Andrzej Celiński – ogłosiła b. szefowa struktur SLD na Mazowszu Katarzyna Piekarska. – Osoba niezwykłej uczciwości i pracowitości, myślę, że będzie dobrym kandydatem i myślę, że naprawdę zamiesza w tych wyborach.