Plastik jest wszędzie

Nawet w śniegach Arktyki.

To wstrząsające rezultaty ostatnich badań zaprezentowane przez poważne pismo naukowe – cała nasza planeta jest zanieczyszczona plastikiem. Wyniki badan naukowców zaprezentowało czasopismo Science Advances, a omówiła je telewizja CBS.
Wydawałoby się, że po opublikowaniu w lipcu zeszłego roku bulwersującego zdjęcia, jak dwa polarne niedźwiadki na Arktyce bawią się plastikowymi butelkami, nic już nie wstrząśnie opinią publiczną. Aż do teraz. Wyniki badań wskazują jednoznacznie, że zanieczyszczenia z plastiku i włókna z odzieży są już wszędzie, nawet na terenach, po których nie stąpała noga człowieka.
Arktyka jest terytorium, w śniegach którego uczeni znaleźli mikrocząsteczki plastiku. Jak oceniają w publikowanych badaniach, sytuacja z pewnością nie będzie się polepszać, ponieważ w ciągu najbliższych 30 lat liczba odpadów z plastiku wzrośnie do 3,4 mld ton, a i to przy założeniu, że ziści się „normalny” scenariusz ich powstawania. Odpady z plastiku są długowieczne i znaleziono je w Arktyce dosłownie wszędzie: na plażach, w wodach powierzchniowych, na dnie morskim oraz w śniegu. Stężenia plastikowych drobinek rosną na tym terytorium co roku. Pod wpływem światła, mechanicznego ścierania, fal i wahań temperatury elementy plastikowe rozpadają się na mniejsze cząsteczki i są określane jako mikroelementy, gdy osiągają rozmiary poniżej 5 mm.
Uczeni próbowali sobie odpowiedzieć na pytanie, skąd się tam znalazły. Okazuje się, że mikrocząsteczki przemieszczają się najczęściej droga powietrzną – z opadami, które osiadają m.in. na arktycznym śniegu, działającym jak filtr wychwytując plastikowe zanieczyszczenia. W ten sam sposób cząsteczki plastiku i mikrowłókna dostają się do ludzkich organizmów – poprzez inhalacje. Część jednak jest przenoszona droga morską – przez prądy oceaniczne, którymi zanieczyszczenia dostają się na to dziewicze terytorium.
Badania objęły cały świat i plastik znaleziono wszędzie: w śniegu Alp i Arktyki. Wszyscy jesteśmy nosicielami plastiku w organizmach, co z pewnością nie jest obojętne dla naszego zdrowia.

Arktyka płonie

Światowa Organizacja Meteorologiczna bija na alarm.

Przez ostatnie półtora miesiąca w Arktyce wybuchło ponad 100 pożarów; to nienotowany w tej strefie fenomen. Powodem jest drastyczny skok temperatur.
Arktyka to obszar geograficzny, którego terytorium obejmuje rejony Rosji, Kanady, Norwegii, Szwecji i Finlandii, a także Alaskę, Grenlandię, Islandię oraz Ocean Arktyczny. Największe pożary wystąpiły na Alasce i na Syberii. Niektóre z nich osiągnęły monstrualne rozmiary. Do największego pożaru doszło w Ontario w Kanadzie. Główną przyczyną tego zjawiska są niezwykle wysokie temperatury i wywołana przez nie susza.
Anomalie występujące na Syberii są doprawdy wstrząsające. Aż o 10 stopni Celsjusza została przekroczona średnia temperatura z lat 1981-2010. Nie lepiej jest na amerykańskiej Alasce. Tam czerwiec br. był najgorętszym okresem, odkąd w ogóle prowadzi się tam pomiar temperatury! Dochodziła ona do 32 stopni Celsjusza. Niemal codziennie wybuchały tam samoistnie pożary. Tylko w tym roku odnotowano ich tam ponad 400. Pożary w Arktyce są szczególnie niebezpieczne nie tylko ze względu na bezpośrednie szkody jakie wyrządzają, lecz także z powodu gigantycznej emisji dwutlenku węgla jaki się wówczas wytwarza.
Eksperci Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) obliczyli, że w samym tylko czerwcu pożary spowodowały uwolnienie do atmosfery aż 50 milionów ton dwutlenku węgla. To ilość równa całorocznej emisji dwutlenku węgla w Szwecji lub wszystkim emisjom wywołanym przez pożary za kołem podbiegunowym w latach 2010-2018.
Pożary w Arktyce zwiększają też ryzyko szybszego topnienia pokrywy wiecznej zmarzliny. To również jest wyjątkowo niebezpieczne, gdyż powoduje to uwalnianie metanu, jednego z gazów mających największy wpływ na powstawanie efektu cieplarnianego.
– Od początku czerwca jesteśmy w Arktyce świadkami bezprecedensowych pożarów. Pożary nie wybuchają tam na obszarach zalesionych, jak to się dzieje latem w innych częściach Europy, lecz na wysychającej powierzchni wiecznych lodów. – cytuje rzeczniczkę WMO Clare Nullis portal TVN Meteo.
Poważnym zagrożeniem są również inne substancje emitowane do atmosfery podczas tych pożarów. Nie mają one bezpośredniego przełożenia na zmiany klimatyczne, lecz są niebezpieczne dla zdrowia ludzi.
– Pożary te rodzą obawy, co do ich wpływu na zdrowie, ponieważ towarzyszy im powstawanie trujących substancji i gazów toksycznych, które mogą się przenosić na wielkie odległości – powiedziała jeszcze Nullis.
Ofiarą tego zjawiska padła ludność Fairbanks, miasta położonego w środkowej części Alaski. Odnotowano tam w tym roku najgorsze zanieczyszczenie powietrza na świecie. Jeden z tamtejszych szpitali utworzył „schron dla czystego powietrza”.

Zagłodzeni i zatuczeni

A winien jest kapitalizm.

Szokujący raport ONZ przygotowywały wspólnie liczne wyspecjalizowane organizacje międzynarodowe, jak Światowa Organizacja Zdrowia, Światowy Program Żywnościowy, Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF), Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa i inne. Na naszej planecie już trzeci rok powiększa się obszar głodu i niedożywienia. Jedyny ratunek to okiełznanie kapitalizmu.
Koszmarna tendencja nie budzi wątpliwości: w zeszłym roku głodowało 821,6 milionów osób, ponad 10 milionów więcej niż w 2017. Po dziesięcioleciach udanego ograniczania tej plagi, od 2015 r. sytuacja się odwróciła i niestety wszystko wskazuje, że może się utrwalić, gdyż jest opóźnioną, ale nieubłaganą konsekwencją kapitalizmu w jego najdzikszej formie, neoliberalnej. Polega ona na intensyfikacji wyzysku, w celu bogacenia niemal wyłącznie najwyższych warstw społecznych. Diagnoza ONZ jest alarmistyczna i jasna: bez zmiany tej polityki gospodarczej idziemy w kierunku wzrostu globalnego rozwarstwienia, gwarantującego kolejne nieszczęścia.
Raport, zatytułowany „Stan bezpieczeństwa żywnościowego i wyżywienia na świecie”, jednoznacznie zaleca odejście od polityki antyspołecznej: „By zachować bezpieczeństwo żywnościowe i wyżywienie na świecie należy w istocie wprowadzić w życie polityki gospodarcze i społeczne, które za wszelką cenę przeciwdziałają efektom niekorzystnych cyklów ekonomicznych, bez redukowania najważniejszych usług, jak ochrona zdrowia i edukacja.” Inaczej mówiąc neoliberalny trend do ograniczania wszystkiego, co społeczne, musi zostać zatrzymany, jeśli chcemy uniknąć katastrofy.

Arktyka papierkiem lakmusowym

Z raportu „Arctic Report Card” nadzorowanego przez agencję amerykańskiego rządu – Narodową Służbę Oceaniczną i Meteorologiczną wynika, że Arktyka jest papierkiem lakmusowym klimatycznych zmian: populacja reniferów zmniejszyła się w ostatnim czasie o 3 miliony. Woda w Oceanie Północnym ociepliła się od 2014 roku na tyle, że 95 procent najstarszych warstw lodu stopniało.

 

Naukowcy twierdzą, że wymieranie reniferów spowodowane jest tym, że mają coraz mniej pożywienia. Ocieplenie klimatu powoduje zanikanie porostów i wypieranie ich przez wyższe rośliny, a także wzrost populacji insektów, które atakują zwierzęta. Na terenach zamieszkiwanych przez renifery pada coraz więcej deszczu, który zamarza i tworzy cienką warstwę lodu, co utrudnia poszukiwanie jedzenia. Zwierząt jest drastycznie mniej, bo mają trudniejsze warunki do życia.

Zmiany dotykają całego świata, ale w Arktyce ich efekty widoczne są najwcześniej. Topnieje wieczna zmarzlina, lód morski, kurczą się lodowce. Przez ostatnie 12 lat woda w Oceanie Arktycznym się „odmłodziła”, a warstwy lodu pływające po niej są cieńsze, co powoduje, że spora część organizmów morskich umiera, ponieważ latem, kiedy promienie słoneczne przenikają do wody, robi się już dla nich za ciepło. Zauważalnie cieplejsze są i wody przybrzeżne i powietrze, co wpływa znacząco na zmniejszenie się populacji ryb, a zarazem ich połowy są coraz miej opłacalne.
Naukowcy twierdzą, że cieplejsze wody oceaniczne są bardziej podatne na rozprzestrzenianie się toksyn i mikroplastiku.