Szare drogi powiatu

Tam, gdzie chodzi o to, by na własnym terenie łatwiej się dało dojechać, samorządy potrafią działać dość sprawne i skutecznie.

 

Mamy w Polsce około 400 tys kilometrów dróg (utwardzonych, nie polnych). Tylko niewielka ich część to autostrady i dwupasmówki.
O jakości transportu samochodowego w Polsce decydują samorządy. One bowiem zarządzają całą, olbrzymią resztą dróg, obejmującą ponad 370 tys km.
I są to, jak śpiewała Maryla Rodowicz, głównie „szare drogi powiatu”. A także, dodajmy, i gmin. Najczęściej takimi właśnie drogami poruszają się mieszkańcy naszego kraju. Poruszają się, z roku na rok coraz sprawniej. Zapoczątkowany przez rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego narodowy program przebudowy dróg lokalnych, okazał się sukcesem.

 

Asfalt rządzi

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, z tych ponad 370 tys km dróg publicznych zarządzanych przez gminy i powiaty, prawie dwie trzecie ma obecnie nawierzchnie określane fachowo jako ulepszone: czyli głównie bitumiczne (a mówiąc po ludzku asfaltowe), betonowe lub z kostki brukowej.
Pozostałe miały nawierzchnie brukowcową (kocie łby) i tłuczniową – w sumie ok. 6 proc.), oraz gruntową (ubitą ziemię) – 34 proc.
W 2001 r. tych dróg gruntowych oraz z brukowcami i tłuczniem było więcej, bo jeszcze w sumie ponad 50 proc. Systematyczne kierowanie środków na rozwój lokalnej infrastruktury drogowej umożliwiło zmniejszenie ich odsetka do niespełna 40 proc. na koniec 2016 r.
Tak więc, większość dróg gminnych i powiatowych jest już na przejezdnym poziomie.
Nadal jednak wymagają one wielkich inwestycji – bo nie powinno być tak, żeby w XXI wieku w Europie aż co trzecia polska droga lokalna miała zwykłą nawierzchnię gruntową. Odsetek długości dróg gminnych o nawierzchni gruntowej wynosi blisko 47 proc., a powiatowych – ponad 8 proc.

 

Samorządy pomagają państwu

Obecny, PiS-owski „Program rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej na lata 2016-2019” jest prostą kontynuacją realizowanego za czasów PO i PSL narodowego programu przebudowy dróg lokalnych.
Zgodnie z jego założeniami, przewiduje się udzielanie samorządom dotacji z budżetu państwa na dofinansowanie budowy oraz remontów dróg powiatowych i gminnych.
W perspektywie czterech lat (2016-2019) zaplanowano przeznaczenie na ten cel 3,5 mld zł (pierwotnie 4 mld zł).
W dwóch pierwszych latach realizacji programu, ze środków budżetu państwa wydano 1,6 mld zł, co przy jednoczesnym zaangażowaniu środków samorządowych w wysokości 1,7 mld zł, umożliwiło remonty i budowę na odcinkach dróg liczących blisko 3,5 tys. km.
Jak widać, bez pomocy samorządów, PiS-owski program drogowy byłby skazany na niepowodzenie.
Za fundusze, które przez pierwsze trzy lata programu wykorzystano prawie w całości, zbudowano albo zmodernizowano tysiące kilometrów dróg. Poprawił się zatem stan techniczny lokalnej sieci transportowej.
Koszula jest bliska ciału, więc władze samorządowe na ogół przykładały się do budowy tego, co ma im służyć.
Generalnie, dobrze sformułowały one wnioski, prawidłowo przygotowały oraz realizowały inwestycje drogowe. Zapewniły też, we współpracy z wojewodami, terminowość prac, dzięki czemu kwotę przeznaczoną na realizację programu wykorzystano w ponad 99 proc. W sumie, budowano porządnie, rzeczywiście poprawiając parametry techniczne dróg i poziom bezpieczeństwa uczestników ruchu.

 

Potrzebne drogowe przyśpieszenie

Według raportów Światowego Forum Ekonomicznego, w 2012 r. Polska zajmowała 122 miejsce pod względem jakości sieci drogowej. Ostatnie, 140 miejsce przypadło Mołdawii, zaś liderem była Francja.
W 2017 r. Polska przesunęła się już na 72 miejsce. Tym razem pierwsze miejsce zajęły Zjednoczone Emiraty Arabskie, zaś stawkę zamyka Madagaskar. Nasz postęp jest więc wyraźny – z ogona, do środka tabeli. Żeby jeszcze polscy drogowcy nauczyli się prawidłowo znakować drogi, bo na razie ich drogowskazy bardzo często zawierają mylne komunikaty, które wprowadzają kierowców w błąd i powodują, że wybierają oni błędną drogę.
Powyżej 70 miejsca w tym rankingu jakości dróg, trudno będzie jednak się przesunąć. Rzecz bowiem w tym, że potrzeby inwestycyjne samorządów lokalnych, w opinii ekspertów szacowane są na ok. 100 mld zł. Same samorządy nie wygospodarują odpowiedniej ilości pieniędzy na modernizację lokalnej infrastruktury drogowej. Rząd PiS mówi o kilku miliardach, co w praktyce oznacza nakłady wynoszące średnio najwyżej 1 mld zł rocznie.
Za takie pieniądze modernizacja tylko dróg gruntowych potrwa ponad 50 lat. Inne drogi lokalne, w tym czasie nieremontowane, popadną w ruinę. Należałoby więc wydać na drogi dużo więcej.