Szopska i burek na przystawkę, czyli zamiast wstępu

Gdy w styczniu 2013 roku dowiedziałem się, że za kilka tygodni razem z żoną wyjadę do Kosowa, nie spodziewałem się, że podróż ta przerodzi się w prawie sześcioletni pobyt na Bałkanach.

Stał się on kanwą do napisania wielu tekstów o tym, co działo się w tym najmłodszym państwie Europy, mierzącym się z wieloma trudnościami, spowodowanymi trudną historią i wciąż nierozwiązanymi problemami wynikającymi z zakończonego przed kilku laty konfliktu. Trafiliśmy do „bałkańskiego kotła”, który wciąż buzował, podnosząc temperaturę różnych wydarzeń politycznych, gospodarczych i społecznych nie tylko w tej części Europy.
Do Prisztiny dotarliśmy samochodem w przeddzień 5 – tej rocznicy ogłoszenia niepodległości przez Kosowo, która przypada na 17 lutego. Był to kraj wówczas dla nas nieznany i trudny do zrozumienia. Na ulicy spotkaliśmy tłumy ludzi, którzy nie zważając na zimowy chłód, świętowali niepodległość, manifestując radość z życia w wolnym kraju. I tylko znajdujące się wzdłuż dróg tablice po angielsku, albańsku i serbsku informowały, że wciąż stacjonują tu międzynarodowe siły pokojowe, w skład których wchodzą wojskowi, policjanci, gdzie działa misja Unii Europejskiej z udziałem sędziów, prokuratorów, celników i ekspertów różnych specjalizacji niezbędnych do przywrócenia normalnego funkcjonowania w tym kraju. To wszystko ciekawiło i zobowiązywało do dokumentowania faktów.
Materiał dziennikarski zdobywałem w codziennych rozmowach z Kosowianami, zarówno albańskimi i serbskimi mieszkańcami Kosowa, jak też z pracownikami organizacji międzynarodowych zaangażowanymi w pracę na rzecz Kosowa. Wielu z nich, jak hiszpański celnik, uświadomili mi, jak dużym wyzwaniem jest walka z przestępczością zorganizowaną, handlem ludźmi, z wszechogarniającą korupcją, narkotykami. O tym, jak niebezpiecznie wówczas było na granicach Kosowa, niech świadczy fakt, że jeden z celników litewskich zginął na posterunku, gdy grupa przestępców rozgrywała swoje interesy. Sędziowie i prokuratorzy bez przerwy poddawani byli presji, gdy rozstrzygali sprawy o przestępstwa, o które oskarżano najbardziej wpływowych kosowskich polityków. Były to sprawy o zbrodnie wojenne, do których doszło podczas zakończonego niedawno konfliktu, handel ludzkimi organami, wielomilionową korupcję czy gigantyczne oszustwa. Praca w Kosowie była bardzo interesująca i pochłaniająca o wiele bardziej niż praca akredytowanego przed kilkunasty laty w Finlandii korespondenta „Sztandaru Młodych”. Teksty z Bałkanów publikowałem najpierw w „Kurierze Lubelskim”, a potem w „Trybunie”
„Bałkański kocioł” to określenie, które na trwałe przylgnęło do tej części Europy, która obejmuje Słowenię, Chorwację, Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Kosowo, Macedonię Północną, Albanię, Grecję, Turcję i Bułgarię. Kiedy coś wydarzy się w jednym miejscu, zabulgocze i często znajdzie swoje odbicie w innym. Wielowiekowe konflikty, nabrzmiałe problemy i antagonizmy są na Bałkanach wciąż żywe. I w zależności od tego, gdzie się znajdujemy, zawsze – nawet dziś – usłyszymy o nierozwiązanej sprawie, problemie, który dotyczy jednego lub kilku z tych krajów. Spory pomiędzy krajami powstałymi po rozpadzie Jugosławii to niemal chleb powszedni życia politycznego na Bałkanach. Oczywiście najbardziej znany jest nierozwiązany do dziś spór Serbii z Kosowem. Pomimo zaangażowania w jego rozwikłanie społeczności niemal z całego świata (ONZ, NATO, UE, OBWE i inne organizacje) trudno jest przewidzieć, kiedy nastąpi jego finał, oby szczęśliwy. Nie pomaga temu fakt, że pięć krajów Unii Europejskiej (Cypr, Grecja, Hiszpania, Rumunia i Słowacja), jak też niemal połowa państw członkowskich ONZ nie uznają do dziś niepodległości Kosowa i traktują je nadal jako autonomiczną część Serbii.
I mimo tego wciąż gotującego się kotła całej tej historii sympatycznej pikanterii dodaje fakt, że Bałkany to kraje w dużej części zamieszkałe przez Słowian Południowych. Niemal każdy Europejczyk, a Polacy zwłaszcza, czują się tutaj dobrze. Dla nas bliskość języków słowiańskich powoduje, że można się tu bez trudu porozumieć, stąd wiele osób wybiera Bałkany jako cel swoich letnich wojaży. I jest to dobry wybór, bo bałkański kocioł jest życzliwy dla wszystkich turystów. Uroki Adriatyku, Morza Czarnego, Jońskiego i Egejskiego czy też macedońsko-albańskiego jeziora Ochrydzkiego to bezdyskusyjnie turystyczny magnes. Inne walory Bałkanów jak Góry Dynarskie, parki narodowe i kuchnia dopełniają tę listę. Zwłaszcza dwie potrawy dominują na Bałkanach: sałatka szopska i burek. Szopska to świeże pomidory, papryka, ogórek i cebula obsypane słonym owczym serem z dodatkiem oliwy. Burek z kolei to – rodzaj placka z ciasta filo wypełnionego nadzieniem z mięsa mielonego, białego sera lub szpinakiem, a jego nazwa pochodzi od tureckiego czasownika bur-, który znaczy zawijać, zakręcać. A do tego wino. Mam nadzieję, że każdy z miłośników kotła próbował tych smaków, a teksty zawarte w tej książce oraz ilustrujące je zdjęcia będą tylko ich rozwinięciem.
Verba volant, scripta manent – słowa ulatują, pismo pozostaje, jak mówi łacińska paremia. Stąd postanowiłem zebrać co ciekawsze teksty i wydać je w formie książkowej, zwłaszcza, że byt gazet w dzisiejszych czasach uzależniony jest od tak wielu czynników, że trudno z czasem odnaleźć informacje o minionych zdarzeniach. W dodatku aparat fotograficzny był moim nieodłącznym kompanem, stąd niektóre teksty są ilustrowane wybranymi fotografiami, stanowiącymi zapis czasu minionego. A czy są warte pamięci – to pozostawiam ocenie czytającym.

Asymetryczna relacja autor-wydawca

Asymetria w stosunkach pomiędzy autorami a wydawcami występuje od niepamiętnych czasów. Wydawcy mieli i mają przewagę. Mogą tekst przyjąć lub nie, zapłacić więcej lub mniej, albo też wcale. W naszych czasach obserwujemy pogarszanie się pozycji przetargowej autorów.

Naturalnie nie dotyczy to autorów o bardzo znanych nazwiskach, o których wydawcy zabiegają. Tego rodzaju autorzy mogą skutecznie bronić swych praw. Jeżeli czytelnik bierze do ręki książkę „Czy Chiny zbawią świat?” to znajduje w niej notę Copyright by Grzegorz W. Kołodko, 2018. Jeżeli sięgnie po dzieło noblistki Księgi Jakubowe to przeczyta: COPYRIGHT by Olga Tokarczuk, COPYRIGHT by Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

Trudny los nowicjusza

W zupełnie odmiennej sytuacji znajdują się autorzy mniej znani, a zwłaszcza początkujący. Ci, ostatni, jeżeli są np.pracownikami uczelni i kandydatami do uzyskania stopni naukowych, zazwyczaj publikują w czasopismach uczelnianych, które monopolizują copyright, a w dodatku nie płacą honorariów. Jeżeli zapytają, dlaczego nie otrzymują nic za swą pracę, to mogą usłyszeć, że w Ameryce czasopisma uczelniane też nie płacą. Istotnie tak jest.Tyle, że amerykańscy wykładowcy otrzymują godziwe wynagrodzenia, a w Polsce nie zawsze się to zdarza. Jak wiadomo opublikowanie kilku artykułów naukowych to ważny argument na rzecz otwarcia przewodu doktorskiego.Stąd też doświadczony doktorant pracuje bez honorariów i nie protestuje. Okolicznością łagodzącą jest trudna sytuacja finansowa wielu uczelni.

Praca naukowa – hobby dla bogaczy

W ostatnich latach obserwujemy dalsze pogorszenie sytuacji autorów. Oto niektóre wydawnictwa nie tylko nie płacą, ale drukują, jeżeli autor zapłaci. Jeżeli tak dalej pójdzie, to praca naukowa będzie stanowić hobby osób będących na utrzymaniu zamożnych rodzin. Osoby, które same dobrze zarabiają zazwyczaj są tak pochłonięte pracą, że na badania i pisanie nie bardzo mają czas.

Można też natknąć się na narzucaną przez wydawnictwo uczelniane umowę,która zawiera następujące warunki: „ Paragraf 2
Autor wyraża zgodę na nieodpłatne korzystanie z Utworu przez Wydawcę w następujący sposób:
1) Umieszczenie i wydanie oraz rozpowszechnianie i korzystanie w inny sposób w zakresie udzielonej licencji w czasopiśmie […].
2) Z dniem podpisania umowy Autor udziela Wydawcy bezterminowej,niewyłącznej i niepodlegającej wypowiedzeniu licencji do korzystania z Utworu, z prawem do udzielania sublicencji, w kraju i za granicą, w całości lub we fragmentach, a także prawo do udostępniania całości lub fragmentów osobom trzecim.
3)Licencja określona w ust.2 obejmuje następujące pola eksploatacji:
a) digitalizacji Utworu dowolną techniką do formatu wybranego przez Wydawcę;
b) utrwalania Utworu w pamięci komputerów, w tym spełniających funkcje serwerów;
c) zwielokrotnianie Utworu techniką drukarską, w pamięci komputera oraz techniką cyfrową, bez żadnych ograniczeń ilościowych w postaci książki elektronicznej (ebok), jak i w sieciach multimedialnych, w tym typu internet i intranet a także poprzez wydruk komputerowy, na każdym znanym w dacie podpisania niniejszej umowy nośniku;
d) rozpowszechnianie Utworu, w szczególności poprzez płatne [ podkr.-A.W.] i bezpłatne rozpowszechnianie oryginału lub egzemplarzy,na których Utwór lub jego fragmenty utrwalono ( w szczególności utrwalonych technikami o których mowa w pkt b), w tym w postaci wydawnictw książkowych (drukowanych), wydawnictw elektronicznych, w postaci ebuka, na każdym znanym w dacie podpisania niniejszej umowy nośniku;
e) udostępniania, w tym także przesyłania za pośrednictwem sieci multimedialnych, w szczególności Internetu i intranetu, w ramach komunikacji na życzenie, w tym również publicznego udostępniania w taki sposób, aby każdy mógł mieć do Utworu czy jego fragmentu dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym.
4) Autor zezwala Wydawcy na rozporządzanie i korzystanie z opracowań Utworu. Paragraf 3
Autor przyjmuje do wiadomości i akceptuje brzmienie noty copyright: [ tylko wydawca] Paragraf 4
Wydawca zobowiązuje się przekazać Autorowi 1 (jeden) egzemplarz autorski […..] w przypadku wydania Utworu w wersji papierowej przeznaczonego do udostępnienia go publiczności. Paragraf 6
Autor oświadcza, że Utwór jest wolny od wad prawnych. W razie skierowania przeciwko Wydawcy roszczeń przez osoby trzecie z tytułu naruszenia- w wyniku korzystania przez Wydawcę z Utworu w zakresie ustalonym w par.2 niniejszej umowy-przysługujących im praw autorskich, Wydawca niezwłocznie zawiadomi o tym fakcie Autora, a Autor podejmie niezbędne działania mające na celu zażegnanie sporu i poniesie w związku z tym wszelkie koszty.[podkr.A.W.] W szczególności, w przypadku wytoczenia w związku z tym przeciwko Wydawcy powództwa z tytułu naruszenia praw własności intelektualnej, Autor przystąpi do postępowania w charakterze strony pozwanej, a w razie braku takiej możliwości wystąpi z interwencją uboczną po strone pozwanej oraz pokryje wszelkie koszty i odszkodowania, w tym koszty obsługi prawnej zasądzone od Wydawcy. [podkr.-A.W.]”
Na uwagę zasługuje sprzeczność pomiędzy stwierdzeniem , że licencja jest „niewyłączna”, a całkowitym przejęciem przez Wydawcę copyright. Pomimo, że Wydawca przejął copyright to Autor (który nie otrzymał honorarium) ma pokrywać wszelkie koszty i odszkodowania zasądzone od Wydawcy .
Ponadto – zgodnie z tą osobliwą umową – Wydawca jest upoważniony do uzyskiwania korzyści poprzez płatne rozpowszechnianie oryginału lub egzemplarzy. Autor nie uzyskuje nic.
Sądzę, że celowa byłaby dyskusja na temat tego rodzaju umów i szerzej – na temat relacji pomiędzy autorem a wydawcą.