Klienci banków siedzą w sieci

Bankierzy wychodzą z założenia, że klienci wykonują większość operacji samodzielnie i nie potrzebują już wsparcia konsultanta do zlecenia przelewu czy wypłaty gotówki.
Z bankowości mobilnej korzysta już 14,3 mln Polaków, z czego 12 mln używa do tego celu aplikacji w smartfonach (dane bardzo aktualne bo według stanu na koniec marca 2020 r.).
Coraz więcej osób całkowicie rezygnuje z obsługi swoich finansów przez komputer. Banki mają już 6,5 mln klientów „mobile only”. Bankowość mobilna cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Pokazują to dane, jakie co kwartał Bankier.pl i PRNews.pl zbierają z banków.
Pod terminem „bankowość mobilna” kryje się korzystanie z oferty banku na urządzeniach przenośnych – smartfonach i tabletach. Usługa ta cieszy się coraz większą popularnością wśród klientów banków. Wykorzystują w tym celu aplikacje mobilne, serwisy lite (to uproszczona, pozbawiona dużo ważących grafik wersja zwykłej bankowości internetowej) oraz tzw. bankowość RWD (czyli serwisy napisane w technologii Responsive Web Design, które dopasowują się do ekranu urządzenia, na którym są wyświetlane).
Liczba klientów korzystających z sieci rośnie. Najwięcej użytkowników bankowości mobilnej ma PKO Bank Polski – blisko 3,6 mln. W ciągu ostatniego roku przybyło mu 676 tys. osób korzystających z banku w smartfonie. Na drugim miejscu jest mBank z liczbą 2,3 mln klientów mobilnych. Rok wcześniej miał ich o 307 tys. mniej. Trzecie miejsce zajmuje ING Bank Śląski, który ma 2,1 mln użytkowników bankowości mobilnej.
Na dalszych pozycjach plasują się Bank Pekao i Santander Bank Polska (po 1,7 mln), Bank Millennium (1,5 mln), BNP Paribas (521 tys.), Alior Bank (502 tys.), Credit Agricole (207 tys.) oraz T-Mobile Usługi Bankowe (83 tys.). Nie wszystkie banki podały informację o liczbie użytkowników bankowości mobilnej. Nie zrobiły tego m.in. Nest Bank, Idea Bank czy Citi Handlowy.
Zdecydowana większość klientów korzysta z bankowości mobilnej za pomocą aplikacji. Jak wynika z danych zebranych po I kw. 2020 r., banki miały około 12 mln użytkowników aplikacji mobilnych. Co ciekawe, ponad połowa z nich jest mobile only – to osoby, które korzystają z bankowości elektronicznej wyłącznie na smartfonach i nie logują się już do standardowych systemów bankowości internetowej – swoje finanse obsługują wyłącznie w komórkach. Najwięcej takich klientów ma PKO Bank Polski – 1,7 mln. Na drugim miejscu pod tym względem jest ING Bank Śląski – 1 mln, a na trzecim mBank – 972 tys.
Bankowość mobilna staje się dla coraz większej grupy klientów podstawowym kanałem obsługi swoich finansów. Dostarczane przez banki aplikacje są poważną alternatywą dla tradycyjnej już bankowości internetowej. Zamiast banku w komputerze, za ich pomocą możemy otworzyć konto, zlecać przelewy, zakładać lokaty czy zaciągać i spłacać kredyty. Dodatkowo większość instytucji oferuje dziś płatności mobilne, które pozwalają płacić smartfonem za zakupy (Google Pay, Apple Pay, Blik).
Rosnąca popularność kanałów elektronicznych nie pozostaje bez wpływu na strategie banków. Coraz więcej instytucji inwestuje w placówki bezgotówkowe, czyli oddziały, które nie prowadzą obsługi transakcyjnej.
Banki wychodzą z założenia, że klienci wykonują większość operacji samodzielnie i nie potrzebują już wsparcia konsultanta do zlecenia przelewu czy wypłaty gotówki. To z kolei ma wpływ na poziom zatrudnienia i sieć placówek. Banki nie ukrywają, że wzrost popularności kanałów elektronicznych jest jednym z powodów ograniczenia etatów i liczby oddziałów.

To co musimy o sobie powiedzieć

Coraz częściej korzystamy z rozmaitych aplikacji. Jeśli jednak instalując je, nie zachowamy należytej ostrożności, nasz telefon z przyjaciela łatwo może stać się szpiegiem.

 

Warto zawsze zwracać uwagę na to, jakie dane zbierają interesujące nas aplikacje i na co się godzimy przy ich ściąganiu.
Nie zawsze jesteśmy świadomi, że żądają one bardzo dużo informacji o nas, które bywają zbędne do świadczenia usługi, z której chcemy korzystać. Tak być nie powinno, zwłaszcza gdy już obowiązuje unijne ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO).
Gdy więc instalujemy aplikacje, do działania których niezbędne jest udzielenie naszych danych osobowych, warunkiem jest nasza zgoda wyrażona dobrowolnie, ze świadomością tego, na co dokładnie się godzimy.
Zgodnie z RODO powinniśmy zostać poinformowani o danych kontaktowych administratora, a także inspektora ochrony danych (o ile jest wyznaczony). Przepisy zobowiązują, by dokonać tego w sposób przejrzysty i zrozumiały, w zwięzłej formie, jasnym i prostym językiem.
Przepisy wymagają też, abyśmy otrzymali informacje o podstawie prawnej, na jakiej przetwarzane są nasze dane oraz o celach, dla których jest to robione czy o fakcie profilowania. Nie ma to oczywiście żadnego znaczenia praktycznego, nic nam nie da i w niczym nie pomoże – ale jest wyrazem dobrych intencji administratora.
Jeżeli nasze dane są przekazywane innym podmiotom, to również o tym musimy być poinformowani. Tak samo jak o ich przesyłaniu do państw trzecich.
RODO zobowiązuje też do informowania o tym, jak długo nasze dane będą w każdym przypadku przetwarzane.
Administrator musi poinformować nas również o naszych uprawnieniach, takich jak prawo usunięcia, ograniczenia przetwarzania czy wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania naszych danych. Jeżeli przetwarzanie odbywa się na podstawie udzielonej zgody, to również o prawie do jej cofnięcia w dowolnym momencie. Powinniśmy otrzymać też informację o prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego, czyli Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Przy ściąganiu aplikacji zwróćmy zatem uwagę, jak ich dostawcy wywiązują się z tych obowiązków, oraz jak formułują klauzule zgód i polityki prywatności. Jest to tym bardziej istotne, że często instalacja aplikacji jest równoznaczna z akceptacją polityki prywatności.
Do treści takiej polityki prywatności prowadzi osobny link. Nie każdy jednak w niego klika, a gdy nawet to zrobi, to widząc dużo tekstu na ekranie małego telefonu, po prostu go nie czyta. A to błąd, bo można nieopatrznie wyrazić zgodę na coś, na co nie chcemy się godzić.
Dlatego zanim zainstalujemy w swoim telefonie jakąkolwiek nową aplikację, warto dokładnie przeanalizować, do jakich danych i funkcji naszego urządzenia chce mieć ona dostęp. Przykładowo, niektóre aplikacje domagają się dostępu do informacji o naszej lokalizacji, naszych zdjęć, kontaktów czy dokumentów. Warto zastanowić się, po co jest to potrzebne – i wybierać te aplikacje, które najmniej ingerują w naszą prywatność.