Antyfaszysta to terrorysta

Prezydent Donald Trump rozstawia akcenty zgodnie ze swoim światopoglądem. Bez żadnych podstaw żąda na Twitterze, by amerykańska Antifa została zaliczona do organizacji terrorystycznych.

Trump ogłosił na TT, że administracja prezydenta rozpatruje projekt nowego prawa, by aktywistów, których uważa za lewicowych radykałów, uznać za terrorystów.
„Jest rozpatrywana możliwość, by ogłosić ANTIFA, tych nienormalnych tchórzliwych lewicowych radykałów, którzy biją ludzi po głowach kijami bejsbolowymi (tylko tych, którzy nie mogą im oddać), jako terrorystyczną organizacją na równi z MS-13 [jedna z najbardziej niebezpiecznych band przestępczych w USA – przyp. red.] Policji ułatwi to pracę”, napisał prezydent USA.
Reakcja Trumpa została wywołana wydarzeniami z 30 czerwca, kiedy w Portland doszło do zamieszek. Prawica, reprezentowana przez organizację Proud Boys (Dumni chłopcy) miała zamiar przejść ulicami miasta w sprzeciwie przeciwko obchodzeniu Miesiąca Dumy przez środowiska LGBT. Nieśli ze sobą portrety prezydenta Trumpa i banery ze swoimi hasłami. W wyniku starć kilkanaście osób zostało rannych. Lewicowi demonstranci rzucali „koktajlami wegańskimi” z mleka, choć zdarzały się i takie, w skład których wchodził szybkoschnący cement. W ruch poszły jajka i butelki z wodą, którymi oberwali także niektórzy funkcjonariusze policji. Demonstranci rozpylali gaz łzawiący i grozili tłumowi pałkami czy kijami.
6 lipca podobna akcja miała miejsce w Waszyngtonie, choć do bezpośrednich starć nie doszło, wywrócono jedynie kilka stoisk z prawicowymi gazetami.
Gdyby pomysł Trumpa wszedł w życie, to działanie szeroko rozumianych lewicowych organizacji w USA zostałoby znacznie ograniczone.

„Zamknięty” zjazd

Jeszcze niedawno ruchy neonazistowskie mogły wydawać się w Europie politycznym marginesem, osobliwym folklorem przyciągającym tylko garstki frustratów z rozchwianymi osobowościami. Dziś tak już, niestety, nie jest. Europa brunatnieje.

 

II wojna światowa odebrała życie kilkudziesięciu milionom ludzi. Aż trudno uwierzyć, że blisko tysiąc neonazistów z Niemiec i Europy Wschodniej przyjechało do Ostritz, małego miasteczka leżącego na granicy polsko-niemieckiej, by świętować 129 urodziny Adolfa Hitlera.
Nieprzypadkowy był też dzień rozpoczęcia imprezy – 20 kwietnia, czyli dzień, w którym Hitler się urodził. W Polsce, jak i Niemczech propagowanie nazizmu jest zakazane, dlatego organizatorzy wykorzystali lukę w prawie i ogłosili charakter imprezy jako zamknięty. Wówczas nie można mówić o szerzeniu idei narodowo-socjalistycznych. Głównym organizatorem neonazistowskiego festiwalu „SS” („Schild und Schwert”) czyli „Tarcza i Miecz” z lokalizacją w hotelu „Neißeblick” był Thorsten Heise z Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD), odwołującej się do narodowego socjalizmu III Rzeszy.
Bezpieczeństwo podczas festiwalu zapewniły setki policjantów. Zwiększono środki kontrolne, ustawiono szczelne kordony policyjne i punkty kontrolne. W Ostritz nie zabrakło też antyfaszystów. Na przeciwległym końcu miasta zorganizowali oni festiwal „Rechts Rockt Nicht!” („Prawica niech się buja!), a wyrażając swój sprzeciw mieszkańcy w porozumieniu z władzami lokalnymi zorganizowali „Święto Pokoju” promujące tolerancję i demokrację. Wszystkie trzy festiwale relacjonowało kilkuset dziennikarzy.

 

 

W kontrfestiwalu „Rechts Rockt Nicht!” oraz w blokadzie nazistowskich obchodów brała udział także grupa antyfaszystów z Polski. „Dziennik Trybuna” rozmawia Oliwią Zajączkowską, która uczestniczyła w tej akcji w podwójnej roli – jako antyfaszystka, jak i fotografka dokumentująca wydarzenie.

 

Czy ruchy neonazistowskie rosną w siłę i wzmagają aktywność?

Neonazizm rozwija się w cieniu skrajnej prawicy, której wciąż przybywa. Rośnie fala przemocy motywowana nazistowską ideologią. Nie można zapomnieć, że wśród nas, pozornie „normalnych” ludzi i w pozornie cywilizowanym państwie szerzy się nietolerancja w każdej postaci. Mam na myśli homofobię, antysemityzm, rasizm i każdy przejaw dyskryminacji. Trzeba udowodnić, że „wolna Polska” to nie oksymoron. Trzeba się przeciwstawiać, blokować marsze, kontrmanifestować.

 

Kto jeździ na takie blokady? Jak takie środowiska się mobilizują?

Antyfaszyści i ludzie którzy chcą wyrazić swój sprzeciw. Zachętą dla ugrupowań neonazistowskich jest między innymi popieranie ich projektów przez zwolenników ONR czy Ruchu Narodowego. Wszystkich ludzi z tego środowiska łączy patologiczna nietolerancja i adoracja elementów doktryn narodowej demokracji i narodowego socjalizmu. Ci wszyscy „czystej krwi” sympatyzują z pozostałymi entuzjastami „białej Europy” i tak powstają liczne eventy oraz inne formy aktywności pronazistowskiej. Jednym z przykładów jest tegoroczny festiwal „Schild und Schwert” który miał miejsce w kwietniu tego roku w Ostritz. Jego organizatorzy wykorzystali celebrację urodzin Hitlera do pozyskania funduszy na ich działania. Neonaziści wciąż nabywają co raz to nowych i młodszych aktywistów. To porażające.

 

Czy dochodzi do przemocy? Jak ona wygląda?

Idealnym przykładem są chociażby zamieszki 11 listopada. Ci ludzie zachowują się jak bydło. Do przemocy? Tam nawet fotoreporter może dostać w zęby bo stanie zbyt blisko. Takie wydarzenia nie mają nic wspólnego z upamiętnieniem, uczczeniem i poszanowaniem dla sprawy, chociaż w mniemaniu nazistów tak właśnie jest. Myślą, że są tak wielcy, a nie zdają sobie sprawy jak bardzo się mylą.

 

Czy policja jest bezstronna?

W Ostritz ponad tysiąc policjantów dopilnowało, by nie doszło do starć między neonazistami i antyfaszystami, wśród nich była też polska policja. Większość antyfaszystów nie widziała na oczy uczestników neonazistowskiego festiwalu. Wszyscy, którzy przekroczyli granicę z Niemcami poddawani byli kontroli osobistej. Część uczestników imprezy musiała się przebrać, jeśli miała na sobie ubranie z faszystowskimi naszywkami. Rekwirowano niebezpieczne przedmioty i narkotyki. Mi zabrano gaz pieprzowy, który jak się okazało w Niemczech jest nielegalny. Żeby uniknąć zamieszek policja zaprowadziła nas w docelowe miejsce przez okrężne drogi. Były trzy oddzielne festiwale w trzech różnych miejscach, w tym samym czasie i wszystkie trzy były oblężone dziesiątkami policjantów. Mimo to jeden z neonazistów podbiegł do mnie, złapał obiema rękami za ubranie i krzyczał „raus antifascista!” („antyfaszysto wypier*alaj”). Policja zareagowała szybko, ich skuteczność była bardzo wysoka.
Przyjechałam do Niemiec w roli fotografa, więc byłam znudzona tak jak pozostali fotografowie, że policja nie dopuściła do zamieszek. W końcu każdy z nas przyjechał po materiał. Nie bez powodu na to liczono, przecież to miała być największa interwencja w Europie. Zresztą, kiedy zostało około pół godziny do mojego odjazdu, nagle cały plac podbiegł pod płot, gdzie zebrali się naziści. Policja szybko spacyfikowała tłum, a mi udało się nie roztrzaskać aparatu. Większość takich grup to przestępczość zorganizowana, często we współpracy z mafią, a nawet z policją. Festiwale takie jak w Ostritz są okazją na umocnienie współpracy przedstawicieli scen neonazistowskich z różnych krajów. Wielokrotne próby delegalizacji lub cenzury tego typu działalności rozbijają się o prawa człowieka, gwarantujące im prawo do prywatności i wolności słowa.

 

Jak odbierają nazistowskie imprezy mieszkańcy miast, gdzie się one odbywają?

Część mieszkańców Ostritz wyjechała na czas festiwalu. Jedni nie wychodzą z domów, jeszcze inni protestują. Widziałam jak ludzie wywieszają na balkonach hasła podkreślające syntezę antyfaszyzmu i demokracji. Ostritz ostatecznie powiedziało „nie” propagowaniu nazizmu w przestrzeni publicznej.

 

Dziękuję za rozmowę.