Lewica: to nie był dobry budżet

Parlamentarna Lewica nie szczędziła gorzkich słów rządowi podczas debaty nad wykonaniem budżetu za ubiegły rok.

W rządowym sprawozdaniu wszystko wyglądało pięknie. Zanotowano wzrost PKB na poziomie 4,1 proc., dochody budżetu państwa przekraczające 400 mld złotych, deficyt budżetowy wyniósł 13,7 mld zł. Rząd pochwalił się również wyższymi wpływami z podatków, co w jego ocenie jest efektem skuteczniejszego działania administracji skarbowej.
I gdyby nie obecność w Sejmie socjaldemokratów, to zapewne nikt nie powiedziałby tak stanowczo: ogólne wskaźniki to nie wszystko, bo cyfry na papierze to jedno, a realia życia Polaków – często zupełnie co innego. A rząd, który mieni się prospołecznym i zatroskanym o zwykłego człowieka powinien brać to pod uwagę w szczególności.

Ani jednego osiedla

– W 2019 roku 38 proc. z nas mieszkało na zbyt małej powierzchni. Gorzej jest tylko w Bułgarii, na Łotwie i w Rumunii. Dumnie ogłaszacie, że Polacy mają wracać do kraju, choć nawet córka Pana Prezydenta pracuje w Londynie. Tylko tutaj połowa 30-latków nadal mieszka z rodzicami! Dokąd oni mają wracać, do łazienki czy do kuchni? – grzmiała posłanka Hanna Gill-Piątek. Przypomniała, że pieniądze na mieszkalnictwo zostały jak najbardziej wstępnie zarezerwowane. A potem… 90 proc. z nich poszło na inne cele.

– Zamiast wybudować choć jedno osiedle dla dziesięciu tysięcy rodzin, Wy woleliście w zeszłym roku znowu wydać 2,5 miliarda na kościół i katechetów – podsumowała parlamentarzystka Lewicy. – I jeszcze dołożyliście do Funduszu Kościelnego dodatkowe 30 milionów! Zgoła inną twarz rząd pokazuje organizacjom wspierającym ofiary przemocy domowej. Łódzkie Centrum Praw Kobiet zwolniło pracowników, bo rząd dla maltretowanych matek woli zapewnić spowiedź niż obdukcję!

Gill-Piątek przypomniała również o Funduszu Przejazdów Autobusowych, który, dobrze zagospodarowany, mógłby dawać milionom mieszkańców mniejszych ośrodków szansę na dojazdy do miast w podstawowych sprawach życiowych. Jednak z 300 mln złotych przeznaczonych na ten cel rząd znalazł zastosowanie dla 18 mln.

Więcej, niż autobusy kosztowała m.in. nowa, luksusowa siedziba Komisji Nadzoru Finansowego, za wynajem której zapłacono 23 mln złotych. Stara siedziba jak najbardziej nadawała się przy tym do dalszego użytkowania.

Miliony na nagrody

– W roku, w którym za oknami Sejmu strajkowali nauczyciele, a na korytarzach, po których chodziliście, siedzieli opiekunowie osób z niepełnosprawnością, Wy wypłaciliście sobie 419 milionów na nagrody i premie! Bo to Wasze bardzo opiekuńcze państwo kończy się tam, gdzie można oszczędzić kosztem najsłabszych – podsumowała Hanna Gill-Piątek.
W ostatecznym rozrachunku Sejm podjął uchwałę w sprawie przyjęcia sprawozdania z wykonania budżetu państwa oraz udzielił absolutorium Radzie Ministrów za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 r.

Dzień wcześniej w Sejmie dyskutowano o wynikach szczytu europejskiego i pomocy unijnej, którą otrzyma Polska w związku z pandemią koronawirusa. Tu również Lewica zadała istotne pytania.

– Kiedy spojrzymy na wydatki na modernizację, kiedy spojrzymy na wydatki na klimat, na cyfryzację, na badania zdrowotne, to w porównaniu z pierwotnym kształtem, te wydatki zostały ścięte – mówił Adrian Zandberg o efektach negocjacji. – Inne kraje pracują teraz nad tym, jak dosypać pieniądze do tych działek z budżetu krajowego. Czy macie państwo gotowy program, jak zrównoważyć negatywne efekty szczytu?

Płacimy bez narzekania

To jeden z mało zauważalnych, choć całkiem dotkliwych podatków jakie muszą dodatkowo płacić Polacy pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.

 

Chodzi o podatek bankowy – czyli od niektórych instytucji finansowych (głównie banków, firm pożyczkowych i towarzystw ubezpieczeniowych).
Uiszczają go wspomniane instytucje, ale oczywiście, tak jak lojalnie uprzedzały, robią to kosztem swoich klientów, podnosząc im opłaty i prowizje.
A ponieważ nie jest to formalnie wyodrębniony podatek, obejmujący określoną część naszych dochodów, płacimy go bez większego bólu – choć stanowi on znaczące źródło zasilania budżetu państwa.

 

Ściągnąć jak najszybciej

Z powodu pośpiechu przy wprowadzaniu ustawy o podatku bankowym (rządowi bardzo zależało na jak najszybszym znalezieniu nowego źródła dochodów budżetowych), przeszacowano dochody z podatku bankowego na 2016 r. Nadrobiono to z naddatkiem rok później.
Według poselskiego projektu tej ustawy, wpływy zostały oszacowane na 6,5 – 7 mld zł. W projekcie stanowiska rządu założono bardziej realnie, że dochody mogą wynieść ok. 4,8 mld zł. W ustawie budżetowej zapisano więc kwotę pośrednią, 5,5 mld zł.
Tymczasem dochody uzyskane w 2016 r. z podatku bankowego wyniosły tylko nieco ponad 3,5 mld zł.

 

Raz za mało, raz za dużo

Resort finansów bagatelizował tę dwumiliardową dziurę, tłumacząc, że zjawisko różnicy między planowanymi, a rzeczywistymi wpływami, towarzyszy wprowadzaniu takich rozwiązań i występowało również w innych państwach, które wprowadziły podatek bankowy. Mimo to jednak, w następnym roku postanowiono ściągnąć więcej niż planowano.
W rezultacie, skuteczność poboru podatku bankowego w ubiegłym roku poprawiła się – dochody z tego podatku wyniosły ponad 4,34 mld zł, tj. 110 proc. tego, co, tym razem dmuchając na zimne, ostrożnie zaplanowano na 2017 r.
Wbrew obawom, głośno podnoszonym przez reprezentantów instytucji finansowych, wprowadzenie nowego podatku nie wpłynęło negatywnie na ich stabilność finansową.
Zresztą, nikt w te obawy od początku nie wierzył, bo oczywiste było, że ciężar nowego podatku zostanie przerzucony na portfele klientów tych instytucji.

 

Swoich nie obciążamy

Podatek bankowy obowiązuje w większości europejskich państw – wprowadziło go dotychczas 21 z 28 krajów Unii Europejskiej.
W Polsce podatek od niektórych instytucji finansowych został wprowadzony 1 lutego 2016 r. Ustawa o tym podatku była procedowana bardzo szybko i została uchwalona już po 43 dniach od wpływu projektu poselskiego do Sejmu – zanim rząd formalnie przyjął stanowisko w jej sprawie. W toku prac legislacyjnych rozszerzono zakres ustawy o firmy pożyczkowe i zwiększono miesięczną stawkę podatku z 0,0325 proc. do 0,0366 proc.
Podatkiem objęto banki mające siedzibę na terytorium RP, odziały banków zagranicznych, towarzystwa ubezpieczeń i reasekuracji, instytucje pożyczkowe. Zwolniono z podatku banki państwowe, w tym Bank Gospodarstwa Krajowego.
Podstawą opodatkowania dla banków jest nadwyżka aktywów ponad kwotę 4 mld złotych (co wyłączyło z tego podatku Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo Kredytowe, instytucje związane z Prawem i Sprawiedliwością). Dla ubezpieczycieli jest to ponad 2 mld zł, a dla firm pożyczkowych powyżej 200 mln zł.
Instytucjom finansowym w Polsce wiedzie się bardzo dobrze, bo miesięczna wartość ich aktywów wzrosła z 1426,4 mld zł w 2016 r. do 1455,7 mld zł w 2017 r. Podatek bankowy im więc nie przeszkadza – tym bardziej, że faktycznie, płacą go obywatele.