Gospodarka 48 godzin

Ekopraktyka i teoria
Ekologiczna świadomość polskich przedsiębiorców jest na wysokim poziomie – niemal wszyscy (93 proc.) twierdzą, że ich branża ma wpływ na środowisko. Natomiast w praktyce tylko niespełna co drugi przedstawiciel sektora małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje, że jego firma dba o klimat. Ponadto, firmy robią to z reguły tylko wtedy kiedy kiedy to się opłaca, oczekuje tego klient lub przepisy – i zajmują się dbaniem o środowisko o ile muszą i na najniższym wymaganym poziomie. Dlatego prawie wszystkie firmy segregują śmieci (99 proc.) i utylizują odpady (97 proc.). Działania, które nie są obowiązkowe, podejmowane są natomiast kilkakrotnie rzadziej. Tylko co czwarte małe i średnie przedsiębiorstwo współpracuje z firmami, które dbają o ekologię, co piąte prowadzi działania związane z lokalną społecznością lub eliminuje plastik z opakowań. Takie wyniki przynosi raport EFL „Zielona energia w MŚP pod lupą”. W praktyce, do zielonych inwestycji z rezerwą podchodzi aż 83 proc. firm. Najliczniejsza jest grupa przedsiębiorców – ekosceptyków, którzy dbają o środowisko, bo muszą. Stanowi ona 38 proc. mikro, małych i średnich firm. Na drugim końcu są przedsiębiorcy ekoodpowiedzialni, czyli realizujący proekologiczne zamierzenia z przekonania, że warto to robić – i robią zwykle więcej niż muszą. Takich przedsiębiorców jest dwukrotnie mniej niż ekosceptyków – 17 proc. Co czwarta mała i średnia firma w Polsce jest ekoodporna – nie troszczy się o klimat w ogóle. Zdecydowana większość polskich przedsiębiorstw w ogóle nie korzysta z energii odnawialnej. Przed takimi ekoinwestycjami powstrzymują ich przede wszystkim wysokie koszty oraz długi okres zwrotu. Także pojazdy wykorzystywane w działalności małych i średnich przedsiębiorstw nie przyczyniają się do poprawy klimatu. We flotach firmowych królują pojazdy spalinowe. Hybrydy to tylko 1 proc. aut, a napędy elektryczne nie występują niemal wcale. Podobnie jak z odnawialnymi źródłami elektrycznymi, zakup auta elektrycznego wiąże się ze zbyt wysokim kosztem, do tego ma mały zasięg, a sieć stacji ładowania w Polsce jest jeszcze mocno dziurawa. Taki właśnie jest dotychczasowy, bardzo żałosny bilans programu elektromobilności, szumnie zapowiadanego przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Zatrudnieni nie pracujący
W drugim kwartale bieżącego roku 684 tys. osób w Polsce było formalnie zatrudnionych, ale w rzeczywistości nie pracowali bo ich zakład był zamknięty (najczęściej z powodu pandemii) – podaje Główny Urząd Statystyczny. Dzięki temu stopa bezrobocia w naszym kraju pozostaje niska, bo tych osób nie można zaliczyć do grona bezrobotnych. Rok wcześniej, w drugim kwartale 2019 r., takich osób formalnie zatrudnionych, a w praktyce niepracujących z powodu zamknięcia firmy, było tylko 7 tysięcy. Bezrobocie mamy więc niskie, ale za to dużą grupę osób zawodowo biernych. Ponadto wiele osób nie pracuje, bo jest na zwolnieniach lekarskich. W drugim kwartale tego roku grupa Polaków na zwolnieniach zwiększyła się o 84 tysiące w porównaniu z tym samym kwartałem 2019 r. – z 265 tys. do 349 tys. Tylko część z nich chorowała z powodu pandemii bo zakażeń koronawirusem w drugim kwartale było 32 tys.

Wyższe zasiłki? Może latem

Związki zawodowe i lewica od dawna domagają się, by w tarczach antykryzysowych wzmocnić ochronę bezrobotnych. Ale akurat to nie jest jedna ze spraw, które rząd zamierza załatwiać w trybie ekspresowym.

Nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nie będzie w najbliższym czasie. A to praktycznie wyklucza możliwość wypłacania wyższych zasiłków dla bezrobotnych od czerwca, chociaż minister Jadwiga Emilewicz już kilka razy sugerowała, że rząd kwestią zasiłków się zajmuje. W takim układzie również „świadczenie solidarnościowe”, jakie obiecywał na ostatniej konwencji wyborczej Andrzej Duda, w najlepszym razie będzie mogło trafiać do beneficjentów od 1 lipca.

O jakich kwotach w ogóle mowa?

NSZZ „Solidarność”, która ze wszystkich podmiotów ma bodaj największe szanse, by przekonać prawicowy rząd do prospołecznych ruchów, sugeruje podniesienie kwoty zasiłku do 1300 zł i dodatkowe wypłacanie przez trzy miesiące świadczenia solidarnościowego – 1200 zł. To znacznie mniej, niż proponowała Lewica, wnosząc projekt ustanowienia zasiłków w wysokości równej połowie utraconej ostatniej pensji, a także świadczenia kryzysowego w wysokości 2100 zł.

Z przecieków okołorządowych wynika, że o ile projekt opozycyjnego socjaldemokratycznego klubu raczej nie zostanie przetestowany w praktyce, to już pomysł świadczenia solidarnościowego nie został przez premiera Morawieckiego kategorycznie odrzucony. Z tym, że świadczenie obowiązywałoby jedynie w okresie zagrożenia epidemicznego. Nie zostałoby z nami na stałe.

Nawet jednak tak ograniczona forma pomocy wywołuje już sprzeciw części organizacji pracodawców. Wyższe zasiłki to w ich oczach tylko zachęta, by nie przyjmować ofert pracy za niskie wynagrodzenie. Nie brakuje też obaw, że jeśli z jednej puli będzie wypłacana pomoc dla pracowników i dla biznesu, to dla tego drugiego zostanie mniej.

Co znamienne, pomysł „zawieszania stosunku pracy”, rzucony w przestrzeń publiczną przez minister rodziny, pracy i polityki społeczne, nie wywołał wśród pracodawców nawet w połowie tak gniewnych reakcji.

Rząd radzi: załóż firmę!

Tzw. tarcza antykryzysowa przeszła przez Sejm, przez Senat, ponownie przez Sejm – który wyrzucił główne senackie poprawki – a na koniec podpisał ją prezydent Duda. Teraz każdy obywatel, który zastanawia się, czy mógłby skorzystać z pomocy państwa w dobie pandemii, może zapoznać się z poradami na rządowym portalu. Niektóre wprawiają w konsternację.

Na wstępie można zapoznać się z opcjami wsparcia dla biznesu, dla pracowników oraz w szczególności dla zatrudnionych w sektorach organizacji pozarządowych i kultury. Można też kliknąć w pole czwarte, „dodatkowe wsparcie”.

Najwięcej rad znalazło się w rubryce przeznaczonej dla samorządowców, których portal zawiadamia m.in. o zatrzymaniu biegu postępowań administracyjnych, o przedłużeniu terminu przygotowania planów zagospodarowania przestrzennego, wyłożenia uchwał krajobrazowych czy o możliwości zdalnej pracy rad gminnych. Przypomina się również o możliwości dofinansowania z PFRON terapii zajęciowych czy centrów pomocy dla osób z chorobami psychicznymi. Sektorowi turystycznemu, któremu ograniczenia w przemieszczaniu się i zamknięcie hoteli odebrały większość przychodów, przypomina się o mechanizmie obniżenia kosztów umowy ubezpieczenia podróży oraz o tym, że turystom odwołującym wycieczki można zaproponować voucher na później zamiast zwrotu pieniędzy. Są propozycje dla branży budowlanej i uspokajające zapewnienia dla cudzoziemców, że ich zezwolenia na pobyt czasowy w Polsce automatycznie przedłużono.

Na samym jednak początku rządowa witryna raczy wchodzących „dobrą propozycją” dla bezrobotnych. Cytujemy w całości, co ma im do powiedzenia rząd: „Poznaj korzystniejsze warunki mikropożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Środki z pożyczki możesz przeznaczyć na wszystkie wydatki mające związek z uruchomieniem biznesu”.

Dla pewności sprawdzamy, czy w dziale dla pracowników nie ma rad dla tych, którzy właśnie pracę stracili. Niestety, nic z tych rzeczy.
– Stoimy przed ryzykiem kilkumilionowego bezrobocia, już teraz ludzie masowo tracą pracę, tymczasem co bezrobotnym ma do zaproponowania rząd w sytuacji, gdy zasiłek wynosi 800 zł, a prawo do niego nabywa 16 proc.bezrobotnych? Nie można wychodzić z domu, chyba że do sklepu (albo do roboty, rzecz jasna), nie można też zbliżać się do ludzi na odległość bliższą niż 2 metry, a bezrobotnym rząd proponuje zakładanie firm – zauważa na Facebooku Piotr Wójcik, publicysta ekonomiczny..

O tym, że rząd powinien w dobie kryzysu wyciągnąć rękę przede wszystkim do najsłabszych – pracowników, bezrobotnych, właścicieli małych biznesów – mówił 1 kwietnia w debacie w TVN24 poseł Lewicy Adrian Zandberg. Rządowi, jak widać, daleko od takiej filozofii.