Bigos tygodniowy

Prezes przemówił po raz pierwszy od ujawnienia afery KNF czyli od 13 listopada. Milczał co prawda sporo wcześniej, ale po 13 listopada milczał – by tak rzec – na temat. Prezes przemówił na spędzie klubu PiS w Jachrance i zapewniał, że nie jest prawdą, iż PiS jest partią jak inne. Było to przemówienie bardzo defensywne i pozbawione zwykłych u prezesa akcentów triumfalistycznych i imperialistycznych. Prezes zabawił się też w mentora intelektualnego swoich posłów. Antyaborcyjnym ultrasom naciskającym, przy poparciu biskupszczyzny, na zaostrzenie zakazu aborcji, zalecił lekturę „Etyki odpowiedzialności” Maxa Webera, z której mają wywieść naukę, że rozsądek i odpowiedzialność muszą czasem wziąć górę nad pobudkami moralnymi i ideologicznymi, w imię wyższych celów. Chodzi oczywiście o odpowiedzialność za utrzymanie władzy.

 

***

Niegdyś prawicowy publicysta, a dziś naukowiec i ceniony analityk polityczny z Nowego Sącza Rafał Matyja twierdzi, że afera KNF nieuchronnie rozwinie się jak kula śniegowa, która będzie nabierała masy i strąci PiS z głównego szlaku. Matyja przypomniał, że po wybuchu afery Rywina SLD miał przez pewien czas nawet wzrost notowań, a potem poszło, jak poszło.

 

***

Pisowskiej psychoprawicy marzy się, by jej idol Donald Trump stosował wobec jej obecnych rządów starą zasadę Jankesów: „To skurwysyn, ale to nasz skurwysyn”, więc list Georgette, ambasadorki amerykańskiej w Warszawie, do Młodego Morawieckiego bardzo jej się (psychoprawicy) nie spodobał („kogo nam pan tu przysłał, panie prezydencie?”). Jednak amerykański modus społeczno-polityczny, nawet pod rządami Trumpa, jest jednak tradycyjnie oparty na skrupulatnym szacunku dla wolności mediów czyli wolności słowa. To jest taka jankeska mania. Oczywiście, nie miejmy złudzeń, interes finansowy Discovery odgrywa bardzo ważną rolę w obronie TVN, ale najważniejszy jest efekt chłodzący zapędy PiS w kierunku ograniczania wolności mediów.

 

***

Duda Andrzej z Krakowa, z papierów prezydent RP, został na falach Polskiego Radia Rzeszów nazwany figurantem. Szefostwo stacji zawiesiło dziennikarkę prowadzącą audycję, ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania o znieważenie głowy państwa. To pisowska prokuratura i ona najlepiej wie, kto jest figurantem, a kto naprawdę rządzi, dlatego zachowała się realistycznie. Tymczasem figurant znów popisał się kabotyństwem i ogłosił, że „dopóki on jest prezydentem, nie pozwoli zamordować polskiego górnictwa węglowego”. Zapomniał biedak w swoim znanym samodurnym samoupojeniu własną mową, że nawet dwie kadencje prezydenckie są krótsze od pragenealogii węgla.

 

***

Czynię wyłom w swojej generalnie krytycznej postawie wobec zamiarów i poczynań PiS, ale raz zdarza mi się wyjątek. Otóż tak jak PiS jestem za odbudowaniem Pałacu Saskiego w Warszawie. Tyle tylko, że zanim przystąpi się od zbudowania tego pałacu na nowo, powinno się odrestaurować Pałac Błękitny u zbiegu Senatorskiej i placu Bankowego. Znajduje się on od lat w stanie opłakanym, a to prawdziwy, historyczny, piękny pałac. Byłoby paradne wznoszenie staro-nowej budowli przy jednoczesnym pozostawieniu na pastwę zniszczenia, położonego zupełnie niedaleko, prawdziwego zabytku.

 

***

Alleluja, alleluja, alleluja. Nie, to jeszcze nie Wielkanoc, ale już raduje się serce moje. Diecezja warszawska ogłosiła statystyki, z których wynika, że najmniej wiernych uczestniczących w mszach zaliczają kościoły warszawskiego Grochowa (dla czytelników zamiejscowych: to część dzielnicy Praga). Otóż do kościoła Nawrócenia Świętego Pawła Apostoła przy ulicy Kobielskiej na msze uczęszcza 12 procent parafian. Podobnie jest w kościele Matki Boskiej Loretańskiej przy Ratuszowej, nieopodal ZOO, który stoi na Pradze, ale już nie na Grochowie. A że Warszawa jest najbardziej zsekularyzowanym i odmszonym (nie mylić z „odwszonym”) miastem w Polsce, więc konkurencja tu wygrana oznacza, że Grochów jest krajowym czempionem polskiej laicyzacji. To największe dokonanie Grochowa od czasu bitwy pod Olszynką Grochowską w 1831 roku.

 

***

PiS-media milczą jak zaklęte w sprawie charyzmatycznego kapelana Solidarności, księdza prałata Henryka Jankowskiego z Gdańska, odnośnie którego pojawiły się informacje w poważnym tytule prasowym, że miał skłonności pedofilskie czytaj: krzywdził dzieci. Ani słowa o tym w wiadomościach i innych programach publicystycznych. Ani dudu o tym u Holeckiej w „Wiadomościach”, u Rachonia, u Karnowskich, u Klarenbacha, u Adamczyka, u Ogórkowej i Łęskiego et consortes. Oni naprawdę myślą, że w dobie internetu można to przykryć? Tymczasem dłonie księdza prałata od świętej Brygidy na jego pomniku pomalowano na czerwono, bratając go w ten sposób z „Żelaznym Feliksem”. Tymczasem Ojciec Inwestor z Torunia inspiruje podobno partię klerykalną na prawo od PiS. Czy jednym z postulatów będzie prawo do krzywdzenia przez kler w różnych formach polskich dzieci?

 

***

Sąd Administracyjny nakazał przywrócenie dawnych nazw warszawskim ulicom i alejom „zdekomunizowanym” przez PiS. I tak aleja Lecha Kaczyńskiego odzyska dawną nazwę Armii Ludowej i tak dalej. Niestety, nie obejmuje to alei Jana Pawła II, który już dawno zastąpił poprzedniego patrona Juliana Marchlewskiego. Ja bym wolał aleje Marchlewskiego niż JP2, bo większym szacunkiem darzę Marchlewskiego niż Wojtyłę.

 

***

Za haniebne potraktowanie Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceszefa KNF, omal nie zatłuczonego przez bandytów od SKOK Wołomin, Ziobro powinien usmażyć się w piekle. A ponieważ piekło w zaświatach niestety nie istnieje, więc marzy mi się dożyć ujrzenia scenki przedstawiającej wyprowadzanie Ziobry od żonki, o 6 rano, z łbem zakrytym kapturem. A tak, na marginesie: czy nazwisko senatora Biereckiego z PiS pochodzi od słowa: „bierę”? I czy, jak stwierdził znany dziennikarz, obecna władza to „państwo mafijne, grupa ludzi wybitnie zdemoralizowanych, to jest gang”? Moim zdaniem nic dodać, nic ująć.

 

***

Diabli mi nadali tę podróż do Paryża na obchody 11 Listopada. Chciałem zobaczyć piękną defiladę na Polach Elizejskich, ale Macron mi ją zdmuchnął sprzed nosa, gdy już nabyłem bilety lotnicze. A mogłem tam pojechać kilka tygodni później czyli teraz i wziąć udział w nowej „rewolucji francuskiej” , wziąć w ryj od francuskiej policji i wpisać to sobie do CV. Nie jestem jednak duchem świętym i nie mogłem przewidzieć biegu wypadków.

 

***

Jerzy Urban, redaktor naczelny tygodnika „Nie” ma zapłacić 120 tysięcy złotych grzywny za „obrazę uczuć religijnych” poprzez znieważenie Jezusa Chrystusa. Ej tam, czy ktoś może mnie poinformować, kto to jest Jezus Chrystus?

Bigos tygodniowy

Marek Cha, człowiek o najwyższych standardach etycznych, mąż nieposzlakowanej uczciwości i patriotyzmu – osadzony w turmie! I to przez dobrych katolików i patriotów! Panie Boże, ty patrzysz i nie grzmisz? Tymczasem protektor „Glapa”, prezes NBP, zamienił się w głównego cenzora kraju i chce zakazać publikacji tekstów o jego podejrzanych ruchach.

***

Jarosław Gowin wzdął się godnością na ambasador Georgette Mosbacher z powodu jej listu w obronie – tak to ogólnie nazwijmy – wolności mediów i odwołał zaplanowane z nią spotkanie. Po tym wzdęciu jego wspaniały i dostojny profil godny rzymskiego patrycjusza wygląda jeszcze szlachetniej niż do tej pory. A co do samego listu i oburzenia PiS. Z jednej strony cóż się dziwić – protektor wspomaga, protektor wymaga, więc wiernopoddańcza wobec USA władza PiS nie powinna się aż tak dziwić ani oburzać tym apodyktycznym, rugającym tonem. Z drugiej, trudno nie odczuć satysfakcji, że protektor tak brutalnie utarł podwładnym nochala, także przecież w obronie własnego interesu, acz summa sumarum także w obronie wolności mediów w końcu. Kończący się rok PiS zaczął od zadarcia z protektorem i podobnie też rok kończy. Zawsze jednak mogą sobie przypomnieć na pociechę nasładzające do mdłości, infantylne i infantylnie przez tubylców odebrane warszawskie przemówienie Trumpa z lipca 2017. Szczególik: pisiorów przeciw Mosbacher wsparła też dawna eseldówka-senatorka, dziś zagorzała pisówka, Grabowska Genowefa.

***

W reakcji na tę hańbę, ksiądz Isakowicz-Zaleski zaćwierkał: „Uległość rządu Polski wobec USA sprowadziła nasz kraj do poziomu Portoryko, w którym o wszystkim decyduje Waszyngton”. Portoryko? Cóż za wybujałe ambicje księdza dobrodzieja.

***

„Gazeta Wyborcza” uporczywie nazywa Cezarego Morawskiego „aktorem serialowym”. Odwołany właśnie ze stanowiska dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu ani mi brat ani swat, ale ten pogardliwy ton nie jest ani ładny ani – przede wszystkim – uzasadniony. Tak rozumując, można by lekceważącym mianem „aktorów serialowych” określić całą galerię wybitnych aktorów teatralnych, którzy brali lub biorą udział w serialach, z Teresą Lipowską, Witoldem Pyrkoszem, Franciszkiem Pieczką, Krzysztofem Kowalewskim, Andrzejem Grabowskim i dziesiątkami innych. A choć Morawski nie jest aktorem aż tej klasy, to przecież profesjonalnym, który lata całe grał w teatrze i w dziesiątkach filmów, n.p. u Zanussiego. Morawski sam jest sobie winien, bo zgodził się przyjąć rolę wrednego, nasłanego z zewnątrz pisiora, ale szacunek dla faktów obowiązuje.

***

Ordo Iuris rozszerza swoją reakcyjną ofertę poza kwestie aborcyjne oraz obyczajowe i wystąpiło do sądu przeciw TVN o propagowanie faszyzmu (sprawa głośnego materiału z „urodzin Hitlera”). Ciągle intryguje mnie uparta, fanatyczna zapalczywość tego dziwnego towarzystwa działającego w duchu krańcowo konserwatywnego, do granic sekciarstwa, katolicyzmu, źródła jego finansowej zasobności i pytanie o to, na kogo można by natrafić, gdyby skutecznie zajrzeć im za plecy.

***

Zawarczał ostrzegawczo, zupełnie jak to robi mój piesek, arcybiskup Stanisław Gądecki: „Ja myślę, że oczekiwanie i zniecierpliwienie ze strony katolików i także wyborców partii rządzącej jest pod tym względem ogromne. Wycofanie się PiS z tej obietnicy byłoby wielkim wyrzutem sumienia, który będzie miał dla nich złe skutki” – powiedział w wywiadzie dla częstochowskiej „Niedzieli”, wskazując m.in. na zahamowany w Sejmie projekt Kai Godek „Zatrzymaj Aborcję” – Tego głosu nie można od tak sobie zlekceważyć. (…) Oni wszyscy są coraz bardziej zniecierpliwieni i rozczarowani”. Miał też na myśli przetrzymywanie od roku w TK wniosku 79 posłów, głównie PiS, o uznanie aborcji eugenicznej za nielegalną. Takie napieranie ultrasów w sytuacji, gdy PiS ma same kłopoty, doprawdy pachnie co najmniej nielojalnością. Prawdziwych przyjaciół poznaje się przecież w biedzie.

***

Jak doniosła Wirtualna Polska (swoją drogą – co za piękna, odlotowa nazwa!), 22 października odbyło się tajne spotkanie na szczycie, Kaczyński-Rydzyk: „Relacje na linii Kaczyński – o. Rydzyk osłabły po rekonstrukcji rządu. Stanowiska stracili wtedy m.in. kojarzeni z toruńską rozgłośnią szef MON Antoni Macierewicz i minister środowiska Jan Szyszko” – napisali w WP. Według Wirtualnej „na spotkaniu 22 października wraz z prezesem PiS stawili się jego najbliżsi współpracownicy – minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak i szef MSWiA Joachim Brudziński. Z kolei dyrektorowi Radia Maryja towarzyszyli biskup drohiczyński Antoni Dydycz i kapitan żeglugi wielkiej Mirosław Sielatycki”. Byłażby to grupa trzymająca władzę razem i w porozumieniu? Kapitan Sielatycki też? Czyżby gdzieś zamierzali odpłynąć?

***

O tempora, o mores! Kiedyś to była skala czynów, gdy sam towarzysz „Wiesław” aresztował obraz samej Matki Boskiej Częstochowskiej. A dziś co? W Galerii Dobro w Olsztynie zwykli stójkowi zaaresztowali portrety orła i kobiety z fallusami.

***

Pisiory sfinansowały Szczyt Klimatyczny w Katowicach z pieniędzy od największych trucicieli powietrza. Całe PiS. Całe one. To tak, jakby z pieniędzy Wilka sfinansować dla Babci dom spokojnej starości, a stypendium dla Czerwonego Kapturka. Wegańska uczta w szlachtuzie.

***

Według zamówionego przez rząd raportu, program mieszkanie plus poniósł klęskę. W raporcie, obok twardych danych padło też sformułowanie o rozbudzeniu nadmiernych, nierealistycznych oczekiwań.

***

Anonimowy minister rządu PiS ostrzegł w jednej z gazet przed przyszłoroczną przegraną wyborczą jego formacji. Instytut Badań Pollster wykazał, że zjednoczona opozycja mogłaby wygrać z PiS 50 do 38 procent, a szef rządowego Centrum Badań Strategicznych prof. Waldemar Paruch przestrzega obóz rządzący przed syndromem roku 2007. Może to płynące z takich wieści lęki powodują wyjątkowe dewocyjne wzmożenie w PiS? Pasażerowie PKP będą być może mogli natknąć się w wagonach kolejowych na konfesjonały ze spowiednikami w środku, a znacząca część pisowskiej wierchuszki udała się do Torunia na 27 urodziny radia Rydzyka. Tam Młody Morawiecki (MM) wzywał Maryję, by „wzięła w opiekę lud swój cały”, a dostojni goście, włącznie z Ziobrą, Macierewiczem i MM wzięli się za ręce i kołysali w takt pieśni. To klerykalizm prawdziwie pornograficzny. Był tam także prokurator Piotrowicz z różańcem wielkim jak pejcz. Jemu złośliwi internauci poświęcili taką oto litaniję: „Tajemnica Radosna – Piotrowicz zamyka pierwszego opozycjonistę, Tajemnica Świetlista – Piotrowicz dostaje błyszczący krzyż zasługi,Tajemnica Bolesna – Piotrowiczowi rozpada się PRL,
Tajemnica Chwalebna – Piotrowicz znowu ma Pana, któremu włazi w d…”. I tylko Prezes był w Toruniu nieobecny i to była – po prawdzie nie do końca tajemnicza – dodatkowa Tajemnica Bolesna tego spędu. I tylko Dudusia, „fspaniałego mufcy”, nie było, ale jaka tam z niego wierchuszka.

Bigos tygodniowy

Zwłoki Zbigniewa Ziobry. Chodzi o słynne trzy dziwne zwłoki po stronie tak dynamicznej i szybszej od wiatru w ściganiu koszulek z napisem „konstytucja” prokuratury pana Zbyszka. Po pierwsze, mimo złożenia 7 listopada o godz. 8.34 przez mecenasa Giertycha, pełnomocnika Leszka Czarneckiego, doniesienia w prokuraturze dotyczącego propozycji korupcyjnej szefa KNF, urząd ten zajął się sprawą dopiero 13 listopada. Po drugie, ów słynny wyścig Singapur-siedziba KNF w Warszawie między Markiem Chrzanowskim od szumideł, startującym z drugiej półkuli i funkcjonariuszami startującymi z ulicy odległej o silny rzut beretem, został przez funkcjonariuszy przegrany, mimo zdecydowanych forów, jakie mieli w punkcie wyjścia, właśnie z powodu braku polecenia ze strony pana Zbyszka. Zdymisjonowany już Chrzanowski nie tylko dotarł na miejsce jako pierwszy, ustanawiając rekord świata na sto lat co najmniej, ale zdążył jeszcze pobyć w swoim gabinecie około dwóch godzin. Różnie ludzie mówią o tym, co on tam robił. Mnie przychodzi do głowy choćby o takie małe zetknięcie ognika zapalniczki z małą karteczką z zapisanym na niej małym procentem od wielkiej kwoty. A tymczasem w Sejmie PiS zrealizowało plan Zdzisława, czyli ustawę pozwalającą przejmować banki za małą złotówkę. Trzecia zwłoka Ziobry dotyczy postępowania w sprawie nazistów, którzy rok temu w Katowicach powiesili na szubienicach wizerunki grona eurodputowanych. Rok temu. Sprawcy jak na patelni, jak na wspólnym zdjęciu pamiątkowym, przestępstwo oczywiste, ale prokuratura Ziobry jakoś dziwnie nie może się z tym uporać. Natomiast do domu dziennikarza TVN z wcieleniowego reportażu o urodzinach Hitlera weszli w try miga.

 

***

Wycofanie czyli stosunek przerwany. Władza PiS (czyli znów także pan Zbyszek, który ma nie za dobry okres) skończyła brutalny w przebiegu stosunek z instytucjami UE tzw. wycofaniem. Wycofała się mianowicie rakiem z części deformy wymiaru sprawiedliwości, czyli z części ustawy o Sądzie Najwyższym. To była – uwaga – tylko metafora! – jak wycofanie się armii niemieckiej po klęsce pod Stalingradem. Jak finisz „silnych, zwartych, gotowych” w 1939. Przyczyna była tylko jedna. Przelękli się, że opór przed wyrokiem TSUE będzie dla nich politycznie, a w dalszej konsekwencji także finansowo, tak kosztowny, że nie dadzą rady. Uznali, że dalsze przeginanie unijnej pały, może być ryzykowne ponad miarę. Żeby osłabić wrażenie swojej klęski i dla zmniejszenia uczucia upokorzenia wybrali ubranie tego wycofania się w kostium ustawowy. Że to niby wynik ich własnej, suwerennej, niczym nieprzymuszonej woli. Rysio Misio Czarnecki powiedział nawet, że to kolejny sukces władzy. A juści! W tej radości z rejterady PiS należy jednak zachować umiar, bo Izba Dyscyplinarna oraz ta, która zatwierdza wybory pozostaje w ręku PiS, tudzież KRS i TK.

 

***

„Po co nam to było”. Tytuł piosenki sprzed pół wieku, śpiewanej przez Joannę Rawik, robi ostatnio niejaką karierę. Przy tej okazji zapachniało mi młodością najbardziej wtedy, gdy usłyszałem recytatyw (nie zdecydował się na zanucenie) w wykonaniu senatora Marka Borowskiego z trybuny senackiej. Inni też cytują

 

***

IPN, posługując się wojskiem jak hetką pętelką czy najemnymi tragarzami, usunął w Zgorzelcu tablicę upamiętniającą ofiary wojny domowej w Grecji. Tablicę ufundowali już po 1989 roku przedstawiciele mniejszości greckiej w Polsce. Ipeeniory uznały ją za co prawda narodową (grecką) w formie, ale „komunistyczną” w treści, choć ani jeden przecinek w napisie nie dawał podstaw do takiego wniosku. W Polsce nie od dziś ma miejsce zjawisko, które nigdzie w Europie nie występuje w tak drastycznej formie: już nawet nie jaskiniowego antykomunizmu, ale jaskiniowej, oszalałej, bezrozumnej antylewicowości.

 

***

Milczenie prezesa. Prezes PiS stawił się w Gdańsku na procesie, który wytoczył Lechowi Wałęsie o obrazę i bywał momentami nawet filuterny, z uśmiechem w korytarzowych przemówkach z procesowym adwersarzem. Konsekwentnie milczy natomiast w sprawie afery KNF. Obstawiam taki wariant: uznał, względnie mu doradzili, żeby sprawę przemilczać póki się da, w nadziei, że jest to tylko ogarek, który szybko zgaśnie, a nie wielka gromnica, która przewracając się, podpali chudobę.

 

***

Dobra wiadomość z warszawskiego Ratusza. Rafał Trzaskowski nie zwrócił się do Boga o pomoc podczas składania prezydenckiej przysięgi. Zapewne zgodnie z zasadą: umiesz liczyć, licz na siebie.

 

***

W sprawie penisa prokuratura pana Zbyszka działa natomiast prężnie i bez zwłoki. W Olsztynie zajęła się galerią artystyczną, w której penis miał znieważyć uczucia religijne. Jak penis może obrażać uczucia religijne, gdy jest współnarzędziem Stwórcy w dziele poczynania życia poczętego?

 

***

Według badania sondażowni i to rządowego CBOS, 35 procent ankietowanych jest za obecnym poziomem integracji Europy, aż 33 za pogłębieniem integracji, 14 za wzmocnieniem narodowego charakteru państw, a tylko 4 procent za polexitem. Nic więc dziwnego, że prezes pogroził palcem posłance Siarkowskiej schodzącej z trybuny sejmowej po antyeuropejskim wystąpieniu.

 

***

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek zbeształa 77 posłów, w większości z PiS, którzy wystąpili z listem do Julii Przyłębskiej, aby dalej nie zwlekała i pilnie zajęła się tzw. aborcją eugeniczną, czytaj: doprowadziła do wyroku, który by ją zdelegalizował. Nawiasem mówiąc, to jedno z kilku działań antyaborcyjnych fanatyków zmierzających do obejścia sposobem obecnej ustawy, też przecież restrykcyjnej. Inny myk polega na rozszerzaniu tzw. klauzuli sumienia na kolejne medyczne grupy zawodowe. Tymczasem Mazurek list określiła jako „niedopuszczalny nacisk na TK”. I już Julia wie co robić, nawet dzwonić do prezesa nie musi. A tak swoją drogą, to męczenie sprawy aborcyjnej wbrew wyraźnej woli prezesa ma co najmniej cechy wewnątrzpartyjnej niesubordynacji i prób rzucania prezesowi kłód pod nogi.

 

***

Sędziowie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku znaleźli sposób na pohamowanie działań pana Zbyszka. Tamtejsze Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów odmawia, do czasu wyroku TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych, opiniowania kandydatur na sędziów, co jest wymogiem przed przedłożeniem tychże Krajowej Radzie Sądownictwa. Ministerstwo Sprawiedliwości w osobie Łukasza Piebiaka unosi się oburzeniem i grozi konsekwencjami. Jeśli w ślad za apelacją gdańską pójdą inne apelacje w kraju, to nabór kadrowy pana Zbyszka na stanowiska sędziowskie zostanie zahamowany, a co najmniej przyhamowany. Może to zmusić to PiS to kolejnej zmiany ustawowej i chwilowe zawieszenie broni PiS z UE okaże się naprawdę chwilowe. A zatem: „Trwaj chwilo. Jesteś piękna”.

 

***

Czy to należy rozumieć jako przerwanie milczenia prezesa? Może wyraził się na migi? W każdym razie wczoraj nad ranem Warszawie CBA zatrzymało człowieka o najwyższych standardach etycznych i patriotycznych (tak o nim mówił prezes NBP), byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego.