Czy zdążą się odkuć?

Hotelarze i restauratorzy są w znacznie lepszych nastrojach – i mają nadzieję,że tegoroczne lato pozwoli im odbić się od dna.

Branżowy barometr koniunktury na III kwartał 2021 r. dla branży hotelarskiej, restauracyjnej i cateringowej wyraźnie poszedł w górę. To nie tylko oczywisty efekt wakacji, lecz i wyraźnej poprawy sytuacji branży pomiędzy trzecią a czwartą falą pandemii. W rezultacie, według barometru koniunktury przygotowanego przez Europejski Fundusz Leasingowy, polscy hotelarze i restauratorzy są w najlepszych nastrojach od ponad dwóch lat, czyli od czasów jeszcze na długo sprzed pandemii.

Wartość barometru koniunktury EFL na III kwartał br. dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wyniósł 59,9 pkt. – sporo powyżej granicy 50 pkt., wskazującej na rozwój. To niemal dwa razy wyższy wynik niż w II kwartale br. (37,2 pkt.) i najlepszy od drugiego kwartału 2019 roku, kiedy osiągnął 63 pkt. A zarazem, jest to  najszybciej rosnący (plus 22,7 pkt. licząc kwartał do kwartału) i najwyższy wskaźnik spośród wszystkich  badanych sektorów gospodarki.

 Na taki wynik największy wpływ miały rekordowe prognozy dotyczące wartości sprzedaży. Aż 77,5 proc. hotelarzy i restauratorów spodziewa się jej wzrostu w związku z sezonem wakacyjnym i zniesieniem ograniczeń COVID-owych – i swoje oczekiwania realizuje, lawinowo podnosząc ceny. Nikt nie spodziewa się zmniejszenia obrotów. Jest to zdecydowanie odmienny obraz od tego z końca marca i początku kwietnia tego roku, kiedy ponad połowa przedstawicieli branży (52,5 proc.) obawiała się mniejszej sprzedaży, a na jej wzrost liczyło tylko 12,5 proc. zapytanych. Wówczas sektor restauracyjno – hotelarsko – cateringowy najbardziej pesymistycznie wyobrażał sobie swoją przyszłość, teraz jest odwrotnie.

Od zawsze barometr koniunktury EFL dla sektora HoReCa był w III kwartale na jednym z najwyższych poziomów. W tym roku, obok znaczenia wakacji i urlopów, doszło do tego jeszcze zniesienie ograniczeń pandemicznych. W rezultacie, hotelarze i restauratorzy oceniają najbliższe miesiące najlepiej nie tylko od rozpoczęcia pandemii, ale od połowy 2019 roku.  Ów barometr jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności małych i średnich firm do rozwoju, wzrostu sprzedaży i produkcji. W badaniu, wykonanym przez agencję Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm z Polski.

– Tak korzystny odczyt nie oznacza jednak, że huraoptymizm w tym sektorze powrócił na stałe. Rok temu również w III kwartale optymistyczne prognozy poszybowały w górę, aby w kolejnych odczytach spaść nawet poniżej progu ograniczonego rozwoju. Z obiektywną oceną sytuacji poczekajmy do kolejnego pomiaru, który będzie miał miejsce na przełomie września i października tego roku. Wówczas przekonamy się, jak silna okaże się kolejna fala koronawirusa oraz jakie będą decyzje rządowe dotyczące nowych restrykcji. To te czynniki zaważą na prognozach przedsiębiorców – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL, który jak widać, raczej oczekuje, że w Polsce kolejne restrykcje pandemiczne nastąpią.

Nadzieje na dużo lepszą koniunkturę nie przekładają się na inwestycje. Przedsiębiorcy z branż HoReCa dobrze wiedzą, że ich hossa jest tylko chwilowa, więc 94 proc. z nich nie planuje żadnego wzrostu poziomu inwestycji, a jedynie 12,5 proc. prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (kredyty i pożyczki). Spodziewają się natomiast poprawy sytuacji finansowej – co zrozumiałe przy wzroście sprzedaży, bo większe zamówienia pozytywnie wpływają na płynność.  60 proc. przedsiębiorców prognozuje zatem poprawę płynności finansowej. To także jest najwyższym wskaźnikiem wśród wszystkich  badanych sektorów gospodarki.

 Jedno od wielu kwartałów pozostaje jednak niezmienne – spośród wszystkich badanych sektorów gospodarczych, w HoReCa najwięcej ankietowanych twierdzi, że pandemia koronawirusa spowoduje zamykanie biznesów hotelarskich i gastronomicznych (aż 85 proc.). To jednak zupełnie oczywisty wynik, biorąc pod uwagę, że takie miejsca zawsze idą na pierwszy ogień wszelkich ograniczeń epidemicznych.

Dlatego też wszyscy zapytani przedsiębiorcy z tej branży są pewni, że koronawirus ma zdecydowanie niekorzystny wpływ na ich firmę (72,5 proc.), lub w najlepszym razie raczej niekorzystny (pozostali, czyli 27,5 proc.).

Restauratorzy, hotelarze i cateringowcy bardzo obawiają się tego, co będzie pod koniec tego roku. 2 na 3 zapytanych jest zdania, że w kolejnych 6 miesiącach sytuacja w ich branży pogorszy się. Taka ocena ma wpływ na oczekiwania co do bardziej trwałego powrotu  koniunktury. Prawie połowa przedsiębiorców (49 proc.) uważa, że nastąpi to dopiero w ciągu najbliższych trzech lat. Grupa optymistów, spodziewających się, że dobra koniunktura na dobre wróci już w przyszłym roku liczy zaś 29 proc. Pozostali chyba w ogóle już nie mają większych nadziej na stałą poprawę.

Warto na koniec zauważyć, że główny barometr koniunktury liczony dla całej polskiej gospodarki, w trzecim kwartale tego roku wzrósł do 53,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,7 pkt. wyższy niż w drugim kwartale tego roku i jednocześnie także  najwyższy od II kwartału 2019 roku, kiedy to liczył 54,52 pkt. Jak widać, firmy z praktycznie wszystkich branż uważają, że obecne osłabienie pandemii pozwoli im na bardzo szybki wzrost.

Gospodarka 48 godzin

Optymizm budowlany
Tylko 20 proc. firm budowlanych uważa, że epidemia koronawirusa ma niekorzystny wpływ na ich branżę. To najmniej ze wszystkich badanych sektorów gospodarki – wynika z pandemicznego barometru koniunktury na pierwszy kwartał bieżącego roku, mierzonego przez Europejski Fundusz Leasingowy. Dla 67 proc. podmiotów budowlanych koronawirus jest neutralny. Ponadto idzie wiosna, więc przedsiębiorstwa budowlane z umiarkowanym optymizmem spoglądają także na kolejne miesiące tego roku. Co druga z firm uważa, że w pierwszym półroczu tego roku ich kondycja poprawi się. 37,5 proc. – że pozostanie bez zmian. Tylko 5 proc. zapytanych jest zdania, że się pogorszy. Jest to nie tylko najwyższy wynik od początku realizacji badania dla budowlanki, ale także wśród wszystkich sektorów gospodarki. Mimo to barometr dla dla branży budowlanej na I kwartał 2021 wyniósł tylko 48,8 pkt., co wciąż wskazuje na regres. Jest to jednak o 0,4 pkt. więcej niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Wartość tego wskaźnika utrzymuje się na podobnym poziomie od połowy 2020 roku. Jedynie 6 proc. przedsiębiorców budowlanych prognozuje zwiększenie inwestycji, a 16,5 proc. zakłada ich spadek. Wzrost sprzedaży przewiduje 22,5 proc. przedsiębiorców, a spadek 20 proc. Tu także widać więc lekką przewagę optymistów. Budownictwo należy do tych części gospodarki, które z powodu koronawirusa nie zostały ani razu zamknięte.

Giełda dla gier
Jak twierdzi zarząd stołecznej giełdy, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie umacnia się na pozycji światowego lidera pod względem liczby notowanych spółek z branży producentów gier. Od października ubiegłego roku wyprzedza takich technologicznych gigantów, jak giełdy w Japonii czy Korei Południowej. Obecnie na Głównym Rynku i NewConnect notowanych jest łącznie 58 spółek z tej branży. Ubiegły miesiąc był niezły dla giełdy. W lutym 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 28,0 mld zł, czyli o 60,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami to 1 317,6 mln zł, o 52,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec lutego wyniosła 56 970,30 pkt i była o 15,6 proc. wyższa niż przed rokiem. Na rynku NewConnect w lutym odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami aż o 149,6 proc., do poziomu 917,2 mln zł. Spadły natomiast obroty energią elektryczną, do 16,9 TWh, czyli o 27,1 proc. rok do roku. Mniejszy był też handel gazem ziemnym, który spadł o 16,3 proc., do 11,7 TWh. Wzrosły zaś obroty Gwarancjami Pochodzenia dla prądu wytworzonego z odnawialnych źródeł energii, o 21,9 proc., do 2,0 TWh. Wartość 383 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w lutym wyniosła 553,8 mld zł (122,6 mld EUR). Natomiast łączna kapitalizacja 434 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku to 1 099,6 mld zł (243,4 mld EUR). Nie jest to wielkość zbijająca z nóg.

Koleje zaczną od zera
PKP Polskie Linie Kolejowe oraz LTG Infra, litewski zarządca infrastruktury kolejowej podpisały list intencyjny dotyczący powołania Polsko-Litewskiej Grupy Infrastrukturalnej. Obie spółki będą współpracować przy poprawie jakości połączeń kolejowych oraz realizacji projektów transgranicznych. Będą miały co robić, bo między Polską a Litwą nie funkcjonują żadne połączenia kolejowe.

Broni się jedynie handel

W polskiej gospodarce cały czas przeważają opinie, według których nie należy oczekiwać szybkiego rozwoju.
Wartość barometru koniunktury dla sektora handlowego na pierwszy kwartał bieżącego roku wyniosła 50,7 pkt. W ostatnim kwartale ubiegłego roku było to więcej, bo 52,8 pkt. Choć porównując kwartał do kwartału widać spadek (o 2,1 pkt.), to handel wciąż ma najwyższy odczyt wśród wszystkich najważniejszych sektorów polskiej gospodarki. Jego wartość jako jedyna przekracza próg ograniczonego rozwoju (50 pkt). Barometr koniunktury jest wskaźnikiem informującym o skłonności małych oraz średnich firm do wzrostu i rozwoju.
Na taki wynik największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży i płynności finansowej. Ponad 28 proc. przedstawicieli firm handlowych spodziewa się wzrostu zamówień w pierwszym kwartale tego roku – to największy odsetek wśród wszystkich najważniejszych sektorów. Warto jednak zwrócić uwagę, że spadek sprzedaży przewiduje niewiele mniej liczna grupa – 27,5 proc. zapytanych.
Za sprzedażą idą w miarę niezłe prognozy dotyczące płynności finansowej. Tutaj, podobnie, jest najbardziej liczna grupa optymistów spośród badanych sektorów gospodarki. Na poprawę płynności wskazuje co czwarty przedstawiciel branży handlowej. 17,5 proc. przedsiębiorców przewiduje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (kredyty).
Eksperci Europejskiego Funduszu Leasingowego, przygotowujący ten barometr koniunktury, zwracają uwagę, że choć handel wydaje się być dziedziną najbardziej odporną na pandemię koronawirusa, głównie za sprawą rozkwitu zakupów internetowych, to jednak ponad połowa (56 proc.) przedstawicieli branży handlowej prognozuje upadki firm i zamykanie działalności gospodarczych. Natomiast prawie trzy czwarte (72 proc.) uważa, że koronawirus będzie mieć niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację ich firmy. Handel obawia się konieczności likwidowania wielu biznesów. Po branży hotelarskiej, restauracyjnej i cateringowej jest to najwyższy odsetek wśród badanych sektorów gospodarki.
Jeśli chodzi o inwestycje, to 92,5 proc. przedsiębiorców handlowych nie planuje ich wzrostu. W ocenie poziomu inwestycji handel niczym nie wyróżnia się na tle pozostałych sektorów polskiej gospodarki. Tylko 3 proc. zapytanych planuje więcej inwestować. – Handel jako jedyna branża może pochwalić się dwoma odczytami z rzędu powyżej progu ograniczonego rozwoju, który oznacza, że firmy widzą szansę na pójście do przodu. Pandemia mocno dotknęła sektor handlowy, szczególnie gałąź tradycyjną, a powrót do poziomu sprzed Covid-19 zajmie trochę czasu, to jednak warto zwrócić uwagę na pozytywną zmianę. Jest nią przyspieszenie cyfryzacji sektora, zarówno po stronie sprzedawców jak i kupujących. Duża część sklepów wdrożyła wiele nowych rozwiązań aby przetrwać ten trudny czas. Z drugiej strony, na zdalne zakupy przerzuciło się wielu Polaków. Rynek e-commerce w ubiegłym roku mógł wzrosnąć nawet o jedną czwartą w porównaniu do 2019 r. – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.
Co do wpływu pandemii na sektor handlowy, należy zauważyć umiarkowany optymizm panujący wśród jego przedstawicieli. Na pytanie „ jak zmieni się kondycja branży w ciągu kolejnych 6 miesięcy?” największy odsetek stanowią ci, którzy nie przewidują zmiany (32 proc.). Aż 28 proc. zapytanych spodziewa się pogorszenia sytuacji w pierwszej części tego roku, podczas gdy polepszenia 26 proc. Optymiści należą więc do zdecydowanej mniejszości w branży handlowej, ale ten ostatni wynik stanowi „światełko w tunelu”, gdyż jest najwyższy od samego początku epidemii w Polsce, czyli od marca 2020 roku.
Handel jeszcze lepiej prezentuje się na tle głównego indeksu barometru koniunktury Europejskiego Funduszu Leasingowego. Wartość wskazań barometru na pierwszy kwartał bieżącego roku wyniosła dla polskiej gospodarki tylko 49,3 pkt. Osiągnięty poziom jest wprawdzie o 0,8 pkt. wyższy niż w czwartym kwartale 2020 r., ale to wciąż wskaźnik zakładający zwijanie się i plajtowanie, a nie rozwój.

Gospodarka 48 godzin

Spokojniej lecz niewesoło

Barometr koniunktury na IV kwartał tego, opracowany przez Europejski Fundusz Leasingowy, pokazuje, że nastroje wśród mikro, małych i średnich firm w Polsce uspokoiły się, ale nadal są kiepskie. Poziom 48,5 pkt. jest tylko o 1,7 pkt. niższy niż w III kwartale br. i o 1,2 pkt. niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, ale zdecydowanie wyższy niż w II kwartale tuż po wybuchu pandemii (32,5 pkt.). Przedstawiciele EFL zwracają jednak uwagę, że druga fala epidemii może pokrzyżować plany przedsiębiorców, którzy odbudowują swoje biznesy po pierwszym „uderzeniu” koronawirusa. Kwarantanny rodzin i pracowników, zamknięcia szkół, a w ostateczności lockdownu, wiele polskich MŚP może nie przetrwać.
– Za nami już siedem miesięcy z COVID-19. Po bardzo ciężkich pierwszych tygodniach, od maja sytuacja powoli zaczęła się uspakajać. Przedsiębiorcy zaczęli wracać do normalności korzystając zarówno z rządowych pakietów pomocowych jak i wsparcia prywatnych instytucji, w tym finansowych. Również statystyki z rynku pracy wskazują na stabilizację – stopa bezrobocia od czterech miesięcy pozostaje na takim samym poziomie. Jednak ostatnie dni i tygodnie wyraźnie pokazują, że nie pożegnaliśmy pandemii, wręcz przeciwnie, może być jeszcze gorzej. A tego „gorzej” może nie przetrwać wiele polskich biznesów, szczególnie tych z sektora MŚP. Reżim sanitarny, który generuje dodatkowe koszty, braki kadrowe z uwagi na zwolnienia lekarskie czy kwarantannę, mniej klientów – to wszystko spowoduje, że tylko najlepiej przygotowane firmy, i to zarówno od strony organizacyjnej jak i finansowej, wyjdą cało z tego kryzysu – powiedział Radosław Woźniak, prezes EFL.
Przedsiębiorcy czekają na dalszy rozwój sytuacji. Próg ograniczonego rozwoju firm wynosi co najmniej 50 pkt. Cały czas barometr pokazuje wartości poniżej tego poziomu. Na końcowy pomiar składają się dane zgromadzone w trakcie badania przedsiębiorców dotyczących czterech sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej oraz zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Skala wartości wynosi od 0 do 100, a łączny wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw. Wynik niższy oznacza oczywiście, że warunki te są niekorzystne. Poziom 48,5 pkt. osiągnięty w IV kwartale oznacza, że warunki do rozwoju są mniej korzystne w porównaniu z poprzednim pomiarem. Niestety, przy skali zaniedbań ekipy PiS-owskiej w walce z pandemią, trudno żeby było inaczej. Generalnie, większość wskaźników dotyczących IV kwartału br. jest zbliżona do tych z czerwcowego pomiaru. Nadal zdecydowana większość respondentów (80,3 proc., poprzednio 81,2 proc.) chce zachować dotychczasowy poziom inwestycji i spodziewa się takiego samego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (81 proc., poprzednio 78,3 proc.). Nie zmieniły się też odsetki optymistów, jeśli chodzi o inwestycje czy możliwość uzyskania kredytów. W porównaniu z poprzednim pomiarem spadł natomiast odsetek osób, które uważają, że sytuacja poprawi się w odniesieniu do sprzedaży (21 proc., poprzednio 25,8 proc.) i płynności finansowej (11,7 proc., poprzednio 16,7 proc.). Podobnie jak kwartał wcześniej, większy jest odsetek osób, które nie oczekują zmian poziomu sprzedaży (48,3 proc.) i płynności finansowej (66,8 proc.) – niż spodziewających się pogorszenia (odpowiednio 29,85 proc. i 21,3 proc.).

Mali stracą najwięcej

Czy powinni porzucić wszelką nadzieję?. Na razie światełko w tunelu jest małe i dalekie, a ewentualna pomoc ograniczona.
Właściciele małych firm czarno widzą swoją przyszłość i jakoś nie wierzą w skuteczność „tarczy antykryzysowej”. Aż 93 proc. mikrofirm uważa bowiem, że koronawirus sparaliżuje ich działalność. Najmocniej infekcja dotknie oczywiście hotele i restauracje, usługi oraz handel.
Koronawirus będzie generalnie najbardziej dotkliwy dla najmniejszych firm zatrudniających do 9 pracowników. Wystarczył miesiąc epidemii w Polsce, aby 71 proc. z właścicieli tych firm uznało, że COVID-19 będzie miał zdecydowanie niekorzystny wpływ na prowadzony biznes – podczas gdy wśród średnich firm ten odsetek wynosi 54 proc. Takie są wyniki najnowszego Barometru Europejskiego Funduszu Leasingowego na drugi kwartał 2020 roku, badania przeprowadzonego w ostatnich dniach marca.
EFL w tym Barometrze zapytał przedsiębiorców o nastroje w obliczu pandemii koronawirusa. Z badania wynika, że aż 9 na 10 przedstawicieli polskich firm uważa, że COVID-19 będzie miał negatywny wpływ na prowadzony przez nich biznes. Z czego według 60,2 proc. – zdecydowanie niekorzystny, a prawie 29,2 proc. – raczej niekorzystny. Tylko 9 proc. firm jest zdania, że koronawirus pozostanie bez wpływu na ich biznes. Reszta nie ma zdania.
Najmniejszy biznes przeżyje największe powikłania – o ile w ogóle je przeżyje. Biorąc pod uwagę wielkość przedsiębiorstwa, epidemia może okazać się najgorsza w skutkach dla mikrofirm. Czyli tych podmiotów, które zgodnie z zapisami ustaw składających się na tzw. tarczę antykryzysową, mogą liczyć teoretycznie na największe wsparcie ze strony państwa. Prawie 71 proc. z nich uważa COVID-19 za zdecydowanie wysokie zagrożenie dla prowadzonego biznesu. Odpowiedzi „raczej niekorzystny wpływ” udzieliło tylko 22 proc. zapytanych.
Mniej negatywnie na przyszłość patrzą małe i średnie firmy. Wśród nich odpowiednio 56 proc. i 54 proc. zapytanych uważa panującą epidemię za zdecydowanie niekorzystną dla prowadzonego biznesu. Biorąc jednak pod uwagę łącznie odpowiedzi „zdecydowanie niekorzystny wpływ” i „raczej niekorzystny wpływ”, to zarówno mikro, jak i małe i średnie podmioty w olbrzymiej większości obawiają się skutków pandemii (odpowiednio 93 proc., 90 proc., 82 proc.). Wypada dodać: i słusznie.
Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności małych i średnich firm do wzrostu sprzedaży i produkcji, ekspansji na nowe rynki, maksymalizacji zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego.

-Rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa ma już bardzo negatywny wpływ na światową i polską gospodarkę. Nie mamy złudzeń, sytuacja będzie się jeszcze pogarszać. A w przypadku dekoniunktury, najszybciej negatywne skutki odczuwają najmniejsi przedsiębiorcy, co potwierdza również nasz najnowszy odczyt Barometru. Już dziś wiemy, że aktywność gospodarcza mocno osłabnie, zarówno w Polsce, w Niemczech, czyli u naszego głównego partnera handlowego, czy Unii Europejskiej. Od kilku tygodni docierają do nas wnioski od firm, które w obliczu zaistniałej sytuacji, przewidują czasowy problem z terminowym regulowaniem należności. W szczególności dotyczy to gastronomii, turystyki, transportu i usług – wskazuje Radosław Woźniak, prezes EFL.
Hotele i restauracje zostały już najbardziej sparaliżowane, co stało się głównie za sprawą decyzji rządu, zamykających ich działalność. Oczywiste wiec, że z Barometru EFL wynika, że spadek obrotów może najdotkliwiej dotknąć tzw. sektor HoReCa.
Ponad 82 proc. hotelarzy, restauratorów i właścicieli firm cateringowych obawia się zdecydowanie negatywnego wpływu rozprzestrzeniania się koronawirusa na swój biznes. Odpowiedzi „raczej niekorzystnego” udzieliło tylko 13,5 proc. przedstawicieli tych branż.
Drugim sektorem z największymi obawami o przyszłość są usługi. 3 na 4 przedstawicieli firm usługowych uważa, że panująca epidemia będzie miała zdecydowanie negatywny wpływ na prowadzoną przez nich działalność (odpowiedzi „raczej negatywny” udzieliło 21 proc. zapytanych).
Wreszcie, trzecim sektorem „drżącym” o kolejne dni i miesiące jest handel – 56 proc. przedsiębiorstw obawia się zdecydowanie negatywnego przełożenia koronawirusa na ich biznes (33 proc. – raczej niekorzystny).
Prawie takie same wyniki przyniosło badanie wśród właścicieli firm transportowych – odsetek firm, które zdecydowanie boją się spadku obrotów w efekcie rozprzestrzeniania się COVID-19, wynosi 54 proc. Nieco lepsze są nastroje w budownictwie, gdzie tak uważa 46 proc. przedsiębiorców, oraz w szeroko pojętym przemyśle – aż 43 proc. Ten ostatni wynik wskazuje wręcz na optymizm przedsiębiorców z branż produkcyjnych w obliczu epidemii.
Mikro, mali i średni przedsiębiorcy zostali również zapytani o to, co może najbardziej przyczynić się do spadku obrotów w ich firmach. W pierwszej kolejności wskazali na spadek zainteresowania ich usługami lub produktami (44 proc. odpowiedzi). Po drugie, 36 proc. zapytanych obawia się pogorszenia ogólnej sytuacji gospodarczej.
No ale najgorsze, ogólne zagrożenie to oczywiście działania rządu, administracyjnie wyłączające z funkcjonowania część branż polskiej gospodarki.