Cmentarz podgrzewa atmosferę

Dzień Wszystkich Świętych spędzony na cmentarzu, to dobry sposób, by nań trafić samemu. Na dłużej.

W latach 1998 – 2000 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie prowadzono badania, które wykazały, że w w Święto Zmarłych i Zaduszki, suma wszystkich Wielopierścieniowych Węglowodorów Aromatycznych, czyli nader złych rzeczy, trzykrotnie przekraczała ówczesne – nader tolerancyjne – normy. Zrobiła się afera. Oberwały instytucje finansujące i prowadzące te pomiary. Skutek jest taki, że od 19 lat takich badań nikt już nie robi.

Tymczasem inhalacja WWA daje dość interesujące efekty. Te krótkoterminowe to ledwie podrażnienie oczu, nudności, wymioty oraz biegunka. Wrażliwcy, zamiast wymiotów i rozwolnienia mogą spodziewać się niefajniejszych przypadłości – zaćmy, uszkodzenia nerek, wątroby albo i żółtaczki. Medycy wspominają też, że jak się wdycha WWA za dużo, to związek ten potrafi wywołać rozpad krwinek czerwonych. Nie wspominając o tym, że jak się ma pecha, to z WWA może wziąć się rak płuc i innych narządów wewnętrznych.

Wyposażeni w spektrometr cząstek chemicy, sprawdzili przy zupełnie innej okazji, co jest w spalinach zwykłej parafinowej świecy. Od tej pory już ich nie używają. Wyszło im, że sadza ze spalanych świec jest podobna do tej, która wylatuje z rury wydechowej samochodu z silnikiem diesla. To coś okazuje się być tak samo niebezpieczne dla organizmu jak bierne palenie. Albo gorsze, bo w kolejnych badaniach wyszło, że opary parafiny przyczyniają się do powstania guzów w nerkach i wątrobie zwierząt laboratoryjnych. Nie ma więc siły, żeby tak samo nie działały na człowieka.

Najciekawsze dla naukowców było występowanie w dymie ze świeczki dwóch nader złych substancji i to w znacznym nadmiarze. Pierwsza to toluen. Rozwalający układ oddechowy, immunologiczny i krwionośny. Ale też kaleczący kształtujące się plemniki. Nie wspominając, że z wątrobą obchodzi się jeszcze gorzej niż denaturat. No i nerki też niszczy. Ale spektrum oddziaływania toluenu jest znacznie szersze. Równie dobrze może tylko podrażnić skórę lub oczy, jak i uszkodzić mózg. Bo już dawno zauważono, że obniża także zdolność uczenia się. Wobec czego prowadzanie dzieci na pełne świeczek cmentarze, aby się uczyły, jest mocno przeciwskuteczne. W spalinach ze zniczy jest jeszcze benzen. W przeciwieństwie do toluenu jego szkodliwość nie jest tak szeroka. Benzen bowiem nie uszkadza i nie drażni, ale powoduje, że komórki rakowacieją. Bo to mocny kancerogen jest.
Każdy znicz ma knot. Większość z nich posiada metalowy rdzeń zawierający cynk, cynę i ołów. 100 proc. ołowiu, który wdycha człowiek, jest absorbowane przez nasz układ krwionośny. Od wziewnego przyjmowania tego pierwiastka ołowicy się nie nabawimy. Ale to co fruwa, może podrażniać i uszkadzać płuca. Co, z kolei, skutkuje upośledzeniem oddychania, najczęściej w postaci astmy.
Ponieważ na polskich grobach panuje tradycyjne „postaw się”, to żeby pozostałym członkom rodziny opadły szczęki, należy umieścić na nim znicz wielkości olimpijskiego. Żeby jednak nie popłynąć na tym finansowo, ustrojstwo takie jest z barwionego plastiku. A że wiatr może je przewrócić, to płomień zacznie wypalać i tworzywo sztuczne. Znaczy produkować dym zawierający w cholerę dioksyn. Te zaś działają bardzo rakotwórczo. Ale nie tylko. Poza wyhodowaniem nowotworu, najsilniejszy wpływ dioksyn jest obserwowany w systemie rozrodczym, hormonalnym i immunologicznym. Najbardziej wrażliwe ze wszystkich, są noworodki i płody poddane działaniu dioksyn jeszcze w macicy. Ale żeby tam tylko.
Do tego, żeby była ciąża jest potrzebne nasienie. A dzięki dioksynom może go być za mało i tatusiem się nie zostanie. Jednak w badaniach wyszło coś znacznie, dla mężczyzn, gorszego. Dioksyny wpływają na bardzo mocny spadek hormonów płciowych. W związku z czym, tej małej ilości nasienia, i tak nie będzie czym wprowadzić tam gdzie się powinno. A zatem erekcja – albo grób ciotki.

Polska produkuje dwie trzecie zniczy na świecie. Niemal wszystkie wypalane są u nas. Światowy katolicyzm nie nakazuje bowiem 1 listopada śmigać samochodem na drugi koniec kraju, w którym się mieszka i obstawić grób baterią zniczy. Tak jest tylko i wyłącznie u nas. Co prawda na Litwie, Białorusi, Ukrainie oraz w Czechach i na Słowacji też zdarzają się znicze. Ale im dalej od polskiej granicy tym jest ich mniej.
Prawdopodobnie jesteśmy też jedynym krajem, który ma coś o nazwie Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Zniczy i Świec. I ta właśnie organizacja szacuje, że rocznie Polacy kupują 300 mln zniczy. Z czego dwie trzecie w okolicach Wszystkich Świętych. Co rok na nagrobne ognie Polacy puszczają ok. 1 mld zł.
Puszczają w związku z tym coś jeszcze. Mnóstwo dwutlenku węgla. Tak się bowiem składa, że parafina spala się dokładnie tak jak ropa naftowa. I robi globalne ocieplenie. Można nawet policzyć jaka jest skala tego zjawiska. I jak się przemnoży ilość spalonej na początku listopada na cmentarzach parafiny, to wyjdzie, że atmosfera ubogaciła się od polskiej tradycji o prawie 60 tys ton CO2.
Gdyby ktoś chciał wyemitować legalnie tyle tego zanieczyszczenia, to musiałby kupić na europejskim rynku specjalne uprawnienia. Te są po 25 euro za tonę. Zgodnie zatem z prawem, winniśmy za Wszystkich Świętych zapłacić jako państwo, jakieś 1,5 mln euro.

W każdym innym kraju, na obyczaj skutkujący skażeniem atmosfery naskoczyliby ekologowie. Ale nasi mają inaczej, bo widać sami peregrynują po grobach ciotek i babć, wypalając tlen i nasycając organizmy spalinami ze zniczy.
Gwoli sprawiedliwości, trzeba oddać zielonym, że zainteresowali się choć plastikowymi zniczami i sztucznymi kwiatami z grobów. I oczywiście są przeciw, bo jak wiadomo, plastik zabija wieloryby. Promują zatem ekologiczną wersję zniczy, czyli szklane, albo z gliny.
Huty szkła pukają się na to w czoła, bo cmentarna stłuczka do ponownego przetopienia z powodu skażenia parafiną się za bardzo nie nadaje. Koledzy ekologów od zniczy, czyli ekolodzy od kopalni wszelkiego rodzaju – znaczy i gliny też – również są przeciw, bo kopalnia dewastuje środowisko straszniej, niż plastik wieloryby.
Są jeszcze i katoliccy ekologowie, którzy w imię papieża Franciszka i jego ekologicznej encykliki, powinni zwalczać palenie na cmentarzach, nakazując odwiedzającym groby poprzestać na stosownym paciorku. Ale oni też milczą.
Najbardziej zaś nie ma nic przeciwko grzechowi wobec natury Kościół. Największy beneficjent Wszystkich Świętych. To on zarządza 95 proc. nekropolii w Polsce. To do niego muszą się zgłosić z kopertą wszyscy, którzy pod cmentarnymi bramami będą sprzedawali miliony zniczy. Licząc, że tylko jeden procent z miliarda zł za znicze trafi do księży, to nieboszczycy nagonią im za nic 10 mln zł. Nie wspominając o nowych nieboszczykach, którzy wezmą się z zatruwania powietrza.