Świątek odpadła z US Open

Najlepsza obecnie polska tenisistka odpadła z tegorocznego US Open jako ostatnia z naszych reprezentantów w tym wielkoszlemowym turnieju. Iga Świątek w 1/8 finału przegrała po nieprawdopodobnie zaciętym pojedynku z mistrzynią olimpijską z Tokio Belindą Bencic 6:7(12), 3:6.

Rozstawiona w nowojorskiej imprezie z numerem siódmym Polka w opiniach większości tenisowych ekspertów nie była faworytką w starciu ze starszą o cztery lata Szwajcarką. Bencic, występująca na kortach Flushing Meadows z numerem 11. w trzech poprzednich tegorocznych turniejach Wielkiego Szlema, w Melbourne, Paryżu i Londynie, nie błyszczała, ale w ostatnich tygodniach osiągnęła wysoką formę. Podczas igrzysk w Tokio sięgnęła po złoto w singlu i srebro w deblu, a potem w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Cincinnati dotarła do ćwierćfinału. Pierwsze sukcesy Szwajcarka słowackiego pochodzenia zaczęła odnosić już jako nastolatka – w 2014 roku w US Open dotarła do ćwierćfinału. Najlepszy wynik w nowojorskiej imprezie oraz w całej rywalizacji wielkoszlemowej odnotowała w 2019 roku, kiedy zatrzymała się na półfinale, ulegając późniejszej triumfatorce Kanadyjce Biance Andreescu. W tegorocznej edycji US Open w trzech pierwszych pojedynkach w US Open nie straciła nawet seta.
Świątek wcześniej tylko raz miała okazję zmierzyć się ze szwajcarską tenisistką. Pod koniec lutego pokonała ją w finale turnieju WTA w Adelajdzie. Polka walczyła o trzeci w karierze awans do wielkoszlemowego ćwierćfinału i bardzo chciała wygrać, bo oba poprzednie osiągnęła tylko we French Open, gdzie w 2020 roku zwyciężyła, a tym sezonie odpadła właśnie w tej fazie paryskiego turnieju. Dotychczas najlepszym wynikiem Świątek w nowojorskiej imprezie była trzecia runda. W tym sezonie wykonała krok do przodu i tym samym została drugą w historii (po Agnieszce Radwańskiej) Polką, która w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych dotarła co najmniej do 1/8 finału. Udało jej się również awansować, jako jedynej tenisistce w stawce, do 1/8 finału w każdym z czterech tegorocznych edycji turniejów Wielkiego Szlema.
Pojedynek Świątek i Bencic odbył się na korcie im. Louisa Armstronga, drugim co do wielkości obiekcie nowojorskiego kompleksu Flushing Meadows. I przejdzie do historii kobiecego tenisa za sprawą pierwszego seta, który trwał aż 84 minuty. Większość tenisowych pojedynków tenisistek trwa krócej lub mniej więcej tyle samo czasu. Sam tie-break kończący tę partię trwał 23 minuty, ale niezwykłości było w tym secie więcej. Najdłuższy gem, trzeci, przy stanie 2:0 dla Bencic trwał blisko 14 minut; Świątek miała cztery piłki setowe, w tym jedną przy stanie 6:5; Bencic miała pięć piłek setowych, wszystkie w tie-breaku.
W drugim secie z trudem panująca nad swoimi emocjami Polka nie stawiła już bardziej doświadczonej rywalce tak twardego oporu. Wygrała jeszcze swój serwis i doprowadziła do remisu 1:1 w gemach, ale potem dała się przełamać i Bencic odskoczyła jej na 1:4. Potem już obie wygrywały przy swoich podaniach i Szwajcarka zakończyła partię wynikiem 6:2, a cały mecz 2:0. Po meczu w mediach pojawiło się sporo spekulacji sugerujących napięte ostatnio relacje między Świątek a jej trenerem Piotrem Sierzputowskim. Ich powodem był jeden głośny okrzyk warszawianki „przestań” rzucony w kierunku szkoleniowca w połowie drugiego seta. Zawodniczka tak wyjaśniła całe zdarzenie. „Chciałam zaprzestać szukania pomocy z boksu trenerskiego i skoncentrować się na tym, co faktycznie dzieje się na korcie. Wiem, że gram solidniej, jak nie patrzę w tamtą stronę i wyłącznie wysyłam pozytywną energię. Wiem, że przydarzyły się okrzyki w tym meczu. „Przestań” było pochopną odpowiedzią na to, że mój team mnie motywował. Oczekiwałam, że zamiast samej motywacji dadzą mi sposób na rozwiązanie problemów. Ale na tym turnieju nie ma coachingu, więc wpadłam w taki trochę głupi schemat, w którym tego oczekiwałam, a nie mogłam dostać. Było to więc trochę do nich, trochę do siebie” – stwierdziła Świątek.
Oceniła też swój występ w spotkaniu z Bencic. „Miałam cztery piłki setowe. Szkoda, że nie udało się ich wykorzystać. Nie mam właściwie sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o pierwszy set. Belinda grała świetnie, będąc pod presją. Raz minęła mnie, gdy byłam pod siatką, świetnie grała w obronie. Może faktycznie mogłam wygrać akcję, w której zepsułam prostą piłkę na bekhend-wolej. Z drugiej strony, jak gra się jednego woleja na całego seta, który trwa prawie półtorej godziny, to ciężko być w rytmie. Mamy kilka wniosków do wyciągnięcia. Może następnym razem nie doprowadzę do sytuacji, że zostaję przełamana na początku pierwszego seta” – przyznała po meczu Świątek w rozmowie z Eurosportem.

Iga Świątek płacze, ale wygrywa w US Open

Iga Świątek pokonała Anett Kontaveit 6:3, 4:6, 6:3 w trzeciej rundzie wielkoszlemowego US Open. Rozstawiona w turnieju z numerem siódmym Polka musiała się namęczyć z niżej sklasyfikowaną Estonką (WTA 28). W IV rundzie czeka ją jednak jeszcze trudniejszy bój – z mistrzynią olimpijską Belindą Bencic.

Świątek jest już jedyną reprezentantka Polski w głównym turnieju tegorocznego US Open. Wcześniej z nowojorską imprezą pożegnali się Magda Linette, Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz, który rywalizował także w deblu grając w parze z Szymonem Walkowem. Szybko z turnieju odpadłą też w deblu Alicja Rosolska, a Łukasz Kubot w deblu i mikście. Honoru polskiego tenisa broni więc już tylko najmłodsza w tym gronie Świątek. W pierwszej rundzie warszawianka pokonała Amerykankę Jamie Loeb 6:3, 6:4, ale już w drugiej rundzie była bliska wyeliminowania przez Francuzkę Fionę Ferro. Przegrała pierwszego seta 3:6, a w drugim przegrywała już 0:2, by ostatecznie po ciężkim boju wygrać tę partię w tie-breaku 7:6(3). W trzecim secie rozniosła już przeciwniczkę w pył wygrywając 6:0. Ale co straciła nerwów i łez, to ona sama tylko wie.
Awansowała jednak do trzeciej rundy, czyli powtórzyła swoje najlepsze osiągnięcie w US Open. Rok temu w tej fazie turnieju odpadła po porażce z Białorusinką Wiktorią Azarenką, tym razem na drodze stanęła jej Estonka Anett Kontaveit (WTA 28). Co prawda w tym roku Świątek pokonała ją w French Open, ale w dwóch wcześniejszych pojedynkach doznała porażek, więc trochę obaw o wynik starcia na Flushing Meadows miała. Zwłaszcza, że Kontaveit tydzień wcześniej wygrała turniej WTA 250 w Cleveland, a w Nowym Jorku w dwóch pierwszych rundach nie straciła nawet seta (wygrała z Australijka Samantą Stosur 6:3, 6:0 i Szwajcarką Jil Teichmann 6:4, 6:1). Jak się okazało – obawy były słuszne, bo chociaż pierwszego seta Polka wygrała dość łatwo 6:3, to w drugim Estonka wskoczyła na swój najwyższy poziom i po zaciętej walce wygrała 6:4. W trzecim secie Świątek opanowała jednak emocje i odzyskała kontrolę nad meczem. Już w trzecim gemie przełamała Kontaveit i była tego bliska także w piątym gemie, ale rywalka się obroniła. Finisz pojedynku był jednak dla polskiej tenisistki udany i wygrała trzecią partię 6:3, chociaż wykorzystała dopiero piątego meczbola. Awansując do IV rundy poprawiła więc swój najlepszy wynik w US Open, lecz to nie musi być koniec udziału naszej tenisistki w tegorocznej edycji wielkoszlemowych zmagań na kortach Flushing Meadows. W poniedziałek o awans do ćwierćfinału powalczy z Belindą Bencić, mistrzynią olimpijską z Tokio, rozstawiona w imprezie z numerem 11. Szwajcarka w drodze do tej fazy nowojorskiego turnieju wygrała z Holenderką Arantxą Rus (6:4, 6:4), Włoszką Martiną Trevisan (6:3, 6:1) i Amerykanką Jessicą Pegulą (6:2, 6:4).
Zwyciężczyni tego pojedynku na pewno nie trafi już w turnieju na liderkę światowej listy Ahleigh Narty, Ashleigh Barty, bo Australijka w trzeciej rundzie przegrała z Amerykanką Shelby Rogers 2:6, 6:1, 6:7(5). Jej los podzieliła też obrończyni tytułu Naomi Osaka, bowiem Japonka sensacyjnie po porażce 7:5, 6:7(2), 4:6 z 18-letnią Kanadyjką Leylah Annie Fernandez (WTA 73). Dla Osaki nie jest to dobry czas na zawodowych kortach. Ostatni ćwierćfinał osiągnęła w marcu w Miami, a jest przecież dwukrotną mistrzynią nowojorskiej imprezy (2018, 2020) i też dwukrotną zwyciężczynią wielkoszlemowego Australian Open (2019, 2021). Japonka po przegranym pojedynku zapowiedziała dłuższy rozbrat z tenisem.
W Japonii porażka Osaki budzi różne emocje, podobnie jak w Polsce porażka Huberta Hurkacza już w II rundzie nowojorskiego turnieju. W pierwszej wrocławianin łatwo w trzech setach poradził sobie z dużo niżej klasyfikowanym w rankingu Białorusinem Jegorem Gierasimowem z Białorusi i sądzono, że rozstawiony w turnieju z numerem 10 Hurkacz równie łatwo upora się z 37-letnim włoskim weteranem kortów Andreasem Seppim. Zwłaszcza że jego rywal w I rundzie musiał stoczyć trwający blisko cztery godziny pięciosetowy pojedynek z Węgrem Martonem Fucsovicsem. Pierwszy set nawet zapowiadał szybkie zwycięstwo polskiego tenisisty, ale ostatecznie przegrał mecz 6:2, 4:6, 4::6, 6::7(6). „Przykro mi, chciałem spisać się tu lepiej. Nie wiem, dlaczego Nowy Jork mi nie służy” – narzekał po meczu Hurkacz.

Dwa olimpijskie medale dla Bencić

Szwajcarka Belinda Bencic zdobyła złoto w tenisie pokonując w finale Czeszkę Marketę Vondrousovą 7:5, 2:6, 6:3. Brązowy medal zdobyła Ukrainka Jelina Switolina po wygranej z Jeleną Rybakiną z Kazachstanu.

Finałowy mecz trwał 2,5 godziny. To największy w karierze sukces Bencic, która zajmuje 12. miejsce w światowym rankingu. W niedzielę 24-letnia zawodniczka zdobyła jeszcze drugi medal – tym razem srebrny, po porażce w finale debla. Bencić i jej rodaczka Viktoria Golubic przegrały z Czeszkami Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą 5:7, 1:6. Ale Szwajcarzy i tak mają powody do dumy, bo tenisistki podtrzymały pasmo olimpijskich sukcesów – z ostatnich czterech igrzysk przynajmniej jeden medal w tenisie zdobywali gracze z tego kraju, m.in. Martina Hingis i Roger Federer, którego zabrakło w Tokio z powodu kontuzji kolana. W meczu o brązowy medal Switolina pokonała Rybakinę 1:6, 7:6(5), 6:4. Sklasyfikowana na szóstym miejscu w rankingu WTA Ukrainka tuż przed igrzyskami wyszła za mąż za znanego francuskiego tenisistę Gaela Monfilsa i z Tokio bardzo chciała przywieźć mu w ślubnym prezencie złoty medal, lecz z półfinale przegrała z Marketą Vondrusovą 3:6, 1:6 i została jej tylko walka o brąz.
Polskie tenisistki odpadły z gry we wcześniejszych fazach turnieju olimpijskiego – Magda Linette zakończyła udział już w I rundzie zarówno w singlu, jak i w deblu (grała w parze z Alicją Rosolską). Iga Świątek doszła do drugiej rundy, ale trafiła na fantastycznie usposobioną tego dnia Hiszpankę Paulę Badosę i doznała porażki 3:6, 6:7(4). Trochę dalej zaszła w grze mieszanej grając w parze z Łukaszem Kubotem, ale w 1/4 finału polski mikst nie dał rady rosyjskiemu duetowi Jelena Wiesnina – Asłan Karaczem i przegrał 4:6, 4:6.
Świątek chyba najbardziej z szóstki naszych reprezentantów przeżyła niepowodzenie, ale też do niej rozczarowani kibice mieli chyba najwięcej pretensji za brak medalu. 20-letnia warszawianka w mediach społecznościowych zapewniała swoich fanów, że z nieudanych zmagań w Japonii wyciągnie wnioski.

Triumf Igi Świątek w Adelajdzie

Iga Świątek w finale turnieju WTA w Adelajdzie pokonała rozstawioną z numerem 2 Szwajcarkę Belindę Bencić 6:2, 6:2 i wygrała pierwszą imprezę pod szyldem WTA. Dzięki zdobytym punktom 19-letni polska tenisistka w najnowszym notowaniu światowego rankingu awansuje na najwyższe w karierze 15. miejsce.

Świątek ubiegły rok zakończył z przytupem, wygrywając wielkoszlemowy turniej na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Tegoroczny sezon, który mimo pandemicznych ograniczeń zaczął się tradycyjnie na antypodach, 19-letnia tenisistka zaczęła występem w turnieju w Melbourne, jednym w kilku które naprędce zorganizowano w tzw. turniejowej bańce dla uczestników wielkoszlemowego Australian Open. Odpadła w nim jednak już w trzeciej rundzie po porażce 4:6, 2:6 z najwyżej obecnie sklasyfikowaną w światowym rankingu z rosyjskich tenisistek 21-letnią Jekatieriną Aleksandrową.
Ale już w wielkoszlemowym Australian Open Świątek zaprezentowała znacznie lepszą dyspozycję. Trzy pierwsze rywalki dosłownie zmiotła z kortu, pokonując po kolei Holenderkę Arantxę Rus 6:1, 6:3, Włoszke Camilę Giorgi 6:2, 6:4, a w trzeciej rundzie Francuzkę Fionę Ferro 6:4, 6:3. Polka miała jednak pecha, bo w 1/8 finału na jej drodze stanęła ówczesna wiceliderka rankingu WTA Simona Halep. Rumuńska tenisistka pałała na dodatek żądzą rewanżu za dotkliwą porażkę 1:6, 2:6, jaką Świątek zafundowała jej w turnieju French Open. W starciu z nastoletnią Polką na twardych kortach kompleksu tenisowego Melbourne Park Halep o zemście musiała jednak zapomnieć, bo przegrała pierwszego seta 3:6. Drugiego wygrała co prawda gładko 6:1, ale w trzecim szalę zwycięstwa przechyliła po wyrównanej walce w dwóch ostatnich gemach i wygrała seta 6:4. Świątek miała prawo czuć niedosyt po tej porażce, bo gdyby wygrała, w ćwierćfinale mogłaby się zmierzyć z legendą kobiecego tenisa Sereną Williams. W jakiś tam sposób ułatwiła jednak Amerykance życie, bo wymęczona trzysetowym pojedynkiem z Polką rumuńska tenisistka w ćwierćfinałowej potyczce z Williams nie miała już dość sił na podjęcie walki i przegrała 3:6, 3:6.
Po Australian Open Świątek została w Australii i zgłosiła się do startu w turnieju Adelaidzie, w których została rozstawiona z numerem 5. W pierwszej rundzie pokonała Amerykankę Madison Brengle 6:3, 6:4, w drugiej Australijkę Maddison Inglis 6:1, 6:3. W ćwierćfinale Polka spodziewała się pojedynku z rozstawioną w imprezie z numerem 1 Australijką Ashleigh Barty, liderką rankingu WTA, lecz w 1/8 finału faworytka gospodarzy i obrończyni tytułu w tym turnieju nieoczekiwanie odpadła po porażce z Amerykanką Danielle Collins 3:6, 4:6. Trudno stwierdzić jakim wynikiem zakończyłby się pojedynek Barty ze Świątek, ale dla Collin starce z Polką było szokującym doświadczeniem. Amerykańska tenisistka przegrała pierwszego seta 2:6, a gdy w drugim przegrywała już 0:3, poprosiła o przerwę medyczną, a następnie skreczowała.
Nasza tenisistka do półfinałowego pojedynku z 23-letnią Szwajcarką Jil Teichmann przystępowała więc niespecjalnie zmęczona, czego nie można powiedzieć o rywalce, która w 1/4 finału stoczyła zaciętą trzysetową potyczkę z Łotyszką Anastasją Sevastową, pokonując ją 6:4, 6:7(8), 7:5. Polka wygrała bez większego trudu 6:3, 6:2. W drugim półfinale inna szwajcarska zawodniczka, Belinda Bencić, musiał stoczyć ponad dwugodzinny bój z 17-letnią nadzieją amerykańskiego tenisa Cori Gauff. Wygrana 7:6(2), 6:7(4), 6:2 kosztowała sklasyfikowaną w rankingu WTA na 12. pozycji Bencić mnóstwo sił, ale to chyba nie do końca tłumaczy jej klęskę 2:6, 2:6 w trwającej tylko 68 minut finałowej potyczce z Igą Świątek.
Na trybunach głównego kortu w Adelajdzie mimo pandemicznej sytuacji zasiadło dużo kibiców, w tym spora grupa Polaków. „Uwielbiam grać w Australii. Kocham to miejsce. Dziękuję wszystkim za to, że możemy tutaj być. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Dziękuję też moim sponsorom”. A wywiad zakończyła po polsku słowami: „Kompletnie nie spodziewałam się że będzie tu tylu moich rodaków. Mimo że jestem na drugim końcu świata, czuję się jak u siebie”.
Zdobycie pierwszego turniejowego „skalpu” w cyklu WTA nie był jednak tego dnia jedynym sukcesem naszej tenisistki. Po finałowym zwycięstwie w pojedynku z Bencić ogłoszono, że polska tenisistka podpisała umowę sponsorską z chińską firmą Xiaomi, światowym potentatem w branży elektronicznej, specjalizującym się w projektowaniu, tworzeniu oraz sprzedaży smartfonów, aplikacji i elektroniki użytkowej. Xiaomi dołączyło do listy sponsorów Świątek, na której znajdują się Lexus, Asics, Rolex, PZU i Tecnifibre.

Udana wyprawa Świątek na antypody

Iga Świątek awansowała do IV rundy wielkoszlemowego Australian Open. W sobotę pokonała rozstawioną z numerem 19. Chorwatkę Donnę Vekić 7:5, 6:3, która wcześniej wyeliminowała Rosjankę Marię Szarapową. O awans do ćwierćfinału 18-letnia tenisistka z Warszawy z nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu zmierzyła się z Estonką Anett Kontaveit.

Nastoletnia tenisistka z Warszawy po raz drugi w karierze doszła do 1/8 finału w turniejach Wielkiego Szlema. W ubiegłym roku dotarła do tego poziomu w French Open w Paryżu. Zwycięstwo klasyfikowanej w rankingu na 56. miejscu Igi Świątek zostało zauważone w tenisowym świecie. Serwis wtatennis.com podkreślał, że na kortach w Melbourne w 1/8 finału w grze pozostały tylko dwie nastolatki – oprócz 18-letniej Polki jeszcze 16-letnia Amerykanka Cori Gauff (WTA 67), w tym turnieju sensacyjna pogromczyni broniącej tytułu Japonki Naomi Osaki. Wschodząca gwiazda amerykańskiego tenisa to kolejna Afroamerykanka w kobiecym tenisie w Stanach Zjednoczonych, ale już dzisiaj eksperci uważają, że to ona będzie godną następczynią sióstr Sereny i Venus Williams. Obie już odpadły z turnieju, a 39-letnią Venus wyeliminowała już w pierwszej rundzie właśnie Cori Gauff, która na wielkie sukcesy musi jednak poczekać do następnych turniejów, bowiem w walce o ćwierćfinał pokonała ją w niedzielę 21-letnia Rosjanka Sofia Kenin (WTA 15).
Donna Vekić nie dała rady
Niżej notowana w rankingu WTA Polka nie była rzecz jasna faworytką pojedynku z plasującą się o 36 pozycji wyżej Donną Vekić. 23-letnia Chorwatka jest ćwierćfinalistką ubiegłorocznego US Open, nic zatem dziwnego, że Świątek czuła przed nią wielki respekt. „To był mój najtrudniejszy mecz w tym turnieju. Granie przeciwko tak doświadczonym zawodniczkom zawsze jest wyzwaniem. Moje ciało nie zawsze mnie słuchało, bo byłam bardzo zmęczona. Nie miałam tej pewności, którą odczuwałam przed poprzednimi spotkaniami. W trakcie gry koncentrowałam się jednak już tylko na tym, żeby zmusić rywalkę do błędów. Była to jak się okazało skuteczna taktyka. Awansowała po raz drugi w karierze do IV rundy Wielkiego Szlema, ale to dla mnie wciąż wielka nowość” – przyznała polska tenisistka na konferencji prasowej po spotkaniu z Vekić.
Chorwackie media przyjęły zwycięstwo Świątek z lekkim niedowierzaniem. „Vekić nie potwierdziła na korcie statusu faworytki. W pojedynku z pięć lat młodszą Polką nie wykorzystała sytuacji, po których mecz mógł potoczyć się po jej myśli. Nie wykorzystała break pointu na samym początku, bo rywalka wytrzymała presję i po 104 minutach zakończyła spotkanie w dwóch setach 7:5, 6:3” – napisano w jednym z branżowych portali w tym kraju. Sukces Świątek odnotowała też oficjalna strona internetowa WTA. „Świątek awansowała do czwartej rundy Australian Open, czym wyrównała swój najlepszy występ na wielkoszlemowych turniejach. W następnym meczu w Melbourne Polka będzie miała okazję zrewanżować się Anett Kontaveit za ubiegłoroczną porażkę w Cincinatti 6:4, 6:7” – napisano w wtatennis.com.
Warszawianka w tegorocznym Australian Open oprócz występów w grze pojedynczej zaplanowała też start w mikście, w parze z Łukaszem Kubotem. Oboje wspólnymi startami chcą sprawdzić jakie mają szanse w kontekście startu w igrzyskach olimpijskich w Tokio. W pierwszym meczu polska para pokonała Australijczyków Ellen Perez i Luke’a Saville’a 6:4, 7:5 i awansowała do 1/8 finału miksta. Ich kolejnymi przeciwnikami będą Tajwanka Hao-Ching Chan i Nowozelandczyk Michael Venus. Mecz zostanie rozegrany w poniedziałek rano polskiego czasu, już po pojedynku Świątek z Kontaveit. Kubot, który chwalił młodą koleżankę po pierwszym występie, jedyne obawy miał odnośnie jej fizycznej formy. O siebie nie musiał się martwić, bo odpadł już z turnieju debla i miał na głowie jedynie występ w grze mieszanej, ale w rozmowach z Igą jasno dawał jej do zrozumienia, że ona ma wszystko podporządkować grze pojedynczej.
Kontaveit też wymiatała
Pojedynek Świątek z Kontaveit (WTA 31) zaplanowano w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu na krytym korcie Melbourne Arena. Nasza tenisistka w poprzednich rundach odprawiła bez straty seta Węgierkę Timeę Babos, Hiszpankę Carlę Suarez Navarro i Donnę Vekić, ale Estonka też zmiatała swoje przeciwniczki z kortu. Wprawdzie w drodze do IV rundy straciła jednego seta, w inauguracyjnym starciu z Hiszpanką Sarą Sorribes (6:2, 4:6, 6:1), lecz dwa pozostałe pojedynki kończyła już w dwóch partiach – z Australijką Astrą Sharmą wygrała 6:0, 6:2, a rozstawioną w turnieju z numerem szóstym Szwajcarkę Belindę Bencić rozbiła w 49 minut 6:1, 6:1. Był to jej jeden z najlepszych meczów w karierze i dziesiąte zwycięstwo nad tenisistką z Top 10 światowego rankingu. Najbardziej spektakularnym z nich było pokonanie w 2017 roku w Rzymie Angelique Kerber, ówczesnej rakiety numer 1 na świecie.
Kontaveit po raz czwarty w karierze dotarła do IV rundy wielkoszlemowej imprezy,a po raz drugi w Australian Open (wcześniej w 2018 roku). W innych turniejach tej rangi dokonała tego w US Open w 2015 i French Open w 2018 roku. Estonka wraca do formy po problemach zdrowotnych. Ubiegły sezon zakończyła we wrześniu, po US Open. W Nowym Jorku oddała wtedy walkowerem mecz III rundy z Bencić, bo zmagała się z chorobą wirusową. Zrezygnowała potem z występów w Azji (Zhengzhou, Osaka, Wuhan) oraz w Linzu i Moskwie. Dla niej, podobnie jak dla Świątek, stawką poniedziałkowego pojedynku był pierwszy w karierze awans do ćwierćfinału.
Trwa pogrom faworytek
Bencić nie była jedyną tenisistka z Top 10 rankingu wyrzucona za burtę w pierwszym tygodniu turnieju w Melbourne. Rozstawiona z numerem 5 Ukrainka Jelina Switolina, ćwierćfinalistka dwóch poprzednich edycji Australian Open i półfinalistka ubiegłorocznych Wimbledonu oraz US Open, odpadła w niedzielę po porażce z Hiszpanką Garbine Muguruzą 1:6, 2:6. Przed nią i Bencić z imprezą pożegnały się jeszcze Czeszka Karolina Pliskova (WTA 2), Japonka Naomi Osaka (WTA 3) i Amerykanka Serena Williams (WTA 9). W 1/8 finału imprezy w Melbourne pozostały z Top 10 już tylko Australijka Ashleigh Barty (WTA 1), Rumunka Simona Halep (WTA 4), Czeszka Petra Kvitova (WTA 7) i Holenderka Kiki Bertens (WTA 10).
Z zawodniczek czołowej dziesiątki światowej listy w tegorocznym Australian Open nie wystąpiła z powodu kontuzji pleców sklasyfikowana w rankingu WTA na szóstym miejscu Kanadyjka Bianca Andreescu, mistrzyni US Open 2019.

Triumf Barty w WTA Finals

W finale rozgrywanego w chińskim Shenzhen turnieju mistrzyń z udziałem ośmiu najlepszych zawodniczego tegorocznego sezonu triumfowała liderka światowej listy Ashleigh Barty. Australijka pokonała broniącą tytułu Ukrainkę Jelinę Switolinę 6:4, 6:3.

Rozstawiona w turnieju z numerem 1 Ashleigh Barty do kończącego sezon tenisowy turnieju WTA Finals zakwalifikowała się po raz pierwszy w karierze i od razu w debiucie okazała się najlepsza. Nie była jednak faworytką finału, bo wcześniej grała ze Switoliną pięciokrotnie i wszystkie te potyczki przegrała. W szóstej nie dała już jednak ukraińskiej tenisistce szans i pokonała ją w dwóch setach 6:4, 6:3. Za triumf w turnieju mistrzyń liderka światowego rankingu otrzyma czek w wysokości 4,4 mln dolarów.
Barty jest pierwszą Australijką od 1976 roku, która zwyciężyła w tej prestiżowej imprezie, w tym roku po raz pierwszy rozgrywanej w Shenzhen. 43 lata temu w turnieju mistrzyń triumfowała Evonne Goolagong Cawley.

Trzeba mieć końskie zdrowie

W tegorocznej edycji WTA Finals uczestniczyło w sumie 10 zawodniczek. Do rywalizacji przystapiła cała ósemka zakwalifikowanych na podstawie rankingu Tour to Shenzhen tenisistek, czyli oprócz Barty i Switoliny jeszcze Czeszki Karolina Pliskova i Petra Kvitova, Rumunka Simona Halep, Kanadyjka Bianca Andreescu, Japonka Naomi Osaka i Szwajcarka Belinda Bencic. W trakcie rywalizacji z powodu kontuzji wycofały się Osaka i Andreescu, a ich miejsce zajęły rezerwowe tenisistki – Holenderka Kiki Bertens oraz Amerykanka Sofia Kenin.

Zawodniczki rywalizowały w dwóch grupach – czerwonej i purpurowej. W pierwszej z nich awans do półfinału wywalczyły Barty i Bencić, w drugiej Switolina i Pliskova. Czeszka awans wywalczyła w bezpośrednim pojedynku z Halep, którą pokonała 6:0, 2:6, 6:4, poprawiając bilans spotkań z Rumunką na na 4-7. Dla rumuńskiej tenisistki był to piąty występ w WTA Finals i po raz czwarty nie zdołała przebić się do najlepszej czwórki turnieju. Najlepszy występ zanotowała w 2014 roku, w debiucie, dochodząc do finału, w którym przegrała z Sereną Williams. Rumunka w tym sezonie wygrała wielkoszlemowy Wimbledon, a ponadto ma jeszcze na koncie triumf w ubiegłorocznym French Open na ziemnych kortach imienia Rolanda Garrosa w Paryżu.
Dla Pliskovej był to czwarty występ w WTA Finals i trzeci z rzędu awans do półfinału. W starciu z Barty Czeszka, która w trakcie imprezy był wiceliderką rankingu, zdołała jednak wygrać tylko jednego seta i przegrała pojedynek 6:4, 2:6, 3:6.

Broniąca tytułu Switolina przez fazę grupową turnieju mistrzyń przeszła bez porażki i bez bez straconego seta. Wygrała 7:6(12), 6:4 z Pliskovą, 7:5, 6:3 z Halep, a oraz z grającą w zastępstwie Andreescu Sofią Kenin 7:5, 7:6(10). Dla 21-letniej Amerykanki był to debiut w WTA Finals. Ze Switoliną grała po raz trzeci i po raz trzeci z nią przegrała – wcześniej w Indian Wells i Pekinie. Kenin w obecnym sezonie wywalczyła trzy tytuły (Hobart, Majorka, Kanton), a w ciągu roku awansowała w rankingu z 56. na 12. miejsce.

Switolina mogła obronić tytuł w Mistrzostwach WTA jako ósma singlistka. Nie udało się jej dołączyć do Chris Evert (1972-1973), Martiny Navratilovej (pięć razy między 1978 a 1986), Moniki Seles (1990-1992), Steffi Graf (1995-1996), Kim Clijsters (2002-2003), Justine Henin (2006-2007) i Sereny Williams (2012-2014). Ukrainka do tej pory trzy razy obroniła tytuł: w Baku (2013-2014), Dubaju (2017-2018) i Rzymie (2017-2018). Od 2017 do 2019 roku Switolina miała serię 10 wygranych meczów z rzędu w WTA Finals.

Szansa dla rezerwowych

Po raz pierwszy od 2009 roku w turnieju mistrzyń wystąpiły dwie rezerwowe zawodniczki, bo wcześniej Kiki Bertens zastąpiła również kontuzjowaną Naomi Osakę. Podobna sytuacja ostatni raz miała miejsce dekadę temu, gdy jako rezerwowe weszły do gry Rosjanka Wiera Zwonariowa i Polka Agnieszka Radwańska.

W półfinale rywalką Switoliny, która drugi rok z rzędu w fazie grupowej WTA Finals nie przegrała meczu, była Belinda Bencic. Ukrainka w starciu ze Szwajcarką straciła pierwszego seta w turnieju, ale ostatecznie wygrała 5:7, 6:3, 4:1, ale Bencić skreczowała w trzecim secie z powodu urazu uda. To trzecia zawodniczka w stawce, której kłopoty zdrowotne uniemożliwiły grę. Na twardej i wolnej nawierzchni kortu w Shenzhen trzeba było mieć końskie zdrowie i być w dobrej formie, żeby myśleć o wygraniu turnieju. Te warunki spełniły jedynie Barty i Switolina.

Radwańska w nowej roli

Zwycięstwem w Shenzgen Barty kończy najlepszy sezon w swojej karierze. 24-letnia Australijka jest szóstą tenisistką w historii, która wygrała WTA Finals w swoim debiucie. Wcześniej dokonały tego Chris Evert (1972, pierwsza edycja imprezy), Evonne Goolagong (1974), Serena Williams (2001), Petra Kvitova (2011) i Dominika Cibulkova (2016). W tym roku triumfowała też w wielkoszlemowym French Open oraz turniejach w Miami i Birmingham, a w sumie aż sześciokrotnie dochodziła do finałów. Natomiast Switolina zagrała w finale po raz pierwszy od roku. W US Open i Wimbledonie odpadała w półfinałach.
W grze podwójnej tytuł obronił węgiersko-francuski duet Timea Babos – Kristina Mladenovic. W finale Węgierka i Francuzka pokonały tajwańsko-czeską parę Su-Wei Hsieh – Barbora Strycova 6:1, 6:3.

W tegorocznym WTA Finals mieliśmy też polski akcent, bo organizatorzy turnieju zaprosili Agnieszkę Radwańską i powierzyli jej rolę ambasadorki imprezy. Krakowianka triumfowała w turnieju mistrzyń cztery lata temu i jest to jej największy sukces w karierze. W Shenzhen nie musiała wychodzić na kort, chociaż przyznała w jednym z wywiadów, że chwilami nachodziła ją na to ogromna ochota. Ten etap życia wciąż jednak uznaje za definitywnie zamknięty.

 

Osaka wypadła z walki o tron

Była liderka światowego rankingu Naomi Osaka wycofała się z kończącego sezon turnieju WTA Finals w chińskim Shenzen. Japonka zrezygnowała z powodu kontuzji ramienia. Zastąpiła ją w grupie czerwonej Belgijka Kiki Bertens i od razu odniosła sukces pokonując Australijkę Ashleigh Barty.

Osaka rozpoczęła batalię w WTA Finals w dobrym stylu. W swoim pierwszym spotkaniu w grupie „czerwonej” wygrała z Czeszką Petrą Kvitovą 7:6(1), 4:6, 6:4. We wtorek Japonka miała zagrać z rakietą numer jeden Australijką Ashleigh Barty, ale niespodziewanie zrezygnowała z dalszych występów. „Jestem rozczarowana, że muszę wycofać się z turnieju. Nie tak chciałam zakończyć turniej i ten sezon. Mam nadzieję na szybki powrót do zdrowia i wierz, że za rok ponownie pojawię się w Shenzen” – powiedziała na pożegnanie Osaki. Mistrzyni ubiegłorocznego US Open i tegorocznego Australian Open kończy zatem sezon z 11 zwycięstwami z rzędu i dwoma turniejowymi tytułami – w Toray Pan Pacific Open w Tokio i China Open w Pekinie.

Wycofując się z turnieju Osaka zrobiła prezent Ashleigh Barty, bo Australijka bez względu na wynik jaki osiągnie w Shenzhen zakończy 2019 rok na pierwszym miejscu światowej listy. I być może ta miła perspektywa trochę ją zdemobilizowała, bo we wtorek Barty nieoczekiwanie przegrała z zastępczynią Osaki, sklasyfikowaną obecnie w rankingu WTA na 10. pozycji Belgijką Kiki Bertens 6:3, 3:6, 4:6. Wygrana belgijskiej tenisistki otwiera jej szanse nawet na awans do półfinału, jeśli w czwartek pokona jeszcze Szwajcarkę Belindę Bencic, która z kolei we wtorek uporała się z Petrą Kvitovą 6:3, 1:6, 6:4. W rozegranej w niedzielę pierwsze kolejce spotkań w grupie „czerwonej” po wspomnianym już wyżej starciu Osaki z Kvitovą, na kort wyszły Barty i Bencic. Lepsza okazała się Australijka, która wygrała 5:7, 6:1, 6:2. W najtrudniejszej sytuacji jest w tej chwili Kvitova, bo Czeszka ma już na koncie dwie porażki.

Przypomnijmy, że w turnieju mistrzyń w Shenzen pula nagród wynosi aż 14 milionów dolarów, a lwią część tej kwoty zgarnie najlepsza z grona ośmiu najlepszych tenisistek obecnego sezonu. W grupie „czerwonej” grają Ashleigh Barty, Petra Kvitova Belinda Bencic i zamiast Osaki Kiki Bertens, natomiast w grupie „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i broniąca tytułu Ukrainka Jelina Switolina. Pojedynki pierwszej kolejki w tej grupie odbyły się w poniedziałek. Zmagania zaczęły Switolina i Pliskova. Ukraińska tenisistka rozstrzygnęła pojedynek w dwóch setach wygrywając 7:6(12), 6:4.

Jeszcze bardziej zaciętą walkę stoczyły Halep i Andreescu. Te zawodniczki w tym roku zdobyły po jednym wielkoszlemowym tytule. Halep triumfowała w Wimbledonie, a Andreescu wygrała US Open. W Shenzhen zmierzyły się w bezpośrednim starciu po raz pierwszy. Rumuńska mistrzyni przez ponad dwie i pół godziny toczyła heroiczny bój z reprezentującą Kanadę 19-letnią rodaczką (rodzice Andreescu wyemigrowali do Kanady z Rumunii na początku XXI wieku) i pokonała ją 3:6, 7:6(6), 6:3. Wygrana nie stawia jeszcze Halep w roli faworytki imprezy, ale pokonanie wschodzącej gwiazdy światowego tenisa może być sygnałem, że celem rumuńskiej tenisistki w Shenzhen jest zwycięstwo w turnieju.

 

Mistrzynie grają w Shenzhen

Od niedzieli osiem najlepszych tenisistek tegorocznego sezonu rywalizuje w chińskim Shenzhen w turnieju WTA Finals. Zostały podzielone na dwie grupy. W „czerwonej” grają Australijka Ashleigh Barty, Japonka Naomi Osaka, Czeszka Petra Kvitova i Szwajcarka Belinda Bencic, natomiast w „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i Ukrainka Jelina Switolina. Turniej potrwa do 3 listopada.

Mistrzostwa WTA z udziałem ośmiu najlepszych singlistek sezonu po raz pierwszy odbywają się w Shenzhen. Poprzednio impreza gościła w Singapurze, natomiast od tego sezonu przez dziesięć kolejnych lat turniej mistrzyń rozgrywany będzie w tym chińskim mieście, bo na tak długo WTA zawarła umowę. Chińczycy przekonali władze zarządzającej kobiecymi rozgrywkami organizacji do przeprowadzki oraz umiejscowienia turnieju mistrzyń na cała dekadę w najprostszy sposób, po prostu zaproponowali podwojenie puli nagród. W Singapurze tenisistki miały do podziału siedem milionów dolarów, teraz grają za dwukrotnie większe pieniądze – ponad 14 milionów dolarów.

Jako pierwsze wyszły na kort Japonka Naomi Osaka i Czeszka Petra Kvitova. Był to ich drugi dopiero pojedynek. W styczniu tego roku zmierzyły się w finale Australian Open i wtedy w trzech setach zwyciężyła 22-letnia japońska tenisistka, zdobywając drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze, po US Open 2018. Czeszka w swoim dorobku także ma dwa wielkoszlemowe triumfy, ale oba odniosła na trawiastych kortach Wimbledonu (2011, 2014).

W tym roku Kvitova triumfowała w Sydney i Stuttgarcie, natomiast Osaka, po wygraniu Australian Open, zanotowała spadek formy i straciła pozycję liderki na rzecz Ashleigh Barty, lecz ostatnio wróciła na zwycięską ścieżkę. Wygrała dwa azjatyckie turnieje, w Osace i Pekinie, a przystępując do pojedynku z Kvitovą miała na koncie 10 wygranych meczów z rzędu. W pierwszym secie walka była bardzo wyrównana i Japonka wygrała tę partię tie-breaku 7:6(1). W drugim secie czeska tenisistka poprawiła swoja grę i zwyciężyła 6:4, lecz w decydującej partii pozwoliła rywalce na przejęcie inicjatywy i przegrywała już nawet 2:5, ale ostatecznie po walce uległa jej 4:6.

W drugim niedzielnym pojedynku w grupie czerwonej liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty stanęła do walki ze Szwajcarką Belindą Bencic. Obie tenisistki debiutują w turnieju mistrzyń – Barty co prawda grała w imprezie juz dwukrotnie, ale te dwa występy zanotowała w grze podwójnej. W singlu rywalizuje po raz pierwszy, podobnie jak Bencic, która awans zapewniła sobie rzutem na taśmę wygrywając turniej w Moskwie.

W pojedynku turniejowej „jedynki” z turniejową „siódemką” lepsza okazała się Australijka, która zwyciężyła 5:7, 6:1, 6:2.
W poniedziałek o punkty powalczą zawodniczki z grupy „purpurowej”. W pierwszej serii gier Karolina Pliskova zmierzy się z Jeliną Switoliną, a Bianca Andreescu z Simoną Halep.

Po raz pierwszy od 2015 roku również w deblu jest faza grupowa. W niedzielę odbędą się dwa mecze w Grupie Purpurowej. Su-Wei Hsieh i Barbora Strycova zmierzą się z Samanthą Stosur i Shuai Zhang, z którymi w maju przegrały w Madrycie. Tajwanka i Czeszka triumfowały w tym sezonie w Wimbledonie. Australijka i Chinka w styczniu wygrały Australian Open. Hsieh w 2013 roku zwyciężyła w Masters razem z Shuai Peng. Stosur w imprezie tej była najlepsza dwa razy wspólnie z Lisą Raymond (2005, 2006).
Gabriela Dabrowski i Yifan Xu zagrają z Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą. Kanadyjka i Chinka to finalistki tegorocznego Wimbledonu. Czeszki zdobyły tytuł w Toronto. Największe sukcesy osiągnęły w ubiegłym sezonie, gdy święciły wielkoszlemowe triumfy w Paryżu i Londynie. Są również finalistkami Mistrzostw WTA 2018. W tym roku Dabrowski i Xu pokonały Krejcikovą i Siniakovą w Madrycie i w półfinale Wimbledonu.

 

Barty podwójną liderką

Triumfatorka turnieju w Moskwie Belinda Bencic awansowała z 10. na siódme miejsce w światowym rankingu tenisistek. Szwajcarka zapewniła też sobie miejsce w WTA Finals w Shenzen.

Pozycje liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, która jest też pierwsza w rankingu zawodniczek, które wywalczyły prawo gry w tegorocznym turnieju mistrzyń w chińskim Shenzen. Tam na przełomie października i listopada osiem najlepszych w tym roku singlistek i osiem najlepszych par deblowych powalczy w turnieju z pulą nagród przekraczającą 14 mln dolarów.

Kolejne miejsca na światowej liście zajmują: Czeszka Karolina Pliskova, Japonka Naomi Osaka, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep, Czeszka Petra Kvitova, wspomniana już Szwajcarka Belinda Bencić oraz Ukrainka Jelina Switolina, ubiegłoroczna triumfatorka WTA Finals. Top 10 zestawienia zamykają Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertnes. Z polskich tenisistek najwyżej sklasyfikowana Magda Linette plasuje się na 42. miejsce, a druga z z naszych zawodniczek w Top 100, Iga Świątek, zajmuje 61. lokatę. W drugiej setce listy mamy jeszcze Katarzynę Kawę, obecnie zajmującą 128. miejsce oraz 192. Magdalenę Fręch.

Daleko kończą sezon dwie tenisowe gwiazdy polskiego pochodzenia. Reprezentująca Niemcy Angelique Kerber spadła na 17. miejsce, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka aż na 38. Przypomnijmy, że obie swego czasu były na czele światowej listy. W podobnej sytuacji jest też kilka innych tenisistek, które były liderkami rankingu WTA – Hiszpanka Garbine Muguruza jest 36., Białorusinka Wiktoria Azarenka 50., Amerykanka Venus Williams 53 czy Rosjanka Maria Szarapowa, która wypadła z Top 100 i jest obecnie sklasyfikowana dopiero na 134. pozycji.

 

Radwańska wróciła do gry

Rumunka Simona Halep wciąż jest liderką rankingu WTA. W najnowszym notowaniu nie doszło do żadnych zmian w czołowej dziesiątce. 31. lokatę utrzymała też najwyżej klasyfikowana z polskich tenisistek Agnieszka Radwańska.

 

Radwańska wróciła do rywalizacji po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i wystartowała w turnieju na trawiastych kortach w Eastbourne. W 1. rundzie krakowianka zmierzyła się z zajmującą 37. miejsce w rankingu Węgierką Timeą Babos. W pierwszym secie nasza tenisistka miała problemy tylko na początku partii, bo przegrała swoje podanie na 2:3. Błyskawicznie jednak odrobiła stratę, a potem wygrała pewnie trzy kolejne gemy i całego seta 6:3, notując aż pięć asów serwisowych.

W drugiej odsłonie Polka nie dała Węgierce żadnych szans. Po trzech przełamaniach prowadziła już 5:0, ostatecznie triumfowała w drugim secie 6:1. Nasza najlepsza tenisistka ma na koncie zwycięstwo w Eastbourne – triumfowała tu w 2008 roku pokonując w finale Rosjankę Nadieżdę Pietrową. Do finału dotarła też w 2015 roku, ale wtedy musiała uznać wyższość Szwajcarki Belindy Bencic.

W drugiej rundzie przeciwniczką Radwańskiej była wyżej od niej klasyfikowana w światowym rankingu Australijka Darią Gawriłową (WTA 25). Wcześniej miała okazję zmierzyć się z tą rywalką tylko raz, podczas ubiegłorocznego turnieju w New Heaven. Wtedy triumfowała australijska tenisistka wygrywając 6:4, 6:4 (ich wtorkowy pojedynek w Eastbourne zakończył się po zamknięciu wydania).

Radwańska nie uczestniczyła w rywalizacji od połowy kwietnia, kiedy to z powodu kontuzji pleców musiała skreczować w pierwszej rundzie turnieju na ziemnych kortach w Stambule. Polka z powodu urazu odpuściła cały cykl imprez ceglanej mączce, w wielkoszlemowym French Open włącznie. Mimo tak długiej nieobecności utrzymała miejsce na początku czwartej dziesiątki światowej listy, ale w zbliżającym się wielkoszlemowym Wimbledonie będzie musiał dojść co najmniej do czwartej rundy, żeby obronić zdobyte w ubiegłym roku punkty rankingowe.

W pojedynku z Timeą Babos nasza najlepsza zawodniczka zademonstrowała niezłą formę i była z niej zadowolona. „Nie mam w Polsce kortów trawiastych, więc na przygotowania tutaj miałam tylko kilka dni. Ten turniej jest zawsze znakomitym przygotowaniem przed Wimbledonem. Trzeba jednak uważać, bo już na początku można trafić na bardzo wymagające rywalki. Pierwszy mecz po kilku tygodniach przerwy jest zawsze zdradliwy. Byłam nawet zdziwiona jakością mojej gry, zwłaszcza jeśli chodzi o serwis. Tego dnia czułam się dobrze w każdym elemencie i z żadnym nie miałam problemu” – podsumowała swój występ Radwańska.

Krakowianka jest pewna występu w wielkoszlemowym Wimbledonie, podobnie jak Magda Linette. W kwalifikacjach o prawo gry w głównej drabince walczyła jeszcze Magdalena Fręch, ale odpadła w drugiej rundzie.