Wyszyński nieświęty

Kolejny polski duchowny wchodzi na ołtarze Kościoła katolickiego. Polskie media zachłystują się w peanach nad osobą kard. Stefana Wyszyńskiego – bo to właśnie on został 12 września beatyfikowany w stołecznej Świątyni Opatrzności Bożej.

Zachwytów nie mąci fakt, że sama konotacja świętości we współczesnym świecie mocno przybladła. Oczywiście tego przyczyną są skandale różnego rodzaju, zwłaszcza obyczajowe i korupcyjne, trapiące Kościół rzymski. Nagminnie goszczą one na łamach mediów. Dotyczą one także kanonizowanych i beatyfikowanych – czyli świętych i błogosławionych mających stanowić wzorce moralno-osobowych wg nauki Kościoła – w rodzaju Matki Teresy z Kalkuty, założyciela Opus Dei Escrivy de Balaguera czy samego Jana Pawła II.

Beatyfikacja (z łac. beatificare – wyróżniać) – to akt wydawany przez Kościół katolicki, uznający osobę zmarłą za błogosławioną, zezwalający na publiczny kult, ale o charakterze lokalnym (np. w diecezji czy państwie). Wydawany jest po pozytywnym przeprowadzeniu procesu beatyfikacyjnego. Beatyfikację – stanowiącą niejako niższy stopień kultu i jest zazwyczaj wstępem do kanonizacji (czyli uznaniem pełnej i globalnie czczonej świętości) – zatwierdza papież.

Większość czytelników „Trybuny” mniej lub bardziej zna meandry kariery kościelnej i politycznej – tak to trzeba nazwać – kard. Stefana Wyszyńskiego, długoletniego Prymasa Polski (1948-81). Związana jest ona nierozerwalnie z najnowszymi, powojennymi dziejami Polski Ludowej. Nie będę więc wspominać powszechnie kojarzonych faktów, nawet jeśli w ostatnich latach (po 1989 r.) przedstawiano je najczęściej w mitycznej, nierzeczywistej, mocno zakłamanej formie. „Dziękujemy” za to IPN-owi i zwierzęco-antykomunistycznym środkom masowej komunikacji. dla nich historię Polski rysuje się wyłącznie wedle schematu „czerni i bieli”. Oczywiście – czerń ma utożsamiać rządzących Polską do 1989 tzw. „komunistów”. Bez rozróżnienia niuansów, czasów i ewolucji jakim podlegała władza w PRL. Tak rysuje się też hagiografię, publicznie i powszechnie przedstawiającą postać i działania Stefana Wyszyńskiego na przestrzeni upływającego czasu . Bo on też się zmieniał, ewoluował, dostosowywał się do okoliczności. Jak każdy człowiek, a polityk (tej rangi) przede wszystkim.

Wyszyński był nieodrodnym synem polskiej wsi i takiej religijności, by nie rzec – pobożności. Charakteryzującej się od zawsze manifestacyjną, ludową, plebejską formą wiary religijnej. Bardzo specyficzną dla społeczności rolniczych i tradycjonalistycznych. To był twardy i mocno zmurszały – jak nawet na lata poprzedzające Vaticanum II – konserwatyzm. Stąd się u niego brał dewocyjny kult Matki Jezusa. Było to żywe echo dawnych, przed-chrześcijańskich kultów płodności i Matki Ziemi, ubranych oczywiście w katolicki sztafaż liturgii, kultu i specyficznej dewocji. Ma się ono dobrze do dziś w całej, ludowej wiejsko-małomiasteczkowej formie kultu maryjnego.
Z tym wiąże się także prymasowska konserwatywnie, zachowawczo uzasadniona niechęć do „nowinek”, jakie niosły czasy poprzedzające II Sobór Watykański, wobec głównych kierunków soborowej debaty, której wektory nadawali tzw. „progresiści” (zwłaszcza jeśli chodziło o hasła-klucze Jana XXIII reform w Kościele: accomodata renovatio i aggiornamento – czyli uwspółcześnienie Kościoła i jego nauki) oraz czasów burzy i naporu, jakie wstrząsnęły Kościołem i katolicyzmem – zwłaszcza na Zachodzie Europy i w Ameryce Łacińskiej – po Soborze. Na tym tle, w warstwie teologiczno-praktycznej przebiegał konflikt (skrywany i o którym się dziś mało mówi) między Wyszyńskim a tzw. „katolicyzmem otwartym”, reprezentowanym w czasach przedsoborowych, podczas trwania Soboru i po nim (gdy przyszła pora na praktyczne wdrażanie uchwał soborowych) przez środowiska proreformatorskie wewnątrz polskiego katolicyzmu.

Chodzi przede wszystkim o krakowski Znak

Jerzy Turowicz i spółka byli entuzjastami kierunków rozwoju, jakie miało nadać Kościołowi i jego nauce Vaticanum II. Tymczasem Wyszyński oraz gros polskiego episkopatu byli „chłodno wycofani” wobec tych pomysłów i prób drobnych nawet reform w Kościele. I przyczyną tego nie był fakt, iż Polską rządzili wówczas „komuniści”. Powtórzę – wynikało to z ich konserwatyzmu, tradycjonalizmu i owej dewocyjno-bigoteryjnej religijności, pozbawionej indywidualizmu w kontakcie wierny – Absolut, subiektywnego i krytycznego stosunku do wiary oraz personalnej realizacji jej zasad. W takim bowiem wymiarze maleje znaczenie kapłana, tak mocno podkreślane w polskiej religijności, której hołdował m.in. Wyszyński. I to jest też przejaw polskiego klerykalizmu. Tu należy również szukać współczesnych problemów Polski z nad-obecnością Kościoła w przestrzeni publicznej i negatywnego stosunku wielu hierarchów oraz lwiej części duchowieństwa do demokracji, wolności obywatelskich, swobód obyczajowych. .

Nawiasem mówiąc – m.in. dlatego lata pontyfikatu Karola Wojtyły wielu zachodnioeuropejskich, progresywnie nastawionych teologów i filozofów katolickich (i nie tylko oni, ale także znawcy tematyki kościelnej oraz grono krytycznych i obiektywnych watykanistów) słusznie i zasadnie uznało za regres w stosunku do czasów soborowych. Jan Paweł II to nieodrodny syn polskiego katolicyzmu i takiej też wersji Kościoła – w efekcie niektórzy obserwatorzy pisali nawet o powrocie do czasów „Piusów”.

Wracając do ewolucji, jakiej podlega każdy człowiek wraz z upływem czasu: nie inaczej było ze Stefanem Wyszyńskim. Oto w latach 30. XX wieku młody ksiądz Wyszyński, będąc redaktorem naczelnym katolickiego miesięcznika diecezji włocławskiej „Ateneum Kapłańskie” opublikował ponad 100 tekstów, z których większość zahaczała o problemy zderzenia katolickiej nauki społecznej, z potężnymi zagadnieniami społecznymi, wywołanymi głębokim kryzysem gospodarczym, masowym bezrobociem i brakiem sprawiedliwości społecznej trawiącymi II RP. Tu widzimy źródła jego socjalnych zainteresowań, ale w perspektywie … narodowej. Dziś publikowane w mediach panegiryki ukrywają skrzętnie jego narodowo-socjalistyczne fascynacje sprzed wojny. Wyszyński nie krył bowiem zachwytu nad rozwiązaniami na szeroką skalę zastosowanymi w III Rzeszy. Taki był wówczas trend w Europie. Oto kilka przykładów i cytatów:

  • „Dzisiejsza Trzecia Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkich idei, które mają przynieść odrodzenie ludzkości. (…) Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację” (Ateneum Kapłańskie, nr 1938, z. I s. 23)
  • „Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację” (tamże)
  • „Zasady wychowawcze nacjonalizmu niemieckiego są WZORCEM dla innych narodów. W nacjonalizmie odbija się dusza Niemiec” (Ateneum Kapłańskie, 1937, z. I, s 152).
    O stwierdzeniach jawnie zahaczających o antysemityzm pojawiających się w tym periodyku (zresztą jak w wielu katolickich i narodowych publikatorach) nie warto wspominać. Pisał na ten temat m.in. Przemysław Prekiel w tekście pt. „ONR-u rasizm na sztandarach” („Nigdy Więcej”, wiosna-lato 2014). Co oczywiście nie przeszkadzało potem, w czasie wojny, Wyszyńskiemu pomagać ściganym i prześladowanym powszechnie obywatelom polskim pochodzenia żydowskiego.
    To w tych narodowych – niesłychanie tradycjonalistycznie pojmowanych – wartościach należy szukać źródeł takich słynnych wystąpień publicznych kard. Wyszyńskiego, już jako Prymasa Polski, gdy jawnie poparł władze Polski Ludowej. Rozumiał, że było to w interesie państwa polskiego, zachowania spokoju społecznego i dalszego rozwoju kraju. To październik 1956, kiedy po wyjściu z internowania Prymas otwarcie apeluje o poparcie programu jaki niosła osoba Władysława Gomułki, ówczesnego I Sekretarza PZPR i autentycznego w owym czasie przywódcy Polski. Tu także należy zakwalifikować niemniej słynną homilię na błoniach jasnogórskich w gorących dniach sierpnia 1980 i apel o rozwagę oraz odpowiedzialność nie tylko ze strony władzy, ale i strajkujących pracowników. Krotko mówiąc – Wyszyński mimo swego konserwatyzmu i antykomunizmu był propaństwowcem. W starym, -XIX wiecznym stylu z rolą Kościoła jako najważniejszej siły w państwie i społeczeństwie.
  • Na zakończenie dwie refleksje. Tu, w takich uwarunkowaniach i wizjach świata, Polski, człowieka – tkwią źródła sukcesu Tadeusza Rydzyka i jemu podobnych kapłanów. Ich świat jest po prostu inny, nowoczesnym być nie może. Brakuje nim jednak, mimo wszystkich ograniczeń i antymodernizmu, szerszego spojrzenia na państwo i społeczeństwo, jakim dysponował Wyszyński. Inne były czasy, inne wyzwania. Co oczywiście nie determinuje ewentualnego zachowania w warunkach demokracji po 1989 r. To są jedynie luźne przypuszczenia.
    I druga refleksja. Oto dwie, niesłychanie ważne dla dziejów Polski w II połowie XX wieku, dla historii Polski Ludowej, osobistości życia publicznego, przedstawiane na zasadzie absolutnej antynomii i walki – czyli Wyszyński i Gomułka – osobowościowo, mentalnie, w sposobach widzenia świata i ludzi są niesłychanie do siebie zbliżone. Mimo politycznych różnic i personalnych doświadczeń. Bardzo podobne, gdyż wyrosłe z tej samej gleby polskiego konserwatyzmu i tradycji. Paradoks – nie, samo życie.

„Dobro Rzeczypospolitej zawsze mieć przed oczyma” (cz. II)

   „Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do dziejów ojczystych, ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości Narodu”.

  kard. Stefan Wyszyński

    „Prymas był człowiekiem wielkiego rozumu, serca i odpowiedzialności”

    gen. Wojciech Jaruzelski

Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Stefana Kard. Wyszyńskiego trwał od maja 1989 r. Fakt, że gen. Wojciech Jaruzelski złożył w nim zeznania, będąc ciężko chorym – niech będzie dla Państwa zachętą do kolejnego „spojrzenia” na Prymasa Tysiąclecia, jako „duchowego sługi” dobra Polski. Znamiennym wyrazem tej „służby” jest taki fakt. Podczas mszy św. dla Polonii w RFN (1978 r.), jej uczestnicy zaśpiewali „Boże coś Polskę” ze słowami – „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Prymas powiedział zebranym -„Niewłaściwie śpiewacie tę pieśń. Zalecamy w naszych kościołach śpiewanie w oryginalnej treści: Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. Sens tłumaczył tak -„Choć nie wszystko nam się w tej Ojczyźnie podoba, ale jest to nasza Ojczyzna”. Może w „dniach beatyfikacji” warto postawić – dla niektórych obrazoburcze pytania – a czy dziś „wszystko nam się podoba, czy nie jest to dla nas nasza Ojczyzna”? A czy PRL nie powinna być „naszą Ojczyzną” dla młodego pokolenia Polaków, zważywszy – jak mówił Prymas – na „ducha miłości do dziejów ojczystych”. Co my, „dużo starsze” i sędziwe pokolenie możemy tu jeszcze uczynić – pomyślmy!

Prymas o Partii

Nikt zapewne nie zdziwi się, że Prymasowi „ nie podobała się w Ojczyźnie” działalność Partii. Ale nie stawiał na pierwszym miejscu „swobody religijnej”, jak dziś powiedzielibyśmy. Na uwadze miał cele wyższe. Prymas spotkał się z Edwardem Gierkiem w listopadzie 1979 r. Wręczył memoriał – nie konsultowany z Episkopatem, gdzie wytykał błędy, nieprawidłowości w postępowaniu władz.  Rozmawiając z Generałem w Natolinie 26 marca 1981 r., m.in.  stwierdził -„Nie mam powodu do adorowania partii. Ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nic nie zrobił. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. Oczywiste są te racje. Szerszy horyzont patrzenia Kierownictwa Partii na sprawy robotnicze mógłby spowodować uniknięcie wydarzeń w Radomiu i Ursusie. Tak patrząc, można domniemywać uniknięcia groźby interwencji radzieckiej w sierpniu – wrześniu 1980 r., o czym nikt u nas nie wiedział (pisałem „Ściśle tajny dokument”). Dekada lat 80-tych dowodzi, że ta Partia,  choć „chwiejnego zdrowia”, jej reformatorskie skrzydło na czele z Generałem, doprowadziło do Okrągłego Stołu i do historycznych przemian. Ale na początku lat 80- tych pozycja Partii była słaba. 

 Stanisław Kania, na posiedzeniu BP KC PZPR, 8 lutego 1981, złożył relację z rozmowy z Prymasem w dniu 7 lutego: „Wyszyński uważa, że w Polsce musi być silna władza, że Polska jest związana z blokiem socjalistycznym, że musi być partia, która winna sama się regenerować. Jeśli zaś partia miałaby się rozsypać, to wówczas musiałaby powstać nowa partia. On, Prymas Polski opowiada się za obecną partią, ale zmienioną. Partia gwarantuje władzę i spokój”. Kto po 40 latach poda argumenty, dowody, że oceny Prymasa w ówczesnej sytuacji nie miały realnych  i racjonalnych podstaw? Od lipca- homilia na Jasnej Górze, do lutego – czas tej rozmowy wykazał, że przed Partią staje historyczne wyzwanie – „zagwarantować spokój”. Po latach z westchnieniem Generał wypowiedział myśl- gdyby żył Prymas Tysiąclecia, nie doszłoby do stanu wojennego.

Prymas o Polsce i Solidarności.

„Czas Solidarności” narzucił nie spotykane dotąd tempo biegu naszej, polskiej historii. Choć fragmentarycznie pisałem poprzednio – korzystam z Państwa sugestii –  dla chronologicznej ciągłości przypominam te fakty.

Jasna Góra, 26 sierpnia 1980 r.  : 

„W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku. Jeśli się obudzi w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie  odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa. Odpowiedzialność jest wspólna, bo wspólna jest i wina”…

„To wszystko wymaga rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy. Bez tego nie ma właściwego rozwiązania sytuacji, pomimo najsłuszniejszych racji, jakie moglibyśmy przytoczyć” 

„Żądania mogą być słuszne i na ogół są słuszne, ale nigdy nie jest tak, aby mogły być spełnione od razu, dziś. Ich wykonanie musi być rozłożone na raty. Trzeba więc rozmawiać: w pierwszym rzucie wysuwamy żądania, które mają podstawowe znaczenie, w drugim rzucie następne. Takie jest prawo życia codziennego…Musimy mieć roztropność kierowniczą … Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”… 

 „Pamiętajcie, jesteśmy narodem na dorobku. Doszliśmy do wolności przez gruzy. Jeszcze jako nowo mianowany biskup Warszawy szedłem do swojej katedry, prokatedry po stertach gruzów. Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. Ale nie nastąpiło to od razu. Dużo pozostało do zrobienia. Trzeba ciągle zwielokrotniać wysiłek pracy, pogłębiać jej poziom moralny, poczucie odpowiedzialności zawodowej, ażeby nastąpił należyty ład i porządek”…

    Prymas, czując odpowiedzialność za Ojczyznę – wzywał ze „świętego miejsca” do:

– „odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny”. Ta gorzka refleksja, sprawdziła się w grudniu, gdy miliony Polaków, także i strajkujących członków Solidarności stanęło przed widmem śmierci z głodu i zimna. Z goryczą oceniał Generał – gdyby „mitygujące wskazówki… prymasa Wyszyńskiego… Glempa”, zrozumieli „wszyscy działacze Solidarności”, wówczas stan wojenny nie byłby potrzebny. Ze zdumieniem i dozą wstydu, wypada zapytać- czyżby członkowie Solidarności nie znali tej banalnej prawdy, żeby strajkować, protestować czy głosić wzniosłe idee i pisać „patriotyczne narracje”- trzeba być najpierw sytym, najedzonym. A potem-trzeba żyć by głosić romantyczne wizje, mądrze, racjonalnie dążyć do urzeczywistnienia.  Godzi się zapytać działaczy i doradców Solidarności-czy tego nie wiedzieli w latach 1980-1981? Dlaczego wciąż tępy upór Solidarności ma uznanie, a rozum spotyka pogarda?;

– przypominał, że „wspólna jest i wina”, czyli władzy, partii i strajkujących robotników; 

– wzywał do „rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy”. Kto czytelnie wskaże ile razy, gdzie i kiedy cechy te dobitnie wykazywało w praktyce Kierownictwo Solidarności?; 

– uczył MKS i strajkujących, że wykonanie słusznych żądań musi być rozłożone na raty. Czy i kiedy z tej rady Solidarność skorzystała?;

– przypominał przeszłość, gruzy Warszawy! Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. To zarówno „ku pamięci”, jak i przestrodze, by nie spowodować kataklizmu zniszczenia. Tylko władza pamiętała te bolesne doświadczenia. Kto o tym uczciwie mówi młodzieży?

Głos rozwagi i … przygany

    26 sierpnia 1980 r. ukazał się komunikat Rady Głównej Episkopatu Polski, w którym czytamy -„Osiągnięte porozumienia poparte odpowiednimi gwarancjami, powinny zakończyć strajki, aby normalne funkcjonowanie gospodarki narodowej i życia społecznego w pokoju stało się możliwe. Porozumienia powinny być dotrzymane przez obie strony w myśl zasady: Pacta sunt servanda”. Zachęcam Państwa do własnej oceny „dotrzymania” 21 postulatów przez Solidarność i władzę. Odważcie się, „czując błogosławieństwo” Prymasa w „tych dniach” – podzielcie się z  dziećmi i wnukami swoją roztropną i rozważną oceną w „duchu miłości do dziejów ojczystych”.

Podczas posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski, we wrześniu 1980 r., Prymas:

– poddał pod rozwagę myśl – „Nawet w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się naród, trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby nas doprowadzić do krwawych porachunków wewnętrznych i do interwencji obcej. Wolę utrzymywać, że interwencja obcych sił – tanków sowieckich- jest możliwa, choćbym miał się omylić, niż narazić się na to, by choć jeden chłopiec Polski zginął podniecony pewnością, że Moskale nie naruszą granic Polski”. Czyżby ten światły Prymas we wrześniu – miesiąc po podpisaniu porozumień- już przewidywał walkę bratobójczą, „krwawe porachunki wewnętrzne”, które Solidarność inspirowała a nie zdążyła podjąć. Dzięki Generałowi i obywatelskiej postawie Wojska Polskiego, „Moskale nie naruszyli granic Polski” i ani „jeden chłopiec Polski nie zginął”; Kto będzie to pamiętał w grudniu 2021 r.;

– odpowiedział na dezaprobatę jasnogórskiej homilii ze strony części kościelnej hierarchii. „Po pierwsze – to, co mówiłem, uważam za uzasadnione i słuszne. Po drugie – jeśli miałbym jeszcze raz wystąpić, powiedziałbym to samo. A po trzecie – błogosławię waszą roztropność”. Wyjaśnił biskupom – „Jednym się wydawało, że za mało Prymas mówi >pod rząd<, innym znów, że za mało mówi >pod stoczniowców<. Prymas nie mówi ani pod rząd ani pod stoczniowców, tylko do rozumnych dzieci narodu. Narodowi na tym etapie wystarczyło spokojnie, bez złudzeń powiedzieć tylko tyle”.

7 września 1980, Warszawa, spotkanie z Lechem Wałęsą

Tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą …Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Czyżby już wtedy, zaledwie tydzień, po głośnym podpisaniu porozumień sierpniowych i noszeniu Lecha Wałęsy na robotniczych rękach, po mszy św. w Kościele św. Brygidy, Prymas przewidywał brak „roztropności kierowniczej” i „boczenie” się związkowców na „wypełnianie swoich obowiązków”? Faktem jest, że Solidarność postulatów miała mnóstwo, niczym św. Mikołaj prezentów dla dzieciaków. Pamiętam rozmowę z Generałem podczas której wspominał „dobre rady” Solidarności, by tylko władza je realizowała. 

10 listopada1980  Warszawa, rejestracja Solidarności

Prymas delegacji panny „S” radził – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno -zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie … Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”. Warto zapytać KKP Solidarności –  jak w latach 1980-1981 rozumieli „w praktyce” interes Ojczyzny, który w różnych odniesieniach i znaczeniach przywoływał i tłumaczył Prymas? Chyba Naród zasłużył na taką prawdę po 40 latach! 

Warszawa, 19 stycznia 1981 r. 

Tego dnia, Prymas spotkał się z Lechem  Wałęsą i delegacją Solidarności. Wyjaśniał im- „Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata… W sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, przeprowadzenie właściwej linii ku sprawiedliwości społecznej, aby uruchomić wszystkie prawa człowieka, osoby ludzkiej, a szczególnie prawa społeczne, organizacyjne, zawodowe-wymaga nie lada wysiłku, cierpliwości i rozwagi. Wymaga też nieustannego wiązania waszych najskuteczniejszych porywów z dobrem Rzeczypospolitej, które zawsze macie przed oczyma. Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele – trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Czy te słowa Prymasa trafiły do „serca” przewodniczącego, doradców i ekspertów- patrząc z dystansu 40 lat, Państwo sami możecie orzec.

Natolin 26 marca 1981 r.

Działalność Solidarności (jeszcze trwał bydgoski incydent), w rozmowie z Generałem Prymas tak  oceniał -„powinna iść po linii społeczno – zawodowej. Napięcia, które się pojawiają, są wręcz irracjonalne. Ludziom trudno zrozumieć, o co idzie. Solidarność to taki romantyczno – renesansowy prąd. Obecnie jednak następuje infiltracja, aby uczynić z niej ruch polityczny. To jest obce, narzucane z zewnątrz. Wałęsa to rozumie. To człowiek dobrej woli, ale wpływy z zewnątrz, zwłaszcza KOR-owskie, popychają go niekiedy do niefortunnych posunięć”. Były to dla Generała istotne uwagi, głównie odnośnie postrzegania Solidarności w społeczeństwie, roli KOR-u i wpływu jego doradców na przewodniczącego oraz dające wiele do myślenia „wpływy zewnętrzne”. Czyżby Prymas „coś wiedział” o „radach Zachodu” i finansowym wsparciu?

Celną uwagę uczynił odnośnie rolników.„Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania – tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Zrozumienie Generała dla tego wywodu, Prymas odczytał i przekazał jako zgodę władzy!  Wtedy ZSL przyjął z przekąsem. Chciał spokoju na swoim terenie, to oczywiste, tylko szczegół – wieś to nie PGR-y, gdzie byli „pracownicy rolni”, a nie chłopi w tradycyjnym rozumieniu. Ciekawe, co po 40- latach powiedzą ich spadkobiercy – obecne PSL! 

    Warszawa, spotkanie 27 marca 1981

    Dzień po spotkaniu z Generałem, a 3 dni przed generalnym strajkiem okupacyjnym, znów Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą. Radził – „Słuszne wydaje się rozłożenie waszych zadań na raty…Ale na razie najpilniejsza sprawa jest ta, abyście panowie chcąc wiele, nie stracili tego, co macie dziś… To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, ale także roztropność i rozwaga… Wstrzymujemy się od środków tak kosztownych, jakim może być strajk generalny, który tak łatwo jest zacząć, ale skończyć bardzo trudno”. Lech Mażewski spotkanie ocenił jako „uratowanie” Solidarności, choć – „pęd solidarnościowych działaczy do konfrontacji z władzą, został ograniczony jedynie na krótko”.

Warszawa, kwiecień 1981 r.

 Prymas 2 kwietnia spotkał się z delegacją Solidarności „miejskiej” i „wiejskiej”. Radził im – „Musicie teraz uporządkować swoją organizację, umocnić się, stworzyć aparat administracji związkowej, przeszkolić ludzi do tych zadań, dać im wykształcenie z zakresu polityki i etyki społecznej, polityki rolnej, kodeksu pracy, wszystkich obowiązków i praw, które ten kodeks daje. I dalej pracować. Przyjdzie czas, wpierw czy później, że nie tylko postulaty społeczno-zawodowe, ale i inne będą na pewno osiągnięte przez potężny ruch Solidarności przemysłowej i Solidarności Związków Zawodowych Rolników Indywidualnych”. Życzył im „ażeby działali cierpliwie. My w Polsce nie możemy się awanturować, bo nie jesteśmy sami… Możemy powiedzieć, iż obok władzy partyjnej, jest w Polsce władza społeczna. Dowody na to mieliśmy 27 marca. Dzięki Bogu, nie było innego dowodu, a mianowicie zapowiadanego strajku generalnego. Tego należało uniknąć. Chociaż bowiem moralnie jest uzasadnione prawo użycia tego środka przez ludzi broniących się, jednakże zawsze środki muszą być proporcjonalne do zamierzeń, do zadań i osiągnięć … Zawsze układajcie to tak, żeby była ta proporcja  między postulatem, wymaganiem, a środkiem, który się będzie stosowało. Żeby do ptaków nie strzelać z granatów”. Prawda, że ciekawe skojarzenie, „strzelanie z granatów”. Na jak długo zapamiętane, kto z Państwa wie? To podczas tej rozmowy poinformował gości o możliwości rejestracji ich Związku- NSZZ RI, w niezbyt odległym czasie. Stało się to 10 maja.

    Refleksje… na dziś też

Uważna obserwacja poczynań Prymasa i Solidarności, pozwoliła na tę ocenę: Mieczysław Rakowski –Lech Wałęsa i koledzy Słowa prymasa przyjmowali z uwagą, a może i szacunkiem, ale gdy tylko wychodzili z posłuchania, górę brał duch konfrontacji”. Generał „Kościół był bowiem chętnie słuchany, kiedy sprzyjał działaniom skierowanym przeciwko władzy. Wszędzie tam, gdzie starał się powstrzymywać, mitygować- jego możliwości były na ogół ograniczone”. 

Prymas – 27 stycznia1980 r. w „Pro memoria” zapisał taką ocenę – „Nie trzeba zmniejszać czujności Narodu i nie uzbrajać go w awanturniczą gotowość do wszelkich porywów, by nie dopuścić do przelewu krwi. Moskale, dla obrony Bloku i wygodnej linii strategicznej, gotowi są uczynić wszystko, a nawet poświęcić Polskę. Istnieje atawizm historyczny, mający swoją siłę, nie dający się okiełznać. Słowem, nie wolno ryzykować życia młodych Polaków w beznadziejnej walce ze wschodnim mocarstwem, a z pewnością nie należy niczego czynić co mogłoby prowadzić do takiej sytuacji.” Dwa miesiące później, w rozmowie z Generałem użył takiej metafory – „Jeżeli człowiek stoi w jakimś pomieszczeniu, to nie może jednocześnie opierać się o dwie przeciwległe ściany. Kraj nasz znajduje się jak gdyby między dwiema ścianami- germańską i słowiańską. Polska w tej sytuacji powinna opierać się o ścianę słowiańską”. Dyplomatyczny język – „ściana słowiańska”, a jak wiele znaczący i wiele świadczący o wzajemnym rozumieniu! Pozwólcie Państwo „wybiec” tu 2 lata naprzód, Belweder 17 czerwca 1983. Papież tą samą myślą rozpoczyna prywatną rozmowę- „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy”. Tę umiejętność obrony racji Polski, okrywa wzniosłym tytułem- „ale przecież jest Pan także patriotą”! Bądźcie Państwo łaskawi zwrócić uwagę jesienią na krytyków stanu wojennego. Czy dostrzegą to uznanie złożoności sytuacji i mądrości Generała – przez Błogosławionego Prymasa i Świętego Papieża. A druga – „ściana germańska”, co obie niosą dziś.

Kilka myśli Prymasa – pod rozwagę

    Nie ilość decyduje o prawie do bytu, ale jakość tej więzi, która zespala ludzi.

                                    Warszawa, 18 lutego 1957

    Nie ma większego nieszczęścia dla Narodu, jak społeczeństwo zastraszone, milczące, nie zdolne do wyznania prawdy!                        Warszawa, 7 kwietnia 1963

    Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do dziejów ojczystych, ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości Narodu.                                                    Warszawa, Wielki Post 1967

    Jak bardzo trzeba czuwać, aby duch Narodu był zdrowy, miłujący, zdolny do ofiar.

                                    Warszawa, 8 września 1969

    Wielką mądrością jest umiejętność czerpania z doświadczeń przeszłości.

                                    Warszawa,4 października 1970

    Kochać Ojczyznę – to znaczy miłować wszystko, co Polskę stanowi

                                    Warszawa, 22 marca 1972

    Mamy jedną Ojczyznę i jej winni jesteśmy miłość, służbę, ofiarę, a nawet śmierć, gdy Bóg tego zażąda!                                                                               Jasna Góra, 1973

    Nie wszystko jedno, jaka Polska będzie dziś i jutro. Już dzisiaj pracować trzeba dla Polski jutra.                                                                                                  Lublin, 12 listopada 1978

    Polska wróciła do praw wolnego państwa, ponieważ nigdy nie utraciła wiary w swoje prawo do wolności.                            Nadarzyn, 21 września 1980

    Polska jest własnością nas wszystkich. Mamy prawo czuć się bezpieczni w Ojczyźnie. 

                                    Nadarzyn, 21 września 1980

Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa. 

                                    Warszawa, 10 listopada 1980

Życzę, by dzień beatyfikacji skłonił Państwa do wielu refleksji. Proszę o namysł nad taką – naukami i radami kierowanymi do przywódców partyjnych i państwowych, do nas, Polaków – bez względu na wyznane wartości i przekonania religijne – ten mądry Prymas zasłużył nie tylko na „beatyfikację z Rzymu”, a właściwie na kanonizację z woli naszych głów i serc.