Spór o Ligę Mistrzów UEFA

W europejskim futbolu toczy się ostra dyskusja o przyszłości europejskich pucharów, których obecna formuła obowiązuje do 2024 roku. Najbogatsze kluby chcą po tym terminie zamienić Ligę Mistrzów w zamknięte rozgrywki tylko w swoim gronie.

O zmianie obecnego formatu Champions League dyskusja toczy się już od dłuższego czasu. Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA), zrzeszające wszystkie największe kluby na Starym Kontynencie, dąży do zreformowania pucharowych rozgrywek. Według UEFA na razie nie podjęto w tej kwestii żadnych wiążących decyzji, ale według doniesień o przebiegu narady jaka miała miejsce w ubiegłym tygodniu z udziałem UEFA i przedstawicieli największych europejskich lig, ECA zaprezentowała już swoją propozycję zmian.

Z przecieków wynika, że bogate kluby chcą wprowadzenia od sezonu 2024/2025 w miejsce obecnie obowiązujących rozgrywek pucharowych trzystopniową „ligę europejską”. Najwyższy poziom, odpowiednik Ligi Mistrzów, składałby się z 32 drużyn, ale 24 najlepsze w danym sezonie miałyby mieć zagwarantowany start w kolejnej edycji, co byłoby końcem obecnie obowiązującej reguły, iż kwalifikacje do pucharów europejskich zdobywane są w rozgrywkach krajowych. W tej koncepcji dla zwycięzców 54 europejskich lig narodowych w elicie byłyby tylko cztery miejsca.

Konkurencyjne wobec ECA stowarzyszenie European Leagues, które zrzesza 35 lig z 28 krajów, w tym polską, jest przeciwne tej propozycji, czemu dała wyraz także podczas narady zorganizowanej w miniony czwartek w Warszawie. W siedzibie Ekstraklasy S.A. Spotkali się szefowie 12 lig Europy, m. in. La Liga (Hiszpania), Premier League (Anglia), Bundesligi (Niemcy), Serie A (Włochy) i Ligue 1 (Francja).

W zarządzie EL jest m. in. prezes i właściciel Legii Warszawa Dariusz Mioduski, który rzecz jasna jest przeciwny inicjatywie ECA. „Zabetonowana Liga Mistrzów to nie największy problem polskich klubów. Walczymy o wskoczenie na stałe do klasy średniej europejskiej piłki, a dzisiejszy podział funduszy w pucharach pokazuje, że system jest zły. Dzieli na bogatych i biednych” – przekonuje Mioduski.

Trudno nie przyznać mu racji. Wprowadzona w 2016 roku reforma pucharowych rozgrywek ostatecznie zamknęła tzw. autostradę do Champions League, stworzoną za rządów byłego prezydenta UEFA Michela Platiniego dla słabszych lig, takich jak polska. Po wymuszonej skandalem korupcyjnym dymisji francuskiego działacza ECA wykorzystała okazję i przeforsowała zmiany, które utrudniły zespołom ze słabszych lig awans do przynoszącej krociowe zyski fazy grupowej Ligi Mistrzów. Co prawda polskie zespoły wykorzystały „autostradę” tylko raz, ale teraz nie godzą się odcięcie dostępu do piłkarskiego El Dorado.

Dość niespodziewanie po stronie przeciwników zmian proponowanych przez ECA opowiedziała się Niemiecka Liga Piłkarska (DFL), zrzeszająca dwie najwyższe klasy rozgrywkowe w tym kraju. Niemcy sprzeciwiają się jednak nie z powodów nierównego dostępu do pieniędzy, tylko nie godzą się na marginalizację rozgrywek krajowych. Wygląda jednak na to, że bogate kluby mimo sprzeciwów dopną swego i za kilka lat stworzą zamkniętą ligę, w której raczej na pewno nie będzie polskiego zespołu.

 

Liga Mistrzów UEFA: Dwa gole Lewandowskiego w jubileuszowym występie

Z polskich piłkarzy rywalizujących w obecnej edycji Champions League jedynie Robert Lewandowski zaliczył udany występ w 4. kolejce spotkań. Kapitan reprezentacji Polski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium w meczu z AEK Ateny (2:0). Był to setny występ „Lewego” w europejskich pucharach.

 

Swój setny mecz w europejskich pucharach Lewandowski okrasił jak na piłkarskiego snajpera przystało, strzeleniem dwóch gol. Kapitan reprezentacji Polski otworzył wynik w 30. minucie pewnie egzekwując rzut karny. Przy okazji futbolowi statystycy ogłosili, że „Lewy” jeszcze nigdy nie zmarnował „jedenastki” w Lidze Mistrzów. Drugie trafienie uzyskał w 71. minucie już z gry, pakując piłkę z pięciu metrów do siatki. Dzięki dwóm bramkom nasz znakomity piłkarz poprawił swój dorobek do 49 goli i awansował na szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów strzelców Champions League, wyprzedzając Ukraińca Andrija Szewczenkę i Szweda Zlatana Ibrahimovicia.

 

Pościg Lewego za Benzemą

Lewandowski dzieli tę lokatę z legendarnym Argentyńczykiem w hiszpańskich barwach Alfredo di Stefano, ale pewnie niedługo. Teraz celem „Lewego” jest przeskoczenie wyprzedzających go w zestawieniu Francuza Thierry’ego Henry i Holendra Ruuda van Nistelrooy’a, którzy maja po 50 goli na koncie. Na dogonienie czołowej czwórki nie ma szans – czwarty na liście Francuz Karim Benzema ma 59 goli i wciąż powiększa swój dorobek. W 4. kolejce także zaliczył dwa trafienia w spotkaniu z Viktorią Pilzno. Trzeci w stawce Hiszpan Raul Gonzalez już dawno zakończył karierę, ale ma na koncie 72 gole i na razie nie musi obawiać się zepchnięcia z podium. Podobnie jak drugi Argentyńczyk Lionel Messi z dorobkiem 105 bramek oraz prowadzący w klasyfikacji Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który w środę w meczu z Manchesterem United strzelił w Lidze Mistrzów po raz 121.

W klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów Lewandowski znacznie jednak poprawił swoją lokatę. Z czterem trafieniami zajmuje drugie miejsce na spółkę z Anglikiem Harry’m Kane’m z Tottenhamu i Argentyńczykiem Paulo Dybala z Juventusu Turyn. Przed nimi z jednym golem więcej znajdują się Messi i Bośniak Edin Dzeko z AS Roma. Za tą piątką graczy z trzema bramkami na koncie plasują się Benzema, Francuz Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Argentyńczyk Mauro Icardi (Inter Mediolan), Włoch Lorenzo Insigne (SSC Napoli), Brazylijczyk Gabriel Jesus (Manchester City, Chorwat Andrej Kramarić (Hoffenheim), Malijczyk Moussa Marega (FC Porto), Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain i Hiszpan David Silva (Manchester City). Rywalizacja o korone króla strzelców rozgrywek zapowiada się w tym sezonie na wyrównaną i przez to emocjonującą.

 

Zły czas dla Kamila Glika i Piszczka

Trwa kryzys AS Monaco. Drużyna Kamila Glika jest w katastrofalnym położeniu na wszystkich frontach. W grupie A Ligi Mistrzów jest na dnie tabeli, a do trzeciego FC Brugge traci trzy punkty. Ponieważ w dwóch ostatnich kolejkach zmierzy się z Atletico Madryt i Borussią Dortmund, trudno oczekiwać od ekipy z Księstwa Monako choćby zajęcia lokaty dającej prawo gry w Lidze Europy. Zmiana trenera Leonardo Jardima na Thierry’ego Henry nie przyniosła przełamania ani w krajowej lidze, ani w Champions League. AS Monaco nie potrafi wygrać meczu od 11 sierpnia. Porażkę u siebie 0:4 z FC Brugge Kamil Glik od 72. minuty przeżywał w szatni, bo musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Jego występy w reprezentacji Polski z Czechami i Portugalią stanęły pod znakiem zapytania.

We wtorkowy wieczór Łukasz Piszczek wyszedł na boisko w podstawowym składzie Borussii Dortmund. Były reprezentant Polski zaliczył tym samym 44. występ w Lidze Mistrzów w barwach tej drużyny, wyrównując klubowy rekord należący do Stefana Reutera, ikony dortmundczyków z lat 90. Nasz piłkarz zapewne już w następnej kolejce zostanie samodzielnym rekordzistą, ale wtorkowego występu przeciwko Atletico Madryt na stadionie Wanda Metropolitano nie zaliczy do udanych. Borussia przegrała 0:2 i chociaż awans do następnej fazy rozgrywek ma już de facto zapewniony, to gładka porażka po meczu sprzed dwóch tygodni, którym ekipa BVB rozgromiła Atletico u siebie 4:0, może świadczyć o lekkiej zadyszce dortmundczyków. A przecież w sobotę czeka ich mecz na szczycie Bundesligi z Bayernem Monachium.

 

Wpadki Szczęsnego i Krychowiaka

Krychowiak wtorkowej potyczki z FC Porto nie zapisze po stronie udanych występów. Reprezentant Polski zagrał przeciętnie, a jeszcze zawinił przy utracie pierwszej bramki, bo najpierw nie przerwał akcji w środku pola, a później nie upilnował rywala w polu karnym.

W jeszcze gorszym nastroju był zapewne jego dobry kolega z kadry Wojciech Szczęsny, który w meczu Juventusu Turyn z Manchesterem United (1:2) nie popisał się przy drugiej straconej bramce. Dla naszego reprezentacyjnego bramkarza ten mecz był podwójnie ważny, bo po drugiej stronie boiska między słupkami popisywał się David de Gea, jego być może przyszły konkurent w bramce Juventusu. Szczęsny zebrał za swój występ słabe oceny, chociaż w innych sytuacjach spisywał się bez zarzutu, a pod koniec meczu uratował swój zespół od utraty trzeciej bramki.

Arkadiusz Milik popisy kolegów z SSC Napoli w starciu z Paris Saint-Germain obejrzał z ławki rezerwowych, a Piotr Zieliński zaliczył kwadrans, lecz nie zachwycił. Takich mamy piłkarzy.

 

Rosjanie ratują Krychowiaka

Szefowie Paris Saint-Germain doszli w końcu do wniosku, że nie sprzedadzą Grzegorza Krychowiaka 26 mln euro, czyli za tyle, za ile dwa lata temu wykupili go z FC Sevilla. I oddali go de facto do Lokomotiwu Moskwa za jedyne 12 mln euro.

 

Formalnie Krychowiak został do Lokomotiwu jedynie wypożyczony na najbliższy sezon. Nasz reprezentacyjny pomocnik finansowo na tym nic nie straci, podobnie jak wcześniej nie stracił na wypożyczeniu do angielskiego West Bromwich Albion. Także w zespole aktualnego mistrza Rosji za rok gry zarobi ponad pięć milionów euro. Sporą część tych pieniędzy dostanie z kasy paryskiego klubu. Ale w zamian menedżerowie Paris Saint-Germain postawili działaczom Lokomotiwu jeden warunek – jeśli Krychowiak rozegra w moskiewskiej drużynie dziesięć meczów, wtedy po zakończeniu okresu wypożyczenia przejdzie do niej na zasadzie transferu definitywnego za 12 milionów euro. Lokomotiw jako mistrz Rosji ma z tego tytułu zagwarantowane miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów. „Piłkarz z takim doświadczeniem powinien pomóc Lokomotiwowi w powrocie do Ligi Mistrzów. Udana transakcja z takim klubem, jak Paris Saint-Germain pokazuje, że kierunek rozwoju, jaki wybraliśmy dwa lata temu jest, słuszny” – oznajmił za pośrednictwem Istagrama prezes moskiewskiego klubu Ilia Gierkus.

Dla Krychowiaka kontrakt z Lokomotiwem może być ostatnią szansą na odbudowę podupadłej w ostatnich dwóch sezonach piłkarskiej marki. Rosyjskie media przyjęły jego transfer przychylnie i nawet uznały za najgłośniejszą transakcję w letnim oknie transferowym. W nowym zespole nie będzie miał zbyt mocnej konkurencji na swojej pozycji, a i od reszty graczy linii środkowej, może za wyjątkiem kapitana drużyny Igora Denisowa, jest lepszy i znacznie bardziej doświadczony na arenie międzynarodowej. Zresztą to właśnie z tego powodu chciał go mieć w zespole trener Jurij Siomin, legenda tego klubu, ale też świetny szkoleniowiec znany z dobrego kontaktu z zawodnikami i umiejętności wydobywania z nich najlepszych cech. Krychowiak pod jego ręką może odzyskać markę czołowego defensywnego pomocnika w Europie.

Kolejnym atutem jest obecność w kadrze Lokomotiwu Macieja Rybusa, który zna klub, rosyjską ligę i język, więc pomoże mu w poznaniu kolegów oraz zwyczajów i hierarchii w szatni. Krychowiak na codzienne życie w Moskwie też nie będzie miał powodów sie uskarżać, podobnie jak na warunki treningowe czy komfort podróżowania na mecze w Rosji i poza jej granicami.
Ten cieplarniany klimat może jednak szybko ulec ochłodzeniu, jeśli na boisku Krychowiak nie spełni pokładanych w nim nadziei. A musi „zaskoczyć” od pierwszego meczu, jeśli oczywiście zamierza spełnić stawiany przez PSG wymóg 10 występów w barwach mistrza Rosji. Ale zanim zostanie poddany weryfikacji w lidze rosyjskiej i Champions League, na razie może cieszyć się z faktu, że już trzeci rok z rzędu jest polskim bohaterem letniego okienka transferowego.

 

Bogato w Lidze Mistrzów UEFA

UEFA i Europejskie Stowarzyszenie Klubów zawarły porozumienie w sprawie podziału przychodów w Lidze Mistrzów w sezonie 2018-2019. Dla uczestników rozgrywek przeznaczona zostanie rekordowa kwota 2,04 mld euro.

 

W porównaniu do poprzedniego sezonu jest to kwota o około pół miliarda większa. Największe kąski z tego tortu jak zawsze przypadną jednak potentatom. Real Madryt, triumfator trzech ostatnich edycji Champions League, zarobi około 50 milionów euro jeszcze przed rozegraniem pierwszego meczu w nowej edycji. Za sam udział tych elitarnych rozgrywkach przewidziano premię w wysokości 15 milionów euro. Dla porównania – odpadnięcie w ostatniej rundzie kwalifikacji wycenione zostało na 5,25 mln euro. Wypada w tym miejscu przypomnieć, że po ostatniej „reformie” w Lidze Mistrzów aż 26 klubów będzie miało zagwarantowany start w fazie grupowej tylko na podstawie miejsca wywalczonego w rozgrywkach krajowych. Na takich przywilej będzie mogą jednak liczyć tylko zespoły z 10 najlepszych lig europejskich. Zagwarantowany udział mają po cztery najlepsze drużyny z Hiszpanii, Anglii, Niemiec i Włoch, po dwie czołowe ekipy z Francji i Rosji oraz po jednej z Portugalii, Ukrainy, Belgii oraz Turcji.

Za zwycięstwo w fazie grupowej UEFA zapłaci 2,7 mln euro, za remis 900 tysięcy. W kolejnych rundach kluby mogą liczyć na kolejne premie: 9,5 mln euro za awans do 1/8 finału, 10,5 mln euro za przejście do ćwierćfinału, 12 mln euro za awans do półfinału. Przegrany w finale zainkasuje 15 mln euro, a zwycięzca 19 mln euro. Dla ubogich krewnych w europejskiej futbolowej rodzinie pozostają resztki. W fazie grupowej LM zagrają 32 zespoły, co oznacza, że dla reszty klubów, w tym m.in. i mistrza Polski Legii Warszawa, pozostawiono sześć miejsc, o które walka toczyć się będzie w czterech rundach.

Finał Ligi Mistrzów w cieniu skandalu

W sobotę 26 maja na Stadionie Olimpijskim w Kijowie Real Madryt zmierzy się z Liverpoolem w wielkim finale Ligi Mistrzów. W przededniu tego wielkiego wydarzenia Ukraińcy niespodziewanie ujawnili wielka aferę korupcyjną w swojej krajowej lidze.

Do trzęsienia ziemi w ukraińskim futbolu doszło we wtorek 22 maja. Tego dnia funkcjonariusze służb specjalnych wkroczyli do 50 lokali użytkowanych przez piłkarskie organizacje. Operacja jest pokłosiem śledztwa prowadzonego w sprawie działalności pięciu zorganizowanych grup przestępczych, które są podejrzewane o ustawianie meczów piłkarskich w ukraińskiej lidze. Proceder prowadzony był przez firmy bukmacherskie ulokowane w krajach azjatyckich.

Przestępcy zarabiali na tym miliony dolarów, a w korupcyjny proceder uwikłali aż 35 klubów. W tej grupie nie ma dwóch największych i najbardziej utytułowanych, czyli Szachtara Donieck i Dynama Kijów (w jego barwach występuje reprezentant Polski Tomasz Kędziora). Śledztwo w tej sprawie trwało dwa lata. Policja ustaliła, że mecze ustawiane były za łapówki dla graczy, sędziów, a nawet właścicieli klubów. Były także przypadki zastraszania i gróźb. Nielegalnym procederem sprzedawania meczów zajmowali się arbitrzy, trenerzy, zawodnicy i prezesi klubów – w sumie 328 osób. Z danych przekazanych przez policję wynika, że w korupcję zamieszanych było niemal 70 procent zespołów grających w czterech ukraińskich ligach – od ekstraklasy po ligę amatorską. Akcja została przeprowadzona na cztery dni przed wielkim finałem Ligi Mistrzów.

To nie jedyny skandal towarzyszący finałowi Champions League. W stolicy Ukrainy zniknęły reklamy jednego z głównych sponsorów rozgrywek, rosyjskiego koncernu Gazprom. Co ciekawe, banery z reklamami tej firmy zostały zainstalowane w wynajętych przez UEFA miejscach i dopiero wtedy strona ukraińska zaczęła domagać się od działaczy UEFA ich natychmiastowego usunięcia. Komuś zabrakło albo wyobraźni, albo umiaru, bo skoro Kijów zabiegał o organizację finału Ligi Mistrzów, to musiał wiedzieć, że Gazprom jest sponsorem rozgrywek.

W tym przypadku biznesowe zasady przegrały jednak z polityka i banery zostały pospiesznie usunięte z ulic ukraińskiej stolicy, albo zostały zakryte. „Taka decyzja spowodowana jest kwestiami politycznymi. Działania Rosji względem naszego kraju, czyli sprawa Krymu, wojna, sprawiają, że wszystkie działania agresora na terenie Ukrainy nie są dozwolone. Mam nadzieję, że pod tym względem dojdziemy do porozumienia z UEFA” – wyjaśnił przedstawiciel rządu Andrij Mirosznyczenko. Ze strony UEFA podano tylko, że „zaszło nieporozumienie co do reklam Gazpromu”.

W sobotę wieczorem o triumf w Lidze Mistrzów powalcz Real Madryt, który broni tytułu i ma szansę na trzeci triumf z rzędu oraz FC Liverpool.