IO Tokio 2020/21: Doping u Brazylijczyków

U brazylijskiej siatkarki Tandary Caixety wykryto doping i zawodniczka po wygranym 3:1 meczu ćwierćfinałowym z ekipą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego została zawieszona i odesłana do kraju. W Rosji zawrzało.

Tandara Caixeta była podstawową zawodniczką reprezentacji Brazylii podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Zagrała we wszystkich sześciu meczach: pięciu fazy grupowej i ćwierćfinałowym z Rosją, który Brazylijki wygrały 3:1. Potem w półfinale pokonały 3:0 Koreę Południową i awansowały do finału. Ale w meczu o złoty medal przegrały sromotnie z ekipą USA 0:3 (21:25, 20:25, 14:25). Dla Amerykanek to czwarty z rzędu olimpijski medal, ale dopiero pierwszy złoty.
W dwóch ostatnich potyczkach Brazylijki grały już bez Tandaru Caixety, bo siatkarka została zawieszona i odesłana do kraju po tym, jak ogłoszono, iż w próbce pobranej od niej 7 lipca w ośrodku szkoleniowym CBV w Saquarema wykryto niedozwolony środek dopingowy. Władze Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego zażądały powtórzenia meczu ćwierćfinałowego, ale światowa federacja siatkarska (FIVB) odrzuciła ten wniosek powołując się na przepisy Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), wedle których taka możliwość istnieje tylko w przypadku, gdy więcej niż dwóch członków drużyny w sportach zespołowych naruszy przepisy antydopingowe w trakcie imprezy.
Rosyjskie media nie zmarnowały okazji, żeby pokazać w złym świetle działaczy światowych organizacji sportowych. „To rażący przypadek. Należałoby sprawdzić całą drużynę, bo może nie tylko jedna zawodniczka grała z pozytywnym wynikiem testu antydopingowego podczas igrzysk”. „Jeśli ta próbka została pobrana 7 lipca, to dlaczego wynik został ogłoszony dopiero teraz, a zawodniczka nie została wykluczona wcześniej, jeszcze przed igrzyskami? Nie wydaje się możliwe, aby wzięła środek dopingowy samowolnie”. „Reprezentacja Brazylii to zespół oszustek, który należałoby wykluczyć z igrzysk” – można było przeczytać na rosyjskich portalach, nie tylko sportowych.

IO Tokio 2020/21: Ukraińska triathlonistka na dopingu

Ukraińska triathlonistka Julia Jelistratowa została wykreślona z listy startowej olimpijskich zawodów, które odbyły się w miniony wtorek. Powodem dyskwalifikacji sportsmenki jest ujawnienie wyników badań, które wykryły w jej organizmie erytropetynę (EPO).

Test antydopingowy wykonano u niej 5 czerwca tego roku w Dnieprze podczas rozgrywanego na Ukrainie Pucharu Europy. „Międzynarodowa Federacja Triathlonu została poinformowana 24 lipca o wynikach badania wykonanego przez warszawskie laboratorium akredytowane przez Światową Agencję Antydopingową (WADA)” – napisała w oficjalnym oświadczeniu Międzynarodowa Agencja Testów (ITA). 33-letnia Ukrainka została natychmiast czasowo zawieszona, o sprawie poinformowano także komitet organizacyjny igrzysk olimpijskich w Tokio. Jelistratowa ma teraz prawo zażądać wykonania badania próbki „B”. W przypadku potwierdzenia obecności EPO w jej organizmie, będzie mogła jeszcze odwołać się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. Jeśli ostatecznie dowiedzie swojej niewinności, uniknie wieloletniej dyskwalifikacji, ale zmarnowanej okazji na olimpijski występ nikt już jej nie zwróci.

Rok dyskwalifikacji dla Drabika za infuzję

Zakończył się pierwszy sezon dopingowego serialu z żużlowcem Sparty Wrocław Maksymem Drabikiem w roli głównej. W miniony wtorek organ dyscyplinarny POLADA zawiesił go prawach zawodnika na rok.

Nałożona na Drabika kara nie jest przesadnie dotkliwa, zwłaszcza gdy się zważy, że 23-letniemu żużlowcowi groziła czteroletnia dyskwalifikacja, którą dopiero niedawno POLADA była gotowa obniżyć o połowę. Ostatecznie członkowie tzw. Panelu Dyscyplinarnego wykazali się łaskawością i zawyrokowali tylko roczne zawieszenie, lecz nie kończy to jeszcze sprawy, bowiem teraz wyrok ten muszą jeszcze przyklepać POLADA i WADA. A że nie zawsze wykazują w tym klepaniu łagodność, przekonali się niedawno piłkarze Pogoni Siedlce, którym półroczne wyroki na żądanie tych instytucji zamieniono na czteroletnie dyskwalifikacje.”Musimy poczekać na pisemne uzasadnienie orzeczenia Panelu Dyscyplinarnego i dopiero na jego podstawie będziemy podejmować dalsze decyzje” – skomentował wyrok na Maksyma Drabika dyrektor POLADA Michał Rynkowski.
Na razie żużlowiec i jego prawnicy mogą być jednak zadowoleni, bo tylko roczną dyskwalifikację mogą uznać za swój wielki sukces, którego w ostatnich tygodniach przed ogłoszeniem werdyktu nie mieli powodów się spodziewać. Prowadząc ostry spór z POLADA konsekwentnie odmawiali dobrowolnego poddania się karze i ta strategia okazała się słuszna, bo ugoda z komisją antydopingową oznaczałby co najmniej półtoraroczne zawieszenie. Ponieważ sprawa nie jest jeszcze definitywnie zakończona, Drabik i jego pełnomocnicy muszą wciąż liczyć się z dotkliwszą sankcją, ale zachowują też możliwość jej złagodzenia nawet o pół roku, bo mają prawo odwołania się od werdyktu Panelu Dyscyplinarnego. Inna sprawa, że taka decyzja Panelu Dyscyplinarnego II instancji jest mało prawdopodobna, a dalsze procedowanie sprawy wiąże się ze sporym ryzykiem.
Dla przypomnienia – sprawa Drabika ciągnie się od końca września 2019 roku, kiedy to po pierwszym meczu finałowym PGE Ekstraligi żużlowiec przyznał się podczas kontroli antydopingowej, iż kilka dni wcześniej przyjął infuzję dożylną o pojemności 500 ml. Później przez kilka miesięcy unikał kontaktu z POLADA i nie odpowiadał na żadne pytania z jej strony, czym sprowokował ją do postawienia mu zarzutu niedozwolonego wspomagania i rozpoczęcia postępowania antydopingowego. Najpierw sprawę zbadał Komitet Wyłączeń do Celów Terapeutycznych, a potem Trybunał Arbitrażowy przy PKOl i obie te instytucje przychyliły się do argumentacji POLADA podważającej przyjętą przez Drabika linię obrony sugerującą, iż przyjął kroplówkę ze względu na zły stan zdrowia, a jego prawnicy infuzję określili mianem „jednodniowej hospitalizacji na terenie klubu”.
Na mocy wtorkowego postanowienia żużlowiec będzie mógł wrócić do treningów z drużyną od 30 sierpnia 2021 roku. Na występ choćby w nieoficjalnych zawodach w tym roku nie ma jednak co liczyć.

Rosja skarży do CAS

Rosyjska agencja antydopingowa (RUSADA) zgodnie z zapowiedzią złożyła odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS). Zostanie ono jednak rozpatrzone dopiero w listopadzie tego roku.

Na Rosję nałożony został czteroletni zakaz startów w igrzyskach olimpijskich i innych imprezach międzynarodowych o światowym zasięgu. To efekt afery dopingowej rozpętanej pięć lat temu i wciąż podgrzewanej na nowo przez Światową Agencję Antydopingową (od stycznia tego roku na jej czele stoi były minister sportu w rządzie PiS Witold Bańka), której rekomendacje stały się podstawą do decyzji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego zakazującej Rosji wystawiania reprezentacji w igrzyskach i mistrzostwach świata. Rosyjscy sportowcy mogą jednak startować w tych imprezach pod neutralna flagą.
Rosja nie może też ubiegać się o organizację międzynarodowych imprez, dlatego odwołała się od tego wyroku do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu. Osobny protest w tych dniach złożyła też RUSADA. CAS termin rozprawy wyznaczył w dniach 2-5 listopada 2020 roku. Odbędzie się za zamkniętymi drzwiami.

Szczerość Armstronga

Były amerykański kolarz Lance Armstrong przyznał się do stosowania dopingu od 1992 roku, czyli na rok przed zdobyciem w Oslo tytułu mistrza świata zawodowców ze startu wspólnego.

Wypowiedź Armstronga zapowiada czterogodzinny film dokumentalny, który amerykańska stacja ESPN pokaże w dwóch częściach – 25 maja i 1 czerwca. Amerykański kolarz sięgnął więc po doping, zanim zdiagnozowano u niego w 1996 roku raka jąder. Tęczowa koszulka mistrza świata z 1993 roku była jego pierwszym wielkim sukcesem w jego karierze, ale największe trofea zdobywał już po zwalczeniu choroby. „Próbowaliśmy kortyzonu, ale EPO było na zupełnie innym poziomie. Nasz sport przeszedł z dość lekkiego dopingu, który zawsze istniał, do „paliwa rakietowego”. To była decyzja, którą musieliśmy podjąć” – przyznał 48-letni dzisiaj Armstrong.
W październiku 2012 roku został dożywotnio zdyskwalifikowany przez Międzynarodową Unię Kolarską, anulowano wszystkie jego wyniki, począwszy od 1 sierpnia 1998 roku, w tym siedem triumfów w Tour de France (1999-2005). Stracił również brązowy medal olimpijski z Sydney z 2000 roku.

Skorzystali na pandemii

Sportowcy, którym w 2020 roku skończy się dyskwalifikacja za stosowanie niedozwolonego dopingu, skorzystają na przełożeniu igrzysk, bo za rok będą mogli w nich wystartować bez żadnych przeszkód.

O tych ustaleniach poinformował szef Athletics Integrity Unit (AIU) Brett Clothier. Podjęcie decyzji w tej sprawie było konieczne, bo gdyby igrzyska olimpijskie w Tokio odbyły się zgodnie z planem, czyli na przełomie lipca i sierpnia tego roku, wówczas ukarani dopingowicze byliby pozbawieni możliwości udziału w imprezie. Ponieważ jednak pandemia koronawirusa wywróciła sportowy kalendarz do góry nogami, w tym po raz pierwszy od czasów ostatniej wojny zmusiła do zmiany terminu olimpiady, nieoczekiwanymi beneficjentami tej sytuacji stali się sportowcy odbywający karę za używanie niedozwolonego dopingu.
„Nie mogliśmy im tak po prostu przedłużyć zawieszenie o rok, bo rodziłoby to sporo prawnych komplikacji. Ci, co odbędą karę, za rok mogą wrócić do rywalizacji. Zdajemy sobie sprawę, że będzie wielu zawodników, którzy na zmianie terminu igrzysk skorzystają. Musimy jednak pamiętać, że dyskwalifikacja nakładana jest na określony czas i nie ma związku z konkretnymi imprezami sportowymi” – przekonuje Clothier.
Szef AIU, organu powołanego do walką z dopingiem w lekkoatletyce, zarazem ostrzega, że zawodnicy przyłapani na stosowaniu zabronionego dopingu w tym roku, nie będą mogli wziąć udziału w dwóch edycjach igrzysk – za rok w Tokio i za trzy lata w Paryżu. „Nie tym jednak powinniśmy się teraz martwić. Obecnie największym problemem, z jakim przychodzi nam się zmierzyć, to brak regularnych kontroli antydopingowych. Są one niemożliwe do przeprowadzenia z powodu ograniczeń, jakie spowodowała pandemia. Przeprowadzamy testy w ponad stu krajach. W każdym z nich teraz obowiązują inne zasady, a do tego te zasady zmieniają się z dnia na dzień. To jeszcze dodatkowo utrudnia nam zadanie” – podkreśla prezydent Athletics Integrity Unit.