Lewy przepchnął Bayern do finału

Dwa gole Roberta Lewandowskiego w półfinałowym meczu z Werderem Brema pomogły Bayernowi Monachium w awansie do finału Pucharu Niemiec. Reprezentant Polski ma szansę na wygranie klasyfikacji strzelców także w tych rozgrywkach.

Bayern Monachium w Lidze Mistrzów odpadł w 1/8 finału ulegając ekipie FC Liverpool, ale może jeszcze uratować sezon, bo wciąż ma szansę na zdobycie podwójnej korony w Niemczech. W Bundeslidze prowadzi z jednym punktem przewagi nad Borussią Dortmund, a w Pucharze Niemiec awansował do finału.

Zespół z Bremy ma szansę dostać się do europejskich pucharów z Bundesligi, ale nie chciał rezygnować z okazji zakwalifikowania się do Ligi Europy jako zdobywca Pucharu Niemiec. Co prawda półfinałowy przeciwnik, Bayern Monachium, to przeszkoda przez którą trudno przeskoczyć, lecz Werder ma na koncie sześć triumfów w tych rozgrywkach, a Bayern w poprzednim sezonie odpadł w starciu z Eintrachtem Frankfurt. Poza tym zespół z Bremy podejmował bawarskiego potentata na własnym stadionie, na którym w rozgrywkach Pucharu Niemiec nie przegrał od 31 lat, a kilka dni wcześniej w Bundeslidze przegrał z nim tylko 0:1, utrzymując remis przez 75 minut. To wszystko nastawiło graczy Werderu bardzo bojowo i mecz z Bayernem zaczęli z ogromnym animuszem. W 8. minucie kapitan bremeńczyków Max Kruse mógł dać swojej drużynie prowadzenie, ale przestrzelił nad poprzeczką.

Odwagę gospodarzy zgasił jednak już w 36. minucie Robert Lewandowski, który z kilku metrów po zgraniu Thomasa Muellera wpakował piłkę do bramki rywali. Był to już 30. gol kapitana reprezentacji Polski w jego 42. występie w Pucharze Niemiec. Po chwili trafił ponownie, lecz tego gola sędzia nie uznał.
W 63. minucie wreszcie szczęście dopisało Muellerowi i Bayern prowadził już 2:0. Trener gospodarzy Florian Kohfeldt wprowadził na boisko peruwiańskiego weterana Claudio Pizarro, ale 40-letni napastnik nie wniósł nic do gry. Sytuacja zmieniła się diametralnie w 74. minucie, gdy Yuya Osako zdobył kontaktową bramkę, a trzy minuty później Milot Rashica doprowadził do wyrównania.
Do oczekiwanej przez kibiców dogrywki jednak nie doszło, bo Kingsley Coman został sfaulowany podczas szarży na bramkę Werderu i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki podszedł niezawodny w tym elemencie gry Lewandowski i pewnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy Jiriego Pavlenkę. Pod koniec spotkania „Lewy” mógł zaliczyć hat-tricka, ale piłka po jego kąśliwym strzale odbiła się od słupka. W finale Bayern zagra 25 maja z zespołem RB Lipsk, który w drugim półfinale pokonał Hamburgera SV 3:1.
Lewandowski w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec zdobył pięć goli. W Niemczech zauważono jednak, że Bayernowi znów zwycięstwo zapewnili na spółkę Coman i Lewandowski, czyli dwaj zawodnicy, którzy niedawno pobili się na treningu, wywołując małą burzę w szatni Bayernu. Dziennikarze tygodnika „Kicker” z większym uznaniem ocenili występ polskiego napastnika. „Zagrał tradycyjnie na swoim wysokim poziomie, co charakteryzuje go w najważniejszych momentach gry, gdy emocje są największe. Zachowuje wtedy spokój i pod tym względem jest prawdziwym fenomenem” – napisał „Kicker”.

Na takie pozytywne recenzje nie mógł liczyć nowy konkurent „Lewego” w reprezentacji Polski, czyli Krzysztof Piątek. W środę jego zespół, AC Milan, odpadł w półfinale Pucharu Włoch po porażce 0:1 z Lazio Rzym. Polski napastnik otrzymał za swój występ słabe nety, a ponadto chyba po raz pierwszy w tym sezonie włoskie media obarczyły go też winą za porażkę Milanu.
„Polak przez cały mecz był bardzo dobrze pilnowany przez stoperów Lazio, przez co nie zdołał strzelić gola. Jego nieobecność na boisku dla wielu fanów mediolańskiej drużyny była szokiem, ale Piątek po prostu nie był wstanie znaleźć drzwi i wyjść z oblężenia, jakie zafundowali mu na boisku rzymscy gracze” – napisała w meczowej relacji gazeta „Corriere Dello Sport”. Może słusznie, może nie, faktem jest, że Piątek przeżywa teraz to, co dla „Lewego” od lat jest chlebem powszednim.