Australian Open: Bolesna lekcja dla nowicjuszki

Iga Świątek (WTA 177) odpadła w II rundzie Australian Open po porażce 2:6, 0:6 z Włoszką Camilą Giorgi (WTA 28). Pojedynek trwał niespełna godzinę, a Polka tylko na jego początku stawiła opór obejmując prowadzenie 2:1. Potem przegrała 11 gemów z rzędu. Giorgi z III rundzie zmierzy się z Czeszką Karolina Pliskovą, a Świątek zagra z Łukaszem Kubotem w mikście.

Świątek dobrze rozpoczęła to spotkanie. W trzecim gemie przełamała rywalkę na 2:1, ale to były jej ostatnie wygrane gemy w tym spotkaniu. Potem warszawianka nie miała już nic do powiedzenia z potężnie serwującą włoską tenisistką, której jednym z głównych sponsorów jest polska firma Can-Pack z Krakowa. Świątek w swoim debiutanckim występie w turnieju wielkoszlemowym zdobyła 110 punktów do rankingu WTA i w najnowszym notowaniu zanotuje awans o 25-30 miejsc. „Cieszę się, że mogłam z nią zagrać, wiele mi to dało, nawet jeśli ugrałam tylko dwa gemy. Nie jestem tu po to, żeby wszystko wygrywać, tylko żeby się uczyć po to, by wygrywać za kilka lat duże turnieje. Myślę, że jeśli wystarczy mi cierpliwości, będę podchodzić z takim nastawieniem, nie spalę się na początku, to stopniowo będę się wzmacniała we wszystkich aspektach” – stwierdziła po meczu warszawianka.

Utalentowana 17-letnia tenisistka nie żegna się jednak z Melbourne Park, bo wystąpi jeszcze w mikście w parze z Łukaszem Kubotem. „Łukasz zapytał się mnie, czy chcę zagrać z nim miksta, bo może się wystarać o dziką kartę. To jego zasługa, że ją dostaliśmy” – przyznała Świątek. W pierwszej rundzie gry mieszanej ona i Kubot zmierzą się z rodaczką Alicją Rosolską i Chorwatem Nikolą Mekticiem. Turniej miksta rozpocznie się w sobotę 19 stycznia, a finał zaplanowano na 26 stycznia. Zwycięska para zapewni sobie start w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Rosolska awansowała do II rundy debla kobiet. W tym roku w Melbourne Park Polka występuje w parze z Japonką Eri Hozumi. Z kolei Kubot w tegorocznej edycji Australian Open gra debla z Argentyńczykiem Horacio Zeballosem, albowiem Brazylijczyk Marcelo Melo, z którym nasz tenisista tworzył duet w ostatnich sezonach, nie mógł wystąpić w Melbourne z powodu kontuzji. Kubot i Zeballos w I rundzie wygrali ze Słoweńcem Aljazem Bedene i Niemcem Maximilianem Martererem 7:5, 5:7, 6:3.
36-letni Kubot należy do elitarnego grona triumfatorów Australian Open – w 2014 roku wygrał tu debla w parze ze Szwedem Robertem Lindstedtem. Ponadto ma na koncie triumf na trawnika Wimbledonu, więc jako podwójny triumfator w turniejach Wielkiego Szlema cieszy się mirem w tenisowym światku i dla niego zawsze znajdzie się „dzika karta”.

I

Klęska Sereny Williams

W pierwszej rundzie turnieju Silicon Valley Classic Brytyjka Johanna Konta w 51 minut w rozgromiła Serenę Williams 6:1, 6:0. Była to najbardziej dotkliwa porażka amerykańskiej gwiazdy tenisa w jej dotychczasowej karierze.

 

Kiedy obie spotkały się po raz pierwszy w ćwierćfinale zeszłorocznego Australian Open, Konta nie miała nic do powiedzenia. Będąca od kilku tygodni w ciąży Williams w godzinę z hakiem wygrała pewnie 6:2, 6:3, a parę dni później sięgnęła po tytuł wielkoszlemowy. W nocy z wtorku na środę polskiego czasu w San Jose świat tenisa stanął na głowie. Nie dość, że Konta się zrewanżowała za porażkę sprzed 18 miesięcy, to jeszcze upokorzyła uważaną za najlepszą w historii dyscypliny rywalkę. 6:1, 6:0 czy 6:0, 6:1 to wynik, który w meczach Williams padał regularnie, ale nie na jej niekorzyść. W takim rozmiarach Serena Williams nie przegrała nigdy w karierze. W żadnym dokończonym meczu nie zdarzyło jej się nie ugrać przynajmniej dwóch gemów, odkąd została zawodową tenisistką w 1995 roku. Takiej porażki Williams nie tłumaczy nawet świetna skądinąd gra Konty. Brytyjka miała spotkanie pod kontrolą od początku do końca. Przegrała pierwszego gema meczu, ale potem wygrała 12 z rzędu, co na tym poziomie po prostu się nie zdarza.
Klęska Amerykanki jest zaskakująca, bo przecież niedawno w wielkoszlemowym Wimbledonie dotarła do finału turnieju. „Mam tyle rzeczy na głowie, że nie mam czasu przeżywać tej porażki. To oczywiste, że nie grała swojego najlepszego tenisa, ale walczyłam. Nie było tak, że coś odpuściłam. Staram się wyciągnąć z tej porażki jak najwięcej pozytywów” – podsumowała swój nieudany występ Serena. Ostatni raz musiała się tak tłumaczyć cztery lata temu, gdy w finale turnieju mistrzyń WTA w Singapurze sensacyjnie przegrała z Rumunka Simoną Halep 0:6, 2:6.