Semenya znowu na aucie

Trwa prawna wojna między lekkoatletką z RPA Caster Semenyą, a Międzynarodowym Stowarzyszeniem Federacji Lekkoatletycznych (IAAF). W jej kolejnej odsłonie przed szwajcarskim sądem górą jest światowa federacja, której udało się uchylić wcześniejszy werdykt zawieszający nakaz ograniczenia przez tę zawodniczkę poziomu testosteronu w organizmie. W tej sytuacji Semenya ogłosiła, że nie wystartuje w tegorocznych mistrzostwach świata w Dausze.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych 8 maja 2018 roku wprowadziła przepis nakazujący farmakologiczne obniżenie poziomu testosteronu u zawodniczek z hiperandrogenizmem albo inaczej syndromem zaburzeniami rozwoju płci DSD (Disorders of Sexual Development), startujących na dystansach od 400 m do jednej mili (1609 m). IAAF w uzasadnieniu podała, że według badań biegaczki z DSD mają wyższy poziom testosteronu niż wynosi średnia dla kobiet, co skutkuje większą masą mięśniową oraz wyższym poziomem hemoglobiny i przez to daje wyraźną przewagę.

Testosteronu nigdy za wiele

Głównym argumentem był fakt, że ponad 99 procent kobiet ma poziom testosteronu w granicach od 0,12 do 1,79 nanomola na litr krwi, podczas gdy osoby hiperandrogeniczne w przedziale 7,7–29,4 nmol/na litr. Semenya nie jest jedyną biegaczką ze światowej czołówki z DSD, ale ponieważ dominuje na bieżni, budzi największe emocje. Wysoki poziom testosteronu, wedle wielu ocen naukowych, zapewnia znaczne sportowe korzyści, daje większą moc i siłę. W biegach średnich tę przewagę wyliczono na 3 procent wobec rywalek mających standardowe poziomy hormonów. Działacze lekkoatletyczni postulowali zatem, by kobiety z DSD co najmniej przez pół roku przed startem na stałe obniżyły poziom męskiego hormonu poniżej 5 nanomoli na litr.

Szef departamentu zdrowia i nauki IAAF dr Stéphane Bermon zapewniał, że skoro testosteron jest najważniejszym czynnikiem różnicującym płeć i spór dotyczy prawa startu kobiet mających tyle tego hormonu co mężczyźni, często powyżej 25 nanomoli na litr, to uczciwe jest zmniejszenie tego wskaźnika. Przepisy miały wejść w życie w listopadzie 2018 roku, ale po apelacji złożonej przez Semenyę, którą wsparła federacja lekkoatletyczna RPA, wstrzymano ich wdrożenie.

Profesor Ross Tucker, ekspert powołany przez Semenyę, poddał w wątpliwość znaczną część badań naukowców pracujących na rzecz IAAF, twierdząc, że w ich raporcie mogło być nawet 30 procent błędnych danych. Zwrócił też uwagę na fakt, że ograniczenia wprowadzono tylko wobec biegaczek na kilku wybranych dystansach, a nie, na przykład, w konkurencjach rzutowych, w których wpływ testosteronu jest znacznie większy (poprawia wyniki nawet o 12 procent). Tucker wyliczył, że spełnienie wymagań federacji oznaczałoby pogorszenie wyników Semenyi w biegach na 800 m od 5 do 7 sekund, co zmieniłoby ją w przeciętną biegaczkę, ale jednocześnie twierdził, iż z przyczyn biologicznych nadmiar testosteronu nie jest przez organizm zawodniczki w pełni wykorzystywany.

Kampania kwietniowa

W kwietniu 2018 IAAF wprowadził jednak nowe, jeszcze ostrzejsze zasady przy określaniu dopuszczalnego poziomu testosteronu w biegach na dystansach, na których rywalizowała Semenya. Południowoafrykańska biegaczka z miejsca wszczęła nową batalię prawną. Jej adwokaci założyli sprawę w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu (CAS) w Lozannie. „Chcę tylko normalnie biegać, tak jak się urodziłam. To niesprawiedliwe, jak mi mówią, że muszę się zmienić. Jestem kobietą” – żaliła się w mediach. W maju 2018 roku CAS ogłosił jednak werdykt niekorzystny dla Semenyi, ale sportsmenka natychmiast złożyła odwołanie do szwajcarskiego sądu federalnego, który ku jej radości tymczasowo zawiesił nowe zasady wprowadzone przez IAAF, ale tylko w jej sprawie. IAAF odpowiedział jednak odwołaniem, które poskutkowało i sąd odwołał zawieszenie, co oznacza w praktyce, że Semenya nie będzie mogła wystąpić na mistrzostwach świata, które na przełomie września i października odbędą się w Dausze. „Jestem bardzo zawiedziona, ale to nie zniechęci mnie do kontynuowania walki o prawa wszystkich zawodniczek, których to dotyczy” – stwierdziła reprezentantka RPA.

Dekada walki z IAAF

Problem zaczął się wraz z pojawieniem się Semenyi w poważnej lekkoatletycznej rywalizacji. W mistrzostwach świata w Berlinie w 2009 roku 18-letnia wówczas południowoafrykańska biegaczka wywalczyła złoty medal na 800 metrów rewelacyjnym wynikiem 1.55,45. Druga na mecie zawodniczka straciła do niej prawie dwie sekundy. To przepaść na tym poziomie rywalizacji. Od razu pojawiły się wątpliwości dotyczące „męskiej budowy ciała” Semenyi. Działacze IAAF też mieli wątpliwości, dlatego zlecili testy mające odpowiedzieć na zasadnicze pytanie – czy Semenya jest kobietą? Wyniki nigdy nie zostały podane do publicznej wiadomości. W 2010 roku mogła ponownie startować w oficjalnych zawodach IAAF, ale już rok później światowa federacja zdecydowała jednak, że górny poziom testosteronu dla lekkoatletek nie może przekraczać 10 nanomoli na litr krwi. Nie wiadomo, czy Semenya przeszła terapię, ale zdobyła kolejne złoto na mistrzostwach świata z wynikiem o niemal sekundę gorszym niż wcześniej – 1.56,35. Na igrzyskach w Londynie była druga, ale 2016 roku w Rio de Janeiro ponownie wygrała z ogromną przewagą nad rywalkami, chociaż trzy kolejne na mecie też miały DSD. I chyba z tego powodu IAAF jest taka nieustępliwa.

 

ONZ po stronie Semenyi

Budząca od lat mnóstwo kontrowersji biegaczka z RPA Caster Semenya od lat wojuje z IAAF. Ostatnio po stronie lekkoatletki opowiedziały się Organizacja Narodów Zjednoczonych.

Semenya, mistrzyni olimpijska na 800 m z Rio de Janeiro, a także trzykrotna mistrzyni świata na tym dystansie, od dawna podważa zasady, które zamierza wprowadzić Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF), mające na celu ograniczenie poziomu testosteronu u biegaczek. Nieoczekiwanie w tym sporze po stronie południowoafrykańskiej zawodniczki stanęła Organizacja Narodów Zjednoczonych.

W komunikacie ONZ podkreślono, że pomysł klasyfikowania zawodników według płci na podstawie kryterium poziomu testosteronu „narusza prawa człowieka” i nazwano te plany „niepotrzebnymi, upokarzającymi i szkodliwymi”.
IAAF zamierza wprowadzić zasadę, że zawodniczki z naturalnie wysokim poziomem testosteronu musiałyby ścigać się z mężczyznami, chyba że przyjmowałyby leki zmniejszające ten poziom. Przepisy będą miały zastosowanie dla kobiet w biegach od 400 m do jednej mili i wymagają, aby sportowcy utrzymywali poziom testosteronu poniżej określonej ilości co najmniej przez pół roku przed zawodami.

Ta właśnie kwestia była omawiana na 40. sesji Rady Praw Człowieka ONZ w marcu br. W jej trakcie sformułowano wnioski dla IAAF. Rada stwierdziła, że chce, aby organy zarządzające jakąkolwiek zbiorową aktywnością „powstrzymywały się od egzekwowania praktyk wymuszających na zawodniczkach przechodzenie niepotrzebnych, upokarzających i szkodliwych procedur medycznych jako warunku uczestniczenia w kobiecym sporcie wyczynowym”.

 

Udane święto królowej sportu

Aż 41226 widzów na Stadionie Śląskim w Chorzowie obejrzało w minioną środę Memoriał Kamili Skolimowskiej. Kibice oklaskiwali zwycięstwa gwiazd polskiej lekkoatletyki – Michała Haratyka, Pawła Fajdka, Piotra Liska, Marcina Lewandowskiego i Ewy Swobody.

 

Wejściówki na środowe zawody były za darmo, co jednak nie do końca tłumaczy znakomitą frekwencję. Wygląda na to, że sukcesy naszych lekkoatletów odniesione na niedawnych mistrzostwach Europy w Berlinie nakręciły zainteresowanie polskich kibiców zmaganiami gwiazd królowej sportu. Zawody poświęcone pamięci zmarłej w 2009 roku w wieku 26 lat z powodu zatoru tętnicy płucnej Kamili Skolimowskiej mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem wcześniej odbywały się w Warszawie. Teraz Stadion Śląski w Chorzowie stał się areną imprezy. Na tym pięknym obiekcie na oczach ponad 40 tysięcy działy się naprawdę wielkie rzeczy.

Prestiżowe zwycięstwo w konkursie skoku o tyczce odniósł Piotr Lisek. Czwarty zawodnik niedawnych ME w Berlinie musiał się trochę napracować, bo wysokości 5,80 m i 5,85 m dające mu wygraną zaliczył dopiero w trzecich próbach. Nasz tyczkarz wyprzedził mistrza świata z 2015 roku Shawnacy Barbera (5,80), rekordzistę świata Renauda Lavilleniego (5,70) i mistrza świata z 2011 roku Pawła Wojciechowskiego (również 5,70). Kapitalny pojedynek w rzucie młotem stoczyli świeżo upieczeni mistrz Europy Wojciech Nowicki i wicemistrz Paweł Fajdek. Lepszy okazał się Fajdek, który wreszcie przerwał serię porażek z Nowickim i wygrał z nim wynikiem 79,41 m. Aktualny mistrz naszego kontynentu był gorszy o równe dwa metry. W rywalizacji młociarek pod nieobecność Anity Włodarczyk Joannie Fiodorow do zwycięstwa wystarczyła odległość 74,39 m, ale był to jej najlepszy wynik w tym sezonie. Brązowa medalistka z Berlina wyprzedziła wicemistrzynię Europy Alexandrę Tavernier. Francuzka uzyskała 73,38 m. W rywalizacji kulomiotów najlepszy był mistrz Europy Michał Haratyk (21,33 m), który pokonał obecnego mistrza świata Nowozelandczyka Toma Walsha (21,28 m).

Na wysokim poziomie stały też konkurencje biegowe. Na sto metrów kobiet wygrała Ewa Swoboda z wynikiem 11,23 s, najlepszym jaki uzyskała w ostatnich dwóch latach. Większe większe wrażenie zrobili jednak w tej konkurencji panowie. Amerykanin Ronnie Baker wygrał „setkę” z czasem 9,87 s i był to najlepszy wynik na świecie w obecnym sezonie. Szybko biegano też na 400 metrów. Rywalizację mężczyzn rezultatem 44,43 s wygrał Steven Gardiner z Bahama, który wyprzedził Karola Zalewskiego (45,32). Z jeszcze większą przewagą swoje zwycięstwo na tym dystansie odniosła biegaczka z RPA Caster Semenya, u której stwierdzono hiperandrogenizm. Semenya uzyskała czas 50,06 s i wyraźnie pokonała drugą na mecie złotą medalistkę z Berlina Justynę Święty-Ersetic (51,45 s). Do niespodzianki doszło natomiast w biegu na 800 metrów mężczyzn. Mistrz Europy z Berlina Adam Kszczot był dopiero trzeci, a wygrał wicemistrz Europy w biegu na 1500 m Marcin Lewandowski.

 

 

Koszmarna podróż afrykańskich lekkoatletów

Ze względu na opóźniony lot do nigeryjskiej Asaby grupa lekkoatletów z krajów afrykańskich, podróżujących na mistrzostwa Afryki do tego miasta, musiało koczować w fatalnych warunkach na lotnisku w Lagos.

 

Afrykańskie mistrzostwa w lekkiej atletyce w Asabie miały rozpocząć się w środę 1 sierpnia, ale zostały opóźnione z powodu chaosu na lotnisku w Lagos, przez który część zawodników musiała czekać na lot do Asaby. Afrykańska Konfederacja Lekkoatletyczna przesunęła zawody na późniejsze dni tygodnia, a niedogodności jakie spotkały sportowców wyjaśniła „problemami organizacyjnymi”. Reprezentanci Kenii, którzy spędzili na lotnisku blisko 48 godzin, zagrozili nawet rezygnacją z udziału w mistrzostwach. W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia lekkoatletów koczujących na lotnisku. Czekając na lot do Asaby niektórzy z nich nie trenowali i nie jedli odpowiednio przez trzy dni. Nigeryjskie władze winą za ten bałagan obarczyły linie lotnicze.

 

Caster Semenya za Anitę Włodarczyk

Ostentacyjna rezygnacja Anity Włodarczyk ze startu w Memoriale Kamili Skolimowskiej na Stadionie Śląskim w Chorzowie przyniosła korzyść kibicom, bo będą mogli obejrzeć zawody z udziałem innych gwiazd królowej sportu za darmo.

 

Kibicom, którzy już kupili bilety na Memoriał Kamili Skolimowskiej (22 sierpnia na Stadionie Śląskim) pieniądze zostaną zwrócone, bo wstęp na stadion będzie bezpłatny. To zasługa Anity Włodarczyk, która zrezygnowała ze startu w zawodach. Organizatorzy tak tłumaczą swoją decyzję: „Z wielką przykrością przyjęliśmy informację o rezygnacji Włodarczyk z udziału w Memoriale. Zdajemy sobie sprawę, że wielu kibiców może czuć się jej decyzją bardzo zawiedzionych. Anita mocno angażowała się w promocję rozgrywanego po raz pierwszy na Stadionie Śląskim Memoriału, uczestniczyła m. in. w konferencji inaugurującej sprzedaż biletów. Zawsze była bardzo ważną postacią Memoriału, współtworzyła jego historię. To podczas zawodów poświęconych pamięci Kamili Skolimowskiej po raz pierwszy rzuciła młotem ponad 80 m i ustanowiła rekord świata. Kibice mieli pełne prawo liczyć na emocjonujący konkurs z udziałem światowej dominatorki także w legendarnym Kotle Czarownic. Dlatego też Fundacja podjęła decyzję, że wstęp dla kibiców na 9. Memoriał Kamili Skolimowskiej będzie bezpłatny. Oczywiście wszyscy, którzy dotychczas kupili bilety, otrzymają zwrot pieniędzy” – napisali w oficjalnym komunikacie organizatorzy.

Mistrzyni olimpijska w rzucie młotem o rezygnacji z udziału w Memoriale poinformowała kilka dni temu za pośrednictwem Twittera. „Podjęcie takiej decyzji było dla mnie bardzo trudne. Kamila zostanie w moim sercu. Żadne formy nacisku, perswazji a nawet próby szantażu nie będą miały wpływu na zmianę mojej decyzji”. Jej odmowa startu w imprezie to efekt konfliktu, jaki sprowokował kulomiot Konrad Bukowiecki, który promując w mediach społecznościowych Festiwal Rzutów w Cetniewie, zamieścił fotomontaż, na którym zasłonił wizerunek Włodarczyk ramką z tekstem. Mistrzyni olimpijska uznała to za brak szacunku i postawiła organizatorom ultimatum, że jeśli nie wykreślą Bukowieckiego z listy startowej, to ona nie weźmie udziału w zawodach w Cetniewie. A ponieważ tego nie zrobili i jeszcze na dodatek ją skrytykowali, w rewanżu zrezygnowała także ze startu w sierpniowym Memoriale Skolimowskiej w Chorzowie.

Jej nieobecność organizująca mityng Fundacja Kamili Skolimowskiej próbuje teraz załatać zapraszając na zawody światowe gwiazdy królowej sportu. Zaproszenie przyjęła m.in. mistrzyni i wicemistrzyni olimpijska w biegu na 800 metrów Caster Semenya. Liderka światowych list, która wygrała 26 biegów z rzędu i jest niepokonana od września 2015 roku, na Stadionie śląskim zamierza wystartować w biegu na 400 metrów. Kibice, którzy 22 sierpnia wybiorą się na Stadion Śląski, na pewno zobaczą też w akcji mistrza świata w pchnięciu kulą Tomasa Walsha i nasze rodzime gwiazdy – m. in. Wojciecha Nowickiego, Pawła Fajdka i Piotra Małachowskiego.