Warto piąć się w rankingu ATP

W najnowszym notowaniu światowej listy tenisistów Hubert Hurkacz został sklasyfikowany na 54. miejscu. To efekt jego dobrego występu w Indian Wells. Triumfator tego turnieju, Austriak Dominic Thiem, awansował na czwartą pozycję.

Warto walczy o jak najwyższe miejsce w rankingu ATP, bo miejsce w czołówce otwiera drzwi do najlepiej punktowanych i opłacanych turniejów. Hurkacz zakończył 2018 rok jako 87. tenisista świata. Dzięki temu miał pewne miejsce w wielkoszlemowym Australian Open 2019. Przed występem w Melbourne Polak zdecydował się na start w challengerze w Canberze. Zwycięstwo w tej imprezie pozwoliło mu wskoczyć do Top 80 rankingu ATP i chociaż Australian Open odpadł już w I rundzie, to do turnieju w Indian Wells wrocławianin dostał się do głównej drabinki bez konieczności gry w eliminacjach, podobnie jak do rozgrywanego obecnie turnieju tej samej rangi w Miami. Zdobyte 90 punktów w Dubaju i 180 w Indian Wells wywindowało go na najwyższą w karierze 54. pozycję na światowej liście. Polak ma obecnie na koncie 904 punkty.

Dzięki temu Hurkacz ma duże szanse na udział w mocno obsadzonym turnieju w Monte Carlo bez kwalifikacji, bo na miesiąc przez tymi zawodami jest pierwszym oczekującym do miejsce w głównej drabince. W turnieju który rozpocznie się 15 kwietnia największymi gwiazdami będą dwaj najwyżej sklasyfikowaniu obecnie w światowym zestawieniu tenisiści – lider rankingu Serb Novak Djoković i drugi na liście Hiszpan Rafael Nadal.

Djoković ma dużą przewagę, którą zapewne jeszcze powiększy po imprezie w Miami, bowiem jego hiszpański konkurent wycofał się z niej z powodu kontuzji. Serb ma na koncie 10 990 punktów i wyprzedza Nadala o 2265 „oczek”. Trzeci na liście jest Niemiec Alexander Zverev (6630 pkt), a czwarty Austriak Dominic Thiem (4755), który w finale Indian Wells pokonał Rogera Federera i przeskoczył go w zestawieniu. Szwajcar jest piąty z dorobkiem 4600 pkt. Top 10 rankingu ATP uzupełniają: 6. Kei Nishikori (Japonia) – 4235 pkt, 7. Kevin Anderson (RPA) – 4115, 8. Juan Martin del Potro (Argentyna) – 3585, 9. John Isner (USA) – 3485 i 10. Stefanos Tsitsipas (Grecja) – 3160 pkt.

Do czołowej dziesiątki światowej listy Hurkaczowi jeszcze wiele brakuje, ale od zajmującego 20. pozycję Belga Davida Goffina dzieli go różnica już tylko 784 punków. A od pozostałych graczy drugiej dziesiątki? Spójrzmy: 19. na liście Gruzin Nikołoz Basilaszwili ma 1865 pkt, 18. Francuz Gael Monfils 1875, 17. Włoch Fabio Fognini 1885, jego rodak 16. w zestawieniu Marco Cecchinato 2021, 15. Rosjanin Danił Miedwiediew 2230, 14. Kanadyjczyk Milos Raonić 2275, 13. Chorwat Borna Corić 2345, 12. Rosjanin Karen Chaczanow 2845, a 11. na liście Chorwat Marin Cilić 3095.

Celem Hurkacza jest jak najszybszy awans do Top 20. Jeśli ustabilizuje formę na poziomie z Indian Wells, powinien go bez większych problemów osiągnąć jeszcze w tym roku.

 

Czarna owca rewelacją turnieju

Włoch Marco Cecchinato jest sprawcą największej sensacji w tegorocznym French Open. W ćwierćfinale paryskiego turnieju klasyfikowany na 72. miejscu rankingu ATP tenisista pokonał Serba Novaka Djokovicia 6:3, 7:6(4), 1:6, 7:6(11) i po raz pierwszy w karierze awansował do najlepszej czwórki turnieju Wielkiego Szlema.

 

Już awans Cecchinato do ćwierćfinału był gigantyczną niespodzianką, bo po drodze Włoch pokonał znacznie wyżej od niego notowanych rywali – m.in. rozstawionych z numerem 10. Hiszpana Pablo Carreno-Bustę i turniejową „ósemkę” Belga Davida Goffina (8). Nagrodą za ten trud miał być pojedynek z jednym z tytanów współczesnego męskiego tenisa Novakiem Djokoviciem, który wprawdzie dopiero wraca do najwyższej formy po zdrowotnych perypetiach, ale rzecz jasna był stuprocentowym faworytem w potyczce mało znanym kibicom tenisa włoskim zawodnikiem.

W tej historii istotne jest jednak to, że jeszcze do niedawna Cecchinato był „czarną owcą” w tenisowym środowisku. W 2016 roku został oskarżony o złamanie przepisów antykorupcyjnych. Zarzucono mu, że obstawiał za pośrednictwem kolegi wyniki meczów tenisowych, w tym także swoje pojedynki. Jeden z zarzutów dotyczył ustawienie meczu z Kamilem Majchrzakiem w Maroko. Choć Polak nie był faworytem, w kilku firmach bukmacherskich postawiono na jego zwycięstwo bardzo duże sumy. Sprawa wyszła na jaw, bo kolega Cecchinato niechcący ujawnił ich internetową korespondencję. Tenisistę ukarano 18-miesięczną dyskwalifikacją oraz grzywną w wysokości 40 tysięcy euro. Cecchinato odwołał się jednak do Włoskiego Komitetu Olimpijskiego, który po ponownym zbadaniu zarzutów cofnął nałożone na zawodnika sankcje.

Przywrócony do tenisowej rodziny Cecchinato zapragnął chyba coś sobie udowodnić, bo zaczął zmiatać rywali z kortów. Pod koniec kwietnia 25-letni Włoch wygrał w Budapeszcie pierwszy w karierze turniej ATP. W Paryżu zaczął niepewnie, bo w pierwszej rundzie był bliski odpadnięcia w starciu z Rumunem Mariusem Copilem. Przegrywał już w setach 0:2, ale zdołał odwrócić losy spotkania i wygrać trzy kolejne sety, staczając w piątej partii wręcz morderczą walkę do stanu 10:8. W kolejnych pojedynkach zwyciężał już w mniej dramatycznych okolicznościach. Wyeliminował Argentyńczyka Marco Trungellitiego, potem wspomnianych już Carreno-Bustę i Goffina, aż w końcu za burtę wyrzucił samego Djokovicia, którego nawiasem mówiąc dobrze zna z wspólnych treningów w Monte Carlo. „To prawda, trenowaliśmy wspólnie kilka razy na twardych kortach i na mączce. W tym roku spotkaliśmy się przed turniejem w Monte Carlo. Tu w Paryżu Marco gra tenis życia. Nie ma nic do stracenia w meczu ze mną, dlatego trochę się go obawiam” – przyznał serbski gwiazdor. Jego obawy okazały się uzasadnione.

Cecchinato po awansie do półfinału przesunie się w rankingu ATP do czołowej trzydziestki. Już jest rewelacją turnieju, ale może nie powiedział jeszcze w Paryżu ostatniego słowa? O finał French Open zagra z Austriakiem Dominikiem Thiemem.