Zwycięstwo Hurkacza w turnieju na Florydzie

Hubert Hurkacz wygrał drugi w swojej karierze turnieju ATP. 23-letni polski tenisista w miniona środę pokonał w finale ATP Delray Beach na Florydzie 20-letniego Amerykanina Sebastiana Kordę 6:3, 6:3. Za zwycięstwo otrzymał 31 tysięcy dolarów oraz auto marki BMW. Dzięki zdobytym punktom w najnowszym notowaniu awansuje na 28. miejsce na światowej liście. A to zapewni mu rozstawienie w Australian Open.

Hurkacz w turnieju w Delray Beach został rozstawiony z numerem czwartym, dzięki czemu miał wolny los w pierwszej rundzie. W drodze do finału pokonał kolejno Kolumbijczyka Daniela Elahiego Galana, Ekwadorczyka Roberto Quiroza, w półfinale rozprawił się z Amerykaninem Christianem Harrisonem. Z żadnym z tych zawodników Polak nie stracił nawet seta, ale też trzeba zaznaczyć, że byli to gracze spoza Top 100 światowego rankingu.
Finałowy przeciwnik Hurkacza, Sebastian Korda, jest aktualnie sklasyfikowany w rankingu ATP na 119 miejscu, ale ten 20-letni amerykański tenisista jest synem znakomitego przed laty czeskiego tenisisty Petra Kordy, który jednak zakończył sportową karierę w niesławie. Podczas kontroli dopingowej w wielkoszlemowym Wimbledonie w 1998 roku wykryto u niego nandrolon. Został zdyskwalifikowany i nie wrócił już do zawodowego tenisa. Ale zdążył zarobić na korcie ponad 10 milionów dolarów. Jeszcze jako zawodnik zamieszkał w USA, w Bradenton na Florydzie, gdzie znajduje się słynny ośrodek tenisowy. Tam też tenisowego abecadła uczył się jego syn. Cenioną tenisistką, przynajmniej w Czechosłowacji, a potem w Czechach, była też matka Sebastiana, Regina Rajchrtova. Nie wygrała co prawda żadnego turnieju WTA, ale reprezentowała Czechosłowację na igrzyskach w Seulu oraz w Pucharze Federacji, a przez pięć lat utrzymywała się w pierwszej setce rankingu WTA. Najwyżej była w 1991 roku – na 26. miejscu.
Sebastian poszedł w ślady rodziców. Ma za sobą udaną karierę juniorską, ale dopiero w poprzednim sezonie znacząco awansował w rankingu. W pojedynku z Hurkaczem nie miał jednak wiele do powiedzenia. Wrocławianin popisywał się widowiskowymi zagraniami i pewnie wygrał 6:3, 6:3. Dzięki tej wygranej awansuje na 28. miejsce w rankingu ATP i wyrówna swój najlepszy wynik w karierze z lutego 2020 roku. Teraz nasz tenisista przeniesie się do Australii, gdzie po odbyciu kwarantanny na początku lutego zagra w turnieju w Melbourne, a 8 lutego wystartuje w Australian Open. Jeszcze przed finałowym meczu w Delray Beach było wiadomo, że Hurkacz w imprezie na kortach Melbourne Park znajdzie się w grupie 32 rozstawionych graczy, bo z turnieju wycofało sie kilku wyżej od niego notowanych zawodników – Chilijczyk Cristian Garin, Szwajcar Roger Federer, Francuzi Lucas Pouille i Jo-Wilfried Tsonga oraz Amerykanin John Isner. Lista rozstawionych graczy w pierwszym w tym roku turnieju Wielkiego Szlema zostanie ustalona na podstawie notowania z 1 lutego.

Dopingowa wpadka kolumbijskiego mistrza

Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) poinformowała o przyłapaniu na dopingu Kolumbijczyka Roberta Faraha, obecnie najlepszego deblisty na świecie. On i jego rodak Juan Sebastian Cabal prowadzą ex aequo w rankingu deblowym ATP, a w 2019 roku wspólnie wygrali wielkoszlemowe Wimbledon i US Open.

Farah i jego rodak Juan Sebastian Cabal prowadzą ex aequo w rankingu deblowym ATP, a w 2019 roku wspólnie wygrali wielkoszlemowe Wimbledon i US Open. W organizmie Faraha wykryto boldenon, steryd używany zwykle w kulturystyce w celu zwiększenia siły fizycznej. Kolumbijski tenisista pozytywny wynik testu antydopingowego miał w listopadzie zeszłego roku. „Dwa tygodnie wcześniej miałem test antydopingowy w Szanghaju, a jego wynik był negatywny. Przez cały rok byłem badany co najmniej 15 razy i zawsze wyniki były negatywne” – przekonuje Farah i zapewnia, że zakazany substancja musiał najprawdopodobniej wina mięsa, które spożywał.
Kolumbijski Komitet Olimpijski potwierdził wersję tenisisty, dostarczając dowody, że boldenon używany jest w tym kraju w hodowli zwierząt i przez to często znajduje się w sprzedawanym na jego terytorium mięsie, co może tłumaczyć dlaczego ten specyfik wykryto u Faraha akurat w czasie, gdy po sezonie przebywał w Kolumbii. „Przeżywam obecnie jedną z najsmutniejszych chwil w moim życiu i na pewno najsmutniejszą w mojej karierze” – żali się w mediach tenisista.
Farah nie jest jedynym graczem ze światowej czołówki, którego w ostatnim czasie przyłapano na dopingu. Jego los podzielił tez Chilijczyk Nicolas Jarry (ATP 78), który wpadł podczas zeszłorocznego turnieju finałowego Pucharu Davisa w Madrycie. W jego próbce wykryto ligandrol i stanozolol. Obaj zawodnicy zostali rzecz jasna zawieszeni przez ITF i teraz czekają na sankcje. Z tego powodu nie mogli wystartować w rozpoczynającym się w poniedziałek w Melbourne wielkoszlemowym Australian Open.
Surowe kary raczej na nich nie spadną, bo przykłady z ostatnich lat, choćby Chorwata Marina Cilicia, Serba Viktora Troickiego, Rosjanki Marii Szarapowej czy Włoszki Sary Errani dowodzą, iż ITF jest w sprawach karania za doping bardziej tolerancyjny niż inne sportowe federacje.
Krytycy światowej federacji uważają, że kary za przyłapanie na dopingu są w tenisie zbyt niskie. I przypominają, że Szarapowej groziła czteroletnia dyskwalifikacja, a skończyło się na 15 miesiącach. Mało tego, chociaż po powrocie nie zdołał wrócić do czołówki, a teraz zajmuje w rankingu dopiero 145. miejsce, nadal może liczyć na tzw. dzikie karty od organizatorów wielkich turniejów. W tegorocznym Australian Open Rosjanka również zagra dzięki „dzikiej karcie”, a powinna startować w kwalifikacjach. Co ciekawe, ITF nie odbiera przyłapanym dopingowiczom wywalczonych w turniejach premii finansowych. Należy zatem przypuszczać, że podobnie będzie w przypadku Faraha. Kolumbijczyk straci jednak nie startując w Australian Open. Organizatorzy australijskiego turnieju przed tegoroczną edycją zwiększyli pulę nagród do kwoty 49 mln dolarów amerykańskich.

Australian Open: Bolesna lekcja dla nowicjuszki

Iga Świątek (WTA 177) odpadła w II rundzie Australian Open po porażce 2:6, 0:6 z Włoszką Camilą Giorgi (WTA 28). Pojedynek trwał niespełna godzinę, a Polka tylko na jego początku stawiła opór obejmując prowadzenie 2:1. Potem przegrała 11 gemów z rzędu. Giorgi z III rundzie zmierzy się z Czeszką Karolina Pliskovą, a Świątek zagra z Łukaszem Kubotem w mikście.

Świątek dobrze rozpoczęła to spotkanie. W trzecim gemie przełamała rywalkę na 2:1, ale to były jej ostatnie wygrane gemy w tym spotkaniu. Potem warszawianka nie miała już nic do powiedzenia z potężnie serwującą włoską tenisistką, której jednym z głównych sponsorów jest polska firma Can-Pack z Krakowa. Świątek w swoim debiutanckim występie w turnieju wielkoszlemowym zdobyła 110 punktów do rankingu WTA i w najnowszym notowaniu zanotuje awans o 25-30 miejsc. „Cieszę się, że mogłam z nią zagrać, wiele mi to dało, nawet jeśli ugrałam tylko dwa gemy. Nie jestem tu po to, żeby wszystko wygrywać, tylko żeby się uczyć po to, by wygrywać za kilka lat duże turnieje. Myślę, że jeśli wystarczy mi cierpliwości, będę podchodzić z takim nastawieniem, nie spalę się na początku, to stopniowo będę się wzmacniała we wszystkich aspektach” – stwierdziła po meczu warszawianka.

Utalentowana 17-letnia tenisistka nie żegna się jednak z Melbourne Park, bo wystąpi jeszcze w mikście w parze z Łukaszem Kubotem. „Łukasz zapytał się mnie, czy chcę zagrać z nim miksta, bo może się wystarać o dziką kartę. To jego zasługa, że ją dostaliśmy” – przyznała Świątek. W pierwszej rundzie gry mieszanej ona i Kubot zmierzą się z rodaczką Alicją Rosolską i Chorwatem Nikolą Mekticiem. Turniej miksta rozpocznie się w sobotę 19 stycznia, a finał zaplanowano na 26 stycznia. Zwycięska para zapewni sobie start w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Rosolska awansowała do II rundy debla kobiet. W tym roku w Melbourne Park Polka występuje w parze z Japonką Eri Hozumi. Z kolei Kubot w tegorocznej edycji Australian Open gra debla z Argentyńczykiem Horacio Zeballosem, albowiem Brazylijczyk Marcelo Melo, z którym nasz tenisista tworzył duet w ostatnich sezonach, nie mógł wystąpić w Melbourne z powodu kontuzji. Kubot i Zeballos w I rundzie wygrali ze Słoweńcem Aljazem Bedene i Niemcem Maximilianem Martererem 7:5, 5:7, 6:3.
36-letni Kubot należy do elitarnego grona triumfatorów Australian Open – w 2014 roku wygrał tu debla w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem. Ponadto ma na koncie triumf na trawnika Wimbledonu, więc jako podwójny triumfator w turniejach Wielkiego Szlema cieszy się mirem w tenisowym światku i dla niego zawsze znajdzie się „dzika karta”.

I

Klęska Sereny Williams

W pierwszej rundzie turnieju Silicon Valley Classic Brytyjka Johanna Konta w 51 minut w rozgromiła Serenę Williams 6:1, 6:0. Była to najbardziej dotkliwa porażka amerykańskiej gwiazdy tenisa w jej dotychczasowej karierze.

 

Kiedy obie spotkały się po raz pierwszy w ćwierćfinale zeszłorocznego Australian Open, Konta nie miała nic do powiedzenia. Będąca od kilku tygodni w ciąży Williams w godzinę z hakiem wygrała pewnie 6:2, 6:3, a parę dni później sięgnęła po tytuł wielkoszlemowy. W nocy z wtorku na środę polskiego czasu w San Jose świat tenisa stanął na głowie. Nie dość, że Konta się zrewanżowała za porażkę sprzed 18 miesięcy, to jeszcze upokorzyła uważaną za najlepszą w historii dyscypliny rywalkę. 6:1, 6:0 czy 6:0, 6:1 to wynik, który w meczach Williams padał regularnie, ale nie na jej niekorzyść. W takim rozmiarach Serena Williams nie przegrała nigdy w karierze. W żadnym dokończonym meczu nie zdarzyło jej się nie ugrać przynajmniej dwóch gemów, odkąd została zawodową tenisistką w 1995 roku. Takiej porażki Williams nie tłumaczy nawet świetna skądinąd gra Konty. Brytyjka miała spotkanie pod kontrolą od początku do końca. Przegrała pierwszego gema meczu, ale potem wygrała 12 z rzędu, co na tym poziomie po prostu się nie zdarza.
Klęska Amerykanki jest zaskakująca, bo przecież niedawno w wielkoszlemowym Wimbledonie dotarła do finału turnieju. „Mam tyle rzeczy na głowie, że nie mam czasu przeżywać tej porażki. To oczywiste, że nie grała swojego najlepszego tenisa, ale walczyłam. Nie było tak, że coś odpuściłam. Staram się wyciągnąć z tej porażki jak najwięcej pozytywów” – podsumowała swój nieudany występ Serena. Ostatni raz musiała się tak tłumaczyć cztery lata temu, gdy w finale turnieju mistrzyń WTA w Singapurze sensacyjnie przegrała z Rumunka Simoną Halep 0:6, 2:6.