Bayern posłał ostrzeżenie

Nie brakowało emocji i zaskakujących rezultatów w drugiej kolejce Champions League. Zagrało w niej sześciu polskich piłkarzy i większość zanotowała udane występy, ale najlepiej wypadł Robert Lewandowski, zdobywca dwóch bramek dla Bayernu Monachium w wygranym 7:2 wyjazdowym meczu z Tottenhamem Hotspur.

Lewandowski w tych prestiżowych rozgrywkach ma już na koncie 56 trafień i w klasyfikacji wszech czasów zajmuje obecnie, na spółkę z Holendrem Ruudem van Nistelrooyem, piąte miejsce. Przed nimi na liście najskuteczniejszych jest trzech czynnych jeszcze zawodników – Cristiano Ronaldo (127 goli), Leo Messi (110 goli) i Karim Benzema (60 goli), którego wyprzedza przebywający już od dawna na piłkarskiej emeryturze Raul Gonzalez Blanco (71 goli). Za „Lewym” reszta graczy sklasyfikowanych w Top 10 tego zestawienia: Ruud van Nistelrooy (56 goli), Thierry Henry (50 goli), Alfredo Di Stefano (49 goli), Zlatan Ibrahimović (48 goli) i Andrij Szewczenko (48 goli). Na dogonienie Cristiano Ronaldo i Leo Messiego ani Benzema, ani Lewandowski szans nie mają, ale w tym sezonie obaj pewnie będą się ścigać o czwartą lokatę w klasyfikacji wszech czasów, bo Raula też nie przeskoczą.

Nawet Lewandowski, chociaż imponuje niesamowitą skutecznością. Zdobyte przez niego dwie bramki w spotkaniu z Tottenhamem były jego 13. i 14. trafieniem w tym sezonie. W pięciu najsilniejszych ligach Europy żaden inny piłkarz nie może pochwalić się podobną zdobyczą. Kapitan reprezentacji Polski od kilku tygodni jest chwalony przez niemieckie media, które za ten występ przyznały mu notę 1, co za Odrą oznacza „klasę światową”. UEFA na swoim portalu wyróżniła jednak nie gole Polaka, lecz jego efektowne zagranie piłki piętą nad głową środkowego obrońcy Tottenhamu Belga Jana Vertonghena. Ale to nie „Lewy” był bohaterem wieczoru w bawarskiej jedenastce, tylko reprezentant Niemiec Serge Gnabry, strzelec aż czterech goli dla Bayernu. Znakomicie grali też niemal wszyscy pozostali gracze mistrza Niemiec. Efektowna wygrana nie czyni jeszcze drużyny trenera Niko Kovaca głównym pretendentem do wygrania Ligi Mistrzów, ale bez wątpienia „Lewy” i spółka wysłali rywalom sygnał, że w tym sezonie zamierzają bić się w tych rozgrywkach o najwyższe laury.

Nie jest to cel na wyrost, bo póki co, sądząc po wynikach, wielu potencjalnych konkurentów mocno obniżyło loty. Po dwóch kolejkach, oprócz Bayernu, komplet punktów mają jeszcze tylko zespoły Paris Saint-Germain, Manchesteru City i Ajaksu Amsterdam. Wielki Real Madryt nawet w swojej świątyni na Santiago Bernabeu nie potrafił pokonać belgijskiego słabeusza Club Brugge, a do przerwy nawet przegrywał 0:2. Hiszpańskie media surowo oceniają „Królewskich”. Dziennik „As” napisał, że ostatnie miejsce w grupie to wstyd dla tego utytułowanego klubu. Na razie jednak nikt nie przekreśla szans Realu na awans do 1/8 finału, a właśnie w tej fazie rozgrywek zacznie się dopiero prawdziwa walka.

Z naszych piłkarzy rywalizujących w tym sezonie w Lidze Mistrzów udane występy, oprócz Lewandowskiego, zanotowali jeszcze Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund (2:0 na wyjeździe ze Slavią Praga), Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn (3:0 u siebie z Bayerem Leverkusen), Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa (0:2 u siebie z Atletico Madryt), natomiast słabo wypadł w ekipie SSC Napoli (0:0 na wyjeździe z KRC Genk) irytująco nieskuteczny Arkadiusz Milik. Drugi z Polaków w ekipie z Neapolu, Piotr Zieliński, tym razem cały mecz grzał ławę.

 

Dwa gole Lewego

Robert Lewandowski znakomicie rozpoczął nowy sezon Bundesligi, czego nie można powiedzieć o zespole Bayernu. Polak w meczu z Herthą Berlin strzelił dwa gole, ale obrońcy mistrzowskiego tytułu tylko zremisowali 2:2. Prowadzenie w tabeli objęła Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem w składzie, gromiąc u siebie FC Augsburg 5:1.

Piątkowa potyczka Bayernu z Herthą zainaugurowała rozgrywki niemieckiej 1. Bundesligi. Lewandowski pierwszego gola dla gospodarzy strzelił w 24. minucie, wykorzystując dośrodkowanie Serge’a Gnabry’ego. Tym samym kapitan reprezentacji Polski ustanowił nowy rekord niemieckiej ekstraklasy, bo jak policzyli futbolowi statystycy, trafiał do siatki rywali już na starcie pięciu kolejnych sezonów.

Gol „Lewego” był ukoronowaniem dobrej gry bawarskiej jedenastki i nic nie zwiastowało jej późniejszych kłopotów. W 36. minucie piłka po strzale z daleka oddanym przez młodzieżowego reprezentanta Belgii Dodiego Lukebakio trafiła przypadkowo w plecy innego gracza Herthy Vedada Ibisevicia i myląc kompletnie Manuela Neuera wpadła do bramki. Zanim gracze Bayernu otrząsnęli się z szoku, dwie minuty później Marko Grujić podwyższył wynik na 2:1 dla berlińczyków.

Szczęśliwy zdobywca bramki dla Herthy nie popisał się jednak w 59. minucie i w swoim polu karnym powalił czekającego tam na podanie Lewandowskiego. Arbiter skorzystał z podpowiedzi VAR i podyktował rzut karny dla gospodarzy. Na bramkę zamienił go sam poszkodowany i wyrównał stan meczu na 2:2. Na więcej ekipę Bayernu nie było już tego wieczoru stać i na starcie nowego sezonu straciła dwa punkty do najgroźniejszego konkurenta w wyścigu o mistrzowski tytuł, czyli Borussii Dortmund, która na swoim stadionie rozgromiła FC Augsburg aż 5:1. Łukasz Piszczek rozpoczął mecz w wyjściowej jedenastce, ale został zmieniony w 68. minucie. Dwa gole dla zespołu z Dortmundu strzelił Hiszpan Paco Alcacer i ten piłkarz może w tym sezonie być najgroźniejszym rywalem „Lewego” do korony króla strzelców.

Bramki zdobyte przez kapitana reprezentacji Polski w spotkaniu z Herthą były trafieniami numer 193 i 194 uzyskanymi przez niego w barwach bawarskiego klubu. Lewandowski w klasyfikacji strzelców wszech czasów Bayernu zajmuje trzecie miejsce, a od drugiego w tym zestawieniu Karla-Heinza Rummenigge dzielą go już tylko 23 gole. Swojego obecnego szefa ma zatem realne szanse wyprzedzić, może już nawet w tym sezonie. Tylko na prześcignięcie pierwszego na liście Gerda Muellera nie ma żadnych szans, bowiem legendarny napastnik strzelił w barwach Bayernu aż 508 goli.

Lewandowski potrzebuje jednak mocniejszego wsparcia ze strony kolegów z zespołu. Bez tego Bayern może mieć poważny problem z obroną mistrzowskiego tytułu, bo Borussia Dortmund już na starcie potwierdziła, że w tym sezonie będzie w stanie przełamać hegemonię bawarskiego potentata. Dlatego działacze Bayernu wciąż są aktywni na transferowym rynku. W ostatnich dniach wypożyczyli z Barcelony 27-letniego brazylijskiego skrzydłowego Philippe Coutinho. Zapłacili za to zaledwie 8,5 mln euro. Na podobnej zasadzie chcieli wypożyczyć z Juventusu Mario Mandzukicia, ale Chorwat w ostatniej chwili zrezygnował. Chyba uznał, że jednak nie wygryzie „Lewego” ze składu.

 

Najskuteczniejszy z cudzoziemców

W 25. kolejce Bundesligi Robert Lewandowski strzelił dwa gole dla Bayernu Monachium w wygranym 6:0 meczu z VfL Wolfsburg. Reprezentant Polski powiększył tymi trafieniami swój ligowy dorobek w tym sezonie do 17 bramek, a łącznie do 197. „Lewy” jest teraz najskuteczniejszym cudzoziemcem w historii niemieckiej ekstraklasy.

Gdy Claudio Pizarro strzelał pierwszego gola w Bundeslidze, Robert Lewandowski miał 11 lat i dopiero zaczynał kopać piłkę w klubie Varsovia. Dzisiaj 40-letni Peruwiańczyk nadal występuje w Bundeslidze, w Werderze Brema, ale gole strzela już rzadko. Do soboty ze 195 trafieniami na koncie na spółkę z Lewandowskim Pizarro dzierżył tytuł najskuteczniejszego cudzoziemca w historii Bundesligi. Młodszy o 10 lat polski napastnik Bayernu Monachium znajduje się jednak w szczytowej formie i wiadomo było, że prędzej czy później „odjedzie” w tej klasyfikacji peruwiańskiemu weteranowi. W spotkaniu z VfL Wolfsburg „Lewy” zdobył dwie bramki i teraz jest już samodzielnym liderem wśród obcokrajowców. Pizarro raczej go już nie dogoni, a następnych w klasyfikacji graczy dzieli od kapitana reprezentacji Polski przepaść, która zapewne będzie się jeszcze powiększać, bo Lewandowski także w tym sezonie walczy o swój kolejny tytuł króla strzelców Bundesligi i na pewno nie poprzestanie na dotychczasowych 17 trafieniach.

Prawdę mówiąc to nie bardzo może, bo jego najgroźniejszym rywalem w wyścigu po strzelecką koronę jest 21-letni Serb Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, którego transferową wartość branżowe portale wyceniają obecnie na 80 mln euro, o 10 mln euro więcej niż Lewandowskiego. To nowość, bo jeszcze niedawno to „Lewy” był najdroższym graczem Bundesligi i prawdę mówiąc nie bardzo wiadomo, dlaczego został przez Niemców „przeceniony”. Nadal przecież strzela gole jak na zawołanie, nie tylko w Bundeslidze, bo przypomnijmy, że jest z ośmioma trafieniami najskuteczniejszym strzelcem Ligi Mistrzów. Ten dorobek może jeszcze powiększyć, bo Bayern wciąż pozostaje w grze w tych rozgrywkach. W pierwszym starciu z FC Liverpool w 1/8 finału padł bezbramkowy remis i w najbliższą środę w rewanżu na Allianz Arena bawarska jedenastka ma co najmniej takie same szanse na zwycięstwo jak rywale.

Bayern przełamał lekki kryzys jaki dopadł go w lutym i bezlitośnie wykorzystał okres słabszej gry Borussii Dortmund, odrabiając do niej stratę punktową, a aplikując sześć goli Wolfsburgowi poprawił bilans bramkowy na tyle, by wrócić na pozycję lidera Bundesligi. Poza tym Bawarczycy nadal mają szanse na zdobycie Pucharu Niemiec, czyli pozostają w grze o potrójną koronę.

Wygląda też na to, że Lewandowski porzucił myśli o zmianie klubu. W jego zachowaniu względem kolegów z zespołu widać kolosalne zmiany, czego najlepszym dowodem jest choćby sympatyczny gest uznania jaki wykonał pod adresem Francka Ribery’ego, gdy po jego podaniu strzelił drugiego gola Wolfsburgowi. Kiedyś tak się na boisku nie zachowywał. I dlatego jego pozycja w Bayernie staje się coraz mocniejsza.

 

Lewy znowu strzela

W 24. kolejce Bundesligi Borussia Dortmund bez Łukasza Piszczka przegrała 1:2 z Augsburgiem. Bayern Monachium nie zmarnował okazji i gromiąc 5:1 Borussię M’gladbach zrównał się z liderem punktami. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski.

W ekipie z Dortmundu pojawił się po wyleczeniu kontuzji Marco Reus, ale znów zabrakło Łukasza Piszczka, który zmaga się z urazem stopy i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Gospodarze objęli prowadzenie w 24. minucie, a na 2:0 podwyższyli w 68. Honorowego gola dla Borussii strzelił Hiszpan Paco Alcacer. Ekipa BVB z nadzieją czekała na wynik sobotniej potyczki Bayernu w Moenchendgladbach licząc, że może Bawarczycy też zgubią tam punkty. Nadzieje te nie były pozbawione podstaw, bo w rundzie jesiennej Bayern przegrał u siebie z tym zespołem aż 0:3, a w poprzednich czterech sezonach wygrał w M’gladbach zaledwie raz. Tym razem wziął srogi rewanż za te wszystkie upokorzenia.

Trener Nico Kovac wystawił wreszcie w wyjściowym składzie Thomasa Muellera i Robert Lewandowski w końcu nie musiał w pojedynkę szarpać się z całą linią defensywną rywali. Efekty zaskoczyły pewnie nawet samego szkoleniowca. Bayern rozegrał znakomity mecz, „Lewy” odblokował się po kilku występach bez trafienia i zaliczył kolejny „dwupak” w Bundeslidze. Były to jego 120. i 121. gole dla Bayernu w Bundeslidze, a 194. i 195. w ogóle w niemieckiej ekstraklasie. Tym samy kapitan reprezentacji Polski za jednym zamachem upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – dogonił w klasyfikacji wszech czasów Peruwiańczyka Claudio Pizarro (195 goli) i teraz na spółkę z nim dzierży tytuł najskuteczniejszego obcokrajowca w historii Bundesligi, a ponadto powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 15. i zrównał się w liczbie ligowych trafień z prowadzącym w klasyfikacji strzelców z Serbem Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt. Trzy pozostałe gole dla Bayernu strzelili Javi Martinez, Thomas Mueller i Serge Gnabry. Bawarczycy zrównali się punktami z Borussią Dortmund – oba zespoły mają ich po 54. Trzeci RB Lipsk – 45.

Udany występ w 24. kolejce zanotowali też dwaj Polacy w Fortunie Duessldorf – Marcin Kamiński i Dawid Kownacki. Ich zespół pokonał na wyjeździe Schalke 4:0, a dwa gole, pierwsze w Bundeslidze, strzelił wypożyczony z Sampdorii Kownacki. Nasz reprezentacyjny napastnik na listę strzelców wpisał się najpierw w 62. minucie, wygrywając sytuację sam na sam z bramkarzem rywali, a w 84. ustalił wynik spotkania. Fortuna zajmuje 11. miejsce i ma 31 punktów, o 15 więcej od znajdującego się w strefie barażowej VfB Stuttgart i o 17 od Hannoveru, pierwszego z dwóch zespołów w strefie spadkowej.