Izrael znów atakuje

Według informacji podanych przez syryjskie media wojsko izraelskie przeprowadziło ostrzał rakietowy w okolicach Damaszku i Hims. Ofiarami są wyłącznie cywile.

Według informacji przedstawionych agencji SANA przez Syryjską Armię Arabską pociski wystrzelone zostały z libańskiej przestrzeni powietrznej. Gdy doszło do incydentu zarejestrowano tam obecność izraelskich samolotów wojskowych operujących na nietypowo niskiej wysokości. Potwierdzili to dziennikarze regionalnych mediów, między innymi dziennikarze telewizji Al Majadin i kanału informacyjnego Al Masdar.
Rakiety, które spadły na przedmieścia Damaszku zabiły cztery osoby, w tym jednomiesięczne dziecko. Zmarło ono wkrótce po przewiezieniu do szpitala z ciężkimi poparzeniami poparzeniami tułowia i ranami na twarzy i głowie. Oprócz tego 21 osób odniosło obrażenia.
Do incydentu doszło 30 czerwca.
Izrael wielokrotnie atakował syryjskie lub irańskie cele w Syrii. Rzadko jednak Tel Awiw się do tego przyznawał. Ani izraelska armia, ani tamtejsze władze nie odniosły się jeszcze do informacji o wczorajszym ostrzale. W ciągu ostatnich kilku tygodni jednak strona izraelska oficjalnie potwierdzała, że atakowano syryjskie instalacje wojskowe uzasadniając to „zwiększeniem napięć transgranicznych” wokół Wzgórz Golan, terytorium okupowanego przez Izrael, które Trump niedawno uznał na przynależne temu państwu.

Bożonarodzeniowy nalot

Nocą 25 grudnia br lotnictwo Izraela przeprowadziło kombinowany atak lotniczo-rakietowy na szereg celów w okolicach Damaszku.

 

6 samolotów F-16D „Sufa”, manewrując na niskim pułapie, wleciało w przestrzeń powietrzną Libanu i stąd odpaliło 16 pocisków manewrujących „Dellilah” AL. Zasięg tych rakiet sięga 400 km. Samoloty nie przekroczyły granicy syryjskiej przestrzeni powietrznej, stąd były tylko śledzone przez syryjskie i rosyjskie radary systemów S-300 i S-400 „Triumf”. Równolegle samoloty myśliwskie F-15I odpaliły aż 43 cele pozorne nad Morzem Śródziemnym absorbując i myląc syryjską OPL. Jednak nowy zautomatyzowany system OPL zbudowany Syryjczykom przez Rosjan trzy miesiące temu działał efektywnie i sprawił, że pośród 16 rakiet „Dellilah” 14 strąciły rosyjskiej produkcji artyleryjsko-rakietowe zestawy przeciwlotnicze „Pancyr”-S. W powietrzu zniszczono też kilka dronów uderzeniowych w tym IAI „Harpy”. To samobójcza broń jednorazowa (amunicja krążąca), o zasięgu do 180 km. Drony „Harpy” krążą wystrzelone i atakują włączone wrogie stacje radiolokacyjne. Radary syryjskie paraliżowały też silne zakłócenia emitowane z izraelskich samolotów WRE EA-6B „Prowler”.

W drugiej fali nalotu izraelskie samoloty zrzuciły znad Libanu bomby szybujące GBU-39 o zasięgu do 110 km. Systemy przeciwlotnicze Buk-M2 zniszczyły wprawdzie przedzierające się równolegle duże drony uderzeniowe, w tym jeden nad Górą Hermon, ale bomby się przedarły niszcząc syryjskie punkty dowodzenia i obiekty na lotnisku, na którym kilka godzin wcześniej wylądował irański Boeing 747. Oficjalnie Izrael atakował magazyny broni dostarczonej przez Iran, w tym magazyn rakiet typu Fajr-5 na terenie 138 brygady armii syryjskiej i obiekty należące do Hezbollahu opodal miejscowości Katana i Kiswa. Rosyjski rzecznik MON generał Konaszenkow na konferencji prasowej informował, że syryjska OPL na wniosek Rosjan działała w sposób ograniczony, gdyż w powietrzu znajdowały się samoloty pasażerskie, które mogły omyłkowo porazić rakiety przeciwlotnicze, a środki WRE zakłócić urządzenia pokładowe.