Dni Ateizmu 2021

Spektakularną osią tegorocznych Dni Ateizmu była jak zwykle inscenizacja procesu i egzekucji Kazimierza Łyszczyńskiego na Rynku Starego Miasta w Warszawie.

W tym roku w roli Łyszczyńskiego wystąpił Robert Biedroń.

Poza tym, jak zwykle, zaplanowano otwarty przez prezesa Koalicji Ateistycznej Dariusza Kędziorę cykl wystąpień i paneli dyskusyjnych poświęconych szeroko rozumianym kwestiom związanym z funkcjonowaniem religii: Jacek Tabisz (Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów) – islamowi i jego zagrożeniom. Jerzy Bokłażec, Michał Prończuk z Chrześcijańskiego Instytutu Apologetycznego oraz Tomasz Terlikowski – pytaniu czy religia jest szkodliwa? Roman Hradecky ze słowackiej organizacji „Prometheus” – sytuacji ateistów na Słowacji, a Kaja Bryx, prezeska PSR – pytaniu, co to znaczy być ateistą. Dariusz Kędziora – Kościołowi w czasach pandemii. Grzegorz Roman z PSR – tematowi „Jezus Chrystus, czyli jak człowiek stworzył Boga”, Joanna Senyszyn i Mirosław Woroniecki – związkom religii i polityki, a Krzysztof Dołowy – relacjom między wiarą i rozumem. O wierze i niewierze we współczesnym świecie rozmawiali Jacek Tabisz i prof. Stanisław Obirek, który bardzo ciekawie mówił o docenianym przez Leszka Kołakowskiego napięciu kulturowym między wierzącymi a niewierzącymi, jako zjawisku ciekawszym niż to, co stwarza jednoznaczne zadeklarowanie wiary bądź niewiary. Tabisz zwrócił uwagę na dwa historyczne zjawiska, które tchnęły nową siłę w słabnące od dziesięcioleci monoteizmy. W przypadku katolicyzmu był to wybór Karola Wojtyły na papieża w roku 1978, a w przypadku islamizmu (religii muzułmańskiej), rewolucja Chomeiniego w Iranie w roku 1979. Stanisław Obirek, powiedział m.in. że wbrew słowom Miguela de Unamuno o bezsensie życia bez wiary i religii, bez perspektywy metafizycznej, w ateizmie atrakcyjne jest otwarte i odważne spojrzenie w „pustkę”, jaką tworzy brak Boga, bo przecież ta „pustka” to być może jedyne życie jednostki ludzkiej. Pytany o swoje odejście z zakonu jezuitów i aktualną sytuację indywidualną, odpowiedział z dozą humoru, że choć podczas swojej blisko trzydziestoletniej obecności w zakonie jezuitów doznał wielu dyskomfortów i przykrości, to teraz ma „dużą frajdę z dokuczania katolikom, zwłaszcza biskupom”. Wspomniał, że w końcowym okresie swojego bycia w zakonie, gdy już był skonfliktowany ze zwierzchnością i hierarchią, spotykał się z ich strony z próbami „przekupienia” go ofertą zajęcia dobrej, komfortowej pozycji w Kościele. Pytany o charakter swojego obecnego stosunku do religii określił go jako „katolicyzm kulturowy”, „chrześcijaństwo kulturowe”, które stanowią dla niego mitologię, barwną, interesującą, tak jak dzieła Homera, Koran czy indyjskie Upaniszady. Jednak chrześcijaństwo jako takie określił jako „religię perfidną”, która „wzięła wszystko z judaizmu, ale ma mu za złe że istnieje”. Pochwalił natomiast buddyzm jako „ateizm z duszą” czy cywilizację religijną Majów.

Za fascynujący uznał sam proces przeżywania kolejnych odsłon demitologizacji religii. Jacek Tabisz przestrzegł jednak przed idealizacją innych religii, na przykład hinduizmu, który jest religią opresyjną i okrutną czy przedislamskiej religii w Persji, po której zostały tylko słabe ślady, wskazujące jednak na to, że i ona była okrutna. Podkreślił jednak fraktalną strukturę religii, która sprawia, że im więcej religijnych podziałów, tym większa inspiracja umysłowa i materiał do przemyśleń. Stanisław Obirek opowiedział się też za uwzględnianiem aspektu psychologicznego w religii, bo nauki wszystkiego nie rozwiążą, jako że są z natury rzeczy ograniczone w zakresie i głębi swojego poznania. Do dyskusji włączył się prof. Jan Hartman, który zapytał Stanisława Obirka, co to znaczy, że jest chrześcijaninem, choćby kulturowym, wobec uznania chrześcijaństwa za religię perfidną. Obirek odpowiedział, że najkrócej swoją postawę może określić słowami, że jest „za Jezusem, ale przeciw chrześcijaństwu” („Jezus – tak, Kościół – nie”), bo Kościół chrześcijański jest szkodliwy jako instytucja i jako ludzie. Jezusa Chrystusa określił jako bardzo szlachetnego człowieka, kogoś o formacie Sokratesa, choć uwzględnia fakt, że wiedza o Jezusie jako postaci historycznej jest wątpliwa, nie ma pewności czy istniał i jak umarł. Za bliską sobie chrześcijańską grupę religijną Obirek uznał unitarian (Braci Polskich). W dyskusji w składzie: Jan Hartman i Adam Jasków poruszono kwestię osoby i roli Jana Pawła II.

Polska została tak przez kościół kat. „oznakowana” (jak terytorium moczem przez psa) figurą papieża Wojtyły, że aby nastąpiła zmiana, musi „wymrzeć” (społecznie) pokolenie, które od tęgo piętna nie jest w stanie się uwolnić. Jego kult w Polsce, to idolatria przewyższająca kult Jezusa. Hartman zwrócił uwagę, że Polak został wodzem Watykanu, papiestwa, organizacji tradycyjnie wrogiej Polsce od stuleci, od której Polska doznała wielu krzywd. Polska powstała przechodząc pod panowanie, w pacht Watykanu, czego wyrazem jest dokument „Dagome Judex”. Watykan prawie zawsze był zblatowany z wrogami Polski, n.p. z Habsburgami. Bitwa pod Grunwaldem nie była bitwą z Niemcami, jak głosi popularna w Polsce mitologia utrwalona przez Matejkę i Sienkiewicza, lecz z Watykanem, z Kościołem katolickim. W ocenie Jana Hartmana jest przykre, że polskiego społeczeństwa to nie razi i nie oburza. Widzi ono natomiast w Wojtyle hipostazę swojej urojonej wielkości. W kulcie Jana Pawła II naród polski, a szczególnie jego elity katolickie przeżywają swoją własną pychę. I tak mitologia wygrała z rozumem. Hartman zwrócił też uwagę, że młode pokolenie odrzuciło organizację groteskowych przebierańców, potraktowało ja jako „niszę” jedną z wielu. Nastąpiło zerwanie ciągłości przekazu służalczości wobec Kościoła, który jest młodzieży obojętny, on jej nie obchodzi. Natomiast polskie drobnomieszczaństwo przestępuje w sprawie Kościoła „z nóżki na nóżkę”, i chciałoby i boi się”, waha się między aprobatą a ostrożnym antyklerykalizmem. Obiektywnie natomiast Kościół katolicki jest organizacją przestępczą.

W dyskusji o „Kościele otwartym” uczestniczyli Andrzej Dominiczak, Stanisław Obirek, Dariusz Kędziora i Damian Jankowski z „Więzi”. Ogólna konkluzja zmierzała do tego, że realność konstruktu pod nazwą „Kościół otwarty” jest wątpliwa. Jego reprezentanci, tacy jak księża Stanisław Sowa, Alfred Wierzbicki, Wojciech Lemański, Jacek Prusak, Paweł Gużyński czy Andrzej Kobyliński są medialnymi celebrytami, ale żadnego „Kościoła otwartego” jako całości nie reprezentują, tak jak nie reprezentują go takie pisma jak „Tygodnik Powszechny”, „Znak” czy „Więź”. Jako tematy innych dyskusji przewidziano też zagadnienie „kobiety w państwie wyznaniowym” (Bożena Przyłuska), metody walki o świeckie państwo (Waldemar Kuchanny). Następne Dni Ateizmu odbędą się wiosną.

Przy okazji czuję potrzebę krytycznego zasygnalizowania dwóch kwestii. Po pierwsze, organizacji Dni Ateizmu, od opóźnień w rozpoczęciu poszczególnych spotkań po znaczące rozbieżności między opublikowanym programem Dni, a jego realizacją. Wywołało to atmosferę chaosu i stan dezinformacji, w tym trudności w identyfikacj niektórych panelistów.
Po drugie, zważywszy że za moralnego patrona Dni Ateizmu można uznać postać Kazimierza Łyszczyńskiego, niezrozumiałym horrendum jest fakt, że trzydzieści dwa lata po 300 rocznicy męczeńskiej śmierci Łyszczyńskiego (30 marca 1989), mimo istnienia co najmniej kilkunastu organizacji laickich, ateistycznych, w tym Stowarzyszenia im. Kazimierza Łyszczyńskiego, nie tylko nie wzniesiono – mimo deklaracji – poświęconego mu pomnika, ale nawet nie wmurowano upamiętniającej go tablicy. To zadanie, które powinno być też wyrzutem sumienia, nadal stoi przed organizacjami laickimi, a jak należy przypuszczać, nie przekracza ono ich możliwości finansowych i organizacyjnych.