Najskuteczniejszy z cudzoziemców

W 25. kolejce Bundesligi Robert Lewandowski strzelił dwa gole dla Bayernu Monachium w wygranym 6:0 meczu z VfL Wolfsburg. Reprezentant Polski powiększył tymi trafieniami swój ligowy dorobek w tym sezonie do 17 bramek, a łącznie do 197. „Lewy” jest teraz najskuteczniejszym cudzoziemcem w historii niemieckiej ekstraklasy.

Gdy Claudio Pizarro strzelał pierwszego gola w Bundeslidze, Robert Lewandowski miał 11 lat i dopiero zaczynał kopać piłkę w klubie Varsovia. Dzisiaj 40-letni Peruwiańczyk nadal występuje w Bundeslidze, w Werderze Brema, ale gole strzela już rzadko. Do soboty ze 195 trafieniami na koncie na spółkę z Lewandowskim Pizarro dzierżył tytuł najskuteczniejszego cudzoziemca w historii Bundesligi. Młodszy o 10 lat polski napastnik Bayernu Monachium znajduje się jednak w szczytowej formie i wiadomo było, że prędzej czy później „odjedzie” w tej klasyfikacji peruwiańskiemu weteranowi. W spotkaniu z VfL Wolfsburg „Lewy” zdobył dwie bramki i teraz jest już samodzielnym liderem wśród obcokrajowców. Pizarro raczej go już nie dogoni, a następnych w klasyfikacji graczy dzieli od kapitana reprezentacji Polski przepaść, która zapewne będzie się jeszcze powiększać, bo Lewandowski także w tym sezonie walczy o swój kolejny tytuł króla strzelców Bundesligi i na pewno nie poprzestanie na dotychczasowych 17 trafieniach.

Prawdę mówiąc to nie bardzo może, bo jego najgroźniejszym rywalem w wyścigu po strzelecką koronę jest 21-letni Serb Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, którego transferową wartość branżowe portale wyceniają obecnie na 80 mln euro, o 10 mln euro więcej niż Lewandowskiego. To nowość, bo jeszcze niedawno to „Lewy” był najdroższym graczem Bundesligi i prawdę mówiąc nie bardzo wiadomo, dlaczego został przez Niemców „przeceniony”. Nadal przecież strzela gole jak na zawołanie, nie tylko w Bundeslidze, bo przypomnijmy, że jest z ośmioma trafieniami najskuteczniejszym strzelcem Ligi Mistrzów. Ten dorobek może jeszcze powiększyć, bo Bayern wciąż pozostaje w grze w tych rozgrywkach. W pierwszym starciu z FC Liverpool w 1/8 finału padł bezbramkowy remis i w najbliższą środę w rewanżu na Allianz Arena bawarska jedenastka ma co najmniej takie same szanse na zwycięstwo jak rywale.

Bayern przełamał lekki kryzys jaki dopadł go w lutym i bezlitośnie wykorzystał okres słabszej gry Borussii Dortmund, odrabiając do niej stratę punktową, a aplikując sześć goli Wolfsburgowi poprawił bilans bramkowy na tyle, by wrócić na pozycję lidera Bundesligi. Poza tym Bawarczycy nadal mają szanse na zdobycie Pucharu Niemiec, czyli pozostają w grze o potrójną koronę.

Wygląda też na to, że Lewandowski porzucił myśli o zmianie klubu. W jego zachowaniu względem kolegów z zespołu widać kolosalne zmiany, czego najlepszym dowodem jest choćby sympatyczny gest uznania jaki wykonał pod adresem Francka Ribery’ego, gdy po jego podaniu strzelił drugiego gola Wolfsburgowi. Kiedyś tak się na boisku nie zachowywał. I dlatego jego pozycja w Bayernie staje się coraz mocniejsza.

 

Lewy znowu strzela

W 24. kolejce Bundesligi Borussia Dortmund bez Łukasza Piszczka przegrała 1:2 z Augsburgiem. Bayern Monachium nie zmarnował okazji i gromiąc 5:1 Borussię M’gladbach zrównał się z liderem punktami. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski.

W ekipie z Dortmundu pojawił się po wyleczeniu kontuzji Marco Reus, ale znów zabrakło Łukasza Piszczka, który zmaga się z urazem stopy i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Gospodarze objęli prowadzenie w 24. minucie, a na 2:0 podwyższyli w 68. Honorowego gola dla Borussii strzelił Hiszpan Paco Alcacer. Ekipa BVB z nadzieją czekała na wynik sobotniej potyczki Bayernu w Moenchendgladbach licząc, że może Bawarczycy też zgubią tam punkty. Nadzieje te nie były pozbawione podstaw, bo w rundzie jesiennej Bayern przegrał u siebie z tym zespołem aż 0:3, a w poprzednich czterech sezonach wygrał w M’gladbach zaledwie raz. Tym razem wziął srogi rewanż za te wszystkie upokorzenia.

Trener Nico Kovac wystawił wreszcie w wyjściowym składzie Thomasa Muellera i Robert Lewandowski w końcu nie musiał w pojedynkę szarpać się z całą linią defensywną rywali. Efekty zaskoczyły pewnie nawet samego szkoleniowca. Bayern rozegrał znakomity mecz, „Lewy” odblokował się po kilku występach bez trafienia i zaliczył kolejny „dwupak” w Bundeslidze. Były to jego 120. i 121. gole dla Bayernu w Bundeslidze, a 194. i 195. w ogóle w niemieckiej ekstraklasie. Tym samy kapitan reprezentacji Polski za jednym zamachem upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – dogonił w klasyfikacji wszech czasów Peruwiańczyka Claudio Pizarro (195 goli) i teraz na spółkę z nim dzierży tytuł najskuteczniejszego obcokrajowca w historii Bundesligi, a ponadto powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 15. i zrównał się w liczbie ligowych trafień z prowadzącym w klasyfikacji strzelców z Serbem Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt. Trzy pozostałe gole dla Bayernu strzelili Javi Martinez, Thomas Mueller i Serge Gnabry. Bawarczycy zrównali się punktami z Borussią Dortmund – oba zespoły mają ich po 54. Trzeci RB Lipsk – 45.

Udany występ w 24. kolejce zanotowali też dwaj Polacy w Fortunie Duessldorf – Marcin Kamiński i Dawid Kownacki. Ich zespół pokonał na wyjeździe Schalke 4:0, a dwa gole, pierwsze w Bundeslidze, strzelił wypożyczony z Sampdorii Kownacki. Nasz reprezentacyjny napastnik na listę strzelców wpisał się najpierw w 62. minucie, wygrywając sytuację sam na sam z bramkarzem rywali, a w 84. ustalił wynik spotkania. Fortuna zajmuje 11. miejsce i ma 31 punktów, o 15 więcej od znajdującego się w strefie barażowej VfB Stuttgart i o 17 od Hannoveru, pierwszego z dwóch zespołów w strefie spadkowej.