Niezwykły finał Wimbledonu

Kobiecy finał tegorocznego Wimbledonu zawiódł oczekiwania, bo po jednostronnym pojedynku Simona Halep w niespełna godzinę pokonała Serenę Williams. W męskim finale walka o mistrzowski tytuł trwała blisko pięć godzin i zakończyła się pierwszym w historii tego turnieju tie-breakiem. Novak Djoković pokonał Rogera Federera 7:6(5), 1:6, 7:6(4), 4:6, 13:12(3).

Takiego finału w 142-letniej historii Wimbledonu jeszcze nie było. Nie tylko dlatego, że po raz pierwszy o zwycięstwie w meczu zadecydował tie-break w piątym secie pojedynku. Spotkanie o tytuł nie miało faworyta i przed pojedynkiem każdemu z tenisistów przyznawano pięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo. Federer wcześniej wygrywał Wimbledon osiem razy, dwa razy częściej niż Djoković, który miał na koncie cztery triumfy. Obaj jednak uwielbiają grać na trawiastych kortach i notują na tej nawierzchni znakomite wyniki.

Szwajcar jest co prawda starszy o kilka lat od Serba, ale w tym roku od pierwszej rundy demonstrował znakomitą formę, a w półfinale z równie znakomicie grającym w tej imprezie Hiszpanem Rafaelem Nadalem zagrał wręcz koncertowo, nie ujawniając żadnych słabych punktów. Nie było po nim widać, że ma już na karku 37 lat także w heroicznej potyczce z Djokoviciem. Ale Serb nie bez powodu jest numerem 1 w rankingu ATP. „Dla mnie to zaszczyt, że wciąż mogę rywalizować z Federerem i Nadalem. To wspaniali zawodnicy, grający w tenisa na niebotycznym poziomie od wielu, wielu lat. Ich obecność zmusza mnie do ciągłej i coraz bardziej wytężonej pracy, żeby im dorównać. Są dla mnie inspiracją i motywują mnie do ciągłego doskonalenia mojej gry” – powiedział Djoković po odebraniu trofeum.

Federer trzymał fason, ale było widać, że jest mocno rozczarowany porażką. „No cóż, postaram się o tym meczu zapomnieć, chociaż na pewno nie będzie to łatwe” – przyznał szczerze. To prawda, w drugiej fazie piątego seta miał już Djokovicia na widelcu. Przełamał go i objął prowadzenie 8:7, a w kolejnym gemie serwował. Publiczność na korcie centralnym już szykowała się do fetowania sukcesu Szwajcara, bo od początku pojedynku wyraźnie mu sprzyjała. Niestety, „Maestro”, żywa legenda światowego tenisa i wzór do naśladowania dla kolejnych pokoleń adeptów tenisa, pokpił sprawę i spalił się nerwowo jak początkujący junior. Federer miał dwie piłki meczowe, lecz Djoković poradził sobie lepiej ze stresem i obronił oba meczbole i walka trwała dalej, aż przy stanie 12:12 w gemach sędzia zarządził tie-breaka. I w tej rozstrzygającej o wszystkim rozgrywce Djoković okazał się lepszy, wygrywając 7-3.

„Jeżeli nie był to jeden z najbardziej ekscytujących finałów w jakich grałem, to na pewno jeden z najlepszych” – przyznał po walce serbski tenisista. Tak więc Djoković wygrał Wimbledon po raz piąty i w liczbie zwycięstw dogonił legendarnego Szweda Bjoerna Borga. Ale do dorobku Federera brakuje mu jeszcze trzech wimbledońskich „skalpów”.
W deblu pań triumfowały Czeszka Barbora Strycova i Tajwanka Su-Wei Hsieh, w deblu panów Kolumbijczycy Juan Sebastian Cabal i Robert Farah, a w mikście Tajwanka Latisha Chan i Chorwat Ivan Doddig.

 

Znów Czeszka na drodze Radwańskiej

Agnieszka Radwańska nie ma szczęścia w losowaniu przeciwniczek w I rundzie. W Cincinnatii trafiła na Czeszkę Karolinę Pliskovą, a w zaczynającym się w tym tygodniu turnieju w New Haven na inną z czeskich gwiazd – Petrę Kvitovą.

 

Trzeba mieć pecha, żeby o tej porze roku trafić na Kvitovą. Czeska tenisistka utrzymuje wysoką formę. W turnieju w Concinnati doszła do półfinału, w którym przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale z występu w New Haven raczej nie zrezygnuje, bo lubi tu grać. Triumfowała w tym turnieju w 2012, 2014 i 2015 roku. Radwańska też ma miłe wspomnienia z New Heven, bo Polka była tu najlepsza dwa lata temu. Bilans meczów obu tenisistek jest odrobinę korzystniejszy dla Czeszki i wynosi 7-5. Dwukrotnej mistrzyni Wimbledonu będzie więc faworytką w potyczce z krakowianką, która w rankingu WTA coraz wyraźniej dryfuje do drugiej pięćdziesiątki zestawienia. Dlatego chyba nie będzie miała znaczenia fakt, że dwa lata temu Radwańska w półfinale imprezy w New Haven pokonała właśnie Kvitovą.

Zwyciężczyni tej konfrontacji w II rundzie zmierzy się z Greczynką Marią Sakkari, niedawną finalistką turnieju w San Jose, lub jej rywalką wyłoniona w kwalifikacjach. W tej samej połówce drabinki są Francuzka Caroline Garcia (nr 2), Holenderka Kiki Bertens (nr 7) i Czeszka Barbora Strycova (nr 8). Ciekawie zapowiadają się mecze Karoliny Pliskovej (nr 4) z Rosjanką Jekateriną Makarową i Australijki Darii Gawriłowej z Francuzką Kristiną Mladenović, a także Słowaczki Magdaleny Rybarikovej z Amerykanką Coco Vandeweghe. Ashleigh Barty (nr 6) zmierzy się z Rumunką Iriną-Camelią Begu. Dwie najwyżej rozstawione tenisistki, liderka rankingu WTA Simona Halep i czwarta na liście Francuzka Caroline Garcia, otrzymały wolny los. Tytułu bronić będzie Daria Gawriłowa.