Łączenie kropek Ważny tunajt

Nie wierzę w przypadki. Rzadko też daję wiarę szczęśliwym zbiegom okoliczności. Zwłaszcza w polityce. Może właśnie dlatego staram się wszędzie szukać drugiego dna i zadawać niewygodne pytania. Najczęściej samemu sobie. Niektórzy nazywają ten stan umiłowaniem dla spiskowej teorii dziejów. Czasami jednak kropki zostawione między A i Z są na tyle dorodne i wyraźne, że naiwnością byłoby wierzyć, że znalazły się tam przypadkiem.

W czasie kiedy piszę ten tekst, nie wiem jeszcze, czy marszałek Kuchciński wciąż jest marszałkiem. Na 12 w południe przewidziana jest konferencja naczelnika Kaczyńskiego, na której może poświęcić Kuchcińskiego przed wyborami, choć jak wieszczy kolega Nizinkiewicz z „Rzepy”, nie zrobi tego w imię lojalności i oddania, z jakim marszałek w latach ciężkiej próby mu służył, ale ja w to nie do końca wierzę. W tę lojalność właśnie. Mam wrażenie, że jest sporo spraw, o których prezes wie, a marszałek, było nie było, druga osoba w państwie, nie do końca mu mówi.
2 sierpnia wiesza się w celi na Białołęce Dawid „Cygan” Kostecki, bokser, rodem z Rzeszowa, skazany m.in. za kradzieże, rozboje i sutenerstwo. Karę więzienia denat odbywa do tego czasu w Rzeszowie, ale na czas procesu o pobicie z lat 2007-2008, w którym miał być świadkiem, zostaje przewieziony do Warszawy. Nie jest żadną tajemnicą, że Dawid Kostecki ma ogromną wiedzę na temat tzw. „afery podkarpackiej”, w której to główne role odgrywają ukraińscy bracia R. oraz politycy i duchowni, filmowani rzekomo przez nich i ich ludzi w czasie schadzek z prostytutkami na terenie Podkarpacia. Dawid Kostecki działa w konkurencji do braci R. Nie przepadają za sobą. Pewnego dnia „Cygan” trafia do szpitala i wychodzi śmierci spod kosy. Media podają, że była to nieudana próba samobójcza, ale ślady wskazują na ciężkie pobicie. Pobić się samemu na śmierć? Wypadek z drugiego sierpnia prokuratura kwalifikuje jako udaną już próbę samobójczą. Dawid Kostecki wiesza się w celi na sznurze z prześcieradła. Zadzierzga sobie pętlę na szyi leżąc jednocześnie w łóżku i nie wychodząc spod koca, czym nie wybudza ze snu współosadzonych. Od 2 sierpnia próbuję to sobie wyobrazić; jak można się powiesić w łóżku w pozycji horyzontalnej. Dawid Kostecki jest już trzecią ofiarą „podkarpackiej afery”. W inetrnecie krąży, a może już nie, odtajnione albo shakowane przez internautów przesłuchanie rzeszowskiego agenta CBA, który o „aferze podkarpackiej” powiadomił m.in. Zbigniew Ziobrę, przed posłami z komisji ds. służb. Wiarygodność zeznań to oczywiście inna sprawa, niemniej, w trakcie swobodnej wypowiedzi świadek zeznaje, że taśmy matki z nagrań ze schadzek w agenturach i hotelach rzeszowskich są nie wiadomo gdzie, natomiast kopie wywieziono na Ukrainę i znajdują się najpewniej w rękach ichniejszych służb. Państwo teoretyczne? Potrzeba Wam jeszcze więcej kropek?
Marszałek Sejmu lata za państwowe wożąc rodzinę. Temat dobry jak na wakacje, ale czy na tyle mocny, żeby właśnie za tą przewinę utracić marszałka ze stolca? Borusewicz też latał, jednakowoż nikt go z Senatu nie pogonił. Może i jestem wariatem albo naiwniakiem, a może to wszystko mi się śni, ale jak dla mnie za dużo w tym wszystkim punktów stycznych. Na Podkarpaciu politycy i bonzowie korzystają z usług pań od ukraińskich kolegów-są na to taśmy, którymi ci mają szantażować korzystających. To, jak na moje oko, dość prawdopodobne. Słyszy się tu i ówdzie, że wśród klientów agencji trafiają się grube ryby lokalnej prawicy. Tym bardziej mnie to nie dziwi. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie dwóch ważnych świadków, a trzeci, najbardziej znany, popełnia w celi samobójstwo. Tu już, moi zdaniem, za dużo jest znaków zapytania i półcieni, zza których wyłania się dość parszywy i brutalny obraz teoretycznego kraju. W mediach pojawia się jedna duża publikacja, potem trop się urywa. Być może rzeczywiście jest tak, że cała „podkarpacka afera” to mitomański wymysł niespełnionego i niedocenionego człowieka. Ale kiedy na raz poczynają ginąć ludzie, którzy mogliby coś o niej powiedzieć przed sądem, zaczyna się robić niebezpiecznie. I to właśnie tu media wolne, jeśli jeszcze takowe w kraju są, powinny węszyć i chodzić za tematem. Nawet jeśli nic nie znajdą. Choć wcale się nie dziwię dziennikarzom że węszyć nie chcą, jeśli potrafią łączyć kropki, nawet tak łopatologicznie jak ja przed chwilą…

Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Problem VIP-ów z PZPN

Funkcjonariusze CBA zatrzymali we wtorek sześć osób podejrzanych o wyłudzenie ponad dwóch milionów złotych od Zakładów Chemicznych Police. Wśród zatrzymanych jest Łukasz B., sędzia piłkarski i syn wiceprezesa PZPN.

Do akcji CBA i ŻW (jeden z zatrzymanych jest żołnierzem Wojska Polskiego) doszło we wtorek rano. W komunikacie Centralnego Biura Antykorupcyjnego podano, że „Postępowanie dotyczy podejrzenia nieprawidłowości finansowych w działalności fundacji, występującej w imieniu AZS Koszalin SA”. Konkretnie chodzi o fundację All Sports Promotion, której założycielem i prezesem jest rzeczony Łukasz B., 37-letni obecnie były piłkarz Amiki Wronki (2000-2002) i Pogoni Szczecin (2003), a od 2004 roku sędzia piłkarski.

Jego ojciec jest wpływowym działaczem piłkarskim, od 2004 roku prezesem Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej, a od trzech kadencji także wiceprezesem PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego. Był również posłem na Sejm V kadencji (2005-2007) z ramienia Samoobrony.

W latach 2011-2013 fundacja reprezentująca koszykarski AZS Koszalin podpisywała umowy o świadczenie usług reklamowych z Zakładami Chemicznymi Police, ale część przekazywanych przez ten podmiot pieniędzy nie trafiła do AZS Koszalin. Śledczy ustalili, że klub otrzymał jedynie 600 tys. z 2,5 mln złotych, jakie miały do niego trafić. Z analizy dokumentów fundacji i innych podmiotów wynika, że „środki te zostały przelane na konto innej fundacji, a następnie przekazane na rzecz spółki i wypłacone przez jej wspólników”.

Zatrzymania B. i innych podejrzanych to odprysk tzw. afery melioracyjnej, w której głównym podejrzanym jest Stanisław Gawłowski, były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej.

 

Znów aresztują działaczy PZPS

W miniony poniedziałek funkcjonariusze CBA na wniosek prokuratury dokonali zatrzymania siedmiu osób, wśród nich znanych siatkarskich działaczy.

 

Najwyraźniej zdobycie przez naszych siatkarzy mistrzostwa świata przynosi pecha Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej, bo podobnie jak cztery lata temu po sukcesie kadry Stephane’a Antigi, tak i tym razem po sukcesie ekipy Vitala Heynena CBA dokonała na wniosek prokuratury zatrzymań siatkarskich działaczy. Tylko że maja one związek z rzekomymi nieprawidłowościami przy organizacji w naszym kraju mistrzostw świata w siatkówce mężczyzn w 2014 roku.

I jakoś tak wyszło, że w poniedziałek 19 listopada funkcjonariusza CBA zapuszkowali siedem osób. Biuro prasowe Prokuratury Krajowej poinformowało, że wśród podejrzanych jest Artur P., były wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, a obecnie prezes Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej, Waldemar K. – sędzia siatkówki oraz członek zarządu PZPS, Paweł I. – sędzia siatkówki i koordynator w Profesjonalnej Lidze Piłki Siatkowej, oraz Krzysztof L., wieloletni współpracownik PZPS. Pozostali zatrzymani to przedsiębiorcy prowadzący interesy z PZPS. Prokuratura stawia im zarzuty m.in. nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, przez co PZPS poniósł straty w wysokości 7,6 mln złotych. Za przestępstwa te wg. kodeksu karnego grożą kary do nawet 10 lat pozbawienia wolności.

PZPS w wydanym oświadczeniu zaznaczył, że nie podawana w mediach kwota 7,6 mln nie jest domniemaną szkodą PZPS, bo związek nie poniósł start finansowych przy organizacji MŚ 2014, tylko jest to całkowita wartość usług związanych z organizacją imprezy zrealizowanych przez firmy reprezentowane przez osoby zatrzymane. Federacja zapewnia też, że dostarczyła prokuraturze dowody wykonania powyższych usług.

 

Kto powinien dostać tę kasę?

Dwa ważne urzędy zajmujące się przestrzeganiem prawa – resort sprawiedliwości oraz NIK – twierdzą coś zupełnie odmiennego na temat finansowania CBA

 

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało 25 milionów złotych Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu – czego nie powinno czynić, gdyż pieniądze te, pochodzące z kar finansowych zasądzanych od przestępców, zgodnie z prawem powinny trafić do Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Funduszu Pomocy Postpenitencjarnej (łącznie określanych jako Fundusz Sprawiedliwości).
Gromadzone w tym funduszu pieniądze przeznaczane są przede wszystkim na wszechstronną pomoc dla ofiar przestępstw.

 

Dwóch mówi co innego

Za sprawą resortu sprawiedliwości CBA pożywiło się więc kosztem osób pokrzywdzonych przestępstwami.
Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski oświadczył zatem, że według oceny izby doszło do złamania przepisów, które wyraźnie mówią, że służby specjalne, w tym CBA mogą być finansowane wyłącznie z budżetu państwa. Zapowiedział też złożenie zawiadomienia o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych.
Ministerstwo Sprawiedliwości odrzuca jednak twierdzenia Najwyższej Izby Kontroli, jakoby niezgodnie z prawem przekazało środki z Funduszu Sprawiedliwości na działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
NIK uważa, że ustawa o CBA mówi o finansowaniu Biura wyłącznie ze środków budżetu państwa. Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla zaś , że w tej ustawie nie ma takiego ograniczenia.
Tak więc, dwa ważne urzędy państwowe, zajmujące się prawem, twierdzą coś zupełnie odwrotnego.

 

Będziemy finansować CBA

– Ustawa wręcz nakazała Funduszowi Sprawiedliwości finansowanie ustawowych zadań jednostek sektora finansów publicznych, czyli m.in. CBA, związanych właśnie z wykrywaniem i zapobieganiem przestępczości. A przecież nie żadnych wątpliwości, że to główne zadania CBA – tłumaczy Jan Kanthak, dyrektor gabinetu politycznego i rzecznik Ministra Sprawiedliwości.
Ponadto, przekazana kwota została ujęta w planie finansowym Funduszu w pozycji „inne działania”, który został zatwierdzony przez Ministerstwo Finansów i Sejmową Komisję Finansów Publicznych.
Ministerstwo Sprawiedliwości oświadcza, że celem Funduszu Sprawiedliwości jest realna pomoc tym, którzy doznali krzywdy albo nieszczęścia. I zadania te Fundusz wypełnia sumiennie. Po raz pierwszy od jego utworzenia tak duże pieniądze – od 2017 roku 160 mln zł – szeroko trafiają do osób rzeczywiście pokrzywdzonych i służą zapobieganiu nieszczęść.

 

Dobro wcielone

Fundusz rozporządza pieniędzmi, które sądy zasądzają od sprawców przestępstw. Środki te – pochodzące z kieszeni ludzi, za sprawą których stała się komuś krzywda – zaczęły czynić wyłącznie dobro – zauważa Jan Kanthak. Wspomagają pokrzywdzonych w wypadkach i na skutek innych przestępstw, służą finansowaniu wciąż rozrastającej się sieci pomocy pokrzywdzonym i organizowaniu dla nich pomocy psychologicznej oraz prawnej.
Są to również środki na profilaktykę, które mają zapobiegać przestępstwom, tak by ból i nieszczęście dotykały jak najmniejszą grupę ludzi.
Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że wszystkie pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości – zgodnie z przepisami ustawy, Kodeksu karnego wykonawczego oraz rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości – są przeznaczane wyłącznie na pomoc osobom pokrzywdzonym przestępstwami, ich rodzinom oraz świadkom, na działania prewencyjne i przeciwdziałanie przyczynom przestępczości oraz pomoc postpenitencjarną. Bo przecież CBA, jako instytucja tropiąca przestępców, również w istocie pomaga ludziom pokrzywdzonym przestępstwem, ich rodzinom oraz świadkom. Może nawet lepiej, niż ktokolwiek inny.
Wielka jawność i przejrzystość
Resort sprawiedliwości wskazuje, że działalność Funduszu Sprawiedliwości jest transparentna, jawna i powszechnie dostępna (choć do tej pory jakoś cicho było o wpływach do funduszu i zasadach rozliczania tych pieniędzy) – a zasady przyznawania dotacji, szczegółowe warunki ogłaszanych konkursów czy naborów wniosków, a także listy beneficjentów konkursów wraz z przyznanymi sumami, są publicznie prezentowane na stronach internetowych Ministerstwa Sprawiedliwości oraz w licznych komunikatach udostępnianych mediom (które jednak jakoś trudno znaleźć wśród aktualności na stronie internetowej resortu sprawiedliwości).

 

Strażak antykorupcyjny

Obecnie, dzięki Funduszowi Sprawiedliwości, od stycznia 2017 r. na bezpośrednią pomoc osobom pokrzywdzonym przekazano i będzie nadal się przekazywać ponad 160 mln zł rocznie. W ubiegłych latach pomoc ta była 10-krotnie niższa.
Na przykład, dzięki środkom z Funduszu Sprawiedliwości wszystkie jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, które złożą wnioski, otrzymują dotacje na zakup specjalistycznego medycznego wyposażenia. W Polsce co o roku dochodzi do kilkuset tysięcy wypadków i kolizji, w których giną tysiące ludzi, a dziesiątki tysięcy odnosi poważne obrażenia. Ochotnicy z OSP są bardzo często pierwsi na miejscu wypadku, który w rozumieniu prawa jest przestępstwem drogowym, i tylko dzięki ich umiejętnościom wielu rannym, w rozumieniu prawa: pokrzywdzonym w wyniku przestępstwa, udało się uratować życie. Wyposażenie tych jednostek w specjalistyczny sprzęt medyczny jest wręcz obowiązkiem państwa, a obowiązek ten wypełnia właśnie Fundusz Sprawiedliwości.
Oczywiście, trudno się nie zgodzić z Ministerstwem Sprawiedliwości, że ochotniczym strażakom można i należy pomagać pieniędzmi z Funduszu Sprawiedliwości. Trudno jednak nie zapytać, dlaczego ma być nimi zasilane Centralne Biuro Antykorupcyjne, które nie tyle ratuje ludzi, co wciąga ich w aranżowane prowokacje łapówkarskie?