Bijatyka kiboli na drodze

Kilkudziesięciu kiboli Lechii Gdańsk zaatakowało na obwodnicy Trójmiasta grupę kiboli Elany Toruń. Doszło do krótkiej, lecz intensywnej bójki, w wyniku której kilku uczestników zostało poważnie rannych.

O zdarzeniu jako pierwszy poinformował Szymon Jadczak z portalu TVN24. Doszło do niego w sobotę 20 czerwca na obwodnicy Trójmiasta. Grupa kibiców Elany Toruń, która w 15 samochodów wracała z odbywającej się na terenie gdańskiej stoczni gali walk na gołe pięści. Impreza oczywiście była nielegalna i nigdzie nie została zgłoszona, a uczestniczyli w niej wydelegowani przedstawiciele grup kibicowskich, oprócz wspomnianej Elany Toruń, także ŁKS Łódź i GKS-u Tychy. Bulwersujące jest to, że z owej „gali” w internecie prowadzona była nawet transmisja pay-per-view. Każdy, kto dysponował bezpośrednim linkiem i zapłacił wirtualny bilet, mógł sobie te kibolskie walki obejrzeć.
O gali dowiedzieli się pseudokibice Lechii. Jeszcze przed rozpoczęciem imprezy próbowali pobić jednego z fanów Elany. Nie udało się. Ten uciekł im i schował się w budynku, gdzie odbywały się zawody. Kibole Lechii nie dali za wygraną. Postanowili zarzucić pułapkę na całą grupę kibiców Elany na obwodnicy Trójmiasta, kiedy ci wracali do Torunia. Po obu stronach walczyło po około 60 osób. Torunianie zaskoczyli rywali tym, że wyciągnęli z bagażników swoich samochodów noże, maczety i pałki. W wyniku krwawej bijatyki kilku zwolenników Lechii zostało rannych, ale żaden nie zgłosił się z tym na policję.
„Policjanci zabezpieczyli nagranie z sieci, funkcjonariusze kryminalni prowadzą swoje sprawdzenia, zwróciliśmy się też o pomoc w ustalaniu szczegółów zdarzenia do jednostek, przez które mogli przemieszczać się kibice z nagrania” – powiedziała portalowi tvn24.pl rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku starszy aspirant Karina Kamińska.
Należy jednak wątpić w powodzenie policyjnych działań, bo w takich przypadkach kibole są wobec siebie niezwykle lojalni. Prędzej należy się spodziewać rewanżu szalikowców Elany na szalikowcach Lechii.

Mecz legend w II lidze

w 15. kolejce II ligi piłkarskiej 14-krotny mistrz Polski Ruch Chorzów zmierzył się z czterokrotnym mistrzem Widzewem Łódź. Starcie dwóch legendarnych klubów, które obejrzało blisko 10 tys. widzów, wygrali łodzianie 3:1.

 

Druga liga to w naszym kraju de facto zaledwie trzeci poziom rozgrywkowy. Widzew znalazł się tu po awansie z niżej ligi, bo łódzki klub po upadku odrodził się od podstaw i dzięki niezwykłej mobilizacji swoich kibiców. Klub na każą rundę sprzedaje ponad 17 tysięcy karnetów, zapewniając sobie tym praktycznie komplet widzów na mogącym pomieścić ok 17,5 tys widzów nowoczesnym stadionie) konsekwentnie zmierza do ekstraklasy. Ruch natomiast odwrotnie – w poprzednich dwóch sezonach zaliczał tylko spadki i w efekcie w dwa lata z ekstraklasy spadł do II ligi. W tej klasie rozgrywkowej chorzowianie też nie radzą sobie najlepiej, bo po 15. kolejkach zajmują dopiero 10. lokatę z przewagą ledwie dwóch punktów nad zespołami ze strefy spadkowej.

Widzewiacy są w zgoła odmiennej sytuacji, bo przegrali dotąd tylko jedno spotkanie, trzy zremisowali, a pozostałe 11 wygrali, więc prowadzą w tabeli z dorobkiem 36 punktów i solidna przewagą nad ścigającymi ich ekipami Elany Toruń i GKS Bełchatów. Wygrywając 3:1 w Chorzowie łodzianie odskoczyli Ruchowi w ligowej tabeli już na 19 „oczek”.

Kibice „Niebieskich” żyją w zgodzie z fanami Widzewa, ale mimo to od swojej drużyny oczekiwali zwycięstwa. Na próżno. Dzisiejszy Ruch jest zlepkiem więcej niż przeciętnych graczy, którzy mimo chęci nie potrafili stawić czoła nakręconym zwycięstwami widzewiakom. Nawet honorową bramkę dla Ruchu zdobyli gracze przyjezdni po golu samobójczym w 72. minucie. Najpierw jednak sami jeszcze do przerwy bez trudu wbili chorzowianom trzy bramki.