Tam, gdzie jest wciąż zima

Jeśli marzenie może mieć rocznicę, to oto ona. Najbardziej ambitny projekt epoki radzieckiej skończył 65 lat. W 1955 r. inżynier, laureat Nagrody Stalina, Piotr Borisow, zaproponował budowę tamy w Cieśninie Beringa. Miała ona nie tylko przegrodzić cieśninę łączącą ZSRR z Alaską, ale także radykalnie zmienić klimat na Ziemi.
Ale Arktyka to nie biała cisza za kołem podbiegunowym. To, co znajduje się dla nas na granicy życia i śmierci, dla mieszkańców dalekiej Północy Rosji jest zwykłą przestrzenią życiową.

Londyn i Komsomolsk nad Amurem znajdują się na tym samym równoleżniku, ale zimą w Londynie jest ciepło, a jeśli śnieg pada to natychmiast topnieje. W Komsomolsku nad Amurem panują silne mrozy, a zaspy śnieżne sięgają dachów. Norweski Stavanger i radziecki (rosyjski) Norylsk leżą na tej samej szerokości geograficznej, ale w Norwegii zimą jest komfortowo (-18), zaś w Norylsku mróz parzy twarz, a wiatr zwala z nóg. Inżynier Borisow uznał, że to niesprawiedliwe i trzeba to naprawić.
Marzenie inżyniera Borisowa
Mglisty Albion ogrzewa ciepły prąd Golfsztromu. Ogrzałby również Arktykę, topiąc lodową otchłań Morza Łaptiewów i Morza Czukockiego, ale Golfsztrom zawraca nadciągający, zuchwały i zły w swej niezłomności, prąd Anadyr. Zgodnie z zamysłem inżyniera Borisowa, cieśninę (86 km.) miały zamknąć bloki betonowe (250 m x 40 m x 60 m). Ale to nie wszystko. Borisow zaproponował też budowę dwóch elektrowni jądrowych wzdłuż krawędzi tamy. Jedną – od strony Czukotki, drugą – od strony północnoamerykańskiej.
Elektrownię trzeba obsługiwać i potrzebny byłby do tego personel składający się z ok. dwóch tysięcy pracowników. Zbudujemy dwa braterskie miasta – zaproponował inżynier. Wzdłuż położymy też tory kolejowe łączącą oba kontynenty. Pompy będą pompować wodę z Oceanu Arktycznego do Pacyfiku, ciepłe wody Golfsztromu będą czule ogrzewać wieczną zmarzlinę kontynentów, tropikalne lato nadejdzie do tundry, za 10-20 lat na Alasce i Czukotce zakwitną pomarańcze … A naukowcy radzieccy, amerykańscy i kanadyjscy będą odwiedzać się nawzajem z okazji urodzin.
Urzeczywistnienie się marzenia inżyniera Borisowa mogło doprowadzić do katastrofy. Naukowcy z Instytutu Geografii Rosyjskiej Akademii Nauk zawczasu obliczyli, że jeśli pompy zaporowe zaczęłyby wypompowywać wodę przez Cieśninę Beringa, to schłodzone wody Golfsztromu zamroziłyby brzegi Japonii i Polinezji. Spowodowałoby to gwałtowny spadek temperatury w Kraju Nadmorskim na Kamczatce, u wybrzeży San Francisco i Kalifornii. Zakłócenie cyrkulacji Golfsztromu mogłoby spowodować jego całkowite zatrzymanie na Atlantyku. Zimne masy wody wypływające z głębin Atlantyku mogłyby wywołać z kolei nową epokę lodowcową na całym kontynencie euroazjatyckim.
Ogólnie rzecz ujmując, początek lat 50. w ZSRR upłynął pod znakiem narodzin wielkich projektów. Niektórzy marzyli, żeby zawrócić północne rzeki i podlać nimi piaski Azji. Inni chcieli zamienić martwe stepy Kazachstanu w kwitnące ogrody. Jeszcze inni planowali wykopać tunel, który połączy Sachalin z lądem… Projekt inżyniera Borisowa był najbardziej absurdalny. Był to „antyprojekt stulecia”, ale zapoczątkował pierwszą falę praktycznych prób opanowania radzieckiej Arktyki.
Martwe jezioro
Kiedyś Arktyka była świątynią przyrody – niedostępną, zdradziecką, mrożącą myśli i serca; ale świątynią. Marzyliśmy o jej zdobyciu i zdobyliśmy ją. Teraz Arktyka nie jest świątynią, lecz warsztatem niechlujnego gospodarza. Któryś z uczonych nazwał ją bardziej dobitnie, bez romantycznego polotu – „jądrowym śmietnikiem Rosji”.
Oto kilka liczb, nad którymi warto się zastanowić. Długość rurociągów naftowych w Rosji wynosi około 100 000 kilometrów. Co roku dochodzi tam do 11 000 wypadków. Zasoby ropy w zachodniej Syberii są eksploatowane w tempie bezprecedensowym dla naszej planety. Przy pierwotnej separacji dopuszczalna jest 2 procentowa strata nafty z wydobycia. Na Syberii Zachodniej wynosi ona już około 200 milionów ton. Jedna tona oleju tworzy na wodzie plamę o powierzchni 12 km kw. W samym tylko rejonie Niżniewartowska, od spalania gazu w pochodniach na polach naftowych rocznie spada ok. 230,2 tys. ton popiołu. 100 gramów gleby leżącej przy Zatoce Obskiej zawiera 10 gramów ropy. W wodach Zatoki dopuszczalne granice zawartości ropy są przekroczone 500 razy!
Kiedy byłem pionierem, śpiewaliśmy piosenki o pięknie jeziora Samotlor. Otóż już od ćwierć wieku jezioro to jest martwe. Nie ma w nim nic oprócz nafty. Wyobraźcie sobie gigantyczny, obrzydliwie śmierdzący benzyną, gnijący czarny wrzód w sercu tajgi o długości 280 km i szerokości 100 km. Istnieje co najmniej 40 sposobów, w jaki ropa trafia do środowiska naturalnego. Ale wodę i glebę w zachodniej Syberii „podkarmiają” też chlorem, fosforem, rtęcią, fenolami, ługiem, kwasem… Naukowcy wysuwają smutne prognozy – przywrócenie równowagi ekologicznej tego regionu zajmie (oczywiście, przy racjonalnej eksploatacji, co jest mało prawdopodobne) 500 lat.
Druga fala
Moje ponure myśli z tego powodu próbował rozwiać na spotkaniu z dziennikarzami wiceprzewodniczący Komisji Dumy Państwowej ds. Polityki Regionalnej i Problemów Północy i Dalekiego Wschodu Władimir Puszkariew.

Naszym głównym zadaniem jest ochrona przyrody Arktyki. Rozwój przemysłowy Arktyki jest nie tylko nieodwracalny, ale także niezbędny dla rosyjskiej gospodarki. Naszym zadaniem jest zapewnienie ram prawnych tego rozwoju, które będą uwzględniać interesy przyrody Arktyki – powiedział. I wyjaśnił – Oficjalnie na terytorium strefy arktycznej zidentyfikowano 102 obiekty skumulowanych szkód środowiskowych. To to, co zostało stwierdzone i opisane. Myślę jednak, że w rzeczywistości jest ich dwa razy więcej.
Rosja nie miała doświadczenia w usuwaniu skutków zanieczyszczenia środowiska na taką skalę. Problem ten podjęto dopiero w ostatniej dekadzie. Rozległe terytoria i ogromne odległości, wieczna zmarzlina, brak siły roboczej stwarzają dodatkowe trudności. Nagromadzonych odpadów z działalności gospodarczej Związku Radzieckiego, jednostek wojskowych, stacji meteorologicznych, nie można zakopać – należy je wywieźć.

Arktyka to interesujący obszar do badań. Badany jest krajobraz, klimat, złoża biologiczne, ale i problemy społeczne „cichego kontynentu”. Arktyka jest badana kompleksowo – mówił Puszkariew. – Należy wiedzieć, jak długo miasta i miasteczka mogą przetrwać w obliczu zmian klimatu. Należy zrozumieć, jaki ślad pozostawimy po opanowaniu Arktyki. Czy nie naruszymy kruchej równowagi arktycznej przyrody, czego skutki będą nieodwracalne.
Są tam ogromne zasoby naturalne. Około jednej czwartej zasobów węglowodorów znajduje się w rosyjskiej części Arktyki. Jest tam ponad 90 proc. naszych zasobów niklu i kobaltu, 60 proc. miedzi, 96 proc. platynoidów, 100 proc. koncentratu baru i apatytu. Rybołówstwo wytwarza około 15 proc. wszystkich produktów rybnych kraju.
Rosja w Arktyce wkracza w nową erę, którą można nazwać drugą falą rozwoju. Do niedawna tamtejsza działalność gospodarcza opierała się na zasadzie „ogniskowej” – wsie i miasta rozwijały się wokół przedsiębiorstwa przemysłowego. Teraz w Arktyce nie będą budowane nowe miasta, lecz będą rozwijane te, które już są.
Skończył się czas romantyków, przyszedł czas praktyków. Lody Arktyki topnieją nawet bez inżyniera Borisowa. W ciągu ostatnich 35 lat, objętość lodowców zmniejszyła się o 40 proc. Naukowcy przewidują, że lód Arktyce stopi się do 2050 r. Czy w tundrze zakwitną pomarańcze? Czy będą one smakować miejscowym ludom?
Dzieci Ziemi
Noc polarna jest wyczerpująca, wysysa siły i wolę. Beznadziejna jak wycie wilka. Mróz sięgający minus 60 stopni. Lodowaty wiatr, zwalający z nóg. Przy szczególnie złej pogodzie ludzie tutaj poruszają się od czumy (namiot – przyp. tł.) do czumy z długimi tyczkami (pląsawicami), które wbijają w skorupę lodu, żeby utrzymać się na nogach.
Pierwszy kontakt z Północą wprowadził mnie w oszołomienie. Dziewięć godzin lotu z Moskwy do Tiksi i w końcu półgodzinna przerwa w pokoju gościnnym na lokalnym lotnisku. Gorąca herbata z naparem ziołowym i słynna stroganina – mrożony filet z omula (ryba łososiowata – przyp. tł.), pokrojony w cienkie plasterki. Maczasz plasterek w mieszance soli i czarnego pieprzu, po czym kładziesz go na język. W pierwszej sekundzie przymarza do języka, ale natychmiast rozmraża się i nawet nie chrupie pod zębami. Rozgrzani herbatą, odprężeni po locie, czekaliśmy na wejście na pokład starego helikoptera, żeby jeszcze godzinę z kawałkiem lecieć do najbliższej wioski – Kjusiur.
Miałem na sobie ciepły sweter z wielbłądziej wełny, czapkę z lisa z nausznikami, kurtkę podszytą futrem, zimowe buty. Choć było tylko minus 42 st. C., miejscowy nauczyciel Filip Andrejew spojrzał na mnie z nieskrywanym współczuciem.

-Rozbieraj się! – prawie rozkazał. – Zmień ubrania i buty!
Podał mi kożuch ze skóry renifera (malitsa) i futrzane pończochy (torbasy).

Nie zapominaj, że jesteś na skraju wiecznej zmarzliny, a nie na Arbacie.
Wokół nas kręciła się łajka (husky – przyp. tł.). Filip zauważył mój wzrok.

-Łajki u Czukczów pojawiły się jeszcze przed Facebookiem – powiedział uśmiechając się. Doceniam humor nauczyciela.
Charakter, upodobania i kulturę mieszkańców Północy kształtują nie książki, teatry, ogrody zimowe i wernisaże, ale dzika przyroda i surowy klimat. Dla nas to świat nieprzewidywalny, podstępny, niebezpieczny. Jego rdzenni mieszkańcy uważają swoje życie za najszczęśliwsze.
Istnieje wiele obraźliwych anegdot o Czukczach. „Zepsuci przez cywilizację” mieszkańcy miast traktują ich łatwowierność i naiwność jako głupotę, arogancko nazywając „Czukczami” wszystkie małe ludy Arktyki. Wszystkie grupy etniczne zamieszkujące Arktykę, to dla nas „Czukcze”. I Aleuci, i Kamczadale, i Mansi, i Selkupowie, i Udegeje… Pozornie są podobni, bo mają bardzo podobny sposób życia, tradycje, kulturę… Ale każdy ma swój własny język.
Uważają, że natura jest matką wszystkiego co żyje. Że wszystko na świecie łączy wspólny początek. Że człowiek na Ziemi jest tylko pyłkiem, a jeziora, rzeki, tajga, zachód słońca, księżyc, przypływy … to dusza. Że ten, kto obraził matkę naturę, na pewno zostanie ukarany. Dzieciom nie wolno kopać ziemi, bawić się ogniem, ani powłóczyć kijem po tafli wody. Oni – ziemia, ogień i woda – mogą się obrazić i zemścić.
Mieszkańcy mają powiedzenie, które stało się prawem: „Własnego życia trzymaj się sam. Nikt za ciebie tego nie zrobi”. Do śmierci odnoszą się spokojnie i z godnością.
Biały renifer
W tundrze pasą się setki tysięcy (!) reniferów. Pięcioosobowa rodzina może paść do trzech tysięcy reniferów, z których 500-600 należy do nich, a reszta do gospodarstwa, czyli firmy dla której pracują. Renifer na Północy jest wszystkim: daje jedzenie, transport, ubrania, buty i lekarstwa … Więcej! Jest sensem koczowniczego życia. Ze skóry renifera szyje się ubrania i obuwie. Z mięsa renifera, jego języka i szpiku kostnego przygotowywane są przysmaki. Z poroża otrzymuje się najcenniejszą leczniczą substancję – pantokrinę, nazywaną „eliksirem wiecznej młodości”. Tłuszcz jelenia chroni twarz przed odmrożeniem, leczy stawy.
Filip zabrał mnie do obozu swojego brata. Czum o średnicy 7-8 metrów, pokryty był skórą jelenia. W jego pobliżu stały sanie (narty), do których można podczepić zaprzęg psów. Żelazny piec, wzdłuż ścian materace pokryte skórami. Niski stół (tol), z okazji przyjazdu moskiewskiego gościa zastawiony był arktycznymi przysmakami – stroganin z muksuna, omula i dziczyzny, konfitury z maliny moroszki i borówki brusznicy, gulasz z mięsa renifera. Herbata. I … telewizor plazmowy, zasilany miniaturowym generatorem prądu; okno na nasz grzeszny świat. Nie było tylko alkoholu. Rdzenni mieszkańcy nie mają w swoich ciałach enzymów rozkładających go, dlatego jeśli zaczynają pić, szybko się upijają.
Czum jest własnością kobiety i jest dziedziczony. To posag panny młodej. Wszystkie najważniejsze rzeczy w czumie – palenisko, drewno na opał, naczynia, przybory kuchenne – są dziełem wyłącznie kobiet. Gospodyni potrafi przewidzieć najbliższą przyszłość swojej rodziny po kolorze i grze płomieni, po trzaskaniu drewna w palenisku. Mówi do ognia, przekonując płomień, by był dobry dla jej dzieci i męża, aby ogrzewał, rozpraszał tęsknotę i ciemność.
Religia natury
Jest kilka świąt, które ludy Północy uważają za święte. Są to: Dzień Kruka, Dzień Niedźwiedzia, Dzień Renifera i Dzień Wieloryba. Dlaczego świętują Dzień Renifera jest jasne. Renifer, powtarzam, dla mieszkańca Północy jest wszystkim. A biały renifer jest absolutnie święty. Uważa się, że należy do najwyższego bóstwa, które stworzyło Ziemię i wszystkich jej mieszkańców. W swoje święto bohater jest ozdabiany czerwonymi wstążkami, a na jego boku wystrzyga się znak słońca. Wrona jest zwiastunem wiosny. Jako pierwsza przylatuje w te strony i razem z pierwszymi promieniami słońca, budzi tajgę ze snu. Niedźwiedź, jak wierzą ludy Północy, jest bratem ludzi. Jest panem tajgi i najwyższym w niej sędzią. I niezależnie od swojego świętego znaczenia, jest pożądaną zdobyczą dla myśliwego. W święto niedźwiedzia Czukcze jakby przepraszają zabitych braci, odkupując swoje winy. Skóra niedźwiedzia jest rozłożona w przednim rogu czumy w pozycji ofiarnej. Łapy i głowę zdobią chusty i pierścienie. Tańce do tamburynu szamana trwają do północy, a po północy odbywa się najważniejsze: zjada się danie z mięsa niedźwiedzia. Dusza niedźwiedzia zostaje odprowadzona do nieba i składa tam życzenia na następny sezon łowiecki. Święto wieloryba przypada na koniec jesieni i oznacza koniec sezonu połowów na wieloryby, foki i morsy. To także swego rodzaju dzień pokuty wobec zamordowanych mieszkańców głębin. Kości wieloryba, przy dźwiękach tamburynu, wrzucane są w głębiny morza w nadziei, że zamienią się w „króla oceanów”, który podczas następnego połowu przyniesie rybakom powodzenie.
Co Czukcze widzą w swoich telewizorach? Świat, który jest interesujący i straszny. Widzą zagubienie ludzi, które tłumaczą sobie faktem, że zbyt daleko odeszliśmy od tego co stanowi sens życia – od jedności z naturą.

Przełożyła Marta Hofman

Plastik jest wszędzie

Nawet w śniegach Arktyki.

To wstrząsające rezultaty ostatnich badań zaprezentowane przez poważne pismo naukowe – cała nasza planeta jest zanieczyszczona plastikiem. Wyniki badan naukowców zaprezentowało czasopismo Science Advances, a omówiła je telewizja CBS.
Wydawałoby się, że po opublikowaniu w lipcu zeszłego roku bulwersującego zdjęcia, jak dwa polarne niedźwiadki na Arktyce bawią się plastikowymi butelkami, nic już nie wstrząśnie opinią publiczną. Aż do teraz. Wyniki badań wskazują jednoznacznie, że zanieczyszczenia z plastiku i włókna z odzieży są już wszędzie, nawet na terenach, po których nie stąpała noga człowieka.
Arktyka jest terytorium, w śniegach którego uczeni znaleźli mikrocząsteczki plastiku. Jak oceniają w publikowanych badaniach, sytuacja z pewnością nie będzie się polepszać, ponieważ w ciągu najbliższych 30 lat liczba odpadów z plastiku wzrośnie do 3,4 mld ton, a i to przy założeniu, że ziści się „normalny” scenariusz ich powstawania. Odpady z plastiku są długowieczne i znaleziono je w Arktyce dosłownie wszędzie: na plażach, w wodach powierzchniowych, na dnie morskim oraz w śniegu. Stężenia plastikowych drobinek rosną na tym terytorium co roku. Pod wpływem światła, mechanicznego ścierania, fal i wahań temperatury elementy plastikowe rozpadają się na mniejsze cząsteczki i są określane jako mikroelementy, gdy osiągają rozmiary poniżej 5 mm.
Uczeni próbowali sobie odpowiedzieć na pytanie, skąd się tam znalazły. Okazuje się, że mikrocząsteczki przemieszczają się najczęściej droga powietrzną – z opadami, które osiadają m.in. na arktycznym śniegu, działającym jak filtr wychwytując plastikowe zanieczyszczenia. W ten sam sposób cząsteczki plastiku i mikrowłókna dostają się do ludzkich organizmów – poprzez inhalacje. Część jednak jest przenoszona droga morską – przez prądy oceaniczne, którymi zanieczyszczenia dostają się na to dziewicze terytorium.
Badania objęły cały świat i plastik znaleziono wszędzie: w śniegu Alp i Arktyki. Wszyscy jesteśmy nosicielami plastiku w organizmach, co z pewnością nie jest obojętne dla naszego zdrowia.

Arktyka płonie

Światowa Organizacja Meteorologiczna bija na alarm.

Przez ostatnie półtora miesiąca w Arktyce wybuchło ponad 100 pożarów; to nienotowany w tej strefie fenomen. Powodem jest drastyczny skok temperatur.
Arktyka to obszar geograficzny, którego terytorium obejmuje rejony Rosji, Kanady, Norwegii, Szwecji i Finlandii, a także Alaskę, Grenlandię, Islandię oraz Ocean Arktyczny. Największe pożary wystąpiły na Alasce i na Syberii. Niektóre z nich osiągnęły monstrualne rozmiary. Do największego pożaru doszło w Ontario w Kanadzie. Główną przyczyną tego zjawiska są niezwykle wysokie temperatury i wywołana przez nie susza.
Anomalie występujące na Syberii są doprawdy wstrząsające. Aż o 10 stopni Celsjusza została przekroczona średnia temperatura z lat 1981-2010. Nie lepiej jest na amerykańskiej Alasce. Tam czerwiec br. był najgorętszym okresem, odkąd w ogóle prowadzi się tam pomiar temperatury! Dochodziła ona do 32 stopni Celsjusza. Niemal codziennie wybuchały tam samoistnie pożary. Tylko w tym roku odnotowano ich tam ponad 400. Pożary w Arktyce są szczególnie niebezpieczne nie tylko ze względu na bezpośrednie szkody jakie wyrządzają, lecz także z powodu gigantycznej emisji dwutlenku węgla jaki się wówczas wytwarza.
Eksperci Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) obliczyli, że w samym tylko czerwcu pożary spowodowały uwolnienie do atmosfery aż 50 milionów ton dwutlenku węgla. To ilość równa całorocznej emisji dwutlenku węgla w Szwecji lub wszystkim emisjom wywołanym przez pożary za kołem podbiegunowym w latach 2010-2018.
Pożary w Arktyce zwiększają też ryzyko szybszego topnienia pokrywy wiecznej zmarzliny. To również jest wyjątkowo niebezpieczne, gdyż powoduje to uwalnianie metanu, jednego z gazów mających największy wpływ na powstawanie efektu cieplarnianego.
– Od początku czerwca jesteśmy w Arktyce świadkami bezprecedensowych pożarów. Pożary nie wybuchają tam na obszarach zalesionych, jak to się dzieje latem w innych częściach Europy, lecz na wysychającej powierzchni wiecznych lodów. – cytuje rzeczniczkę WMO Clare Nullis portal TVN Meteo.
Poważnym zagrożeniem są również inne substancje emitowane do atmosfery podczas tych pożarów. Nie mają one bezpośredniego przełożenia na zmiany klimatyczne, lecz są niebezpieczne dla zdrowia ludzi.
– Pożary te rodzą obawy, co do ich wpływu na zdrowie, ponieważ towarzyszy im powstawanie trujących substancji i gazów toksycznych, które mogą się przenosić na wielkie odległości – powiedziała jeszcze Nullis.
Ofiarą tego zjawiska padła ludność Fairbanks, miasta położonego w środkowej części Alaski. Odnotowano tam w tym roku najgorsze zanieczyszczenie powietrza na świecie. Jeden z tamtejszych szpitali utworzył „schron dla czystego powietrza”.

Zagłodzeni i zatuczeni

A winien jest kapitalizm.

Szokujący raport ONZ przygotowywały wspólnie liczne wyspecjalizowane organizacje międzynarodowe, jak Światowa Organizacja Zdrowia, Światowy Program Żywnościowy, Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF), Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa i inne. Na naszej planecie już trzeci rok powiększa się obszar głodu i niedożywienia. Jedyny ratunek to okiełznanie kapitalizmu.
Koszmarna tendencja nie budzi wątpliwości: w zeszłym roku głodowało 821,6 milionów osób, ponad 10 milionów więcej niż w 2017. Po dziesięcioleciach udanego ograniczania tej plagi, od 2015 r. sytuacja się odwróciła i niestety wszystko wskazuje, że może się utrwalić, gdyż jest opóźnioną, ale nieubłaganą konsekwencją kapitalizmu w jego najdzikszej formie, neoliberalnej. Polega ona na intensyfikacji wyzysku, w celu bogacenia niemal wyłącznie najwyższych warstw społecznych. Diagnoza ONZ jest alarmistyczna i jasna: bez zmiany tej polityki gospodarczej idziemy w kierunku wzrostu globalnego rozwarstwienia, gwarantującego kolejne nieszczęścia.
Raport, zatytułowany „Stan bezpieczeństwa żywnościowego i wyżywienia na świecie”, jednoznacznie zaleca odejście od polityki antyspołecznej: „By zachować bezpieczeństwo żywnościowe i wyżywienie na świecie należy w istocie wprowadzić w życie polityki gospodarcze i społeczne, które za wszelką cenę przeciwdziałają efektom niekorzystnych cyklów ekonomicznych, bez redukowania najważniejszych usług, jak ochrona zdrowia i edukacja.” Inaczej mówiąc neoliberalny trend do ograniczania wszystkiego, co społeczne, musi zostać zatrzymany, jeśli chcemy uniknąć katastrofy.

Arktyka papierkiem lakmusowym

Z raportu „Arctic Report Card” nadzorowanego przez agencję amerykańskiego rządu – Narodową Służbę Oceaniczną i Meteorologiczną wynika, że Arktyka jest papierkiem lakmusowym klimatycznych zmian: populacja reniferów zmniejszyła się w ostatnim czasie o 3 miliony. Woda w Oceanie Północnym ociepliła się od 2014 roku na tyle, że 95 procent najstarszych warstw lodu stopniało.

 

Naukowcy twierdzą, że wymieranie reniferów spowodowane jest tym, że mają coraz mniej pożywienia. Ocieplenie klimatu powoduje zanikanie porostów i wypieranie ich przez wyższe rośliny, a także wzrost populacji insektów, które atakują zwierzęta. Na terenach zamieszkiwanych przez renifery pada coraz więcej deszczu, który zamarza i tworzy cienką warstwę lodu, co utrudnia poszukiwanie jedzenia. Zwierząt jest drastycznie mniej, bo mają trudniejsze warunki do życia.

Zmiany dotykają całego świata, ale w Arktyce ich efekty widoczne są najwcześniej. Topnieje wieczna zmarzlina, lód morski, kurczą się lodowce. Przez ostatnie 12 lat woda w Oceanie Arktycznym się „odmłodziła”, a warstwy lodu pływające po niej są cieńsze, co powoduje, że spora część organizmów morskich umiera, ponieważ latem, kiedy promienie słoneczne przenikają do wody, robi się już dla nich za ciepło. Zauważalnie cieplejsze są i wody przybrzeżne i powietrze, co wpływa znacząco na zmniejszenie się populacji ryb, a zarazem ich połowy są coraz miej opłacalne.
Naukowcy twierdzą, że cieplejsze wody oceaniczne są bardziej podatne na rozprzestrzenianie się toksyn i mikroplastiku.