Bigos tygodniowy

Odbyły się obchody 30 rocznicy wyborów 4 czerwca 1989. Tego słonecznego, upalnego dnia zajrzałem na kilka godzin do Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Już na samym początku uderzył mnie kontrast między przyjazną, swobodną atmosferą tłumnego pikniku, a sztywnością uroczystości „solidarnościowej” pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. Sztywne ruchy i zacięte twarze głównych celebransów, czyli Guzikiewicza i Głódzia, którym towarzyszyła grupa umorusanych mężczyzn w kaskach i kombinezonach, na modłę 1980 roku. Po drugiej stronie na szczęście mniej uroczyście i luz, n.p. gdy Władysław Frasyniuk zwrócił się do Aleksandra Kwaśniewskiego per „Kwachu”, pomógł mu wejść na scenę i żartował, a „Kwach” ten epitet i te żarty przyjął z humorem i się nie obraził. Natomiast „stoczniowcy” odbębnili swoją uroczystość, odmodlili pod przewodem Głódzia, po czym zrobili „w tył zwrot” i udali się do historycznej Sali BHP, by odbyć akademię ku czci w sosie własnym.
*****
Czułem się w tej atmosferze miło, ale czas – wiadomo – zaciera różne rzeczy w pamięci i wygładza jej kontury. Mimo to mam jednak pamięć słonia (nie do wszystkiego) i pamiętam, że niestety, „karnawał” wyborów 4 czerwca 1989 otworzył drogę do władzy klerykałom w rodzaju osławionego senatora Waleriana Piotrowskiego, który ponownie otworzył „piekło kobiet” przygotowując osławiony zakaz aborcji, uchwalony w końcu w 1993 roku. I że to dzień 4 czerwca utorował Kościołowi kat., organizacji pasożytniczej, drogę do potężnych wpływów politycznych i do bogactwa materialnego. Tuż po 4 czerwca 1989 mało kto jeszcze poważnie brał pod uwagę taki bieg zdarzeń, bo najbogatsza ludzka wyobraźnia jest słabszym czynnikiem niż najprostsza naoczność i autopsja. Ja zapamiętałem anonimowe zdanie któregoś z ówczesnych opozycjonistów, zacytowane w tygodniku „Interpelacje”, zainicjowanym przed Okrągłym Stołem przez kręgi partyjnych liberałów. Brzmiało ono prawie dokładnie tak: „Nie ma się co cieszyć. Po rządach czerwonych przyjdą teraz rządy księżuli”.
*****
Rząd uległ dobrej zmianie czyli rekonstrukcji. Postawiono na świeżość i nowe twarze. Wicepremierem został Jacek Sasin. Jeszcze świeższa, bo długo trzymana w lodówce, jest nowa minister spraw wewnętrznych Elżbieta Witek. W sumie jednak nastąpiła dekobietyzacja rządu. Po odejściu Szydło, Kępy, Rafalskiej, Zalewskiej, Kopcińskiej jest ich mniej. Zamiast parytetu pozostało całowanie rączek.
****
Mam to do siebie, że wyznaję amerykańską (sorry!) koncepcję wolności słowa, czyli wolności słowa prawie niczym nieograniczonej (ewentualnie z wyjątkiem fałszywego przypisywania komuś, w aspekcie negatywnym, fikcyjnych postępków oraz gróźb karalnych). Poza tymi wyjątkami jestem za pełną wolnością m.in. obrażania werbalnego, w tym obelg, wyzwisk. Chcę mieć nieograniczone prawo do obrażania innych, a innym oczywiście przyznaję prawo do nieograniczonego niczym tzw. obrażania mnie. Z tego też powodu nie mam pretensji o głośny rysunek („Daj głos”) pomieszczony przez Krystynę Jandę, bo przecież jak każdą satyrę należy traktować go jako przenośnię, metaforę, a nie dosłownie, na tym bowiem polega satyra. Od nazywania rzeczy jeden do jednego, po imieniu, są inne formy przekazu. Nie wiem więc o co ten krzyk. Tak rozumując, można by się oburzać na każdą, nawet najlżejszą kpinę. A ponieważ prawolski zapiewajło Jacek Piekara, któremu proces o znieważenie wytoczyła Dorota Wellman oświadczył publicznie, że jest za jak najszerszą wolnością słowa (tak jak ja!) zwłaszcza w zakresie wyzwisk, chętnie deklaruję, że w każdej chwili gotów jestem określić go jako kawał chuja. Nawiasem mówiąc: gdy piszę słowo „prawolski”, to mi go automat internetowy poprawia z uporem maniaka na „prapolski”. Chyba trochę za dużo tej „polskości”, no nie? Do urzygania.
*****
Prawactwo zawrzało, bo krajowy konsultant d.s. ginekologii i położnictwa przypomniał lekarzom, że jeśli odmawiają aborcji w oparciu o tzw. klauzulę sumienia, to mają prawny obowiązek wskazać ginekologa, który zabieg wykona. Tyle i tylko tyle. Ale dla fanatycznego prawactwa prawo liczy się tylko wtedy, gdy podoba się klechom wszelakiego autoramentu.
*****
Wbrew temu co napisałem tydzień temu, nowy szef MEN Dariusz Piontkowski nie jest jakimś szarym biurokratą jak wice-MEN Kopeć, lecz prawolskim, katolskim ideologiem pełną gębą, nie gorszym niż małopolska kuratorka. Przy nim jego poprzedniczka Zaleska była pod tym względem wzorem bezstronności.
*****
Hitem ostatnich dni jest koncepcja decentralizacji administracyjnej RP w kontrze do pisowskiego centralizmu. PiS na to, w swoim stylu, odwołuje się do rozbicia dzielnicowego Polski za Piastów, od XII do XIV wieku. Że też oni nie są zdolni do niczego innego niż do najprymitywniejszej łopatologii propagandowej. Uważają, że ciemny lud tylko to kupi?
*****
Kierownictwo środowisko kombatantów AK zaprotestowało przeciw mieszaniu się surferki Klepackiej do ich spraw, za poduszczeniem pisowców. Widok gówniary Klepackiej obcałowywanej po rączkach przez niektórych wiekowych kombatantów akowskich honorujących ją jakimś wyróżnieniem, był doprawdy przykry, niesmaczny i upokarzający, także dla mnie, syna takowegoż kombatanta AK i powstańca warszawskiego.
*****
Kaczor już kuje żelazo póki gorące i już wzywa do gremialnego głosowania na PiS. Niestety, żywiona przez wielu z nas (w tym przeze mnie) teza, że PiS nie ma możliwości mobilizacji elektoratu poza owe 37 procent z wyborów 2015 okazała się, niestety, fałszywa. Dlatego co do wyniku wyborów październikowych jestem pesymistą.
*****
Mnie osobiście upały służą, a energia solarna świetnie na mnie działa, ale nie na wszystkich. Marek Sawicki z PSL, były minister rolnictwa, człowiek którego mam za rozsądnego, bierze pod uwagę koalicję z PiS. Minie fala upałów, przyjdzie orzeźwienie.
*****
Ksiądz redaktor Henryk Zieliński snuł w telewizyjnym programie Karnowskich czarną wizję dla swojej Firmy w Polsce. „Dostaliśmy tylko odroczkę” – mówił. Podkreślił, że poparcie dla kościoła wynosi 40 procent czyli mniej niż dla PiS. Jeśli episkopat czegoś nie zrobi, padniemy – skarżył się. Partnerzy dyskusji nie oponowali.
*****
Dziwne, ale ministrowie rolnictwa są nieodporni na upały. Ardanowski Jan z rządu PiS chciał pozwolić na zabijanie i zjadanie bobrów. Powiada, że bobry zawierają afrodyzjaki. Był kiedyś w „New Yorker” rysunek przedstawiający zażywnego jegomościa za biurkiem. Na ścianie za jego głową oprawiony w ramkę napis: „Władza jest najlepszym afrodyzjakiem”. Na podłodze, zdjęty już ze ściany, oparty o nogę od biurka napis: „Myślenie ma kapitalną przyszłość”. „Czas na zmianę” – powiada siedzący za biurkiem do stojącego przed nim mężczyzny.

Szklane domy

Odpowiedź na felieton Doroty Wellman, oburzonej, że młodzi Polacy nie idą z KOD-em bronić demokracji.

 

Na utyskiwania Doroty Wellman na temat młodych, którzy „czekają aż im się odetnie Netflixa” żeby ruszyć tyłki w obronie demokracji, w przeciwieństwie do pokolenia 60-latków, którzy poświęcali się w całości walce z systemem – zdążyli już odpowiedzieć Jan Śpiewak i Adam Wajrak. Celną polemiką z uniwersalnymi zarzutami z katalogu zaangażowanych działaczy KOD jest również tekst Kai Puto w Krytyce Politycznej, choć powstał wcześniej niż felieton Wellman w „Wysokich Obcasach”. Jednak i ja chciałabym dorzucić swoje trzy grosze do tej medialnej awantury.
Po mediach społecznościowych krąży jeszcze ciągle wypowiedź Waltera Chełstowskiego o mądrym KODzie i głupiej reszcie, zresztą Zaratustra Opozycji nie daje za wygraną i produkuje kolejne obraźliwe tweety w tym samym duchu. Teraz, oprócz Zaratustry, jeszcze i Wróżka Dorota postanowiła powiedzieć nam, „jak jest”. Dziękujemy, o oświeceni! Wyjaśnijcie nam jeszcze tylko, czy to Wasz przywilej uderzył Wam do głów tak bardzo, że zaczęliście mieć pretensję do ludzi, którzy próbują normalnie żyć w rzeczywistości śmieciowego zatrudnienia i wypłaty na czas postrzeganej w kategoriach wyjątku i dziwu nad dziwy? „Seriale im się zachciewa oglądać!” – sarkacie. Tacy z nas bezczelni roszczeniowcy!
Krytykuje Pani martyrologiczne zacięcie PiS, ale sama wchodzi dokładnie w tę samą narrację, wzbogaconą na dodatek starczym marudzeniem z serii „kiedyś to było…”. Wasi rodzice byli internowani, a wasi dziadkowie to już w ogóle, jak te kamienie na szaniec szli. Czego od nas chcecie, żebyśmy się wszyscy gremialnie podpalili pod Pałacem Kultury? Zrobili drugie powstanie warszawskie? Wystarczająco, jak mawiał klasyk, godnie?!
Zna Pani piosenkę Georgesa Brassensa „Śmierć za idee”? „My o przedwczesny zgon nie chcemy się już starać”. Oczywiście, dostrzegam różnicę. Nie każe nam Pani umierać dosłownie. Ale proszę od nas nie wymagać, żebyśmy, zapieprzając w nisko płatnej pracy i łapiąc po drodze kolejne fuchy, których jutro może nie być – nie wkurzali się, że nie możemy spokojnie pojechać w weekend nad wodę albo włączyć telewizji (tak, tego osławionego Netflixa – w naszym wynajętym pokoju albo 17-metrowej kawalerce) żeby ktoś się do nas nie przyczepił, że śmiemy czasem jeszcze trochę korzystać z życia. W imię utrzymania tego porządku mamy się jeszcze dać pokroić, bo pani Wellman i Chełstowski mówią, że tak trzeba?
Pani pokolenie miało inne bolączki. Nie znało smartfonów, ale nie znało też śmieciówek. Absurdem jest mieć do nas pretensję, że żyjąc w XXI wieku, chcemy korzystać ze zdobyczy XX. Tak, chcemy. To zbrodnia?
I tak połowa z tego, co obiecywali nasi rodzice (uczcie się języków, trzaskajcie bezpłatne staże, zakładajcie firmy, a będziecie kąpać się w dobrobycie) okazała się picem na wodę, szklanymi domami z opowieści ojca Czarusia Baryki. Za tłumaczenie z tych języków, co żeśmy się ich tak zawzięcie uczyli, dostajemy złodziejskie stawki za stronę maszynopisu. Wie Pani, jak wygląda praca w gastronomii w Polsce? Na Wyspach kelnerka ma swój, kupiony za gotówkę, dom i samochód. My pracujemy po 16 godzin, pracujemy tak naprawdę na zapas, bo nie mamy tego komfortu, że 30 lat przesiedzimy w jednym zakładzie. I jeszcze jesteśmy szturchani z jednej strony, że przydałoby się nam dowalić bykowe, bo taka z nas wygodnicka klasa średnia i z drugiej, że jesteśmy leniwe kluchy, nie to co wy, bohaterowie.
Błąd popełnia Jan Śpiewak, tłumacząc się pani Dorocie w imieniu swojego pokolenia. Jeżeli nie wiedziała do tej pory, ilu „młodych” można spotkać na demonstracjach w obronie praw zwierząt, ilu na blokadach eksmisji, a ilu na upamiętnieniach Dąbrowszczaków, to już się zapewne i tak nie dowie. Robimy tyle, ile możemy. Jeżeli chcieliście nas zdemotywować do końca, to gratulacje, udało Wam się bez pudła. Teraz już mamy pewność, że Netflix bardziej wart jest obrony niż cały ten pełen wyzysku i nierówności system, który pragniecie utrzymać.