Rekordowy biznes Duplantisa

Szwedzki tyczkarz Armand Duplantis w obecnym sezonie halowym pobił już dwukrotnie rekord świata (w Toruniu 6,17 i Glasgow 6,18 m), 20-letni lekkoatleta nieźle też zarobił. W toruńskim Copernicus Cup dostał za swój wyczyn premię 6 tys. euro, a tydzień później w Glasgow już 27,5 tys. euro.

To nie jedyne profity jakie utalentowany szwedzki tyczkarz zyskał na biciu rekordów. World Athletics (pod taką nazwą kryje się teraz dawna IAAF) każdemu rekordziście świata wypłaca z własnej puli nagrodę w wysokości 50 tysięcy euro. Łatwo policzyć, że Duplantis w lutym zgarnął już 100 tys. euro plus 33,5 tys. euro od organizatorów mityngów w Toruniu i Glasgow. Ten dorobek mógł powiększyć o kolejne 100 tysięcy euro w minioną środę na zawodach we francuskim Lievin. Jean-Pierre Watelle, dyrektor tego mityngu, obiecał publicznie, że jeśli szwedzki tyczkarz znów poprawi rekord świata, zapłaci mu za ten wyczyn 50 tys. euro (drugie tyle Szwed dostałby od World Athletics).
W Lievin Duplantisowi nie udało się jednak ustanowić nowego rekordu. Konkurs skoku o tyczce wygrał w cuglach znakomitym wynikiem 6,07 m (drugie miejsce zajął dwukrotny mistrz świata Amerykanin Sam Kendricks wynikiem 5,90 m), ale jego trzy próby na 6,19 m zakończyły się niepowodzeniem.
Eksperci są jednak zgodni, że szwedzki tyczkarz ma taki potencjał, że może wyśrubować światowy rekord do poziomu 6,25 m, a niektórzy nawet uważają, że jako pierwszy przekroczy barierę 6,30 m. A to oznacza, że Duplantis może, jak kiedyś robili to Sergiej Bubka i Jelena Isinbajewa, poprawiający wyniki po centymetrze, uczynić z bicia rekordów całkiem zyskowny biznes.
Urodzony w Stanach Zjednoczonych szwedzki lekkoatleta ma wielką szansę osiągnąć pod względem finansowym taki sam gwiazdorski status, jaki w ostatnich latach był udziałem choćby jamajskiego sprintera Usaina Bolta. Po ustanowieniu rekordów w Toruniu i Glasgow agent Duplantisa Daniel Wessfeldt pochwalił się, że jego klient dostaje teraz wiele intratnych propozycji reklamowych i sponsorskich, a organizatorzy mityngów, którzy wcześniej oferowali mu za start 10 tys. euro, gwałtownie podnieśli stawki (niektórzy nawet pięciokrotnie), żeby tylko zgodził się u nich wystartować.
Duplantis miał już wcześniej zawartą indywidualną umowę sponsorską z firmą Puma, ale nie przewiduje ona specjalnych bonusów za rekordy świata, lecz jak twierdzą szwedzkie media, i bez tego jest na tyle korzystna, że zabezpiecza tyczkarza do końca życia. Ponadto ma też umowy z Red Bullem i Omegą, a jego agent właśnie finalizuje kontrakt sponsorski z Volvo. Mimo to Armand w podróżach na zawody wciąż korzysta z tanich linii lotniczych. Pewnie wkrótce to się zmieni, ale na razie Szwed budzi powszechną sympatię także za unikanie gwiazdorskich zachowań.

Rekord świata w Copernicus Cup

Szwed Armand Duplantis poprawił podczas mityngu Orlen Copernicus Cup w Toruniu rekord świata w skoku o tyczce skacząc 6,17 m. Z tego tytułu organizatorzy mityngu wypłacą 20-letniemu tyczkarzowi dodatkową premię w wysokości sześciu tysięcy dolarów.

Dzięki popisom Armanda Duplantisa konkurs skoku o tyczce był ozdobą zaliczanego do prestiżowego cyklu World Athletics Indoor Tour mityngu w Toruniu. Szwedzki tyczkarz poprawił o centymetr wcześniejszy rekord globu ustanowiony w 2014 roku na zawodach w Doniecku przez Francuza Renauda Lavillenie, a wynoszący 6,16 m. Na otwartym stadionie najwyżej w historii skoczył Ukrainiec Siergiej Bubka, który w 1994 roku uzyskał wysokość 6,14 m. Dwa lata wcześniej, w 1992 roku, Bubka w hali uzyskał wysokość 6,15 m i ten jego rekord pod dachem pobił dopiero 22 latach Lavillenie.
Z Polaków najlepszy wynik pod dachem uzyskał Piotr Lisek, który 4 lutego 2017 roku w Poczdamie uzyskał wysokość 6,00 m. Do niego należy też rekord Polski na otwartym stadionie – 6,02 m, ustanowiony w lipcu ubiegłego roku na mityngu w Monako.

Plejada gwiazd wystartuje w Copernicus Cup

Organizatorzy mityngu Orlen Copernicus Cup 2020, zaliczana do cyklu World Athletics Indoor Tour, zapowiedzieli obecność wielu gwiazd lekkoatletyki. Impreza odbędzie się 8 lutego w Arenie Toruń.

Mityng ORLEN Copernicus Cup w ubiegłym roku został uznany przez IAFF za najlepszy mityng lekkoatletyczny w Europie. Impreza z roku na rok zyskuje na prestiżu, nic zatem dziwnego, że w tegorocznej już szóstej edycji tej imprezy obsada będzie bardzo mocna. Na starcie pojawi się wiele gwiazd „królowej sportu”, w tym rzecz jasna cała czołówka polskiej lekkiej atletyki. Do Torunia przyjadą m. in. serbska skoczkini w dal Ivana Spanovic, szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, czy brytyjski płotkarz Andrew Pozzi. Organizatorzy zaplanowali bieg na 800 metrów na koniec mityngu, bo jego obsada jest niebywale mocna. Dość powiedzieć, że nasz mistrz Adam Kszczot uwzględniając ubiegłoroczne rezultaty zgłoszonych do udziału w tej konkurencji, ma dopiero szósty rezultat w stawce.
„Uwielbiam startować w Toruniu i to nie tylko dlatego, że dwa razy udało mi się tu wygrać. Każdego roku obsada jest mocniejsza, więc zwyciężać jest coraz trudniej, ale na trybunach są tłumy fanów, a ich doping naprawdę potrafi uskrzydlać” – zapewnia Iga Baumgart-Witan. W Copernicus Cup jej rywalką będą m. in. jej koleżanki ze sztafety 4×400 m, z mistrzynią Europy Justyną Święty-Ersetic na czele oraz rekordzistką toruńskiego mityngu Szwajcarka Lea Sprunger.
Największym hitem mityngu ma być jednak konkurs skoku o tyczce mężczyzn, w którym udział zapowiedzieli najlepsi specjaliści w tej konkurencji – oprócz Polaków Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, także wicemistrz świata Szwed Armand Duplantis, Rosjanin Timur Morgunow, Kanadyjczyk Shawnacy Barber i Grek Konstantinos Filippidis. Interesująco zapowiada się też pojedynek w pchnięciu kulą między dwójka naszych najlepszych zawodników Michałem Haratykiem i Konradem Bukowieckim. W toruńskim mityngu lekkoatleci rywalizować będą w 11 konkurencjach – ośmiu biegowych i trzech technicznych. ORLEN Copernicus Cup 2020 będzie czwartym w tegorocznym World Athletics Indoor Tour. Cykl siedmiu zawodów rozpocznie się 25 stycznia w Bostonie, a zakończy 21 lutego w Madrycie.
Organizatorom zależy na perfekcyjnym przebiegu imprezy, bowiem Toruń będzie w 2021 roku gospodarzem Halowych Mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Na tegoroczny Copernicus Cup przyjedzie więc delegacja europejskiej federacji, która oceni mityng także pod kątem przygotowań to przyszłorocznych HME.

Plejada gwiazd wystartuje w Copernicus Cup

Organizatorzy mityngu Orlen Copernicus Cup 2020, zaliczana do cyklu World Athletics Indoor Tour, zapowiedzieli obecność wielu gwiazd lekkoatletyki. Impreza odbędzie się 8 lutego w Arenie Toruń.

Mityng ORLEN Copernicus Cup w ubiegłym roku został uznany przez IAFF za najlepszy mityng lekkoatletyczny w Europie. Impreza z roku na rok zyskuje na prestiżu, nic zatem dziwnego, że w tegorocznej już szóstej edycji tej imprezy obsada będzie bardzo mocna. Na starcie pojawi się wiele gwiazd „królowej sportu”, w tym rzecz jasna cała czołówka polskiej lekkiej atletyki. Do Torunia przyjadą m. in. serbska skoczkini w dal Ivana Spanovic, szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, czy brytyjski płotkarz Andrew Pozzi. Organizatorzy zaplanowali bieg na 800 metrów na koniec mityngu, bo jego obsada jest niebywale mocna. Dość powiedzieć, że nasz mistrz Adam Kszczot uwzględniając ubiegłoroczne rezultaty zgłoszonych do udziału w tej konkurencji, ma dopiero szósty rezultat w stawce.
„Uwielbiam startować w Toruniu i to nie tylko dlatego, że dwa razy udało mi się tu wygrać. Każdego roku obsada jest mocniejsza, więc zwyciężać jest coraz trudniej, ale na trybunach są tłumy fanów, a ich doping naprawdę potrafi uskrzydlać” – zapewnia Iga Baumgart-Witan. W Copernicus Cup jej rywalką będą m. in. jej koleżanki ze sztafety 4×400 m, z mistrzynią Europy Justyną Święty-Ersetic na czele oraz rekordzistką toruńskiego mityngu Szwajcarka Lea Sprunger.
Największym hitem mityngu ma być jednak konkurs skoku o tyczce mężczyzn, w którym udział zapowiedzieli najlepsi specjaliści w tej konkurencji – oprócz Polaków Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, także wicemistrz świata Szwed Armand Duplantis, Rosjanin Timur Morgunow, Kanadyjczyk Shawnacy Barber i Grek Konstantinos Filippidis. Interesująco zapowiada się też pojedynek w pchnięciu kulą między dwójka naszych najlepszych zawodników Michałem Haratykiem i Konradem Bukowieckim. W toruńskim mityngu lekkoatleci rywalizować będą w 11 konkurencjach – ośmiu biegowych i trzech technicznych. ORLEN Copernicus Cup 2020 będzie czwartym w tegorocznym World Athletics Indoor Tour. Cykl siedmiu zawodów rozpocznie się 25 stycznia w Bostonie, a zakończy 21 lutego w Madrycie.
Organizatorom zależy na perfekcyjnym przebiegu imprezy, bowiem Toruń będzie w 2021 roku gospodarzem Halowych Mistrzostw Europy w lekkiej atletyce. Na tegoroczny Copernicus Cup przyjedzie więc delegacja europejskiej federacji, która oceni mityng także pod kątem przygotowań to przyszłorocznych HME.

Sześć metrów Liska

Piotr Lisek poprawił rekord Polski w skoku o tyczce. Podczas mityngu Diamentowej Ligi w Lozannie wygrał wynikiem 6,01 m. To najlepszy w tym roku wynik na świecie.

Drugie miejsce w Lozannie zajął Amerykanin Sam Kendricks, który zakończył konkurs na wysokości 5,95. Trzeci był mistrz Europy z zeszłego roku z Berlina – niespełna 20-letni Szwed Armand Duplantis – 5,81. Paweł Wojciechowski skoczył 5,61 m, co dało mu szóste miejsce. Lisek jest jedynym Polakiem, który skoczył o tyczce sześć metrów. W piątek dokonał tego po raz drugi. Dwa lata temu skoczył 6,00 na zawodach przeprowadzonych w centrum handlowym w Poczdamie i dlatego wynik zaliczany jest jako halowy.

Zawody w Lozannie dobrze wspominać będzie także Kamila Lićwinko. W swoich trzecich zawodach po macierzyńskiej przerwie skoczyła wzwyż 1,94 m i wypełniła minimum PZLA na jesienne mistrzostwa świata w Dausze. Ten wynik dał jej piątą lokatę, ale brązowa medalistka mistrzostw świata może być optymistką, bo z konkursu na konkurs prezentuje się lepiej. Niepokonana pozostaje z kolei Maria Lasickiene. Startująca pod neutralną flagą Rosjanka niemal na zawołanie skacze dwa metry. Tym razem zwycięstwo dał jej wynik 2,02 m.

Najlepsze tegoroczne wyniki na świecie pobiegli na dystansie 1500 m Kenijczyk Timothy Cheruiyot – 3.28,77 i na 200 m Amerykanin Noah Lyles – 19,50 s. Aż trzem zawodniczkom udało się zejść poniżej 11 sekund na 100 m. Najlepsza była mistrzyni olimpijska Jamajka Shelly-Ann Fraser-Pryce – 10,74 s. Na tym samym dystansie, ale u panów triumfował Amerykanin Justin Gatlin – 9,92 s. Na 800 m Marcin Lewandowski był ósmy, a i Adam Kszczot dziewiąty.

 

Najlepsi w 2018 roku

Rekordzista świata w maratonie Kenijczyk Eliud Kipchoge oraz Kolumbijka Caterine Ibarguen, triumfatorka Diamentowej Ligi w skoku w dal i trójskoku, zostali uznani za najlepszych lekkoatletów w 2018 roku w plebiscycie IAAF.

 

Oboje są utytułowanymi zawodnikami. Mają po 34 lata i są mistrzami olimpijskimi z Rio de Janeiro w maratonie i w trójskoku. Kipchoge ustanowił 16 września w Berlinie fenomenalny rekord świata w maratonie – 2:01.39, poprawiając poprzedni najlepszy rezultat swojego rodaka Dennisa Kimetto aż o minutę i 18 sekund. To drugi Kenijczyk na liście laureatów plebiscytu IAAF, po Davidzie Rudishy, który wygrał w 2010 roku.

Jego rywalami byli: Christian Coleman (USA) – halowy rekordzista świata i mistrz świata w biegu na 60 m, posiadacz najlepszego w tym sezonie wyniku na 100 m oraz zwycięzca Diamentowej Ligi; Armand Duplantis (Szwecja) – rekordzista świata juniorów w hali i na otwartym stadionie w skoku o tyczce, mistrz Europy seniorów; Kevin Mayer (Francja) – halowy mistrz świata w siedmioboju oraz rekordzista świata w dziesięcioboju i Abderrahman Samba (Katar), triumfator Pucharu Świata oraz mistrz i rekordzista Azji w biegu na 400 metrów przez płotki.

Z kolei Ibarguen świetnie radziła sobie w tym sezonie zarówno w trójskoku, jak i w skoku w dal, triumfując w obu konkurencjach w klasyfikacji Diamentowej Ligi. Jest również rekordzistką Kolumbii w skoku wzwyż (1,93 m). Za wschodzące gwiazdy uznano szwedzkiego tyczkarza Armanda Duplantisa, mistrza Europy z Berlina rekordzistę świata w kategorii do lat 20 (6,05), oraz Amerykankę Sydney McLaughlin, specjalizującą się w biegu na 400 m ppł. Lekkoatleci nagrody odebrali 4 grudnia podczas gali IAAF w Monte Carlo.

 

Szwedzko-amerykański geniusz tyczki

Podczas mistrzostw Europy w Berlinie objawił się skoczek o tyczce z talentem na miarę legendarnego Sergieja Bubki. Nazywa się Armand Duplantis i ma dopiero 18 lat.

 

Dla Armanda Duplantisa Bubka jest postacią z zamierzchłej historii. Jego sportowym idolem jest bardziej współczesny hegemon w tej widowiskowej lekkoatletycznej konkurencji Francuz Renaud Lavillenie. W niedzielę pokonał go w wielkim stylu, uzyskując wysokość 6,05 m. Słynny francuski tyczkach wynikiem 5,95 m zdobył jedynie brązowy medal, bo tego wieczoru lepszy od niego był jeszcze genialnie skaczący Rosjanin Timur Morgunow, który zdobył srebro przeskakując poprzeczkę na wysokości 6,00 m. Za tym tercetem uplasowali się dwaj nasi zawodnicy – Piotr Lisek (5,90 m) i Paweł Wojciechowski (5,80 m). Wyniki pokazują, że konkurs stał na niebotycznym poziomie.

Wynik Duplantisa to zarazem rekord świata juniorów i rekord Szwecji. Wyżej w historii skoczyli tylko Bubka, który w 1994 roku na otwartym stadionie uzyskał 6,14 m oraz Lavillenie, który pod dachem podczas halowych zawodów w Doniecku w 2014 roku skoczył aż 6,16 m. Szwedzki tyczkarz stał się jedną z największych gwiazd berlińskiego czempionatu i nową sportową gwiazdą Szwecji. Ale z jego osiągnięć mają prawo czuć się dumni także Amerykanie, bo Armand jest synem ich rodaka Grega Duplantisa, także wyśmienitego tyczkarza. Pochodząca ze Szwecji matka Helen Hedlund uprawiała siedmiobój.

Armand od dziecka był jednak zafascynowany sportem, który uprawiał jego ojciec i poświęcał mu każdą wolną chwilę. Do niego należą najlepsze wyniki na świecie od siedmiolatków (2,33 m) do dwunastolatków (3,97 m). Gdy stało się jasne, że będzie w przyszłości wybitnym tyczkarzem, rodzice pozwolili mu wybrać kraj, którego barwy chce reprezentować. I Armand zdecydował się startować dla Szwecji. Sukces w Berlinie otwiera mu drzwi do wielkiej kariery, także w wymiarze finansowym. Szwedzkie media informują, że młody Duplantis mógłby już teraz podpisać kilka lukratywnych kontraktów reklamowych.

Świeżo upieczony mistrz Europy na razie do tego się jednak nie kwapi, bo jest studentem Louisiana State University, a przepisy obowiązujące na uczelniach w USA zabraniają sportowcom akademickim posiadania sponsorów. Dlatego do igrzysk w Tokio Armand Duplantis pozostanie amatorem, ale w 2020 roku z pewnością będzie jednym z faworytów do złota.