Czy papież antyglobalistycznej lewicy powróci do władzy?

Czy szósty pod względem liczby ludności kraj świata odejdzie od faszyzmu w kierunku socjaldemokracji, która na pierwszym miejscu stawia sprawiedliwość ekonomiczną i antyimperializm?

To pytanie zaprząta obecnie umysły Brazylijczyków, ponieważ na początku tego miesiąca Sąd Najwyższy odrzucił wszystkie oskarżenia przeciwko byłemu prezydentowi Luisowi Inácio „Luli” da Silvie. Lula, prawdziwa ikona polityki krajowej, ale również światowej, został fałszywie skazany za oszustwo w 2017 roku i spędził ponad 18 miesięcy w więzieniu, stając się, według słów znanego naukowca Noama Chomsky’ego, „najważniejszym więźniem politycznym na świecie”.
Sąd Najwyższy orzekł również, że sędzia, który skazał Lulę, Sergio Moro, podjął stronniczą decyzję. Tajne dokumenty pokazują, że Moro w rzeczywistości współpracował z prokuraturą, aby zapewnić skazanie Luli. Tym samym utorował drogę faszystowskiemu kandydatowi Jairowi Bolsonaro do objęcia prezydentury. W nagrodę i bez cienia żenady Moro przyjął potem stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie tegoż Bolsonaro.
Ogromny zwrot
– Zwolennicy Luli i ci, którzy byli z nim przez tyle lat, są wniebowzięci – powiedział po wyroku Michael Fox, filmowiec z Florianopolis, który porównał śledzenie brazylijskiej polityki do jazdy kolejką górską. – W ciągu zaledwie kilku tygodni zarzuty Luli zostały unieważnione, a teraz wobec sędziego Sergio Moro, niegdysiejszej supergwiazdy życia publicznego, wszczęto formalne dochodzenie w sprawie stronniczości sędziowskiej, co jest oskarżeniem o przestępstwo. To ogromny zwrot i nie można go zbagatelizować.
– To jest zwycięstwo dla demokracji. Znów mamy nadzieję na lepszą Brazylię z wolnym Lulą – cytuje Fox jeden z radosnych zwolenników byłego prezydenta.
Lula był zdecydowanym faworytem do reelekcji w 2018 roku; zaledwie sześć tygodni przed wyborami sondaże pokazywały, że ponad dwa razy więcej osób zamierzało głosować na niego niż na Bolsonaro. Ale sądy orzekły, że nie może kandydować, nawet z celi więziennej, do której wsadził go Moro, a decyzja ta praktycznie zapewniła zwycięstwo Bolsonaro. Niedawny sondaż wykazał, że ponad połowa Brazylijczyków twierdzi, że zdecydowanie lub ewentualnie zagłosuje na niego w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, mimo że nie podjął on jeszcze nawet ostatecznej decyzji o starcie.
– Szanse na reelekcję Luli są ogromne – powiedziała MintPress brazylijska dziennikarka Nathália Urban. – Wciąż jest ogromnie popularny, a sprzyja mu również potężna polaryzacja i przekonanie, że tylko on może pokonać Bolsonaro.
– Bolsonaro jest przerażony. Jego wskaźniki poparcia spadają – zauważył Fox. – Jeśli Lula zdecyduje się kandydować, a nie zostanie w jakiś sposób ponownie zablokowany, jak w 2018 roku, ma wszelkie szanse na zwycięstwo.
Po roku bagatelizowania pandemii czy jawnego zaprzeczania przez Bolsonaro istnieniu czy też szkodliwości wirusa, który zabił ponad 300 tys. Brazylijczyków, wolność Luli pobudziła obecnego prezydenta do bardziej odpowiedzialnego działania. W pewnym momencie zeszłego roku sprawy przybrały tak zły obrót, że uzbrojone, przestępcze gangi zganiły lekkomyślność Bolsonaro, jednostronnie ogłaszając lockdown na obszarach znajdujących się pod ich kontrolą. – Chcemy jak najlepiej dla ludności. Jeśli rząd nie zrobi tego, co należy, zrobi to przestępczość zorganizowana – napisały wtedy w oficjalnym komunikacie grupy handlarzy narkotyków w Rio de Janeiro.
Mimo że Lula nieśmiało wypowiada się na temat przyszłego roku i wyborów, poniekąd zachowuje się tak, jakby już był prezydentem: wydaje oświadczenia wzywające rodaków do noszenia masek i zaprasza prezydenta USA Joe Bidena na nadzwyczajny szczyt w sprawie szczepionek przeciwko COVID-19.
Były ulicznik i szewc, który stał się przywódcą związkowym, został wybrany na prezydenta w 2002 roku i pełnił tę funkcję do 2011 roku, opuszczając urząd z 83-procentowym poparciem. Pod jego rządami gospodarka stale rosła, a ubóstwo zmniejszyło się o połowę. Podczas gdy USA prowadziły inwazję na Afganistan i Irak, Lula wypowiedział własną wojnę wewnętrzną – przeciwko głodowi. Jego popisową polityką był pakiet Bolsa Família; umowa, na mocy której matki otrzymywały transfery pieniężne w wysokości do 150 dolarów miesięcznie, jeśli zapisały swoje dzieci do szkoły i zapewniły im szczepienia przeciwko żółtej febrze i innym śmiertelnym chorobom. Szacuje się, że skorzystało z tego około 50 milionów ludzi. To właśnie takie działania, zauważa Urban, zbudowały jego poparcie wśród klasy ludowej w kraju.
– Wpływ Luli na Brazylię i Amerykę Łacińską jest nie do przecenienia. Zdominował politykę i w kraju, i w regionie od momentu wyboru na prezydenta w 2002 roku i nadal dominuje w brazylijskiej polityce – powiedział dr Barry Cannon, socjolog z National University of Ireland. Zauważył również, że pod rządami Luli Brazylia była „niezwykle stabilna społecznie i gospodarczo”. Jego zdaniem „globalnie [Lula] symbolizował nadzieję dla lewicy – oto fenomenalnie odnoszący sukcesy lewicowy polityk, którego wszyscy zdawali się lubić. Trudno wyobrazić sobie Różową Falę lewicowej polityki, która zdominowała Amerykę Łacińską od przełomu tysiącleci do puczu przeciwko Dilmie Rousseff, następczyni Luli, w 2016 roku, bez Luli. To właśnie on był jej niekwestionowanym liderem.
Rząd Stanów Zjednoczonych, który przez całe lata podsłuchiwał brazylijski rząd, był głęboko zaangażowany w sfingowanie afery korupcyjnej, w wyniku której Dilma Rousseff została odwołana, a Lula uwięziony. Amerykański Departament Sprawiedliwości potajemnie próbował wypłacić „antykorupcyjnej” grupie zadaniowej 682 miliony dolarów w łapówkach, za jej pracę. Nagrane rozmowy pokazują, że główny oskarżyciel Luli opisał jego aresztowanie jako „prezent od CIA”, podczas gdy agenci FBI chwalili się swoją pracą w „obalaniu rządów” w Brazylii. Doradcy prezydenta Joe Bidena powiedzieli The New York Times, że jego administracja „będzie starała się ożywić” „kampanię antykorupcyjną” zapoczątkowaną w Brazylii i rozszerzyć ją na cały region.
Skutki polityczne i gospodarcze
Jeśli Lula i jego Partia Pracujących powrócą do władzy, wydaje się prawdopodobne, że będą hamować wiele celów amerykańskiej polityki zagranicznej, w tym izolowanie Wenezueli, Chin i Rosji. Czy Amerykanie zrobią wszystko, by temu zapobiec? Z jednej strony tak, z drugiej – faworyzowany przez nich Bolsonaro okazał się jednak tak niekompetentnym przywódcą i menedżerem, że zarówno Ellner, jak i Cannon uważają, że wiele osób w Waszyngtonie będzie przynajmniej próbowało współpracować z Lulą. Konkretnie: wpłynąć na niego, by podryfował w kierunku centrum. Jednak obecny stan sceny politycznej w Brazylii z jej głębokimi podziałami nie wróży dobrze centrystom. Jak wyjaśnia Ellner: „Najprawdopodobniej wybory w 2022 roku będą polaryzujące, co oznacza, że bardziej „umiarkowani” kandydaci zostaną odsunięci na bok. W takim przypadku mało prawdopodobne jest, że waszyngtoński establishment zdystansuje się od Bolsonaro lub okaże jakąkolwiek sympatię kandydatowi Partii Pracujących”.
Z pewnością przerażona perspektywą powrotu Luli i jego partii jest klasa inwestorów. Na wieść o unieważnieniu zarzutów wobec Luli brazylijska giełda zanurkowała o 4 proc., a Reuters poinformował swoich czytelników biznesowych, że jego zwolnienie będzie miało „tragiczne konsekwencje”. Przypuszczalnie nie dla Brazylijczyków, ale dla cen aktywów, ponieważ „przyjazny rynkowi program reform gospodarczych” Bolsonaro (eufemizm wobec wyprzedaży majątku państwowego, ogromnych cięć płac i emerytur w sektorze publicznym oraz ulg podatkowych dla bogatych) dobiegłby końca.
Jednak wiadomość o tym, że Lula jest wreszcie wolny sprawia, że wiele osób w regionie ma nadzieję na lepszą przyszłość. Niczym bohater Gwiezdnych wojen, w 2000 r. Lula przewodził sojuszowi Rebeliantów, ale Imperium przystąpiło do kontrataku w 2010 r., doprowadzając do władzy wiele konserwatywnych i reakcyjnych rządów, często z pomocą wspieranych przez USA zamachów stanu, ciemnych pieniędzy lub strategii walki z prawem, jak to miało miejsce w Brazylii. Jednak wraz z wyborem Andresa Manuela Lopeza Obradora w Meksyku i Alberto Fernandeza w Argentynie, porażką puczu w Boliwii i prawdopodobnym rychłym powrotem postępowych sił w Ekwadorze (druga tura wyborów już niedługo), w całej Ameryce Łacińskiej i poza nią pojawiła się nowa czerwona nadzieja.
– Jeśli Brazylia znów skręci w lewo, zwłaszcza z Lulą u władzy, to znów zdynamizuje lewicę w regionie – stwierdził Cannon, zauważając, że przyjazna Brazylia da swoim sąsiadom przestrzeń do niezależnego rozwoju, ostrzegając jednocześnie, że kraj desperacko potrzebuje nowych liderów politycznych, młodszych niż 75-letni były hutnik. Do tego region musi szukać innych podstaw gospodarki niż wydobycie surowców. To jednak zadania na drugi krok. Na razie, jak stwierdził Ellner, „wybór Luli będzie błogosławieństwem dla wielobiegunowego świata” .

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu MintPressNews. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu).

BRICS w warunkach pandemii

Na marginesie XII Konferencji „na szczycie” BRICS.

To było do przewidzenia – obecny podwójny kryzys globalny (pandemiczny i ekonomiczny) może stanowić przesłankę i unikalną sposobność dla zasadniczych przetasowań i usprawnień geopolitycznych, geostrategicznych i geoekonomicznych, które dokonują się na naszych oczach.
Pro memoria:
Stary świat powojenny (tzw. pojałtański), jego niewydolne instytucje i anachroniczne systemy odchodzą w mroki historii. Nie zdołały one obronić ludzkości przed niewymownymi ofiarami, strasznymi cierpieniami, wielkimi stratami, głębokimi dysproporcjami i groźnymi perturbacjami oraz brakiem pomyślnych perspektyw rozwojowych. Rodzi się Nowy Świat i Nowy (lepszy?) Ład Światowy. Jak by to ironicznie (acz realistycznie) nie brzmiało – obydwa obecne kryzysy stanowią bardzo silny bodziec oraz katalizator stymulujący i wymuszający pozytywne (oby!?) przemiany na Ziemi dające szanse uratowania naszej cywilizacji.
Wyrazem dokonujących się przemian są chociażby najnowsze wydarzenia międzynarodowe w skali makro (bezprecedensowo, wszystkie on–line), a mianowicie: XII Konferencja „na szczycie” BRICS w Moskwie i w pozostałych stolicach mocarstw członkowskich (17.11.2020 r.; Konferencja miała się odbyć 5 miesięcy wcześniej w Sankt Petersburgu, ale została przełożona z uwagi na pandemię), utworzenie Stowarzyszenia wolnego handlu RCEP (= Regional Comprehensive Economic Partnership) z udziałem 15 państw Azji/Pacyfiku (15.11.2020 r., na naradzie ASEAN w Wietnamie) oraz kolejna (już XV ) Konferencja „na szczycie” G-20 z centralą w stolicy Arabii Saudyjskiej, Riyadzie (21-22.11.2020 r.). (Nota bene: wszystkie mocarstwa członkowskie BRICS wchodzą w skład G20). Głównymi tematami makro obrad tych Konferencji były, naturalnie: zwalczanie pandemii, odrodzenie gospodarcze i zrównoważony rozwój oraz, w przypadku BRICS, budowanie nowego wielobiegunowego ładu światowego (multilateralizm). Wspomniane powyżej doniosłe wydarzenia międzynarodowe powodują lawinowy efekt kumulacyjny oraz stanowią solidne i wymowne wyrazy dokonujących się przemian globalnych, przyspieszając ich tempo. Koncepcja RCEP powstała na „szczycie” 10 państw ASEAN (Association of South East Asia Nations) w 2011 r., na wyspie Bali. Później dołączyło do nich jeszcze pięć państw na czele z Chinami. Docelowo – „piętnastka” RCEP, do której mogą przystąpić jeszcze Indie i in., zamierza zlikwidować 90 proc. opłat celnych na towary importowane w ramach tej Organizacji. Tworzy ona (łącznie) jeden z największych rynków na świecie – 30 proc. ludzkości (2,2 mld obywateli – producentów i konsumentów ) i, także, 30 proc. łącznego ŚPB (26,2 bln USD). Co na to Unia Europejska i inne regionalne ugrupowania gospodarcze, szczególnie amerykańskie, afrykańskie itp.?
Piszę ten wstęp pro memoria ( „ku pamięci”), szczególnie, młodych Czytelników, którzy nie znają, nie pamiętają, albo nie chcą znać czy pamiętać, co oznacza ww. wymieniony skrót BRICS. To pierwsze litery nazw wielkich mocarstw, które utworzyły tę wspólną Organizację: Brazil – Russia – India – China – South Africa. Jej bezprecedensowa (bowiem on–line) XII Konferencja „na szczycie” odbyła się pod rotacyjną prezydencją rosyjską, w Moskwie/Sankt Petersburgu; zaś przywódcy pozostałych mocarstw członkowskich przemawiali ze swoich siedzib w poszczególnych stolicach.
BRICS powstał w niezwykle trudnej i komplikującej się coraz bardziej sytuacji na świecie. Rozwija się on efektywnie na przekór rosnącym przeciwnościom losu i stara się pokonywać kolejne przeszkody rozwojowe. Jak podaje „Yearbook of International Organizations, 2017 – 2018”, na świecie istnieje ponad 67.000 rozmaitych organizacji międzynarodowych w 300 krajach i terytoriach. Prawie połowa z nich, to tzw. organizacje uśpione. Rzecz znamienna, iż – do tej – pory żadnej z tak licznych organizacji, z osobna, nawet ONZ, ani wszystkim razem, stalinowcom, neoliberałom, masonom i in. nie udało się ukierunkować rozwoju świata w stronę pozytywną, pokojową i bezpieczną oraz uwolnić ludzkość od wielkich nieszczęść, tragedii, patologii, pandemii i braku jasnych perspektyw. Obecnie BRICS, RCEP i in. biorą to zadanie na własne barki.
W kategoriach teoretycznych, koncepcję BRIC (jeszcze bez RPA,), sformułował, jako pierwszy, w roku 2001, prof. Jim O’Neill, główny ekonomista koncernu Goldman Sachs (sic!), prezes Goldman Sachs Asset Management, w publikacji pt.: „Building Better Global Economic BRIC”. Następnie, w roku 2003, przedstawił on prognozę futurologiczną, z której wynika, iż – do roku 2050 – gospodarki BRIC łącznie wysuną się na I miejsce w świecie, prześcigając najpierw Unię Europejską, a następnie USA i Japonię. Koncepcję J. O’Neill’a podjął w praktyce Prezydent Władimir Władimirowicz Putin i zainicjował dialog polityczny z partnerami (we wrześniu 2006 r.). W wyniku tego, I Konferencja BRIC „na szczycie” odbyła się w Jekatierinburgu (16 czerwca 2009 r.). Następnie, 24.12. 2010 r., do BRIC przystąpiła RPA (South Africa), w wyniku czego powstał BRICS, do którego pretenduje także Turcja , Grecja i in. Zresztą, Prezydent Turcji używa już, a priori, skrótu BRICST. I tak doczekaliśmy szczęśliwie do niedawnej XII Konferencji tego rodzaju. BRICS pracuje nie tylko na Konferencjach na najwyższym szczeblu; bowiem przez okrągły rok funkcjonują nieprzerwanie dziesiątki jego instytucji na szczeblach ministerialnych, resortowych i specjalistycznych zajmujące się wszystkimi najważniejszymi problemami nurtującymi i trapiącymi naszą cywilizację.
Łączny potencjał BRICS jest ogromny: prawie 3,6 mld ludności, 39,7 mln km kw. powierzchni, PKB (w kategoriach PPP) = 44,21 bln USD ( w tym PKB, PPP, Chin = 27,3 bln USD) itp. W sumie, dotychczasowy dorobek tej Organizacji jest bardzo bogaty i bardzo pożyteczny. Trudno byłoby wyobrazić, jak podle wyglądałby dziś świat bez BRICS!? Rozważane są koncepcje rozszerzenia jego składu (tzw. BRICS Plus) oraz kręgu współpracy z innymi państwami (tzw. Outreach Program), co stanowi zapowiedź totalnej innowacyjnej globalizacji funkcjonowania BRICS. Również prof. J. O’Neill kroczy dalej swym szlakiem i proponuje utworzenie nowego ugrupowania globalnego, tzw. Next Eleven z udziałem: Wietnamu, Turcji, Filipin, Pakistanu, Nigerii, Meksyku, Korei Płd., Iranu, Indonezji, Egiptu i Bangladeszu (źródło: „World Finance” z dnia 04.05.2020 r.). A gdzie Polska?
XII Konferencja „na szczycie”:
Jak zwykle, została ona poprzedzona skrupulatnymi przygotowaniami i staraniami rotacyjnej Prezydencji rosyjskiej, co spotkało się z uznaniem i z podziękowaniami ze strony pozostałych przywódców mocarstw członkowskich BRICS. Zresztą, termin Konferencji trzeba było przesunąć o 5 miesięcy – z uwagi na pandemię. Ramowy temat obrad określono następująco: „Globalna stabilność, wspólne bezpieczeństwo, innowacyjny rozwój”. Żeby lepiej uzmysłowić Czytelnikom zagadnienia makro (i – niektóre – mikro), którymi zajmuje się obecnie ta Organizacja, przedstawiam najpierw najważniejsze treści przemówień przywódców a następnie syntezę Deklaracji końcowej (tzw. Deklaracji moskiewskiej) uchwalonej jednomyślnie w wyniku obrad (jednomyślność – to wynik efektywnych prac przygotowawczych).
Prezydent Jair Messias Bolsonaro (Brazylia):
kluczowe znaczenie w walce z pandemią ma obecnie opracowanie i stosowanie odpowiedniej szczepionki; Brazylia stara się wyprodukować własną wersję takiej szczepionki. Niezbędne jest także zwiększenie efektywności współpracy w ramach BRICS („dla dobra obywateli”) celem zwalczania pandemii i skutków kryzysu gospodarczego. Ponadto, Organizacja powinna odgrywać „centralną rolę” w zakresie walki i pokonania pandemii. Nie należy „upolityczniać wirusa” lecz trzeba zreformować w trybie pilnym WHO (World Health Organization). Trzeba także radykalnie zmniejszyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Brazylia jest obiektem ostrych ataków ze strony handlarzy i złodziei drewna, którzy wycinają nielegalnie lasy amazońskie. Siły policyjne podejmują aktywne i zdecydowane przeciwdziałania w tej mierze.
Brazylia opowiada się za doskonaleniem współpracy wewnętrznej w ramach BRICS i za precyzyjnym określeniem nowych priorytetów. W tym celu należy zapewnić wolność w działaniach, kreatywność i przedsiębiorczość, rozszerzać wymianę handlową, także z udziałem sektora prywatnego, między mocarstwami członkowskimi BRICS. Kluczowe i fundamentalne znaczenie ma również zreformowanie organizacji międzynarodowych, np. Rady Bezpieczeństwa ONZ, demokratyzowanie systemu zarządzania sprawami globalnymi, usprawnienie metodologii dofinansowania (subsydiów) dla rolnictwa, kosztem przemysłu itp. J.M. Bolsonaro zaapelował też ponownie o udzielanie poparcia dla Brazylii, Indii i RPA celem ich włączenia, jako stałych członków, do składu RB ONZ oraz zapewnił o wspieraniu działań Indii – jako przyszłorocznego Przewodniczącego BRICS (poczynając od 01.01.2021 r.).
Prezydent Władimir Władimirowicz Putin (Rosja):
przemawiał jako pierwszy w charakterze ustępującego rotacyjnego Przewodniczącego BRICS i gospodarza XII Konferencji. W 2020 r. w BRICS zorganizowano 130 imprez merytorycznych i 25 narad na szczeblu ministerialnym. Priorytetem jest lepsza koordynacja poczynań pomiędzy mocarstwami BRICS. Jeszcze 5 lat temu, na Konferencji „na szczycie” w Ufie (2015 r.), omawiano współpracę w zakresie zwalczania chorób zakaźnych i utworzono mechanizm ostrzegawczy. W ślad za tym Rosja nawiązała współpracę z Chinami, z Indiami i z Brazylią. Obecnie, strona rosyjska zamierza uruchomić na wielką skalę i w trybie pilnym produkcję szczepionki Sputnik V oraz drugiej dostępnej już szczepionki – EpiVacCorona. BRICS-owski NDB (New Development Bank) przeznacza 10 mld USD na walkę z pandemią oraz 20 mld USD na realizację 62 wspólnych wielkich inwestycji.
W.W. Putin omówił też szczegółowo inne kluczowe poczynania z okresu Prezydencji rosyjskiej, jak np.: strategia partnerstwa gospodarczego BRICS do roku 2025, BRICS’ Network University, współpraca w zakresie kultury, nauki, sportu i turystyki. Podkreślił ważne znaczenie umacniania bezpieczeństwa w skali regionalnej, zwalczania terroryzmu międzynarodowego (strona rosyjska przedstawiła stosowny dokument ws. anty terroryzmu) i handlu narkotykami. Omówił niebezpieczną sytuację w Syrii oraz podkreślił ryzyko eskalacji napięcia w Iraku, w Afganistanie, w rejonie Zatoki Perskiej, w Libii, w Jemenie, a nawet w Nagornym Karabachu. W takiej sytuacji, zwiększa się znaczenie współpracy BRICS z innymi partnerami, np. w ramach procedury BRICS Plus i BRICS Outreach, szczególnie w zakresie doskonalenia łańcuchów wymiany wartości materialnych, otwartości handlu międzynarodowego, uruchomienia „zielonych korytarzy”, wolnych od wojen i sankcji – celem transportowania żywności, lekarstw itp. W.W. Putin zapowiedział także, iż XIII Konferencja „na szczycie” BRICS odbędzie się w Indiach, w 2021 r.
Premier Narendra Modi (Indie):
na początku przemówienia przywódca indyjski wyraził poparcie dla koncepcji multilateralizmu (wielobiegunowości) oraz potępił terroryzm stanowiący, jego zdaniem, największe zagrożenie dla świata. Choć nie wymienił Pakistanu z nazwy, dla wszystkich nie ulegało wątpliwości, iż była to aluzja do tego państwa, skonfliktowanego od dawna z Indiami. Premier uznał, iż BRICS ma do odegrania wielką rolę (major role) w zwalczaniu pandemii i w regeneracji gospodarczej świata, ale, w tym zakresie, Organizacja odczuwa pewien stres (napięcie). To, z kolei, uznano za bezimienną aluzję do Chin – w ślad za niedawnym starciem na granicy między obydwoma sąsiadującymi mocarstwami. N. Modi zaapelował o zwiększenie obrotów handlowych w ramach BRICS (do 50 mld USD) oraz zapowiedział utworzenie filii (oddziału) New Development Bank’u w Indiach, poczynając od 2021 r.
Konieczne jest zreformowanie Rady Bezpieczeństwa ONZ, WTO, WHO, MFW i innych organizacji międzynarodowych, których wiarygodność jest obecnie kwestionowana z uwagi na to, że reprezentują one poglądy stosownie do realiów sprzed 75 lat. Indie proszą pozostałych partnerów z BRICS o wspieranie ich kandydatury na stałego członka RB ONZ. Już od początku 2021 r. Indie zostaną wybrane na niestałego członka tej Rady i wówczas będą przyczyniać się do realizacji koncepcji reformatorskiego multilateralizmu („reformed multilateralizm”) i również do zreformowania RB ONZ.
Prezydent Xi Jinping (Chiny):
jak zwykle, przemówienie przywódcy chińskiego oczekiwane było z dużym zainteresowaniem i, jak zwykle, oczekiwanie to zostało spełnione. Na wstępie, Xi Jinping podkreślił potrzebę wspólnej reakcji BRICS na pandemię i na kryzys gospodarczy – największy od czasów wielkiego kryzysu światowego z lat 30-tych minionego stulecia. Choć obecnie szaleje unilateralizm i protekcjonizm, to nasze nadrzędne cele: pokój i rozwój, multilateralizm i globalizacja gospodarcza oraz wspólna przyszłość dla wszystkich pozostają niezmienione. W ślad za tym, Prezydent ChRL przedstawił 5 zasadniczych propozycji poczynań BRICS w nowej sytuacji, a mianowicie:
1.Realizować ideę multilateralizmu (wielobiegunowości), zapewnić pokój, stabilizację, równość, sprawiedliwość i zrównoważone bezpieczeństwo („sustainable security”) na świecie. Przestrzegać postanowienia Karty Narodów Zjednoczonych i zasady nieingerencji, zaś sprawy sporne regulować drogą konsultacji i negocjacji. 2. Umacniać solidarność i koordynację w walce z pandemią – w trosce o bezpieczeństwo i pomyślność obywateli. ChRL współpracuje już z Rosją i z Brazylią w III fazie testów klinicznych ze szczepionkami; do tej współpracy przyłączą się także Indie i RPA. Szczepionki będą dostarczane mocarstwom członkowskim BRICS. Chiny proponują zorganizowanie sympozjum specjalistycznego BRICS nt. roli medycyny tradycyjnej w walce z pandemią oraz opowiadają się przeciwko upolitycznianiu, oczernianiu i poszukiwaniu „kozła ofiarnego” w tych sprawach. Należy położyć kres praktykom „politycznego wirusa”; 3. Stosować zasady otwartości i innowacyjności w dążeniu do uzdrowienia gospodarki światowej. Jak wynika z danych MFW, stopa wzrostu gospodarczego świata wyniesie zaledwie 4,4 proc. w br.; zaś w wielu krajach rozwiniętych i rozwijających się będzie to „wzrost” ujemny (po raz pierwszy od 60 lat). Dlatego też pilnym zadaniem jest ustabilizowanie gospodarki światowej, koordynowanie polityki makroekonomicznej i kontrolowanie pandemii. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie pandemii w celach „deglobalizacji”, separatyzmu gospodarczego czy „systemów równoległych”, co wyrządza szkody wszystkim ludziom.
Zamiast tego należy tworzyć otwartą gospodarkę światową, zwalczać protekcjonizm, wprowadzać nowe formy przedsiębiorczości i nowatorskie modele ekonomiczne oraz stosować innowacje technologiczne – w dążeniu do wspólnego rozwoju o wyższej jakości i o większej wytrzymałości. Chiny utworzą w mieście Xiamen ośrodek badawczy BRICS ws. nowej rewolucji technologicznej oraz pomyślnego rozwoju gospodarki cyfrowej („digital economy”). 4. Priorytetem w tych poczynaniach powinna być troska o dobrobyt społeczny i o zrównoważony rozwój globalny. To jest bowiem kluczem do wszystkiego. Kolejnym priorytetem jest likwidacja ubóstwa. Bank Światowy prognozuje spadek ŚPB per capita o 3,6 proc. w br. oraz wpadnięcie od 88 do 115 mln ludzi w skrajne ubóstwo; 5. Bardzo ważnym zadaniem jest także zapewnienie „zielonego rozwoju”, szczególnie zmniejszenie zużycia węgla jako paliwa energetycznego, oraz harmonii pomiędzy człowiekiem a przyrodą. Należy, w związku z tym, realizować, w dobrej wierze postanowienia Porozumienia Paryskiego, zwiększać pomoc dla krajów rozwijających się, szczególnie dla małych państw wyspiarskich, zmniejszać emisję CO2 do roku 2030, tak aby osiągnąć uniezależnienie od węgla („carbon neutrality”) do roku 2060.
Na zakończenie swego przemówienia, Prezydent Xi Jinping przedstawił krótką informację o doniosłych przemianach następujących obecnie w Chinach w życiu politycznym i społeczno – gospodarczym oraz w polityce zagranicznej po V Plenum XIX KC KPCh. Zmiany te określił mianem nowej filozofii rozwoju.
Prezydent Cyril Ramaphosa (RPA):
wyraził podziękowanie partnerom z BRICS za ich pomoc i solidarność w czasie pandemii oraz poparcie dla propozycji A. Guterres’a, Sekretarza Generalnego ONZ, ws. Nowego Ładu Globalnego („New Global Deal”). Zwrócił się też z prośbą o pakiet wsparcia („stimulus package”) dla państw afrykańskich w tym trudnym okresie. Zaapelował o zwiększenie roli New Development Bank oraz o utworzenie ośrodka badań nad szczepionkami w RPA. Wyraził również poparcie dla propozycji ustanowienia przez BRICS ośrodka ostrzegającego przed epidemiami. Ważnym zadaniem jest obecnie przyspieszenie realizacji zadań i celów BRICS Strategy for Economic Partnership 2025 oraz, szczególnie, zwiększenie pomocy dla RPA i dla całej Afryki w procesie industrializacji i podejmowania nowych inwestycji. Prezydent RPA wyraził też zdecydowane poparcie dla koncepcji multilateralizmu oraz dla przeprowadzenia niezbędnych reform w systemie ONZ, szczególnie RB ONZ, w WTO i w innych organizacjach międzynarodowych.
Deklaracja moskiewska:
Zgodnie z tradycją i z obecnymi potrzebami, ukoronowaniem obrad analizowanej Konferencji było uchwalenie Deklaracji końcowej. Stanowi ona syntetyczne i uogólnione ujęcie treści zawartych w ww. przemówieniach przywódców, w dokonaniach z minionego okresu oraz w planach na przyszłość. Bardzo ważnym elementem Deklaracji jest też analiza sytuacji globalnej, w której przyszło działać BRICS i żyć obywatelom Ziemi. Jest to dość obszerny dokument składający się z preambuły, z 4 rozdziałów merytorycznych i zawierający 97 punktów. Poniżej przedstawiam krótką analizę najważniejszych stwierdzeń i ocen zawartych w Deklaracji:
Rozdział I, pt.: „Zjednoczeni na rzecz lepszego świata”, nawiązuje do 75-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej i utworzenia ONZ oraz uwypukla ważną rolę tej Organizacji i Karty Narodów Zjednoczonych w życiu międzynarodowym. BRICS wyraża poparcie dla multilateralizmu i wzywa organizacje międzynarodowe do działania w interesie wszystkich obywateli Ziemi. Złożono gratulacje Indiom z powodu wybrania tego mocarstwa na niestałego członka RB ONZ w latach 2021-22, wyrażono uznanie dla RPA z analogicznego tytułu (w latach 2019-20) oraz poparcie dla Brazylii, która będzie niestałym członkiem RB w latach 2022-23. Podkreślono potrzebę pilnego zreformowania ONZ, szczególnie RB, ZO (Zgromadzenia Ogólnego), Rady Ekonomiczno – Społecznej i in. oraz zwiększenia reprezentacji krajów rozwijających się w tych instytucjach. Wyrażono też uznanie dla pracowników służby zdrowia na świecie w czasie pandemii i podkreślono pilną potrzebę wytworzenia i stosowania odpowiednich szczepionek.
Rozdział II, pt.: „Polityka i bezpieczeństwo” – BRICS podkreśla, na wstępie, iż nawet w czasach pandemii jego działalność statutowa nie słabnie, szczególnie w zakresie utrwalania pokoju i bezpieczeństwa, zwalczania terroryzmu i trans granicznej przestępczości zorganizowanej oraz likwidowania ognisk zapalnych na świecie. Wygaszanie tych ognisk powinno dokonywać się metodami politycznymi i dyplomatycznymi, a nie siłowymi. I tak, np., BRICS opowiada się zdecydowanie za pilnym przedłużeniem ważności Układu rosyjsko – amerykańskiego (z 2010 r.) ws. redukcji ofensywnych broni strategicznych (nuklearnych) oraz za całkowitym zakazem broni bakteriologicznych i chemicznych.
Pokojowo i dyplomatycznie, na drodze negocjacji, należy też regulować jakże liczne i niebezpieczne ogniska zapalne, źródła napięć i konflikty na świecie, a mianowicie: Syria (bez stosowania siły), Palestyna – Izrael (wznowić negocjacje), Liban (potrzeba normalizacji), Irak (konieczność stabilizacji), Jemen (zakończyć starcia poprzez konstruktywny dialog), Zatoka Perska (zlikwidować napięcie), Afganistan (utworzyć pokojowo suwerenne państwo), Kaukaz (poparcie dla porozumienia azersko–ormiańskiego ws. Nagornego Karabachu), Półwysep Koreański (stabilizacja i denuklearyzacja), Afryka („African solutions to African problems), Libia (ustabilizowanie i normalizacja sytuacji), podobnie w Sudanie i w DR Konga.
BRICS wzywa także do zawarcia Konwencji (w ramach ONZ) ws. terroryzmu międzynarodowego, domaga się efektywnej współpracy w następujących dziedzinach: bezpieczeństwo internetowe (cyber security), rewolucja cyfrowa, ochrona dzieci przed agresją seksualną, przemyt narkotyków, zwalczanie korupcji i pranie brudnych pieniędzy.
Rozdział III, pt.: „Gospodarka i finanse. Współpraca międzyrządowa”. Poczynania i zamierzenia BRICS w tych dziedzinach są bardzo różnorodne, bogate i potrzebne światu. I tak, np.,: obecnie i po zakończeniu pandemii – doskonalić współpracę w ramach BRICS i na całym świecie celem zwalczania kryzysu gospodarczego i stymulowania wzrostu gospodarczego – dla dobra obywateli. Budować stabilny, bezpieczny i otwarty rynek globalny oraz bardziej wytrzymałe (trwałe) łańcuchy zaopatrzenia w skali globalnej; wspierać poczynania G20 także w zakresie uaktualnienia jego programu działania (G20 Action Plan); zaś MFW powinien zapewnić światu „finansową sieć bezpieczeństwa” oraz pomagać biednym krajom o poprzez kredyty; jeśli zaś chodzi o WTO (World Trade Organization), to wszyscy jego członkowie powinni unikać środków unilateralnych i protekcjonistycznych oraz stosować rozwiązania multilateralne. Natomiast BRICS-owski New Development Bank będzie starał się niwelować straty spowodowane przez pandemię i wyasygnuje 10 mld USD dla państw członkowskich Banku; jego skład powinien ulec rozszerzeniu.
Inne priorytety zawarte w Deklaracji: doskonalenie współpracy w zakresie handlu i inwestycji, gospodarka cyfrowa (internetowa), energia, niwelowanie strat poniesionych przez pandemię w zakresie turystyki, modernizacja rolnictwa (mocarstwa BRICS wytwarzają ok. 35 proc. światowej produkcji żywności), zmniejszenie skali strat i marnotrawienia płodów rolnych i żywności, utworzenie wspólnego ośrodka wczesnego ostrzegania przed epidemiami, nowoczesne kształcenie kadr („human capital”), zwalczanie unikania podatków (oszustw podatkowych), redukowanie ubóstwa, wspólne przeciwstawianie się klęskom żywiołowym, troska o różnorodność przyrodniczą („biodiversity) . Współpraca w zakresie polityki celnej. W Deklaracji zawarto też wyrazy poparcia dla BRICS-wskiego Stowarzyszenia Przedsiębiorczości Kobiet („BRICS Women Business Alliance”).
Rozdział IV, pt.: „Wymiana kulturalna i społeczna”. W rozdziale tym wyeksponowano znaczny postęp, niezależnie od pandemii, jaki dokonał się we współpracy w sferze kulturalnej, artystycznej, sportowej, filmowej, młodzieżowej, studenckiej, naukowo–technicznej, parlamentarnej i in. oraz we współdziałaniu między sądami najwyższymi, naczelnymi izbami kontroli i ministerstwami kultury państw BRICS. Zaproponowano utworzenie Rady ośrodków naukowo – badawczych BRICS (BRICS Think Tank Council).
Do Deklaracji dołączono dwa załączniki, z których 1 zawiera wykaz dokumentów, spotkań i kontaktów oficjalnych pomiędzy mocarstwami BRICS oraz najważniejszych imprez w okresie sprawozdawczym („BRICS „Cooperation Outcomes”, 39 pozycji); a 2 jest rejestrem wydarzeń, narad, imprez, konferencji i dokumentów, głównie w ramach współpracy społecznej, podczas Prezydencji rosyjskiej („Meetings held under the Chairmanship of the Russian Federation”,137 pozycji). Trzeba przyznać, że przedstawiony bilans dokonań BRICS w kluczowych dziedzinach i plany na przyszłość są przebogate i imponujące. Trzeba mieć dużo odwagi, poczucia odpowiedzialności i wyobraźni, aby zabierać się do realizacji tak poważnych zadań w tak trudnych czasach!
Jakie perspektywy?:
Nieustające zjawiska kryzysowe, szczególnie ekonomiczne, w XXI wieku uwypuklają i uzasadniają coraz bardziej potrzebę i efektywne funkcjonowanie takich organizacji międzynarodowych jak BRICS i in. Jeśli one nie zdołają wyprowadzić świata na prostą drogę rozwoju, to nikt inny temu nie podoła. Zresztą, skład tej Organizacji mówi sam za siebie. Skupia ona potężne, szybko rozwijające się i przyszłościowe mocarstwa Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Nowożytna historia świata zna najrozmaitsze organizacje międzynarodowe, ale takiej, jak BRICS jeszcze nie było. Jej utworzenie jest więc epokowym wydarzeniem bez precedensu, mającym, jak wykazuje dotychczasowa praktyka, duże szanse rozwoju i powodzenia. Systematycznie i dość szybko mocarstwa członkowskie kreują, doskonalą i modernizują założenia merytoryczne i programowe BRICS, z których wynika jednoznacznie, iż ich celem strategicznym jest budowanie nowego i lepszego świata oraz wyprowadzenie naszej cywilizacji z obecnej głębokiej zapaści rozwojowej i irracjonalnego nieładu systemowego wytworzonego przez wielki kapitał i kapitalizm północno-atlantycki, szczególnie przez jego odmianę neoliberalną.
W niniejszym opracowaniu zawarta jest dość szczegółowa choć krótka analiza okoliczności, które doprowadziły do powstania tej Organizacji oraz kolejnych etapów jej dynamicznego rozwoju w ostatnich 12 latach. Jego kamieniami milowymi są coroczne spotkania czterech prezydentów i premiera Indii „na szczycie”. BRICS działa już non stop przez całe okrągłe lata – bowiem pracują nieprzerwanie dziesiątki jego instytucji ministerialnych, resortowych i specjalistycznych zajmujących się priorytetowymi problemami nurtującymi naszą cywilizację. Proces doskonalenia, optymalizacji i decentralizacji BRICS następuje coraz szybciej. BRICS nie zamierza nikogo zastępować i wyręczać ani też nikomu odbierać chleba. Pragnie jedynie kreować nową lepszą, innowacyjną, multilateralną i humanistyczną jakość na kuli ziemskiej – niejako na gruzach systemowych i kryzysowych spowodowanych przez wielki kapitał północno-atlantycki i jego wiodących eksponentów. BRICS nie jest, ponadto, Organizacją elitarną czy też zamkniętą dla innych państw. Zresztą, lista chętnych kandydatów rozszerza się coraz bardziej. Nowych przyjęć nie należy wykluczać – zapewne nastąpią one po zakończeniu 1. etapu konsolidacji BRICS pod każdym względem.
Na początku lat 90-tych 20.wieku upadł postjałtański system dwubiegunowy (Wschód – Zachód, neoliberalizm – sowietyzm itp.). Zaś pod koniec 1.dekady 21.wieku załamał się jego spadkobierca – układ jednobiegunowy (USA). Oba te systemy, podobnie jak wszystkie poprzednie, okazały się poronione i niewydajne, powodując niezmierne nieszczęścia, straty i szkody dla prawie całej ludzkości. Korzystali na tym jedynie prominenci wielkiego kapitału i ich zausznicy. Po krachu obydwu ww. systemów powstała na świecie i w poszczególnych krajach bardzo szkodliwa próżnia systemowa, która przecież nie może trwać wiecznie. Także życie międzynarodowe nie znosi pustki. W świetle tego, utworzenie BRICS powinno być traktowane jako bardzo poważna i odważna próba usunięcia tej pustki oraz utworzenia nowego wielobiegunowego (multilateralizm), zrównoważonego i sprawiedliwego ładu na świecie. Jest to zadanie niezwykle trudne i bardzo odpowiedzialne na miarę naszej epoki i lepszej przyszłości.
Utworzenie BRICS stanowiło nie lada zaskoczenie dla wielkiego kapitału północno-atlantyckiego i dla neoliberalizmu – chociaż co bardziej światli politycy i intelektualiści zachodni prognozowali taki bieg wydarzeń. Od samego początku istnienia tej Organizacji, Zachód usiłował minimalizować jej znaczenie, prognozować niechybny upadek oraz, co gorsza, dążyć do maksymalnego osłabienia większości filarów BRICS, może z wyjątkiem Indii. Agresywna presja Zachodu dotyczy, przede wszystkim: Rosji (otaczanie łańcuchem państw prozachodnich, zwłaszcza proamerykańskich, które były kiedyś proradzieckie, strategia majdanowa, kryzys ukraiński, białoruski, sankcje, wyścig zbrojeń, czarna propaganda, wojny hybrydowe itp.); oraz Chin (próby osłabiania ich potencjału gospodarczego instrumentami kryzysowymi i protekcjonistycznymi, prowokacje polityczne, np., tajwańskie, hongkongskie, tybetańskie, ujgurskie, intensyfikacja napięcia polityczno-strategicznego na Dalekim Wschodzie, liczne – około 25 – bazy wojskowe US wokół Chin itp.).
Zaś w odniesieniu do Brazylii i do RPA stosowane są, głównie, metody presji ekonomiczno-finansowej i propagandowej, mające na celu osłabianie wzrostu gospodarczego oraz destabilizację finansową tych państw, podsycanie niepokojów społecznych i in. Jednym słowem, nie mogąc zniszczyć Organizacji – jako całości, jej przeciwnicy starają się osłabiać poszczególne filary, w nadziei, iż ich nadwyrężenie lub obalenie unicestwi całą strukturę. Skutki są jednak odwrotne od tych zamiarów. Działa efekt katalizatora. Bowiem, w miarę jak zwiększa się presja zachodnia (neoliberalna) na BRICS, Organizacja ta doskonali systematycznie swą działalność i umacnia swe wpływy w świecie. Jest to swoisty bezprecedensowy fenomen w historii naszej cywilizacji. Z punktu widzenia kapitału północno-atlantyckiego, sytuacja jest już nie do pozazdroszczenia, gdyż Zachód (NATO, UE, banki światowe i in.) nie wytrzymuje konkurencji z BRICS w kategoriach efektywności, innowacyjności, potencjału produkcyjnego, zasobów finansowych i pojemności rynku. Oraz, co więcej, rozwój Zachodu bez normalnej współpracy z BRICS byłby nie do pomyślenia – teraz i w przyszłości. Doskonale rozumie to, np., kierownictwo polityczne i przedsiębiorcy niemieccy, kooperując od dawien dawna z Chinami, z Rosją, z Indiami i z in. oraz odnosząc bardzo poważne korzyści wzajemne z tego tytułu.
Samo kojarzenie znaczenia i globalnych wpływów mocarstw członkowskich BRICS tylko z ramami tej Organizacji byłoby dalece niepełne i mylące. Bowiem, ich oddziaływanie i wpływy sięgają znacznie dalej i obejmują, praktycznie, cały świat. Wynika to z faktu przynależności tych mocarstw do ww. znanych organizacji międzynarodowych, typu ONZ, WTO, WHO, RCEP, G20 i in. oraz do wielu organizacji specjalistycznych o mniejszym zasięgu. I tak, np.: Brazylia należy do Organizacji Państw Ameryki Południowej i Karaibów oraz do Mercosur, Rosja – do Wspólnoty Niepodległych Państw i do Szanghajskiej Organizacji Współpracy, Indie – do Ruchu Państw Niezaangażowanych (120 krajów członkowskich i 17 państw obserwatorów) oraz do British Commonwealth of Nations (53 kraje), Chiny – do Szangajskiej Organizacji Współpracy oraz do Stowarzyszenia ASEAN + 3, do G17 + 1 oraz Afryka Południowa – do Unii Afrykańskiej.
Jednym słowem, są już wszelkie podstawy po temu, aby wiązać z BRICS uzasadnione nadzieje na pozytywną przebudowę świata i na jego pokojową przyszłość. Jest ona młodą organizacją globalną, nie skażoną błędami, przywarami i impotencją znanych instytucji postjałtańskich – typu: ONZ, UE, MFW i in. Może ona czerpać z pozytywnych wzorów oraz unikać negatywnych doświadczeń i „starych” błędów” poprzedniczek. Dlatego też możliwości jej konstruktywnego i nowatorskiego działania dla dobra całej ludzkości są ogromne. Ale, jednocześnie, skala współczesnych trudności, wynikających – chociażby – z konsekwencji kryzysu globalnego, szczególnie gospodarczego i pandemicznego oraz ze znacznego wzrostu napięcia na arenie międzynarodowej jest niespotykana od dawna. Jednakże, ogromny innowacyjny potencjał rozwojowy mocarstw członkowskich BRICS – każdego z osobna i wszystkich razem oraz ich determinacja programowa i aktywność praktyczna stanowią rękojmię powodzenia w staraniach i w dążeniach tej Organizacji do nowego optymalnego ładu na Ziemi oraz do zapewnienia lepszej przyszłości wszystkim ludziom.

Delirium Jaira Bolsonaro

Jeżeli Donald Trump jest parodią atlantyckiego męża stanu, to Jair Bolsonaro jest parodią drugiego stopnia: parodią parodii, parodią Donalda Trumpa. Republikanin Trump, przy okazji koronawirusowych restrykcji, podburzał swoich zwolenników przeciwko władzom stanów rządzonych przez Demokratów, gdzie takie restrykcje zaprowadzono. Bolsonaro na demonstracji 19 kwietnia wyrażał tęsknotę za wojskowym zamachem stanu – przeciwko własnemu rządowi. Czyżby Bolsonaro wzywał wojsko, by obaliło jego samego? Na szczytach brazylijskiej polityki groza miesza się z farsą.

Wraz ze zgromadzonymi, Bolsonaro wyrażał swoją tęsknotę za nowym AI-5, czyli Aktem Instytucjonalnym nr 5, piątym, najbardziej brzemiennym w skutki z siedmiu dekretów ogłoszonych przez wojskową dyktaturę po zamachu stanu w 1964. AI-5 został ogłoszony w 1968, skonsolidował i spotęgował brutalną naturę reżimu. Wtedy dopiero zaczęły się największe pogwałcenia praw człowieka.
Jak przy wielu innych okazjach, Bolsonaro, otoczony przez tłum gęsto ściśniętych „bolsominions” (zgryźliwy zbiorowy przydomek fanatyków prezydenta), ignorujących epidemiczne zalecenia fizycznego dystansu, kaszlał prosto na nich, wszędzie wokół, nie zasłaniając się nawet dłonią, nie mówiąc o łokciu. Nie tak dawno jednemu z synów Bolsonaro wymsknęło się do mediów (amerykańskich), że jego ojciec przebadał się na obecność koronawirusa i wynik był pozytywny. Pałac prezydencki w Brasilii zaraz ogłosił, że Bolsonaro poddał się drugiemu badaniu i tym razem wynik był definitywnie negatywny. Pałac odmówił jednak publikacji tego wyniku, a prośby lekarzy, by poddał się dobrowolnej kwarantannie, Bolsonaro ignoruje. Gdy piszę te słowa, centroprawicowy, wydawany w São Paulo dziennik „Estadão” usiłuje wyniki tego testu uzyskać drogą sądową.
Wszyscy wrogowie prezydenta
Czy Jair Bolsonaro, prezydent piątego najludniejszego państwa świata, największego państwa w Ameryce Południowej, traci po prostu resztki zmysłów? Niektórzy Brazylijczycy spekulują, że gra już tylko o to, by uratować reszki swojego wizerunku – że gdyby go odsunięto od władzy, to będzie mógł utrzymywać, że to nie była niekompetencja tylko „nie dali mu rządzić”. Ale możliwe, że takie interpretacje to próby przypisania sensu jego coraz bardziej niezrozumiałemu zachowaniu.
Jeżeli Bolsonaro panikuje i miota się jak kurczak bez głowy, to być może dlatego, że jest coraz bardziej osamotniony. Na początku kwietnia zasłużony argentyński dziennikarz Horacio Verbitsky ujawnił w argentyńskim radio El Destape, że najwyższe kręgi władzy w Buenos Aires otrzymały już po cichu komunikaty z Brasilii, że Bolsonaro nie ma już żadnej realnej władzy, że prawdziwe decyzje podejmuje „pełniący faktyczne obowiązki prezydenta” generał Walter Braga Netto i to z nim należy wszystkie sprawy międzynarodowe konsultować. W Brasilii nikt jednak nie powiedział tego na głos, bo brazylijska konstytucja nie przewiduje przecież niczego takiego jak „pełniący obowiązki prezydenta” generał.
Wybitny brazylijski politolog Emir Sader, autor znanej i w Polsce książki „Kret rewolucji”, zwrócił uwagę – również w mediach argentyńskich, na łamach pisma „Pagina 12” – na znaczenie gwałtownego zwrotu wszystkich dominujących mediów przeciwko Bolsonaro. W Brazylii nie ma mediów publicznych w europejskim znaczeniu tego słowa. Wielkie media w Brazylii zawsze były i nadal są prywatne, oligarchiczne.W obliczu kryzysu koronawirusowego wszystkie one, jednogłośnie i w bezlitosny sposób krytykują prezydenta Bolsonaro. Sader utrzymuje, że taki obrót spraw w brazylijskiej polityce zwiastuje rychły upadek władzy, może nawet jakiś zamach stanu. Podobne antyrządowe unisono oligarchicznych środków masowego przekazu zwiastowało w ciągu minionego stulecia tylko kilka wydarzeń – od samobójstwa prezydenta Getúlio Vargasa w 1954, po impeachment presidenty Dilmy Rousseff w 2016. To ostatnie wydarzenie paradoksalnie było częścią pełzającego zamachu stanu, który ostatecznie przecież doprowadził Bolsonaro do władzy.
Koronawirus w Brazylii
Bolsonaro jest największym współczesnym „denialistą koronawirusowym”. Jego administracja nie prowadzi na poziomie federalnym żadnej spójnej polityki stawiania czoła zagrożeniu. Brazylia jest już w liczbach bezwzględnych najbardziej dotkniętym koronawirusem SARS-CoV-2 państwem Ameryki Łacińskiej, do tego jednym z krajów, w których koronawirus rozprzestrzenia się najszybciej na świecie. Kraj przekroczył już próg siedmiu tysięcy ofiar śmiertelnych, dawno prześcigając Chiny. Pomimo to nie ma nawet żadnych ograniczeń ruchu międzynarodowego czy badania lub monitorowania osób podróżujących z najbardziej zainfekowanych miejsc, co wywołuje przerażenie w innych państwach kontynentu – Brazylia graniczy prawie ze wszystkimi. Bolsonaro mówi o wirusie, że to „tylko mała grypka” (só um gripezinha), a kiedy dziennikarze zwracają mu uwagę, ilu ludzi już umiera, odpowiada: „I co z tego?”
Najpopularniejszy polityk XXI wieku, były prezydent Lula da Silva, ostrzegał, że ta nonszalancja grozi katastrofą. Miażdżąca większość ponad dwustumilionowej populacji Brazylii żyje w miastach, i to miastach często bardzo dużych, gęsto zaludnionych. Siedemnaście miast Brazylii ma ponad milion mieszkańców. Dwie największe aglomeracje kraju (São Paulo i Rio de Janeiro) mają łącznie 34 miliony mieszkańców, więcej niż średni kraj w Europie. 11 milionów Brazylijczyków mieszka w bardzo przeludnionych lokalach – cztery lub więcej osób na jedno pomieszczenie. Ponad 30 milionów nie ma w domu bieżącej wody. Jak w takich warunkach utrzymywać dystans i podwyższone standardy higieny? Neoliberalne deformy Jaira Bolsonaro i jego poprzednika, Michela Temera (bezwarunkowe zamrożenie wydatków publicznych i skasowanie programu Mais Medicos, Więcej Lekarzy) całkowicie cofnęły postęp w zakresie ochrony zdrowia dokonany na przestrzeni czterech administracji Partii Pracowników (Partido dos Trabalhadores, PT), Luli i Dilmy Rousseff. W takich warunkach katastrofa jest tylko kwestią czasu.
Bolsonaro nie tylko nie prowadzi żadnej aktywnej polityki walki z epidemią, ale w połowie kwietnia zdymisjonował ministra zdrowia Luiza Henrique Mandettę, który opowiadał się za zaprowadzeniem w Brazylii środków rekomendowanych przez Światową Organizację Zdrowia. Mandetta zbyt często podważał słowa prezydenta i rósł powoli na polityczną gwiazdę tej administracji, odbierając punkty prezydentowi.
Bolsonaro niestrudzenie podważa i sabotuje działania podejmowane przez gubernatorów poszczególnych stanów i burmistrzów miast, którzy w kwestii epidemii wkroczyli z administracją federalną na ścieżkę nieposłuszeństwa. Nie tylko w stanach i miastach rządzonych przez opozycję, choć dziewięć stanów tradycyjnie lewicowego regionu Nordeste (Północny Wschód, część Brazylii, w której Bolsonaro uzyskał w 2018 mniej głosów niż kandydat PT Fernando Haddad) zawiązało największy nieformalny sojusz w tej sprawie. Jeden z tych stanów, najbiedniejsze w kraju Maranhão, rządzone przez komunistycznego gubernatora, niczym w stanie wojny, szmuglowało respiratory z Chin w tajnej operacji z pośrednictwem Etiopii, żeby uniknąć zarówno obstrukcji ze strony administracji Bolsonaro, jak i przechwycenia przez Amerykanów, którzy na przestrzeni ostatnich tygodni zabezpieczali sobie dostawy krytycznego także za pomocą aktów międzynarodowego piractwa.
Sędzia Moro
O tym, że dni Bolsonaro mogą być policzone, świadczy choćby to, że odwrócił się od niego Sérgio Moro, cyniczny, amoralny sędzia z Kurytyby, który zdobył sławę jako głowa „antykorupcyjnej” operacji Lava Jato, która doprowadziła do odsunięcia Dilmy Rousseff od władzy. W dalszej części afery, tuż przed wyborami 2018 roku Moro uniemożliwił Luli kandydowanie w wyborach, wsadzając go do więzienia pod dość sfingowanymi zarzutami. Bez tego Bolsonaro nigdy nie wygrałby wyborów, za co odwdzięczył się potem sędziemu Moro teką ministra sprawiedliwości. Moro był prawdziwym gwiazdorem administracji Bolsonaro, udzielając jej kapitału symbolicznego, jaki zgromadził kreując się na „pogromcę korupcji”, a jako ten, który zniszczył Lulę i Rousseff, pomagał konsolidować elektorat „antipetista” (od anty-PT).
Jednak 24 kwietnia Moro podał się do dymisji, jako powód przedstawiając mieszanie się Bolsonaro w funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a bardziej konkretnie – niespodziewane odwołanie przez prezydenta, bez przedstawienia przyczyn, dyrektora policji federalnej Maurício Valeixo. Wygląda na to, że Bolsonaro ingerował w śledztwa w sprawach, w które zamieszani są jego synowie, a być może i on sam. Od kampanii rozpowszechniania fałszywych wiadomości wymierzonej w sędziów sądu najwyższego po kontakty z brutalnymi organizacjami przestępczymi Rio de Janeiro – w tym w powiązaniu z morderstwem lewicowej działaczki z faveli, czarnej lesbijki Marielle Franco.
Kolejny brazylijski impeachment?
Wkrótce potem prokurator generalny Augusto Aras, na podstawie skarg Moro, wniósł do Sądu Najwyższego o otwarcie dochodzenia w sprawie możliwych przestępstw popełnionych przez urzędującego prezydenta, otwierając drogę do jego potencjalnego impeachmentu. Sędzia Celso de Mello zatwierdził dochodzenie. Atmosfery szekspirowskiej tragedii lub ponurej baśni o upadającym złym władcy dopełnia inwazja szczurów na jego rezydencję w Brasilii. Podobno niemal biegają między nogami kierujących się do Pałacu Planalto dziennikarzy.
Gdyby rzeczywiście doszło do impeachmentu, czas ma ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju wypadków, bo brazylijska konstytucja przewiduje inny scenariusz przed a inny po upływie połowy czteroletniej prezydenckiej kadencji. W pierwszym przypadku – przedterminowe wybory, w drugim – przejęcie urzędu do końca kadencji przez wiceprezydenta. Obecnie jest nim generał Hamilton Mourão.
Jak to się stało, że akurat pandemia i towarzyszące jej wstrząsy zachwiały pozycją najdziwniejszego prezydenta w brazylijskiej historii? Rządząca krajem oligarchia nie ma wszak we krwi szczególnej troski o dobrostan najbiedniejszych (i najbardziej narażonych na skutki epidemii) sektorów brazylijskiego społeczeństwa. Nie tak znowu dawno zdarzało jej się nawet wspierać szwadrony śmierci odstrzeliwujące po nocach bezdomne dzieci. Mogłaby się przecież pozamykać w swoich rezydencjach i kondominiach – i czekać.
Koronawirusowy kryzys polityczny
Być może jednak boi się społecznych reperkusji i gniewu ludu, jeśli wszystko wymknie się zupełnie spod kontroli. Może ma tu też znaczenie geografia ekspansji koronawirusa w Brazylii. Zapewne największe żniwo zbierze on wkrótce w favelach wielkich miast, ale przywlekli go z Europy zamożni Brazylijczycy bujający się na wakacje lub w interesach do Europy. Do niedawna epicentrami Covid-19 były nie najbiedniejsze, a najdroższe dzielnice dwóch „nieoficjalnych stolic kraju” – finansowej (São Paulo) i kulturalnej (Rio de Janeiro).
Ale może też być tak, że chaos koronawirusowy jest tylko symptomem problemu, jaki oligarchia miała z Bolsonaro od samego początku. Został wywindowany do władzy, żeby zabezpieczyć jej interesy (zniszczyć lewicę, odczynić wykonany przez nią przez kilkanaście lat postęp społeczny, wyprzedać za bezcen państwowe aktywa i dostęp do surowców), w nadziei, że otoczony „właściwymi” ludźmi będzie dał sobą kierować. Oligarchowie postawili na niego nie dlatego, że mieli do niego zaufanie, ale dlatego, że nie mieli nikogo innego, przy użyciu kogo mogliby zniszczyć PT i pozbawić ją władzy, zachowując jednocześnie ceremoniał „liberalnej demokracji”. Ignorowali fakt, jak bardzo Bolsonaro jest nieprzewidywalny i niesubordynowany, w końcu to dlatego jego kariera w wojsku tak szybko się urwała. Koronawirusowy kryzys polityczny i ekonomiczny postawił na ostrzu noża wszystko, co czyniło tę prezydenturę tak ryzykownym projektem politycznym – ryzykownym nawet dla oligarchicznych beneficjentów jego rządów.
Sytuacja różni się jednak bardzo od tej sprzed impeachmentu Dilmy Rousseff, nawet jeśli powierzchownie przypomina ją sojusz wszystkich wielkich mediów przeciwko prezydentowi. Żeby zrozumieć, jak bardzo jest paradoksalna i przez to trudna do przewidzenia, trzeba mieć jasny obraz roli, jaką wojsko odgrywa w brazylijskiej strukturze władzy. Tutaj znowu możemy udać się po konceptualną pomoc do Emira Sadera.
Kryzys inny niż wszystkie?
Wojsko jest swego rodzaju rezerwą siły, po której nagą przemoc oligarchia sięga, gdy jej klasowa władza zaczyna się chwiać w ramach rytuałów politycznych formalnej republiki – pod ciężarem czy to kryzysu ekonomicznego, czy to lewicowych ruchów społecznych. Między wojskiem a oligarchią nie ma napięcia, opozycji. Wojsko jest konserwatywną instytucją w głębokim sojuszu z oligarchią, jest jej zbrojnym ramieniem. Jeżeli władzę faktycznie przejmują już generałowie, to robią to w konsultacji z oligarchami, a wszystko dzieje się za zamkniętymi drzwiami, bo generałowie wolą korzystać z tego, jak wielu Brazylijczyków nie chce wierzyć, że wojsko mogłoby znowu zrobić „coś takiego”. Jednym z wielkich propagandowych sukcesów armii po demokratyzacji Brazylii w 1985 jest zachowanie przez nią wizerunku poważnej, rozsądnej instytucji, która „nie chce się mieszać”, choć wiele wskazuje, że przetrzymanie Luli w więzieniu przez czas wyborów w 2018 było możliwe między innymi za sprawą wojskowych nacisków na Sąd Najwyższy. To prawdopodobnie Bolsonaro miał na myśli, gdy przyjmując urząd dziękował generałom, i za to im się odwdzięczył, przyjmując do swojej administracji aż dziewięciu wojskowych.
Jak dotąd, wspólnota interesów charakteryzowała jednak nie tylko oligarchię i wojsko; ich nieświęte przymierze działało nie w duecie, a w tercecie – w długofalowym sojuszu z Imperium Amerykańskim. Zamach stanu w 1964 i jego dopełnienie w 1968, dwie dekady dyktatury, impeachment Dilmy Rousseff, operacja Lava Jato, wywindowanie Bolsonaro do władzy – wszystko to działo się przy nieraz bardzo aktywnym wsparciu Waszyngtonu (CIA oraz Departamentów Stanu i Sprawiedliwości). Tuż po zamachu stanu jeden z prawicowych polityków, Juracy Magalhães, wyłożył tę doktrynę wprost: „Co jest dobre dla Stanów Zjednoczonych, jest dobre dla Brazylii”.
Sytuacja tym różniłaby się dzisiaj od tej przed rokiem 1964 albo przed impeachmentem Rousseff, że rząd obecnie u władzy nie tylko niczego nie chce oligarchom odebrać czy ograniczyć, ale jest jej własnym dziełem, już jest skrajnie prawicowy, już jest produktem de facto pełzającego zamachu stanu, który zniszczył lewicę. Gdyby oligarchowie chcieli zastąpić Bolsonaro kimś „jeszcze bardziej swoim”, to nie bardzo mają kim. Nawet dyktator potrzebuje choć trochę zwolenników. Notowania Bolsonaro spadają, ale wciąż jego poparcie wynosi ponad 30 proc. – w warunkach delegitymizacji całej sceny politycznej, oligarchia ani żadna formacja prawicowa nie mają nikogo innego z porównywalnym poparciem.
Pojawia się jeszcze jedna, zupełnie wyjątkowa historycznie okoliczność: po raz pierwszy istnieje wyraźny rozdźwięk między tym, jak swoje interesy postrzega brazylijska oligarchia, a tym, jak je widzą Stany Zjednoczone. Jeżeli bowiem oligarchowie chcieliby już w pałacu Planalto kogoś bardziej przewidywalnego, to Bolsonaro cieszy się szczególną sympatią Białego Domu. Dla Donalda Trumpa samo istnienie takiego polityka, jego tropikalnego bliźniaka politycznego, jest jak pochlebstwo, wielki prezent dla jego nigdy dość dopieszczonego ego. Bolsonaro złożył Amerykanom osobiste wyrazy bezkrytycznego podporządkowania, wykraczające poza standardy brazylijskiej prawicy: złożył wizytę w siedzibie CIA, przeniósł za Trumpem ambasadę w Izraelu do Jerozolimy, otworzył Amazonię na grabież przez amerykański kapitał, a Boeingowi oddał brazylijskiego konkurenta, Embraer. Waszyngton nie mógłby marzyć o prezydencie bardziej proamerykańskim niż Bolsonaro.
Chyba, że na następcę Bolsonaro wypromowany miałby zostać np. Sérgio Moro, który od początku operacji Lava Jato, która zniszczyła PT, współpracował z Amerykanami…

Bolsonaro całkiem jak Kaczyński

Liczba zakażonych koronawirusem w Brazylii przekroczyła 100 tys. osób, ale dla ultraprawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro głównym problemem jest utrzymanie władzy. W niedzielę Bolsonaro wystąpił na ulicznym wiecu, podczas którego atakowano Kongres i sądy, głośno chwaląc brazylijską dyktaturę z lat 1964-1985.

O tym, że ówcześnie rządzący Brazylią generałowie – wspierani przez Waszyngton konserwatyści i wolnorynkowcy – to jego idole, Bolsonaro mówił bez ogródek już podczas kampanii wyborczej. W niedzielę na przemian z entuzjazmem słuchał przemówień, w których z zachwytem wspominano dyktaturę i wzywano do jej ponownego wprowadzenia, i przekonywał, że on i wojsko stoją po stronie „porządku, demokracji, wolności”. Na żywo słuchało go kilkaset osób. Ci przedstawiciele brazylijskiej klasy średniej, którzy chętnie głosują na skrajną prawicę, a w czasie pandemii zostali w domu, mogli śledzić wydarzenie na Facebooku.
Wsparcie części wojska, w którym nostalgia za dyktaturą ma się dobrze, to obecnie główny atut Bolsonaro w zakulisowej walce o utrzymanie się na urzędzie. Wyrzucenie z urzędu ministra zdrowia, który w odróżnieniu od prezydenta traktował Covid-19 jako prawdziwe zagrożenie, mogło jeszcze pozostać bez politycznych konsekwencji, ale już dymisja ministra sprawiedliwości Sergio Moro jest sprawą poważną. Moro jako sędzia nadzorował głośną operację antykorupcyjną Lava Jato, która doprowadziła do skazania byłego lewicowego prezydenta Brazylii, Luli, na więzienie, na podstawie zmanipulowanych dowodów. W ubiegłym tygodniu Moro odszedł ze stanowiska ministerialnego, które dostał niejako w nagrodę za tamtą sprawę, zarzucając Bolsonaro, że wyrzucił ze stanowiska szefa policji federalnej, by oddać je swojemu bliskiemu człowiekowi, a do tego blokował śledztwa korupcyjne, w których podejrzani byli prezydenccy synowie. Równocześnie brazylijski Sąd Najwyższy zablokował kandydata, którego Bolsonaro zgłosił na stanowisko jego przewodniczącego.
Rozgrywka w kręgu brazylijskiej neoliberalnej i antydemokratycznej prawicy, która niegdyś zgodziła się uznać Bolsonaro za swoją twarz, byle powstrzymać lewicę, ma miejsce w momencie, gdy najubożsi mieszkańcy kraju znaleźli się w stanie dodatkowego zagrożenia. Zgony z powodu braku dostępu do opieki lekarskiej i tak były codziennością w brazylijskich fawelach; koronawirus zabił jak na razie blisko 7 tys. obywatelek i obywateli kraju. Liczba przypadków zachorowań przekroczyła w poniedziałek 100 tys. W niedzielę grupa brazylijskich intelektualistów zaapelowała do Bolsonaro, by zainteresował się sytuacją zdrowotną ludów rdzennych, dla których opieka medyczna w ogóle jest często nieosiągalna. Odpowiedzi nie było.

Lula wyszedł na wolność i atakuje

Luiz Inacio Lula da Silva, wielka postać brazylijskiej i światowej lewicy, wyszedł wczoraj późnym wieczorem z więzienia, w dzień po decyzji Sądu Najwyższego, według której przetrzymywanie w więzieniach ludzi, którzy nie wyczerpali przewidzianych przez prawo odwołań, jest niekonstytucyjne. Lula z miejsca zaatakował skrajnie prawicowy rząd prezydenta Jaira Bolsonaro.

74-letni Lula wyszedł z więzienia pieszo, ze swą narzeczoną u boku (jest wdowcem) – socjolożką Rosangelą da Silva, by gorąco ściskać witających i pozdrawiać tłum podniesioną pięścią. Oklaskiwały go tysiące ludzi, niektórzy we łzach, przed siedzibą policji federalnej w Kurytybie, gdzie b. prezydent siedział od ponad półtora roku, po farsowym procesie, który wyeliminował go z kandydowania w zeszłorocznych wyborach prezydenckich.
„Pragnę kontynuować walkę na rzecz poprawy bytu narodu brazylijskiego!” – zaczął swe przemówienie i przeszedł do ataku: „Lud jest coraz bardziej głodny, bezrobotny, albo pracuje dla Ubera, żeby dostarczać pizzę. (…) Przynieśliście demokrację, której potrzeba, by oprzeć się kanaliom ze zgniłej strony naszego państwa, wymiaru sprawiedliwości, który zrobił wszystko, żeby skryminalizować lewicę” – mówił, a tłum skandował „Kochamy cię Lula!”.
Były prezydent (w latach 2003-2010), który wyciągnął z biedy około 30 milionów ludzi, były robotnik-metalurg, pojedzie dziś do siedziby związków zawodowych w Sao Bernardo do Campo pod Sao Paulo. Chce podziękować robotnikom, którzy bronili go, gdy policja chciała go aresztować. Wtedy sam poddał się nielegalnym działaniom wymiaru sprawiedliwości. Obecny prezydent Bolsonaro, „tropikalny Trump”, który nie przestaje używać Twittera, niespodziewanie przemilczał uwolnienie Luli. Tylko jego syn Eduardo, zwolennik wprowadzenia dyktatury wojskowej, napisał, że oto „uwalnia się bandytów”…
Nadchodzą tymczasem pozdrowienia dla Luli z wielu krajów, m.in. z sąsiedniej Argentyny, Boliwii, również z Kuby. „Lud wenezuelski jest szczęśliwy, cieszy się z uwolnienia brata Luli” – zareagował wenezuelski prezydent Nicolas Maduro.