Trzy dekady ustępstw władzy przed postulatami Kościoła

Czy Polska jest i będzie coraz bardziej otwarta. Czy ludzie widzą, że na świecie jest inaczej i wiedzą ,że gdzie indziej Kościół katolicki, choć silny – ustępuje pod żądaniem kontroli społecznej. W Polsce też tak się stanie. Tylko kiedy?

Artykuł 25 konstytucji mówi o bezstronności światopoglądowej państwa i równouprawnieniu wyznań. Ale praktyka konstytucyjna poszła w innym kierunku. Nikt specjalnie nie kryje, że bezstronność i równouprawnienie są fikcją. I to w rosnącym stopniu, o czym świadczy powszechne poprzedzanie uroczystości państwowych mszami jednego wyznania czy też „nowym” zwyczajem przemawiania z ambon polityków rządzącej partii politycznej, a przykładów takich wystąpień w ostatnich kilku latach jest wiele . Odnosi się coraz większe wrażenie, że ambona służy wypowiedziom polityków. Ostatnie wystąpienie – w ubiegłą sobotę 16 stycznia 2021 r. prezesa PiS i wicepremiera J. Kaczyńskiego , który po mszy w Starachowicach powiedział „Zło atakuje nasz kraj, naszą ojczyznę, nasz naród, atakuje instytucję, która jest centrum naszej tożsamości, atakuje Kościół, Kościół katolicki, czy też wystąpienie po mszy w kościele w Kamieńcu Wrocławskim europosła Ryszarda Czarneckiego. Można zatem postawić pytanie, czy dochodzi do klerykalizacji kraju?

Historycznie Kościół katolicki odegrał w Polsce na przestrzeni wieków olbrzymią rolę. Zwłaszcza po utracie niepodległości zapracował na szacunek Polaków. A Jana Pawła II większość Polaków kochała. Wydawało się naturalne, że suwerenna Polska chce się jakoś odwdzięczyć. Kiedy peerelowska władza słabła i zabiegała o wsparcie Kościoła, rząd M. Rakowskiego licząc że w ten sposób kupi jego życzliwość w kampanii wyborczej – przyjął 17 maja 1989 r. ustawę o stosunku państwa do kościoła katolickiego – czyli na dwa tygodnie przed historycznymi wyborami. A potem przyszedł premier Mazowiecki, który z pierwszą wizytą pojechał do Watykanu i oświadczył, że gotów jest do rozmów o konkordacie. Kościół przyjmował kolejne prezenty od władzy. Religię do szkół wprowadzono w 1990 niepublikowaną instrukcją ministra Samsonowicza na krótko przed wyborami prezydenckimi, w których startował premier T.Mazowiecki. Ustawę o finansowaniu KUL uchwalono z inicjatywy prof. A. Stelmachowskiego na krótko przed wyborami parlamentarnymi w 1991 r.
Podobnie ustawę o utworzeniu Uniwersytetu Opolskiego przez połączenie Diecezjalnego Seminarium Duchownego z Wyższą Szkołą Pedagogiczną. Ale najjaskrawszym przykładem, był konkordat podpisany w lipcu 1993 r. przez rząd Hanny Suchockiej, któremu Sejm wcześniej wyraził wotum nieufności. Gdyby władza polityczna w Polsce przestrzegała konstytucji , konkordatu i ustaw, trudno by było narzekać na klerykalizację. Ale czyny władzy – szły i idą dużo dalej niż prawo i oczekiwania społeczne.
Decyzje zapadały za zamkniętymi drzwiami i rząd ani Kościół się nimi nie chwaliły. Niewielu zdaje sobie sprawę , że np. z Funduszu Kościelnego państwo płaci za ubezpieczenie emerytalno-rentowe zakonnic i księży. To miało sens w PRL jako rodzaj rekompensaty za przejęcie przez państwo w 1950 r. nieruchomości kościelnych , ale dziś ten argument przestał być aktualny. A przywilej pozostał . W przypadku konkordatu można powiedzieć, że kościół dostaje więcej, niż zagwarantowała mu ta umowa międzynarodowa. Konkordat ustanowił funkcję kapelana w wojsku, szpitalach i więzieniach. A dziś są niemal wszędzie, dzieje tak na mocy sprzecznych z konkordatem porozumień, zawieranych przez władzę i Kościół. Szkolni katecheci mieli nie dostawać wynagrodzenia od państwa, gdy w 1990 r. religię wprowadzano do szkół.

Zmiana miała polegać tylko na przeniesieniu lekcji z salek katechetycznych do klas szkolnych. Ale od 1 września 1997 r rząd zaczął płacić katechetom jak wszystkim nauczycielom. Nie można też wprowadzenia oceny z religii na świadectwa szkolne ani abdykacji państwa z nadzoru pedagogicznego nad nauczaniem religii i wliczania ocen z religii do średniej zrzucić na konkordat. To nie konkordat, lecz nowelizacja ustawy oświatowej zwolniła podręczniki do religii z obowiązku zatwierdzania ich przez ministra edukacji. Katechetę w każdej szkole wyznacza lokalny biskup, a dyrektor ani nawet kurator nie mają nic do powiedzenia. To jest regres nawet w porównaniu do konkordatu z 1925 r. W szkołach praktyka jest taka, że katecheci mają te same prawa co nauczyciele, ale nie podlegają tym samym rygorom. Wnioski wizytatorów wysyła się biskupom, a oni zwykle chowają je do szuflad. Podobnie jest z kapelanami. Wszędzie, gdzie wkracza Kościół, państwo traci kontrolę nad częścią własnych instytucji.

Konkordat przewidywał państwowe finansowanie dwóch kościelnych uczelni – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. KUL finansowano już od 1991 r. pod pretekstem rekompensaty za zabrany majątek Fundacji Potulickich, choć ten majątek dawno został zwrócony Kościołowi i to z dużą nawiązką – bo przekazany PGR miał kilkaset hektarów więcej niż fundacja – a finansowanie zostało utrzymane. W 2006 r. przyjęto ustawę o dotowaniu kolejnych trzech uczelni kościelnych – Wyższej Szkoły Teologiczno-Filozoficznej Ignatianum w Krakowie oraz Papieskich Wydziałów Teologicznych w Warszawie i Wrocławiu, choć poza uczelniami kościelnymi państwo finansuje jeszcze wydziały teologiczne na uniwersytetach i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który jest państwowy i katolicki.

Państwo sprawę tzw. ” ślubów konkordatowych” udzielanych przez księży oddało Kościołowi powierzając mu istotną funkcję publiczną, a skutki tego przerzuciło na obywateli. Ksiądz udzielający ślubu musi w ciągu pięciu dni zgłosić zawarcie małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego. Jak nie zawiadomi, małżeństwo jest w świetle prawa państwowego nieważne, choć pozostaje ważne z punktu widzenia prawa kościelnego.

Takie sytuacje się w Polsce zdarzają, choć na szczęcie rzadko. A państwo jest bezradne. Nawet nie może takiego księdza ukarać.

Konkordat w wielu sprawach nie jest realizowany. Na przykład w sprawie finansów: art. 22 przewidywał powołanie parytetowej komisji finansowej. Ale nigdy jej nie powołano. Powołano natomiast dwie tak zwane komisje konkordatowe – kościelną i rządową. Wspólne spotkania rządowej i kościelnej komisji konkordatowej są forum najostrzejszego nacisku na stronę rządową. W 1999 r. komisja kościelna proponowała włączenie oceny z religii do średniej ocen, wprowadzenie matury z religii i stworzenie w wojewódzkich ośrodkach metodycznych etatów dla doradców do spraw nauczania religii. miała określić sytuację finansową Kościoła, przyjmując za punkt wyjścia obecne prawodawstwo.

Oficjalnie, brak informacji , jakimi pieniędzmi Kościół dysponuje i jaki ma majątek. Sam Kościół twierdzi, że nie wie, co za PRL stracił i co odzyskał. Zatem nie można stwierdzić – odzyskaliście tak dużo, że czas zamknąć Fundusz Kościelny, któremu budżet MSWiA np. w 2018 roku – 176 mln dał mln złotych. Samorządy milczą na temat  dotacji , jakich udzieliły i udzielają dla związków wyznaniowych.

Dochody Kościoła i księży też nie są znane opinii publicznej. To jest tajemnica Kościoła. Kościół praktycznie nie płaci podatków. Księża, którzy mają państwowe posady, płacą PIT, a reszta tylko wyznaczany przez ministra finansów ryczałt zależny od wielkości parafii. Proboszczowie mający gospodarstwo rolne płacą niski podatek rolny. Natomiast osoby prawne, czyli parafie, diecezje, zakony nie płacą nawet podatku od dochodów z działalności gospodarczej, jeżeli przeznaczają je na cele kościelne, charytatywne i opiekuńczo-wychowawcze.

Dochody z odzyskanych kamienic, sklepów, szpitali, hoteli też nie są opodatkowane, jeśli przeznacza się je na te trzy cele. Według szacunków wydatki na rzecz kościołów z publicznych pieniędzy wynoszą od 1,2 do 1,8 mld zł rocznie. Kościół jest potężny i potrafi drążyć do skutku. A państwo jest słabe. Urzędnicy oglądają się na polityków, a politycy  nie chcą się Kościołowi narażać. A Kościół jak mawiał Piłsudski – bierze, nie kwituje, żąda więcej.

I dostaje więcej, niż dał mu konkordat.