„Bardzo dobra wiadomość”

Krótka opowieść o tym, dlaczego czasem lepiej trzymać buzię zamkniętą na kłódkę.

Naprawdę, pan Biedroń tak powiedział:
– Mam dziś bardzo dobrą wiadomość! Zapraszam do stworzenia postępowej koalicji politycznej… Zapraszam Sojusz Lewicy Demokratycznej – coś tam, coś tam – Polską Partię Socjalistyczną, Zielonych, partię Razem, wszystkich tych, którzy chcieliby połączyć siły do współpracy, do tego żebyśmy razem usiedli do stołu i zaczęli rozmawiać o nowej sile, wszystkich tych, którzy chcieliby budować jedną, wielką, zjednoczoną opozycję, siłę, przymierze dla przyszłości postępowej Polski…
– Ha ha ha ha!
Co to się działo, co się działo!
Świata pół ze śmiechu się skręcało… Chciałoby się sparafrazować mistrza Młynarskiego.
Tak, tak, tak, tak – to ten sam Biedroń, który całkiem niedawno mówił:
– Byłem pół życia w SLD, wiem, jak wygląda praca w strukturach, znam ludzi. To partia wielu post-pezetpeerowców i karierowiczów w fatalnym wydaniu. SLD stało się partią obciachu bardziej niż PiS, ale wynika to przede wszystkim z faktu, że partia nie ma ludziom wiele do zaoferowania…
Tak mówił! W stosunku do SLD nawet nie udawał grzecznego – walił na odlew, między oczy, w zęby:
– Myślałem, że dinozaury wyginęły! PE to nie dom spokojnej starości! Leśne dziadki na płatnych wczasach. Mówię nie! Skończmy z dziadostwem w polskiej polityce…
To na Twitterze. Taki był! Ale już nie jest. Zastanawiam się co się stało, jakiegoż to cudu jesteśmy świadkami? Może to te diabelskie szóstki? Najpewniej tak! To dzięki nim pan Biedroń, mimo, że zapowiadał wynik dwucyfrowy, uzyskał trzycyfrowy – 6.06 proc! Dzięki szósteczkom dwa „Wiosenne” małżeństwa – jego oraz partnerki jego zastępcy, ulokowały swych przedstawicieli w ławach PE. Oni już jakoś się wyżywią, ale co z resztą? Jak sobie poradzi?…
Dla reszty zostają wybory krajowe. Tylko, że w pojedynkę słabnąca „Wiosna” nie da rady. Mówiąc po cichu, między nami – do sejmowych wyborów może nie przetrwać w ogóle. Chyba, że udałoby się ją jakimś cudem podczepić do większego statku… Na przykład do M/S Koalicja Europejska. Wtedy pozostali działacze mieliby szansę zacumować w porcie przy Wiejskiej. Przynajmniej niektórzy. Co prawda byliby tylko posłami na kraj, a nie na eksport, ale dobre i to…
Ot i cała tajemnica przeistoczenia się SLD z ropuchy w piękną księżniczkę, wartą progresywnego grzechu z „trzecią siłą polityczną w Polsce”… To też pan Biedroń – „progresywna trzecia siła”…
Gdy to wszystko mówił, miny otaczających go pań nie były przesadnie naznaczone szczęściem. Miny pani europosłanki Sylwii Spurek w ogóle nie było widać, bo pilnowała się, by w oko kamery nie wejść i zza placów pana Biedronia się nie wychylić.
Droga pani Sylwio! Naprawdę nie ma się czego wstydzić. 25 tys. głosów mniej od Leszka Millera, to żaden wstyd. Więksi z nim przegrywali, a przecież nie takie głupoty jak pani wygadywali.
O, niech pani popatrzy na pana Zandberga! Ten kompletnie się nie wstydzi, choć cała siła polityczna, której jest liderem, uzyskała zaledwie 1,24 proc. głosów. I to mimo, że występowali Razem! Pan Zandberg osobiście uzbierał 17108 głosów, Miller prawie pięć razy tyle.
1,27 proc. poparcia, to znacznie gorzej niż pan Biedroń, bo to grozi całkowitym odcięciem od państwowej kasy i zwykłą codzienną robotą. Bez kamer, bez wywiadów, bez tego całego obrzydliwego, ale tak pożądanego przez polityków blichtru… Pan Zandberg też więc w końcu poszedł po rozum do głowy. Jeszcze niedawno, jedna z jego bardzo ważnych członkiń (innych zresztą poza bardzo ważnymi tam nie ma) ostentacyjnie, publicznie, odmówiła Czarzastemu podania ręki. Minęło trochę miesięcy, a lider Razem mówi, że są otwarci na rozmowy z nim… Wystarczyło, że dostali jeden procent z haczykiem i już są otwarci! Co to znaczy magia cyfr?!
Co tam zastępczyni – sam pan Adrian nosząc głowę tak wysoko, że prawie dotykał czubka Pałacu Kultury, mówił… Co ja gadam „mówił”?! On przecież nie mówi, on wygłasza, objawia wręcz, prawdy absolutne, bezdyskusyjne:
– Resztki tej formacji (SLD – MB) nie zaprzątają szczególnie naszej uwagi. Oczywiście to, że przez lata pod słowem „lewica” funkcjonowała w Polsce partia pełna skorumpowanych aparatczyków, w dodatku wdzięcząca się do biznesu i mająca w nosie pracowników, będzie jeszcze długo utrudniało nam przekonywanie ludzi do lewicy. Polacy tyle razy zawiedli się na politykach, że dziś największe wyzwanie dla Razem to udowodnić, że gdy mówimy o sprawiedliwości społecznej i demokracji, to jesteśmy wiarygodni…
Można powiedzieć – udało się! Na początek udało się przekonać partię Razem. A ostatnio, w drodze eksperymentu wyborczego, udało się precyzyjnie określić zakres przekonania wyborców – 1,24 procenta!
Dwóch liderów. Jeden piękny, elokwentny, zabawny, porywający, miły, radosny, drugi zabójczo przystojny, poważny, wielki, silny, wyniosły, magnetyzujący…
Dwa różne charaktery, dwie różne drogi… A obie prowadzą do Canossy. Co oznacza, że warto czasem powściągnąć jęzor, schować nieco ambicje do kieszeni, by coś zyskać, ale nie warto robić z siebie przy okazji idioty.