PiS robi skok na pieniądze emerytów

Obecny rząd postanowił szybko i jednym ruchem zabrać emerytom 15 proc. zgromadzonych przez nich środków. I niewykluczone, że na tym się nie skończy, bo budżet pęka w szwach.

Co najmniej 19,3 miliardów złotych zabierze emerytom rząd Prawa i Sprawiedliwości pod pretekstem „oddawania” im pieniędzy, zgromadzonych dziś w otwartych funduszach emerytalnych. To dość ostrożne szacunki, bo w praktyce ta kwota może sięgnąć niemal 24 mld zł.
Oczywiście rządowi propagandyści sukcesu, udający dziennikarzy w tzw. „publicznych” czyli także rządowych mediach, nie wspominają ani słowem o rządowym skoku na emerycką kasę. Zamiast tego zachwalają, jak to rząd PiS – naturalnie w odróżnieniu od wrednych poprzedników – zwraca emerytom ich ciężko wypracowane składki. Od razu przypomina się orwellowskie Ministerstwo Miłości.

Przymus, a nie możliwość

Rząd PiS bardzo zabiega o to, by jak najszybciej doprowadzić do przyjęcia przepisów, zmuszających potencjalnych emerytów do przeniesienia swych składek z OFE do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych albo na Indywidualne Konta Emerytalne.
Rząd PO dał przyszłym seniorom tylko taką możliwość, wprowadzając „okienka transferowe”, w których można przenosić składki przechowywane w OFE (aczkolwiek na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego, z automatu trafiają one do ZUS). Rząd „dobrej zmiany” nie zmusza, aby koniecznie wybrać ZUS – ale wprowadza przymus wycofania składek z OFE.
Rzecz w tym, że pieniądze zgromadzone w OFE są niedostępne dla rządu, który nie może położyć na nich łapy. Z pieniędzmi w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych może natomiast robić co chce, zaś w przypadku przenoszenia składek na IKE pobiera haracz właśnie w postaci opłaty przekształceniowej. Tę opłatę trudno nazwać inaczej, niż rozbojem na prostej drodze, bo wynosi ona aż 15 proc. zgromadzonych składek!

Czas ucieka, kasy brakuje

Rząd unika nazywania opłaty przekształceniowej podatkiem – i ma ku temu swoje, bardzo wymierne powody.
Chodzi o to, że środki gromadzone w OFE są opodatkowane stawką 15 proc. Osoba, odkładająca składki w otwartych funduszach płaci te 15 proc. w chwili, gdy jest już na emeryturze i otrzymuje świadczenie z OFE.
Rząd PiS nie zamierza jednak czekać na pieniądze od kolejnych roczników Polaków odchodzących na „zasłużony odpoczynek” – zwłaszcza, że bardzo prawdopodobne, iż za jakiś czas te pieniądze otrzymałby już inny, nie PiS-owski rząd. Ekipa „dobrej zmiany” chce zgarnąć całą kasę od emerytów jak najszybciej.
Dlatego właśnie PiS-owscy prominenci wymyślili, że te 15 procent rząd zabierze emerytom od razu, gdy tylko zdecydują się na przeniesienie swych składek na IKE. Cała operacja przenoszenia składek ma zostać zrealizowana już w przyszłym roku.
Skoro zaś pieniądze zostaną zabrane emerytom, zanim jeszcze ci je zobaczą, nie nazwano ich podatkiem lecz właśnie opłatą przekształceniową.
Jest jednak jeszcze drugi, znacznie ważniejszy powód takiego nazewnictwa. Jeśli bowiem pieniądze emerytów nie zostaną opodatkowane, lecz obłożone opłatą przekształceniową, to nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby rząd opodatkował je wtedy, gdy emeryci zaczną otrzymywać swe świadczenia.
Nikt nie będzie się wtedy czepiać, że oznacza to podwójne opodatkowanie – no bo przecież za pierwszym razem była to opłata przekształceniowa, a dopiero później podatek właściwy.

De Tocqueville ma rację

Dziś nie można przesądzać, czy rząd na pewno zdecyduje się na powtórne zabranie emerytom części ich świadczeń (razem dawałoby to już 30 proc.). Budżet trzeszczy jednak w szwach i bardzo prawdopodobne, że obecnej ekipie jednak zabraknie pieniędzy na wysokie apanaże dla krewnych i znajomych królika czy na kolejne upamiętnienia „żołnierzy wyklętych”.
Od razu więc nasuwa się na myśl słynny cytat Alexisa de Tocqueville (powszechnie znany w nieco innej niż tu przytaczana, mniej prawidłowej wersji): „Do jak bezprawnych i nieuczciwych praktyk może brak pieniędzy skłonić rządy łagodne, ale działające tajnie i bez kontroli”.
Tym bardziej, że rząd PiS wprawdzie rzeczywiście działa bez kontroli, ale trudno go uznać za łagodny.
Dziś w OFE znajdują się 160 mld zł przyszłych emerytów. Gdyby wszyscy przenieśli swe środki do IKE, rząd zgarnąłby z tego tytułu 24 mld zł. Wiadomo jednak, że tak się nie stanie, gdyż część obywateli najprawdopodobniej wybierze jednak przekazanie składek do ZUS.

Biznesowi nikt nic nie zabierze

Rząd PiS, zmuszając Polaków do wybrania: albo ZUS, albo IKE, zadbał jednocześnie o to, aby włos z głowy nie spadł powszechnym funduszom emerytalnym, czyli firmom (przeważnie zagranicznym) zarządzającym otwartymi funduszami emerytalnymi. Zdecydowano bowiem, że to właśnie powszechne towarzystwa emerytalne będą prowadzić Indywidualne Konta Emerytalne.
Dlatego więc szefowie powszechnych towarzystw emerytalnych zachowują całkowity spokój – i nie krytykują nowych przepisów. Dla tych przyszłych emerytów, którzy wybiorą IKE, w rzeczywistości nic zatem się zmieni. Tak samo, zarówno w OFE, jak i w IKE, ich pieniądze będą mogły w majestacie prawa stopnieć do zera, w przypadku złego zarządzania czy dekoniunktury na rynkach finansowych. Tyle, że wybierając IKE, prędzej stracą te 15 proc., no i nie jest wykluczone, że za jakiś czas będą musieli zapłacić podatek w takiej samej wysokości.
Za to, jeśli wybiorą ZUS, zostaną uderzeni (tzn., ściśle mówiąc nie oni, co ich spadkobiercy) po kieszeni zbójeckim prawem, wedle którego środki złożone w tej instytucji nie mogą być dziedziczone.
„Dobra zmiana” zafundowała więc przyszłym seniorom wybór, taki jak między dżumą a cholerą…

 

Srebrna rewolucja

Z jakim programem dla ludzi starszych Sojusz Lewicy Demokratycznej idzie do wyborów samorządowych?

Delegaci na krajową Konwencję SLD, która odbyła się dwa tygodnie temu w Warszawie, nie tylko wysłuchali programowego wystąpienia przewodniczącego Włodzimierza Czarzastego oraz udzielili wotum zaufania Zarządowi Krajowemu. Przyjęli również program partii związany ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi.
Warto przybliżyć czytelnikom kilka najważniejszych elementów tego programu. Dzisiaj o „srebrnej rewolucji”, czyli propozycjach skierowanych do ludzi starszych.

Starzejemy się

„Starzejemy się, starzejemy się” – śpiewał przed laty Jan Kaczmarek z wrocławskiego kabaretu Elita. To prawda dotycząca nas wszystkich. I całego społeczeństwa również.
W czasach I Rzeczypospolitej przyrost naturalny liczony był w setkach tysięcy. Bywały lata, że liczba rodzących się obywatelek i obywateli odrodzonej Polski była o ponad pół miliona większa od ilości zgonów. W II Rzeczypospolitej przyrost naturalny również był wysoki. W ciągu 40 lat PRL – aż do połowy lat osiemdziesiątych – roczny przyrost naturalny sięgał 1 procenta. Potem było już tylko gorzej. W ciągu 17 lat XXI wieku ludność Polski spadła o 200 tysięcy. A przyrost naturalny oscyluje wokół zera.Na początku III RP, w roku 1989, seniorów i seniorek w wieku 65+ było 3,8 miliona. Dzisiaj jest ich bez mała 7 milionów. Co roku ponad 200 tysięcy Polek i Polaków świętuje swoje 65 urodziny. Liczba emerytów przekroczyła już 9 milionów – niemal co czwarty obywatel Polski jest emerytem.

Tyle suche dane. Pokazują one czarno na białym jak ważnymi dla każdego polityka i każdej partii stają się programy związane z zapewnieniem wielomilionowej rzeszy seniorów godnego i w miarę dostatniego życia.

3 x 2100

Sojusz Lewicy Demokratycznej jest zdania, że po wprowadzonej przez rząd PiS-u istotnej podwyżce płacy minimalnej do poziomu 2100 złotych w roku 2018, czas na rewolucję w najniższych emeryturach i rentach. W tym roku waloryzacja najniższego świadczenia sięgnie „bajońskiej” sumy 22 złotych, a pobierający je emeryci będą miesięcznie otrzymywali na rękę 876 złotych. Co gorsza, ilość osób mających tak niskie emerytury gwałtownie rośnie. Pięć lat temu było ich zaledwie 90 tysięcy, w tym roku już ponad ćwierć miliona.

W programie wyborczym SLD zapisano postulat „3 x 2100”. To oznacza, że najniższe świadczenia rentowe i emerytalne nie powinny być niższe od minimalnej płacy. I wraz ze wzrostem płacy minimalnej powinny rosnąć w takim samym tempie. To byłaby prawdziwa „srebrna rewolucja”, diametralnie zmieniająca sytuację gorzej sytuowanych emerytów i emerytek.

Podwyżka rent i emerytur nie leży w kompetencji wybieranych na jesieni władz samorządowych. Dlatego w programie samorządowym Sojuszu postulat „3 x 2100” nie pojawia się. Jest natomiast szereg innych propozycji, które mogą wprowadzać samorządy z myślą o seniorach.

Rada seniorów

„Każdy wójt, burmistrz i prezydent miasta musi korzystać z mądrych rad i opinii przedstawicieli seniorów” – napisano w programie samorządowym SLD. Postulując jednocześnie tworzenie rad seniorów, jako zespołów doradczych dla władz samorządowych. Kolejne gremium zdolne jedynie do „bicia piany”? Niekoniecznie.

We Wrocławiu od jedenastu lat w urzędzie miejskim działa sekcja ds. rozwoju ruchu rowerowego. Na jej czele stoi tak zwany oficer rowerowy – również cyklista. Jego zadaniem jest pilnowanie, by miasto było jak najlepiej dostosowane do potrzeb rowerzystów. Pierwszy przykład z brzegu: kiedyś ignorancja urzędników powodowała, że ścieżki rowerowe były budowane z kostek betonowych, zwanych potocznie „polbrukiem”. Jak się jeździ rowerem po takim „polskim bruku”, nie trzeba tłumaczyć. Dzisiaj – po interwencji oficera rowerowego – nowe ścieżki rowerowe są już tylko asfaltowe.

To seniorzy wiedzą najlepiej, co można i trzeba zmienić w mieście i gminie, by żyło im się lepiej. Częstokroć są to sprawy, których nie widać zza biurka prezydenta miasta, czy burmistrza. Sprawy, których realizacja nie wymaga wydawania milionów złotych z budżetu samorządowego. Dlatego rada seniorów ma sens. Zwłaszcza teraz, gdy coraz częściej we władzach samorządów zasiadają ludzie młodzi, problemy seniorów znający głównie z opowiadań rodziców i dziadków.

Karta seniora

W Częstochowie, mieście prezydenta SLD Krzysztofa Matyjaszczyka, nazywa się „Kartą Częstochowskiego Seniora”. W Łodzi, gdzie wiceprezydentem jest Tomasz Trela, wiceprzewodniczący SLD, to „Miejska Karta Seniora”. Mogą je otrzymać osoby w wieku 60+. Karty seniora upoważniają do szeregu zniżek i promocji w instytucjach kultury, placówkach gastronomicznych, obiektach sportowych i wypoczynkowych, szkołach językowych, salonach fryzjerskich i kosmetycznych i wielu innych. Często zniżki nie są oszałamiające. Ale mając 876 złotych emerytury, trzeba liczyć się z każdą złotówkę.

Sojusz Lewicy Demokratycznej proponuje, aby system rabatów i zniżek dostępnych dla seniorów pod postacią karty seniora był dostępny w każdej gminie. Choć jak pokazuje przykład wrocławski, najważniejsza jest dobra wola i kreatywność podmiotów samorządowych, a nie kawałek plastiku w ręku emeryta lub emerytki.

Wrocławski Park Wodny przed południem świeci pustkami. Sauny zżerają prąd, ratownicy pilnują nielicznych kąpiących się w basenach, a na siłowni więcej jest instruktorów niż trenujących. Gdy cały obiekt i tak jest „w gotowości”, stworzono ofertę dla seniorów. Przed południem każdy wrocławianin – już po przekroczeniu 55 lat – może za niewielkie pieniądze (15 zł) przez 3 godziny do woli korzystać ze wszystkich atrakcji Parku Wodnego.

Osiedla wspomagane

Choć wielu dzisiejszych polityków woli ten fakt przemilczać, prawdziwy boom budowlany miał miejsce w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W ciągu ośmiu lat – od 1971 do roku 1978 – wybudowano w Polsce ponad 2 miliony mieszkań. Dzisiaj – w dobie nowych technologii i kredytów hipotecznych – budujemy w tempie dwa razy wolniejszym.

Polska nie należy do krajów o intensywnej migracji ludności. Dlatego nie dziwi fakt, że ci, którzy w nowych wówczas domach zamieszkali czterdzieści lat temu, mieszkają tam do dzisiaj. Sam mieszkam w pobliżu osiedla wybudowanego w czasach PRL-u. W którym większość mieszkańców dawno przekroczyła wiek emerytalny.

Sojusz Lewicy Obywatelskiej proponuje, aby w obrębie takich osiedli dostępna była dla mieszkańców całodobowa pomoc pielęgniarki i pracownika socjalnego. W programie SLD nazwano je osiedlami wspomaganymi. Nakład finansowy jest niewielki. Zaś ogromną korzyścią poczucie bezpieczeństwa również tych, którzy nie muszą korzystać z codziennych zabiegów.

Profilaktyka i geriatria

Łatwiej zapobiegać niż leczyć – ten slogan zna każdy z nas. Jednak rzeczywistość skrzeczy. Kolejki do lekarzy, ceny leków przekraczające możliwości finansowe i wielomiesięczne starania o dostanie się do gabinetu specjalisty. Dzisiaj seniorzy są na straconej pozycji.

W Polsce mamy 417 lekarzy geriatrów. Osób w wieku 60+ – ponad 8 milionów. Jeden geriatra przypada na 20 tysięcy seniorów. Taka statystyka oznacza, że w większości mniejszych miejscowości nie ma ani jednego geriatry. W zeszłym roku prasa pisała, że w całym województwie warmińsko-mazurskim w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia nie leczył ani jeden geriatra. To się musi zmienić! Dlatego program samorządowy SLD przewiduje powstanie co najmniej jednego oddziału geriatrycznego w każdym powiecie.

Poza tym konieczne są bezpłatne badania profilaktyczne dla seniorów. Oraz bezpłatne szczepienia, ot choćby przeciwko grypie, której powikłania mogą być szczególnie niebezpieczne dla ludzi starszych. Wiele miast już wprowadziło takie szczepienia dla osób w wieku 65+. Jednak ilość szczepionek jest ograniczona i władze miasta zastrzegają, że szczepienia są możliwe „aż do wyczerpania zapasu szczepionki”. Tę regułę trzeba odwrócić, tak aby to medykamenty były dostępne „aż do wyczerpania wszystkich chętnych”.

Darmowe przejazdy

Przed laty bilet tramwajowy i autobusowy kosztował 50 groszy, a bochenek chleba 4 złote. Dzisiaj za luksus skorzystania z komunikacji miejskiej trzeba częstokroć zapłacić więcej niż za chleb. Cóż z tego, że we wrocławskim Aquaparku seniorzy mogą za 15 złotych przez 3 godziny korzystać z wszystkich atrakcji, skoro za dojazd z bardziej oddalonych regionów Wrocławia zapłacą niemal drugie tyle.

Wrocław rozpoczął, z inicjatywy SLD, realizację wprowadzania bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską dla seniorów. W tym roku z przejazdów tramwajami i autobusami bez biletu mogą korzystać ci, którzy przekroczyli 69 rok życia. Za trzy i pół roku, od pierwszego stycznia 2022 roku, ten przywilej obejmie również 65-latków.

Program samorządowy SLD przewiduje wprowadzenie prawa do darmowych przejazdów lokalną i regionalną komunikacją publiczną: autobusami, tramwajami, metrem, a także kolejami regionalnymi – dla wszystkich seniorów w wieku 65+.

Srebrna rewolucja

Ktoś powie, że nazwanie „srebrną rewolucją” tych kilku spraw, ważnych dla ludzi starszych, to przesada. Być może. Ostatecznie nie o nazwę chodzi. Ale o to, by kilkanaście tysięcy kandydatów i kandydatek Sojuszu Lewicy Demokratycznej, startujących w całej Polsce w wyborach samorządowych, pamiętało o seniorach. By pamiętali o nich ci, którzy zostaną wybrani radnymi, wójtami, burmistrzami i prezydentami miast.

Mówią, że SLD to partia ludzi starych. To fakt, oprócz wielu młodych, jest w Sojuszu liczne grono seniorów i seniorek. To szczególnie predestynuje moją partię do bycia rzecznikami tych, których PESEL zaczyna się na „trójki”, „czwórki” i „piątki”. Walczyć o godne życie milionów starszych wiekiem obywatelek i obywateli, to żadna ujma. To zaszczyt!