Maria Szarapowa pożegnała się z tenisem

Tej decyzji słynnej rosyjskiej tenisistki spodziewano się od jakiegoś czasu. Po porażce w I rundzie Australian Open Maria Szarapowa w końcu pojęła, że do światowej czołówki już nie wróci.

Mimo odległej pozycji na światowej liście Szarapowa dzięki przyznanej jej przez organizatorów tzw. dzikiej karcie stanęła do walki w tegorocznym wielkoszlemowym Australian Open. W pierwszej rundzie jej przeciwniczką była młodsza o dziesięć lat Chorwatka Donna Vekić. Rosyjska gwiazda nie sprostała rywalce i przegrała 3:6, 4:6, odpadając z turnieju, w którym w 2008 roku triumfowała. Po tej porażce chyba uznała, że jej czas na zawodowych kortach dobiegł końca i w wieku 32 lat ogłosiła zakończenie sportowej kariery. Swoją decyzję ogłosiła już w celebryckim stylu, na łamach „Vanity Fair”, amerykańskiego czasopisma poświęconego kulturze, polityce, życiu gwiazd i modzie. Nazwę pisma tłumaczy się jako „targowisko próżności” i zapewne Szarapowa nie raz jeszcze będzie bohaterką zamieszczanych w nim artykułów, tylko że już raczej nie będą miały one związków ze sportem.
W wypowiedzi dla „VF” Rosjanka nie kryła emocji związanych z odejściem z tenisa: „Jak porzucić jedyne życie, jakie znałam? Jak odejść od kortów, na których ćwiczyłam odkąd byłam małą dziewczynką, od ukochanej gry – która przyniosła mi nieopisane łzy i nieopisaną radość – od sportu, w którym odnalazłam rodzinę, fanów, z którymi jestem przez ponad 28 lat? Jestem w tym nowa, więc proszę: wybaczcie. Tenisie – mówię ci żegnam”. Sporo w tych słowach kokieterii, bo Szarapowa, była liderka rankingu WTA, oprócz nietuzinkowych sukcesów na korcie (35 wygranych turniejów, w tym pięć zwycięstw w turniejach Wielkiego Szlema – Australian Open 2008, Roland Garros 2012 i 2014, Wimbledon 2004 i US Open 2006 oraz 39 mln dolarów premii finansowych), równie dobrze, a może nawet lepiej, radziła też sobie w życiu. Do momentu dopingowej wpadki podczas Australian Open 2016 zarabiała fortunę na lukratywnych kontraktach reklamowych i sponsorskich, m.in. z Nike, Porsche. Przez 11 lat była w czołówce najlepiej zarabiających sportsmenek na świecie, a w latach 2010-2014 zajmowała miejsce na samym jej szczycie, z rocznymi dochodami na poziomie 25-30 mln dolarów. Próbowała też z powodzeniem swoich sił w biznesie – m. in. wypromowała kolekcję sportowych ubiorów i założyła firmę produkującą cukierki pod marką „Sugarpova”.
Nawet z najgorszym okresie kariery, gdy nie mogła grać z powodu dyskwalifikacji za doping, nie marnowała czasu i skończyła kurs biznesu na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Od 15 lat znajduje się w kręgu zainteresowania plotkarskich mediów, ma miliony fanów w mediach społecznościowych i jest rozpoznawalna na całym świecie. Można zatem założyć, że nie grozi jej zapomnienie, a pewnie nie raz jeszcze pojawi się na korcie, chociaż już tylko w meczach pokazowych.

Sensacyjna wygrana rosyjskiej Amerykanki

W pierwszym tegorocznym turnieju Wielkiego Szlema w grze pojedynczej kobiet triumfowała po raz pierwszy w karierze 21-letnia reprezentantka USA rosyjskiego pochodzenia Sofia Kenin, natomiast w rywalizacji mężczyzn po raz ósmy triumfował na kortach Melbourne Park Serb Novak Djoković.

Po raz pierwszy w Erze Otwartej w finale Australian Open zmierzyły się dwie tenisistki spoza Top 10 rankingu WTA. We wszystkich wielkoszlemowych imprezach był to dopiero szósty taki mecz o tytuł w XXI wieku. Ostatni miał miejsce w US Open 2018, gdy Naomi Osaka pokonała Serenę Williams. Japonka była wtedy notowana na 19., a Amerykanka na 26. miejscu światowej listy. 21-letnia Kenin została najmłodszą triumfatorką Australian Open od 2008 roku, gdy w starciu 20-latek Rosjanka Maria Szarapowa pokonała Serbkę Anę Ivanović. W ubiegłym sezonie Kenin wygrała trzy turnieje rangi international (Hobart, Majorka, Kanton), a na początku stycznia 2019 znajdowała się na 56. miejscu światowego rankingu. Po triumfie na kortach Melbourne Park w najnowszym notowaniu zadebiutuje w Top 10 (będzie siódma).
Przed finałem większe szanse na zwycięstwo przyznawano rywalce Kenin, bo 26-letnia Garbine Muguruza, chociaż w tegorocznym Australian Open startowała z pozycji zawodniczki nierozstawionej, górowała nad amerykańską tenisistką o rosyjskich korzeniach (jej historia jest bliźniaczo podobna do przypadku Marii Szarapowej, z tą różnicą, że rodzina Kenin i ona sama postanowili zamerykanizować się całkowicie i zerwali więź ze starym krajem) doświadczenie i dokonaniami. 26-letnia Hiszpanka w wielkoszlemowym finale występowała po raz czwarty, a dwa z nich wygrała – French Open w 2016 i Wimbledon w 2017 roku. Młodsza o pięć lat Kenin wcześniej w Wielkim Szlemie najdalej dobrnęła do czwartej rundy. W rankingu WTA zajmowała co prawda wyższe miejsce od Muguruzy (była 15., a jej rywalka 33.), lecz na korcie ranking przecież nie gra, a Hiszpanka, odkąd jej trenerką ponownie jest jej słynna rodaczka Conchita Martinez, błyskawicznie wraca do tenisowej elity, z której wypadła po z powodu kontuzji i regresu formy. Amerykanka też jednak przyjechała do Melbourne w rewelacyjnej formie. W drodze do finału w sześciu pojedynkach straciła tylko jednego seta, w starciu z 16-letnią Cori Gauff, która rundę wcześniej wyeliminowała broniącą tytuły Japonkę Naomi Osakę. W finale Kenin pokonała Muguruzę 4:6, 6:2, 6:2. „Miejcie marzenia. I odwagę, by je spełniać” – powiedziała do widowni po trwającym 123 minuty meczu.
W zmaganiach mężczyzn do decydującego pojedynku stanął siedmiokrotny triumfator Australian Open 32-letni Novak Djoković oraz młodszy od niego o sześć lat Austriak Dominic Thiem. Serbski tenisista przegrywał już w setach 1:2 i musiał na dodatek przezwyciężyć kryzys fizyczny, ale przełamał słabość i po trwającym cztery godziny morderczym pojedynku pokonał Thiema 6:4, 4:6, 2:6, 6:3, 6:4 i po raz ósmy w karierze zwyciężył w Australian Open. W sumie Djoković ma już na koncie 17 wielkoszlemowych triumfów i jest pod tym względem coraz bliżej dokonań Hiszpana Rafaela Nadala (19 zwycięstw) i Szwajcara Rogera Federera, który ma na koncie 20 wygranych turniejów.
Ta trójka graczy w ostatnich latach zdominowała rywalizację w Wielkim Szlemie. Po raz ostatni pozwolili wygrać graczowi spoza ich grona w 2016 roku – wtedy w US Open triumfował Szwajcar Stan Wawrinka, zresztą po finałowym zwycięstwie nad Djokoviciem. Po tegorocznym triumfie w Australian Open serbski tenisista wróci na pozycję lidera rankingu ATP. W tym roku nie przegrał jeszcze żadnego pojedynku. Thiem natomiast przegrał swój trzeci wielkoszlemowy finał. Wcześniej dwukrotnie zmarnował szansę w French Open, za każdym razem ulegając Rafaelowi Nadalowi.
W deblu wśród mężczyzn triumfowali Amerykanin Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury, wśród pań Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenovic, natomiast w grze mieszanej zwyciężyli Czeszka Barbora Krejcikova i Chorwat Nikola Mektić.

Świątek z Kubotem szaleją w mikście

Nie udało się Idze Świątek po raz pierwszy awansować do ćwierćfinału gry pojedynczej w turnieju Wielkiego Szlema, ale dokonała tej sztuki w mikście, występując w parze ze starszym od niej o 19 lat Łukaszem Kubotem.

Zajmująca obecnie 56. miejsce w światowym rankingu Świątek po zacięty, trwającym dwie godziny i 45 minut pojedynku, przegrała ze starszą o sześć lat Estonką Anett Kontaveit (WTA 31) 7:6, 5:7, 5:7. Polka nie wywalczyła zatem pierwszego w karierze awansu do ćwierćfinału Wielkiego Szlema w grze pojedynczej, ale jej występy w tegorocznym Australian Open zostały zauważone. Warszawianka w trzecim secie odrobiła straty ze stanu 1:5 na 5:5, lecz na pokonanie estońskiej tenisistki zabrakło jej już sił i musi zadowolić się drugim w jej krótkiej zawodowej karierze występem w 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju (wcześniej do tego etapu doszła przed rokiem we French Open na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Świątek w najnowszym rankingu WTA nastoletnia warszawianka wróci do Top 50 światowej listy i miejmy nadzieję, że tym razem już na stałe.
Kontaveit rozegrała drugi trzysetowy mecz w Australian Open 2020. W II rundzie wyeliminowała Hiszpankę Sarę Sorribes (6:2, 4:6, 6:1). Poza tym rozbiła Australijkę Astrę Sharmę (6:0, 6:2) i rozstawioną z numerem szóstym Szwajcarkę Belindę Bencić (6:1, 6:1). Estonka w swoim 20. występie w Wielkim Szlemie po raz pierwszy awansowała do ćwierćfinału. W nocy z wtorku na środę polskiego czasu o półfinał zagrała z rozstawiona w imprezie z numerem 3 Rumunką Simoną Halep, która w 4. rundzie wyeliminowała Belgijkę Elise Mertens (WTA 17) 6:4, 6:4. W najlepszej ósemce turnieju znalazły się ponadto Hiszpanka Garbine Muguruza (WTA 32) po zwycięstwie nad Holenderkę Kiki Bertens (WTA 10) 6:3, 6:3, a jej przeciwniczką będzie Rosjanka Anastazja Pawluczenkowa (WTA 30, która pokonała w 4. rundzie niemiecką tenisistkę polskiego pochodzenia Angelique Kerber 6:7, 7:6, 6:2.
Dwie ćwierćfinałowe potyczki odbyły się już we wtorek w nocy polskiego czasu. Amerykanka Sofia Kenin (WTA 15) pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur (WTA 78) 6:4, 6:4, natomiast liderka rankingu Australijka Ashleigh Barty wyeliminowała Czeszkę Petrę Kvitovą (WTA 8) 7:6(6), 6:2. Barty i Kenin o finał zagrają w czwartek w nocy.
Wyłonieni zostali też wszystkich ćwierćfinaliści w rywalizacji panów. Jako ostatni do 1/4 finału awansował Hiszpan Rafael Nadal. Lider rankingu ATP pokonał w 4. rundzie 26. na świecie Australijczyka Nicka Kyrgiosa 6:3, 3:6, 7:6, 7:6. Nadal w ćwierćfinale zmierzy się z piątym na świecie Austriakiem Dominikiem Thiemem, który w 4. rundzie łatwo pokonał Francuza Gaela Monfilsa 6:2, 6:4, 6:2. Niespodziewanie z turnieju odpadł Rosjanin Daniił Miedwiediew (ATP 4), a jego pogromcą okazał się niżej notowany Szwajcar Stan Wawrinka (ATP 15), który wygrał 6:2, 2:6, 4:6, 7:6, 6:2. Wawrinka w ćwierćfinale zmierzy się z Niemcem Alexandrem Zverevem (ATP 7), zwycięzcą pojedynku z Rosjaninem Andrejem Rublowem (ATP 16), z którym wygrał 6:4, 6:4, 6:4. Do ćwierćfinału awansowali także Amerykanin Tennys Sandgren (ATP 100), a jego przeciwnikiem będzie szwajcarski weteran Roger Federer (ATP 3) oraz Kanadyjczyk Milos Raonić (ATP 35), którego w tej fazie czekał pojedynek z rozstawionym w turnieju z numerem 2 Serbem Novakiem Djokoviciem.
Porażka w singlu z Kontaveit nie była jednak ostatnim występem Świątek w tegorocznym Australian Open. 18-letnia tenisistka w parze z 37-letnim Łukaszem Kubotem rywalizują też w turnieju miksta. I to z powodzeniem, bo we wtorek rano awansowali do ćwierćfinału po zwycięstwie 6:2, 6:3 nad Tajwanką Hao-Ching Chan i Nowozelandczykiem Michaelem Venusem. Mecz trwał tylko godzinę i cztery minuty. W 1/4 finału nasi tenisiści, którzy rozważają wspólny start w mikście na igrzyskach w Tokio, zagrają z australijskim mikstem Astra Sharma – John Patrick Smith. Reprezentanci gospodarzy pokonali w1/8 finału rodaczkę Samanthę Stosur i Holendra Jeana-Juliena Rojera 6:3, 4:6, 10:4. Spotkanie Świątek i Kubota z Sharmą i Smithem zaplanowane zostało w turniejowym grafiku na środę rano polskiego czasu (początek ok. godz 11:30). Dla Igi Świątek będzie to pierwszy w ogóle ćwierćfinałowy występ w Wielkim Szlemie, ale nie dla Łukasza Kubota, który ma na koncie deblowe triumfy w Australian Open w 2014 i w Wimbledonie w 2017 roku.

Udana wyprawa Świątek na antypody

Iga Świątek awansowała do IV rundy wielkoszlemowego Australian Open. W sobotę pokonała rozstawioną z numerem 19. Chorwatkę Donnę Vekić 7:5, 6:3, która wcześniej wyeliminowała Rosjankę Marię Szarapową. O awans do ćwierćfinału 18-letnia tenisistka z Warszawy z nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu zmierzyła się z Estonką Anett Kontaveit.

Nastoletnia tenisistka z Warszawy po raz drugi w karierze doszła do 1/8 finału w turniejach Wielkiego Szlema. W ubiegłym roku dotarła do tego poziomu w French Open w Paryżu. Zwycięstwo klasyfikowanej w rankingu na 56. miejscu Igi Świątek zostało zauważone w tenisowym świecie. Serwis wtatennis.com podkreślał, że na kortach w Melbourne w 1/8 finału w grze pozostały tylko dwie nastolatki – oprócz 18-letniej Polki jeszcze 16-letnia Amerykanka Cori Gauff (WTA 67), w tym turnieju sensacyjna pogromczyni broniącej tytułu Japonki Naomi Osaki. Wschodząca gwiazda amerykańskiego tenisa to kolejna Afroamerykanka w kobiecym tenisie w Stanach Zjednoczonych, ale już dzisiaj eksperci uważają, że to ona będzie godną następczynią sióstr Sereny i Venus Williams. Obie już odpadły z turnieju, a 39-letnią Venus wyeliminowała już w pierwszej rundzie właśnie Cori Gauff, która na wielkie sukcesy musi jednak poczekać do następnych turniejów, bowiem w walce o ćwierćfinał pokonała ją w niedzielę 21-letnia Rosjanka Sofia Kenin (WTA 15).
Donna Vekić nie dała rady
Niżej notowana w rankingu WTA Polka nie była rzecz jasna faworytką pojedynku z plasującą się o 36 pozycji wyżej Donną Vekić. 23-letnia Chorwatka jest ćwierćfinalistką ubiegłorocznego US Open, nic zatem dziwnego, że Świątek czuła przed nią wielki respekt. „To był mój najtrudniejszy mecz w tym turnieju. Granie przeciwko tak doświadczonym zawodniczkom zawsze jest wyzwaniem. Moje ciało nie zawsze mnie słuchało, bo byłam bardzo zmęczona. Nie miałam tej pewności, którą odczuwałam przed poprzednimi spotkaniami. W trakcie gry koncentrowałam się jednak już tylko na tym, żeby zmusić rywalkę do błędów. Była to jak się okazało skuteczna taktyka. Awansowała po raz drugi w karierze do IV rundy Wielkiego Szlema, ale to dla mnie wciąż wielka nowość” – przyznała polska tenisistka na konferencji prasowej po spotkaniu z Vekić.
Chorwackie media przyjęły zwycięstwo Świątek z lekkim niedowierzaniem. „Vekić nie potwierdziła na korcie statusu faworytki. W pojedynku z pięć lat młodszą Polką nie wykorzystała sytuacji, po których mecz mógł potoczyć się po jej myśli. Nie wykorzystała break pointu na samym początku, bo rywalka wytrzymała presję i po 104 minutach zakończyła spotkanie w dwóch setach 7:5, 6:3” – napisano w jednym z branżowych portali w tym kraju. Sukces Świątek odnotowała też oficjalna strona internetowa WTA. „Świątek awansowała do czwartej rundy Australian Open, czym wyrównała swój najlepszy występ na wielkoszlemowych turniejach. W następnym meczu w Melbourne Polka będzie miała okazję zrewanżować się Anett Kontaveit za ubiegłoroczną porażkę w Cincinatti 6:4, 6:7” – napisano w wtatennis.com.
Warszawianka w tegorocznym Australian Open oprócz występów w grze pojedynczej zaplanowała też start w mikście, w parze z Łukaszem Kubotem. Oboje wspólnymi startami chcą sprawdzić jakie mają szanse w kontekście startu w igrzyskach olimpijskich w Tokio. W pierwszym meczu polska para pokonała Australijczyków Ellen Perez i Luke’a Saville’a 6:4, 7:5 i awansowała do 1/8 finału miksta. Ich kolejnymi przeciwnikami będą Tajwanka Hao-Ching Chan i Nowozelandczyk Michael Venus. Mecz zostanie rozegrany w poniedziałek rano polskiego czasu, już po pojedynku Świątek z Kontaveit. Kubot, który chwalił młodą koleżankę po pierwszym występie, jedyne obawy miał odnośnie jej fizycznej formy. O siebie nie musiał się martwić, bo odpadł już z turnieju debla i miał na głowie jedynie występ w grze mieszanej, ale w rozmowach z Igą jasno dawał jej do zrozumienia, że ona ma wszystko podporządkować grze pojedynczej.
Kontaveit też wymiatała
Pojedynek Świątek z Kontaveit (WTA 31) zaplanowano w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu na krytym korcie Melbourne Arena. Nasza tenisistka w poprzednich rundach odprawiła bez straty seta Węgierkę Timeę Babos, Hiszpankę Carlę Suarez Navarro i Donnę Vekić, ale Estonka też zmiatała swoje przeciwniczki z kortu. Wprawdzie w drodze do IV rundy straciła jednego seta, w inauguracyjnym starciu z Hiszpanką Sarą Sorribes (6:2, 4:6, 6:1), lecz dwa pozostałe pojedynki kończyła już w dwóch partiach – z Australijką Astrą Sharmą wygrała 6:0, 6:2, a rozstawioną w turnieju z numerem szóstym Szwajcarkę Belindę Bencić rozbiła w 49 minut 6:1, 6:1. Był to jej jeden z najlepszych meczów w karierze i dziesiąte zwycięstwo nad tenisistką z Top 10 światowego rankingu. Najbardziej spektakularnym z nich było pokonanie w 2017 roku w Rzymie Angelique Kerber, ówczesnej rakiety numer 1 na świecie.
Kontaveit po raz czwarty w karierze dotarła do IV rundy wielkoszlemowej imprezy,a po raz drugi w Australian Open (wcześniej w 2018 roku). W innych turniejach tej rangi dokonała tego w US Open w 2015 i French Open w 2018 roku. Estonka wraca do formy po problemach zdrowotnych. Ubiegły sezon zakończyła we wrześniu, po US Open. W Nowym Jorku oddała wtedy walkowerem mecz III rundy z Bencić, bo zmagała się z chorobą wirusową. Zrezygnowała potem z występów w Azji (Zhengzhou, Osaka, Wuhan) oraz w Linzu i Moskwie. Dla niej, podobnie jak dla Świątek, stawką poniedziałkowego pojedynku był pierwszy w karierze awans do ćwierćfinału.
Trwa pogrom faworytek
Bencić nie była jedyną tenisistka z Top 10 rankingu wyrzucona za burtę w pierwszym tygodniu turnieju w Melbourne. Rozstawiona z numerem 5 Ukrainka Jelina Switolina, ćwierćfinalistka dwóch poprzednich edycji Australian Open i półfinalistka ubiegłorocznych Wimbledonu oraz US Open, odpadła w niedzielę po porażce z Hiszpanką Garbine Muguruzą 1:6, 2:6. Przed nią i Bencić z imprezą pożegnały się jeszcze Czeszka Karolina Pliskova (WTA 2), Japonka Naomi Osaka (WTA 3) i Amerykanka Serena Williams (WTA 9). W 1/8 finału imprezy w Melbourne pozostały z Top 10 już tylko Australijka Ashleigh Barty (WTA 1), Rumunka Simona Halep (WTA 4), Czeszka Petra Kvitova (WTA 7) i Holenderka Kiki Bertens (WTA 10).
Z zawodniczek czołowej dziesiątki światowej listy w tegorocznym Australian Open nie wystąpiła z powodu kontuzji pleców sklasyfikowana w rankingu WTA na szóstym miejscu Kanadyjka Bianca Andreescu, mistrzyni US Open 2019.

Świątek zagra w trzeciej rundzie

W tegorocznej edycji Australian Open 18-letnia Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy (1/16 finału) i jest bliska powtórki ze swojego najlepszego występu w turniejach Wielkiego Szlema z ubiegłorocznego French Open, gdzie wygrała trzy pojedynki. Pokonała Timeę Babos i Carlę Suarez Navarro, a w sobotę zagra z Donną Vekić.

Świątek nie jest rozpieszczana przez organizatorów Australian Open. Jej pierwszy pojedynek w turnieju, z Węgierką Timeą Babos, został w ostatniej chwili przesunięty z wtorku na środę, przez co Świątek kolejne spotkanie musiała rozegrać bez dnia przerwy. A miał to być jej pierwszy pojedynek od sierpnia ubiegłego roku, bo po US Open warszawianka zakończyła sezon z powodu kontuzji. Babos obecnie jest niżej w rankingu od Świątek, ale to doświadczona tenisistka, notująca niezłe wyniki w grze podwójnej, potrafiąca już sobie radzić w takim organizacyjnym bałaganie, lecz gdy już w końcu obie wyszły na kort, młoda Polka potrzebowała niewiele ponad godzinę, żeby pokonać 26-letnia węgierską tenisistkę 6:3, 6:2.
Kolejna rywalka była dla Świątek jeszcze trudniejszym wyzwaniem. Hiszpanka Carla Suarez Navarro obecnie zajmuje w rankingu WTA dopiero 54. miejsce, czyli tylko o dwie lokaty wyższe od Polki, ale to przecież zawodniczka jeszcze kilka lat temu notowana w Top 10 światowej listy, triumfatorka dwóch turniejów rangi WTA, dwukrotna ćwierćfinalistka Australian Open (w 2016 i 2018 roku). W tegorocznej edycji hiszpańska tenisistka w pierwszej rundzie trafiła na piekielnie mocną przeciwniczkę, rozstawioną w turnieju z numerem 11 Białorusinkę Arynę Sabalenkę, ale wyszła z tej potyczki zwycięsko wygrywając po morderczym boju 7:6(6), 7:6 (6). Świątek znowu nie miała szczęścia do organizatorów, bo jej mecz z Carlą Suarez pierwotnie miał się rozpocząć w czwartek nad ranem (około godziny 3:00 polskiego czasu), ale nad Melbourne przeszła burza piaskowa 14, który nie ma zadaszenia i organizatorzy musieli go najpierw osuszyć i usunąć dostarczony przez przyrodę piasek. Spotkanie rozpoczęło się dopiero o 7:30 naszego czasu.
Pierwszy set był bardzo udany dla 18-letniej Świątek. Ani razu nie straciła serwisu, a przy stanie 3:3 obroniła trzy break pointy. Chwilę później przełamała Suarez-Navarro i zamknęła partię wynikiem 6:3. W drugiej partii Polka bardzo szybko odebrała serwis Hiszpance, bo już przy stanie 1:1. Przy stanie 3:2 straciła podanie, ale chwilę później znów przełamała przeciwniczkę. Gdy Świątek serwowała by zamknąć spotkanie, niespodziewanie znów przegrała serwis. Nie zraziła się tym, ponownie przełamała Suarez-Navarro i wygrała 6:3, 7:5. Spotkanie trwało godzinę i 25 minut.
Świątek zaprezentowała się z dobrej strony. Przejmowała inicjatywę, grała agresywnie, próbowała skracać wymiany i co ważne – serwowała bardzo skutecznie. Niepotrzebne zatem były obawy o jej aktualna formę po blisko półrocznej przerwie. Widać, że jest zdrowa, znakomicie przygotowana fizycznie i spragniona gry.
W kolejnym pojedynku, już w trzeciej rundzie, Świątek zmierzy się z Donną Vekić, rozstawioną w turnieju z numer 19. Chorwatka w pierwszej rundzie wyeliminowała z turnieju Rosjankę Marię Szarapową, a w drugiej rundzie Francuzkę Alize Cornet, której trenerką jest była polska tenisistka Sandra Zaniewska. Spotkanie Świątek z Vekić zostało zaplanowane na sobotę, więc Polka będzie miała wreszcie dzień wolnego na odpoczynek. Bardzo jej się przyda chwila oddechu, bo Vekić to zawodniczka już ścisłej światowej czołówki, a na dodatek znajdująca się w wysokiej formie.
Warto odnotować awans do trzeciej rundy Karoliny Woźniackiej i Angelique Kerber. Obie tenisowe gwiazdy polskiego pochodzenia jak na razie radzą sobie w imprezie bez zarzutu. Reprezentująca Danię Woźniacka, która po Australian Open zakończy sportową karierę, w pierwszej rundzie wyeliminowała w dwóch setach Amerykankę Kristie Ahn, zaś w środę była liderka rankingu WTA zwyciężyła 7:5, 7:5 Ukrainkę Dajanę Jastremską (WTA 21). Dunka w obu setach odrobiła stratę podwójnego przełamania, wracając odpowiednio z 1:5 i 0:3. W 3. rundzie jej przeciwniczką będzie Tunezyjka Ons Jabeur.
Z kolei Kerber awansowała do 1/16 finału pokonując Australijkę Priscillę Hon (WTA 139) 6:3, 6:2, a w pierwszej rundzie wyeliminowała Włoszkę Elisabettę Cocciaretto 6:2, 6:2, a w sobotę o awans do IV rundy zagra z inna Włoszką, Camilą Giorgi.

Pogoda utrudnia grę w Australian Open

Mimo problemów z niekorzystną aurą, bo przez ulewne deszcze trzeba było przełożyć wiele pojedynków, rywalizacja w tegorocznym Australian Open ruszyła pełną parą. I jak w każdym wielkoszlemowym turnieju już w pierwszej rundzie sypnęło niespodziankami.

Hubert Hurkacz do tegorocznego Australian Open po raz pierwszy w turniejach Wielkiego Szlema jako zawodnik rozstawiony (z numerem 31) i z takim też, najwyższym w karierze, miejscem w rankingu ATP. 23-letni wrocławianin awans na światowej liście zawdzięczał udanemu występowi w turnieju w Auckland, w którym dotarł do półfinału. W pierwszej rundzie zmagań na kortach Melbourne Park nasz najlepszy obecnie tenisista trafił na niżej notowanego Austriaka Dennisa Novaka (ATP 99), którego miał okazję oglądać z bliska w akcji w rozegranym na początku stycznia tego roku drużynowego turnieju ATP Cup. W meczu Polska – Austria, wygranym przez biało-czerwonych 2-1, Hurkacz walczył z czwartą rakietą na świecie Dominikiem Thiemem, którego pokonał, natomiast Novak przegrał wtedy z drugą rakietą w naszej ekipie, notowanym w czwartej setce światowego zestawienia Kacprem Żukiem. Nikt zatem nie dawał Novakowi większych szans w starciu z Polakiem, któremu wielu ekspertów wróży awans do Top 10 jeszcze w tym sezonie.
Tymczasem wrocławianin nieoczekiwanie przegrał dwa pierwsze sety 6:7(4) i 1:6, ale w trzeciej partii opanował skołatane niepowodzeniem nerwy i zaczął grać już na swoim poziomie. A to w zupełności wystarczyło na pewne wygrane 6:2, 6:3, 6:4 w kolejnych trzech setach i zwycięstwo w meczu 3:2. Tak oto Hurkacz po raz pierwszy w karierze zakończył zwycięsko pięciosetowy pojedynek, co z pewnością okaże się cennym doświadczeniem na przyszłość. Nie zmienia to jednak opinii, że przeciwko Novakowi, którego do występu w Melbourne przygotował znakomity przed laty austriacki tenisista Thomas Muster, zaliczył chyba swój najgorszy występ w tym roku.
Australijczyk na drodze
W drugiej rundzie Hurkacz trafił na reprezentanta gospodarzy Johna Millmana (ATP 47), który awansował po raczej niespodziewanym zwycięstwie nad Francuzem Ugo Humbertem (ATP 43) 7:6(3), 6:3, 1:6, 7:5. Humbert tuż przed Australian Open wygrał turniej ATP w Auckland, ten sam, w którym Hurkacz doszedł do półfinału, dlatego uważano go za faworyta w starciu z Millmanem. Ale 30-letni australijski weteran, który w swoim najlepszym jak dotąd występie na kortach Melbourne Park, w 2018 roku, dotarł do trzeciej rundy, ale ma też na koncie ćwierćfinał US Open, walczył z Francuzem zawzięcie o każdą piłkę. I zapewne z nie mniejszą ambicją zagra też w środę rano polskiego czasu na Melbourne Arena, trzecim co do wielkości korcie w kompleksie Melbourne Park, przeciwko Hurkaczowi. W środę swój mecz rozegra też Iga Świątek, która zmierzy się z Węgierka Timeą Babos. O ile rzecz jasna pogoda znów nie pokrzyżuje szyków organizatorom, jak miało to miejsce w poniedziałek, gdy z powodu obfitych opadów deszczu trzeba było przenieść część meczów na następny dzień.
Przymusowa zwłoka z powodów atmosferycznych nie przysłużyła się niestety naszej najlepszej obecnie tenisistce Magdzie Linette, bo klasyfikowana obecnie na 43. pozycji w rankingu WTA poznanianka we wtorek przegrała nieoczekiwanie ze znacznie niżej notowaną Holenderką Arantxą Rus (WTA 93) 6:1, 3:6, 4:6. Polka grała z tą rywalką po raz pierwszy, ale Rus nie jest nowicjuszką. Linette w wielkoszlemowych turniejach najdalej dotarła do III rundy (w French Open 2017, Australian Open 2018 i Wimbledonie 2019). Rus do II rundy Australian Open awansowała po raz drugi (wcześniej udało jej się to w 2011 roku), a jej najlepszy wielkoszlemowy występ to awans do 1/8 finału French Open. W ubiegłym sezonie Holenderka wygrała 10 turniejów rangi ITF i dzięki temu wróciła do Top 100 rankingu WTA. Jej kolejną rywalką będzie Amerykanka Madison Keys.
Linette towarzyszką Szarapowej
Porażka Magdy Linette jest niespodzianką, ale na pewno nie sensacja. Do tej kategorii z pewnością zaliczają się jednak przegrane potyczki w pierwszej rundzie dwóch wielkich mistrzyń – Amerykanki Venus Williams (ATP 55) z niespełna 16-letnią rodaczką Cori Gauff (ATP 66) oraz Rosjanki Marii Szarapowej (ATP 145), która do głównej drabinki turniejowej dostała się dzięki tzw. dzikiej karcie, ale już w pierwszym pojedynku 33-letnia rosyjska gwiazda „poległa” w starciu z młodszą o 10 lat Chorwatką Donną Vekić 3:6, 4:6. Dla Szarapowej, triumfatorki Australian Open z 2008 roku, był to już 16. występ w tym turnieju i trzecia porażka w I rundzie (wcześniej odpadała tak wcześnie w 2003 i 2010 roku). Rosyjska tenisistka przez tą porażkę wpadnie w rankingowe tarapaty, bo nie obroni punktów za 1/8 finału sprzed roku i w najnowszym notowaniu światowej listy wypadnie Top 300.
Tytułów w singlu bronią Japonka Naomi Osaka, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Czeszkę Marię Bouzkovą 6:2, 6:4, natomiast wśród panów Novak Djoković. Serbski tenisista w swoim pierwszym meczu pokonał Niemc Jana-Lennarda Struffa 7:6(5), 6:2, 2:6, 6:1 i było to jego 900. turniejowe zwycięstwo w karierze. Djoković jest szóstym tenisistą w historii, który osiągnął granicę dziewięciuset wygranych pojedynków w cyklu ATP. Inny z tuzów męskiego tenisa, rozstawiony z numerem 3 Szwajcar Roger Federer, który ma na koncie już sześć turniejowych triumfów na kortach Melbourne Park, tegoroczna edycję zaczął od pokonania Amerykanina Steve’a Johnsona 6:3, 6:2, 6:2. 38-letni „Il Maestro” startuje w Australian Open już po raz 21. Takim osiągnięciem nie może się pochwalić żaden inny singlista. Świetnie zaczął turniej też lider rankingu ATP Rafael Nadal. Hiszpan łatwo ograł Boliwijczyka 26-letniego Hugo Delliena 6:2, 6:3, 6:0.

Zwycięska seria Hurkacza

Hubert Hurkacz awansował do półfinału turnieju w Auckland. Rozstawiony w imprezie z numerem szóstym Polak pokonał Hiszpana Feliciana Lopeza 6:4, 6:7(11), 6:4. O finał Hurkacz zagra w piątek rano polskiego czasu z wyżej notowanym od niego Francuzem Benoitem Paire.

Nasz najlepszy obecnie tenisista pozostaje niepokonany w tym roku. Zajmujący 34. miejsce w światowym rankingu Hurkacz wygrał szósty z rzędu singlowy mecz w tym sezonie. W poprzednim tygodniu w ATP Cup pokonał trzech wyżej od siebie notowanych rywali, w tym czwartego na światowej liście Austriaka Dominika Thiema, a w tym tygodniu kontynuuje zwycięską serię w turnieju WTA w Auckland (z pulą nagród 610 tys. dolarów). Występ zaczął o zwycięstwa nad Włochem Lorenzo Sonego 7:5, 6:3, w drugiej rundzie w niespełna sto minut uporał się z nadzieją szwedzkiego tenisa Mikaelem Ymerem 6:2, 7:6(2), zaś w miniony czwartek po raz drugi w karierze zmierzył się z 61. w światowym rankingu 38-letnim Feliciano Lopezem, który w 1/8 finału wyeliminował rozstawionego z numerem 1 Włocha Fabo Fogniniego. Wcześniej nasz tenisista grał przeciwko Hiszpanowi w drugiej rundzie ubiegłorocznego turnieju w Winston-Salem, ale wtedy jego rywal skreczował, natomiast wrocławianin wygrał imprezę i jest to jego jedyny jak na razie turniejowy triumf w karierze. Co ciekawe, w finale w Winston-Salem Hurkacz pokonał Benoita Paire, aktualnie 24. na światowej liście, z którym w piątek powalczy w Auckland w 1/2 finału. Drugą parę półfinałową tworzą rozstawiony Amerykanin John Isner i Francuz Ugo Humbert.
Turniej w Nowej Zelandii jest ostatnim sprawdzianem formy przed rozpoczynającym się w poniedziałek w Melbourne wielkoszlemowym Australian Open. Hurkacz będzie jedynym Polakiem rywalizującym w turnieju singlowym, bowiem Kamil Majchrzak w ostatniej chwili wycofał się z udziału z powodu kontuzji. Dla 24-letniego tenisisty z Piotrkowa Trybunalskiego to strata, bo w Melbourne po raz pierwszy w karierze miał zagrać w turnieju Wielkiego Szlema bez eliminacji.
Wracając zaś do Hurkacza, to warto odnotować, że po raz pierwszy w karierze został rozstawiony w imprezie Wielkiego Szlema, otrzymując numer 31. Polak znalazł się zatem w elicie męskiego tenisa. Oto lista rozstawionych: Rozstawieni tenisiści: 1. Rafael Nadal (Hiszpania), 2. Novak Djoković (Seria), 3. Roger Federer (Szwajcaria), 4. Daniił Miedwiediew (Rosja), 5. Dominic Thiem (Austria), 6. Stefanos Tsitsipas (Grecja), 7. Alexander Zverev (Niemcy), 8. Matteo Berrettini (Włochy), 9. Roberto Bautista Agut (Hiszpania), 10. Gael Monfils (Francja), 11. David Goffin (Belgia), 12. Fabio Fognini (Włochy), 13. Denis Shapovalov (Kanada), 14. Diego Schwartzman (Argentyna), 15. Stan Wawrinka (Szwajcaria), 16. Karen Chaczanow (Rosja), 17. Andriej Rublow (Rosja), 18. Grigor Dymitrow (Bułgaria), 19. John Isner (USA), 20. Felix Auger-Aliassime (Kanada), 21. Benoit Paire (Francja), 22. Guido Pella (Argentyna), 23. Nick Kyrgios (Australia), 24. Duszan Lajović (Serbia), 25. Borna Ćorić (Chorwacja), 26. Nikołoz Basilaszwili (Gruzja), 27. Pablo Carreno Busta (Hiszpania), 28. Jo-Wilfried Tsonga (Francja), 29. Taylor Fritz (USA), 30. Dan Evans (W. Brytania), 31. Hubert Hurkacz (Polska), 32. Milos Raonic (Kanada).
W losowaniu przeciwników wrocławianin miał szczęście, bo jego pierwszym przeciwnikiem w tegorocznym Australian Open będzie jeden z uczestników wyłoniony w trzystopniowych kwalifikacjach.
W grze pojedynczej kobiet wystąpią dwie reprezentantki Polski. Magda Linette (WTA 43) w pierwszej rundzie zmierzy się z holenderską tenisistką Arantxą Rus (WTA 89), natomiast Iga Świątek (WTA 56) trafiła na Węgierkę Timeę Babos (WTA 86). W kwalifikacjach do głównej drabinki turniejowej wzięły udział cztery nasze tenisistki – Magdalena Fręch, Katarzyna Kawa, Maja Chwalińska i Urszula Radwańska. Niestety, wszystkie odpadły już po pierwszych meczach.
Tegoroczny Australian Open będzie rozgrywany w trudnych warunkach, bo z powodu szalejących w Australii pożarów powietrze w Melbourne jest mocno zanieczyszczone i tenisiści uskarżają się na problemy z oddychaniem. Dyrektor turnieju Craig Tiley zapewnia jednak, że impreza nie zostanie odwołana. Gdyby do tego doszło, zdarzyłoby się to po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej. Kompleks tenisowy Melbourne Park ma tylko trzy korty pod dachem.

Polki grają coraz lepiej

Słowenki oraz Turczynki będą przeciwniczkami polskich tenisistek w lutowym turnieju Grupy I Strefy Euroafrykańskiej Pucharu Federacji. Impreza odbędzie się w dniach 5-8 lutego w luksemburskim Esch-sur-Alzette w hali oraz na kortach twardych. Wcześniej jednak jest wielkoszlemowe Australian Open.

W sumie w grupie B rywalizować będzie sześć drużyn – podgrupę I stworzą Polska, Słowenia i Turcja, a podgrupę II ekipy Serbii, Szwecji i Luksemburga. Siedem kolejnych reprezentacji zagra w tym samych czasie w turnieju grupy A w Tallinie – w podgrupie I zmierzą się tam Ukraina, Chorwacja i Bułgaria, a w podgrupie II Estonia, Grecja, Włochy i Austria. Do kolejne fazy awansują po dwa najlepsze zespoły w każdej podgrupie i zagrają „na krzyż”, a potem finał. Zwyciężczynie grup A i B zmierza się w kwietniu w barażu o Grupę Światową II.
Od tego roku zmienia się format rywalizacji na najwyższym szczeblu rozgrywek, tj. w Grupie Światowej. Wzorem Pucharu Davisa rozegrany zostanie turniej finałowy z udziałem 12 drużyn. Zawody odbędą się w kwietniu w Budapeszcie.
Pewne występu są już Węgierki jako gospodarz, Czeszki (otrzymały tzw. dziką kartę) oraz finalistki ubiegłorocznej edycji – broniące trofeum Francuzki i Australijki. Pozostałe ekipy wyłonią lutowe kwalifikacje, w których zmierzy się w parach 16 zespołów.
Nasze tenisistki na razie o Grupie Światowej mogą jedynie marzyć. Ale trener polskiej kadry Dawid Celt może spoglądać w przyszłość z większym optymizmem. Najwyżej sklasyfikowana z Polek Magda Linette błysnęła właśnie wysoką formą, pokonując w pierwszej rundzie turnieju WTA w australijskim Hobart słynną Swietłanę Kuzniecową 7:6 (7-2), 7:6 (11-9). 34-letnia Rosjanka najlepsze lata kariery ma już za sobą, ale pokonanie mistrzyni wielkoszlemowych US Open i French Open zawsze ma wielką wartość i dodaje pewności siebie.
W najnowszym rankingu WTA Linette utrzymała 43. lokatę i wciąż jest najwyżej sklasyfikowaną z polskich zawodniczek. Druga rakieta w naszym kobiecym tenisie, Iga Świątek, awansowała w zestawieniu z 59. na 56. miejsce. Liderką światowej listy jest Australijka Ashleigh Barty, drugą lokatę zajmuje Czeszka Karolina Pliskova, a trzecią Japonka Naomi Osaka, która zepchnęła na czwarte miejsce Rumunkę Simonę Halep. Top 10 rankingu WTA uzupełniają: Ukrainka Jelina Switolina, Kanadyjka Bianca Andreescu, Szwajcarka Belina Bencić, Czeszka Petra Kvitova, Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertens.
Dla polskich fanów kobiecego tenisa z pewnością dobrą informacją są coraz wyższe lokaty innych naszych tenisistek. Katarzyna Kawa zajmuje obecnie 125. miejsce, Magdalena Fręch 186., Maja Chwalińska 215., a Urszula Radwańska 218. Cała czwórka przystąpiła w tym tygodniu do rywalizacji o awans do głównej drabinki wielkoszlemowego Australian Open. W tej imprezie pewne gry w singlu są już Linette i Świątek, a z panów Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak.

Hurkacz zagra w Auckland

Po drużynowym ATP Cup nasz najlepszy obecnie tenisista, Hubert Hurkacz, zgłosił się do udziału w turnieju ATP 250 w nowozelandzkim Auckland. Został rozstawiony z numerem szóstym.

Po znakomitym występie w ATP Cup, w którym wygrał wszystkie trzy pojedynki singlowe, w których pokonał wyżej notowanych od siebie graczy, m. in. czwartego w światowym rankingu Austriaka Dominika Thiema, Hubert Hurkacz (ATP 37) przeniósł się do Nowej Zelandii i tam będzie szlifował formę do wielkoszlemowego Australian Open. Dla naszego tenisisty będzie to debiut w imprezie turnieju WTA 250 ASB Classic. Został w nim rozstawiony z numerem szóstym i w I rundzie trafił na Włocha Lorenzo Sonego (ATP 51). Jego rywal też ma za sobą najlepszy sezon w karierze i podobnie jak wrocławianin w 2019 roku awansował do Top 50 klasyfikacji singlistów, a w Antalyi zdobył swój premierowy tytuł w głównym cyklu. Rozgrywki 2020 rozpoczął od porażki w I rundzie w Dosze z Laslo Djere.
Hurkacz i Sonego już grali przeciwko sobie, w kwietniu 2018 roku w I rundzie turnieju w Budapeszcie i wówczas Włoch zwyciężył 6:7(2), 7:6(8), 6:4. Prócz tego, także w sezonie 2018, dwukrotnie spotkali się w challengerach. W Shenzhen wygrał Polak, a w Genui lepszy okazał się tenisista z Turynu.
Jeśli Hurkacz wygra pierwszy mecz, w 1/8 finału zagra z Francesco Tiafoe (ATP 47) bądź z kwalifikantem. Potencjalnym ćwierćfinałowym rywalem Polaka może być rozstawiony w Auckland z numerem 1 Włoch Fabio Fognini (ATP 12). Włoch w I rundzie ma wolny los, a rywalizację rozpocznie pojedynkiem ze zwycięzcą meczu dwóch hiszpańskich graczy – Feliciano Lopeza i Pablo Andujara. Oprócz Fogniniego w nowozelandzkim turnieju zagra jeszcze czterech tenisistów z Top 20 światowej listy – Kanadyjczyk Denis Shapovalov (ATP 14), Rosjanin Karen Chaczanow (ATP 17) i Amerykanin John Isner (ATP 19).
Tytułu broni Amerykanin Tennys Sandgren. Zwycięzca turnieju otrzyma 250 punktów do rankingu i 91,6 tys. dolarów.

Woźniacka schodzi z kortu

Duńska tenisistka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych, że po przyszłorocznym wielkoszlemowym turnieju Australian Open zakończy sportową karierę. Kobiecy tenis straci jedną ze swoich najbardziej rozpoznawalnych postaci.

Pogłoski o rezygnacji przez Woźniacką z zawodowego tenisa krążyły już od jakiegoś czasu, ale la jej fanów, a ma ich mnóstwo na całym świecie, także w Polsce, jest to jednak smutna wiadomość. 29-letnia tenisistka w sezonach 2010 i 2011 przez 71 tygodni była liderką rankingu WTA. Triumfowała w 30 turniejach WTA w grze pojedynczej, wystąpiła na trzech igrzyskach.
„W ostatnich miesiącach zdałam sobie sprawę, że mam do zrobienia wiele rzeczy poza kortem. Jednym z takich celów było małżeństwo z Davidem, założenie rodziny, podróżowanie po świecie i podnoszenie świadomości na temat reumatoidalnego zapalenia stawów. To moje pasje, którym zamierzam się teraz poświęcić” – napisała w komunikacie Woźniacka. Wypada jej tylko życzyć, żeby w Australian Open 2020 powtórzyła sukces z 2018 roku i ponownie wygrała ten turniej. Zasłużyła na takie pożegnanie.