48 godzin sport

Alaba już w Realu
Austriacki piłkarz David Alaba (na zdjęciu) został oficjalnie zaprezentowany jako nowy zawodnik Realu Madryt. Były obrońca Bayernu Monachium w zespole „Królewskich” będzie występował z numerem 4., który jeszcze do niedawna należał do kapitana drużyny Sergio Ramosa, a jeszcze wcześniej do innego legendarnego hiszpańskiego gracza Fernando Hierro. W bawarskim klubie Alaba grał z numerem 27., ale po przeprowadzce z Bundesligi do Primera Division nie mógł go zachować z powodu różnic w przepisach między obiema ligami – w hiszpańskiej ekstraklasie piłkarze muszą wybierać numery tylko w zakresie od 1 do 25. Alaba przeszedł do Realu Madryt z Bayernu Monachium za darmo, na zasadzie wolnego transferu, bo jego kontrakt z monachijskim klubem wygasł z końcem czerwca tego roku. 28-letni obrońca w ekipie „Królewskich” ma zarabiać wedle medialnych spekulacji ponad 11 mln euro rocznie.

Katar szaleje w strefie CONCACAF
Piłkarska reprezentacja Kataru (aktualny mistrz Azji) wywalczyła awans w Złotym Pucharze CONCACAF, czyli mistrzostwach Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów, w których rywalizuje w roli gościa specjalnego. W rozgrywkach grupowych Katarczycy zremisowali 3:3 z Panamą (uczestnik MŚ 2018) oraz pokonali Grenadę 4:0 i Honduras 2:0, a 24 lipca zagrają w ćwierćfinale z Salwadorem. W pozostałych parach tego szczebla rozgrywek z Meksyk zagra z Hondurasem, Kanada z Kostaryką, a USA z Jamajką. Trofeum broni zespół Meksyku.

Islandzki piłkarz Evertonu oskarżony o pedofilię
Islandzki piłkarz Evertonu Gylfi Sigurdsson w miniony poniedziałek został aresztowany pod zarzutem „przestępstw seksualnych wobec dziecka”. Brytyjskie media nie podały jego nazwiska, a Everton wydał w tej sprawie tylko krótki komunikat: „Możemy potwierdzić, że klub zawiesił gracza z pierwszej drużyny w oczekiwaniu na dochodzenie policyjne. Everton będzie wspierał władze w śledztwie, ale nie będzie w tej chwili składał żadnych dalszych oświadczeń”. Personalia zatrzymanego gracza ujawniła największa i najbardziej opiniotwórcza gazeta na Islandii „Morgunbladid” podając, że chodzi o Sigurdssona, 31-letniego reprezentanta tego kraju, który ma na koncie 78 występów w drużynie narodowej i 25 goli na koncie. Napastnik trafił do Evertonu za Swansea City w 2017 roku za blisko 50 mln euro, a wcześniej grał m.in. Reading, Hoffenheim i Tottenhamie Hotspur. W Premier League rozegrał jak dotąd 318 meczów, w których strzelił 67 goli i zaliczył 52 asysty. Z kolei angielski tabloid „The Sun” podał, że Sigurdsson został zatrzymany w swoim mieszkaniu, lecz według gazety w trakcie przesłuchania gwałtownie zaprzeczył wszelkim oskarżeniom. Po wpłaceniu kaucji został zwolniony. W Evertonie ta sytuacja wywołała szok i niedowierzanie, bo Sigurdsson cieszy się sympatią kolegów i jest wicekapitanem drużyny. Żona piłkarza, Alexandra Ivarsdottir, miss Islandii i reprezentantka tego kraju w konkursie Miss World w 2008 roku, publicznie zapewniła, że jej mąż jest niewinny.

Koszykarze Milwaukee Bucks mistrzami ligi NBA
Koszykarze Milwaukee Bucks wygrali u siebie z Phoenix Suns 105:98 w szóstym meczu finałowym i wyrywając finałową rywalizację „do czterech zwycięstw” 4-2, po raz drugi zostali mistrzami ligi NBA. Poprzednio byli najlepsi w sezonie 1970/1971 mając w składzie legendarnego Kareema Abdula-Jabbara. W tegorocznej edycji do triumfu poprowadził Bucks Giannis Antetokounmpo (w szóstym meczu z Suns zdobył aż 50 punktów, miał 14 zbiórek i 2 asysty), któremu przyznano nagrodę dla najlepszego gracza fazy finałowej (MVP). Milwaukee Bucks są pierwszą od 2006 roku drużyną, która w finale NBA rozpoczęła zmagania od dwóch porażek, a później wygrała kolejne cztery mecze. Przed nimi ostatnio takiego wyczynu dokonał zespół Miami Heat w finałowej rywalizacji z Dallas Mavericks, którą ostatecznie, jak Bucks, także wygrał 4-2.

Stracili pięć punktów

Reprezentacja Polski nie popisała się w obu wrześniowych meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Wyjazdowa porażka ze Słowenią 0:2 i remis 0:0 z Austrią na Stadionie Narodowym w Warszawie ściągnęły na kadrę Jerzego Brzęczka i jego samego lawinę krytyki ze strony kibiców i mediów. Krytyki jak najbardziej zasłużonej, bo biało-czerwoni w obu spotkaniach zagrali w żenującym stylu.

Frustracji kibiców trudno się dziwić. Jeśli ktoś decyduje się wydać dwieście złotych na bilet, to w zamian oczekuje widowiska na odpowiednim poziomie. Tymczasem w poniedziałkowy wieczór na wypełnionym po brzegi Stadionie Narodowym zespół sklecony przez Jerzego Brzęczka zafundował swoim fanom spektakl, w którym główną rolę odgrywali gracze zespołu gości. Nasi piłkarze zostali przez nich zdominowani, stłamszeni i zamknięci na przedpolu własnej bramki. Bezbramkowy remis to w zdecydowanej większości zasługa niewystarczających umiejętności strzeleckich Austriaków, a reszta to szczęście dopisujące Łukaszowi Fabiańskiemu, który jeszcze na dodatek tym razem uniknął rażących błędów, jakie przydarzyły mu się we wcześniejszym spotkaniu ze Słowenią.

Przykro było jednak patrzeć na dominację zespołu Austrii na stadionie, który po serii zwycięstw media już okrzyczały niezdobytą twierdzą polskiej reprezentacji. Żal było też patrzeć zwłaszcza na Roberta Lewandowskiego, znów osamotnionego i poniewieranego bezkarnie przez austriackich obrońców, na których chamskie zachowania węgierski arbiter Viktor Kassai przymykał oczy.

Austriacy byli przy piłce przez ponad 60 procent czasu gry, stworzyli 21 sytuacji bramkowych, przy siedmiu wypracowanych przez Polaków, sześciokrotnie strzelali na bramkę, a nasi zawodnicy tylko dwa razy. Te liczby pokazują, który z zespołów miał na Stadionie Narodowym przewagę. Nie dziwi więc wypowiedź trenera Austrii Franco Fody. „To oczywiste, że jestem bardzo zadowolony z tego, jak graliśmy, bo było widać aż nadto, że w wielu aspektach gry byliśmy po prostu drużyną lepszą od Polski. Chcieliśmy tu wygrać, mieliśmy bardzo dobre sytuacje bramkowe, zabrakło trochę szczęścia. Dziękuję też moim piłkarzom za zaangażowanie, bo wytrzymali do końca wysokie tempo gry. Wielka szkoda, że chociaż włożyli tyle wysiłku, to nie zdobyli trzech punktów. Ale jeśli tak będą grać w kolejnych meczach, to są w stanie wywalczyć awans do finałów mistrzostw Europy” – podsumował selekcjoner austriackiej kadry.

Jeśli coś w pracy wykonywanej przez Brzęczka niepokoi, to widoczna coraz bardziej nieumiejętność właściwego wyboru rozwiązań personalnych i taktycznych. Leo Beenhakker, który przecież wszedł do polskiego futbolu z zewnątrz, potrzebował dwóch meczów żeby zdiagnozować problemy naszej drużyny i potrafił znaleźć właściwe rozwiązania. Adam Nawałka też zaczął od falstartu, lecz po kilku spotkaniach zdołał ustawić zespół i wybrać optymalną dla niego taktykę. Tymczasem Brzęczek ma już na koncie 12 meczów, a w spotkaniu z Austrią reprezentacja zagrała równie nieporadnie, jak robiła to w ubiegłorocznych występach w Lidze Narodów i spotkaniach towarzyskich. Zamiast postępu, na który wszyscy liczyli po serii czterech tegorocznych wygranych meczów eliminacyjnych do Euro 2020, nastąpił niezrozumiały regres, którego nie da się wytłumaczyć jedynie absencją Kamila Glika w meczu ze Słowenią, bo przecież stoper AS Monaco przeciwko Austrii już zagrał. A mimo to gra naszego zespołu nadal wyglądała żałośnie.

I to jest chyba największy problem, bo mimo straty pięciu punktów nasz zespół wciąż jest liderem grupy, a w październiku zagra na wyjeździe z outsiderem Łotwą i u siebie z Macedonią, zaś w listopadzie u siebie ze Słowenią i na wyjeździe z Izraelem. Prawdą zatem jest, że kwestii awansu na Euro 2020 wszystko jeszcze zależy od nich, ale nie ulega też wątpliwości, że rywale nie czują już przed Lewandowskim lęku, bo widzą, że napastnik Bayernu znów nie ma wsparcia.

Poza tym mamy inny powód do obaw, bo nawet jeśli biało-czerwoni awansują, to nie doskonaląc systematycznie swojej gry w finałach mistrzostw Europy mogą wypaść jeszcze gorzej niż wypadli na mundialu w Rosji.

Polska – Austria 0:0
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński – Piotr Zieliński, Grzegorz Krychowiak, Krystian Bielik, Dawid Kownacki (58. Jakub Błaszczykowski; 77. Mateusz Klich), Kamil Grosicki (70. Sebastian Szymański) – Robert Lewandowski.
Austria: Cican Stanković – Stefan Lainer, Aleksandar Dragović, Stefan Posch, Andreas Ulmer – Valentino Lazaro (77. Stefan Ilsanker), Julian Baumgartlinger, Konrad Laimer (89. Michael Gregoritsch), Marcel Sabitzer, David Alaba – Marko Arnautović.
Żółte kartki: Klich, Bielik – Arnautović, Sabitzer, Laimer.
Sędziował: Viktor Kassai (Węgry).
Widzów: 56 788.

 

Grupa G
1. kolejka
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
2. kolejka
Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2
Słowenia – Macedonia Północna 1:1;
3. kolejka
Macedonia Północna – Polska 0:1;
Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka
Polska – Izrael 4:0; Łotwa – Słowenia 0:5;
Macedonia Północna – Austria 1:4
5. kolejka
Macedonia Północna – Izrael 1:1;
Słowenia – Polska 2:0; Austria – Łotwa 6:0
6. kolejka
Polska – Austria 0:0
Słowenia – Izrael 3:2
Łotwa – Macedonia Płn 0:2
Tabela grupy G
1. Polska                 6   13     8:2
2. Słowenia             6   11   12:5
3. Austria                6   10   13:6
4. Izrael                  6     8    11:11
5. Macedonia         6     8      8:8
6. Łotwa                 6     0      1:21