Nie chcemy reformować religii, chcemy się jej pozbyć

Z NINĄ SANKARI, wiceprezeską Fundacji imienia Kazimierza Łyszczyńskiego (przy udziale Marka Łukaszewicza) – rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Czy jest szansa na godne upamiętnienie Kazimierza Łyszczyńskiego pomnikiem, tablicą, nazwą ulicy czy placu?
Nie tylko jest szansa, ale to upamiętnienie będzie.
Pytam o to dlatego, że w 1989 roku, w 300 rocznicę kaźni Łyszczyńskiego taki pomysł na chwilę się pojawił, ale już do niego nie wrócono.
W czasie panelu poświęconego Łyszczyńskiemu zorganizowanego przez naszą Fundację w ramach Dni Ateizmu 2019, z udziałem licznej grupy gości zagranicznych, kilkudziesięciu znakomitości światowego ruchu ateistycznego, przyjęliśmy deklarację w sprawie oddania sprawiedliwości historycznej patronowi naszej Fundacji i znalezienia dla niego należnego miejsca w historii Polski oraz myśli ateistycznej. Dotąd nikt nie był tym zainteresowany, także w PRL, kiedy to przeszkadzało jego szlacheckie, a nie ludowe pochodzenie. Z kolei po 1989 roku sprawa Łyszczyńskiego przeczyła, zadawała kłam tezie, że ateizm został „zawleczony” do Polski na bagnetach Armii Czerwonej.
Makieta tablicy poświęconej Łyszczyńskiemu została zresztą przygotowana i była noszona podczas marszów podczas w czasie poprzednich Dni Ateizmu i eksponowana pod podestem, na którym odbywały się rekonstrukcje egzekucji Łyszczyńskiego. Przez wiele lat okoliczności dla upamiętnienia tej postaci nie były sprzyjające, ale obecnie sytuacja zdaje się zmieniać. W szeregu miast polskich, w tym w Warszawie, rządzą ludzie, którzy jeśli nawet nie deklarują się jako ateiści, to są bardziej otwarci na tradycje świeckości.
Podczas wspomnianego panelu z udziałem zagranicznych gości pojawiło się hasło: „Bądźmy ambasadorami Kazimierza Łyszczyńskiego i jego idei”. Pojawił się także pomysł utworzenia międzynarodowego społecznego trybunału do rehabilitacji osób skazanych na śmierć za ateizm (herezję, bluźnierstwo czy apostazję) w przeszłości, a także mordowanych z podobnej motywacji religijnej w naszych czasach.
Łyszczyński poniósł śmierć tylko za to, że zadeklarował ateizm w traktacie „De non existentia dei”?
To był główny pretekst, ale powody były bardziej przyziemne. Swoimi wyrokami, jako podsędek, zalazł za skórę klerowi, naruszając jego interesy finansowe. Tym co ich szczególnie wzburzyło było to, że uznał małżeństwo za kontrakt prywatny, co wyprowadziłoby je poza jurysdykcję kościelną, a w konsekwencji przyniosło utratę dochodów z udzielania ślubów i chrztów. U schyłku XVII wieku Łyszczyński był w tym prekursorem, bo takie rozwiązania wprowadzono dopiero w XX wieku.
Czym wyróżnia się Fundacja imienia Kazimierza Łyszczyńskiego pośród innych organizacji laickich, których naliczyłem kilkanaście?
Pierwsza uwaga – nie jesteśmy organizacją laicką, lecz ateistyczną, nasz patron zobowiązuje. Oczywiście w naszych celach statutowych mamy promowanie idei laickości, ale naszą ideą jest ateizm. Popieramy laickość z jej rozdziałem Kościoła od Państwa i gwarancjami światopoglądowymi, ale naszym dalekosiężnym celem jest szerzenie idei ateistycznych i znalezienie dla religii miejsca w muzeum.
Mieszkałam w kilku krajach, w tym we Francji, gdzie rozdział Kościoła od Państwa gwarantuje ustawa z 1905 roku, ale zawsze jest tak, że realizacja określonych praw zależy także od układu sił politycznych i jeśli w danym kraju dochodzą do władzy siły konserwatywne, wsteczne, to działają na rzecz tego by niemiłe im ustawy podlegały erozji, by nie były przestrzegane. Takie próby podejmowane są nawet w laickiej Francji.
W procesie Łyszczyńskiego sądził go sąd świecki, ale podtrzymał on tylko wyrok wydany przez sąd kościelny składający się z biskupów, więc choćby to pokazuje, że przy sojuszu tronu i ołtarza instytucje świeckie mają ograniczoną suwerenność. Jedynym więc sposobem na pozbycie się garbu religijnego jest ateizm, pozbycie się religii. Laickość jest jedynie prawną formułą. Tak naprawdę, mówiąc o świeckości jako o znakomitym politycznym modelu organizacji państwa, ucieka się od faktów pokazujących, że to niezupełnie prawda.
Jeśli mówi się o rozdziale Kościoła od Państwa, a każdy obywatel ma prawo deklarowania wiary bądź niewiary religijnej, to pierwszy problem pojawia się w edukacji. Jaka ona ma być? Czy taka, jak w wyobrażeniu byłego wiceministra edukacji rządu AWS, Mirosława Orzechowskiego, który uważał, że ewolucjonizm i kreacjonizm są równoprawnymi teoriami i w związku z tym obie powinny być na równi nauczane w szkole? W 2014 r. grupa nauczycieli poszła z pielgrzymką do Częstochowy i podpisała „Deklarację Wiary”, czyli pośrednio zadeklarowali oni nauczanie treści zgodnych z ich światopoglądem religijnym i odrzucenie tych, które nie są z nim zgodne, a miałoby się to dokonywać w szkole publicznej. W tej sytuacji państwo, które, jak w polskiej konstytucji, deklaruje się jako bezstronne, pozostaje bezczynne wobec takich uroszczeń.
Jeśli państwo jest bezstronne, to znaczy, że ci którzy mają przewagę liczebną, mogą ją narzucić inaczej myślącym. Bo jeśli państwo nie jest stroną, to wygrywa silniejszy, ten kto ma więcej władzy do dyktowania swoich warunków. Taką interpretację bezstronności światopoglądowej państwa zastosował abp Gądecki odbierając Ministerstwu Edukacji Narodowej prawo do interweniowania w sprawie nauczycieli podpisujących tę Deklarację. Sama laickość niczego więc nie gwarantuje. Dlatego w prawie powinny znaleźć się zapisy, że szkoła jest wolna od religii. Urzędnik państwowy zobowiązany do przestrzegania świeckości musiałby być ideałem, a takich nie ma.
Nie można przepołowić sobie głowy na część prywatną, religijną i część świecką w pracy, na urzędzie. Dopóki zatem od tego szkodliwego na każdym polu zjawiska – psychologicznym, moralnym, kulturowym, społecznym, politycznym ekonomicznym – jakim jest religia, ludzkość się nie uwolni, dopóty problem nie zostanie rozwiązany.
Miejsce religii jest w muzeum, są przecież religie martwe, muzealne, jak starożytna religia grecka, której przecież nikt dziś nie wyznaje, a Zeus i inni bogowie są znani jako bohaterowie mitów. My nie chcemy reformować religii, chcemy się jej pozbyć. Przede wszystkim uważamy ją za szkodliwą z powodów poznawczych, dlatego, że jest zdeformowanym odzwierciedleniem w ludzkiej świadomości realnie działających sił, prezentuje fałszywy, zatruwający ludzkie umysły obraz rzeczywistości.
Czy organizacje, fundacje, stowarzyszenia, czy to laickie, świeckie, czy krytyczne w stosunku do religii czy wprost ateistyczne, w jakimś stopniu ze sobą współpracują?
Generalnie z tą współpracą jest kiepsko. Po 2015 roku Koalicja Ateistyczna jednostronną decyzją przejęła organizację Marszu Ateistów podczas Dni Ateizmu i odmówiła nam współpracy w ramach wspólnego komitetu. Skończyło się to klapą organizacyjną ostatniego Marszu Ateistów, od braku nagłośnienia począwszy, a skończywszy na braku haseł identyfikujących to wydarzenie. Brało w nim udział zaledwie około 150 uczestników, którzy się szybko się rozeszli. Niezależnie od braku nagłośnienia, 60 gości zagranicznych i tak nic by nie zrozumiało, bo po raz kolejny nie było tłumaczenia.
Marsz od 3 lat jest coraz słabszy, a powinno być na odwrót, powinien rosnąć w siłę. Wygląda więc na to, że obecni organizatorzy nie dają sobie rady. Dlatego uważamy, że konieczna jest taka zmiana formuły, która zapewni temu wydarzeniu atrakcyjną oprawę i odpowiednią organizację. Mamy taką koncepcję i będziemy zapraszać zainteresowane organizacje do współpracy w ramach komitetu organizacyjnego. Jeśli chodzi o współpracę polskich organizacji światopoglądowych, to trzeba odnotować, że wśród ateistów zdarzają się zwolennicy homofobii, wrogowie feminizmu, antysemici, ludzie o poglądach antydemokratycznych, jest pełny przegląd poglądów w społeczeństwie, więc trudno tu o jedność. Z niektórymi nam nie po drodze. Mamy natomiast dobrą współpracę z Fundacją Wolność od Religii, uczestniczymy w pracach stowarzyszenia Kongresu Świeckości, dobrze dogadujemy się z organizacjami feministycznymi i LGBT.
Czy można dziś mówić o recydywie religii w świecie?
Te procesy nie mają jednoznacznego kierunku. Moim zdaniem, mamy do czynienia z jednoczesnym odgórnym narzucaniem religii przez prawicowe rządy i oddolną sekularyzacją społeczeństw. Po załamaniu się porządku sprzed 1989 roku, upadku realnego socjalizmu w krajach Europy Wschodniej, nastąpił kryzys idei emancypacyjnych i wzmożenie sił konserwatywnych w całej Europie. Pojawiły się siły nowej kontrreformacji, fundamentaliści religijni różnych religii, w tym islamiści, koordynują swoje działania, korzystają z doświadczeń katolickich, na przykład skierowali swoją uwagę na aborcję, którą do tej pory mało się interesowali. Wrogie sobie religie zaczęły ze sobą współpracować, a wielu polityków, jak Orban na Węgrzech, choć sami są mało religijni, używają religii jako skutecznego instrumentu kontroli społeczeństwa. A wszystkim im zgodnie chodzi o zabijanie wolności człowieka, odbieranie mu prawa do wyboru, do aborcji, antykoncepcji czy eutanazji. Religia mówi: twoje życie nie należy do ciebie, twój brzuch nie należy do ciebie, twoja śmierć nie należy do ciebie. Z drugiej strony, w Polsce ubyło ok. dwóch milionów wiernych w ciągu 10 lat.
A Pew Research Center ogłosił przed rokiem dane wskazujące na polską młodzież jako podlegającą najbardziej dynamicznemu procesowi sekularyzacji na świecie…
Nie mam wielkiego zaufania do PRC, bo to ośrodek sympatyzujący z religiami. Jeśli zatem wykazali taką skalę tego zjawiska, to znaczy, że w rzeczywistości przebiega ono jeszcze bardziej radykalnie. Przełom zaczął się w 2016 roku w wyniku „czarnych protestów” w odpowiedzi na atak Ordo Iuris na tzw. „kompromis aborcyjny”, a ostatnio pod wpływem afer pedofilskich w Kościele i uwrażliwienia na krzywdę dzieci. To właśnie w 2016 roku Ogólnopolski Strajk Kobiet Marty Lempart wsparł jednogłośnie ważny dla nas postulat świeckości państwa w zradykalizowanej postaci
„Dość zabobonów”.
Na koniec raz jeszcze o Kazimierzu Łyszczyńskim. Dobrą formą przybliżenia szerszej publiczności jego postaci mógłby być, poza pomnikiem czy tablicą, np. film dokumentalny czy widowisko. W latach 70-tych w Teatrze Telewizji powstał spektakl o procesie Giordano Bruno.
Dziś trudno na to liczyć, ale ja nie tracę nadziei na zainteresowania tą postacią Hollywoodu.
Brzmi to dość fantastycznie…
Ale wcale nie jest takie nieprawdopodobne. Jestem dobrej myśli co do szans na wydobycie postaci Łyszczyńskiego z głębokiego cienia. To już się dzieje, w Wikipedii są już różne wersje językowe hasła o Łyszczyńskim, w tym bengalska…
Dziękuję za rozmowę.

Nowy mit założycielski

Po co mamy renegocjować konkordat, skoro jest on nieprawomocny. Poddanie Polski wpływom obcego państwa Watykan i płacenie dziesiątków miliardów na utrzymanie jego funkcjonariuszy bez referendum i wymaganej konstytucyjnej większości głosów w Sejmie przekreśla zgodność tej umowy z wolą społeczeństwa. Kiedy politycy wrócą do tego tematu? Kto ma rozpocząć
rozmowy w tej sprawie? Brak opodatkowania kościoła katolickiego to strata miliardów w budżecie państwa.

Frédéric Mercel w swojej nowej książce „W szafie Watykanu” informuje, że z wywiadów, które przeprowadził wynika, iż 80 proc. kleru pracującego w Watykanie to aktywni homoseksualiści. To znaczy, że są w związkach lub korzystają z męskich prostytutek. Dlaczego w takim razie Watykan robi tyle krzyku na temat tego, że homoseksualizm i związki homoseksualne są przeciwne naturze? Dlaczego katolicy udają, że tego nie widzą? Przecież to widać!

Ano dlatego, że pierwszą nauką jaką wynoszą z kościoła jest hipokryzja.

Kiedy Polacy przestaną szukać autorytetów pośród bankrutów moralnych?

Od półtora roku nie ma dnia, żeby media nie mówiły o aferach pedofilsko-złodziejskich dotyczących kk. Jego chciwość i cynizm znów stały się przysłowiowe. Pan Kosiniak-Kamysz zdaje się nie być zainteresowany przekrętami watykańskiej sekty, gdyż uważa, że stała się ona ofiarą manipulacji polityków. Historia pokazuje, że kk nie da się zmanipulować, ponieważ on tę sztukę opanował równie dobrze jak sztukę wypierania faktów i wybielania się.

Człowiek jest wzrokowcem, a przepych kościołów skłania go do milczącego podziwu na klęczkach, zamiast pytania, ilu ludzi okradziono by je zbudować? Ilu ludzi zostało pozbawionych domostw, kultury, własnej wiary i życia, żeby budynki zwane świątyniami mogły być dowodem na wyższość katolickiego boga nad bogami innych religii. Takiej agresywnej i głupiej bajki dzieci są uczone na lekcjach religii. Lekcje religii od przedszkola są potrzebne po to, żeby auta ze zdjęciami płodów uszkodzonych na skutek aborcji mogły bezkarnie przecinać miasta bez protestu mieszkańców. I żeby chciwi księża, często homoseksualiści i pedofile mogli mówić Polakom o wartościach rodzinnych i ochronie życia.

Po ostatniej „wpadce” w Rwandzie, hierarchowie mówili do księży: „udawajcie, że niczego nie wiecie”. Żeby takie „udawajcie” zaakceptowała opinia publiczna, a społeczeństwo stało się obojętne na sprawę ludobójstwa, muszą mieć miejsce jakieś niezwykłe okoliczności. Najważniejszą jest powoływanie się na boga. Potem pojawiają się magiczne rytuały penetrujące podświadomość i podprogowe wciskanie strachu, poczucia grzechu i bezsilności w wobec struktury pretendującej do związku z bogiem.

Każda religia ma te same słabości i ten sam mechanizm wyparcia. Dlatego do nas należy przejrzenie na wylot tych, których bóg jest lepszy i potężniejszy od innych bogów. To zaprzecza idei, którą głosi każda religia. Idei jedności boga i człowieka. Każda religia wyklucza inne i dzieli ludzi na wierzących i niewierzących. Zatem każda religia zadaje kłam tej podstawowej zasadzie. Tak jak katolicka kłamie na temat katedr, które stały się miejscem dla ich biskupów, a przecież były budowane by czcić boginię, czyli matkę-rodzicielkę wszechświata i jego wielowymiarowej głębi, wciąż niepoznanych przez nas.

Kryzys, który narasta w Polsce i na świecie jest kryzysem egzystencjalnym z bardzo silnym kompleksem utraty tożsamości. To znaczy, że mniej czy bardziej świadomie poszukujemy nowych wartości, nowej tożsamości, która by bardziej łączyła niż dzieliła. Potrzebujemy nowego Mitu Założycielskiego, który odpowie na naszą potrzebę budowania nowej cywilizacji, nowej Ziemi.

To nie są słowa na wyrost. Stary porządek musi odejść, gdyż przyniósł całkowite bankructwo mitu patriarchalnego wywodzącego się z patriarchalnej religii. Religie muszą odejść, gdyż ludzkość potrzebuje intymnego związku z boskością. Bez dogmatów i zbrodni w imię boga, lukrowanych ewangelizacją. Dosyć, basta! Człowiek jest zagadką i tajemnicą sam dla siebie i jego potrzeba poznania choćby części tej tajemnicy, jest potężna i stanowi o postępie.

Świat jeszcze długo nie stanie się ateistyczny, ale musi uwolnić się od religii, bo one nas dzielą i budują mur stojący na drodze do poznania. Ludzie chodzący do kościoła muszą zrozumieć, że za każdym razem gdy do niego wchodzą, oddają mu swoją siłę energię wiarę i nadzieję. Podczas gdy to „spotkanie” na które liczą, tak ważne dla wielu, może mieć miejsce tylko we własnym wnętrzu. Do tego kościół jest niepotrzebny, gdyż dużo więcej zabiera niż daje. Nie zapominajmy o tym, że jest to toksyczny związek, w którym wciąż tkwi większość ludzkiej populacji.

Mit założycielski Polaka nie jest mitem katolickim. Polak jest najpierw człowiekiem. W nowym micie widzę: Jestem człowiekiem, jestem świadomy, mam wolny wybór. Moim niezbywalnym prawem jest prawo do poszukiwania prawdy o sobie i świecie. Świadomość daje mi narzędzia do tego, by być twórczym. Jako twórca korzystam z natchnienia. To jest mój kontakt z tajemnicą.

Państwo wspiera kreatywność i inicjatywę. Pomaga słabszym lecz tępi lenistwo. Dopóki dzisiejszy system istnieje, prawo musi stać po stronie słabszego, w walce z korporacjami i nieludzkim traktowaniem, jak również wykorzystywaniem ludzkiej naiwności przez cwaniaków od sprzedaży czegokolwiek i wszystkiego. Jeżeli człowiek nie ma z kim dzielić swoich radości i smutków, pozostaje mu niechęć do życia lub religia. Jednak nic nie zastąpi człowiekowi bliskości drugiego człowieka.

Powinniśmy o tym pamiętać w naszym Micie Założycielskim, gdyż uwikłani w politykę i religię, prawa i definicje, zapominamy o rzeczach, bez których życie staje się cierpieniem ponad miarę. Tak przemożnym, że można zabić, bo nie znajduje się żadnego sensu, by cierpliwe dawać świadectwo piękna człowieka i świata.

Co trafiło Senyszyn? Wywiad

Z Joanną Senyszyn, liderką lewicy w wyborach do Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Dariusz Cychol.

 

Joanna Senyszyn kandyduje na radną Sejmiku Województwa Pomorskiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem z okręgu nr 2 – Gdyni, Sopotu oraz powiatów puckiego i wejherowskiego.

 

Szanowna Pani Profesor…

Przestań się wygłupiać (śmiech).

 

Przepraszam, chciałem, żeby było oficjalnie. Czy Twoim zdaniem Bóg istnieje?

Wielu jest przekonanych, że istnieje, ale zarazem coraz rzadziej spotyka się ludzi wierzących w religijne opisy stworzenia świata. Kopernik obalił teorię geocentryczną, a Darwin uświadomił, że jesteśmy efektem ewolucji, a nie najdoskonalszym dziełem stworzenia. Należę do obecnie najliczniejszej na świecie grupy ludzi, którzy nie potrzebują Boga ani do życia, ani do rozumienia świata.

 

Pytam, bo na wózku wyglądasz jakby Cię grom trafił…

Coś mnie faktycznie trafiło, ale na pewno nie grom i nie z jasnego nieba. Kiedy się przewróciłam i połamałam, był ciemny, styczniowy wieczór, błyskawice nie rozświetliły nieba, nie grzmiało. Zresztą obecnie, nawet według ludzi wierzących, Bóg nie ciska już piorunami i nie karze za grzechy trzęsieniami ziemi, huraganami, powodziami, suszami, zarazami, choć faktycznie zdarzają się księża, którzy wciąż takie absurdy wmawiają wiernym. Po prostu wypadki chodzą po ludziach i to częściej nieszczęśliwe niż szczęśliwe. Miałam wyjątkowego pecha, bo kiedy w czerwcu, po poważnej operacji i kilkumiesięcznej rehabilitacji, pierwszy raz wybrałam się do miasta o własnych siłach, upadłam i wszystko zaczęło się od początku. Jestem po kolejnej operacji w gdyńskim szpitalu i w trakcie bolesnej rehabilitacji. Za miesiąc, może dwa wstanę z wózka i będę chodzić o kulach, aż dojdę do pełnej sprawności. Na szczęście głowa cały czas pracuje bez zarzutu i mam już mnóstwo pomysłów na lepsze zarządzanie naszym województwem.

 

Czy „przykucie” do wózka nauczyło Cię czegoś? Spokorniejesz?

Będę bardziej uważać i częściej spoglądać pod nogi. A tak poważnie, to przekonałam się na własnej skórze, z jakimi trudnościami borykają się osoby przykute do łóżka, wózka inwalidzkiego, poruszające się z balkonikiem lub o kulach. To niewyobrażalne dla zdrowych. Najprostsze czynności są problemem. Z kulami wprawdzie można z trudem zrobić sobie herbatę, ale już się jej nie przeniesie do pokoju i trzeba pić na miejscu, przy kuchni. Wcześniej znałam to tylko z relacji, teraz mam własne doświadczenia. Od dziewięciu miesięcy niesamodzielność boli mnie bardziej niż złamania. Jestem wdzięczna lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom, znajomym i przyjaciołom za pomoc, zainteresowanie i serce, które mi okazują. Dużo lepiej poznałam bolączki służby zdrowia i chorych. Nieszczęście podobne do mojego może spotkać każdego. Niby o tym wiemy, ale naprawdę nie dopuszczamy do siebie takich myśli. Współczujemy osobom niepełnosprawnym, ale nie zastanawiamy się nad koszmarem ich społecznego wykluczenia.

 

Czujesz się odmieniona tym doświadczeniem?

Podobno ciężka choroba zmienia człowieka i to częściej na gorsze niż na lepsze, ale na szczęście mnie chyba nie zmieniła. Nie poddaję się, wciąż czuję się młodo i kipię energią. Pomimo choroby pracuję, jestem aktywna w mediach społecznościowych, komentuję wydarzenia polityczne, piszę felietony, a ostatnio także książkę. Po raz pierwszy nie naukową, ale o sobie. I już się cieszę na nowe wyzwania. Kandyduję do Sejmiku Województwa Pomorskiego z okręgu Gdynia, Sopot oraz powiaty pucki i wejherowski. Jestem w szale kampanii wyborczej, co bardzo lubię. W samorządzie znacznie więc uwagi będę chciała poświęcić osobom zmagającym się z różnymi formami wykluczenia.

 

Dlaczego warto iść na wybory samorządowe?

Warto, ale tylko pod warunkiem, że się zagłosuje na listę nr 5 SLD – Lewica Razem. Jeśli ktoś ma wybrać PiS albo PO lepiej nich 21 października zostanie w domu. Sejm bez lewicy jest katastrofą. Dla równowagi musi być nas zdecydowanie więcej w sejmikach, które mają w swojej gestii policję, szpitale, teatry, drogi, czyli nasze bezpieczeństwo, zdrowie, kulturę, transport. Nie wierzcie, że kto nie głosuje na Platformę, ten popiera PiS. Przestańcie wybierać mniejsze zło. Zagłosujcie na dobro!

 

W imieniu Czytelników „FiM” i własnym pozostaje mi życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrowia.

Bardzo dziękuję i wzajemnie: życzę Czytelnikom naszej rozmowy i tobie dużo, dużo zdrowia, pogody ducha, cieszenia się każdą miłą chwilą. W pierwszym odruchu chciałam życzyć także cierpliwości, bo kiedy patrzymy, co się dzieje wokół, wydaje się bardzo potrzebna, ale się rozmyśliłam. Cierpliwość wcale nie jest cnotą. Nie bądźmy cierpliwi, nie znośmy z pokorą ciosów od życia, nie zgadzajmy się na to, czego nie chcemy i co się nam nie podoba. Nie tolerujemy nieudolnych rządów, łamania prawa, niszczenia naszej demokracji. Bądźmy aktywni, nie odkładajmy niczego do jutra, bo „szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie…”.

 

Dziękuję za rozmowę.