Zamykanie ust

Oficjalna wersja rządu francuskiego, już wcześniej podważana, mówiła, że francuska broń sprzedawana dyktaturom z Półwyspu Arabskiego nie służy do zabijania cywilów w Jemenie. Francuski wywiad oskarża trzech dziennikarzy o „ujawnienie tajemnicy wojskowej”, gdyż udowodnili, że to nieprawda. Francuska broń, podobnie jak amerykańska i brytyjska od początku służą agresji na Jemen, który przeżywa według ONZ „najgorszy kryzys humanitarny za świecie”.

Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) – dwa najbogatsze państwa arabskie od czterech lat atakują najuboższe państwo arabskie, z błogosławieństwem imperium amerykańskiego. Stoją na czele „sunnickiej koalicji”, która od marca 2015 r. próbuje zniewolić jemeńskich szyitów, broniących się w północno-zachodniej części kraju. W związku z niebywałą katastrofą, która dotknęła Jemen, niektóre państwa europejskie wstrzymały dostawy broni (jak Niemcy) lub twierdzą, że ich broń nie uczestniczy w wojnie, jak Francja.
Ujawnienie przez niektóre media nieoligarchiczne (we Francji tylko 5 proc. mediów nie należy do oligarchów) tajnej notatki dyrekcji wywiadu wojskowego, która oczywiście przeczy oficjalnym bajaniom rządu, spowodowało oskarżenie trzech dziennikarzy, dwóch z Disclose.ngo i jednego z publicznego radia France Inter, choć ich redakcje uznały, że ujawnienie prawdy „leży w interesie publicznym”. Zarówno francuskie okręty wojenne, jak artyleria i drony biorą udział w jemeńskiej masakrze.
Media oligarchiczne, w części należące do wielkich producentów broni, nigdy nie odważyłyby się przeprowadzić śledztwa w takiej sprawie. Ofensywa reżimu Macrona przeciw mediom i dziennikarzom niezależnym nabrała rozpędu w związku z protestami „żółtych kamizelek” – aresztowania i bicie reporterów podczas manifestacji nie odbiegają od standardów państwa totalitarnego. Francja odpowiedziała w tym miesiącu na zarzuty ONZ o stosowaniu nieproporcjonalnej siły twierdząc po prostu, że użycie takich środków jest „niezbędne”.

Pretekst do egzekucji

Amnesty International nagłośniła ostatnie masowe egzekucje w Arabii Saudyjskiej: stracono 37 osób, ciało jednej z nich po wykonaniu egzekucji dodatkowo ukrzyżowano.

Arabia Saudyjska utrzymuje, że wykonała kodeksowe kary śmierci za terroryzm, ale AI nie wierzy: jeden ze skazanych na karę śmierci miał 16 lat, 14 osób spośród brało wcześniej udział w antyrządowych demonstracjach. Od początku roku wykonano już wyroki na 104 osobach. „To brak szacunku dla życia ludzkiego i miażdżenie oporu ze strony szyickiej mniejszości” – twierdzą obrońcy praw człowieka.
Według AI 11 osób straconych 23 kwietnia zostało skazanych w fałszywych procesach za szpiegostwo na rzecz Iranu, 14 osób poniosło karę za udział w gwałtownych antyrządowych demonstracjach w zamieszkiwanej przez mniejszość szyicką wschodniej części kraju. Zginął między innymi 16-latek. Amnesty twierdzi, że procesy w większości naruszały standardy międzynarodowe i miały na celu skuteczne zastraszenie szyitów.
Państwo natomiast utrzymuje, że wszyscy skazani tworzyli siatkę terrorystyczną i byli odpowiedzialni za zamach na posterunek policji w miejscowości Zulfi na północ od stolicy, który odbył się dwa dni wcześniej. Mieli też planować zamachy z użyciem materiałów wybuchowych. Mieli zagrażać „pokojowi i bezpieczeństwu społeczeństwa”. Obrońcy praw człowieka są niemal pewni, że zeznania wymuszono na nich torturami. Egzekucje odbyły się jednocześnie w sześciu miastach, m.in. w Rijadzie, Mekce i Medynie.
Ukrzyżowanie po wykonaniu kary stanowi praktykę, która ma stanowić odstraszający przykład: w 2018 roku spotkało to mężczyznę oskarżonego o zasztyletowanie jednej osoby, próbę zabójstwa kolejnej oraz gwałtu. Od początku 2019 r., jak donosi AI, na karę śmierci skazano aż 104 osoby. Wszystkie wyroki wykonano. W ubiegłym roku wykonano ich aż 149 (44 z nich to cudzoziemcy skazani za przestępstwa narkotykowe). To informacje AI, Rząd Arabii Saudyjskiej nie publikuje oficjalnych statystyk dotyczących liczby egzekucji, które wykonuje, najczęściej nie informując o tym rodzin straconych. Tak było również w tym przypadku. W tej chwili w saudyjskich celach śmierci na wykonanie kary czeka jeszcze co najmniej dwóch chłopców poniżej 18. roku życia.
Lynn Maalouf z AI zaapelował do Arabii Saudyjskiej, aby powstrzymała to „szaleństwo egzekucji” i ustanowiła moratorium, mające być pierwszym krokiem do całkowitego zniesienia kary śmierci.

Koniec taryfy ulgowej dla księcia

Zachodnie media długo przedstawiały saudyjskiego księcia Muhammada ibn Salmana jako reformatora, który otworzy pustynne królestwo na świat i zliberalizuje panujące w nim despotyczne porządki. Po morderstwie Dżamala Chaszodżdżiego zaczęły „przyznawać się do błędu”. Najnowsza publikacja „New York Times” ostatecznie dowodzi, że rację od początku miała lewica: Muhammad ibn Salman zawsze był krwawym satrapą.

Następca tronu Arabii Saudyjskiej pokazał swoje „humanitarne” oblicze już jako osoba, która w saudyjskim establishmencie odpowiada za prowadzenie wojny z Jemenem. Zachodnie media, które bardzo długo ignorowały tragedię tego państwa i jego mieszkańców, wolały jednak przekonywać, że książę Muhammad rozumie potrzebę reformowania swojego kraju, na przykład poszerzenia zakresu praw kobiet. Komentarze tego typu brzmiały od początku jak zaklinanie rzeczywistości – bo „światły następca tronu” ani razu nie zająknął się nawet o rezygnacji z systemu nadzoru nad obywatelkami (obecnie każda Saudyjka do podróży czy podjęcia nauki potrzebuje zgody ojca, męża lub brata).
W poniedziałek „New York Times” przyznał – Muhammad ibn Salman na ponad rok przed morderstwem Dżamala Chaszodżdżiego zatwierdził plan działań służb wymierzonych w opozycję. Zgodził się nie tylko na śledzenie obrońców praw człowieka czy nawet umiarkowanych krytyków i krytyczek panującej dynastii, ale i na porwania, tortury i więzienie bez wyroku.
Na celowniku znalazły się działaczki broniące praw kobiet, a także m.in. wykładowcy akademiccy pozwalający sobie na zbyt duży margines wolności słowa. Mężczyźni, którzy zabili Chaszodżdżiego i poćwiartowali jego ciało, prawdopodobnie brali już wcześniej udział w porwaniach i torturowaniu opozycjonistów. Były wśród nich aktywistki kobiece, których proces ruszył niedawno w Ar-Rijadzie: Ludżajn al-Hatlul, Aziza al-Jusuf, Iman an-Nadżfan i inne działaczki mogą zostać skazane nawet na 10 lat więzienia. W areszcie były torturowane – podtapiane i rażone prądem.
Co na to opinia publiczna „wolnego świata”? Amerykanie wiedzieli o programie inwigilowania i represjonowania opozycji od dawna. Źródła „NYT” przyznają teraz, że powstały na jego temat raporty wywiadowcze – oczywiście tajne. W rozmowie z dziennikarzami zastrzegający anonimowość urzędnicy wskazują nawet konkretne osoby nadzorujące program. Najważniejsza z nich to Saud al-Kahtani, wpływowa postać na dworze w Ar-Rijadzie, człowiek księcia Muhammada. Po śmierci Chaszodżdżiego został on demonstracyjnie pozbawiony stanowiska, ale to tylko gra na użytek chwilowo oburzonej światowej opinii publicznej.
W ubiegłym tygodniu w sprawie procesu 11 kobiet obwinionych m.in. o „kontaktowanie się z organizacjami międzynarodowymi i mediami zagranicznymi”. zabrała głos Amnesty International, określając szykany zmuszaniem do milczenia. Zdaniem Amnesty, ta sprawa zaczernia reputację Arabii Saudyjskiej, nie mniej niż zamordowanie dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w konsulacie saudyjskim w Stambule.

Szansa na pomoc

Wojska wierne rządowi Jemenu oraz partyzanci Huti zgodzili się opuścić miasto i port w Hudajdzie. To jedna z nielicznych dobrych wiadomości ze zrujnowanego, głodującego kraju – krok ten powinien ułatwić dostarczenie pomocy humanitarnej.

ONZ mówi o „ważnym kroku naprzód”, chociaż zaznacza, że na razie uzgodniono tylko pierwszą fazę wycofywania się sił zaangażowanych w konflikt i przyjęto założenia dotyczące fazy drugiej. Dobrym znakiem jest jednak fakt, że porozumienia uzgodnione jeszcze w grudniu podczas rokowań na neutralnym gruncie, dotyczące wycofania się z portów i dopuszczenia pomocy humanitarnej, nie pozostały martwą literą, jak wiele innych prób zakończenia wyniszczającej Jemen wojny domowej. Złym – że nie uzgodniono harmonogramu wycofywania się z portów. Obok najważniejszego, Hudajdy, chodzi także o Salif i Raf Issa.

Ponadto w Hudajdzie wszelkie zbrojne formacje mają opuścić te części miasta, gdzie składowana jest pomoc humanitarna. To stamtąd w ostatnich tygodniach docierały alarmujące doniesienia o żywności, która pozostaje w magazynach i niszczeje, bo przez działania wojenne nie może być przetransportowana do ludności cywilnej, zwłaszcza na dalszą prowincję.

Mediatorem podczas rozmów był duński generał Michael Lollesgaard, przewodniczący komitetu koordynacyjnego, który pośredniczy między Huti i wojskami lojalnymi wobec jemeńskiego rządu.
Jeśli porozumienie naprawdę zostanie wprowadzone w życie, żywność i produkty medyczne będą mogły dotrzeć do milionów potrzebujących Jemeńczyków. To jednak kropla w morzu potrzeb. Według WHO z powodu niedożywienia w kraju tym zmarło już przynajmniej 85 tys. ludzi (to dane z jesieni), a głód i epidemia cholery zagraża praktycznie całej populacji. Dramat nie skończy się, dopóki Arabia Saudyjska będzie kontynuować, z przyzwoleniem zachodnich „demokratów”, swoją interwencję u południowego sąsiada.

Konferencja bliskowschodnia okryje nas hańbą

„Ta konferencja jest tylko gwoździem do trumny, do której rządzący złożyli naszą soft power i markę państwa kierującego się jednak jakimiś wartościami” – mówi prof. Roman Kuźniar, politolog, dyplomata, w rozmowie z Justyn Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Na zaproszenie Departamentu Stanu USA Warszawa organizuje, a może tylko gości, konferencję na temat Iranu, ale bez Iranu – napisał pan w jednym z ostatnich tekstów. Pisze pan o klientelistycznej postawie Polski, ale ja się zastanawiam, czy nie spełniamy tu roli pożytecznego idioty.
ROMAN KUŹNIAR: To jest jednak inna rola, ale Polska za rządów PiS także ją przyjmuje, tylko w stosunku do Kremla i Putina, który jest bardzo polskiemu rządowi wdzięczny, ale oczywiście nie może tego głośno powiedzieć. W odniesieniu do tej roli publikacja Tomasza Piątka o Macierewiczu pokazuje także, że nie tylko pożyteczni idioci, ale też w łonie formacji rządzącej mogą być agenci wpływu mniej lub bardziej świadomi, którzy działają w Polsce. Wracając do Ameryki, to jednak pasuje tu inna formuła: właśnie klientelizm.
PiS doskonale się wpisuje w takie klientelistyczne formatowanie świata przez administrację Trumpa, który czerpiąc ze swego doświadczenia lekko szemranego biznesmena na styku z mediami, biznesem i polityką, wykorzystującego wszelkie luki w prawie, aby nie płacić podatków, obecnie wykorzystuje i uzależnia na różne sposoby swoich partnerów. PiS staje się klientem w stosunku do Waszyngtonu, czuje dobrze tę rolę, bo podobny system wprowadza w Polsce.
Tylko w Polsce to PiS chce być tym panem, który uzależnia wszystko i wszystkich. Oczywiście ten polski system, który budują, można charakteryzować na różne sposoby i niejednokrotnie już to robiliśmy w naszych rozmowach, natomiast niewątpliwie, gdy spojrzeć na to, co robi PiS z innej perspektywy, to klientelizm jest par excellence czymś, co PiS buduje, mają to we krwi, w genach. Tak samo Kaczyński buduje politykę wewnętrzną, żeby wszyscy byli zależni i coś mu zawdzięczali, a ci, co jemu lub PiS-owi nie zawdzięczają, nie mają szans, są odsuwani. Strategia PiS-u i Kaczyńskiego zakłada, aby każdy był zależny. To jest stosowane w samej partii i w rozdawaniu stanowisk państwowych, licząc na to, że ci, którzy dostają stanowiska, będą się odwdzięczali PiS-owi. Taka janczaryzacja swojej bazy. Zresztą to jest działanie rodem z PZPR.

Ameryka z nie najmądrzejszym prezydentem Trumpem rozgrywa Polskę jak chce?
PiS się świetnie do tej roli nadaje. Ameryka to wie i chce uczynić z Polski coś na kształt klientelistycznej republiki bananowej, znanej z praktyki, jaką USA stosowały wobec krajów Ameryki Środkowej i Południowej. To polega na zachowaniach typu: my spełnimy wszystkie zachcianki naszego pana, dysponenta tego, na czym nam zależy: bezpieczeństwa, opieki, a także ewentualnie pożytków materialnych, choć to akuratnie my będziemy dopłacać do Ameryki Trumpa. Oczywiście pan-dysponent tych zasobów może nam dyktować warunki według własnego uznania, zlecać zadania do wykonania, wiedząc, że nie odmówimy.

Trump mówi, że porozumienie z Iranem jest złe i organizuje u nas konferencję, a my przyklaskujemy z ochotą, pusząc się jeszcze, że odbędzie się u nas ważna międzynarodowa konferencja?
Ta konferencja jest takim geszeftem w stosunkach międzynarodowych, bo trzeba powiedzieć, że klientelizm jest przecież patologicznym układem, to nie są normalnie realizowane interesy, transakcje, procedury.
Proszę zwrócić uwagę na taśmy Kaczyńskiego, które ujawniły właśnie taką jego geszefciarską naturę. Ta konferencja idzie poza istniejącymi w dyplomacji i stosunkach międzynarodowych mechanizmami rozwiązywania problemów odnoszących się do bezpieczeństwa, stabilności, reguł itd.
Istnieje cały szereg procedur, instrumentów czy platform międzynarodowych, w ramach których, gdyby chciano o Iranie rozmawiać uczciwie i przejrzyście, byłyby wykorzystane – czy w obrębie ONZ czy na forum Ligi Państw Arabskich, chociaż oczywiście Iran nie należy do tej organizacji, albo Organizacji Państw Islamskich.
Można sobie wyobrazić wiele innych form instytucjonalnych, które mogłyby tutaj posłużyć jako mechanizm czy procedura, miejsce przeprowadzenia takiej konferencji. Niestety, my poszliśmy po geszefciarsku i robimy nie najlepszy interes z Amerykanami. Proszę zwrócić uwagę, że to nawet nie my zapraszamy, tylko Amerykanie zapraszają do Warszawy tych, których chcą. Oczywiście będą tacy, którzy będą bronić tej konferencji, ale tego obronić się nie da. Gdyby była ona uczciwie pomyślana, musiałaby oznaczać udział i członkostwo Iranu.

Pisze też pan, że to trochę tak, jak przedstawiciele Świętego Przymierza rozmawiali o sprawie polskiej w czasach zaborów.
Przedstawicieli Iranu nie będzie, a wszyscy, którzy przyjadą, są sobie równi pod względem złych uczynków w regionie. Odnosząc się do tytułu jednego z filmów powiem, że są tak samo brudni, źli i brzydcy.
Tam nie będzie niepokalanych, tak samo jak Kaczyński na taśmach okazał się geszefciarski, chociaż miał być niczym Najświętsza Panienka.
Na Bliskim Wschodzie nie ma oczywiście uczciwych w pełni graczy, tam każdy gra nieczysto, pokazuje to chociażby wojna na terenie Syrii, ale i szereg innych nieczystych zachowań. Nie należy wyłączać jednego gracza i to tylko dlatego, że nie lubi go obecny prezydent USA i obecny premier Izraela. Należy żałować, że Polska hańbi się organizacją tego przedsięwzięcia.

Na mnie wrażenie zrobiła lista uczestników, którzy wezmą udział w warszawskiej konferencji. Oprócz wiceprezydenta i sekretarza stanu USA udział w niej wezmą wysocy przedstawiciele Arabii Saudyjskiej, która ma na swoim koncie bezprecedensowe morderstwo dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego.
To jest obrzydliwe, bo Arabia Saudyjska nie wytłumaczyła się z tego strasznego mordu, chociaż się do niego przyznają. Kręcą, mataczą, jeśli chodzi o dyspozycje polityczne w tej sprawie. Zachowują się skrajnie nieuczciwie, bo wiedzą, że mają parasol z Waszyngtonu. Sam Trump wije się jak piskorz, żeby nie uznać, że dyspozycja poszła z samej góry, a on oczywiście nie mógł się inaczej dokonać, bo wiemy, jak działa dzisiejszy przywódca Arabii Saudyjskiej. Wywiad amerykański ma na to zresztą dowody, które Trump bagatelizuje.
Polska gości beztrosko kraj, który okrył się hańbą i powinien spotkać się z infamią, z szerokim dyplomatycznym ostracyzmem, przynajmniej dopóki nie wytłumaczy się uczciwie z tego, nie przeprosi i nie zadośćuczyni.
Wiadomo, że Trumpa i jego rodzinę z Arabią Saudyjską łączą liczne powiązania i interesy, szczególnie poprzez osobę Jareda Kuschnera, który zresztą będzie w Warszawie. To pokazuje, jak bardzo ta grupa jest interesowna, a PiS świetnie się w tym odnajduje. To niestety na długie lata okryje nas hańbą. To jest tym bardziej przykre, że wykazuje się tu pogardę dla naszych historycznych zasług i dla wizerunku, jaki wypracowaliśmy sobie po 1989 roku. PiS to wszystko już zniszczył, a ta konferencja jest tylko gwoździem do trumny, do której rządzący złożyli naszą soft power i markę państwa kierującego się jednak jakimiś wartościami i zachowującego się przyzwoicie.

Po raz kolejny stawia nas to w kontrze do UE, która jest za utrzymaniem porozumienia z Iranem, wypracowanym jeszcze za prezydenta Obamy?
Podobnie „ładnie” pokazaliśmy się przy inwazji na Irak, w której wzięliśmy udział. Najpierw była decyzja UE, że stoimy na gruncie decyzji ONZ (styczeń 2003), a zaraz potem był list ośmiu wyłamujący się ze stanowiska Unii i popierający rozwiązanie siłowe, do którego dążył Waszyngton, a kilka tygodni później Polska wzięła udział w inwazji na Irak. Były to decyzje fałszywe, świadomie oszukańcze, które doprowadziły do katastrofy w regionie, której tragiczne skutki nadal wszyscy odczuwamy, tam i w Europie.
Rząd PiS pod względem aksjologicznym, ideowym, kulturowym wypisał się z UE, chce jedynie czerpać z UE pieniądze i mieć dostęp do rynku.
Unia jako projekt polityczny, który służy wszystkim państwom europejskim, łączy te kraje, jednoczy, zwłaszcza wobec wyzwań zewnętrznych, taka Unia jest PiS-owi zupełnie obca, zatem zachowujemy się skrajnie nielojalnie, niczym V kolumna w stosunku do UE. Mnie to już nawet nie dziwi.

Może spróbujmy znaleźć jakiś pozytyw w organizacji tej konferencji, np. poprawa stosunków z Izraelem. Pamiętamy, że jeszcze niedawno mieliśmy potężny kryzys wywołany nieudolną ustawą o IPN.
Kryzys w stosunkach z Izraelem, wywołany przez tę samą partię, został naprawiony, bo Amerykanie założyli nam podwójnego nelsona i PiS uderzył dwa razy ręką o matę. Jak powiedział jeden z izraelskich negocjatorów tej zmiany w ustawie, strona polska uciekała z podkulonym ogonem. Stosunki z Izraelem trzeba mieć dobre, to oczywiste, i Polska, jak i wiele krajów, je ma, ale to nie wymaga takich ofiar.
Można mieć dobre stosunki z różnymi krajami, których przywódcy nawzajem nawet bardzo się nie lubią. Wystarczy być przyzwoitym. Trzeba mieć trochę rozumu, autonomii, wolności i przyzwoitości, która na dłuższa metę na pewno się opłaca, ale przede wszystkim mówi o nas samych.

W polityce międzynarodowej obserwujemy nową erę?
Na pewno, możemy mówić o powrocie do power politics w stosunkach międzynarodowych, tylko nie rozumiem, dlaczego my się w to wpisujemy. Rozbijając jedność UE, opowiadając takie rzeczy jak premier Morawiecki w ostatnim wywiadzie dla „Le Figaro”, to wygląda jak radość indyków na zbliżające się święta. Logika power politics nie może być dla nas korzystna w takiej sytuacji.

Z czym zostaniemy po tej konferencji?
Z niesławą, bo co ona innego może przynieść. Chyba że zapadnie decyzja, że lance w dłoń i jedziemy na Iran. Oczywiście to byłoby zbyt ryzykowne, ale przypomnijmy sobie, jak załatwił nas Nicolas Sarkozy, który najpierw zwołał konferencję międzynarodową w sprawie Libii, a gdy uczestnicy zjeżdżali się do Paryża, to dowiadywali się na miejscu, że już samoloty francuskie bombardują pozycje wojsk Kadafiego. W takie pułapki też czasem jesteśmy wciągani. Ja oczywiście nie szukam tu analogii i uważam, że coś takiego się nie zdarzy. Na pewno natomiast nie zabraknie osób z kręgu władzy i potężnego zaplecza medialno-PR-owego, które będą doszukiwać się pozytywów. Na pewno będą sprzedawać Polakom wizerunek kraju, który ma tak potężnego opiekuna. Nie sądzę natomiast, żeby ta konferencja przyniosła jakiś postęp, jeżeli chodzi o trwały pokój w tamtym regionie świata.
Oczywiście rządzący Polską uzyskają kilka punktów u Trumpa, ale proszę pamiętać, że takie indywidua jak Trump przemijają, a poważne mocarstwo, jakim z reguły są Stany Zjednoczone, pozostaje. O takich przysługach następcy Trumpa nie będą pamiętać.

PiS zachowuje się, jakby miał nigdy nie oddać władzy w Polsce, podobnie Trump w USA, ale wiemy, że popularność polityków na pstrym koniu jeździ. Jaka będzie pozycja Polska, gdy następny prezydent będzie wywodził się z demokratów?
Pamiętajmy, że prezydent Obama był demokratą i miał bardzo sceptyczny stosunek do Arabii Saudyjskiej, która z kolei robiła wiele przeciwko niemu. Dlatego też Donald Trump tak ochoczo zabrał się do naprawy tych stosunków, wysyła tam osobę zaufaną ze swojej rodziny, swojego zięcia Jareda Kuschnera (wszak chodzi o duże pieniądze, także dla rodziny), żeby odrobił te straty spowodowane przez Obamę. Prezydent Obama miał bardzo trzeźwe, realistyczne spojrzenie na rolę Arabii Saudyjskiej, która – jak wiadomo – zachowuje się dwuznacznie w grze z Zachodem. Z jednej strony prezentuje się jako bliski sojusznik Ameryki, a z drugiej z tego kraju wychodzi silne wsparcie finansowe dla różnych działań antyzachodnich, zarówno jeśli chodzi o terroryzm, jak i fundamentalizm religijny. To, że Amerykanie tego nie dostrzegają, zaślepieni pieniędzmi, które robią w stosunkach z Arabią Saudyjską, mogę sobie wyobrazić, ale że my nie zachowujemy w tej sprawie minimum przyzwoitości, pokazuje kompletny moralny upadek tego rządu i polskiej dyplomacji.

Postęp technologiczny po saudyjsku

Do tej pory królestwie Saudów mąż mógł się rozwieść z żoną zupełnie poza jej wiedzą. W tym kontekście fakt, że wprowadzono zasadę informowania o tym kobiety wiadomością tekstową, wydaje się przejawem postępu i liberalizacji społecznej.

Mieszkańcom Zachodu może się to wydawać absurdalne, ale zmiany społeczne w skrajnie patriarchalnej Arabii Saudyjskiej, gdzie status kobiety jest praktycznie niewolniczy, należy jednak oceniać według innej miary. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało, że w przypadku rozwodu, który prawie zawsze jest jednostronną decyzją mężczyzny, sąd poinformuje o tym fakcie kobietę za pomocą wiadomości sms. Wcześniej mąż zwyczajnie informował sąd, że chce się rozwieść i to zazwyczaj wystarczało. Wiele kobiet nawet nie wiedziało, że nie mają już męża, dopóki nie odkryły, że zostały wyrzucone z domu.

O zmianach na obszarze prawa małżeńskiego poinformowała państwowa telewizja: “Kobiety będą informowane o zmianie stanu cywilnego poprzez wiadomość tekstową”. Na stronie internetowej ministerstwa sprawiedliwości można przeczytać: “Sądy zaczęły już wysyłać takie informacje”. Fakt ten jest określany przez ministerstwo jako “krok mający na celu ochronę praw kobiet”.
Nowy przepis jest interpretowany jako część procesów liberalizacji obyczajowej wdrażanych pod kierunkiem księcia Mohammada bin Salmana, obecnego następcę tronu – tego samego, który najprawdopodobniej odpowiada za zlecenie zabójstwa i poćwiartowania dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. W 2018 r. kobiety uzyskały wreszcie prawo do prowadzenia auta, a nawet do wstępu na stadiony podczas imprez sportowych. Istnieją też plany doprowadzenia do większego udziału kobiet w rynku pracy, co ogólnie ma się wiązać z koniecznością stopniowego odchodzenia kraju od gospodarki całkowicie opartej na handlu ropą naftową.

“Rewolucję esemesową” poparli nawet działaczki na rzecz praw człowieka. – Kobiety będą teraz przynajmniej wiedziały, czy mąż się z nimi rozwiódł – powiedziała Suad Abu-Daje z organizacji Equality Now w rozmowie z Fundacją Thomson Reuters. – To niewielki krok, ale w dobrym kierunku.

Aktywistka przyznała jednocześnie, że sytuacja kobiet w Arabii Saudyjskiej, która nawet nie aspiruje do miana demokratycznej, jest straszna. Obowiązuje tzw. system “męskiego nadzoru”, prawo stanowiące władzę mężczyzny nad prawie każdym aspektem jej życia. Żeby zarabiać pieniądze, podróżować a nawet leczyć się, kobiety potrzebują zgody męża, ojca lub innego męskiego krewnego. Z kolei wraz z poluzowaniem tego prawa na nielicznych obszarach nasiliły się represje wobec aktywistek na rzecz praw kobiet, którym za ich działalność może grozić nawet śmierć.

Rozejm w Jemenie?

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres ogłosił podpisanie w Szwecji rozejmu między broniącym się Jemenem a koalicją pod wodzą Arabii Saudyjskiej.

 

Nie chodzi jeszcze o trwałe zakończenie wojny, ale pod koniec stycznia przyszłego roku obie strony mają znowu się spotkać, by rozpocząć rozmowy na temat jakiegoś rozwiązania politycznego. Póki co, ONZ ma nadzieję, że rozejm poprawi byt 20 milionów Jemeńczyków zagrożonych śmiercią głodową.

W Nowym Jorku zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ, by wysłuchać sprawozdania z rokowań w Rimbo pod Sztokholmem, a w przyszłym tygodniu ma przyjąć rezolucję zatwierdzającą podpisany rozejm. Zawieszenie broni ma wejść w życie „w najbliższych dniach” w Hudajdzie, obleganym przez saudyjską koalicję porcie nad Morzem Czerwonym, żywotnym dla Jemenu, najbiedniejszego kraju arabskiego, gdzie trwa „najgorszy kryzys humanitarny na świecie”.

Siły zbrojne obrońców miasta, jak i oddziały najemników saudyjskich mają wycofać się, by ONZ mogła przejąć port, przez który ma zacząć docierać pomoc humanitarna dla umęczonych mieszkańców kraju. W gruncie rzeczy efektywna realizacja porozumienia pozostaje hipotetyczna. Guterres przyznał, że „wiele kwestii pozostaje bez odpowiedzi” – Saudowie nie zgodzili się na plan wspomożenia gospodarce Jemenu, ani na otwarcie zamkniętego od ponad trzech lat lotniska w stolicy kraju Sanie.

Obrazy dewastacji kraju w skutek saudyjskich nalotów bombowych i rozmiar kryzysu humanitarnego przekonały część wielkich mocarstw do przyśpieszenia uregulowania konfliktu, jednak administracja Donalda Trumpa, która pomaga Saudom w niszczeniu kraju, wysyła dość sprzeczne sygnały. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo przyjął podpisanie porozumienia „z zadowoleniem”, ale prezydent Trump ma zamiar zawetować wczorajszą rezolucję Senatu zabraniającą pomocy amerykańskiej dla Arabii Saudyjskiej na wojnie w Jemenie.

Dwie twarze USA

Jak informuje amerykański portal ABC News, jego doradca Jared Kushner, zięć i doradca Donalda Trumpa, uprawia aktywny lobbing na rzecz zwiększenia sprzedaży broni Arabii Saudyjskiej. Miał w tym celu odbyć rozmowy z przedstawicielami Departamentów Stanu i Obrony.

 

W maju ubiegłego roku podczas wizyty Trumpa w Rijadzie USA i Arabia Saudyjska podpisały ramowe porozumienie o dostawach amerykańskiego uzbrojenia na sumę 110 miliardów dolarów. Porozumienie to nie zawiera żadnych szczegółów dotyczących konkretnych kontraktów, płatności itp. Następnie strona saudyjska zwróciła się do USA o dostarczenie sprzętu bojowego takiego, jak śmigłowce, czołgi, okręty wojenne oraz uzbrojenia wartości 14 miliardów USD oraz systemu obrony przeciwlotniczej THAAD kosztującego kolejne 15 miliardów. W oparciu o informacje pochodzące z Białego Domu ABC News twierdzi, iż Kushner przekonywał resort obrony i spraw zagranicznych, by sprzedano Arabii Saudyjskiej możliwie największą ilość uzbrojenia w celu zacieśnienia wzajemnych stosunków.

Starania prezydenckiego doradcy są zgodne z polityką samego Trumpa, który nadal uznaje Arabię Saudyjską za swojego – jak to określił – „spektakularnego sojusznika” oraz zadeklarował, że nie będzie wobec tego kraju stosować żadnych środków represyjnych pomimo tego, że znany mu jest raport CIA, z którego wynika, że sprawujący faktyczną władzę w Arabii Saudyjskiej książę Mohammed bin Salman osobiście zlecił zamordowanie saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszoddżiego. Jako dowód CIA przytacza podsłuch rozmowy telefonicznej podczas której Salman wyraźnie mówi o „uciszeniu” niewygodnego dziennikarza.

Arabia Saudyjska neguje ustalenia raportu.

Mohammed bin Salman weźmie udział w szczycie G20, który odbędzie się w najbliższy piątek i sobotę w Buenos Aires. Po drodze do Argentyny odwiedził Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Egipt i Tunezję. W Kairze został został ciepło przywitany przez prezydenta el-Sisi, natomiast w Tunisie na znak protestu przeciwko jego wizycie na ulice wyszły tysiące demonstrantów.
Z kolei organizacja obrony praw człowieka Human Rights Watch zwróciła się do władz Argentyny, aby wykorzystała swoje prawo do wszczęcia dochodzenia przeciwko Salmanowi na podstawie oskarżenia o zbrodnie przeciwko ludzkości w związku z wojną w Jemenie oraz o zabójstwo Chaszoddżiego. Argentyna uznaje powszechną jurysdykcję, pozwalającą na uruchomienie dochodzenia wobec osób oskarżonych o przestępstwa kryminalne bez względu na to, gdzie zostały one popełnione.

85 tys. dzieci zagłodzonych

Co najmniej 85 tys. najmłodszych mieszkańców Jemenu – w wieku poniżej pięciu lat – zmarło z głodu w ciągu trzech lat wojny domowej i interwencji Arabii Saudyjskiej – oszacowała organizacja Save the Children.

 

Klęska głodu towarzysząca wojnie domowej w Jemenie to bezpośrednia konsekwencja blokady granic tego kraju wprowadzonej przez Arabię Saudyjską. Żywność, paliwo i pomoc humanitarna docierają do państwa, które jeszcze przed wojną było jednym z najbiedniejszych w regionie, wyłącznie przez porty w Hudajdzie i Adenie. Pierwszy jest jednak od kilku miesięcy przedmiotem zaciętych walk, drugi natomiast kontrolują siły lojalne wobec rządu, któremu sprzyjają Saudowie. Nie ma więc żadnej gwarancji, że kierowana tam pomoc trafi tam, gdzie sytuacja jest najtrudniejsza, czyli na tereny kontrolowane przez partyzantów Huti.

Save the Children zaznacza, że szacowana liczba 85 tys. najmłodszych ofiar głodu jest w rzeczywistości oceną bardzo ostrożną i ofiar może być w rzeczywistości więcej. Przede wszystkim – codziennie umierają kolejne dzieci. Obecnie z powodu niedożywienia w Jemenie cierpi 1,3 mln dzieci i łącznie 14 mln obywateli, czyli połowa całej populacji. Brak żywności to tylko część problemu. Wojna doprowadziła do zniszczenia infrastruktury medycznej, więc osoby chore i osłabione często nie mogą liczyć na pomoc lekarzy. Ponadto znacząca część pracowników od dawna nie dostaje wypłaty, a wszystkie wynagrodzenia pożera inflacja. Dochodzi do dramatycznych sytuacji, gdy np. w Adenie żywność jest dostępna na bazarach, ale ludzi na nią nie stać.

 

Nóż w plecy Trumpa

Dżamal Chaszodżdżi został zamordowany na osobiste zlecenie księcia Muhammada ibn Salmana – do takich wniosków doszło CIA i, co znaczące, wnioski te zostały podane do wiadomości publicznej na łamach „Washington Post”. Ameryka straci sojusznika nad Zatoką?

 

Pismo dodaje, że administracja USA uznała wnioski CIA za „bardzo godne zaufania”. Ani jednak Biały Dom, ani Departament Stanu nie zdecydowały się na oficjalny komentarz. Deklaracje opublikowane na łamach prestiżowego dziennika wprost przeczą oficjalnemu stanowisku rządu Arabii Saudyjskiej. Ultrakonserwatywne królestwo nieustannie zaprzecza, by następca tronu i najbardziej wpływowy człowiek w dynastii Saudów nakazał zamordowanie Chaszodżdżiego. W ubiegłym tygodniu saudyjski prokurator zapowiedział, że będzie żądał kary śmierci dla pięciu mężczyzn, którzy brali bezpośredni udział w zabójstwie – przekonując, że mieli „tylko” uprowadzić dziennikarza, a nie pozbawiać go życia. Dość powszechnie odczytano to jako zapowiedź zacierania śladów i likwidowania niewygodnych świadków.

„Washington Post” poinformował, że CIA doszła do takich, a nie innych wniosków, na podstawie analizy szerokiej bazy zdobytych informacji. Wśród dowodów wskazano nagraną rozmowę między Dżamalem Chaszodżdżim a ambasadorem Arabii Saudyjskiej w USA księciem Chalidem ibn Salmanem (rodzonym bratem Muhammada). Dyplomata zapewniał dziennikarza, że udanie się do stambulskiego konsulatu po dokumenty niezbędne do zawarcia małżeństwa nie wiąże się dla niego z niebezpieczeństwem. CIA nie ma wątpliwości, że rozmowa – którą zainicjował Chalid ibn Salman – odbyła się na polecenie Muhammada.

Ambasador Arabii Saudyjskiej zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek dzwonił do Chaszodżdżiego i sugerował mu udanie się do Turcji. Wezwał, by rząd USA zareagował na publikację „Washington Post”. Przypomnijmy, że kilka dni temu doradca prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton twierdził, że przedstawione przez Turcję dowody w sprawie zabójstwa dziennikarza nie obciążają Muhammada ibn Salmana.

Nie mniej ważne wydaje się, że CIA decydując się na ujawnienie wniosków wynikających ze swoich badań postawiła administrację prezydenta Donalda Trumpa w sytuacji przynajmniej kłopotliwej – Arabia Saudyjska jest bowiem jednym z najbliższych sojuszników USA w kluczowym regionie Zatoki Perskiej, na którego „wyczyny” Waszyngton zawsze patrzył przez palce, uciekał od zajmowania stanowiska, sprzedawał broń i wspierał.