Raport McCarricka. Czy kard. Dziwisz może spać spokojnie?

Rapporto sulla conoscenza istituzionale e il processo decisionale della Santa Sede riguardante l’ex Cardinale Theodore Edgar McCarrick (dal 1930 al 2017) – ponad 400-stronicowy dokument wydany przez Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej, w dniu 10 listopada 2020 roku, to lektura szokująca.

Już we Wstępie dowiadujemy się jak wyglądała kariera, a przede wszystkim decydujący o niej proces nominacji, jednego z najważniejszych amerykańskich kardynałów, Theodora McCarricka, na przestrzeni czterech pontyfikatów: Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Całość dokumentu obnaża przerażające mechanizmy dokonywania nadużyć i przestępstw seksualnych, ich ukrywania i przemilczania na wszystkich szczeblach Kościoła katolickiego. Odsłania korupcję moralną, pokazuje prawdziwe oblicze kultury klerykalnej, a przede wszystkim ujawnia psychoseksualną niedojrzałość duchownego, zajmującego wysokie szczeble władzy i któremu powierzano odpowiedzialne, delikatne zadania.
Jest to Raport bezprecedensowy w historii Kościoła. Wynik dwuletniego dochodzenia, które zostało podjęte z woli papieża Franciszka, po tym, jak w sierpniu 2018 roku, były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych, Carlo Maria Vigano, wykorzystując międzynarodowy rezonans medialny, oskarżył papieża o tuszowanie pedofilii i zażądał, by ten podał się do dymisji. Dokument ujawnia co o nadużyciach seksualnych McCarricka wiedział Jan Paweł II i dlaczego zdecydował się, pomimo ostrzeżeń, awansować go na arcybiskupa metropolitę Waszyngtonu w 2000 roku, a rok później nominować go kardynałem. Raport usprawiedliwia papieża Polaka już we Wstępie, sugerując, że prawdopodobnie powodem jego błędnej decyzji w sprawie Theodora McCarricka było doświadczenie wyniesione z Polski, gdzie używano fałszywych oskarżeń przeciwko biskupom, aby uderzyć w Kościół. Po przeczytaniu całości dokumentu, ten argument wydaje się jednak zbyt banalny i niewystarczający. Raport rzuca jednak cień na kard. Stanisława Dziwisza, ówczesnego sekretarza papieża.
Wujek Ted
Seryjny predator seksualny i pedofil, molestator niedojrzały psychoseksualnie i zaburzony uczuciowo, hierarcha wykorzystujący pozycję i władzę, by zastraszyć własne ofiary, manipulator, a przede wszystkim kłamca – to portret byłego kardynała Theodora McCarricka, któremu przez blisko czterdzieści lat udało się ukryć swoje przestępstwa i nadużycia.
Jak możemy przeczytać w Raporcie, w wyniku watykańskiego dochodzenia, ustalono z całkowitą pewnością, że McCarrick miał kontakty seksualne z osobami nieletnimi i pełnoletnimi bez ich przyzwolenia, które obejmowały: kontakty fizyczne, obmacywanie, molestowanie, dotykanie, obcieranie, masturbację, a w niektórych przypadkach penetrację lub próbę penetracji, dopuścił się również molestowania seksualnego w konfesjonale. Choć nie podano dokładnej liczby ofiar, z Raportu można wywnioskować, że było ich kilkanaście. Nie podano też okoliczności i szczegółów wykorzystywania nieletnich, ze względu na dobro ofiar.
Osoby, których zeznania uznano za wiarygodne, poświadczyły, że McCarrick nawiązywał relacje z rodzinami jako duchowny, odwiedzał je często, spędzał z nimi święta, a następnie zaprzyjaźniał się z ich 12-13 letnimi synami, każąc nazywać się „wujek Ted”. Ten sam rodzaj strategii (będący charakterystyką seryjnego predatora seksualnego), stosował w stosunku do seminarzystów i młodych księży, których nazywał „kuzynami”. Swoich zaprzyjaźnionych podopiecznych zabierał na wycieczki, w podróże, na imprezy, na kolacje okolicznościowe z ważnymi osobistościami, co w ich rodzicach wzbudzało wdzięczność i pełne zaufanie. Jako arcybiskup diecezji Metuchen (z nominacji Jana Pawła II), w dzień swoich urodzin organizował pikniki dla męskiej młodzieży, znane jako „Dzień Wujka Teda”, w których brali udział młodzi duchowni, ministranci, seminarzyści, a także członkowie rodzin w diecezji. Pięć razy w miesiącu wydawał kolacje mające na celu relacje publiczne i zbiórki pieniężne na cele charytatywne, w których regularnie uczestniczyli „kuzyni”, którzy następnie dzielili z nim łóżko w rezydencji biskupa. McCarrick zabierał grupy chłopców do wioski rybackiej w Eldred, do swojego domku na plaży w New Jersey w Sea Girt, do małego mieszkania w Foundling Hospital na Manhattanie w Nowym Jorku, organizował nocne spotkania w hotelach i motelach lub w rezydencji biskupa w Metuchen lub Newark. Używając wybiegu, że brakuje miejsc do spania, zmuszał swoje wybrane ofiary do dzielenia z nim jednego łóżka, a następnie próbował mieć z nimi kontakty fizyczne lub stosunki seksualne. Jednemu z seminarzystów pochodzenia brazylijskiego, którego próbował wykorzystać, powiedział, że „aktywność seksualna pomiędzy księżmi jest w USA normalna, szczególnie w naszej diecezji”. Obyczaj „dzielenia łóżka” przez arcybiskupa był powszechnie znany i tłumaczony tym, że jako osoba wcześnie osierocona, utrzymywał on ciepłe, rodzinne relacje ze swoimi „kuzynami”. McCarrick sypiał w bieliźnie i namawiał do tego samego chłopców zmuszonych do dzielenia z nim łóżka. W wielu przypadkach jego kontakty fizyczne ograniczały się tylko do wspólnego spania lub masaży, w innych posunął się znacznie dalej. McCarrick namawiał do spożywania alkoholu (również osoby nieletnie), co było strategią ułatwiającą nawiązanie kontaktu fizycznego. Osaczał i izolował swoje ofiary tak, że czuły się niezdolne do oporu psychologicznego lub fizycznego, biorąc pod uwagę autorytet i pozycję duchownego. Z tego powodu jego ofiary nie miały odwagi ujawnić się przez ponad czterdzieści lat, a wszystkie donosy były anonimowe.
Jan Paweł II a sprawa McCarricka
McCarrick poznał kardynała Karola Wojtyłę w 1976 roku, gdy ten przyjechał do Stanów Zjednoczonych wraz ze swoim sekretarzem Stanisławem Dziwiszem. Jako sekretarz arcybiskupa Nowego Jorku Terence’a Cooke’a, został oddelegowany by mu towarzyszyć, pomimo, że spędzał wtedy wakacje na Bahamach. Nawiązali dość serdeczne relacje. W listopadzie 1981 r., Jan Paweł II nominował Theodora McCarricka biskupem diecezji Metuchen. Wybór był trafny. McCarrick był człowiekiem błyskotliwym, medialnym, władającym kilkoma językami, potrafiącym doskonale nawiązywać relacje, znającym się na polityce i stosunkach międzynarodowych, a przede wszystkim potrafiącym zbierać fundusze i podnieść liczbę powołań w swojej diecezji. W maju 1986 papież awansował go na arcybiskupa metropolitę archidiecezji Newark.
Jak można przeczytać w Raporcie, arcybiskup McCarrick był dla Jana Pawła II cennym współpracownikiem. Prowadził działania zgodne z politycznymi priorytetami papieża, nawiązywał kontakty oraz spotykał się z wybitnymi przywódcami politycznymi i religijnymi (z którymi współpracował przez następne dziesięciolecia, praktycznie do końca swojej niechlubnej kariery), a w szczególności komunikował się regularnie z urzędnikami wysokiego szczebla w Stanach Zjednoczonych, w tym z Białego Domu, Departamentu Stanu i Kongresu. Do jego zadań należało zbieranie funduszy na pomoc papieżowi w jego działalności charytatywnej na całym świecie. Pod koniec lat osiemdziesiątych arcybiskup McCarrick pomógł stworzyć Papieską Fundację, która skorzystała z jego ogromnego doświadczenia w pozyskiwaniu bogatych darczyńców katolickich w USA i prowadziła działania zalecane przez Stolicę Apostolską. Amerykański arcybiskup był nieocenionym specjalistą od fundraisingu i miał niezwykłą zdolność zaskarbiania sobie znajomości oraz przyjaźni poprzez hojne obdarowywanie prezentami. McCarrick gościł zarówno Jana Pawła II, jak i prezydenta Billa Clintona podczas wizyty papieża w Stanach Zjednoczonych, w październiku 1995 r. Było to ważne krajowego i międzynarodowego wydarzenie dla Archidiecezji Newark. Już przed tą wizytą pojawiły się ostrzegawcze sygnały o „zachowaniach arcybiskupa mogących wywołać skandal medialny”, zakwalifikowano je jednak jako pomówienia i plotki. Kard. John O’Connor dokonał pierwszej „weryfikacji” oskarżeń wysuwanych w stosunku McCarricka i uznał, że nie ma przeciwskazań wobec wizyty.
Abp. McCarrick dość niespodziewanie znalazł się wśród kandydatów na prestiżowe i kluczowe stanowisko arcybiskupa Waszyngtonu. Już wtedy było widomo, że: 1) jeden z księży z diecezji Metuchen, zgłosił następcy McCarricka, że w czerwcu 1987 roku był świadkiem aktywności seksualnej arcybiskupa z innym księdzem i że ten dokonał agresji seksualnej w stosunku do niego jeszcze tego samego lata; 2) w 1992 i 1993 roku wysłano serię anonimowych listów do Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych, nuncjusza apostolskiego i różnych kardynałów w Stanach Zjednoczonych, oskarżając w nich McCarricka o pedofilię z jego „kuzynami”; 3) miał obyczaj dzielenia łóżka z młodymi mężczyznami w rezydencji biskupa w Metuchen i Newark; 4) dzielił łóżko z dorosłymi klerykami w domku na plaży na wybrzeżu New Jersey. Ponadto biskup Edwart T. Hughes (następca McCarricka w diecezji Metuchen), wiedział również, że ksiądz, który był ofiarą agresji seksualnej McCarricka, dopuścił się pedofilii w swojej diecezji i z tego powodu skierował go na terapię. Zachowała to jednak dla siebie.
W październiku 1999 r., kard. John O’Connor, arcybiskup Nowego Jorku, wystosował list do ówczesnego nuncjusza apostolskiego w USA, abp. Gabriela Montalvo, przedstawiając w nim oskarżenia przeciwko McCarrikowi i ostrzegł Stolicę Apostolską przed możliwym skandalem. List został przekazany papieżowi Janowi Pawłowi II. Na życzenie Karola Wojtyły, Montalvo skierował pisemne zapytania do czterech biskupów z New Jersey, aby ustalić, czy zarzuty przeciwko McCarrickowi są prawdziwe. Odpowiedzi biskupów potwierdziły, że McCarrick dzielił łóżko z młodymi mężczyznami, ale nie wskazywały z całą pewnością, że McCarrick dopuścił się jakiegokolwiek niewłaściwego zachowania seksualnego. Trzech z czterech amerykańskich biskupów dostarczyło Stolicy Apostolskiej niedokładne, a ponadto niepełne informacje na temat zachowań seksualnych McCarricka. Tylko następca McCarricka w diecezji Metuchen, bp. Edwart T. Hughes, w liście napisanym odręcznie ze względu na zachowanie poufności, donosił o dwóch różnych epizodach potencjalnej napaści seksualnej McCarricka na dwóch różnych księży, gdy ci byli jeszcze seminarzystami, którzy z kolei dopuścili się aktów pedofilii i z tego powodu byli niewiarygodni, i zostali zawieszeni w czynnościach kapłańskich. Hughes ostrzegał: „byłoby wysoce nieroztropnym rozważać jakikolwiek awans dla arcybiskupa McCarricka”. Ta informacja trafiła do Watykanu. 6 sierpnia 2000 r., bp. Dziwisz, osobisty sekretarz Jana Pawła II, otrzymał trzystronicowy, pisany odręcznie list od abp. Theodora McCarricka, odnoszący się do zarzutów kard. O’Connora. Już wtedy siedemdziesięcioletni McCarrick twierdził, że wszystkie oskarżenia były fałszywe, że czasami brakowało mu roztropności i zapewniał: “nigdy nie miałem stosunków seksualnych z żadną osobą, mężczyzną czy kobietą, młodą czy starą, duchowną czy świecką, ani nigdy nie wykorzystałem innej osoby, ani nie traktowałem nikogo bez szacunku.” Arcybiskup przekonywał również w liście, że gdyby zarzuty wobec niego zostały upublicznione, to łatwo by je obalił.
Jan Paweł II zmienił zdanie, ostatecznie podejmując decyzję o awansie McCarricka do Waszyngtonu, w listopadzie 2000 roku. Rok później mianował go kardynałem.
Niejasne pozostają okoliczności korespondencji. Nie wiadomo w jaki sposób poufny i osobisty list McCarricka trafił w ręce Dziwisza, bez znaczków i stempli pocztowych. W dokumentach watykańskich nie ma śladu po innym liście arcybiskupa wysłanym do papieskiego sekretarza kilka miesięcy wcześniej w sprawie ewentualnych awansów. W nuncjaturze w USA nie odnalazł się inny poufny list od kard. Dziwisza, z dołączoną kopią listu McCarricka, gdzie sekretarz prosił aby usunięto jego nazwisko z korespondencji i pozostawiono jedynie list ówczesnego arcybiskupa Newark. Nie wiadomo też, kto z najbliższego grona papieża poinformował McCarricka o opinii kard. O’Connora, pozwalając mu kłamliwie odeprzeć zarzuty.
Nie ma znaczenia, czy McCarrick oszukał papieża używając wybiegu lingwistycznego i pisząc „nie miałem stosunków”. Z Raportu wynika jasno, że bezsprzecznie udowodniono, iż McCarrick w niektórych przypadkach się ich dopuścił. Jego agresje seksualne miały charakter wykorzystywania i pozbawiania godności.
Co pokazuje Raport w sprawie McCarricka?
Przede wszystkim to, że Theodor McCarrick okłamał Jana Pawła II, jego współpracowników, jego następców, cały Kościół, wiernych, media oraz opinię publiczną. A skoro osobistość takiego kalibru jak McCarrick kłamała systematycznie przez całe życie, dlaczego opinia publiczna ma wierzyć, że nie robią tego również inni kardynałowie, biskupi, duchowni…
Jan Paweł II uwierzył mu, gdyż wolał wierzyć osobie, która na stanowisku arcybiskupa Waszyngtonu byłaby dla niego użyteczna. Zignorował sygnały ostrzegawcze pochodzące z wysokiego szczebla. Nigdy nie zainteresował się ofiarami.
McCarrick cieszył się autorytetem oraz zaufaniem przełożonych i wiernych, w tym rodziców, którzy powierzali mu swoje dzieci. Dla McCarricka Kościół był miejscem, które gwarantowało mu nieograniczony dostęp do chłopców w okresie dojrzewania, nieletnich i młodych mężczyzn. Kościół go również chronił. Był przekonany, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw dzięki jogo autorytetowi, pozycji kardynała i systematycznym kłamstwom oraz dzięki klerykalnej kulturze milczenia i ukrywania skandali seksualnych, niedbałościom i dziurom w systemie przepływu informacji, pomiędzy diecezjami, nuncjaturą oraz Watykanem. Czytając Raport, nie sposób nie zwrócić uwagi na tę kulturę milczenia i ukrywania. Pierwsze skargi były przyjmowane ustnie i nic z nimi dalej nie robiono; donosy i wszelką korespondencję związaną z podejrzeniami o niewłaściwe zachowanie seksualne przechowywano jako poufną; ważne listy pisano odręcznie, aby nie pozostawić śladu w komputerze; nie przesyłano informacji do nuncjatury; nuncjatura nie kierowała do Watykanu informacji, które wreszcie zgromadziła; adnotacje i polecenia na dokumentach watykańskich również zapisywano odręcznie, z adnotacjami „poufne”. Jedynym zmartwieniem Kościoła było to czy nie wybuchnie skandal oraz to, czy w razie jego wybuchu, będzie się można przed nim obronić. Czytając Raport, zaskakuje, że instytucje kościelne śledziły z uwagą media i inne publikacje, tylko pod tym kontem. Zaskakuje, że były prowadzone poufne rozmowy ugodowe z ofiarami, które za milczenie otrzymały pieniądze. Przynajmniej dwóch księży, którzy stali się ofiarami McCarricka w młodości, miało w konsekwencji poważne problemy psychoseksualne i dopuściło się kontaktów seksualnych z nieletnimi. Jeden z nich (nazywany w Raporcie Ksiądz 1) już w 1993 r., wyjawił bp. Hughesowi całą sprawę, a w 2005 napłynęły do Kongregacji Nauki Wiary jego kompletne akta, w tym oskarżenia dotyczące nadużyć seksualnych dokonanych przez McCkarrika w 1987 r. Jedyna osoba, która imiennie przez lata zgłaszała nadużycia seksualne McCarricka, została uznana za niewiarygodną i dopuszczającą się fałszywych oskarżeń, gdyż sama wykorzystała dwóch nastolatków. To pokazuje, że w hierarchicznym systemie Kościoła, słowo ofiary czy zwykłego księdza nie liczy się w konfrontacji z biskupem, arcybiskupem, kardynałem. Ofiara czy zwykły ksiądz nie mają szans udowodnić czegokolwiek kardynałowi, nawet jeśli ten jest kłamcą i pedofilem.
W czerwcu 2005 roku, 75-letni arcybiskup Waszyngtonu zgodnie z obyczajem, złożył dymisje na ręce Benedykta XVI. Ze względu na dobry stan zdrowia i doskonałą pracę papież wyraził zgodę, aby pozostał na stanowisku przez kolejne dwa lata. Pogłoski o niewłaściwym zachowaniu seksualnym stały się bardziej konkretne. W archiwum Kongregacji Nauki Wiary znalazła się wreszcie nota dotycząca Księdza 1, choć postępowanie w jego sprawie zostało zamknięte. Kolejny biskup Metuchen, Bootkoski, wysłał do nuncjusza Montalvo notkę informującą o dwóch oskarżeniach ze strony Księdza 1 i Księdza 2. Pojawił się artykuł w internetowym blogu Review Board, w którym Ksiądz 2 mówił o „obyczaju dzielenia łóżka”. Watykan, który po wybuchu skandali seksualnych w różnych krajach świata ogłosił politykę „tolerancji zero”, postanowił jednak odwołać po cichu McCarricka z urzędu arcybiskupa Waszyngtonu i skłonić go do wycofania się z życia publicznego. Kardynał został wezwany do Rzymu przez ówczesnego Prefekta Kongregacji ds. Biskupów, kard. Giovanniego Battistę Re i została mu zakomunikowana decyzja. McCarrick nadal twierdził, że to pomówienia, zgodził się jednak odejść i opuścić kampus dla seminarzystów, gdzie mieszkał, jeżeli jego odwołanie nie będzie wyglądało na karę. Watykan martwił się tylko o to, by do tego czasu nie wybuchł skandal. W 2006 roku adwokat Księdza 1 złożył oficjalny incident report, w którym zostały przedstawione zarzuty przeciwko McCarrikowi, dokument dotarł do władz cywilnych i kościelnych. Kard. Re, wystosował list do nowego nuncjusza w USA, Pietro Scambi, wydając w nim instrukcję, aby kard. Theodor McCkarrick, emerytowany arcybiskup Waszyngtonu wycofał się z życia publicznego i oddał modlitwie. Choć McCkarrick znacznie ograniczył swoje wyjścia publiczne w USA, nadal podróżował po świecie, uprawiał „miękką” dyplomację spotykając się z najważniejszymi liderami politycznymi i religijnymi, bywał regularnie w Rzymie i brał udział w spotkaniach z następcami Jana Pawła II. Praktycznie nie zastosował się do zaleceń swojego przełożonego. Nadał twierdził, że stawiane mu oskarżenia są fałszywe. W kwietniu 2008 roku, podczas podróży Benedykta XVI do Stanów Zjednoczonych, kard. McCarrick koncelebrował mszę z papieżem w katedrze św. Patryka oraz uczestniczył w obiedzie podczas papieskiej wizyty w Nowym Jorku. Po tym epizodzie, psychoterapeuta i były zakonnik benedyktyński, Richard Sipe, opublikował w Internecie „list otwarty” skierowany do Benedykta XVI zatytułowany „Deklaracja dla papieża Benedykta XVI w sprawie modelu kryzysu nadużyć seksualnych w Stanach Zjednoczonych”. Według Sipe’a „aberracja seksualna” w Kościele katolickim nie była generowana oddolnie, ale odgórnie – poprzez zachowania seksualne przełożonych, nawet biskupów i kardynałów”. Sipe opisał min. przykład kard. McCarricka. W publicznym liście Sipe’a nie padły zarzuty o pedofilię i nie został on zauważony przez media głównego nurtu, nie stanowił więc zagrożenia dla Kościoła. Po tej publikacji, abp. Carlo Maria Vigano, ówczesny członek Sekretariatu Stanu, napisał oficjalną notę na temat McCarricka, w której ostrzegał przed wybuchem niezwykle groźnego skandalu, którego przyczyną będzie kardynał, sugerując, aby papież, w którego ekskluzywnej kompetencji leży sądzenie kardynałów, podjął odpowiednie kroki. Nota, choć puszczona w obieg w Watykanie, nie miała większych konsekwencji. Ani Benedykt XVI, ani Franciszek do 2018 r., nie egzekwowali zaleceń kard. Re z 2006, sądząc, że skoro Jan Paweł II przeegzaminował już sprawę McCkarricka i pozytywnie ocenił list skierowany przez niego do Dziwisza, to jest on niewinny. McCkarrick prosił nawet, aby restrykcje wobec niego zostały odwołane. Upłynęło kolejnych dziesięć lat, podczas których Watykan preferował wierzyć, że sprawa McCkarricka to plotki i pomówienia bez dowodów, dokonywane przez osoby niewiarygodne, a nie przez jego ofiary…
Kłamstwo trwające prawie pół wieku
W czerwcu 2018 r., McCarrick został po raz pierwszy oskarżony o seksualne molestowanie dzieci w latach 1971-72, w nowojorskiej katedrze św. Patryka, przez byłego ministranta. Powołana komisja kościelna uznała zarzuty za wiarygodne. Po upublicznieniu oskarżeń, 28 lipca 2018 r., papież Franciszek przyjął rezygnację McCkarricka z Kolegium Kardynalskiego i zawiesił go ad divinis, nakazując prowadzenie życia w odosobnieniu i pokucie.
28 sierpnia 2018 r., w różnych mediach katolickich ukazało się 10-stronicowe dossier, opublikowane przez byłego nuncjusza w USA, Carlo Maria Vigano i mówiące o tym, że Kościół, włącznie z papieżem Franciszkiem, od lat wiedział o nadużyciach homoseksualnych kard. Theodora McCarricka. Vigano domagał się dymisji papieża.
Dopiero 11 stycznia 2019 roku, na podstawie informacji zebranych w toku postępowania administracyjnego, Kongregacja Nauki Wiary wydała dekret, w którym McCarrick został uznany winnym nagabywania podczas sakramentu spowiedzi oraz popełnienia grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu z nieletnimi i dorosłymi, z obciążającymi okolicznościami nadużycia władzy. To najcięższe grzechy, jakie możne popełnić kapłan. 15 lutego 2019 został ostatecznie wydalony ze stanu kapłańskiego.
W wyniku tych wydarzeń powstał omawiany Raport, stanowiący przede wszystkim odpowiedź na zarzuty Vigano, będące wynikiem politycznej walki wewnętrznej w Kościele i własnych ambicji arcybiskupa. W Raporcie udokumentowano, że gdy abp. Vigano był nuncjuszem w USA, w latach 2011-2016, w sprawie McCarricka nie zrobił nic i nie przekazał dotyczących go dokumentów do Watykanu.
Niestety w tej sytuacji nasuwa się pytanie: „Czy gdyby Vigano bezprecedensowo nie zażądał dymisji Franciszka, moglibyśmy przeczytać ten Raport i poznać prawdę?”. Prawdopodobnie nie…
Rapporto sulla conoscenza istituzionale e il processo decisionale della Santa Sede riguardante l’ex Cardinale Theodore Edgar McCarrick (dal 1930 al 2017) to lektura szokująca, nawet dla dziennikarza, który skandalem pedofilii w Kościele zajmuje się od lat, gdyż ukazuje od podszewki cały mechanizm przemilczania i ukrywania nadużyć seksualnych mających miejsce od lat 70-tych ubiegłego wieku, do dziś. Jego upublicznienie było odważną decyzją ze strony papieża Franciszka. Warto, aby przeczytali go nie tylko dziennikarze, ale także polscy katolicy i wyciągnęli wnioski…

Odświęcanie Kościoła

Gdyby Kościół miał dokonać dekanonizacji, to nie zostałby mu chyba żaden święty. Na razie jednak zaczął od zrzucania z ołtarzy Gulbinowicza, Mc Carricka i Dziwisza.

Ponad półtora roku temu media obiegł apel działaczek katolickich. „Żądamy dekanonizacji papieża Jana Pawła II” – pisały w „Le Monde” – „protektora oprawców w imię «racji Kościoła« oraz głównego architekta ideologicznej konstrukcji «kobiety«, a także zakazu nauczania, propagowania oraz publikowania «teologii ciała«, którą głosił on podczas swych katechez środowych”.
Kościelne feministki
Swój postulat wykreślenia Wojtyły z grona świętych uzasadniały też tym, że papież Polak był protektorem duchownych wykorzystujących seksualnie zakonnice. No i kultywował opresyjny ideał kobiety.
Dzięki tej informacji wiemy dwie rzeczy. Po pierwsze, że istnieją katolickie feministki. A po drugie, że jak się jest katolikiem mającym jakieś poglądy, to w ich imię można zażądać dekanonizacji. Czyli czegoś, co jakże dobrze znamy z Polski – lustracji i zrzucania z piedestałów.
Katoliccy antyfuterkowcy
Na pewno są katoliccy ekologowie. Szczególnie zaś tacy nastawieni prozwierzęco. Niewykluczone też, że dołączą do nich katoliccy weganie i miłośnicy nauczania św. Franciszka o zwierzętach jako „braciach mniejszych”. I wszyscy oni winni zażądać wykluczenia z grona świętych faceta, który zajmował się głównie zabijaniem zwierząt dla zabawy. Oczywiście można by św. Hubertowi zarzucić niewierność małżeńską i mnóstwo standardowych niegodziwości, ale ponieważ takie sprawki można wyciągnąć większości świętych katolickich, to można uznać, że widać są one przypisane do statusu osoby kanonizowanej lub beatyfikowanej. Do Ojców Kościoła zaś w szczególności. Żeby wspomnieć wieloletnią satysfakcję czerpaną przez św. Pawła z Tarsu z zabijania chrześcijan. Albo to, że św. Augustyn będąc miłośnikiem kobiet i wybitnie niechrześcijańskiego manicheizmu, gdy wyczerpał mu się zapas testosteronu, a chrześcijanie zaproponowali mu niezłą fuchę, pogonił kobietę, z którą był 17 lat i zaczął nauczać, że seks jest największym z grzechów.
Dokładnie tak samo miała św. Maria Egipcjanka, której nieposkromiona nimfomania nie przepuszczała żadnemu chłopu, by – gdy nikt nie był już nią zainteresowany – zostać psem ogrodnika straszącym mękami piekielnymi za każdy orgazm.
Pacyfiści z zakrystii
Wśród wyznawców katolicyzmu nie powinno brakować osób, dla których jak jest napisane „Nie zabijaj”, to nie zabijaj. A szczególnie gdy do mordowania innych dochodzi nie w obronie własnej czy kraju, ale dla podboju, zdobycia władzy czy innych dóbr, albo wykonania czystki etnicznej tudzież religijnej.
Gdyby tacy katolicy poważnie brali dekalog, to na dzię dobry powinni wystapić o odebranie tytułów świętych czy błogosławionych setkom osób wyniesionych przez Kościół katolicki.
Choćby św. Oldze. Przecież kobieta ma na sumieniu zakopanie 20 osób żywcem. Spalenie żywcem kilkudziesięciu innych zresztą też. Nie wspominając już o odurzeniu i rozkazie wymordowania innych kilkuset bezbronnych wojów. A to wszystko po to, żeby zdobyć i utrzymać władzę.
Nieślubnym wnukiem św. Olgi był św. Włodzimierz. I nie ma się co czepiać podejmujących decyzję o jego kanonizacji za to, że nie zwrócili uwagi na taki drobiazg, że oprócz 7 żon święty miał harem 800 konkubin podzielonych na grupy i mieszkających w głównych miastach jego królestwa. Nieważne też, że gdziekolwiek podróżował, wszędzie była grupa kobiet, które zapewniały mu rozrywkę. Nieistotne, że mimo to i tak zgwałcił swoją szwagierkę. No i rżnął, palił i mordował wszystko co stanęło mu na drodze. Ale trudno zrozumieć, że nikt nie zwrócił uwagi na to, że składał ofiary z ludzi. I to na dodatek zaprzyjaźnionych chrześcijan.
Mordowanie przeciwników politycznych. Wybijanie ludności cywilnej to przymioty całego stada św. katolickich królów i książąt. Choćby św. Olafa króla Norwegii, Wikinga skądinąd. Czy św. Eryka IX Jedvardssona, króla Szwecji uhonorowanego świętością za wyprawę krzyżową na Finlandię i chrzczenie jej mieszkańców ogniem i mieczem. Nie inaczej ze św. Kanutem Lavardem, księciem duńskim, czy św. Kanutem IV – duńskim królem.
Uświęcanie wojujących władców wcale nie sprowadzało się w Kościele katolickim tylko do Skandynawii. Jest przecież św. Oswald król Nortumbrii z VII w. I jest św. Wacław I – król Czech, który zasłużył się katolicyzmowi konfliktem z bratem i podporządkowaniem swojego kraju Cesarstwu Rzymskiemu Narodu Niemieckiego.
Temu Cesarstwu, które odrodził nie kto inny jak bł. Karol Wielki. Władca, który przez cały okres panowania krzewił chrześcijaństwo tocząc wojny i poszerzając granice swego władztwa na niemal całą Europę Zachodnią. Karol Wielki przeprowadził 54 kampanie wojenne. Połowie z nich przewodząc osobiście.
W tym kontekście nie ma nawet co wspominać króla Francji św. Ludwika IX, który promował swój kraj walcząc w Palestynie, a we krwi utopił ledwie powstanie Katarów. Bo wojny z Anglią nie ma mu co wyciągać, gdyż należała ona do średniowiecznego europejskiego standardu. Ale warto napomknąć o św. Stefanie. Królu bratnich naszej władzy Węgier. Facecie, któremu można by zarzucić nie tylko 7 grzechów głównych, ale dziesiątki pomniejszych.
Ale i dziś w kanonizacjach niewiele się zmieniło 23 września 2015 roku papież Franciszek kanonizował św. Junipero Serrę hiszpańskiego duchownego prowadzącego misje w Kalifornii w XVIII w. A, że facet kierował masakrą Indian? No cóż…
Smakosze spod stołu Pańskiego
Wymienione w śródtytule grupy powinny działać na rzecz dekanonizacji i to natychmiast. Wszak święci mają być przykładem dla wiernych. Co w takim razie z wzorem do naśladowania w osobie św. Teresy z Avili, której posty sprowadzały się do prowokowania wymiotów za pomocą gałązek? A św. Katarzyna ze Sieny, która wkładając do gardła palce powodowała zwracanie wszystkiego co zjadła w dniu gdy przyjmowała komunię?
Ale to jeszcze nic. Św. Aniela z Foligno piła wodę z kąpieli po trędowatych. I nawet zapisała w pamiętniku, że „kawałek strupiastej skóry trędowatego utknął mi w gardle. Zamiast go wypluć, zadałam sobie wiele wysiłku, aby go przełknąć i udało mi się. Miałam wrażenie, że przyjęłam komunię. Nigdy nie potrafię wyrazić rozkoszy, jaka mnie ogarnęła”. W uznaniu dla tej postawy, w 2013 roku papież Franciszek ogłosił tę panią świętą.
Jeśli komuś potrzeba jeszcze ciekawszego świadectwa świętości to służę św. Marguerite Marie Alacoque, która doznawała ekstazy religijnej spożywając w ramach umartwiania ekskrementy. Ze szczególnym uwzględnieniem tych, od osoby chorej na biegunkę. Poza tym, wzmiankowana święta wycięła sobie na piersiach podobiznę Jezusa. I żeby rany się nie goiły, przypalała je świecą.
Św. Maria Magdalena dei Pazzi do świętości doszła tarzając się w cierniach, a w wolnych chwilach prosiła siostry o chłostę, ubliżanie jej i kopniaki w w twarz.
Święci upolitycznieni
W 1998 r. Jan Paweł II beatyfikował bł. Alojzije Stepinaca. I nieistotne, że mnóstwo historyków i miliony ludzi uznają Stepinaca za zbrodniarza z czasów II wojny światowej. Nieważne, że arcybiskup był podporą faszystowskiego Niezależnego Państwa Chorwackiego. Nadzór nad przymusowym nawracanie na katolicyzm 240 tysięcy prawosławnych obywateli przedwojennej Jugosławii, to też dla kościoła pryszcz. Jak i to, że ani słowem Stepinac nie zająknął się o zamknięciu obozu w Jasenovacu, w porównaniu z którym więźniowie Auschwitz byli na wakacjach. Kościoła katolickiego nic nie przekona, że facet był współodpowiedzialny za eksterminację Serbów, Żydów i Romów.
Jednym z katolickich patronów Polski jest św. Maksymilian Maria Kolbe. Za to, że poszedł na śmierć w zamian za innego więźnia. Katolika – Franciszka Gajowniczka. Co jest o tyle istotne, że zrobił to w miejscu, gdzie stracono ok 1 mln Żydów. Tymczasem to właśnie tej nacji Kolbe poświęcał na łamach redagowanych przez siebie pism katolickich nader dużo uwagi. Jezuita Stanisław Musiał mówił, że „W jego tekstach możemy przeczytać, że nazywał ich słowami: obrzezani, żydki”, ale świętości Kolbego nie kwestionował. Tymczasem media Kolbego zarzucały Żydom, że demoralizują Polaków, propagują rozwody i pornografię. Opisywano ich międzynarodowe spiski. I ile razy ktoś z narodu wybranego zostawał skazany, to stawał się bohaterem wydania, a jego wina była rozdmuchiwana do granic.
Poza tym media Kolbego oczywiście były za zamknięciem da Żydów uczelni i optowały za umożliwianiem im wyjeżdżania do Palestyny. Nie wspominając już o takim drobiazgu, jak propagowanie akcji „Polak kupuje u Polaka”.

Byłoby zatem kogo dekanonizować i za co. Tyle, że Kościół nigdy nikogo świętości nie pozbawił. Kanonizacje są bowiem dla niego pomnikami, których w przeciwieństwie do świeckich, nigdy nie zwalał. Co najwyżej chował niewygodnych świętych ściągając ich z kalendarza i usuwając z funkcji patronów kościołów. Bo święci to rzadki przykład braku hipokryzji w tej instytucji. Występują w kościelnych spisach pokazując, jakie interesy, dzięki uświęcaniu tych czy innych, ta instytucja załatwiała. Dla księży i hierarchii są dowodem tego jak się prowadzi aktualną politykę, czy promuje określone postawy. Czyli – jak się rządzi. Dlatego Wojtyle nic nie grozi. Ale jego współpracownikom – już niekoniecznie.

Bigos tygodniowy

Pod hasłem „veto albo śmierć” odbyła się z wielkim zadęciem w Ministerstwie Sprawiedliwości partyjna konferencja ziobrystów z Ziobrem na czele, którzy z rzadką nawet jak na nich agresją zaatakowali Unię Europejską za wprowadzenie mechanizmu: pieniądze unijne pod warunkiem przestrzegania praworządności. Domagają się veta przeciw temu mechanizmowi. Ziobro gra swoją grę, ale może wprowadzić nas jako kraj w taki kanał, że się nie pozbieramy.


Pandemia szaleje, a tymczasem w reakcji na ofertę pomocy złożoną przez prezydenta Niemiec Franka Waltera Steinmeiera Duduś zachował się jak Duduś – w idiotycznej i oszalałej poetyce „godności narodowej” i „wstawania z kolan”. Odpisał zatem tweetem, że i owszem, on dziękuje za propozycję, ale Polska też może w razie czego wspomóc Niemcy. A stało się to w sytuacji, gdy gołym okiem widać, że polska służba zdrowia robi już bokami i niedługo może się zderzyć ścianą. Właściwie to już się zderzyła, czego dowodem jest brak remdisiviru, leku niezbędnego w leczeniu COVID-u, brak tlenu, niezbędnego dla ratowania duszących się pacjentów, brak personelu, który wspiera walczących o życie chorych. Nie znajduję odpowiednich słów dla skomentowania tej obłąkańczej narracji, oszalałej w nienawiści do niemieckich partnerów i będącej wyrazem jakiegoś paroksyzmu nacjonalistycznego odległego od rozumu o sto lat świetlnych.


Innym dobitnym świadectwem poziomu rozumu i mentalności tego człowieka znaczy się Dudy, jest sposób, w jaki złożył gratulacje prezydentowi elektowi Joe Bidenowi. Zamiast wygranej w prezydenckich wyborach, pogratulował mu „udanej kampanii”, co w języku dyplomatycznym można odczytać tylko w ten sposób – „gratuluję ci konwencjonalnie, ale twoja wygrana mnie nie cieszy”. Ciekawe, jak polska Duda wyobraża sobie kontakty z Joe Bidenem, który w styczniu 2021 roku zastąpi Donalda Trumpa w Białym Domu?


Pierwsze co Czarnek Przemysław zrobił na funkcji ministra edukacji i nauki, to zaatakował pogróżkami nauczycieli i uczniów. Tych oczywiście, którzy wspierali czy uczestniczyli w Ogólnopolskim Strajku Kobiet. W czasach pierwszej fali rządów prawicy, w latach dziewięćdziesiątych zdarzały się różne zachowania i gesty ideologiczne z tamtej strony, ale w porównaniu z obecnie prezentowanymi poglądami były to zjawiska nader umiarkowane.


W Unii Europejskiej do której, co należy niektórym przypomnieć, należymy od 2004 roku, potwierdzono przyjęcie mechanizmu, polegającego na tym, że przestrzeganie praworządności będzie warunkiem koniecznym do uzyskania unijnych pieniędzy. Nasi, tzn. rząd PiS już zapowiedział walkę z tym pomysłem. Dziwne to bardzo, bo przecież w Polsce przestrzega się praworządności, przynajmniej rządzący tak mówią, zapewniając o tym społeczeństwo. Więc o co chodzi z tą walką? Czyżby Mateo i inni żartowali? W każdym bądź razie Unio Europejska – tak trzymaj i nie popuszczaj!


Zmarł arcybiskup, ex-metropolita wrocławski Henryk Gulbinowicz. Zanim to jednak nastąpiło, purpurat został przez Watykan pozbawiony wszelkich praw wynikających z jego pozycji. Była to reakcja na ukrywanie przez niego aktów pedofilskich księży, a także jego własnych postępków seksualnych. W kłopotliwej dla Kościoła katolickiego sprawie już przyszedł usłużnie w sukurs IPN. Ogłosił, że w latach PRL Gulbinowicz współpracował z SB w formie „dialogu operacyjnego”. Sens tego posunięcia polega na sugestii, że tego rodzaju „grzesznik seksualny” nie mógł nie być kapusiem.


To nie koniec problemów polskiego Kościoła katolickiego, w minionym tygodniu cała Polska mogła zobaczyć na ekranach telewizorów, bełkocącego coś niewyraźnie i mętnie Dziwisza Stanisława, uważanego za ekskapciowego papieża Wojtyły, nadmiarowo zrobionego przez papieża Benedykta XVI kardynałem. Jak się bowiem okazało, Dziwisz to tak naprawdę „Don Stanislao”, który całymi latami zajmował się intrygami personalnymi w Watykanie, z dużymi pieniędzmi w tle. Jak wynikało z jego wypowiedzi nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wie o tych intrygach, a pytania dziennikarzy zmierzające do wyjaśnienia jego roli np. w sprawie nominacji Theodora McCarricka przestępcy seksualnego na kardynała traktował jako obraźliwe. I to nie koniec historii z naganną rolą Don Stanislao, bo ciąg dalszy bez wątpienia nastąpi.


Tego roku, 11 listopada, nie było już nawet pozoru „poczciwego” „marszu niepodległości” z udziałem „rodzin z dziećmi”. Tym razem objawiła się niczym nie zakryta naga prawda o nim. Zdziczałe hordy wyszły na ulice i lekceważąc orzeczenie sądu zakazujące marszu, napadały na policję i dewastowały Warszawę. „Patrioci” zaatakowali Empik, położony w centrum miasta, podpalili mieszkanie artysty witkacologa, zniszczyli stację Veturillo i to nie koniec spisu ich patriotycznych dokonań. PiS przez lata hodowało bestię, która ostatecznie chyba wymknęła mu się spod kontroli. Co PiS zrobi z tym flirtem z elementami faszystowskimi? Czy i jakie konsekwencje poniesie formalnie odpowiedzialny za te burdy niejaki Bąkiewicz? Póki co, sygnały wysyłane przez pisowskich oficjeli są niejasne, a głosu w tej sprawie nie zabrał Jaro, jak by nie było wicepremier do spraw bezpieczeństwa, więc musimy poczekać na klarowne stanowisko partii, choć po obejrzeniu transmisji z marszu niepodległości każdy uczciwy, acz szary człowiek wie doskonale, że ze świętowaniem Dnia Niepodległości nie miało to nic, ale to nic wspólnego.


Bigos tygodniowy ze zdziwieniem odnotował, że ustawa covidowa na mocy której medycy walczący z zarazą mieli otrzymać podwyżkę wynagrodzeń pomimo podpisania przez Dudę już na początku listopada, nie została jeszcze ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Najprościej oznacza to, że ustawa niby jest, ale tak jakby jej nie było. Rządzący mętnie tłumaczą przyczyny zwłoki, a medycy czekają. Nie koniec to zadziwień, jak się bowiem okazuje, w grupie czekającej na podwyżki nie ma salowych, osób bez których nie sposób sobie wyobrazić działania żadnego szpitala, a szpitala zakaźnego w szczególności. Każdy, kto był w szpitalu albo jako pacjent albo jako odwiedzający chorego, wie że praca salowych jest nie tylko ciężka, ale i odpowiedzialna. A w dobie koronawirusa po prostu niebezpieczna. Dlaczego pominięto przy uchwalaniu ustawy tę grupę zawodową, pracującą za marne grosze? Czy naprawdę państwa, którego funkcjonariusze wożą swoje d… w luksusowych wozach nie stać na godziwe opłacenie pracy osób, narażających tak naprawdę codziennie swoje zdrowie i życie? Może Niedzielski Adam wraz z gronem kierowniczym Ministerstwa Zdrowia pochyli się nad tą sprawą szybko i skutecznie?

Bigos tygodniowy

Najczarniejsze koszmary stają się rzeczywistością. Pandemia coraz bardziej, lawinowo się rozpędza, a władza PiS zdecydowała się na arcybarbarzyńskie posunięcie w stosunku do kobiet i ich praw. Piekło kobiet rozpęta się teraz z siłą, jakiej do tej pory nie znaliśmy. Podstępnie scedowano brudną robotę z Sejmu na atrapę tzw. Trybunału Konstytucyjnego. Obowiązująca w Polsce od 27 lat najbardziej drakońska ustawa antyaborcyjna w Europie zostanie zmieniona tak, że będzie to oznaczało praktycznie całkowity zakaz aborcji. Nie ma odpowiednich słów by adekwatnie nazwać to horrendum, tę hańbę, która dokonała się 22 października 2020 roku. Polska stała się tego dnia najbardziej opresyjnym i ponurym miejscem w Europie, europejskim Salwadorem. To co się stało, jest tak straszne i tak brzemienne w skutki, że powinno być właściwie jedynym tematem bigosu. Nie chce się wierzyć, że coś takiego mogło się stać w kraju członkowskim Unii Europejskiej. Nie ma też złudzeń, że na tym się skończy. Tylko czekać jak po zniesieniu legalności przesłanki embriopatologicznej, zniesiona zostanie także legalność dwóch pozostałych przesłanek uprawniających do przerwania ciąży – zagrożenia zdrowia i życia kobiety oraz przestępczego źródła ciąży. Tuż po ogłoszeniu wyroku przez tzw. Trybunał Konstytucyjny, w wielu polskich miastach, odbyły się protesty. W Warszawie, nieopodal domu Kaczyńskiego, doszło do starć z policją, która potraktowała demonstrantów gazem i zatrzymała kilkanaście osób. Więcej, protesty nie ustały w kolejnych dniach pomimo ograniczeń epidemicznych i trwają już blisko tydzień. Biorą w nich udział przede wszystkim bardzo młodzi ludzie, ich skala jest zapewne większa niż pamiętny, masowy Czarny Protest z października 2016 roku.

*****

A teraz kilka słów refleksji „na chłodno”, choć tak naprawdę nie sposób w tej kwestii zachować chłodnego dystansu. Układ sił politycznych w Polsce od wielu lat nie pozwalał nawet marzyć o szansach na liberalizację prawa aborcyjnego, ale z drugiej strony wydawało się, że nie ma także klimatu sprzyjającego co pewien czas podejmowanym przez fundamentalistów próbom jego zaostrzenia. Te próby, włącznie z projektem Godek i projektem Ordo Iuris jesienią 2016 roku nie powiodły się także wskutek postawy Kaczyńskiego. Wydawało się więc, że obecnie obowiązująca, ale pozostawiająca kilka wyjątków od zakazu aborcji restrykcyjna ustawa trwać będzie jeszcze długo. Co więc spowodowało ten nagły i mimo wszystko jednak zaskakujący ruch? Pojawił się argument, że chodziło o przykrycie nieudolności władzy w walce z pandemią, nadchodzącego wielkimi krokami kryzysu gospodarczego, bo to o czym donoszą media już jawi się jako katastrofa, apokalipsa. Zgodnie z innymi argumentami, Kaczyński zdecydował się na ten ruch, by zneutralizować nacierających od prawej strony fundamentalistów z Konfederacji i „Solidarnej Polski” Ziobry. Być może jest tu coś na rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że podstawową przyczyną tego, co się stało jest fakt, że PiS to formacja fundamentalistyczno-autorytarna, której celem jest podporządkowanie sobie wszystkich sfer życia. Czyli, nie chodzi tylko o taktykę, ale że oni – PIS-owcy mają po prostu taki pogląd na świat.

*****

Dziwisz, niegdysiejszy kapciowy Wojtyły w randze kardynała okazał swoją nicość. Indagowany o sprawę pedofilii wśród podległych sobie księży, na oczach widzów jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych wił się i kluczył, „szedł w zaparte”, po prostu „nie widział, nie słyszał, nie mówił”. Wypierał się w żywe oczy wszelkiej wiedzy i wszelkiej odpowiedzialności za czyny kapłanów, latami krzywdzących małoletnich, pomimo że przedstawiono świadectwa, że wiedzę taką miał, tylko nic, ale to nic z nią nie zrobił. Osobnik, który nie ma kwalifikacji nawet na wiejskiego proboszcza, nie był w stanie okazać nawet cienia empatii ofiarom pedofilii. A tak w ogóle ciekawe, jak i kiedy Kościół Katolicki w Polsce zamierza rozwiązać nabrzmiewający problem coraz większej liczby osób, pokrzywdzonych przez jego funkcjonariuszy, którzy zebrali się na odwagę i niejednokrotnie publicznie opowiadają o swojej traumie? Na razie oprócz okrągłych słów KK konkretnych rozwiązań nie proponuje.

*****

Mimo poparcia ponad tysiąca organizacji pozarządowych i szacownych instytucji, 201 posłanek i posłów, pisowska większość odrzuciła kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Przebieg posiedzenia Sejmu, a zwłaszcza stanowisko PiS, wyrażone właściwie jednym zdaniem przez Kanthaka Jana nie pozostawia wątpliwości, że rządzący najchętniej zlikwidowaliby RPO, ale skoro konstytucja nie daje takiej możliwości, wepchną na to stanowisko swojego funkcjonariusza o poglądach skrajnie fundamentalistycznych w rodzaju Czarnka czy Pawlaka, pseudorzecznika praw dziecka. Bigos tygodniowy stawia na niejakiego nomen omen Warchoła, obecnego sekretarza stanu w resorcie kierowanym przez Ziobro, piastującego dodatkowo funkcję rzecznika rządu do spraw praw człowieka albo kogoś bardzo, bardzo podobnego. Z tym, że jeszcze rządzący muszą się zastanowić co z senatem zrobić, bo niestety ten ma coś do powiedzenia w sprawie wyboru RPO. Najbardziej cieszy, że Zuzanna Rudzińska – Bluszcz nie wymięka i już zapowiada, że będzie ponownie kandydować. Bigos tygodniowy oczekuje zatem z niecierpliwością, kiedy prawica wystawi swojego kandydata, kto nim będzie i jaki program nam zwykłym obywatelom przedstawi. Będzie się działo!

*****

W miniony piątek, w plenerze odnalazł się Duda, z tym że ten plener to była tak naprawdę przebudowa Stadionu Narodowego na szpital tymczasowy. Duda i towarzyszący mu mężczyźni stali na tle krzątających się robotników i Duda prawił, jak będzie fajnie na tym stadionie, jak już zostanie przebudowany. Bigos tygodniowy nie wątpi, że może być fajnie, choć zważywszy sytuację epidemiologiczną kraju, uważa że może z tą fajnością to przesada. Co gorsze, Bigos tygodniowy nie może uwolnić się od kilku natrętnych pytań, które są związane z tą wiekopomną inwestycją. Mianowicie, ile lat tak przebudowany stadion będzie wykorzystywany jako szpital „tymczasowy”, ile taka przebudowa będzie kosztowała, ile będzie kosztował demontaż szpitala tymczasowego, gdy COVID 19 już się skończy i kto zarobi, na tych wszystkich montażach i demontażach, bez wątpienia, dużą kasę? I żeby nie było, Bigos tygodniowy uważa, że szpitali zakaźnych, medyków specjalizujących się tej dziedzinie jest mało, bardzo mało, w ogóle że polska służba zdrowia leży i kwiczy, bo po prostu w dobie koronawirusa zwyciężyło nasze narodowe zawołanie „Jakoś to będzie”, zamiast nudnej, rzetelnej roboty u podstaw. Tak tylko myśli, jaki ma sens taka przebudowa Narodowego oprócz propagandowego dymu? No jaki? Z różnych stron dobiegają wszak informacje, że w różnych miastach stoją szpitale, które w nieodległej przeszłości zostały zamknięte i należałoby je tylko otworzyć i doposażyć, aby mogły przyjmować pacjentów. Więcej, te szpitale zostałyby z nami na dłużej, tak na wszelki wypadek, bo naukowcy, ci wstrętni pesymiści, wieszczą, że ta pandemia to tak naprawdę uwertura tego co czeka ludzkość, również nas Polaków, w nieodległej przyszłości i zakaźne choróbska, przy których SARS – CoV-2 to pikuś, czają się za węgłem. A tak w ogóle, czy ktoś tak poważnie rozważał czy rzeczywiście, skoro istnieją gotowe budynki szpitalne (w tym podobno w Warszawie), adaptacja Narodowego prowadzona z takim rozmachem jest celowa, czy w ogóle ktoś policzył, a myślę tu przede wszystkim o Dworczyku Michale, ale nie tylko, ile to będzie kosztowało nas wszystkich, bo przecież środki pójdą z chudego budżetu ? Czy opinia publiczna nie powinna już teraz poznać faktycznych powodów przebudowy Stadionu Narodowego na szpital tymczasowy i kwoty za jaki zostanie zrealizowany ten fantastyczny pomysł? Najsmutniejsze jest to, że Stadion Narodowy to wisienka na torcie pomysłu forsowanego przez rządzących, media donoszą o kolejnych obiektach stadionach, halach targowych, centrach kongresowych, które za jak należy się domyślać za grubą, bardzo grubą kasę, będą adoptowane na tymczasowe szpitale. Ale co tam, Polska jest bogata i na pewno da radę.

*****

Wracam do rewolucji jaka od 22 października 2020r. dokonuje się na naszych oczach na ulicach polskich miast i miasteczek, bo to jest właściwie temat, który mógłby być jedynym tematem Bigosu tygodniowego. Tłumy, przede wszystkim młodych ludzi, w związku z wydaniem przez tzw. Trybunał Konstytucyjny wyroku prowadzącego tak naprawdę do całkowitego zakazu aborcji, protestują. Mają poczucie, że kobietom, ale nie tylko, także ich mężom, partnerom życiowym, odebrano prawo do decyzji w kwestii tak istotnej jak decyzja o terminacji uszkodzonego płodu. Mają poczucie, że pozbawia się ich podmiotowości, że rolę kobiet sprowadza się, jak ujęła trafnie jedna z uczestniczek protestu, do roli inkubatora. Póki co rządzący nie reagują na masowe protesty, nie wypowiedzieli się ani Duda ani Mateo, Jaro który zakończył kwarantannę milczy. Czyżby uważali, że sprawa przyschnie? No cóż Bigos tygodniowy uważa, że błądzą. Sprawa jest bardzo, ale to bardzo poważna, zaś sytuacja może się zakończyć tragicznie. Już tylko marginesowo Bigos zauważa, że epidemiolodzy apelują do demonstrujących o zachowanie dystansu społecznego, noszenie maseczek, wieszczą niekontrolowany wzrost zakażeń. Niestety, ich prognozy mogą się okazać trafne, a pod koniec listopada niestety zabraknie i łóżek covidowych i respiratorów, bo zakażeń będzie wiele.