Bigos tygodniowy

Poseł Krzysztof Brejza porównał ceny niektórych podstawowych produktów spożywczych z 2015 roku z cenami z 2019 roku. Według dokonanego przez niego zestawienia, w ciągu ostatnich czterech lat chleb podrożał o 1 zł (z 2 do 3 zł), masło o 4,5 zł (z 4,5 do 9 zł), jaja o 2 zł (z 5 do 7 zł za 10 sztuk), cebula o 4 zł (z 1,5 do 5,5 zł za kilogram), pietruszka o 20 zł (3 do 23 zł za kilogram),schab o 6 zł (z 16 do 22 zł za kg.). Bez wątpienia mamy do czynienia z początkami pełzającej drożyzny. Czy beneficjenci 500 plus zauważyli, że straciło już ono na wartości co najmniej 10 procent?

*****
Wiceminister nauki Andrzej Stanisławek (lekarz z Lublina), to pierwszy od niepamiętnych czasów polityk zabity jak mucha – gazetą. Po tym jak wypalił lekkomyślnie z tą edukacją za granicą, którą sobie mogą sprokurować ci uczniowie, co nie dostaną się do wymarzonych szkół, spadły na niego gromy, więc podał się do dymisji. W Polsce polityk, aby być zabity gazetą, musi jednak tego chcieć, czyli być „człowiekiem honoru”. Teraz Stanisławek znów będzie tylko prostym senatorem. „Na dnie z honorem lec” – jak brzmi deklaracja z honorowej pieśni polskiej marynarki wojennej.

*****
Jarosław Gowin twierdzi – w trybie ostrzeżenia wewnętrznego – że dwa bloki opozycyjne mogą pokonać PiS. Inni twierdzą, że tylko jeden blok może tego dokonać. Diabeł by tego nie rozebrał, a politolodzy i politycy wyrażają rozbieżne opinie. Ja bym się zwrócił o wyliczenia do Marka Borowskiego. Bo ten ma głowę nie od parady, głowę jak komputer. Jakkolwiek by nie było: jeden czy dwa bloki – postawa PSL to kurestwo obrotowe (nie dotyczy wszystkich działaczy, np. nie dotyczy posłanki Urszuli Pasławskiej, liderki liberalnego skrzydła we władkowym gospodarstwie)

*****
PiS zrezygnowało z kryterium dochodowego na 500 plus, ale do identycznego zasiłku dla niepełnosprawnych już je zastosowało. Czyni to okropne wrażenie. By otrzymać pięć stówek, niepełnosprawny musi żyć na odpowiednim poziomie biedy, a zdrowy jak rydz miliarder otrzyma je na dziecko ot tak, na pstryk.

*****
W kurii radomskiej wykryto kolejnego klechę pedofila, niejakiego Sikorskiego. Był to kapłan zaangażowany w podziemie solidarnościowe i także w trybie podziemnym (czyli tajnym) miał bzykać dzieci. Słowem – podziemny kapłan i podziemny pedofil. Jednak póki co – temat pedofilii wyciszył się.

*****
Dwaj panowie M, czyli Macierewicz i Misiewicz zamierzają podać do sądu Patryka Vegę pod pretekstem, że w jego filmie „Polityka”, którego premiera spodziewana jest na wrzesień, są pokazani w sposób szyderczy i oszczerczy. „Miś” żąda miliona złotych odszkodowania i wstrzymania emisji filmu na czas procesu. Nic nie ugra, bo wystarczy by Vega użył słynnej formuły o „przypadkowych podobieństwach postaci filmowych do postaci rzeczywistych” i cały pozew na nic. Prędki ten „Miś”, ledwie wyszedł z mamra a już chce zostać milionerem.

******
Niesamowity jajcarz z tego Maciera. Jego wyczyny w roli jednoosobowej komisji smoleńskiej, o których opowiadali wezwani posłowie PO, to jaja jak berety, jakby wprost z filmów Barei albo opowiadań Mrożka. N.p. to wypisywanie sobie na poczekaniu legitymacji, w odpowiedzi na żądanie przesłuchiwanego, to normalnie mistrzostwo komedii sytuacyjnej. Antoni wymiata!

*****
Rafał Trzaskowski podjął decyzję, że na żadne oficjalne uroczystości miejskie, także te okołoświąteczne, nie będą zapraszani księża i że w Ratuszu nie będzie żadnych obrzędów religijnych. Nareszcie. Dobry przykład dla innych włodarzy miast.

*****
Grzegorz Schetyna określił podniesienie wieku emerytalnego jako „wielki błąd”. Szkoda, że ważni politycy często najpierw działają a potem myślą. Tak właśnie zrobił w 2012 roku rząd PO-PSL. Owszem, wydłużenie wielu emerytalnego może być rozważane w dalszej przyszłości, ale bez odbierania praw nabytych i zgodnie z zasadą, że prawo nie działa wstecz. Nie w ten sposób w jaki to zrobiono. Teraz znów ekonomista PO Rzońca powiada, że płaca minimalna rośnie za szybko. Gadajcie tak dalej, to doczekacie się latka, jak tatka.

*****
Schetyna stwierdził w rozmowie z radiem rządowym, że nie przewiduje liberalizacji ustawy antyaborcyjnej i jest za zachowaniem tzw. „kompromisu”. Mnie to bardzo utrudni głosowanie na koalicję pod egidą PO. Ciekawe jak na to zareagują: SLD, Wiosna i Inicjatywa Polska, czyli Czarzasty, Biedroń i Nowacka. Dla mnie stosunek do tej kwestii, to poza wszystkim papierek lakmusowy dla odwagi ideowej i odporności na uroszczenia prawolstwa, klerykałów i kleru.

*****
Młody Morawiecki przemawiał na Jasnej Górze. Z dołu wyglądało to tak, jakby stał między dwoma biskupami w wysokich czapach. Mówił, że Polska poprzez rozwój zbliża się do nieba. Młodzież mówi w takich razach: „Wyjebane w kosmos”. Ale temu cezaropapizmowi po polsku kruszeją fundamenty. Działacz katolicki, pomysłodawca „Różańca do granic” Maciej Bodasiński powiada braciom Karnowskim: „Dane są zatrważające. Spada liczba wiernych, młodzieży jest dramatycznie mało. Można nawet powiedzieć, że jedna generacja już opuściła Kościół. Mamy pokoleniową dziurę, którą będzie niezwykle trudno załatać. Spośród młodych Polaków w wieku 16-30 lat do Kościoła chodzi garstka”.

*****
Oto znak naszych debilnych czasów. 230 rocznica zdobycia Bastylii czyli wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej a w jednej z głównych telewizji (w tym przypadku jest bez znaczenia w jakiej) zamiast porcyjki elementarnej wiedzy o genezie, przebiegu i następstwach 14 Lipca 1789, kilkuminutowy materiał z wystrzeliwania ogni sztucznych w Paryżu. Zniknął sens historii, zniknęła odrobina namysłu, pozostało durne, hałaśliwe widowisko bez sensu.

*****
Biskup Dec wygłosił na Jasnej Górze pogląd, że kolejną plagą jaka spadła na naród polski po potopie szwedzkim i nawale bolszewickiej jest inwazja neopogańskiego gender z Zachodu, fala neomarksistowska, liberalno-lewacka. Czego jeszcze ten Dec nie wygadywał! Ludzkie pojęcie przechodzi. Nazwał nawet katolicyzm w Polsce prześladowaną religią. Biskup od kultu, który nie od dziś ma się w Polsce jak pączek w maśle!

*****
Już od dziadka z Wehrmachtu wiadomo, że cynizm i spryt Kury jest niebotyczny. Ostatnio zrobił na perłowo i wycyckał grono znanych aktorów nieprzychylnych rządowi. Wpuścił ich mianowicie w maliny czyli w film „Solid Gold”, który ma posłużyć w pisowskiej kampanii.

Bigos tygodniowy

No i cały Scicluna na nic. Wygląda na to, że ten terminator, ten pogromca pedofilii w kościele kat., ten groźny watykański rewizor – w Polsce, w konfrontacji z polskimi biskupami okazał się cienkim Bolkiem. Nie dał rady. Zachodniacy są często bezradni wobec naszego tu wschodniego krętactwa i ketmanowskiej obłudy. To nie są prostolinijni biskupi niemieccy czy amerykańscy, których zachodnia edukacja filozoficzna przyzwyczaiła do jasności i otwartości. Gądecki, Głodź, Nycz, Polak et consortes to są polscy machiaweliści, gracze wytrenowani w kłamstwie, krętactwie, obłudzie, w „mowie janusowej”. Zapewne zagadali tego biednego Sciclunę, zasypali słodkimi frazesami i pochlebstwami, utopili go w udawanej pokorze. Wyjechał chłopina z Polski oszołomiony i skołowany. Może jak ochłonie, rozczai bazę, to wróci do sprawy.

Spełzły na niczym nadzieje PiS i innych europejskich populistów typu Salviniego i Le Pen na poszerzenie wpływów w Parlamencie Europejskim. Nadal nie będą mieli tam wiele do powiedzenia.

Młody Morawiecki odnalazł genealogię u Greków spod Salaminy. Powiedzieć, że to udawanie Greka, to nic nie powiedzieć, bo to raczej „greckie wesele” i grecka zmiana warty. Jako stary czytelnik profesora Aleksandra Krawczuka interesuję się historią starożytnej Grecji, więc czekam na kolejne porównania. Sugerowałbym zajrzenie do sienkiewiczowskiego „Quo vadis”, bo tam jest taki grecki Zagłoba – Chilon Chilonides. Na Arystotelesa bym nie liczył, bo brak soli attyckiej. Najważniejsze jednak, by były finansista od Tuska nie zrobił nam Grecji w Polsce, tym bardziej że klimat grecki już prawie mamy.

Pod Jasną Górą młoda osoba z Marszu Równości wyraziła nadzieję, że PiS utraci władzę, gdy „powymierają wszystkie stare kurwy”. Młodym ludziom – to nie ich wina – z natury samej, z racji krótkiego życia, brak perspektywy historycznej, brak należytego poczucia proporcji czasu. Dlatego nie wiedzą jeszcze, że historia już od czasów panowania najstarszej dynastii Egiptu uczy, że „stare kurwy” nigdy nie wymierają.

W reakcji na zranienie księdza nożem we Wrocławiu, w internecie znalazły się wyrazy żalu młodego internauty, że „klecha niestety przeżył” i radości innego młodego internauty, że „tłusty klecha pasożyt dostał kosą” i inne tym podobne. Jestem „od zawsze” ostro krytyczny wobec kleru, ale pokolenie JP2 zdecydowanie spycha mnie na pobocze. „Czy warto było, czy warto było, czy warto było zmieniać rząd?” – jak brzmiał refren jednej z piosenek z kabaretu Olgi Lipińskiej.

PiS szykuje przejęcie terenu Westerplatte w Gdańsku i chce tam zrobić wypasioną filię muzeum II wojny światowej. Założę się, że na tej ekspozycji słynna fotografia, na której major Henryk Sucharski z szablą u boku składa 7 września 1939 roku składa rycerską kapitulację przed generałem Wehrmachtu Friedrichem Eberhardtem, będzie opatrzona podpisem: „Niemiecki generał Eberhardt składa akt kapitulacji przed dowódcą polskiej załogi wojskowej majorem Henrykiem Sucharskim na Westerplatte”. I nie będzie to bardzo dalekie od prawdy, bo przecież na Westerplatte Polacy odnieśli niezaprzeczalne zwycięstwo moralne. A część z nich od razu poszła do nieba, o czym pięknie napisał Konstanty Ildefons Gałczyński.

Pisowskie kierownictwo PKP najpierw odwołało pociągi na festiwal – nazwijmy to tak ogólnie – Jurka Owsiaka (Pol’and’Rock?), a potem częściowo je przywróciło. Podobnie było z wycofanym sądowym pozwem Ziobra przeciw ekspertom prawnym z „Jagiellonki”. Ruch do przodu, wycofanie, ruch do przodu, wycofanie. Trochę też przypomina to metodę coitus interruptus, a może jest zastosowaniem metody opartej na stosowaniu opozycji typu: policjant zły-policjant dobry.

Moim skromnym zdaniem RPO Adam Bodnar odrobinę przesadził z tym przeczuleniem na sposób zatrzymania podejrzewanego o zabójstwo Jakuba A. z Mrowin. Przynajmniej na ekranie nie widać nic drastycznego. Że Jakub A. pozostał w krótkich gatkach? Przecież było gorąco i właśnie nakaz założenia długich portek można by uznać za torturę. A co do argumentu, że zatrzymany nie stawiał oporu, więc nie było potrzeby kajdanowania go w sposób zespolony – a wy stawialibyście opór, gdyby nagle na wasz barłóg rzuciło się z rykiem dziesięciu uzbrojonych po zęby, zamaskowanych olbrzymów w hełmach z „Gwiezdnych wojen”?

Ale Bodnar to pikuś przy Rzeczniku Praw Dziecka Mikołaju „Muszce” Pawlaku. I nie chodzi o jakieś tam durne klapsy, ale o to, że będąc dzieckiem Mikołaj naruszył prawa innego dziecka oblewając mu nogę denaturatem i podpalając ją. Pożar mocnymi klapsami ugasił ojciec Mikołaja i dziecko długo nie mogło usiąść. Czy poszukując kandydata na RPD Jarosław Kaczyński szukał właśnie kogoś takiego?

Po zagraniu czarnego charakteru w filmie „Smoleńsk” Jerzy Zelnik ogłosił, że kończy z aktorstwem. Dał też do zrozumienia, że ograniczy swoją aktywność polityczną. Dzięki Bogu, znów będę mógł spokojnie oglądać „Faraona”. Lecąc niedawno aeroplanem PPL „Lot” dowiedziałem się, że firma oferuje pasażerom możliwość obejrzenia kilku dzieł z kanonu polskiego kina, w których są motywy „lotnicze”, n.p. „Jak być kochaną” W. J. Hasa. Niniejszym stawiam formalne pytanie kierownictwu Firmy: dlaczego w ofercie nie ma „Smoleńska” Antoniego Krauze?

Gdyby jednak, jak uparcie mówią niektórzy, film „Polityka” Patryka Vegi groził PiS odebraniem choćby półtora procenta głosów niezbędnych do rządów samodzielnych czy uzyskania większości konstytucyjnej, to odwołam swój sceptycyzm sprzed tygodnia i przyznam, że znów „kino jest najważniejszą ze sztuk”.

Ekstowarzyszka Genowefa Grabowska znów wspierała PiS w jakieś propisowskiej telewizyjce. To samo czyniła jej dawna koleżanka z SLD Aleksandra Jakubowska, znana publicystka u braci Karnowskich. W internecie można obejrzeć filmik (chyba że już dokonali korekty), w którym wypowiedź Grabowskiej opatrzona jest wizerunkiem Jakubowskiej, a może odwrotnie. Po prostu pomylono je. Nie, podkreślam, nie są pomylone, tylko pomylono je. A dlaczego je pomylono? Bo tego rodzaju pomyłki są stare jak świat i nigdy nie wymierają.

Pochwalić muszę natomiast – choć z bólem – Jarosława Kaczyńskiego za to, że swoją trzynastą emeryturę przeznaczył na wykupienie koni z uboju. Sorry, ale Winnetou by mi nie wybaczył, gdybym postąpił inaczej.

Bigos tygodniowy

Odbyły się obchody 30 rocznicy wyborów 4 czerwca 1989. Tego słonecznego, upalnego dnia zajrzałem na kilka godzin do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Już na samym początku uderzył mnie kontrast między przyjazną, swobodną atmosferą tłumnego pikniku, a sztywnością uroczystości „solidarnościowej” pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. Sztywne ruchy i zacięte twarze głównych celebransów, czyli Guzikiewicza i Głódzia, którym towarzyszyła grupa umorusanych mężczyzn w kaskach i kombinezonach, na modłę 1980 roku. Po drugiej stronie na szczęście mniej uroczyście i luz, n.p. gdy Władysław Frasyniuk zwrócił się do Aleksandra Kwaśniewskiego per „Kwachu”, pomógł mu wejść na scenę i żartował, a „Kwach” ten epitet i te żarty przyjął z humorem i się nie obraził. Natomiast „stoczniowcy” odbębnili swoją uroczystość, odmodlili pod przewodem Głódzia, po czym zrobili „w tył zwrot” i udali się do historycznej Sali BHP, by odbyć akademię ku czci w sosie własnym.
*****
Czułem się w tej atmosferze miło, ale czas – wiadomo – zaciera różne rzeczy w pamięci i wygładza jej kontury. Mimo to mam jednak pamięć słonia (nie do wszystkiego) i pamiętam, że niestety, „karnawał” wyborów 4 czerwca 1989 otworzył drogę do władzy klerykałom w rodzaju osławionego senatora Waleriana Piotrowskiego, który ponownie otworzył „piekło kobiet” przygotowując osławiony zakaz aborcji, uchwalony w końcu w 1993 roku. I że to dzień 4 czerwca utorował Kościołowi kat., organizacji pasożytniczej, drogę do potężnych wpływów politycznych i do bogactwa materialnego. Tuż po 4 czerwca 1989 mało kto jeszcze poważnie brał pod uwagę taki bieg zdarzeń, bo najbogatsza ludzka wyobraźnia jest słabszym czynnikiem niż najprostsza naoczność i autopsja. Ja zapamiętałem anonimowe zdanie któregoś z ówczesnych opozycjonistów, zacytowane w tygodniku „Interpelacje”, zainicjowanym przed Okrągłym Stołem przez kręgi partyjnych liberałów. Brzmiało ono prawie dokładnie tak: „Nie ma się co cieszyć. Po rządach czerwonych przyjdą teraz rządy księżuli”.
*****
Rząd uległ dobrej zmianie czyli rekonstrukcji. Postawiono na świeżość i nowe twarze. Wicepremierem został Jacek Sasin. Jeszcze świeższa, bo długo trzymana w lodówce, jest nowa minister spraw wewnętrznych Elżbieta Witek. W sumie jednak nastąpiła dekobietyzacja rządu. Po odejściu Szydło, Kępy, Rafalskiej, Zalewskiej, Kopcińskiej jest ich mniej. Zamiast parytetu pozostało całowanie rączek.
****
Mam to do siebie, że wyznaję amerykańską (sorry!) koncepcję wolności słowa, czyli wolności słowa prawie niczym nieograniczonej (ewentualnie z wyjątkiem fałszywego przypisywania komuś, w aspekcie negatywnym, fikcyjnych postępków oraz gróźb karalnych). Poza tymi wyjątkami jestem za pełną wolnością m.in. obrażania werbalnego, w tym obelg, wyzwisk. Chcę mieć nieograniczone prawo do obrażania innych, a innym oczywiście przyznaję prawo do nieograniczonego niczym tzw. obrażania mnie. Z tego też powodu nie mam pretensji o głośny rysunek („Daj głos”) pomieszczony przez Krystynę Jandę, bo przecież jak każdą satyrę należy traktować go jako przenośnię, metaforę, a nie dosłownie, na tym bowiem polega satyra. Od nazywania rzeczy jeden do jednego, po imieniu, są inne formy przekazu. Nie wiem więc o co ten krzyk. Tak rozumując, można by się oburzać na każdą, nawet najlżejszą kpinę. A ponieważ prawolski zapiewajło Jacek Piekara, któremu proces o znieważenie wytoczyła Dorota Wellman oświadczył publicznie, że jest za jak najszerszą wolnością słowa (tak jak ja!) zwłaszcza w zakresie wyzwisk, chętnie deklaruję, że w każdej chwili gotów jestem określić go jako kawał chuja. Nawiasem mówiąc: gdy piszę słowo „prawolski”, to mi go automat internetowy poprawia z uporem maniaka na „prapolski”. Chyba trochę za dużo tej „polskości”, no nie? Do urzygania.
*****
Prawactwo zawrzało, bo krajowy konsultant d.s. ginekologii i położnictwa przypomniał lekarzom, że jeśli odmawiają aborcji w oparciu o tzw. klauzulę sumienia, to mają prawny obowiązek wskazać ginekologa, który zabieg wykona. Tyle i tylko tyle. Ale dla fanatycznego prawactwa prawo liczy się tylko wtedy, gdy podoba się klechom wszelakiego autoramentu.
*****
Wbrew temu co napisałem tydzień temu, nowy szef MEN Dariusz Piontkowski nie jest jakimś szarym biurokratą jak wice-MEN Kopeć, lecz prawolskim, katolskim ideologiem pełną gębą, nie gorszym niż małopolska kuratorka. Przy nim jego poprzedniczka Zaleska była pod tym względem wzorem bezstronności.
*****
Hitem ostatnich dni jest koncepcja decentralizacji administracyjnej RP w kontrze do pisowskiego centralizmu. PiS na to, w swoim stylu, odwołuje się do rozbicia dzielnicowego Polski za Piastów, od XII do XIV wieku. Że też oni nie są zdolni do niczego innego niż do najprymitywniejszej łopatologii propagandowej. Uważają, że ciemny lud tylko to kupi?
*****
Kierownictwo środowisko kombatantów AK zaprotestowało przeciw mieszaniu się surferki Klepackiej do ich spraw, za poduszczeniem pisowców. Widok gówniary Klepackiej obcałowywanej po rączkach przez niektórych wiekowych kombatantów akowskich honorujących ją jakimś wyróżnieniem, był doprawdy przykry, niesmaczny i upokarzający, także dla mnie, syna takowegoż kombatanta AK i powstańca warszawskiego.
*****
Kaczor już kuje żelazo póki gorące i już wzywa do gremialnego głosowania na PiS. Niestety, żywiona przez wielu z nas (w tym przeze mnie) teza, że PiS nie ma możliwości mobilizacji elektoratu poza owe 37 procent z wyborów 2015 okazała się, niestety, fałszywa. Dlatego co do wyniku wyborów październikowych jestem pesymistą.
*****
Mnie osobiście upały służą, a energia solarna świetnie na mnie działa, ale nie na wszystkich. Marek Sawicki z PSL, były minister rolnictwa, człowiek którego mam za rozsądnego, bierze pod uwagę koalicję z PiS. Minie fala upałów, przyjdzie orzeźwienie.
*****
Ksiądz redaktor Henryk Zieliński snuł w telewizyjnym programie Karnowskich czarną wizję dla swojej Firmy w Polsce. „Dostaliśmy tylko odroczkę” – mówił. Podkreślił, że poparcie dla kościoła wynosi 40 procent czyli mniej niż dla PiS. Jeśli episkopat czegoś nie zrobi, padniemy – skarżył się. Partnerzy dyskusji nie oponowali.
*****
Dziwne, ale ministrowie rolnictwa są nieodporni na upały. Ardanowski Jan z rządu PiS chciał pozwolić na zabijanie i zjadanie bobrów. Powiada, że bobry zawierają afrodyzjaki. Był kiedyś w „New Yorker” rysunek przedstawiający zażywnego jegomościa za biurkiem. Na ścianie za jego głową oprawiony w ramkę napis: „Władza jest najlepszym afrodyzjakiem”. Na podłodze, zdjęty już ze ściany, oparty o nogę od biurka napis: „Myślenie ma kapitalną przyszłość”. „Czas na zmianę” – powiada siedzący za biurkiem do stojącego przed nim mężczyzny.

Bigos tygodniowy

Marzy mi się, żeby PSL wystartowało samodzielnie i samodzielnie zostało pod progiem. I żeby w rezultacie diabli wzięli w końcu tę partię, tego „Chjenopiasta”, ni to ludową, ni to inną, trochę demokratyczną, a trochę klerykalną, a zawsze ideowo obrotową, jak bożek Światowid, tych Pawlaków rozmaitych. Bo po co toto istnieje, takie „ni pies ni wydra, coś na kształt świdra?

Ruchy społeczne zajmujące się ważnymi sprawami społecznymi nie mają szczęścia do samorzutnie wyłonionych liderów. Okazują się ludźmi lichymi, a co najmniej niepoważnymi. Najpierw Mateusz Kijowski swoimi przecherstwami ukatrupił powołany przez siebie w trybie ekspresowym KOD, a teraz wygląda na to, że Marek Lisiński, założyciel i były już szef Fundacji „Nie lękajcie się” walczącej z pedofilią kleru, poszedł w jego ślady. Jeśli potwierdzi się, że był szantażystą, krętaczem i wyłudzaczem, to kler i jego obrońcy zyskają potężny oręż i pretekst do podawania w wątpliwość wszelkich oskarżeń o pedofilię. Kler i tak do tej pory był w tej sprawie odporny na naciski, a co dopiero po demaskacji Lisińskiego. Teraz utwardzą swoje stanowisko, znów zhardzieją. W tej sytuacji realizacja mojego marzenia (i tak wygórowanego), by zobaczyć jakiegoś biskupa w kajdanach i czerwonym kombinezonie, bardzo się oddala.

Postulat odebrania Klepackiej prawa do olimpijskiego reprezentowania Polski jest jak najbardziej uzasadniony. Idea olimpijska wiąże się z bardzo jasnymi wartościami, które wykluczają n.p. dyskryminację kogokolwiek ze względu na rasę, wyznanie czy orientację seksualną. Sportsmenką w dowolnej dziedzinie ona może sobie być, ale nie reprezentantką olimpijską, bo do tego nie dorosła. Dorosła najwyżej do członkostwa PiS względnie Konfederacji.

Podobno – według słów Sławomira Neumanna – grubo ponad półtora (nie półtorej) wyborców Koalicji Europejskiej nie poszło 26 maja do urn. Róbta tak dalej, drodzy wyborcy.

Po Marszu Równości w Gdańsku, po którym kleroprawolstwo zagotowało się z oburzenia, bo podobno była to parodia procesji bożocielnej (lubię – nie procesje, ale parodie), z rysunkiem waginy w miejsce tzw. „Najświętszego Sakramentu” (jeszcze bardziej lubię – nie „najświętszy sakrament”, ale waginy). Niestety zabawę popsuła mi nieco prezydentka Gdańska pani Ola Dulkiewicz, która z poślizgiem wyraziła dezaprobatę dla tego, w czym uczestniczyła, wywnętrzając się ze swojej wiary. Na Rany Chrystusa, na Boga Żywego w Trójcy Świętej Jedynego – politycy, rzygać się chce na te wasze wywnętrzenia religijne. A wierzcie sobie w co chcecie, w krasnoludki, Potwora Spaghetti czy Dziewicę Niepokalaną, tylko nie zawracajcie mi tym gitary. Problemy kółka różańcowego mnie nie interesują. Tak pokrzepione kleroprawolstwo kontratakuje i próbuje uczestników marszu uderzyć osławionym artykułem 196 k.k. dotyczącym tzw. „obrazy uczuć religijnych”.

Rzeczona prezydentka Dulkiewicz próbowała w Gdańsku przywitać się z premierem MM, ale ochrona ja przyblokowała. Ochrona ma swoje obowiązki, ale MM zachował się jak buc.

Profesor Radosław Markowski zwrócił uwagę w TOK FM, że od czasu 500 plus i innych transferów pieniężnych wzrosła liczba wypadków drogowych po pijaku i liczba wczesnych zgonów.

Będzie rekonstrukcja rządu. Peda-Gog z Torunia Nalaskowski produkujący się jako kleroprawolski publicysta na MEN rekomendował ciasną dewotkę Barbarę Nowak, kuratorkę małopolską. Jednak podobno zamiast ideologicznej fanatyczki MEN obejmie nieznany szary biurokrata szkolnego terroru, Dariusz Piontkowski.

Podobno – według Cenckiewicza – ksiądz Józef Tischner był w latach 1983-1990 kontaktem operacyjnym i konsultantem IV Departamentu MSW. Jeśli okaże się to prawdą, to miło mi będzie powitać księdza Tischnera w roli budowniczego Polski Ludowej. Teraz czekam na jakieś rewelacje dotyczące znanego i cenionego poety, dramaturga i aktora rapsodycznego „Andrzeja Jawienia”…

„Dałbym sobie łeb uciąć, że średnia inteligencji wyborców PiS jest niższa od średniej inteligencji wyborców KE. Wiesz to ty i wiem to ja. I co? Może nie wolno o tym mówić?” – napisał Jan Hartman. Jego zdaniem „możliwość krytykowania wyborców PiS za to, na kogo zdecydowali się zagłosować, jest czymś koniecznym. Jeżeli nie można ich krytykować, to oznacza, że traktuje się ich jak dzieci”. Hartman przekonuje, że to on tak naprawdę okazuje szacunek zwolennikom PiS, gdy pisze o„głupim i zdemoralizowanym narodzie, przekupionym przez reżim i obojętnym na korupcję, nepotyzm i niszczenie państwa”, a nie politycy i dziennikarze opowiadający o szacunku dla drugiego człowieka. „Niemoralni wyborcy dokonali niemoralnego, lecz legalnego wyboru, który musimy uznać” – napisał Hartman. Przyznał, że nie każdy wyborca PiS musi być niemoralną, przekupną jednostką, dodał jednak, że to właśnie wśród zwolenników Prawa i Sprawiedliwości „przeważają pozbawieni i cnót politycznych, i wiedzy, i rozumu”. Jego zdaniem PiS wygrało wybory, gdyż jest partią, która odwołuje się do „niższych warstw społecznych, które odznaczają się nie tylko „niższym kapitałem kulturowym”, lecz również „niższym kapitałem moralnym”, a więc odwołuje się nie tylko do ludzi kulturalnych, lecz także do chamów i prostaków”. Hartman dodaje, że „cham i prostak” głosujący na PiS jest potomkiem chłopa pańszczyźnianego, przez co nie do końca jest winien swym odruchom. „Tylko ta prawda nie czyni z niego mniejszego chama ani mniejszego prostaka”. Jego zdaniem statystycznie „głupiec, szowinista i notoryczny egoista” częściej głosuje na PiS niż na Koalicję Europejską czy Wiosnę. Aby Polska stała się krajem nowoczesnym, musi wykształcić się nowe pokolenie, w którym „hołota” będzie stanowić mniejszość”. To wszystko bardzo, może nawet zbyt brutalnie wyrażone, ale wolę to od nagłego, koniunkturalnego polubienia ludu przez część „lemingowa” z „warszawki”. Tylko czekać, jak zaczną cytować Miłosza („Który skrzywdziłeś człowieka prostego…”).

Krzysztof Mieszkowski w dyskusji z Jolantą Wiśniewską z PiS powiedział, że nie widzi nic niestosownego w tym, że wizerunki Matki Boskiej przylepiano na tojtojach. „Tam też przychodzą ludzie z problemami”. I to
jakimi czasami!

Jest mi tak nieprzyjemnie, tak bardzo nieprzyjemnie, ale muszę wyrazić uznanie i podziękować tym, którzy przyczynili się do uratowania przed zagładą stada krów z Deszczna. Podobno walnie przyczynił się do tego Jarosław Kaczyński, który nakazał Ardanowskiemu zmienić pierwotną decyzję.

Bigos tygodniowy

Przeżarty pedofilią katolicki kler polski nie skorzystał z okazji by pokornie zamknąć gębę na kłódkę i przyłączył się do szczucia na LGBT. Biskupi oświadczyli na konferencji Episkopatu, że „masturbacja to zachowanie samotniczo-ipsacyjne”. Nie sposób wątpić, że biskupi znają tę ipsację z autopsji. Episkopat utożsamił swoją religię z orientacją heteroseksualną. Można by użyć parafrazy, że Kościół kat. jest heteroseksualny w formie i pedofilny w treści.

W zeszłym tygodniu biskupi ogłosili jakieś niewiele mówiące statystyki, liczby, cyferki pokazujące praw dobnie zaledwie czubek góry lodowej. Do tego abepy Gądecki i Jędraszewski jak zwykle popisali się na konferencji klerykalną mową-trawą odwracającą kota ogonem. Nawet bez słowa „przepraszam”. Widać, że ciągle nie mogą pogodzić się z nadzieją, że uda się im wyjść z pedofilnej afery psim swędem. Lecz to próżny trud. Już nie da się tego ukryć pod korcem. Po tych występach szefa i wiceszefa Episkopatu, publicysta katolicki Szymon Hołownia napisał: „Nie trzeba gejów, wilczych oczu Tuska z Junckerem i Sorosem, kartkówek z masturbacji i islamistycznych kaznodziejów, laicyzację zrobimy sami”. Krążyło kiedyś takie powiedzenie: „Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery”.

Jednak ten kiks szefów Episkopatu został przysłonięty przez burzę anty-LGBT, którą wywołał Najwyższy Prezes swoim buńczucznym okrzykiem: „Wara od naszych dzieci!”. Dał tym okrzykiem hasło do boju całej katolickiej kołtunerii polskiej. Jej rozjuszony tłumek zebrał się nawet pod warszawskim Ratuszem.

„Do niedawna rozważania o Polsce, w której nie będzie już rządzić PiS, mogły uchodzić za mrzonki lub śmiałe, lecz naiwne marzenia. Ale już nie dzisiaj. Najnowsze sondaże wskazują, że, że Polacy zobaczyli, dokąd ich prowadzi polityka rządzących. A to oznacza – tak jak w komunizmie – utratę legitymizacji dla sprawowania władzy. To początek końca. Można zacząć realistycznie myśleć o odgruzowywaniu Polski z toksycznej spuścizny po rządach PiS i jego usłużnych akolitów”. (prof. Roman Kuźniar)

A dla kontrastu inna opinia. Robert Tekieli w Gapolu lewituje jak fakir: „Mamy prawo oczekiwać, że obóz rządzący jest w stanie obronić polską rodzinę, polski naród i Kościół przed falą lewicowej przemocy. Do tego potrzebna jest wygrana w wyborach parlamentarnych, pozwalająca na napisanie nowej konstytucji i powołanie Trzeciej Niepodległej. Jeśli Jarosław Kaczyński zabezpieczy nas takimi zapisami w ustawie zasadniczej, które uniemożliwią na przyszłość wprowadzenie lewicowej ideologii, pustoszącej Zachód, zapewni sobie spoczynek na Wawelu obok swego brata. I będzie wspominany przez następne stulecia, tak jak dziś wspominamy Marszałka”. Wieczne odpoczywanie swoją drogą, ale czy jest na sali lekarz?

Pisowscy politycy i pisowscy propagandyści uparcie twierdzą, że pisowska narracja TVP i Polskiego Radia to uprawniony element równowagi w sferze medialnej, zdominowanej przez media liberalno-lewicowe. Problem w tym, że media liberalno-lewicowe są prywatne. Otóż, podobnie prywatny jest znaczący sektor mediów prawicowo-nacjonalistyczno-klerykalnych i do nich nie mam pretensji. Natomiast TVP i PR są mediami
p u b l i c z n y m i czyli powinny odzwierciedlać pełne spektrum poglądów całego społeczeństwa, a nie służyć jednej, rządzącej dziś partii. Warto przy tym przypomnieć, że swoje „Warto rozmawiać” Pospieszalski zaczął za rządów SLD, w kwietniu 2004 i przetrwał cała pierwszą kadencję rządów PO-PSL, Czy można sobie wyobrazić jakąś audycje publicystyczną prowadzoną dziś w TVP przez jakiegoś lewicowego czy liberalnego publicystę. Nie. To science fiction.

À propos, w TVP nastąpiły roszady kadrowe. Wygląda na to, że Adrian upchnął w zarządzie TVP swoich protegowanych, „wściekłą” pisówkę Marzenę Paczuską i Piotra Pałkę. Nowym szefem TVP Info, głównej pisowskiej szczujni propagandowej został Krystian Kuczkowski. Podobno to ofensywa Adriana z Młodym Morawieckim przeciw Kurskiemu. Podobno chcą w TVP więcej pluralizmu, a mniej propagandy. Akurat. Zwyczajnie czują się tam niedopieszczeni, więc wepchali swoich ludzi, by to odwojować. Będzie to więc raczej nowa pałka na opozycję niż dobra zmiana bez cudzysłowu. Jednoczesnie Adrian klepnął 1,2 miliarda złotych na pisowskie szczujnie medialne, z TVPiS na czele.

Na łamach francuskiego dziennika „Le Monde” ukazał się tekst zatytułowany „Żądamy dekanonizacji Jana Pawła II”. Jego autorkami są dwie działaczki katolickie: pisarka i redaktorka „Témoignage chrétien” Christine Pedotti oraz publicystka i biblistka Anna Soupa. Mało dbam o jego świętość, ale że był to kabotyn pierwszej wody, to nie ulega wątpliwości.

Związek Nauczycielstwa Polskiego szykuje się do strajku i to jest poważane działanie. Tymczasem oświatowa „Solidarność” odstawia komiczny teatrzyk w postaci „okupacji” Małopolskiego Kuratorium. Sprzyja mu nawet tamtejsza kuratorka Barbara Nowak, jak powiedział Paweł Rabiej: „homofobka i dewotka”, która ich serdecznie ugościła. I tak sobie pisiorska kuratorka z pisiorską przybudówką współegzystują ku chwale pisowskiej ojczyzny.

Pojawiły się dwa wyniki sondażowe. W jednym Koalicja Europejska ma niewielką przewagę nad PiS, a w drugim odwrotnie. W sukurs PiS-owi w te pędy ruszył CBOS i ogłosił dziwaczny, nonsensowny wynik nie uwzględniający istnienia Koalicji Europejskiej i badający poparcie dla wyodrębnionych partii. PiS ma w tym sondażu 44 procent, PO – 20 procent, a Kukiz – 7 procent. Pozostałe partie łącznie z SLD i Wiosną są pod kreską. A przecież to sondaże przedwyborcze, w których nie ma pojedynczych partii, ale koalicja, która dostała premię za jedność ponad podziałami. Jasne, że do żadnego sondażu nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi, ale CBOS mocno przegina ze swoimi manipulacjami. Cóż za bełtanie w głowach i partyjne manipulacje uprawia CBOS za pieniądze podatników!

Sąd wydał korzystny dla Jerzego Urbana wyrok w sprawie publikacji „karykaturalnego wizerunku nawiązującego do wizerunku Jezusa, z mało inteligentnym wyrazem twarzy”. Tymczasem pisowscy cenzorzy kultury przebudzili się w Lublinie. Po czterech latach od premiery, Katolickie Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów w tym mieście (jak się bierze emeryturę po katolicku?) dopatrzyło się antypolskich i antykatolickich treści w inscenizacji mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza” w lubelskim teatrze im. Osterwy. Z kolei radny PiS Ryba dopatrzył się w przedstawieniu opartym na baśniach braci Grimm „skandalicznej ironii z Matki Bożej i Pana Jezusa”. To naprawdę są obsesjonaci.

Bigos tygodniowy

Młody Morawiecki zadebiutował jako komik stand-upowy. Z trybuny sejmowej perlił się dowcipem, kpił, ironizował, szydził. Pewien aktor, który postanowił wyjątkowo zabłysnąć w pewnej roli, więc dwoił się i troił na scenie, zapytał po spektaklu o opinię reżysera Kazimierza Dejmka. Ten mu odpowiedział: „Był taki bułgarski cyrkowiec. Jeździł na jednokołowym rowerze, jednocześnie lewą ręką żonglując piłeczkami a prawą wirował talerzykiem na czubku kija. Pan był lepszy”. Z rzeczy poważniejszych, które poruszył MM, to deklaracja wycofania się z podwyżki cen prądu. Pisiory przelękły się paryskiej lekcji „żółtych kamizelek”? Tylko jak to zbilansują finansowo? Zaczyna być pod górkę?

 

***

„Jest pan wybitnym mężem stanu i wielkim historykiem, w związku z tym chciałbym zapytać, czy do pana już dotarło, że w czasie II wojny światowej Węgry były sojusznikiem Hitlera, a nie koalicji antyhitlerowskiej. Jak słyszę wasze ujadania, jak widzę wasze narodowe twarze, to chciałbym sparafrazować wielkiego Wojciecha Młynarskiego, „bom ja już nie pachole, żebym ja bym taki zdrowy, jak ja was… szanuję” – powiedział w Sejmie Stefan Niesiołowski do Młodego Morawieckiego. I pomyśleć, że ja kiedyś, w zamierzchłych czasach nie cierpiałem „Niesioła” za ZChN i za klerykalizm. Tempora mutantur…

 

***

Po długotrwałym okresie martwego milczenia (spokój panował w Budapeszcie), w stolicy Węgier niepodziewanie wybuchła fala protestów społecznych przeciw posunięciom rządu Wiktora Orbana. W kilkudniowych już zamieszkach ulicznych, w których biorą udział tysiące ludzi, zatrzymano kilkadziesiąt osób, a kilkunastu policjantów odniosło rany. Doszło też do wtargnięcia protestujących do gmachu rządowej telewizji i do brutalnego potraktowania ich przez siły porządkowe. Impulsem, który sprowokował protesty była ustawa zwiększająca limit obowiązkowych nadgodzin i znacznie opóźniająca wypłatę za ich odpracowanie, nazwana ustawą „niewolniczą”. Wielu protestujących uważa jednak, że ten protest nie dotyczy tylko jednej konkretnej sprawy, lecz jest iskrą antyorbanowskiego przebudzenia na Węgrzech. Orban wydał oświadczenie, że za protestami stoi Soros i jacyś przestępcy i że nie jest to słuszny protest klasy robotniczej. Czyżby ci, którzy przewidywali, że rządy Orbana trwać będą tysiąc lat, jak III Rzesza, jednak się pomylili się i właśnie zaczął się początek końca węgierskiego dyktatora?

 

***

Powtórka serialu „Czarne chmury”. Doskonały humor i optymizm w propisowskich mediach (z wyjątkiem TVPiS) gdzieś prysnął. Zastąpiło je zwątpienie i jeremiada. W „Gazecie Polskiej” Jerzy Targalski: „W styczniu biegliśmy do centrum po większość konstytucyjną. Nic z tego. Pytania prejudycjalne podporządkowują polskie ustawodawstwo bezpośrednio TSUE. Hasło stabilizacji oznacza, że żadnych reform nie będzie. Remont Republiki Okrągłego Stołu okazał się jej cienkim przypudrowaniem. Mieszkańcy miast nie chcą głosować na PiS. Posłanka PiS Joanna Lichocka: „Warto napisać to wprost – istnieje realne prawdopodobieństwo, że ludzie systemu III RP mogą wrócić do władzy. Pokazał to niebezpiecznie wynik wyborczy do samorządów”. Nad „czarnymi chmurami” płacze też Robert Tekieli: „Coraz trudniej pisze mi się te felietony. Coraz ciemniejsze barwy mają te zdjęcia kolejnych tygodni” (…) „do tego wróg wewnętrzny, gdy rodzice w pewnym przedszkolu w Poznaniu dowiedzieli się, że ich dzieci mają wziąć udział w jasełkach, zaprotestowali. Zamiast tego chcą bałwankowo-snieżnego przedstawienia”. Trudno się dziwić rodzicom, że mają po uszy tej klerykalizacji szkół i dyktatury religianctwa. Także niektórzy radni warszawscy i Fundacja Wolność od Religii upominają się o przestrzeganie w końcu neutralności światopoglądowej państwa przez władze publiczne. Miejmy nadzieję, że przekształci się to w areligijny ruch „me to”, walczący o wolność od złego dotyku religijnego. A co do minorowych nastrojów w pisowskich szczujniach, to więcej wiary jest u Pawła Lisickiego w „Do rzeczy”, a w „Sieciach pisentuzjastów Karnowskich to niemal całkiem wesoło, alleluja i do przodu. Dobra mina do gorszej gry?

 

***

To, co odważni rodzice uskubali w szkole, PiS odrobiło na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka, którym został jakiś koszmarny klerykał o powierzchowności kleryka, niejaki Mikołaj Pawlak, prawnik jakichś sądów biskupich (czyżby zajmował się dziewicami konsystorskimi?). Ten jegomość jest oczywiście gorliwym zwolennikiem zakazu aborcji, a metodę in vitro określił jako „niegodziwą”. Wygląda na psychicznie przecwelonego wychowanka klechów. Oj, nie przysłuży się ten Mikołaj dzieciom, oj nie przysłuży.

 

***

Siedmioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego zbuntowało się przeciw sposobowi zarządzania firmą i napisało list protestacyjny do Przyłębskiej. Wśród nich jest Piotr Pszczółkowski, niegdyś pisowski kandydat, który był albo czyimś koniem trojańskim albo zbiesił się dopiero po objęciu stanowiska w TK. Tak czy owak PiS ma kolejny punkt zapalny w kolejnym organie sądownictwa. A Niezłomny musiał ukorzyć się przed TSUE i podpisać ustawę o SN. Uginanie się to jednak dla niego, Niezłomnego, chleb powszedni.

 

***

Po policjantach, także pracownicy administracyjni sądów i nauczyciele postanowili zastosować formułę strajku typu L4. To genialny sposób na strajki płacowe. I do tego uczciwy, uczciwszy niż typowy strajk stacjonarny. W końcu, kto z nas jest aż tak zdrowy, żeby nie zasługiwać na zwolnienie lekarskie w każdej chwili?

 

***

PiS pieni się z powodu dwóch spraw warszawskich. Po pierwsze, unosi się oburzeniem na perspektywę przywrócenia dawnych, „komunistycznych” nazw ulic, co oznacza pożegnanie się z patronami klerykalno-nacjonalistycznej reakcji w rodzaju nieszczęsnej „Inki”. W drugiej sprawie, nowe władze Warszawy zachowały się kompletnie niepolitycznie, dając PiS gotową amunicję przeciw sobie. Zmniejszenie bonifikaty mieszkaniowej z 98 procent do 60 procent było strzałem w stopę, a i tak prawdopodobnie będzie trzeba się z tego wycofać i zaproponować jakieś salomonowe rozwiązanie. A co do patronów ulic, to ja się pytam: dlaczego w przestrzeni publicznej ma nadal panować dyktat strony prawicowo-klerykalno-nacjonalistycznej? Z jakiej racji? Jeśli chcą mianować ulice swoimi „Inkami”, Wojtyłami itd., to niech szukają nowych, wolnych miejsc, a odczepią się od lewicowych patronów. Nie wszyscy z nich byli bez skazy, ale patroni nacjonalistyczno-klerykalni także nie, więc o co chodzi?

Bigos tygodniowy

Prezes przemówił po raz pierwszy od ujawnienia afery KNF czyli od 13 listopada. Milczał co prawda sporo wcześniej, ale po 13 listopada milczał – by tak rzec – na temat. Prezes przemówił na spędzie klubu PiS w Jachrance i zapewniał, że nie jest prawdą, iż PiS jest partią jak inne. Było to przemówienie bardzo defensywne i pozbawione zwykłych u prezesa akcentów triumfalistycznych i imperialistycznych. Prezes zabawił się też w mentora intelektualnego swoich posłów. Antyaborcyjnym ultrasom naciskającym, przy poparciu biskupszczyzny, na zaostrzenie zakazu aborcji, zalecił lekturę „Etyki odpowiedzialności” Maxa Webera, z której mają wywieść naukę, że rozsądek i odpowiedzialność muszą czasem wziąć górę nad pobudkami moralnymi i ideologicznymi, w imię wyższych celów. Chodzi oczywiście o odpowiedzialność za utrzymanie władzy.

 

***

Niegdyś prawicowy publicysta, a dziś naukowiec i ceniony analityk polityczny z Nowego Sącza Rafał Matyja twierdzi, że afera KNF nieuchronnie rozwinie się jak kula śniegowa, która będzie nabierała masy i strąci PiS z głównego szlaku. Matyja przypomniał, że po wybuchu afery Rywina SLD miał przez pewien czas nawet wzrost notowań, a potem poszło, jak poszło.

 

***

Pisowskiej psychoprawicy marzy się, by jej idol Donald Trump stosował wobec jej obecnych rządów starą zasadę Jankesów: „To skurwysyn, ale to nasz skurwysyn”, więc list Georgette, ambasadorki amerykańskiej w Warszawie, do Młodego Morawieckiego bardzo jej się (psychoprawicy) nie spodobał („kogo nam pan tu przysłał, panie prezydencie?”). Jednak amerykański modus społeczno-polityczny, nawet pod rządami Trumpa, jest jednak tradycyjnie oparty na skrupulatnym szacunku dla wolności mediów czyli wolności słowa. To jest taka jankeska mania. Oczywiście, nie miejmy złudzeń, interes finansowy Discovery odgrywa bardzo ważną rolę w obronie TVN, ale najważniejszy jest efekt chłodzący zapędy PiS w kierunku ograniczania wolności mediów.

 

***

Duda Andrzej z Krakowa, z papierów prezydent RP, został na falach Polskiego Radia Rzeszów nazwany figurantem. Szefostwo stacji zawiesiło dziennikarkę prowadzącą audycję, ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania o znieważenie głowy państwa. To pisowska prokuratura i ona najlepiej wie, kto jest figurantem, a kto naprawdę rządzi, dlatego zachowała się realistycznie. Tymczasem figurant znów popisał się kabotyństwem i ogłosił, że „dopóki on jest prezydentem, nie pozwoli zamordować polskiego górnictwa węglowego”. Zapomniał biedak w swoim znanym samodurnym samoupojeniu własną mową, że nawet dwie kadencje prezydenckie są krótsze od pragenealogii węgla.

 

***

Czynię wyłom w swojej generalnie krytycznej postawie wobec zamiarów i poczynań PiS, ale raz zdarza mi się wyjątek. Otóż tak jak PiS jestem za odbudowaniem Pałacu Saskiego w Warszawie. Tyle tylko, że zanim przystąpi się od zbudowania tego pałacu na nowo, powinno się odrestaurować Pałac Błękitny u zbiegu Senatorskiej i placu Bankowego. Znajduje się on od lat w stanie opłakanym, a to prawdziwy, historyczny, piękny pałac. Byłoby paradne wznoszenie staro-nowej budowli przy jednoczesnym pozostawieniu na pastwę zniszczenia, położonego zupełnie niedaleko, prawdziwego zabytku.

 

***

Alleluja, alleluja, alleluja. Nie, to jeszcze nie Wielkanoc, ale już raduje się serce moje. Diecezja warszawska ogłosiła statystyki, z których wynika, że najmniej wiernych uczestniczących w mszach zaliczają kościoły warszawskiego Grochowa (dla czytelników zamiejscowych: to część dzielnicy Praga). Otóż do kościoła Nawrócenia Świętego Pawła Apostoła przy ulicy Kobielskiej na msze uczęszcza 12 procent parafian. Podobnie jest w kościele Matki Boskiej Loretańskiej przy Ratuszowej, nieopodal ZOO, który stoi na Pradze, ale już nie na Grochowie. A że Warszawa jest najbardziej zsekularyzowanym i odmszonym (nie mylić z „odwszonym”) miastem w Polsce, więc konkurencja tu wygrana oznacza, że Grochów jest krajowym czempionem polskiej laicyzacji. To największe dokonanie Grochowa od czasu bitwy pod Olszynką Grochowską w 1831 roku.

 

***

PiS-media milczą jak zaklęte w sprawie charyzmatycznego kapelana Solidarności, księdza prałata Henryka Jankowskiego z Gdańska, odnośnie którego pojawiły się informacje w poważnym tytule prasowym, że miał skłonności pedofilskie czytaj: krzywdził dzieci. Ani słowa o tym w wiadomościach i innych programach publicystycznych. Ani dudu o tym u Holeckiej w „Wiadomościach”, u Rachonia, u Karnowskich, u Klarenbacha, u Adamczyka, u Ogórkowej i Łęskiego et consortes. Oni naprawdę myślą, że w dobie internetu można to przykryć? Tymczasem dłonie księdza prałata od świętej Brygidy na jego pomniku pomalowano na czerwono, bratając go w ten sposób z „Żelaznym Feliksem”. Tymczasem Ojciec Inwestor z Torunia inspiruje podobno partię klerykalną na prawo od PiS. Czy jednym z postulatów będzie prawo do krzywdzenia przez kler w różnych formach polskich dzieci?

 

***

Sąd Administracyjny nakazał przywrócenie dawnych nazw warszawskim ulicom i alejom „zdekomunizowanym” przez PiS. I tak aleja Lecha Kaczyńskiego odzyska dawną nazwę Armii Ludowej i tak dalej. Niestety, nie obejmuje to alei Jana Pawła II, który już dawno zastąpił poprzedniego patrona Juliana Marchlewskiego. Ja bym wolał aleje Marchlewskiego niż JP2, bo większym szacunkiem darzę Marchlewskiego niż Wojtyłę.

 

***

Za haniebne potraktowanie Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceszefa KNF, omal nie zatłuczonego przez bandytów od SKOK Wołomin, Ziobro powinien usmażyć się w piekle. A ponieważ piekło w zaświatach niestety nie istnieje, więc marzy mi się dożyć ujrzenia scenki przedstawiającej wyprowadzanie Ziobry od żonki, o 6 rano, z łbem zakrytym kapturem. A tak, na marginesie: czy nazwisko senatora Biereckiego z PiS pochodzi od słowa: „bierę”? I czy, jak stwierdził znany dziennikarz, obecna władza to „państwo mafijne, grupa ludzi wybitnie zdemoralizowanych, to jest gang”? Moim zdaniem nic dodać, nic ująć.

 

***

Diabli mi nadali tę podróż do Paryża na obchody 11 Listopada. Chciałem zobaczyć piękną defiladę na Polach Elizejskich, ale Macron mi ją zdmuchnął sprzed nosa, gdy już nabyłem bilety lotnicze. A mogłem tam pojechać kilka tygodni później czyli teraz i wziąć udział w nowej „rewolucji francuskiej” , wziąć w ryj od francuskiej policji i wpisać to sobie do CV. Nie jestem jednak duchem świętym i nie mogłem przewidzieć biegu wypadków.

 

***

Jerzy Urban, redaktor naczelny tygodnika „Nie” ma zapłacić 120 tysięcy złotych grzywny za „obrazę uczuć religijnych” poprzez znieważenie Jezusa Chrystusa. Ej tam, czy ktoś może mnie poinformować, kto to jest Jezus Chrystus?

Bigos tygodniowy

Marek Cha, człowiek o najwyższych standardach etycznych, mąż nieposzlakowanej uczciwości i patriotyzmu – osadzony w turmie! I to przez dobrych katolików i patriotów! Panie Boże, ty patrzysz i nie grzmisz? Tymczasem protektor „Glapa”, prezes NBP, zamienił się w głównego cenzora kraju i chce zakazać publikacji tekstów o jego podejrzanych ruchach.

***

Jarosław Gowin wzdął się godnością na ambasador Georgette Mosbacher z powodu jej listu w obronie – tak to ogólnie nazwijmy – wolności mediów i odwołał zaplanowane z nią spotkanie. Po tym wzdęciu jego wspaniały i dostojny profil godny rzymskiego patrycjusza wygląda jeszcze szlachetniej niż do tej pory. A co do samego listu i oburzenia PiS. Z jednej strony cóż się dziwić – protektor wspomaga, protektor wymaga, więc wiernopoddańcza wobec USA władza PiS nie powinna się aż tak dziwić ani oburzać tym apodyktycznym, rugającym tonem. Z drugiej, trudno nie odczuć satysfakcji, że protektor tak brutalnie utarł podwładnym nochala, także przecież w obronie własnego interesu, acz summa sumarum także w obronie wolności mediów w końcu. Kończący się rok PiS zaczął od zadarcia z protektorem i podobnie też rok kończy. Zawsze jednak mogą sobie przypomnieć na pociechę nasładzające do mdłości, infantylne i infantylnie przez tubylców odebrane warszawskie przemówienie Trumpa z lipca 2017. Szczególik: pisiorów przeciw Mosbacher wsparła też dawna eseldówka-senatorka, dziś zagorzała pisówka, Grabowska Genowefa.

***

W reakcji na tę hańbę, ksiądz Isakowicz-Zaleski zaćwierkał: „Uległość rządu Polski wobec USA sprowadziła nasz kraj do poziomu Portoryko, w którym o wszystkim decyduje Waszyngton”. Portoryko? Cóż za wybujałe ambicje księdza dobrodzieja.

***

„Gazeta Wyborcza” uporczywie nazywa Cezarego Morawskiego „aktorem serialowym”. Odwołany właśnie ze stanowiska dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu ani mi brat ani swat, ale ten pogardliwy ton nie jest ani ładny ani – przede wszystkim – uzasadniony. Tak rozumując, można by lekceważącym mianem „aktorów serialowych” określić całą galerię wybitnych aktorów teatralnych, którzy brali lub biorą udział w serialach, z Teresą Lipowską, Witoldem Pyrkoszem, Franciszkiem Pieczką, Krzysztofem Kowalewskim, Andrzejem Grabowskim i dziesiątkami innych. A choć Morawski nie jest aktorem aż tej klasy, to przecież profesjonalnym, który lata całe grał w teatrze i w dziesiątkach filmów, n.p. u Zanussiego. Morawski sam jest sobie winien, bo zgodził się przyjąć rolę wrednego, nasłanego z zewnątrz pisiora, ale szacunek dla faktów obowiązuje.

***

Ordo Iuris rozszerza swoją reakcyjną ofertę poza kwestie aborcyjne oraz obyczajowe i wystąpiło do sądu przeciw TVN o propagowanie faszyzmu (sprawa głośnego materiału z „urodzin Hitlera”). Ciągle intryguje mnie uparta, fanatyczna zapalczywość tego dziwnego towarzystwa działającego w duchu krańcowo konserwatywnego, do granic sekciarstwa, katolicyzmu, źródła jego finansowej zasobności i pytanie o to, na kogo można by natrafić, gdyby skutecznie zajrzeć im za plecy.

***

Zawarczał ostrzegawczo, zupełnie jak to robi mój piesek, arcybiskup Stanisław Gądecki: „Ja myślę, że oczekiwanie i zniecierpliwienie ze strony katolików i także wyborców partii rządzącej jest pod tym względem ogromne. Wycofanie się PiS z tej obietnicy byłoby wielkim wyrzutem sumienia, który będzie miał dla nich złe skutki” – powiedział w wywiadzie dla częstochowskiej „Niedzieli”, wskazując m.in. na zahamowany w Sejmie projekt Kai Godek „Zatrzymaj Aborcję” – Tego głosu nie można od tak sobie zlekceważyć. (…) Oni wszyscy są coraz bardziej zniecierpliwieni i rozczarowani”. Miał też na myśli przetrzymywanie od roku w TK wniosku 79 posłów, głównie PiS, o uznanie aborcji eugenicznej za nielegalną. Takie napieranie ultrasów w sytuacji, gdy PiS ma same kłopoty, doprawdy pachnie co najmniej nielojalnością. Prawdziwych przyjaciół poznaje się przecież w biedzie.

***

Jak doniosła Wirtualna Polska (swoją drogą – co za piękna, odlotowa nazwa!), 22 października odbyło się tajne spotkanie na szczycie, Kaczyński-Rydzyk: „Relacje na linii Kaczyński – o. Rydzyk osłabły po rekonstrukcji rządu. Stanowiska stracili wtedy m.in. kojarzeni z toruńską rozgłośnią szef MON Antoni Macierewicz i minister środowiska Jan Szyszko” – napisali w WP. Według Wirtualnej „na spotkaniu 22 października wraz z prezesem PiS stawili się jego najbliżsi współpracownicy – minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak i szef MSWiA Joachim Brudziński. Z kolei dyrektorowi Radia Maryja towarzyszyli biskup drohiczyński Antoni Dydycz i kapitan żeglugi wielkiej Mirosław Sielatycki”. Byłażby to grupa trzymająca władzę razem i w porozumieniu? Kapitan Sielatycki też? Czyżby gdzieś zamierzali odpłynąć?

***

O tempora, o mores! Kiedyś to była skala czynów, gdy sam towarzysz „Wiesław” aresztował obraz samej Matki Boskiej Częstochowskiej. A dziś co? W Galerii Dobro w Olsztynie zwykli stójkowi zaaresztowali portrety orła i kobiety z fallusami.

***

Pisiory sfinansowały Szczyt Klimatyczny w Katowicach z pieniędzy od największych trucicieli powietrza. Całe PiS. Całe one. To tak, jakby z pieniędzy Wilka sfinansować dla Babci dom spokojnej starości, a stypendium dla Czerwonego Kapturka. Wegańska uczta w szlachtuzie.

***

Według zamówionego przez rząd raportu, program mieszkanie plus poniósł klęskę. W raporcie, obok twardych danych padło też sformułowanie o rozbudzeniu nadmiernych, nierealistycznych oczekiwań.

***

Anonimowy minister rządu PiS ostrzegł w jednej z gazet przed przyszłoroczną przegraną wyborczą jego formacji. Instytut Badań Pollster wykazał, że zjednoczona opozycja mogłaby wygrać z PiS 50 do 38 procent, a szef rządowego Centrum Badań Strategicznych prof. Waldemar Paruch przestrzega obóz rządzący przed syndromem roku 2007. Może to płynące z takich wieści lęki powodują wyjątkowe dewocyjne wzmożenie w PiS? Pasażerowie PKP będą być może mogli natknąć się w wagonach kolejowych na konfesjonały ze spowiednikami w środku, a znacząca część pisowskiej wierchuszki udała się do Torunia na 27 urodziny radia Rydzyka. Tam Młody Morawiecki (MM) wzywał Maryję, by „wzięła w opiekę lud swój cały”, a dostojni goście, włącznie z Ziobrą, Macierewiczem i MM wzięli się za ręce i kołysali w takt pieśni. To klerykalizm prawdziwie pornograficzny. Był tam także prokurator Piotrowicz z różańcem wielkim jak pejcz. Jemu złośliwi internauci poświęcili taką oto litaniję: „Tajemnica Radosna – Piotrowicz zamyka pierwszego opozycjonistę, Tajemnica Świetlista – Piotrowicz dostaje błyszczący krzyż zasługi,Tajemnica Bolesna – Piotrowiczowi rozpada się PRL,
Tajemnica Chwalebna – Piotrowicz znowu ma Pana, któremu włazi w d…”. I tylko Prezes był w Toruniu nieobecny i to była – po prawdzie nie do końca tajemnicza – dodatkowa Tajemnica Bolesna tego spędu. I tylko Dudusia, „fspaniałego mufcy”, nie było, ale jaka tam z niego wierchuszka.

Bigos tygodniowy

Zwłoki Zbigniewa Ziobry. Chodzi o słynne trzy dziwne zwłoki po stronie tak dynamicznej i szybszej od wiatru w ściganiu koszulek z napisem „konstytucja” prokuratury pana Zbyszka. Po pierwsze, mimo złożenia 7 listopada o godz. 8.34 przez mecenasa Giertycha, pełnomocnika Leszka Czarneckiego, doniesienia w prokuraturze dotyczącego propozycji korupcyjnej szefa KNF, urząd ten zajął się sprawą dopiero 13 listopada. Po drugie, ów słynny wyścig Singapur-siedziba KNF w Warszawie między Markiem Chrzanowskim od szumideł, startującym z drugiej półkuli i funkcjonariuszami startującymi z ulicy odległej o silny rzut beretem, został przez funkcjonariuszy przegrany, mimo zdecydowanych forów, jakie mieli w punkcie wyjścia, właśnie z powodu braku polecenia ze strony pana Zbyszka. Zdymisjonowany już Chrzanowski nie tylko dotarł na miejsce jako pierwszy, ustanawiając rekord świata na sto lat co najmniej, ale zdążył jeszcze pobyć w swoim gabinecie około dwóch godzin. Różnie ludzie mówią o tym, co on tam robił. Mnie przychodzi do głowy choćby o takie małe zetknięcie ognika zapalniczki z małą karteczką z zapisanym na niej małym procentem od wielkiej kwoty. A tymczasem w Sejmie PiS zrealizowało plan Zdzisława, czyli ustawę pozwalającą przejmować banki za małą złotówkę. Trzecia zwłoka Ziobry dotyczy postępowania w sprawie nazistów, którzy rok temu w Katowicach powiesili na szubienicach wizerunki grona eurodputowanych. Rok temu. Sprawcy jak na patelni, jak na wspólnym zdjęciu pamiątkowym, przestępstwo oczywiste, ale prokuratura Ziobry jakoś dziwnie nie może się z tym uporać. Natomiast do domu dziennikarza TVN z wcieleniowego reportażu o urodzinach Hitlera weszli w try miga.

 

***

Wycofanie czyli stosunek przerwany. Władza PiS (czyli znów także pan Zbyszek, który ma nie za dobry okres) skończyła brutalny w przebiegu stosunek z instytucjami UE tzw. wycofaniem. Wycofała się mianowicie rakiem z części deformy wymiaru sprawiedliwości, czyli z części ustawy o Sądzie Najwyższym. To była – uwaga – tylko metafora! – jak wycofanie się armii niemieckiej po klęsce pod Stalingradem. Jak finisz „silnych, zwartych, gotowych” w 1939. Przyczyna była tylko jedna. Przelękli się, że opór przed wyrokiem TSUE będzie dla nich politycznie, a w dalszej konsekwencji także finansowo, tak kosztowny, że nie dadzą rady. Uznali, że dalsze przeginanie unijnej pały, może być ryzykowne ponad miarę. Żeby osłabić wrażenie swojej klęski i dla zmniejszenia uczucia upokorzenia wybrali ubranie tego wycofania się w kostium ustawowy. Że to niby wynik ich własnej, suwerennej, niczym nieprzymuszonej woli. Rysio Misio Czarnecki powiedział nawet, że to kolejny sukces władzy. A juści! W tej radości z rejterady PiS należy jednak zachować umiar, bo Izba Dyscyplinarna oraz ta, która zatwierdza wybory pozostaje w ręku PiS, tudzież KRS i TK.

 

***

„Po co nam to było”. Tytuł piosenki sprzed pół wieku, śpiewanej przez Joannę Rawik, robi ostatnio niejaką karierę. Przy tej okazji zapachniało mi młodością najbardziej wtedy, gdy usłyszałem recytatyw (nie zdecydował się na zanucenie) w wykonaniu senatora Marka Borowskiego z trybuny senackiej. Inni też cytują

 

***

IPN, posługując się wojskiem jak hetką pętelką czy najemnymi tragarzami, usunął w Zgorzelcu tablicę upamiętniającą ofiary wojny domowej w Grecji. Tablicę ufundowali już po 1989 roku przedstawiciele mniejszości greckiej w Polsce. Ipeeniory uznały ją za co prawda narodową (grecką) w formie, ale „komunistyczną” w treści, choć ani jeden przecinek w napisie nie dawał podstaw do takiego wniosku. W Polsce nie od dziś ma miejsce zjawisko, które nigdzie w Europie nie występuje w tak drastycznej formie: już nawet nie jaskiniowego antykomunizmu, ale jaskiniowej, oszalałej, bezrozumnej antylewicowości.

 

***

Milczenie prezesa. Prezes PiS stawił się w Gdańsku na procesie, który wytoczył Lechowi Wałęsie o obrazę i bywał momentami nawet filuterny, z uśmiechem w korytarzowych przemówkach z procesowym adwersarzem. Konsekwentnie milczy natomiast w sprawie afery KNF. Obstawiam taki wariant: uznał, względnie mu doradzili, żeby sprawę przemilczać póki się da, w nadziei, że jest to tylko ogarek, który szybko zgaśnie, a nie wielka gromnica, która przewracając się, podpali chudobę.

 

***

Dobra wiadomość z warszawskiego Ratusza. Rafał Trzaskowski nie zwrócił się do Boga o pomoc podczas składania prezydenckiej przysięgi. Zapewne zgodnie z zasadą: umiesz liczyć, licz na siebie.

 

***

W sprawie penisa prokuratura pana Zbyszka działa natomiast prężnie i bez zwłoki. W Olsztynie zajęła się galerią artystyczną, w której penis miał znieważyć uczucia religijne. Jak penis może obrażać uczucia religijne, gdy jest współnarzędziem Stwórcy w dziele poczynania życia poczętego?

 

***

Według badania sondażowni i to rządowego CBOS, 35 procent ankietowanych jest za obecnym poziomem integracji Europy, aż 33 za pogłębieniem integracji, 14 za wzmocnieniem narodowego charakteru państw, a tylko 4 procent za polexitem. Nic więc dziwnego, że prezes pogroził palcem posłance Siarkowskiej schodzącej z trybuny sejmowej po antyeuropejskim wystąpieniu.

 

***

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek zbeształa 77 posłów, w większości z PiS, którzy wystąpili z listem do Julii Przyłębskiej, aby dalej nie zwlekała i pilnie zajęła się tzw. aborcją eugeniczną, czytaj: doprowadziła do wyroku, który by ją zdelegalizował. Nawiasem mówiąc, to jedno z kilku działań antyaborcyjnych fanatyków zmierzających do obejścia sposobem obecnej ustawy, też przecież restrykcyjnej. Inny myk polega na rozszerzaniu tzw. klauzuli sumienia na kolejne medyczne grupy zawodowe. Tymczasem Mazurek list określiła jako „niedopuszczalny nacisk na TK”. I już Julia wie co robić, nawet dzwonić do prezesa nie musi. A tak swoją drogą, to męczenie sprawy aborcyjnej wbrew wyraźnej woli prezesa ma co najmniej cechy wewnątrzpartyjnej niesubordynacji i prób rzucania prezesowi kłód pod nogi.

 

***

Sędziowie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku znaleźli sposób na pohamowanie działań pana Zbyszka. Tamtejsze Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów odmawia, do czasu wyroku TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych, opiniowania kandydatur na sędziów, co jest wymogiem przed przedłożeniem tychże Krajowej Radzie Sądownictwa. Ministerstwo Sprawiedliwości w osobie Łukasza Piebiaka unosi się oburzeniem i grozi konsekwencjami. Jeśli w ślad za apelacją gdańską pójdą inne apelacje w kraju, to nabór kadrowy pana Zbyszka na stanowiska sędziowskie zostanie zahamowany, a co najmniej przyhamowany. Może to zmusić to PiS to kolejnej zmiany ustawowej i chwilowe zawieszenie broni PiS z UE okaże się naprawdę chwilowe. A zatem: „Trwaj chwilo. Jesteś piękna”.

 

***

Czy to należy rozumieć jako przerwanie milczenia prezesa? Może wyraził się na migi? W każdym razie wczoraj nad ranem Warszawie CBA zatrzymało człowieka o najwyższych standardach etycznych i patriotycznych (tak o nim mówił prezes NBP), byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego.