Polak liderem cyklu Grand Prix

Leon Madsen wygrał inauguracyjny turniej Grand Prix 2019. Duńczyk w finale okazał się lepszy od Fredrika Lindgrena, Patryka Dudka i Nielsa Kristiana Iversena. Znów zatem Polak nie zdołał wygrać na Stadionie Narodowym, ale kibicom biało-czerwonych na pocieszenie pozostał fakt, że pierwszym liderem cyklu Grand Prix został Dudek.

Sobotni wieczór na Stadionie Narodowym był dla naszych żużlowców udany. Słabo wypadł tylko Janusz Kołodziej, który zakończył turniej na przedostatnim miejscu, ale Patryk Dudek, Bartosz Zmarzlik i Bartosz Smektała pewnie awansowali do półfinałów i stołeczna publiczność już ostrzyła sobie zęby na pierwsze zwycięstwo polskiego żużlowca na Narodowym.
Niestety, do finału awansował jedynie Dudek, bo Zmarzlik i Smektała w swoim biegu przegrali z Duńczykami Nielsem Kristianem Iversenem i Leonem Madsenem.

W decydującym wyścigu niespodziewanie najlepszy okazał się Madsen, a kolejne lokaty zajęli Lindgren, Dudek i Iversen, lecz w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix liderem z 16 pkt został Patryk Dudek, drugi jest Lindgren, trzeci Iversen, a Madson czwarty. Na piątym i szóstym miejscu znajdują się Smektała i Zmarzlik.

 

Zwycięski sprawdzian żużlowej kadry

Reprezentacja Polski okazała się wyraźnie lepsza od zespołu Reszty Świata w towarzyskim turnieju rozegranym w wielkanocny poniedziałek w Rzeszowie. Biało-czerwoni wygrali 51:38, ale spotkanie wypaczyły nieco problemy z maszyną startową.

Stal Rzeszów nie otrzymała licencji na starty w Nice 1. Lidze Żużlowej i rzadko wykorzystywany tor oraz infrastruktura stadionowa były dalekie od doskonałości. Dopisała jednak pogoda, co sprawiło, że na stadionie przy Hetmańskiej zjawiło się ponad osiem tysięcy spragnionych żużla miejscowych kibiców. Reklamowana szeroko impreza zapowiadała się znakomicie, bo do Rzeszowa zjechało wielu znakomitych zawodników, wśród których było ośmiu stałych uczestników tegorocznego cyklu Grand Prix.

Niesforna maszyna startowa

Widowisko stało jednak na przeciętnym poziomie, na co wpływ miały przede wszystkim słabo przygotowany i przez to trudny tor oraz problemy z maszyna startową, która po dziesiątym biegu całkowicie odmówiła posłuszeństwa. Do końca zawodów zawodnicy startowali na zielone światło, a że udany start decydował w zasadzie o zwycięstwie, wszyscy żużlowcy mocno przy nim oszukiwali, ale potem już praktycznie po pierwszym wirażu rezygnowali z walki o uzyskanie lepszego miejsca. Nie była to najlepsza reklama żużla, zwłaszcza że zawody transmitowała telewizja publiczna.
Trener biało-czerwonych Marek Cieślak przed meczem z Resztą Świata został uhonorowany wprowadzeniem do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski, miał zatem mocna motywację, żeby to wyróżnienie uświetnić wygraną. Poza tym turniej w Rzeszowie był dla niego ostatnim sprawdzianem formy jego wybrańców przed zbliżającym się wielkimi krokami turniejem barażowym Speedway of Nations, który odbędzie się 4 maja w niemieckim w Landshut. Dlatego na rzeszowskim torze filarami polskiego zespołu byli Maciej Janowski i Bartosz Zmarzlik, a zabrakło jedynie powołanych do kadry Maksyma Drabika i Bartosza Smektały. W Rzeszowie jedynym juniorem w polskim zespole był zawodnik miejscowej Stali 17-letni Wiktor Lampart, który jeździł bez kompleksów.

A nasi gwiazdorzy zaczęli nie najlepiej, zwłaszcza Zmarzlik. Gorzowianinowi brakowało mocy w silniku i dopiero od trzeciego biegu zaczął wygrywać. Aktualny indywidualny wicemistrz świata zakończył spotkanie z dorobkiem 10 punktów. „To moja wina, źle dopasowałem przełożenia i źle startowałem” – skwitował swój nie najlepszy występ Zmarzlik. Na szczęście pozostali polscy żużlowcy jeździli jeśli nie lepiej, to na takim samym poziomie jak Zmarzlik i dzięki wyrównanemu poziomowi ostatecznie wygrali zawody z przewagą 13 punktów
W ekipie „Reszty Świata”, prowadzonej przez wciąż pamiętanego w Rzeszowie ze startów w latach 90. ub. wieku Węgra Zoltana Adorjana, pierwsze skrzypce grał duński weteran Nicki Pedersen, jakby chciał się przypomnieć rzeszowskiej publiczności, która oklaskiwała go w czasach, gdy Stal ścigała się jeszcze w PGE Ekstralidze. Duńczyk zakończył zawody z 11 punktami i bonusem na koncie. Szansę na komplet punktów zmarnował w końcówce, bo został wykluczony przez sędziego zawodów Piotra Lisa za dwa lotne starty. W parze z Glebem Czugunowem Pedersen napsuł jednak Polakom sporo krwi. Adorjan mógł być też zadowolony z postawy Słowaka Martina Vaculika.

Cała para na Landshut

W sumie był to jednak pożyteczny sprawdzian przed czekających naszą żużlową kadrę startem w Landshut, gdzie odbędzie się pierwszy półfinał Speedway of Nations. Rywalizować w nim będą reprezentacje siedmiu krajów – Czech, Niemiec, Włoch, Polski, Słowenii, Szwecji oraz Ukrainy. Trener Cieślak ogłosił, że w składzie biało-czerwonych pojadą w tych zawodach Maciej Janowski, którego mianował kapitanem drużyny oraz Bartosz Zmarzlik, zaś zawodnikiem do lat 21 będzie Bartosz Smektała. W rezerwie znaleźli się Patryk Dudek oraz drugi z juniorów Maksym Drabik.

Drugi półfinał Speedway of Nations odbędzie się 11 maja w Manchesterze, a wezmą w nim udział ekipy gospodarza Wielkiej Brytanii oraz Australii, Francji, Finlandii, Danii, Stanów Zjednoczonych i Łotwy.

Po dwie najlepsze drużyny z obu półfinałów zakwalifikują się automatycznie do finału. Po trzy sklasyfikowanie niżej wezmą udział w dwóch wyścigach fazy knock-out, które wyłonią ostatnią drużynę z awansem z każdego barażu. Szóstym zespołem będą Rosjanie, triumfatorzy rozegranej w ub. roku pierwszej edycji Speedway of Nations i zarazem gospodarze finałowego turnieju w Togliatti (20-21 lipca).

Polska – Reszta Świata 51:38
Polska: Piotr Pawlicki – 8+2 (2,2,2,1,1); Janusz Kołodziej – 9+4 (3,1,1,2,2); Maciej Janowski – 9 (1,3,0,3,2); Patryk Dudek – 8 (3,1,1,d,3); Bartosz Zmarzlik – 10 (1,0,3,3,3); Wiktor Lampart – 7 (0,3,1,2,1).
Reszta Świata: Emil Sajfutdinow – 2 (0,2,0,d,ns); Niels Kristian Iversen – 6+1 (1,0,2,2,1); Martin Vaculik – 9+1 (2,1,3,d,3); Antonio Lindbaeck – 5 (0,2,0,1,2); Nicki Pedersen – 11+1 (2,3,3,3,w); Gleb Czugunow – 5+1 (3,0,2,w,ns).

Awizowane składy na pierwszy półfinał SoN w Landshut:
Czechy: 1. Vaclav Milik (kapitan), 2. Eduard Krcmar, 3. Jan Kvech; rezerwowi – Josef Franc, Petr Chlupac.
Niemcy: 1. Kai Huckenbeck (kapitan), 2. Martin Smolinski, 3. Michael Haertel; rezerwowi – Erik Riss, Lukas Fienhage.
Włochy: 1. Nicolas Covatti (kapitan), 2. Michael Paco Castagna, 3. Michele Menani; rezerwowy – Nicolas Vicentin.
Polska: 1. Maciej Janowski (kapitan), 2. Bartosz Zmarzlik, 3. Bartosz Smektała; rezerwowi – Patryk Dudek, Maksym Drabik.
Słowenia: 1. Matej Zagar (kapitan), 2. Matic Ivacic, 3. Nick Skorja.
Szwecja: 1. Fredrik Lindgren (kapitan), 2. Peter Ljung, 3. Filip Hjelmland; rezerwowi – Antonio Lindbaeck, Alexander Woentin.
Ukraina: 1. Andriej Karpow (kapitan), 2. Aleksandr Łoktajew, 3. Marko Lewiszyn.

 

Żużel: Na trybunach było tłoczno

Stęsknieni za żużlem kibice po zimowej przerwie tłumnie odwiedzili stadiony podczas inauguracyjnej kolejki PGE Ekstraligi. Cztery mecze obejrzało łącznie 55 812 widzów i była to najwyższa frekwencja w ostatnich latach. Pomysł rozgrywania dwóch spotkań w piątki i dwóch w niedzielę okazał się trafiony.

Oba piątkowe mecze, w Zielonej Górze (Falubaz – Get Well Toruń 53:37) i Częstochowie (Włókniarz – Stal Gorzów 47:43)), obejrzało na trybunach po 15 tysięcy kibiców. Ten znakomity wynik został poprawiony w niedzielę na stadionie w Lesznie, gdzie na potyczkę Unii ze Spartą Wrocław (50:40) wybrało się ponad 16 tysięcy fanów czarnego sportu. Najmniejszą widownię zgromadził mecz beniaminka żużlowej ekstraklasy Motoru Lublin z GKM Grudziądz (49:41), ale tylko dlatego, że lubelski stadion ma pojemność 9812 miejsc i tyle biletów tylko sprzedano. Chętnych na zakup wejściówek było jednak dwa razy więcej. W sumie wszystkie cztery spotkania 1. kolejki obejrzało z trybun 55 812 widzów. Dla porównania – w poprzednim sezonie inauguracyjna runda PGE Ekstraligi zgromadziła 38 974 widzów, a dwa lata temu 35 469.

Broniąca tytułu Unia Leszno już w pierwszy starcie potwierdziła przedsezonowe przewidywania, że także w obecnej edycji PGE Ekstraligi będzie najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa. Działaczom leszczyńskiego klubu udało się utrzymać skład z poprzedniego sezonu i mecz ze Spartą potwierdził słuszność tej decyzji. Unia ma szansę na na historyczny wyczyn, bo jeśli wygra także obecną edycję ekstraligi, zostanie pierwszą drużyną, która w XXI wieku dokona tej sztuki trzy razy z rzędu. Ekipa „Byków” w niedziele pewnie pokonała Spartę Wrocław 50:40, ale wrocławianie stosunkowo niską porażkę zawdzięczają fenomenalnej jeździe trzykrotnego indywidualnego mistrza świata (2013, 2015 i 2018) Taia Woffindena. Brytyjczyk wygrał pięć wyścigów i zademonstrował formę, która każe widzieć w nim faworyta także w tegorocznym cyklu Grand Prix.

To zła wiadomość dla naszych żużlowców, którzy od lat dominują w rywalizacji drużynowej i regularnie plasują się na niższych stopniach podium, lecz ten najbardziej prestiżowy tytuł od triumfu Tomasza Golloba w 2010 roku wciąż znajduje się poza ich zasięgiem. Przez te osiem sezonów wywalczyli czterokrotnie tytuły wicemistrzów (Jarosław Hampel w 2013, Krzysztof Kasprzyk w 2014, Patryk Dudek w 2017 i Bartosz Zmarzlik w 2018) oraz dwukrotnie zajmowali trzecia lokatę (Hampel w 2011 i Zmarzlik w 2016). Wspomniany Tomasz Gollob, który wciąż nie odzyskał sprawności po wypadku na torze motocrossowym dwa lata temu, wrócił w tym sezonie do żużlowego świata w nowej roli komentatora stacji nC+. On to właśnie ocenił, że kwartet naszych żużlowców (Zmarzlik, Maciej Janowski, Patryk Dudek i Janusz Kołodziej) w tej edycji cyklu Grand Prix właśnie w Woffindenie powinien upatrywać najgroźniejszego konkurenta.

Co do rywalizacji w PGE Ekstralidze, to po pierwszej kolejce jest jeszcze za wcześnie na typowanie faworytów. Tym bardziej, że nigdzie porażki nie zostały puszczone płazem. Najbardziej radykalni w rozliczeniach okazali się szefowie GKM Grudziądz, którzy przegraną w Lublinie uznali za kompromitację i wezwali wszystkich zawodników „na dywanik”.

 

Memoriał Edwarda Jancarza

W miniony weekend W Gorzowie Wlkp. rozegrano 16. edycję Memoriału Edwarda Jancarza. Wygrał żużlowiec GKM Grudziądz Przemysław Pawlicki, drugie miejsce zajął gwiazdor Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik.

Patron turnieju Edward Jancarz, urodzony w 1946 roku w Gorzowie, uważany jest za jednego z najwybitniejszych polskich żużlowców w historii. Przez całą sportową karierę trwającą od 1965 do 1986 roku był wierny barwom Stali. W latach 1977-1983 łączył starty w gorzowskim klubie z jazdą w angielskim Wimbledonie. W 1968 roku zdobył brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata, był też siedmiokrotnie medalistą w mistrzostwach drużynowych, także złotym (1969) oraz m.in. dwukrotnie indywidualnym mistrzem Polski. Po zakończeniu kariery został trenerem – prowadził Stal Gorzów, KKŻ Krosno i krótko był też selekcjonerem kadry narodowej. Zmarł w styczniu 1992 roku od rany nożem zadanej przez żonę w trakcie kłótni domowej.

W 16. edycji Memoriału Edwarda Jancarza rywalizacja szykujących się do sezonu żużlowców stała na wysokim poziomie. Po 20-biegowej fazie zasadniczej najwyżej sklasyfikowany był Zmarzlik. Lider Stali Gorzów stracił jeden punkt, przegrywając w 5. wyścigu z Woryną. W finałowej ósemce zabrakło m.in. Patryka Dudka, który wygrywał Memoriał w latach 2016 i 17, a przed rokiem był drugi. W decydującym biegu najlepiej wystartował Pawlicki i mimo ataków Zmarzlika nie oddał prowadzenia do mety. Za ich plecami równie ciekawą walkę stoczyli Kacper Woryna (ROW Rybnik) i Szwed Antonio Lindback (GKM Grudziądz). Zawody były pechowe dla rosyjskich żużlowców. Artiom Łaguta doznał kontuzji obojczyka po upadku w swoim pierwszym wyścigu, a w 19. biegu poturbowali się wzajemnie Grigorij Łaguta i Emil Sajfutdinow.

 

Zmarzlik wicemistrzem świata na żużlu

Ostatni w tym roku turniej Grand Prix rozegrany na torze w toruńskiej Motoarenie wygrał Brytyjczyk Tai Woffinden i przypieczętował zdobycie trzeciego w karierze tytułu mistrza świata na żużlu. Wicemistrzostwo zdobył Polak Bartosz Zmarzlik.

 

Przed ostatnimi w sezonie zawodami w Toruniu Woffinden miał nad drugim w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix Bartoszem Zmarzlikiem 10 punktów przewagi. Żużlowiec Stali Gorzów w drugiej części sezonu jeździł lepiej od Brytyjczyka i sukcesywnie odrabiał straty, więc w Motoarenie mógł jeszcze przy korzystnym dla niego przebiegu rywalizacji nawet pokusić się o zdobycie pierwszego w karierze mistrzowskiego tytułu. A los mu sprzyjał, bo gdy w 15. wyścigu na końcu prostej startowej z impetem wjechał pod motocykl Przemysława Pawlickiego, doprowadzając do upadku rywala, sędzia Jesper Steentoft nie wykluczył Zmarzlika z powtórki biegu, tylko… Pawlickiego. Dzięki tej decyzji Zmarzlik w powtórce zgarnął trzy punkty i przedłużył swoje szanse na wyprzedzenie Woffindena.

Ale Brytyjczyk przyjechał do Torunia dobrze przygotowany. Wytrzymał presje i gdy w 20. biegu zdobył trzy punkty, w tym momencie miał nad ścigającym go Polakiem sześć „oczek” przewagi i praktycznie mistrzowski tytuł w kieszeni. Ale ścigający się na co dzień w barwach Sparty Wrocław brytyjski żużlowiec nie chciał żadnych niedomówień. Startując w drugim półfinale zajął drugie miejsce i już mógł świętować swój trzeci tytuł w karierze, bowiem Zmarzlik nie zdołał awansował do finału. Szczęśliwy Woffinden rozpoczął fetowanie sukcesu, ale w finale zdołał się ponownie skoncentrować i minął metę na pierwszej pozycji, żeby nikt nie miał wątpliwości, kto w tym sezonie był najlepszym jeźdźcem w cyklu Grand Prix. Na dwóch kolejnych pozycjach zawody ukończyli Rosjanie Artiom Łaguta i Emil Sajfutdinow.

Zmarzlik mimo porażki też był zadowolony. „To mój największy sukces w karierze, więc jestem szczęśliwy. Dziękuje wszystkim, którzy mi pomagali w jego osiągnięciu. Walczyłem do końca z Taiem, ale on był lepszy. Nie poddaję się jednak i w kolejnym sezonie też zamierzam walczyć o mistrzowski tytuł” – powiedział Zmarzlik przed kamerami stacji Canal+. Dla 23-letniego Polaka srebrny medal to najlepsze jak dotąd osiągnięcie w karierze. Zdobył go w swoim trzecim sezonie jako stały uczestnik cyklu Grand Prix. Przypomnijmy, że w 2016 roku jako debiutant w tej prestiżowej rywalizacji od razu wywalczył brązowy medal.

W tym roku trzeci w klasyfikacji końcowej był Fredrik Lindgren. Rok temu Szwed stracił szansę na medal przez kontuzję. W tym wreszcie go zdobył nieznacznie wyprzedzając Macieja Janowskiego i Grega Hancocka. Poza Woffindenem, Zmarzlikiem, Lindgrenem, Janowskim i Hancockiem, pewni udziału w cyklu Grand Prix 2019 są jeszcze Łaguta, Jason Doyle i Sajfutdinow, a także trzej najlepsi zawodnicy GP Challenge – Janusz Kołodziej, Niels Kristian Iversen i Antonio Lindbaeck.

 

Zmarzlik wciąż za Woffindenem

Tai Woffinden wygrał Grand Prix Niemiec w Teterow, pokonując w finale m.in. Bartosza Zmarzlika, najgroźniejszego konkurenta w rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata. Brytyjczyk powiększył swoją przewagę na Polakiem do 10 punktów.

 

Pogoda w Teterow, co już jest normą w tym turnieju, nie rozpieszczała żużlowców. Przed zawodami mocno popadało i tor w zasadzie nie nadawał się do ścigania. Organizatorzy dopiero po kraksach w 4. wyścigu zdecydowali się na zdjęcie lemieszem górnej warstwy nawierzchni. Najpierw groźny upadek zaliczyli Maciej Janowski i Craig Cook, a w powtórce Martin Vaculika. Słowak uszkodził rękę i był zmuszony wycofać się z turnieju.Po ponad półgodzinnych pracach nad poprawą toru udało się wznowić zawody. Polskich kibiców interesował przede wszystkim pościg Bartosza Zmarzlika za liderem klasyfikacji generalnej cyklu Taiem Woffindenem. Polak był szybki i zdobywał dużo punktów, ale Brytyjczyk mu nie ustępował.

Przed finałem gorzowianin był o jeden punkt lepszy, lecz słabo wystartował i ostatecznie minął metę na trzeciej pozycji, przez co nie tylko że nie odrobił straty do Woffindena, ale jeszcze rywal ją powiększył do 10 punktów, co przed ostatnimi tegorocznymi zawodami, Grand Prix Polski w Toruniu, stawia brytyjskiego żużlowca w komfortowej sytuacji. Jeśli nie przydarzy mu się jakaś kontuzja czy inny losowy przypadek, to jest już raczej przesądzone, że zdobędzie trzeci w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata.

Równie zażarta była rywalizacja trzeciego w klasyfikacji generalnej Macieja Janowskiego z czwartym Fredrikiem Lindgrenem. Poobijany w czwartym biegu wrocławianin ostatecznie zdobył tyle samo punktów co Szwed, więc w klasyfikacji generalnej obaj zachowali status quo. Po udanym występie w Teterow do walki o brązowy medal może się jeszcze włączyć Greg Hancock, który do tej dwójki traci pięć punktów. Amerykanin w sobotę zaliczył swój 92 finał w cyklu Grand Prix. Wypada też odnotować drugie miejsce na podium Australijczyka Jasona Doyle’a, który we wszystkich turniejach rozegranych w Teterow zajmował miejsce na podium. Wiadomo już jednak, że Dole nie ma żadnych szans na obronę mistrzowskiego tytułu i w Toruniu odda go w ręce Woffindena lub Zmarzlika, co przecież wciąż jest możliwe.

 

Klasyfikacja generalna IMŚ:

1. Tai Woffinden (W. Brytania) – 124 pkt
2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 114
3. Maciej Janowski (Polska) – 98
– Fredrik Lindgren (Szwecja) – 98
5. Greg Hancock (USA) – 93
6. Jason Doyle (Australia) – 86
7. Patryk Dudek (Polska) – 84
8. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 78
9. Artiom Łaguta (Rosja) – 77
10. Matej Zagar (Słowenia) – 73
11. Nicki Pedersen (Dania) – 67
12. Chris Holder (Australia) – 60
13. Martin Vaculik (Słowacja) – 44
14. Przemysław Pawlicki (Polska) – 35
15. Craig Cook (W. Brytania) – 30

17. Szymon Woźniak (Polska) – 8
18. Krzysztof Kasprzak (Polska) – 7
26. Maksym Drabik (Polska) – 2
27. Bartosz Smektała (Polska) – 2.

 

 

Zmarzlik goni Woffindena

Zawody o Grand Prix Słowenii w Krsko wygrał Patryk Dudek, ale kibiców czarnego sportu w naszym kraju bardziej ucieszyło to, że drugi w klasyfikacji generalnej Bartosz Zmarzlik do prowadzącego Taia Woffindena ma już tylko 9 punktów straty.

 

W Krsko Zmarzlik odrobił do Brytyjczyka siedem punktów. Przed Grand Prix Słowenii miał 16 punktów straty, teraz ma ich dziewięć. Gorzowianinowi trochę pomógł polski sędzia Artur Kuśmierz, który wykluczył Woffindena w 16. biegu za przekroczenie limitu dwóch minut na przygotowanie do startu, ale nie zmienia to faktu, iż na trudnym torze w Krsko Zmarzlik jeździł po prostu lepiej od brytyjskiego żużlowca. Polak jeździł agresywnie i walczył o punkty w każdym wyścigu. A nie były to łatwe zawody, bo organizatorzy w tym roku nie popisali się z przygotowaniem toru.

W czołowej ósemce zabrakło Woffindena i była to spora sensacja, bo w obecnej edycji cyklu Grand Prix Brytyjczyk aż w siedmiu turniejach dochodził do półfinałów, a sześć razy ścigał się w finale. W Krsko w awansie przeszkodziło mu wspomniane wykluczenie w 16. biegu, ale jego bilans krzywd i korzyści wychodzi w tym sezonie na zero, bo w GP Szwecji w Malilli sędzia nie ukarał Brytyjczyka za przejechanie dwoma kołami wewnętrznej, białej linii, czyli w pewnym sensie podarował mu punkty. Z naszych żużlowców wszyscy na słoweńskim torze pokazali się z dobrej strony. Pecha miał Janowskiego, który przez defekt na prowadzeniu w pierwszym starcie musiał jechać w powtórce z czwartego pola w półfinale. Patryk Dudek awans do półfinału wywalczył rzutem na taśmę, a w decydujących biegach przypomniał rywalom, że w Krsko akurat lubi i potrafi się ścigać. To tu wywalczył po raz pierwszy miejsce na podium w cyklu SGP.

Woffinden, choć w Grand Prix Słowenii zdobył tylko pięć punktów, to jednak utrzymał fotel lidera w klasyfikacji generalnej i nadal jest faworytem do zdobycia tytułu indywidualnego mistrza świata. Dziewięć punktów przewagi nad Zmarzlikiem może mu wystarczyć do zwycięstwa, ale wcale nie musi. Do rozegrania zostały jeszcze dwa turnieje. Trzecie miejsce utrzymał Maciej Janowski, ale czwarty Fredrik Lindgren ma już tyle samo punktów. Zwycięzca GP Słowenii Patryk Dudek awansował na piątą pozycję. Następna runda Grand Prix odbędzie się 22 września na Bergring Arena w Teterow. Zawody sędziować będzie Brytyjczyk Craig Ackroyd, co nie jest dobrą wiadomością dla Zmarzlika i Janowskiego.

 

Czołówka klasyfikacji generalnej:

1. Tai Woffinden (W. Brytania) 108 pkt; 2. Bartosz Zmarzlik (Polska) 99; 3. Maciej Janowski (Polska) 89; 4. Fredrik Lindgren (Szwecja) 89; 5. Patryk Dudek (Polska) 84; 6. Greg Hancock (USA) 81; 7. Artiom Łaguta (Rosja) 73; 8. Jason Doyle (Australia) 70; 9. Emil Sajfutdinow (Rosja) 70; 10. Matej Zagar (Słowenia) 61.

 

Zmarzlik już jest drugi

Bartosz Zmarzlik był o krok od zwycięstwa w Grand Prix Polski w Gorzowie. Polak przegrał w finale z Czechem Martinem Vaculikiem. Trzecie miejsce zajął lider klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Tai Woffinden, a czwarte Patryk Dudek.

 

Z siedmiu triumfatorów zawodów cyklu Grand Prix Polski rozgrywanych wcześniej w Gorzowie w minioną sobotę na torze im. Edwarda Jancarza zabrakło jedynie Jarosława Hampela, zwycięzcy z 2013 roku. Pozostała szóstka przybyła powalczyć o drugie w karierze zwycięstwo na gorzowskim torze: Greg Hancock (wygrał w 2011), Martin Vaculik (2012), Bartosz Zmarzlik (2014), Matej Zagar (2015), Jason Doyle (2016) i Tai Woffinden (2017). Ulewny deszcz tuż przed zawodami trochę utrudnił życie organizatorom turnieju.

Na szczęście udało się przygotować tor i zawody rozpoczęły się jedynie z półgodzinnym poślizgiem. Początek rywalizacji nie zapowiadał wielkich emocji, bo w pierwszej serii o sukcesie decydował start i wyjście z pierwszego łuku, bo potem zawodnicy jechali już aż do końca gęsiego.W kolejnych biegach emocji jednak nie zabrakło. Z pięciu naszych reprezentantów do półfinałów gorzowskiej imprezy awansowało ostatecznie trzech – Zmarzlik, Dudek i Janowski. Szymon Woźniak i Przemysław Pawlicki odpadli po rundzie zasadniczej. W pierwszym półfinale wystartowała cała trójka Polaków. Wyścig wygrał Zmarzlik przed Dudkiem, a Janowski zamknął stawkę przegrywając z Zagarem. W drugim biegu półfinałowym najszybszy był Martin Vaculik, który wyprzedził lidera klasyfikacji generalnej cyklu Gran Prix Taia Woffindena, Artioma Łagutę i Amerykanina Grega Hanckocka.

Finał rozegrano w nerwowej atmosferze. Z powodu falstartu zawodnicy musieli raz jeszcze ustawić się przed taśmą. Tym razem start był udany, ale zaraz po nim Zmarzlik zderzył się z Dudkiem. Na szczęście nic im się nie stało i sędzia nie wykluczył żadnego z powtórki biegu. Start wygrał Zmarzlik, ale zaskakujący atak przy bandzie zapewnił zwycięstwo Vaculikowi, który jest teraz jedynym żużlowcem, który ma na koncie dwa triumfy na gorzowskim torze w zawodach cyklu Grand Prix.
Zmarzlik musiał zadowolić się drugim miejscem. Trzeci był Tai Woffinden, a czwarty Patryk Dudek. Do końca rywalizacji w GP zostały już tylko trzy starty. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej utrzymał Woffinden (103 pkt), na drugie miejsce awansował Zmarzlik (87), który wciąż ma szansę na odrobienie 16 punktów straty do Brytyjczyka.

Janowski z dorobkiem 79 pkt utrzymał trzecią pozycję, czwartą zajmuje zaś Szwed Fredrik Lindgren (76 pkt), a Dudek (68 pkt) przesunął się z szóstego na na piąte miejsce. Za nim ze stratą dwóch „oczek” są 6. Hancock, Łaguta i Sajfutdinow.

 

Klęska żużlowców w półfinale

Żużlowy turniej Grand Prix Skandynawii w szwedzkiej Malilli wygrał Duńczyk Nicki Pedersen. Drugie miejsce zajął Słoweniec Matej Zagar, a trzecie Szwed Fredrik Lindgren. Polscy żużlowcy, Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek i Maciej Janowski, odpadli w półfinale.

 

Lindgren obronił się przed ścigającymi go w klasyfikacji generalnej Maciejem Janowskim i Bartoszem Zmarzlikiem, a jeszcze odrobił trzy punkty straty do prowadzącego w zestawieniu Brytyjczyka Taia Woffindena. Znaczny awans w klasyfikacji Grand Prix zanotowali najlepsi w Malilli Nicki Pedersen i Matej Zagar. Przed Grand Prix Skandynawii Woffinden miał 20 punktów przewagi nad Lindgrenem, po zawodach ma ich 17. Janowski traci do Lindgrena cztery punkty, a Bartosz Zmarzlik pięć. Na torze w Malilli swoja pozycje poprawił nasz aktualny wicemistrz świata Patryk Dudek, który wykorzystał słabszy występ Amerykanina Grega Hancocka i Rosjanina Artioma Łaguty, ale jego strata do zawodników zajmujących miejsca medalowe jest jeszcze spora. Najlepsi w sobotę także poprawili swoje lokaty, bo za plecy Słoweńca i Duńczyka spadli Australijczycy Jason Doyle i Chris Holder. Kolejny z naszych żużlowców, Przemysław Pawlicki, utrzymał się na 13. miejscu.

Wyniki polskich żużlowców mogły być dużo lepsze, gdyby nie sędzia zawodów Craig Ackroyd. Anglika już po kilku pierwszych biegach należało odesłać do okulisty, bo zupełnie nie reagował na wykroczenia zawodników, którzy dwoma kołami wyjeżdżali poza białą linię. Ale skompromitował się zaliczając Woffindenowi zwycięstwo w drugiej serii, co było decyzją skandaliczną, bo Ackroyd zwyczajnie sprezentował swojemu rodakowi awans do półfinału. Te trzy punkty, których brytyjski żużlowiec nie powinien dostać, mogą mieć w ostatecznym rozrachunku kluczowe znaczenia. A co będzie, jeśli się okaże, że przez błąd stronniczego rodaka Woffinden zostanie mistrzem świata?

Angielski arbiter nie popisał się też w pierwszym półfinale, wykluczając Bartosza Zmarzlika po upadku na pierwszym łuku. Żużlowiec Stali Gorzów, który w fazie zasadniczej zawodów ogrywał rywali koncertowo, wywrócił się chwilę po tym, jak przejechał obok niego Fredrik Lindgren. Polak zapewniał, że został przez Szweda wytrącony z równowagi, ale telewizyjne powtórki jednoznacznie tego nie potwierdzały. Sędzia mógł nakazać powtórkę biegu w pełnej obsadzie, ale wybrał opcję z wykluczeniem Zmarzlika, wypaczając w ten sposób ideę uczciwej rywalizacji. Drugi bieg półfinałowy z udziałem dwóch naszych żużlowców, Macieja Janowskiego i Patryka Dudka, też nie zakończył się po myśli biało-czerwonych. Może dlatego, że Janowski i Dudek skupili się na rywalizacji między sobą, co skwapliwie wykorzystali Matej Zagar i Martin Vaculik, którzy minęli metę mając obu Polaków za plecami.

 

Piotr Pawlicki mistrzem Polski na żużlu

Żużlowiec Unii Leszno Piotr Pawlicki wywalczył na torze macierzystego klubu pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza Polski. W finałowym wyścigu wyprzedził Macieja Janowskiego (Sparta Wrocław) i klubowego kolegę Janusza Kołodzieja.

 

Czwórka zawodników, która na torze Unii Leszno przystąpiła do decydującej walki o mistrzostwo Polski, nie była zaskoczeniem. Znaleźli się w niej Maciej Janowski, Bartosz Zmarzlik, Janusz Kołodziej Kołodziej i Piotr Pawlicki. Dwaj ostatni z wymienionych to zawodnicy Unii i znajomość toru była ich atutem. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Finałowy bieg musiał zostać powtórzony, bowiem na pierwszym wirażu Bartosz Zmarzlik trącił przednie koło motocykla Piotra Pawlickiego i spowodował jego upadek. Sędzia zawodów Krzysztof Meyze długo się zastanawiał, aż w końcu podjął decyzję o wykluczeniu żużlowca Stali Gorzów z powtórki. Powtórzony bieg pewnie wygrał Pawlicki, który prowadził od startu, a za jego plecami o wicemistrzowski tytuł zaciętą walkę stoczyli Janowski z Kołodziejem. Ostatecznie wrocławianin na mecie wyprzedził rywala o pół koła.

Zawody w Lesznie dostarczyły ponad sześciotysięcznej publiczności mnóstwo emocji. W większości wyścigów toczono zacięte walki o każdy punkt, ale już po kilku biegach było jasne, kto tego dnia będzie się liczył w rywalizacji o medale. Kibiców zmylił na początku zmylił trochę Janowski, który w mocno obsadzonym inauguracyjnym wyścigu (Piotr Pawlicki, Kołodziej, Zmarzlik) przyjechał jako ostatni, zaś w kolejnym swoim występie zaliczył defekt maszyny. Potem jednak wrocławianin wygrał trzy kolejne biegi i awansował do barażu, w którym o miejsce w finale powalczył z zawodnikami z miejsc 3-6 po rundzie zasadniczej. Rzutem na taśmę do barażu zakwalifikował się też młodzieżowiec Unii Bartosz Smektała, który zajął pierwsze miejsce w ostatnim biegu fazy zasadniczej. Sędzia musiał obejrzeć powtórkę, bo leszczynianin minął metę ramię w ramie z Adrianem Miedzińskim.

W zawodach na leszczyńskim torze nie liczył się broniący tytułu Szymon Woźniak. Rekordzistą indywidualnych MP jest Tomasz Gollob, który wygrywał je ośmiokrotnie, a na podium stawał w sumie aż 16 razy.

 

Czołówka IMP 2018:

1. Piotr Pawlicki (Unia Leszno)
14+3 (3,3,1,2,2,3);
2. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) 11+2 (0,d,3,3,3,2);
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
13 (1,3,3,2,3,1);
4. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów)
13 (2,3,2,3,3,w);
5. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona Góra) 12+0 (3,2,2,3,2);
6. Bartosz Smektała (Unia Leszno)
10+1 (1,3,3,0,3);
7. Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra)
8 (3,0,1,3,1);
8. Mateusz Szczepaniak (ROW Rybnik)
8 (2,2,2,2,0);
9. Norbert Kościuch (Orzeł Łódź)
7 (3,2,0,2,0);
10. Adrian Miedziński (Włókniarz Częstochowa) 7 (1,1,2,1,2).